22 maja 2013

Moja ulubiona książka [post prawie-konkursowy]

Pokochałam Ojca chrzestnego w czasach, gdy na literaturę tego typu byłam zdecydowanie za młoda, czyli jakieś jedenaście-dwanaście lat temu. Był to czas, w którym przeżywałam dziwną fascynację tym, co niebezpieczne, wkraczałam w tzw. okres buntu i odpowiednią lekturą do mojego nastroju nie był Pamiętnik księżniczki a głośna mafijna opowieść. Pamiętam klimatyczne nocne czytanie z latarką, kucanie z książką na szkolnym korytarzu i miłość, jaką moje młode serce zapałało do Michaela Corleone (i jego filmowego odpowiednika - Ala Pacino). Takich wspomnień się nie zapomina, takie sentymenty pielęgnuje do końca życia...

Po dziś dzień samo wspomnienie pierwszego kontaktu z Ojcem chrzestnym wywołuje u mnie przyspieszone bicie serca (o czym wiedzą ci, którzy czytali wpis 30 dni z książkami). Być może od tamtego czasu czytałam książki lepsze, ciekawsze czy bardziej poruszające, ale jest coś takiego w powieści Mario Puzo, co nie pozwala mi zrzucić jej z podium. Definitywnie była, jest i pewnie długo jeszcze będzie moją ulubioną książką.

A jakie tytuły są Waszymi ulubionymi?
Do których książek najchętniej wracacie?
Jakie powieści darzycie największym sentymentem?

Opowiedzcie o tym i wystartujcie w urodzinowym konkursie, w którym do wygrania są cenne bony zakupowe do wykorzystania w Empiku.

Zapraszam tutaj.

10 komentarzy:

  1. Ach! uwielbiam Ojca chrzestnego :) a do moich ulubinych książek zaliczam "Łuk triumfalny", "Przeminęło z wiatrem", "Ptaki ciernistych krzewów", "Władcę Piescieni" i "Oddział chorych na raka" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ulubiona książka mojego mężczyzny, jednak klasyka to klasyka i już ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój brat kocha tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie potrafię jeszcze się przełamać, aby po tę książkę sięgnąć. Film mi nie podszedł, ale za kilka lat, może książka będzie i dla mnie ważna? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja nie znam tej książkę i pluję sobie w brodę :( Muszę nadrobić.

    Ja najchętniej wracam do "100 lat samotności" Marqueza i "Nieznośnej lekkości bytu" Kundery, no i oczywiście do "Pottera", którego lektura zawsze mnie równie mocno cieszy :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Też czytałem ją w wieku, w którym byłem na nią za młody :-) i też od razu ją polubiłem, choć z czasem doszła jej poważna konkurencja. Miała wielkie szczęście do ekranizacji, co w końcu nie jest takie częste.

    OdpowiedzUsuń
  7. "Ojciec Chrzestny" to książka, której nie da się zapomnieć. Ja mogę śmiało powiedzieć, że moja platoniczna miłość do Michaela Corleone trwa do dziś. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A dla mnie tak książka to gniot jakich mało. Język jest sztywny, bez wyrazu, zupełnie nie pozwala się wczuć w klimat historii. Dodatkowo irytował mnie brak opisu otoczenia w którym rozgrywała się historia. I jeszcze Ci antypatyczni bohaterowie, totalna włoska bufonada. Opis wyglądu bohaterów to następna porażka: kupidynowe usta i gigantyczny kutas. Większość 7-latków potrafi lepiej opisać człowieka. Jakby tego było mało to sama historia też mnie ogromnie wynudziła, zero emocji, co będzie dalej. Czytając "OC" wyłam z rozpaczy, co ludzi w tej książce urzeka. Wiadomo nie każdemu każda historia będzie pasować, ale koszmarna strona językowa tej książki zadecydowała, że była to najgorsza książka jaką w życiu czytałam.
    M.

    OdpowiedzUsuń
  9. Będę bluźnić.
    Moim zdaniem ekranizacja jest o wiele lepsza. Odziera książkę z wulgarności, prostoty, choć w przypadku tej książki bardziej pasuje określenie prostactwo, zastępuje urokiem włoskiego półświatka, siłą rodziny, przywiązania do honoru, zasad, dość dziwnie jednak rozumianego. Ale postaci te w filmie da się lubić, czego nie można powiedzieć o pierwowzorze literackim. Chociaż to może być efekt mojego uwielbienia do Brando i de Niro...

    OdpowiedzUsuń
  10. A mnie jakoś nigdy nie ciągnęło do tej historii. Nawet filmu nie widziałam :P

    OdpowiedzUsuń