6 października 2013

The Yellow Handkerchief (2008)

The Yellow Handkerchief
reż. U. Prasad • USA, 2008
Wiele można zarzucić Kristen Stewart - że jedna mina, że drętwota, że mało bystre spojrzenie (czy cokolwiek jej anty-fani jeszcze wymyślają), ale za to odmówić nie można jej jednego - posiada niebywałą zdolność do wybierania klimatycznych, niebanalnych scenariuszy. Trudna miłość (moja ocena: 7/10), Ucieczka w milczenie (8/10), Wszystko za życie (9/10), The Runaways (9/10), Witamy u Rileyów (8/10) czy - niedawno przeze mnie przedstawiany - W drodze (9/10). Do grona znakomitych wyborów Kristen należy również The Yellow Handkerchief, o którym kilka słów zamierzam Wam opowiedzieć...

Film Udayana Prasada to typowy przedstawiciel kina drogi. Piękna amerykańska sceneria, nienachalna ścieżka dźwiękowa w tle, samochód i podróżnicy. Przypadkowi ludzie, których połączyła samotność oraz chęć zmierzenia się z własnymi pragnieniami i lękami. Dojrzały mężczyzna wspominający życie sprzed więziennej odsiadki, młoda dziewczyna, pragnąca zwrócić na siebie uwagę i ekscentryczny outsider, próbujący okiełznać własne lęki - to oni spotykają się na drodze i to ich losy śledzimy przez sto minut filmu.

Źródło: filmweb.pl

Aktorsko najlepiej z założeniami obrazu poradził sobie znakomity William Hurt (zdobywca Oskara za rolę w Pocałunku kobiety pająka). W scenach retrospekcyjnych doskonale partneruje mu eteryczna Maria Bello (którą ja pamiętam z Sekretnego okna). Przedstawiciele młodszego pokolenia - Kristen Stewart (wiadomo, Zmierzch) oraz Eddy Redmayne (Nędznicy) nie do końca sprostali wyzwaniu, ale też dosyć specyficzne role im zaproponowano. Szczególnie trudne zadanie czekało Redmayne'a, którego przerosła rola ekscentrycznego, zagubionego dzieciaka. Kristen z kolei wypada poprawnie, ale nie wybitnie - z tej roli raczej zapamiętana nie będzie.

The Yellow Handkerchief to niezwykle subtelna opowieść o miłości - tej dojrzałej i tej młodzieńczej, o sile przebaczenia, o samotności i poszukiwaniu dróg. Bohaterowie tej historii są szalenie naturalni i prawdziwi, z ogromną przyjemnością śledzi się ich poczynania. Ale trzeba mieć w sobie wiele wrażliwości i zrozumienia dla specyfiki tego typu obrazów. To nie jest film dla miłośników szybkiej akcji. Tutaj nic nie dzieje się natychmiast, napięcie dozowane jest pomalutku (nie bez przyczyny używam tego zdrobnienia), a jedynym, co zmienia się często, jest tło. Tło - czyli amerykańskie pobocza i drogi, zajazdy i hotele, miasta i wsie.

Ci z Was, którzy lubują się w historiach prostych ludzi, które nie zachwycają niezwykłością, za to ujmują prawdą i naturalnością, na pewno uznają Yellow Handkerchief za film wart uwagi. Zachęcam do udania się w tę drogę...

Moja ocena: 7,5/10

5 komentarzy:

  1. Czasami lubię właśnie takie filmy, powolne, ale mające nieco do przekazania. Kilka filmów z Kristen mam zamiar obejrzeć, bo faktycznie gra w dość specyficznych produkcjach, które mnie osobiście ciekawią swoja fabułą.

    Pozdrawiam,
    Klaudyna

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno obejrzę ten film! Kristen czasami mnie denerwuje w filmach, ale to fakt, że wybiera świetne scenariusze. Sięgnę po ten film, ponieważ bardzo lubię takie, w których można zobaczyć ładne krajobrazy Ameryki :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię filmy drogi i ten chętnie bym obejrzała. Niestety Kristen mnie denerwuje i potrafi popsuć naprawdę świetną rolę... Ale chyba i tak się skuszę na ten film :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja bardzo chętnie zobaczę Kristen w innej roli niż w "Zmierzchu" :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wydaje się to być bardzo sympatyczny film. Taki w sam raz na wyciszenie się po ciężkim dniu :-)
    Oglądałam "Ucieczkę w milczenie" i wydaje mi się, że Kristen pasowała tam idealnie.

    OdpowiedzUsuń