12 czerwca 2013

Muzyczne Wspomnienia #1

#1 Jak zostałam Spice Girl
"Proszę pana, ja jestem Mel B, nie widać?" - burknęłam do wąsatego gościa, który w 1999 roku rzucił mi pytające spojrzenie, kiedy jak burza wpadłam do jego studia fotograficznego w oczorzutnym seledynowym topiku odsłaniającym brzuch, obciachowych butach na koturnie, z pokarbowanymi włosami i brązującym pudrem rozmazanym gdzieniegdzie na twarzy. Przysiadłam, zziajana, poczułam błysk flesza na twarzy i zrobiłam głupią minę, którą po dziś dzień straszę ze swojego pierwszego w życiu paszportu. Byłam wtedy małoletnim odpowiednikiem Mel B, w kilka minut po swoim ostatnim, ekhem, koncercie. I mam na to, niestety, dowody zdjęciowe. Ale o tym później.

Spice Girls to zespół-ikona lat dziewięćdziesiątych. Moja podstawówkowa egzystencja opierała się właśnie na miłości do nich. Zawsze chciałam być Victorią, bo miała Davida (a ja już wtedy oddana byłam Manchesterowi United), ale zostałam Mel B. Bo Spidi była słodka jak Emma, Natalka fryzurą pasowała na Geri, Karolinie odpowiadał styl Mel C, a Daga miała klasę Victorii. Ja nie lubiłam się nawet opalać, ale sianko na głowie predysponowało mnie do bycia Mel. No i oto trwałyśmy tak, całą podstawówkę wcielając się w odpowiednie role:

Obciachowy dowód zdjęciowy zawdzięczam siostrze naszej Victorii - Darii.

Ale, ale! To to było już raczej wielkie rozwinięcie naszej spajsowej kariery. My już w roku komunijnym miałyśmy plany i marzenia. Przywdziewając na zmianę gigantyczne buty na koturnach, podziwiałyśmy nowy plac zabaw, stworzony jakby idealnie dla naszych celów. Jeden z jego rogów mieścił pięć małych pniaków, które innym służyły do zabawy, a dla nas były idealną platformą koncertową. Ekhem. Tak. Ośmio czy dziewięciolatki miały jasny plan na najbliższą Noc Sylwestrową. Zaplanowały wyrwanie się z domu i zapodanie całemu osiedlu czadowego koncertu na pniakach. Takiego show nie powstydziłyby się nawet nasze idolki.

Mamy, dlaczego nie wypuściłyście nas wtedy z domów?


Dobra. Można się z tego wszystkiego śmiać, ale jedno Wam powiem - nic tak nie jednoczy grupy dziewcząt, jak wspólne idolki, wspólny cel i wspólne marzenia. Kiedy przestałyśmy wspólnie marzyć, nasze drogi się rozeszły.

A te Spice Girls to były prawdziwe ikony. Kiedy myślę o dzieciństwie, pojawiają się w pierwszym rzędzie z Tomkiem Wilmowskim i meczami Włókniarza. Były kolorowe, wesołe, zarażały energią, świetnie [ekhem] się ubierały i śpiewały o przyjaźni. Uosabiały wszystko to, co polskie małolaty mogły chcieć mieć - sławę, karierę, fajne [ekhem] ciuchy i siebie nawzajem (kto mógł wtedy przypuszczać, że one tak naprawdę się nie lubiły?).

Wciąż posiadam segregator ze spajsowymi naklejkami.

Kiedy udaję się w sentymentalne podróże w przeszłość, zawsze towarzyszy mi muzyka Spice Girls. Przed nimi w moim muzycznym życiu nie było nikogo. Pamiętam późniejsze wielkie miłości - Britney, Avril, Limp Bizkit i Paktofonikę. Ale wcześniej nic. Można z tego zrobić patetyczny koktajl i rzucić wielkie słowa, że to one odkryły przede mną świat muzyki, to one mnie ukształtowały i one nauczyły marzyć. Kto zabroni? Nawet jeśli to przesada, to dziecięce sentymenty na zawsze we mnie pozostaną...


A w Waszych muzycznych sercach kto zagościł jako pierwszy?

30 komentarzy:

  1. Mam nagrany film jeszcze na kasecie jak z koleżankami tańczymy i śpiewamy :D Ja zawsze oczywiście byłam Victorią, od dziecka ją kochałam. Wszyscy po niej przez lata jeździli, a teraz nagle ją kochają, bo się zaczęła ładnie ubierać..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też ją zawsze uwielbiałam! Coś jest w tym, o czym mówisz - wieczna krytyka, że za chuda, że zbyt wyniosła, że sprowadza Davida na złą drogę, że cośtam. A tymczasem stworzyła coś niesamowitego - piękną rodzinę i piękny biznes. Wszystko własnymi siłami.

      Usuń
  2. Ja mam gdzieś jeszcze wkłady do segregatora - właśnie z nimi ;) Ogólnie zostawiłam sobie moją kolekcję karteczek. U mnie to też chyba jeden z pierwszy zespołów, które rozpoznawałam i lubiłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, ciekawe gdzie się podziały moje karteczki? :( Też miałam ich całe mnóstwo!

      Usuń
  3. Też miałam swego czasu fazę na Spajsetki. Znałam na pamięć cały układ do Wannabe i byłam jedną z dziewczyn - Geri :). Większym idolem, który miał nawet segregator z wycinkami z gazet był zespół The Prodigy. Cóż to była za radość, kiedy rodzice po miesiącach błagań i płaczu pozwolili mi w końcu iść na jego koncert! Słucham go zresztą chętnie do dziś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę, ile miałaś lat, jadąc na Prodigy? Mnie nawet przy dwudziestce puszczać nie chcieli :))

      Usuń
    2. Miałam trzynaście lat, ale była to półroczna walka, w której wspierała mnie między innymi ciotka, a w rezultacie na koncert poszłam z przyjaciółką zawieziona i odebrana spod bram katowickiego Spodka przez mojego tatę :)

      Usuń
  4. Aaaa jaki to był szał, jak byłam w podstawówce :D To i karteczki z segregatora :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A przed karteczkami z segregatora były jeszcze karteczki z notesików ;)

      Usuń
  5. To jakiś nowy cykl? Co do Spice Girls to nigdy ich nie słuchałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz na jakiś czas coś się pewnie pojawi ;)

      Usuń
  6. Pierwsze co pamiętam to piosenka Anity Lipnickiej wszystko się może zdarzyć.

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzę, że tym moim Cure'owskim wyznaniem Cię trochę zainspirowałam:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, możliwe :) Chociaż cykl miał ruszyć już sto lat temu, ale wczoraj znalazłam pod jedną z notek komentarz z pytaniem, dlaczego nie piszę częściej o muzyce i oto mamy efekty wieczornej nudy i zadanego mimochodem pytania :D

      Usuń
    2. U mnie jeszcze czekan recenzja nowego DCD, i tak zwlekam i zwlekam...:)

      Usuń
    3. Musi Cię dopaść wieczorna nuda, tak jak mnie :)) Wtedy idzie łatwiej.

      Usuń
  8. No piękne te wspomnienia. Nie rozumiem, dlaczego mamy Was nie wypuściły z domu wtedy, jak miałyście takie wielkie plany;)Osobiście też lubiłam je i zbierałam karteczki do segregatora z nimi, ale w życiu się nie porównywałam z żadną z nich - przynajmniej nie pamiętam. Za to utożsamiałam się z Natalią Oreiro i jej rolą w Zbuntowanym Aniele ;)

    Pozdrawiam,
    Klaudyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to też, to też! Do dziś zresztą posługuję się imieniem jej bohaterki na wszelkich forach internetowych. Taki mały bzik związany z utożsamianiem się z charakternym dziewczęciem grającym w nogę ;)

      Usuń
  9. Cudowne zdjęcie! :)
    Z takich dziecięcych miłości wszyscy się śmieją, ale sentyment pozostaje niesamowity. Do tej pory pamiętam wszechobecne karteczki i pokemony (tazosy, to była moja podstawówka, nauczyciele nas ganiali niesamowicie, bo to przecież 'hazard' :D ).
    Moją pierwszą muzyczną miłością było Us5, pięciu wymuskanych chłopaków, o których dzisiaj chyba już słuch zaginął. Do tej pory pamiętam moje szafy (mama zabroniła wieszać cokolwiek na ścianach)obklejone plakatami z BravoGirl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubiłam pokemonów, na szczęście ta faza mnie ominęła ;) No i US5 też coś nie kojarzę, chyba w ciut innym wieku jesteśmy. Albo byłam tak zapatrzona w Spajsetki, że świata poza nimi nie widziałam :D

      Usuń
  10. Świetne zdjęcie :)
    Dla mnie pierwszą miłością był Queen. Miałam wszystkie kasety,znałam niemal wszystkie piosenki, potrafłam kupić jakąś składankę dla jednego utworu. Potrafiłam nawet rozróżnić poszczególne wykonania koncertowe:P.
    Zasłuchałam się w momencie, kiedy zespół nie był mocno popularny i zdobycie plakatu z Bravo graniczyło z cudem. Ale jaką miała satysfakcję, gdy się udało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, Queen wypada tak poważnie przy Spice Girls i Britney! Faktycznie trudno było ich namierzyć w tych wszystkich kolorowych pisemkach, więc nie dziwię się Twej okazjonalnej satysfakcji :)

      Usuń
  11. Mnie "pochłonęła" Britney Spears :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Britney to u mnie etap późniejszy. Wyklejałam zeszyty wycinkami z gazet ;)

      Usuń
  12. Też byłam Mel B!!! :D I oprócz Spajsetek uwielbiałam jeszcze Backstreet Boys.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wtedy za męskimi składami nie przepadałam, ale dziś z czułością wracam do hitów chłopaków z BB, więc coś chyba od nich jednak do mnie docierało ;)

      Usuń
  13. w moim dzieciństwie też królowały spajsetki :) moją ulubienicą zawsze była Victoria! i w sumie do tej pory ją uwielbiam! taki mały bzik :) uważam, że jest po prostu piękna! a do tego ma klasę i styl... no i oczywiście Davida! :) ale w szkolnym mini playbeck show zostałam Geri. Hmm... ciekawe czemu? :) czyżby z powodu marchewkowych włosów, które towarzyszą mi od urodzenia?! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, Ciebie predysponowała rudość, mnie sianowatość ;)

      Ale, ale! To jeszcze nic. Przy okazji jednej z edycji tych playbeck show byłam... Mietkiem Szcześniakiem!

      Usuń
  14. Mnie ominęła faza Spice Girls, chyba za późno się urodziłam :P aczkolwiek pamiętam, że pierwszym zespołem, którego zostałam fanką był polski zespół Disco Polo, który nosił wdzięczną nazwę Blue Box :P
    Co do Victorii - nie miała okazji ostatnio widzieć jej aktualnych zdjęć, aczkolwiek uważam, że może i jest za chuda, ale twarz ma piękną i ładnie się ubiera :) No i ma szczęśliwą rodzinę, a myślę, że dla kobiety to jedna z najważniejszych rzeczy pod słońcem :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Także byłam spicomaniaczką. Spice Girls to była chyba pierwsza moja mania muzyczna. Miałam cały zeszyt upamiętniający te czasy, ale nawet nie wiem co się z nim stało. Za to pamiętam jeszcze Majkę Jeżowską i Natalię Kukulską (ALE jako dziecko śpiewające dla dzieci). http://www.youtube.com/watch?v=lE1HMSprL-A No i czasy smerfnych hitów :D

    OdpowiedzUsuń