25 czerwca 2013

Larista, Melissa Darwood

Larista, Melissa Darwood
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Rok wydania: 2012
Stron: 384
Gatunek: dla młodzieży
Lubię czasem zatracić się w powieściach skierowanych do młodego odbiorcy. Zwłaszcza teraz, gdy moje życie wkracza w ultrapoważną fazę dorosłości, obejmującą wyprowadzkę z domu i zamążpójście. Larista jako powieść młodzieżowa o ciekawie zapowiadającej się fabule wydawała się więc wyborem idealnym. Ale nie była.

Najpierw była irytacja. Bo historia rozpoczyna się żenująco słabo, jakby spisana została przez czternastolatkę. Potem doszły polskie imiona, których obecność uznałam za denerwującą samowolkę tłumacza. Następnie drętwe, naprawdę marne dialogi. Z wielkim więc ociąganiem chłonęłam tę powieść przez dobry tydzień, przeplatając ją z innymi lekturami i psiocząc na zmarnowany czas.

Ale w pewnym momencie coś się zmieniło. Co prawda słabe dialogi i kiepska warstwa językowa powieści dalej denerwowały, a imię i nazwisko z okładki okazały się pseudonimem polskiej autorki (totalny bezsens), ale za to akcja rozwinęła się w dobrym kierunku. A raczej - została ciekawie rozbudowana. Bo choć mamy tutaj do czynienia z typowym młodzieżowym romansem paranormalnym, Melissa Darwood postanowiła historię pewnej miłości i walki rozwinąć o wątki historyczne, religijne i filozoficzne. To sprawia, że słabiutka opowiastka o głupawej młodzieży i Powalająco Przystojnym Starszym Gościu W Super Wozie staje się czymś więcej - nabiera wyrazu i zyskuje nutę oryginalności.

Czyta się tę książkę całkiem dobrze, bo napisana jest lekko i prosto, ale dosyć toporna i mocno ograna fabuła sprawia, że opowieść nie przyciąga, nie zachwyca i nie zmusza do tego, by stale przy niej trwać. Wielka szkoda, myślę, że za Laristą kryje się mnóstwo ciekawych pomysłów, zmarnowanych przez nikłe umiejętności pisarskie. Ale jest tu pewna nadzieja - autorka wyobraźni i pomysłowości nie straci, niezbędnego doświadczenia na pewno z czasem nabierze, a i umiejętności może przecież rozwinąć. Oby tak się stało!

Moja ocena: 4/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Zielona Sowa.

literatura polska | recenzja | Melissa Darwood | literatura | recenzje książek

20 komentarzy:

  1. Dlatego staram się unikać książek dla młodzieży. Nie mówię, że nie znajdzie się wśród nich perełka, ale styl pisania, język i w ogóle fabuła jest kierowana właśnie pod kątem młodzieżowym, co niestety psuje całość. I chociaż książki takie mogłyby być czytane również przez starszych to niestety odstraszają swoją infantylnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, tutaj to pójście w kierunku historii i religii okazuje się naprawdę interesujące i dojrzałe, ale całość wypada infantylnie przede wszystkim w warstwie językowej. Wiadomo, że sięgając po młodzieżówkę spotka się typowe młodzieżowe problemy, ale niekoniecznie chce się poznawać opowieść z perspektywy kogoś, kto sposobem wysławiania się [narratorką jest osiemnastolatka] wygląda na czternastoletniego przygłupa. Te wszystkie nowe młodzieżówki są spalone na starcie przez to, że autorzy nie potrafią wykreować neutralnego, trzecioosobowego narratora i do głosu dopuszczają nastolatków.

      Usuń
    2. To prawda jeśli temat jest dość fajny, to język i inne rzeczy można wybaczyć, ale niestety w większości polskich autorów, nawet ciekawa fabuła nie pomoże. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się,że jest coraz mniej pisarzy polskich, którzy fajnie piszą, szczególnie dla młodzieży. Nie wiem w czym leży tu wina, ale staram się szukać tego typu literatury wśród zagranicznych autorów.

      Usuń
    3. Najlepsze młodzieżówki polskie to stare młodzieżówki. Ale to też dlatego, że wówczas młodzież była inna - miała inne problemy i priorytety, inaczej pożytkowała wolny czas. Teraz trzeba nastolatków wikłać w romanse i taplać w alkoholu, żeby przykuć uwagę, a kiedyś wystarczyło bohaterów osadzić w ciekawych realiach przygodówkowych i już sukces był :)

      Usuń
  2. Kochana, tu nie ma samowolki tłumacza. Autorka jest w rzeczywistości Polką, tylko kryje się pod pseudonimem...
    Książkę czytałam. Dałam jej 3/6. Totalnie przeciętna.
    pozdrawiam
    Miłośniczka Książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proponuję przeczytać mój wpis w całości i dopiero komentować :)

      Usuń
  3. Nie, dzięki. Czytam tyle opinii, że książka jest przeciętna, że nie warto chyba na nią tracić czasu. No i z książek młodzieżowych dawno temu wyrosłam.

    Zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Robię się coraz bardziej wybredna jeśli chodzi o młodzieżówki, bo ile można czytać o tym samym. Ale zdarza mi się trafić na perełki, książki ciekawe i rozrywkowe, po których nie czuć tak bardzo, że są młodzieżowe.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja opinia jest bardzo podobna do Twojej. Początek jest wręcz koszmarny, później rzeczywiście się rozkręca, ale mimo wszystko całość mnie nie powaliła. I też bardzo się zdziwiłam, że autorką jest Polka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Co za idiotyczny pseudonim, rany boskie, aż mnie zabolało. ;)
    Dziwi mnie tylko, że wydawnictwa, które - pomyślałoby się - mogłyby przebierać w ofertach, decydują się na wydanie zwykłego badziewia. A jeśli już nawet widać, że książka ma jakiś potencjał, to dlaczego, u diabła, redaktorzy nie zadbają o porządną korektę stylistyczną, tylko wypuszczają na rynek takie nie wiadomo co, które później czyta młodzież i... w efekcie pisze tak, jak pisze. Bo przecież podobno książki to mądrość, no nie?

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem dlaczego, ale używanie polskich imion w powieściach fantastycznych mnie śmieszy. A co do pseudonimu- w porządku, ale dlaczego zagraniczne imię i nazwisko?

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię czasem wrócić do takiej młodzieżówki na rozluźnienie - z tego, co piszesz ta książka może być takim właśnie zapychaczem czasu, jeśli się chce poczytać coś niewymagającego większego zaangażowania umysłu, co się przeczyta i zaraz zapomni :)
    Nie miałam z nią do czynienia, więc nie mogę ocenić stylistyki, dlatego na ten temat się nie wypowiem. Aczkolwiek to troszkę takie niespotykane, że współczesna polska autorka posługuje się zagranicznym pseudonimem, i to nie jakimś szczególnym, ale wyglądającym jak zwyczajne nazwisko. Gdybym wydała powieść (nawet gdyby to było kompletne dno) wolałabym jednak przyznawać się do niej swoim urzędowo-codziennym imieniem i nazwiskiem, no ale cóż, jej wybór :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Rzeczywiście i pomysł na fabułę i te polskie imiona mnie totalnie odpychają, a to, że autorka jest Polką, dolewa tylko oliwy do ognia (zachciało się sławy, więc sobie zagraniczny pseudonim trzasnęła). A patrząc na Twoje wrażenia z Laristy, chyba nic nie tracę, jeśli za tę lekturę podziękuję. Takich prostych młodzieżówek jest na pęczki.

    OdpowiedzUsuń
  10. Znanej (ogranej) fabule, mimo dodatkowych treści podziękuję, jakoś mnie już nie ciągnie do tego typów książek.

    OdpowiedzUsuń
  11. a ja tam lubię młodzieżówki, pewnie dlatego że jestem młodzieżą ;P ale do "Laristy" akurat mnie od początku nie ciągnęło :>

    OdpowiedzUsuń
  12. Jakoś tak w ogóle mnie do niej nie ciągnie. Od pewnego czasu mam dość paranormalnych młodzieżówek i szukam czegoś lepszego. Z kolei jeśli chodzi o nazwisko autorki... Teraz coraz częściej na polskim rynku wydawniczym pojawiają się polscy autorzy z paranormalnymi romansami lub fantastyką, więc gdyby nie jej "zagraniczne, sławne" nazwisko, pani DARDWOOD byłaby jedną z autorek początkujących taki gatunek wśród młodzieży naszego kraju. Tymczasem opis i nazwisko pisarki nie przyciągają czytelnika, wrzucając ją na listę "kolejnego schematycznego romansu".

    OdpowiedzUsuń
  13. Dla mnie ta pozycja była wielkim rozczarowaniem. Bardzo schematyczna i stereotypowa, a zachowanie głównej bohaterki momentami działało mi strasznie na nerwy.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zdecydowanie odpuszczam, bo nie lubię jak książka marnie się zaczyna. A na dodatek, to jeszcze romans paranormalny, więc tym bardziej podziękuję. ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ostatnio miałam parę takich lektur, które musiałam przeplatać z innymi, bo nie dało się przy nich (przy zdrowych zmysłach) dłużej wytrwać, dlatego na ten moment chyba z lekturą tej powieści odczekam.

    OdpowiedzUsuń