17 września 2013

Zapraszamy na pogaduchy w Kreatywiarni [1]


W loży Kreatywiarni zasiadają trzy barwne jednostki - Limonka z bloga Zielona Cytryna, Jarka prowadząca Jarkowe Bazgroły oraz panosząca się tu dookoła Kreatywa. Co kilka tygodni nasza trójca zapraszać Was będzie do dyskusji i wspomnień (nie tylko książkowych) przy kawie, herbacie i dobrej muzyce, czasem w towarzystwie zacnych gości, czasem w gronie własnym. Dziś - chcąc dostosować się do kalendarza - proponujemy lekki, powakacyjny temat - otwórzcie worek wspomnień i opowiedzcie o najlepszych, najciekawszych i najukochańszych książkach czasów szkolnych.

Jarka, bazgroly.net
Stachurski, chodzenie na jabłka i miliard nieodwzajemnionych miłości. Z tym kojarzą mi się przede wszystkim moje pierwsze szkolne lata. Oczywiście, jak na dziecko polonistki przystało, od młodości zaszczepiono mi miłość do książek, jednak będąc niespokojnym duchem, który dodatkowo dość szybko wszystkim się nudził (podejrzewam, że mam jakieś niezdiagnozowane ADHD, bo ta cecha pozostała mi do dzisiaj) nie miałam w tamtym okresie jednej ulubionej powieści.

I tak: szkoła podstawowa to przede wszystkim książki Krystyny Siesickiej, Marka Perepeczko i Doroty Terakowskiej. Pamiętam, że wiele emocji wywołała u mnie 3 tomowa seria: Falbanki, Woalki i Wachlarze (Siesickiej), do której wracałam kilka razy i zawsze z ogromną przyjemnością. Dzięki panu Perepeczko zaangażowałam się w przygody Dzikiej Mrówki, które wywołały u mnie (na szczęście chwilowo) intensywną chęć nauki nurkowania. Terakowska natomiast poprzez Lustro Pana Grymsa pokazała mi, jak fantastyczne mogą być inne światy. Drugi etap nauczania, czyli gimnazjum spędziłam głównie z Harrym Potterem w ręku, który ustępował czasami miejsca Wiedźminowi i powieściom Raymonda E. Feista. W skrócie Jarka zaczynała odkrywać fantastykę i nadal nie mogła się zdecydować na jedną ulubioną książkę.

Liceum niewiele zmieniło moje upodobania, dalej przede wszystkim sięgałam po polskich autorów i fantastykę wszelaką. Zakochałam się w aniołach dzięki powieści Tam gdzie spadają anioły, W.Rednej - Olgi Gromyko, Zmierzchu (nie wstydzę się tego! :P) i Dumie i uprzedzeniu. Szkołę zakończyłam wierząc, że gdzieś tam na świecie znajduje się mój Mr Darcy, a ja sama jestem idealnym odzwierciedleniem Elizabeth Bennet, która ma oczywiście swego skrzydlatego stróża. Wiadomo, że w trakcie tych wszystkich lat przechodziłam jeszcze miliard innych fascynacji (godzinnych, kilkudniowych, czy kilkumiesięcznych), jednak to te lektury, które wymieniłam, goszczą w mym sercu i pamięci po dziś dzień :)
Ech, która z nas nie marzy o swoim Darcy'm? :)


Limonka, zielonacytryna.blogspot.com
Dziewczę ze wzniosłymi ideałami i omdlewającą naturą - tak określiłabym siebie w latach szkolnych. Biegałam z biblioteki do biblioteki w poszukiwaniu książek z serii "Nie dla mamy, nie dla taty, lecz dla każdej małolaty" - to w podstawówce. Kiedy szkolna bibliotekarka zapytała, czy nie jestem przypadkiem zbyt młoda na książki tego typu (TEGO TYPU? Serio?), odpowiedziałam, że nie. W rzeczywistości bowiem marzyłam, że gdy będę mieć lat szesnaście, mój wyśniony i wymarzony młodzian odnajdzie mnie i gdy tylko mnie ujrzy, z miejsca padnie trupem. Z miłości, rzecz jasna.

Czytywałam głównie pierdoły, książki bez większej wartości intelektualnej, za to skutecznie utrzymujące mnie w romantycznym obłoku, jaki może wokół siebie stworzyć wyłącznie nastoletnie dziewczątko. Mimo to zaprzyjaźniłam się również z młodymi detektywami Hitchcocka, odkrywałam książki z serii "Szkoła przy cmentarzu" i w końcu trafiłam na Harry'ego Pottera, któremu dałam się porwać na wiele kolejnych lat. I tak naprawdę pamiętam z tamtych czasów niewiele, a choć czytałam dużo, czas skutecznie rozmył wszystkie moje czytelnicze wspomnienia.
Limonka! Dzięki za przypomnienie o Szkole przy cmentarzu! Gdzieś w mych wspomnieniach zaginął ten tytuł, a kiedyś naprawdę był dla mnie ważny.


Futbolowa, kreatywa.net
Nie będę powtarzać dziś starej śpiewki, że w podstawówce kochałam się w Tomku Wilmowskim z powieści Szklarskiego, a w latach gimnazjalnych spędzałam duszne noce z latarką pod pościelą w towarzystwie Harry’ego Pottera. Te opowieści doskonale już znacie, a ja w dniu otwarcia Kreatywiarni chciałabym Was czymś mocno zaskoczyć.

Angus, stringi i przytulanki, Spoko, założyłam bardzo duże gacie, Kłopoty z dyndakami, Tańcząc na golasa czy Jak rozkochać w sobie każdego chłopaka – znacie te tytuły? Jeżeli nie, i jeżeli ominęły Was czasy popularności „dziennika Bridget Jones dla nastolatek”, czyli serii Zwierzenia Georgii Nicholson, sporo w młodości straciłyście. Bo to książki urocze, lekko głupkowate, megazabawne i na lata pozostające w pamięci. Biłam się o nie z koleżankami, bo ilekroć jakąś kupiłam i dwa-trzy razy przeczytałam, zaraz szła w obieg i już do mnie nie wracała. Podobnie jak drugi hit czasów nastoletnich – seria „Plotkara”, którą kupowałam, czytałam i traciłam na rzecz licealnej braci z częstochowskiej Samorządówki.

Inne ważne tytuły tamtych pięknych lat, to Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów, Pamiętnik Księżniczki, seria miętowa Ewy Nowak, 110 ulic, dzienniki Adriana Mole’a oraz ukochany Ten obcy (do którego dopisałam dalszy ciąg dłuższy niż oryginał – ponoć wciąż leży w archiwach szkolnych). Oto symbole mojego dawnego literackiego życia – jeżeli nie wiecie jak przetrwać nowy rok szkolny, polecam przyjrzeć się tym tytułom. Gwarantuję, że prędko do nauki nie wrócicie :)

A teraz kolej na Was, drodzy Goście naszej Kreatywiarni - opowiedzcie o swoich najlepszych książkach ze szkolnych lat. Jakimi tytułami urozmaicaliście sobie kanon lektur? Z jakimi opowieściami związane są Wasze młodzieńcze lata? Czy Wasze typy są zbliżone do naszych?

32 komentarze:

  1. Widzę, że każda miała swoją przygodę z Harrym :)
    Sama w latach podstawówki, a nawet gimnazjum, w kółko czytałam o Tomku Wilmowskim, a do trzeciej części nadal wracam i cały czas wzdycham, że zaczynam się robić stara i dostrzegam niedoskonałości tej książki.
    Osobiście gustowałam w pozycjach płytkich, nic nie wnoszących do mojego światka, całe szczęście, że to trochę ograniczyłam :D

    Szkoda, że do lat dzieciństwa nie można tak szybko wrócić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również zwróciłam uwagę na to, że wszystkie uważamy Pottera za istotnego, to tylko dowodzi, jak ważne i cenne są to książki :)

      A co do płytkich popierdółek - chyba każdy w swoim życiu przez to przechodził, dlatego dziwi mnie, jak wielu blogerów lubi czepiać się młodzieży o czytanie 'głupich' książek.

      Usuń
  2. Ja się zaczytywałam "Nędznikami", Sienkiewiczem, kolejny raz odkrywałam "Hrabiego Monte Christo", miałam wymagające liceum, ale oj czytałam. Wtedy pierwszy raz przeczytałam Kinga i to z grubej rury bo "Lśnienie", tylko dlatego, że w jakimś wywiadzie Iker powiedział, że to jego ulubiona książka ;/ Co jeszcze. Sporo czytadeł, Szwaje i inne Sowy. Historyczne, biografie. Jak teraz - wszystko ;)

    Świetna akcja!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że Ty to taki poważny kaliber, w porównaniu do moich 'stringów' i 'dyndaków' :D

      Usuń
    2. Serce, ja jak miałam dziesięć lat Tata kupił mi Hrabiego i kazał czytać. Mama wciąż piała o Trylogii, miałam wyjście?
      Ach! i LO to pierwsze zetknięcie z Tolkienem. Naturlich :D

      Usuń
    3. Też próbowałam zetknąć się z Tolkienem w LO, ale okazałam się za gÓpia...

      Pozdrów rodziców! :D

      Usuń
    4. Pozdrowię na pewno :)) Ja dlatego dzieci mieć nie b ędę :P pewnie kazałabym im czytać Bazylowa do kaszki :P


      A Tolkien mi się spodobal, ale zachwyciłam się w pełni później jednak

      Usuń
  3. Chmielewska! Zdecydowanie powieści Joanny Chmielewskiej, te dla dzieci i nastolatek, a później i te normalne, czytałam jeszcze w podstawówce, przy czym opisywane absurdy PRL opisane w powieściach były wtedy dla mnie niczym fantastyka.
    W Gimnazjum przyszedł czas na Agathę Christie i inne kryminały, ale też (nie śmiać się!) Czytałam Żeromskiego :D Nie wiem dlaczego i co najlepsze "Ludzie bezdomni" podobali mi się bardziej, gdy jeszcze nie wiedziałam, że to lektura w liceum. Angus jest mi znany, podobnie jak Tamara w czerwonych pantofelkach z powieści Siesickiej. Lubiłam też książki Anne Rice nim wampirki stały się modne... oj duuuużo tego było :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham Żeromskiego! Nie dziwię się, że zastrzegasz 'nie śmiać się', bo kiedy zachwycam się 'Ludźmi bezdomnymi' albo 'Syzyfowymi pracami' znajomi zawsze stukają się po głowach i podśmiewają ;)

      A Chmielewskiej jeszcze nie poznałam, choć nieustannie ganię się za to :)

      Usuń
    2. oj, masz czego żałować :) tylko na moje oko lepsze są te powieści Chmielewskiej z "tamtych" czasów. Jakoś tak mi się wydaje, że te wydane po "Ostatniej prawnuczce" to już nie to.
      Z Żeromskim to chyba jest tak, że jak się ma czas i ochotę, to może się podobać, jednak czytając "na akord", żeby wyrobić z programem, żeby dobrze napisać sprawdzian, to wtedy się nie będzie podobało nikomu.
      Zawsze powtarzam, że najgorsze co może spotkać książkę, to zrobienie z niej lektury szkolnej.

      Usuń
    3. Wiesz, ja też z reguły byłam nastawiona na 'anty' wobec lektur przez sam fakt, że były lekturami, więc sporo jest racji w tym, o czym wspominasz :) Ale jakoś Żeromskiego nie bojkotowałam i okazało się to wspaniałym wyborem.

      Zaś Chmielewskiej kiedyś na pewno spróbuję, wszyscy, którzy ją czytają/czytali, tylko pochwały pod jej adresem zostawiają :)

      Usuń
  4. Najmilej wspominam książki Astrid Lindgren i Lucy Maud Montgomery, które ukształtowały moją wrażliwość i melancholijną naturę. A potem wskoczyła fascynacja Sagą o Ludziach Lodu (gdzie w wieku 15 lat) - i tak dotrwałam do końca nastoletnich lat:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzę, że miałyśmy podobne lektury: Angus Tak, Harry Potter plus detektywi Hitchcocka, do tego seria o Anii z Zielonego Wzgórza, seria "nie dla mamy nie dla taty, a dla...", Chmielewska- przygody nastoletnich detektywów oraz Marta Patton :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach, ja podobnie jak Limonka, zaczytywałam się w romansidłach dla nastolatek od najmłodszych lat i wciąż mam ich spory zbiór ukryty gdzieś głęboko w szafie! :D Prócz tego lubiłam Polyannę i Anię z Zielonego Wzgórza. I "Jak zakochałem Kaśkę kwiatek"!

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam, że u każdej z was znalazłam tytuły, którymi się zaczytywałam w szkole (a nawet zaczytuję nadal ;).
    Przede wszystkim, jeśli chodzi o czasy podstawówkowo-gimnazjalne, to ,,Pamiętnik księżniczki" Meg Cabot i tego typu wczesnomłodzieżowe ,,popierdółki" ;) Z kolei Tomek Wilmowski ze swoimi podróżami zasiał we mnie miłość do książek podróżniczych - skutecznie, bo owa miłość trwa nadal. Z tego tytułu dobrze wspominam ,,W pustyni i w puszczy". Oczywiście Harry Potter to już klasyk, tutaj nie ma się co rozpisywać. Chętnie sięgałam też po polską serię ,,Bezsennik, czyli o czym dziewczyny rozmawiają nocą". Na półce również swoje miejsce miała seria miętowa Ewy Nowak. Później, czyli właściwie już w liceum, zauroczył mnie ,,Zmierzch", tego się nie wyprę ;) no i zaczęła się moja przygoda ze Stephenem Kingiem.
    Serie ,,Szkoła przy cmentarzu" oraz o Georgii kojarzę, czytałam bodajże ze dwa tomy z każdej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja wręcz nie mogłam oderwać się od mojej ukochanej książki "80 dni dookoła świata", którą wałkowałam i w ferie, i w wakacje, i w roku szkolnym. Uwielbiałam "Anię z Zielonego Wzgórza", jak i kryminały Christie. A gdy odkryłam "Hrabiego Monte Christo" to już wiedziałam, że jest to książka, która będzie mi towarzyszyć do późnej starości (nawet tak dobierałam temat na prezentację maturalną, bym mogła wykorzystać właśnie Hrabiego). No i niestety trzeba się także przyznać, że idealną lekturą pozwalającą oderwać się od rzeczywistości i nie wymagającą myślenia, były książki Dana Browna.

    OdpowiedzUsuń
  10. To może dorzucę jakiś męski głos do dyskusji:)

    Moja edukacja przebiegała jeszcze dwutorowo, także ten tego: w podstawówce zdecydowanie rządziły przygodowe i podróżnicze książki. Szklarski, Karol May (wszystko przeczytałem co było w bibliotece mojej miejskiej), wojenne dla młodzieży (już nie pamiętam tytułów). Liceum to okres science - fiction i fantastyki wszelakiej. Zarówno polskiej jak i zagranicznej. Chociaż tej zagranicznej było zdecydowanie więcej. Sapkowski, Heinlein, Pohl, Harrison, Silverberg, cykl o Conanie Howarda. I Stephen King, łykałem wszystko autorstwa tego pana co mogłem dorwać w swoje łapki. A innych książek było mnóstwo, ale niestety większość zaginęła w mrokach niepamięci:) I tyle na szybko przyszło mi do głowy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja uwielbiałam wtedy czytać książki na podstawie, których powstawały adaptacje filmowe, szczególnie książki o Bridget Jones czy trylogia "Władca Pierścieni". Pamiętam też, że w liceum duże wrażenie wywarła na mnie "Zbrodnia i kara" Fiodora Dostojewskiego tak iż później jeszcze kilkakrotnie ją czytałam. Do tej pory gdzieś tam "krąży w zakamarkach mojej głowy". Nie jest to może łatwa książka, ale bardzo dobrze ukazuje ludzką psychiką po dokonaniu zbrodni. W ogóle w liceum lubiłam czytać książki rosyjskich pisarzy z okresu XIX i XX wieku.

    OdpowiedzUsuń
  12. Przyznam, że mi najbliżej do odpowiedzi kreatywy :) Czytywałam Anię z Zielonego wzgórza, Burnett, Pollyannę i Wilmowskiego (i wierzyłam, że wszystkie dzieci rodzą się białe...). Później serie dla nastolaek, Hitchcock, Chmielewska, Rowling. Przyznam, że wiele tytułów już wylatuje z głowy, ale wystarczy spojrzenie na okładkę by sobie przypomnieć :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Także jestem z pokolenia "Harrego Pottera" :)
    Poza tym także uwielbiałam książkę "Ten obcy".
    Moją ulubioną książką lat szkolnych jest "Chłopak na opak" Ożogowskiej.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja swoją przygodę z czytaniem w podstawówce zaczęłam od serii "Felix, Net i Nika". Potem były różne młodzieżówki o miłościach i jakoś w piątej klasie nadszedł czas na "Harrego Pottera" :D A niedługo potem wciągnęłam się w paranormal romance i inne rodzaje fantastyki :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja raczej gustowałam w lekkich i przyjemnych książkach, ale najbardziej w pamięć zapadła mi seria miętowa Ewy Nowak, wszystkie tomy o Tomku Wilmowskim i przede wszystkim Pan Samochodzik :))

    OdpowiedzUsuń
  16. Poza lekturami to ja uwielbiałam te wszystkie książki dla nastolatek. "Pamiętnik księżniczki" Meg Cabot - całą serię przeczytałam. " "Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów", seria " Ala Makota" Małgorzaty Budzyńskiej, powieści Krystyny Siesickiej, Terakowskiej . No i oczywiście "Harry Potter" To gimnazjum. A podstawówka ? Astrid Lindgdren i cała seria "Ania z Zielonego Wzgórza". W liceum pokochałam twórczość Sparksa, Coelho i Roberts właściwie tylko ich książki wtedy czytałam.
    Ulubione lektury ? Oj sporo tego: Dżuma, Zbrodnia i Kara, Granica, Kamienie na szaniec, Proces, opowiadania Borowskiego, i w ogóle wszelka literatura wojenna. Do tego zestawu dorzuciłabym serie z gatunku fantastyki ( Dom nocy i Zmierzch i kilka książek z cyklu " Nie dla mamy nie dla taty lecz dla każdej małolaty".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze o Jeżycjadzie zapomniałam.

      Usuń
  17. Miałyście świetny pomysł i przypomniałyście mi mnóstwo już zapomnianych tytułów - chociaż przyznaję, że w podstawówce trzeba było mnie siłą zaciągać do książek, a i wtedy się nie poddawałam bez walki :) Pozytywnie wspominam "Małą księżniczkę" i "Krucze wrota", od nich zaczynałam :))

    OdpowiedzUsuń
  18. Ach, ach stare dobre czasy ...lecz pozostały wspomnienia...moja przygoda z książką zaczęła się bardzo wcześnie. Od chwili rozpoczęcia nauki nawiedzałam szkolna bibliotekę wzbudzając tym nieufność w pani bibliotekarce , która kazała streszczać mi oddawana zbyt szybko w jej mniemaniu książki . Byłam niewybredna brałam co dawała i wciąż chciałam więcej , na tyle że już w II klasie podstawówki wzięłam się za domowa biblioteczkę z uwielbianą w naszym domu Trylogią Sienkiewicza na czele, oczywiście czytałam ją na miarę swego ośmioletniego "punktu zrozumienia" :) ale jej bohaterowie stali mi się tak bliscy że co roku wracałam do nich z radością , za każdym razem odkrywając na nowo :) A obok Trylogii był pan Dumas i jego Naszyjnik Królowej , Królewicz i żebrak, Przygody Tomka Sawyera, Dzieci Kapitana Granta , Tomek Wilmowski , Pan Samochodzik, Hrabia Monte Christo, Kłamczucha - do tych książek wracałam nie raz i nie dwa :)...Oprócz tego tacy autorzy jak p.Ożogowska , Lach, Bohdaj , Siesicka - wiadomo :) Naprawdę dłuuugo by wymieniać , aż łza się w oku zakręciła ze wzruszenia , bardzo miłe wspomnienia:)

    Pozdrawiam bardzo serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  19. Hm, na wspominki mnie teraz wzięło ;) W podstawówce zaczytywałam się w"Awanturze o Basię", "Ten Obcy", oczywiście "Ania z Zielonego Wzgórza". W ogóle przypomniało mi się, że ambitnie chciałam przeczytać "Pana Tadeusza", ale szybko poległam i powróciłam do niego (bo musiałam) w gimnazjum. Wszyscy byli w szoku gdy bez zająknięcia w jakiś dzień wyrecytowałam inwokację sama z siebie :D. A ci do książek w okresie gimnazjalnym, panowały u mnie trzy lektury: "Medaliony", "Kamienie na szaniec" i, uwaga, "Quo Vadis" - tą nawet opisywałam później w pracy maturalnej ;). Ach! Zapomniałam jeszcze o serii Porachunki z przygodą (gimnazjum) i nieśmiertelna Jeżycjada (podstawówka, gimnazjum), no i Harry Potter. W liceum pochłonęło mnie trochę życie, ale to wtedy przeczytałam "Władce Pierścienia", "Hobbita" i powracałam do wcześniej wymienionych pozycji... W sumie to cały czas do nich wracam ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Łączy Was Harry Potter! :) Aż nabrałam ochoty, by sama stworzyć taki post wspomnień. Jesteście inspiracją!
    Futbolowa, znam wszystkie te książki, które wymieniłaś. Sama się w nich zaczytywałam. A i "Stowarzyszenie wędrujących dżinsów" pamiętam do dziś i miło wspominam.
    Podobnie jak Jarka, mam chyba niezdiagnozowane ADHD, rzecz jasna czytelnicze ;) I tak jak Limonka, zaczytywałam się w serii "Nie dla mamy, nie dla taty, lecz dla każdej małolaty". Do tej pory są rozchwytywane wśród młodzieży, bo co idę do biblioteki w celu wypożyczenia kilku tytułów to półki świecą pustkami. A w katalogu widnieją ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Czasó podstawówkowych zbytnio nie pamiętam, za to gimnazjalne wspominam bardzo miło pod każdym względem, także czytelniczym. Rzeczywiście był to okres, w którym niemalże codziennie biegałam po szkole do biblioteki po kolejne książki: słynne serie "Nie dla mamy, nie dla taty, lecz dla każdej małolaty", "Przygody Trzech Detektywów" Hitchcocka i "Replika" Marilyn Kaye (pamiętam, że w bibliotece brakowało ostatniej części, nad czym strasznie z jedną z koleżanek ubolewałyśmy :D). Oprócz tego sięgało się po pojedyncze tytuły Chmielewskiej, Ożogowskiej, była jeszcze taka seria, której akcję osadzono w jakimś europejskim internacie, o ile dobrze kojarzę, również ją czytałam ;). No a potem stał się Harry Potter <3.

    OdpowiedzUsuń
  22. Z najmłodszych lat pamiętam baśnie Andersena i różne książeczki dla dzieci. Podstawówka - Władca Pierścieni, Hobbit, naturalnie Harry, Wiedźmin i książki dla nastolatek typu Pamiętnik księżniczki. Wszystkie części Ani z Zielonego Wzgórza i lektury, które wtedy jeszcze czytało się wszystkie od deski do deski :) Sagi Margit Sandemo. Później Saga Zmierzch, Masterton, Karen Rose, kryminały, thrillery, horrory i mnóstwo fantastyki :)

    OdpowiedzUsuń