31 stycznia 2013

Smutna refleksja w dniu urodzin...

Dwudzieste piąte urodziny. Ćwierć wieku. Jakie to... smutne? Piętnaście lat temu na urodzinowej imprezie piłam oranżadę, jadłam pączki i pytałam mamę czy daleko jeszcze do mojej osiemnastki. Czy daleko jeszcze do dorosłości… „Nawet się nie zorientujesz, kiedy to zleci”. No i zleciało.

Musiałam iść na studia. Jak wszyscy z mojego rocznika. Bo teraz trzy litery przed nazwiskiem to już nie nobilitacja, a wymóg. Chciałam przerwać w połowie, gdy dostrzegłam, że obrana przeze mnie ścieżka donikąd nie prowadzi. Nie pozwolono mi. O kolejne dwa lata odwleczono mi wyrok…

W kilka miesięcy po dołożeniu trzech liter przed imieniem i nazwiskiem, wciąż utrzymuję kontakt z połową grupy. Spotykamy się raz na kilka tygodni i wprowadzamy w ten sam depresyjny stan, przerzucając liczbami – kto ile CV posłał w świat, kto ile rozmów kwalifikacyjnych odbył. Mam podejrzenie, że moim curriculum vitae podciera sobie tyłki już ¾ Częstochowy. I co z tego? Czytam po dwadzieścia parę książek w miesiącu, sypiam od 4 do 11 i mogę odwiedzać znajomych w południe, co najdobitniej świadczy o tym, że mam 25 lat i żyję na koszt rodziców. W moim mieście, gdzie bezrobocie dotyka co 4 mieszkańca nie jest to jakoś specjalnie zadziwiające…


Polska zmusza do kończenia studiów. Tymczasem ci z moich znajomych, którzy przerwali edukację po szkole średniej i wybyli do Anglii, Holandii czy innej Norwegii, budują domy i zakładają rodziny. To, że język odchodzi w zapomnienie, to że wszystko, co ważne, zostało tutaj – nieistotne. Bo polskości do garnka nie wsadzisz. Możesz sobie ją między pośladki wcisnąć, co najwyżej…

Ej, Polsko! Dasz nam jeść?
Oj, chyba nie…


To, co teraz uskuteczniam to gderanie frustrata. Nic nowego, nic odkrywczego. Ale dzień urodzin wywołuje u mnie smutek, zamiast radości. Spotkanie z przyjaciółmi z lat studenckich potęguje poczucie otępienia, zamiast dawać ukojenie. Bo patrzę na twarze młodych, bystrych ludzi, których głupi kraj wyprowadził w pole i widzę, że dla nas nie ma żadnej nadziei.

Ej, Polsko! Oddasz nam stracone lata?

W chwilach takich jak ta, kiedy zalewa mnie fala frustracji, mam w głowie popularne pytanie: jak żyć? Jak żyć bezustannie na cudzy rachunek? Jak żyć z wyrokiem: „niedługo będzie dla pani za późno na dzieci”? (Ej, doktorze, mam je powietrzem wykarmić?) Jak żyć tu, gdzie byle bałwan dostaje kilkadziesiąt tysięcy premii od państwa, a przyjaciółka walczy o 70zł zasiłku rodzinnego?
Piękne są te wszystkie porady – wyjedź z miasta, wyjedź z kraju (najlepiej wyemigruj na księżyc, co?). Bo ja mam być robotem bez uczuć, rzucić rodzinę, rzucić strony, które kocham i gnać do obcych, bo tu mnie na zimowe obuwie, wyjście do kina albo kostkę masła nie stać? Ilu jeszcze ludzi musi podciąć sobie żyły, zniknąć z powierzchni ziemi albo wybyć w świat, żeby dało się tutaj normalnie żyć?


Po co było stawiać się zaborcy, po co było przelewać krew niewinnych ludzi i w podziemiach uczyć rodzimej mowy, skoro teraz mamy się wyludniać? Skoro teraz najprostszym rozwiązaniem jest posłanie Polaka do Niemców i Anglików? Czy kiedyś nadejdzie taki dzień, w którym Polak obudzi się, sięgnie po gazetę, pocałuje dziecko w czoło i pomyśli: „Boże, jak to dobrze żyć w normalnym kraju”?

Jasne. Jak kolejne zabory zrównają jego dawną ojczyznę z ziemią. Bo kto będzie chciał oddać życie za taki kraj?

108 komentarzy:

  1. Wszystkiego najlepszego! :-)
    No, jak mi stuknęło ćwierćwiecze,to też popadłam w nastrój iście filozoficzny ;-)
    O tyle dobrze,że ja miałam to szczęście iż udało mi się zdobyć pracę w trakcie studiów. I to w swoim zawodzie, a to już w ogóle zakrawa na cud :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaczynam żałować, że pracowałam w trakcie studiów. Łączenie szkoły dziennej i zaocznej + pracy do 1 w nocy na niewiele się zdało ;)
      Dziękuję za życzenia!

      Usuń
  2. Pomimo całego Twojego dzisiejszego pesymizmu - wszystkiego najlepszego ci życzę. Wierzę, że w końcu wszystko jakoś się poukłada i dniu dwudziestych szóstych urodzin będziesz kipiała optymizmem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! Mam nadzieję, że przyszłoroczny wpis będzie bardziej optymistyczny :) Dziękuję!

      Usuń
  3. Amen... pieprzona rzeczywistość :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystkiego najlepszego i głowa do góry. Więcej pozytywnego myślenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wyleczyłam się już z chorego optymizmu ;)

      Dziękuję! :*

      Usuń
  5. Na początku życzę Ci wszystkiego najlepszego! :)

    Jestem w podobnej sytuacji do Twojej, z tym, że od skończenia studiów minęło kilka lat, też jestem ze stycznia, kończyłam 29 lat ostatnio. Przez ten czas po studiach przez rok pracowałam (oczywiście na um. o dzieło, bo jakżeby inaczej), teraz bezskutecznie szukam pracy od czerwca. :( Jestem na utrzymaniu męża, nie rodziców, co też nie jest dużym pocieszeniem. Mamy jedno dziecko i ciągle słyszę pytania: kiedy drugie? I mówię, że nie wiem. Był czas, gdy oboje byliśmy bez pracy. Boję się, że to się powtórzy. I pewnie moja prawie pięcioletnia córka będzie jedynaczką.

    Szkoda gadać. Wczoraj załapałam taki beznadziejny nastrój, że aż się popłakałam (nie pierwszy raz i nie ostatni). Do tego nie jestem przebojową, wygadaną, pewną siebie osobą. Nie mam żadnych znajomości. I co mam zrobić? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorotko ja wręcz uwielbiam to pytanie!!!!! Kiedy drugie????????
      Tylko mój już ma prawie 8 lat...
      Jak ja Cię rozumiem, tylko tyle, że ja jestem już po 30-stce...z wyrwą w CV :/

      Usuń
    2. Powyższy wpis to również efekt gównianego nastroju z wczoraj. Popełniłam go o 4 nad ranem i chociaż teraz mam trochę lepszy nastrój, to i tak sytuacji nic nie zmieni. I Ty, i ja, i wielu innych pewnie jeszcze długie lata będziemy drżeć o to, czy czasem za chwilę nie zostaniemy z niczym. Bo zwiększają się ceny wszystkiego, tylko nie zarobki. Pełen podziw, że i tak zdecydowaliście się na dziecko, wielu ludzi, których znam po prostu tego nie chce, bo w tym kraju wypełnianie "obowiązku" prokreacyjnego jest nieopłacalne i tylko stresu dostarcza.

      W każdym razie chciałabym Cię jakoś pocieszyć, ale sama widzisz, jak jest... :(

      Usuń
    3. Pocieszę Was, że mnie od lat nagabują: "kiedy pierwsze?!" ;) Albo: "no kiedy ten ślub?". Jak znajdę, kuźwa, jakąkolwiek pracę, ludzie!

      Usuń
    4. Nie chcę tu za bardzo wchodzić w sprawy mojego życia prywatnego, ale z tym decydowaniem się to możesz się domyślić, jak to czasem bywa. ;) A teraz, kiedy tym bardziej wiem, jaka to odpowiedzialność i ile dziecko kosztuje, raczej nie dopuszczę do tego, by Karolinka miała rodzeństwo. Niestety, miłość to nie wszystko. Więcej, spełnianie podstawowych potrzeb takich jak jedzenie, dom to też nie wszystko. Inne dzieci chodzą na angielski, moja córka też chciała - zapisałam ją i jest bardzo zadowolona. Nie chcę, by omijało ją coś może nie niezbędnego do życia, ale jednak w jakiś sposób potrzebnego. Teraz nie jest u nas źle, M. ma dobrą pracę, wystarcza nam na tzw. życie, ale niestety.... Ciuchy, książki, kosmetyki kupuję bardzo rzadko, bo wolę opłacić dziecku angielski czy pójść z nią do teatru. I każdego dnia cieszę się, że M. ma w miarę pewną, stabilną pracę (zatrudniony jest przez międzynarodową korporację, raczej go nie wywalą), bo wiem jak to jest nie mieć nic.

      Usuń
    5. Wiadomo jak to jest - kiedy pojawia się dziecko, to jego potrzeby wychodzą na pierwszy plan. Bardzo się cieszę, że macie pewien komfort i nie musicie martwić się o kolejny dzień. To bardzo budujące :)

      Usuń
  6. Ja co prawda pracę mam, ale po studiach szukałam ponad rok.Z mojego rocznika prawie nikogo już nie ma w kraju. To samo z rodziną, brat w Anglli, kuzyni też, kuzynka w Stanach. Gdybym teraz została bez pracy to nawet bym się nie zastanawiała tylko wiała z tego kraju w którym po włączeniu wiadomości oglądamy posłankę Pawłowicz...Porażka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ode mnie też wielu, bardzo wielu siedzi już daleko stąd. Wielka szkoda, że musimy tracić z oczu rodzinę i przyjaciół, bo inaczej musielibyśmy oglądać ich w kilometrowych kolejkach do Urzędu Pracy...

      Usuń
  7. Nic optymistycznego. Mogę się tylko podpisać pod wszystkim, co napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale dobitnie... Aż brakło mi słów, bo wszystko powiedziałaś.
    Pozostaje mi tylko życzyć Ci wszystkiego najlepszego, nowego i lepszego porządku oraz mniej zmartwień, także tych egzystencjalnych. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Klaud, najlepsze życzenia!

    będzie dobrze, kiedyś musi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś tak -> patrz, ostatni akapit ;)

      Dzięki słońce! :*

      Usuń
  10. Mimo wszystko wszystkiego najlepszego w dniu urodzin. Nie warto się smucić w takim dniu. Jeszcze będziesz miała na to czas. Zatem głowa do góry i ciesz się, że dane Ci było przeżyć kolejny rok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, mam trzysta sześćdziesiąt parę innych dni na to ;) Dziękuję!

      Usuń
  11. Nie upraszczajmy z tą zagranicą. Sama mieszkam już podan 5 lat w Niemczech. Nie, że za chlebem - miałam pracę i to dobrą, o odejściu powiedziałam szefowej podczas spotkania na ktorym chciała mi zaproponować nowe stanowisko, szkolenia w Barcelonie i kto tam wie jakie bajery... Pojechalam za głosem serca i co? I do dziś siedzę w domu. Jeśli wysyłam podania poniżej moich kwalifikacji to czasem nawet ktoś ze mną pogada ale głównie po to, by mi powiedzieć, że w tej pracy raczej bym się nudziła i szybko im uciekła. Jak szukam zgodnie z kwalifikacjami to zawsze łatwiej wziąść swojego z podobnymi papierkami. Mogę pracować, i owszem, gdy sobie moimi papierami tyłek podetrę i pójdę sprzątać lub zrobię kurs na opiekunkę dla starszych. Będzie z tego kasa ale co z satysfakcją i realizowaniem samej siebie? Mam tu parę znajomych Polek i wszystkie pracują poniżej kwalifikacji, no bo jakoś żyć trzeba. Zagranica nie jest rozwiązaniem, przynajmniej nie dla osób, które już zakończyły edukacje, bo te które są w trakcie mają jeszcze całkiem niezłe szanse. Poza nimi tu pewnie zawsze będzie praca, ale tylko ta, której rodacy nawet kijem nie ruszą więc oferuje się obcokrajowcom. Taka jest dzisiejsza prawda. Nie wiem co studiowałaś ale póki co nie ma rady, trzeba zacisnąć zęby i szukać dalej. Może nie tylko w Częstochowie? A jak już coś złapiesz to poważnie pomyśleć nad nowymi kwalifikacjami. Takimi jakie odpowiadałyby Twoim zainteresowaniom ale i dawały jakieś sensowne możliwości zatrudnienia. Moja siostra po filologii niemieckiej też niewiele mogła robić poza parzeniem kawy. Dorobiła logistykę i choć łatwo nie ma, czasem na czas określony, czy w zastępstwie ale pracuje. A gdy kontrakt się kończy zwykle najdalej za miesiąc ma coś nowego. Powodzenia życzę, z calego serca... Wiesz, sama w takich chwilach zwątpienia mówię sobie, że przecież nie będzie tak do końca mojego życia, w końcu musi się coś zmienić. W coś trzeba wierzyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mimo wszystko żałuje, że wróciłam do PL aby skończyć studia. Mogłam siedzieć za granicą gdzie w całkiem miłej atmosferze i z dobrymi zarobkami mogłam sobie żyć spokojnie. Cóż pracowałabym bym poniżej swoich ambicji i kwalifikacji, ale za to dostawałabym za tydzień więcej niż tu za miesiąc. Zgadza się, że za granicą nie jest tak różowo - kto nie był ten tego nie wie, ale jest chyba lepiej niż tu.

      A do autorki: może własna działalność? to chyba jest jedyne logiczne rozwiązanie, choć nie mogę zrozumieć dlaczego państwo ciągle podwyższa koszty w sektorze prywatnym Mi się to w głowie nie mieści. To jak strzelać sobie samemu w stopę. Może tak budżetówce uciąć 13tki, a nie dobijać małe przedsiębiorstwa.

      Usuń
    2. Najlepiej to by chyba było próbować kończyć za granicą studia :-) Bo to daje tu jakieś bardziej wymierne szanse. Pieniądz pieniądzem, oczywiście lepiej go mieć ale z czasem odzywa się frustracja. I jakiś taki żal, że przecież stać człowieka na ambitniejsze zajęcia tylko że jakoś nikt nie chce dać na to szansy... Niektórzy probują odkuć się za granicą by później mieć jakiś sensowny start w Polsce. Tylko że łatwo stać się niewolnikiem pieniądza a świadomość że będzie się go miało zdecydowanie mniej paraliżuje i skazuje wiele osób na taką pracę bez ambicji w nieskończoność...

      Usuń
    3. Alison, oczywiście mam świadomość, że nigdzie nie ma raju. Nie jestem też wyznawczynią hasła "wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma" i wcale nie uważam wyjazdu zagranicznego za taki cudowny pomysł, ale jednak trzeba przyznać, że tam człowieka stać na chleb, wyjście do teatru i kurtkę dla dziecka. Tutaj niektórzy zarabiają tak mało, że naprawdę dziwię im się, że jeszcze mają chęci do życia...

      Swoją drogą, satysfakcję i realizowanie swoich marzeń chyba powinnyśmy schować gdzieś w kąt, bo bardzo o to dzisiaj trudno ;)

      W moim mieście, które nie ma bogatej oferty dla studentów, wybrałam polonistykę ze specjalnością animacja kultury, a później - edukacja kulturowa. Zawsze miałam świadomość, że to nie jest zawód przyszłościowy, ale nie spodziewałam się, że w Urzędzie Pracy usłyszę, że stanowię podgatunek, dla którego nie ma kategorii w systemie i mogę chodzić po oferty, a i tak nigdy niczego mi nie dadzą ;)

      Blannche,
      mam wielką ochotę założyć działalność. Jest pomysł, jest rys, jest wszystko, ale myśl o tym, że niebawem musiałabym płacić 1000zł ZUS-u [a w następnych latach chcą to jeszcze zwiększyć], to z miejsca robi mi się słabo ;)

      Usuń
    4. Obyśmy nigdy nie dożyli dnia w którym faktycznie będziemy musieli schować w kąt samorealizację... Opowiem Ci inną historię. Moja znajoma rownież studiowała ale podczas pisania pracy napradła ją jakaś blokada. Wbiła sobie do glowy że nie da rady jej napisać i już. I tak ze studiami ale bez obrony nie znaczyła nic. Przez 6 lat tyrała w sklepie za psie pieniądze, za które pewnie nigdy nie mogłaby żyć samodzielnie i drżąc o to czy jutro też będzie miała pracę. W końcu zebrała się w sobie i nadrobiła co jej tam kazali by po raz drugi mogła przystąpić do pisania pracy. Tym razem jej się udało a niedługo później zgłosiła się, gdy w jej sieci sklepów szukali kogoś do usprawniania procesów. Bez odpowiednich literek przed nazwiskiem w ogóle by jej nie brali pod uwagę a tak faktycznie pracę dostała. Praca biurowa, z o niebo lepszymi zarobkami, spokojem o jutro i satysfakcją z tego, co się robi. Nie można tracić nadziei na poprawę. W przeciwnym razie po co w ogóle żyć? By tyrać, żreć i spać?
      Swoją drogą jesteś pewna z tym Zusem? Nie jestem na bieżąco w tych sprawach ale wydaje mi się że jak na początek działalności to dużo, wręcz za dużo...

      Usuń
    5. Na początek 400 :) Zwiększa się po dwóch latach. Niejedną firmę to wykończyło...

      Co do tych liter przed nazwiskiem - lepiej mieć, niż nie mieć, jeżeli już zaczęło się studia - przykład Twojej znajomej dobitnie to pokazuje. Mojej koleżance też polecono zrobić chociaż licencjat, poświęciła na to trzy lata [a jest już przed 40-ką], po czym uznano, że lepiej zatrudnić młodą osobę z magistrem, niż trzymać doświadczoną pracownicę dwudziesty rok [po trzech miesiącach prosili o powrót] ;) Ale znam też pozytywne przykłady ludzi, którzy dzięki zdobytemu po latach licencjatowi czy magistrowi, mogli awansować w pracy i teraz naprawdę dobrze im się żyje. Tak więc czasem naprawdę warto :)

      Usuń
  12. Kochana, jak ja Cię rozumiem! Jestem od Ciebie dziesięć lat starsza, ale widzę, że nasza sytuacja tak naprawdę niewiele się różni. W mojej miejscowości panie z kółka różańcowego modlą się o moje drugie dziecko, wszak córa ma już 13 lat :/ A ja, gdybym miała możliwość, zaplanowałabym i przeżyła swoje życie zupełnie inaczej (tylko córy bym nie wyrzuciła). Jestem z Tobą i mam głęboką nadzieję, że Twoje życie wreszcie się odmieni na lepsze! I jeszcze coś: zazdroszczę Ci mobilizacji w nauce języka i postępów - to robi na mnie wielkie wrażenie, oby tak dalej!
    Niech Ci się wiedzie, ściskam i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "W mojej miejscowości panie z kółka różańcowego modlą się o moje drugie dziecko, wszak córa ma już 13 lat :/ A ja, gdybym miała możliwość, zaplanowałabym i przeżyła swoje życie zupełnie inaczej (tylko córy bym nie wyrzuciła)".

      Isadora, no dokładnie opisałaś mój stan ducha, tylko moja córka ma 11 lat, a poza tym wszystko się zgadza.

      Usuń
    2. No tak, mnie też sąsiadki zaczepiają z jakże uroczym pytaniem: "kiedy Ty będziesz miała dzieci?!" /brat mój dorobił się już trójki ;)/ - już kij z tym, że wchodzą z butami w czyjeś życie, ale mam wrażenie, że ci wszyscy, o których mówimy, żyją w jakichś bajkach i nie mają pojęcia o tym, jak wygląda teraz życie młodszych pokoleń...

      Isadora, dziękuję! :*

      Usuń
    3. Ja mam problemy zdrowotne, które związane są z ciężkim porodem (nie chcę wchodzić w szczegóły, ale chodzi o to, że powinnam iść na operację, ale po niej nie będę mogła już mieć dzieci). No i byłam na wizycie u baardzo mądrej pani ginekolog, która mi zadała pytanie: chce pani mieć jeszcze dzieci? Ja na to: tak, chcę, dlatego nie podejmę teraz (a było to już chyba z dwa late temu) decyzji o operacji. A ona na to: to proszę się zabrać za robienie dzieci (dosłownie tak powiedziała) i potem się zoperować jak najszybciej. Ja się wkurzyłam i powiedziałam: Tak? A za co je wychowam? Za co je wykarmię? Jestem odpowiedzialna. Sorry. :] I tak teraz tkwię w takim zawieszeniu, niby bym chciała mieć więcej dzieci, ale w obecnej sytuacji nie zdecyduję się na nie, bo nie mam pracy i nie mamy na tyle dobrej sytuacji, by mąż utrzymał mnie i jeszcze dwójkę dzieci. A do byle jakiej (czyt. np. fizycznej) pracy nie pójdę, bo z powodu moich problemów zdrowotnych mogę dźwigać tylko do 5 kg (i to w porywach). Patowa sytuacja.

      Usuń
    4. Jesteś w identycznej sytuacji [niemal kropka w kropkę], jak moja przyjaciółka, więc wyobrażam sobie, co możesz czuć. U mnie też za niedługi czas może być już za późno, ale co zrobić? Zrobić i urodzić trudno nie będzie, ale co dalej? :( Chyba każda młoda para może sobie stawiać teraz takie pytania...

      Usuń
    5. Tak, a potem się dziwią, czemu młodzi ludzie nie chcą mieć dzieci...

      Usuń
  13. Najlepszego jeszcze raz, ja jestem w podobnej sytuacji do Twojej, ale mimo wszystko nie tracę, ale wiem że chyba będę musiał się zmienić położenie swoje zamieszkania, ale będzie to Polska , czas pokażę . Mimo wszystko w wierzę;]
    Wiem, że Tobie także się dostać pracę i nie będziesz zmuszona do przymusowego weimigrowania 3 mam kciuki:)
    Post mnie ujął i ścisnął mi serce jak cholera. Jednak optymizm nie pozwala mi się poddawać;)
    Głowa do góry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam dziesięć lat więcej niż autorka i ten kraj pozbawił mnie optymizmu. Nie ma co wierzyć i liczyć na łut szczęścia bo on się nie pojawi.I taka jest rzeczywistość. Lepiej od razu pakować walizki.

      Usuń
    2. Żeby to pakowanie walizek było takie proste. Musiałabym zostawić narzeczonego i dzieciaki brata z dala od siebie. Niewykonalne.

      Usuń
    3. A u mnie wygląda to jeszcze gorzej. Mamy swoje mieszkanie (na szczęście), dziecko ma tu swoje przedszkole, koleżanki, rodzinę, środowisko no i przede wszystkim mąż ma tu naprawdę dobrą pracę. Naprawdę, nie jest to proste. Z pensji męża, jego tzw. fuch, moich zleceń (niestety sporadycznych, no ale coś tam się dzieje) jakoś tam żyjemy. W razie czego możemy też liczyć na wsparcie rodziców. Nie tak łatwo wyjechać za granicę, szczególnie, że nie mamy tam rodziny, a ja nie mogę pracować fizycznie (a pewnie taką pracę tam bym jedynie znalazła).

      Usuń
  14. Rany, jakie bliskie jest mi wszystko, co napisałaś. Za dwa miesiące również stuknie mi ćwierćwiecze, z tym, że ja wciąż studiuję, już drugi kierunek - oba wbrew moim zainteresowaniom, co okazało się niestety dopiero w trakcie studiów, do obu mnie przymuszono i teraz właściwie tak to "ciągnę" tylko po to, by jak najdłużej odwlekać moment pójścia na bezrobocie...

    Nie powiem Ci, że głowa do góry i wszystko będzie dobrze, bo sama średnio w to wierzę, ale trzymaj się ciepło i mimo wszystko ciesz urodzinami. :) Mieć 25 lat i być bez pracy to zawsze lepiej niż mieć, dla przykładu, 35 i też być bez pracy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy czy za 10 lat Twoje słowa mnie nie zdołują ;)

      Oczywiście chcę wierzyć, że wszystkim nam będzie lepiej. Choć marne to pocieszenie, że w podobnym bagnie tkwi tylu ludzi...

      Usuń
  15. Niestety doskonale Cię rozumiem. Ja też mam urodziny za pasem i całkiem podobne refleksje mnie dopadają.
    Jednak mimo wszystko życzę Ci wszystkiego najlepszego.

    OdpowiedzUsuń
  16. Dwa dni temu, w dniu moich urodzin, także miałam raczej pesymistyczne wizje dotyczące teraźniejszości i przyszłości. Niby dwadzieścia jeden to nie to samo, co dwadzieścia pięć lat, ale my wodniki już mamy taką melancholijną, destrukcyjną naturę... Czy mylę się? Nie, my po prostu z większą dosadnością rejestrujemy rzeczywistość.
    W każdym razie, życzę Ci wszystkiego najlepszego, oby Polska wkrótce dała nam jaśniejsze perspektywy na życie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała prawda o Wodniku... :)

      Dziękuję, mam nadzieję, że naprawdę za rogiem czai się dla nas coś lepszego!

      Usuń
  17. Czuję dokładnie to samo. W kwietniu skończę dwadzieścia pięć lat, mam ukończone studia, a pracy brak.

    OdpowiedzUsuń
  18. Po pierwsze - wszystkiego najlepszego. Jak kończyłam 25 lat, w kółko słuchałam tej piosenki: http://www.youtube.com/watch?v=AXmA64U_QM0
    Doskonale oddaje Twój stan ducha.
    Mam podobnie. Bezrobocie i żadnych perspektyw. Obaj bracia z rodzinami w Irlandii, niby mogę do nich jechać, ale wciąż mam nadzieję, że coś się zmieni, bo nie chcę znowu wyjeżdżać z Polski, chcę, aby ten kraj pozwolił mi na to, by w nim żyć. Ale jak? Studia skończyłam - leśnictwo, brzmi dumnie, co? I co z tego, skoro nie mam pleców? Nie mam dziadka, ojca, wujka w strukturach lasów państwowych? Co z tego?
    Pamiętam jak miałam 18 lat i decydowałam się na studia. 80% moich koleżanek i kolegów z klasy wyjechało (wtedy był ten cały boom na wyspy brytyjskie i Irlandię). Ja myślałam sobie - a to głupki, ja w tym czasie, kiedy oni będą za przeproszeniem zapierd... na zmywaku, zrobię sobie mgr inż i będę KIMŚ. Co się okazuje po 10 latach? Ci sami, z mojej klasy, pozakładali w Anglii i Irlandii rodziny. Mają dobre prace - w korporacjach, pomniejszych firmach, bankach. Jeżdżą co roku na wakacje - Grecja, Hiszpania, Egipt, Cypr - widzę to na zdjęciach na fejsie. Nie żyją w luksusach, ale w krajach, które umożliwiają im godne życie za standardowe stawki. I kto się śmieje ostatni? A ja, z moim mgr inż i zasiłkiem dla bezrobotnych, wakacje oglądam w programach, kończących się słowami "Czytała Krystyna Czubówna"...
    "Poziom korupcji w Polsce się zwiększa" jak śpiewał Kazik w "Wicuś ulepił grzybki"... Może to jest to? Naćpać się i odlecieć... żeby nic już nie widzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym czytała o sobie i o niektórych swoich znajomych...

      Usuń
    2. Lubię tę piosenkę... ;)

      Rany, to wszystko takie smutne o czym piszesz. Leśnictwo, kurczę! Faktycznie wygląda to na dobry, opłacalny kierunek. Jednak dziś nie ma już nic pewnego. Zwłaszcza bez znajomości :(

      Usuń
  19. Bardzo ładnie to napisałaś. I rzeczywiście, latami walczyliśmy o wolny kraj, a teraz sami pchamy się w ręce obcych. To po co to było? Ale to nie Polska, a ludzie, którzy nią rządzą. "Twoja jest krew, a ich jest nafta" i cóż my, prości ludzie możemy na to poradzić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ach, no i zapomniałabym - spełnienia wszystkich marzeń!

      Usuń
    2. Dziękuję :)

      Oczywiście, kocham Polskę jako Polskę - historię, kulturę, język, tradycję. Ale nie to, co zrobiono z niej teraz...

      Usuń
  20. Przygnębiająco czyta się zarówno Twój post jak i komentarze pod nim. Doskonale Cię rozumiem, choć bardzo bym chciała kompletnie nie wiedzieć o czym mówisz. U mnie było podobnie a i w tej chwili jest bez szału, bo z pracą jest różnie. I jak tu zaplanować cokolwiek? Jestem od Ciebie starsza o prawie cztery lata, ze swoim meżem jestem prawie 12 lat, z czego ponad trzy po ślubie. Ale jak możemy starać się o choćby jedno dziecko, skoro nie wiadomo czy za kilka miesięcy wciąż będziemy pracować?
    Nie chcę się żalić, nikogo obwiniać - jest jak jest. Ale smutek pozostaje i takie refleksje jak Twoje nachodzą mnie coraz częściej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, smutne są nasze historie - Twoja, moja, innych piszących tutaj i tych, którzy tego posta nie przeczytają, ale doskonale znają temat... Cóż innego możemy zrobić? Nie pójdę pod sznur tylko dlatego, że mam dość słuchania, że 'mogłabym już pójść do pracy'. Ale smutno jest, nic nie poradzę ;)

      Usuń
  21. Podpisuję się pod tym wszystkim rękami i nogami. Mam 24 lata, studia skończyłam na licencjacie z pełną świadomością tego, że filologia polska nic mi w życiu nie da. Od czerwca szukam pracy. Ponad setka wysłanych CV i trzy rozmowy po to, by usłyszeć, że mam za mało doświadczenia (9 miesięcy jako sprzedawca w ogóle się nie liczy, nawet gdy aplikujesz na to samo stanowisko:/). Chętnie bym się przekwalifikowała, ale na kolejne studia czy kursy trzeba mieć pieniądze. A by mieć pieniądze, trzeba mieć pracę...
    Człowiek ma plany, marzenia - nie wycieczki czy zakupy w Paryżu - własny kąt i życie od pierwszego do pierwszego, ale nawet tego nie da się zrealizować. Wyjazd za granicę? Rozważam ciągle, ale w grę wchodzi tylko pobyt na stałe. Po co wracać? Zarobić na dom, a później siedzieć na bezrobociu bo dalej nie mamy doświadczenia?
    Najgorsze jest trwanie w tym zawieszeniu - chciałoby się coś zrobić, iść na przód, realizować plany i marzenia, ale się nie da...

    Trzeba jednak wierzyć, że ten rok będzie przełomowym (w pozytywnym kierunku). I tego Ci życzę z okazji urodzin :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się zastanawiam skąd niby mamy mieć doświadczenie skoro nigdzie się nie pracowało, to mnie najbardziej dziwi, że wymagają doświadczenia od młodej osoby, która co dopiero skończyła studia i nie miała pracy.....

      Usuń
    2. Ja mam kilka lat doświadczenia, ale to i tak niczego nie zmienia ;) Sytuacja identyczna, jakbym nie robiła wcześniej nic.

      Podobnie jak 'Strona po stronie' nie odczuwam potrzeby zarobienia na pierdoły, jedynie na jakiekolwiek życie. Bo dość już mam słuchania, że mam 25 lat, narzeczony 27, a dalej zachowujemy się jak licealiści, bo ani dzieci, ani mieszkania, ani ślubu, ani niczego ;) Trochę się czuję, jak element wybrakowany, bo spośród przyjaciółek wszystkie miały fart - mieszkanie po babci/cioci/mamie albo rodzinie męża. Praca u kolegi taty/koleżanki mamy/w firmie wujka. Tylko mnie nic, kurczę, z nieba spaść nie chce ;)

      Usuń
    3. My mamy kawalerkę po babci. Wyłożyliśmy na jej wykup (na szczęście - w porównaniu z cenami - tylko kilkanaście tysięcy) całą kasę z wesela plus jeszcze kredyt. I każdego dnia cieszę się z tych 33 m2, na których mieszkamy.... Wiem, że mieliśmy dużo szczęścia chociaż w tym wypadku. A jeśli chodzi o cv, to wygląda ono trochę lepiej niż tuż po studiach, tylko co z tego? No właśnie... z tego co widzę, to za wiele to nie dało. Ale może wróci mi jakaś wiara w siebie. W ciągu ostatnich dni niestety z tym kiepsko.

      Usuń
    4. Kurczę, wiary w siebie i swoje możliwości nigdy nie wolno tracić. Bo sami sobie podcinamy tym skrzydła :( Dobrze, że chociaż na tym polu Wam się udało - to trochę pocieszające, że czasem jest lepiej, niż gorzej :)

      Usuń
    5. Ja też mam jakieś doświadczenie, ale zbytnio nie mogę tego wpisać w cv. Czemu? łatwo się domyślić. Wychodzi na to więc, że nie mam żadnego. Koło się zapętla.

      Usuń
  22. Krótko, dobitnie i jak prawdziwie. Świetny tekst! Myślę dokładnie tak samo

    OdpowiedzUsuń
  23. Jestem też po filologii polskiej, skończyłam studia 6 lat temu. Na szczęście przez cały ten czas pracuję w zawodzie. W czasie studiów robiłam wszelkie specjalizacje jakie się da, w tym bibliotekoznawstwo i podyplomową historię. Nie pracowałam wtedy. Dzięki temu zawsze coś jest. Jak nie biblioteka, to polonista, to coś innego. Mieszkam w Łodzi gdzie też nie jest za ciekawie z pracą, jednak udaje się. Może podejmij ryzyko wyjazdu do innego miasta, może Poznań, Warszawa. Gdybym nie miała pracy w Łodzi, nie siedziałabym tu kolejne miesiące. Nie mam sentymentów, bo to mnie nie nakarmi. Trzeba podejmować ryzyko, inaczej możesz to CV nadal wysyłać. Teraz zaczęłam studia doktoranckie, bo mam inne plany co do mojej przyszłości, nie chcę żeby było tak jak teraz, ale działam!
    Wszystkiego dobrego!
    Parę dni temu skończyłam 30 lat, to jest dopiero dół:-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjazd nie jest u mnie możliwy, niestety. Choć bardzo bym chciała, bo czytam, że u mnie bezrobocie wynosi 24%, a w takim Poznaniu 2,1 - kolosalna różnica ;) Chciałabym pozwolić sobie na studia podyplomowe, ale za drogo. Miałam robić doktorat, promotorka z dziekanem bardzo namawiali - też nie mogę sobie na to pozwolić. I tak trwam ze statusem 'bezrobotna i bez perspektywy'. Ale wciąż się łudzę, że gdzieś tam, na horyzoncie, pojawi się promyk :))

      Usuń
  24. Ehh... Bardzo dobrze Cię rozumiem... Ja w tym roku kończę mojego mega przyszłościowe studia (polonistyka) i świat po prostu stoi przede mną otworem... Czuję się momentami jak wyrzutek społeczeństwa. A już zupełnie łapię doła w towarzystwie najlepszej przyjaciółki i jej chłopaka - oboje kończą medycynę.

    W moim rodzinnym mieście nie mam szansy na pracę, dlatego na jesieni przeprowadzam się do Poznania - miasta, gdzie robiłam licencjat i gdzie mam nadzieję znajdę swoje miejsce na ziemi...

    Nie chcę zarabiać wielkich pieniędzy i robić kariery. Chcę godnie żyć, nie liczyć każdego grosza. Móc sobie pozwolić na latte z przyjaciółką czy kino z chłopakiem. Móc sobie pozwolić na dzieci.

    Nie wyobrażam sobie wyjazdu z Polski na stałe. To jest mój kraj i nie chciałabym żyć nigdzie indziej. Ale to życie mnie przeraża. Za moment wkraczam w dorosłość i samodzielność, i naprawdę nie wiem, jak to będzie...

    Mimo wszystko życzę Ci, abyś potrafiła się cieszyć tym, co masz. I żebyś w końcu też znalazła pracę, w której Cię docenią. :) Wszystkiego dobrego :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Tego samego życzę Tobie i wszystkim innym.

      To przygnębiające, że dla godnego życia musimy tułać się po kraju i świecie. Jakby nie można było żyć normalnie tam, gdzie serce nas trzyma :(

      Usuń
  25. Przede wszystkim wszystkiego najlepszego. Życzę Tobie i nam czytelnikom i komentatorom, by kolejne Twoje/nasze urodziny było nam już lepiej żyć w tym pięknym i trudnym kraju.
    W tym roku kończę 31 lat. Zarabiam na rękę kwotę bliską najniższej krajowej ale i tak jestem szczęściarą, bo mam pracę. Skończyłam dwa bardzo daleko od siebie oddalone fakultety i studia podyplomowe. Nie mam na razie jakichkolwiek perspektyw na inną pracę w moim mieście. Nie chcę stąd wyjeżdżać. Podpisuję się pod napisanym przez Ciebie tekstem. Staram się nie poddawać.Codziennie.
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest bardzo smutne, że musimy zadowalać się 'byle czym', bo lepiej mieć cokolwiek, niż nie mieć nic wcale :(

      Usuń
  26. Wszystkiego najlepszego! Ja doszłam do stanu upodlenia, gdzie zamiast studiów w kraju wolałabym być sprzedawczynia w Anglii :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)

      Raczej nie ma w tym nic upadlającego. Taka jest rzeczywistość, z którą musimy się mierzyć.

      Usuń
  27. Ci to się nie muszą martwić: http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/417241,prezydium-sejmu-przyznalo-sobie-nagrody.html

    I nie chodzi o to, że chcę zarabiać podobnie i zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, ci to nigdy biedni nie będą :D

      Usuń
  28. Najlepszego z okazji urodzin!

    Eh, takie są dzisiejsze realia... Obawiam się, że mój los będzie podobny do Twojego. Ja w tej chwili jestem na filologii polskiej na naszej wspaniałej częstochowskiej uczelni. Na etapie licencjatu. Zastanawiam się dość poważnie nad tym czy opłaca mi się marnować dwa lata na magistra. Na tym kierunku czasem trzeba się napocić tyle, że szkoda gadać... A jakie perspektywy? Właśnie marne. Cóż z tego, że się jest człowiekiem ambitnym, z marzeniami a może i z talentami? To wszystko przyćmią niestety nasze smutne polskie realia. Lubię swój kraj i tym bardziej jest mi przykro, że dzieje się źle.

    Trzymam mocno kciuki za Ciebie, bo niestety my studenci i absolwenci Jedi możemy powiedzieć, że lata spędzone na studiowaniu są przynajmniej w połowie zmarnowane. :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie dwa lata magisterki zleciały błyskawicznie - specjalność 'edukacja kulturowa' była dla mnie prawdziwą przyjemnością i właściwie nie żałuję, że spędziłam jeszcze dwa lata na naszej cudownej uczelni. Ale tak naprawdę nic mi te dwa lata, ani dodatkowe litery przed imieniem i nazwiskiem nie dały. Jeśli masz możliwości, pomyśl nad WSL - oferta podyplomówek jest tam naprawdę znakomita.

      Usuń
  29. Aż mnie dreszcz przeszedł jak to czytałam. Mam ten sam problem z szukaniem pracy. Parę razy znalazło się coś dorywczego, ale nie na stałe. Sobie myślę 25 lat na karku i żadnych perspektyw. A jedynymi są wyjazdy za granicę. Tak sobie myślę wtedy, "ale ja nie chce wyjeżdżać, chcę być blisko rodziny", ale to sytuacja pcha nas do takich rozwiązań. Mi się wydaje czasami, że z kłopotami, które mi dolegają w ogóle nie będę w stanie mieć dzieci. Poza tym przyszłość jakoś kolorowo nie wygląda. Co raz to większe bezrobocie. Mogłabym się zgodzić ze wszystkim co napisałaś, tak właśnie jest. Jutro idę zobaczyć, czy w ogóle będzie jakaś praca, może staż w Urzędzie Pracy, bo już mam dosyć bezsensownego siedzenia na tyłku i życia na garnuszku...czasami czuję się jak pasożyt, choć sama staram się jako tako dzięki niektórym fotograficznym zleceniom, ale to nic w porównaniu z tym co mogłabym osiągnąć w normalnej pracy. Życzę wytrwałości i nie poddania się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobną wizję co do swojego losu - starsze pokolenia burzą się, że tak mało dzieci się rodzi, że tylko kariery nam w głowach itd., ale co złego jest w tym, że człowiek chciałby chociaż minimum ewentualnemu dziecku zapewnić? :(

      Usuń
    2. Mi nawet nie chodzi o karierę, po prostu problemy zdrowotne nie pozwoliłyby mi w tej chwili mieć dzieci.

      Usuń
  30. Wszystkiego najlepszego :) i głowa do góry.

    OdpowiedzUsuń
  31. Sam kraj jest cudowny - naprawdę kocham Polskę za kulturę, tradycję (która niestety już ginie), piękne miejsca i uroki. Kraj nie jest zły - głupi są ludzie, którzy nim rządzą i sprowadzają w jeszcze gorsze bagno od tego, w którym tkwi. Może kiedyś nadejdą lepsze czasy i kolejne pokolenie nie będzie miało zielonego pojęcia o tym, co teraz się dzieje w naszym państwie. Miejmy nadzieję i głowa do góry, bo w każdej sytuacji można znaleźć jakieś rozwiązanie ;) Ostatnio kolega opowiadał mi o dziewczynie, której tatuś zarabia kilkanaście tysięcy na miesiąc, ma willę, basen i boisko, wyjeżdżają z rodziną na wakacje do egzotycznych krajów - tutaj na Ziemi nie należy spodziewać się sprawiedliwości. Przyjdzie ona w swoim czasie.
    A teraz pragnę życzyć Ci wszystkiego najlepszego :) Mój brat też niedawno (na początku stycznia) obchodził 25-te urodziny i również szuka pracy. Tak więc życzę Ci, aby kolejne miesiące (i lata) obfitowały w życiowe sukcesy, abyś nie miała żadnych zmartwień i trosk :) No i przede wszystkim - sto lat ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za życzenia :)

      Nie gaśnie moja miłość do Polski, o której mówisz - tej z piękną kulturą, językiem i historią. Ale to, w co ubrała ją współczesność napawa mnie obrzydzeniem. I lękiem o to, że któregoś dnia będę wolała zniknąć z powierzchni ziemi, niż męczyć się kolejny dzień...

      Usuń
    2. Może czas zrobić rewolucję taką jak w Islandii i zmienić co nie co. W końcu za czyje pieniądze żyją w rządzie?, a tylko siedzą i nic nie robią. Wszystko idzie w górę, a płaca jaka była taka jest. Bieda w kraju piszczy.

      Usuń
  32. Życzenia składałam (na fali nostalgii dorzucam do nich znalezienia dobrej, satysfakcjonującej pracy, czuję, że jak ją otrzymasz, reszta się już sama poukłada) a za wpis... chylę czoła. Smutne to i... jakoś tak dziwnie znane.
    Boże tak nie chcę stąd wyjeżdżać... na razie walczę, mam nadzieję, że dzień, w którym zawieszę broń i wyciągnę białą flagę nigdy nie nadejdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również mam taką nadzieję - oby zawsze było warto tutaj być :)

      Usuń
  33. Boże!! To jest takie smutne i takie prawdziwe!! Jak ja mogłabym się pod tym podpisać!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolałabym, żeby było inaczej :(

      Usuń
    2. I będzie!!!
      Zobaczysz. Jeszcze kurna się to znormalni. Bo nie można być dna non stop
      W końcu znajdziemy normalną pracę i się ustabilizujemy.
      Obyśmy tylko psychicznie nie znormalniały - bo to już mogiła ;)


      Bez perspektyw, ale szalone ;]

      Usuń
  34. Klaudyno, życzę Ci dużo dobrego, i absolutnie nie rezygnuj z marzeń.
    Jak widać Twój post nie pozostał bez odpowiedzi, wywołał dyskusję i zwierzenia, i co się okazuje? Nie jesteś sama, wielu młodych ludzi jest w podobnej sytuacji. Trzymaj się ciepło i głowa do góry! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, kiedy zrezygnuję z marzeń chyba będę mogła mówić, że nadszedł koniec świata. Nie poddaję się więc :)

      Nie pociesza mnie, co prawda, że tak wielu ludzi dotykają te same bolączki, ale z drugiej cieszę się, że nie jestem sama i że możemy tutaj wymienić się doświadczeniami.

      Usuń
  35. Jejku jak tu smutno dziś u Ciebie :(

    Życzę Ci jednak by los się odwrócił, byś mogła z radością wstawać każdego ranka i cieszyć się z każdego kolejnego dnia.
    Byś nie miała trosk i zmartwień, a wszystkie plany realizowały się zgodnie z Twoimi oczekiwaniami.
    Więcej optymizmu!
    Pamiętaj, że szklanka jest zawsze do połowy pełna!!!

    P.S. Zapraszam do lektury "Pollyanny" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za życzenia :)

      I teraz Cię zaskoczę: dokładnie wczoraj [poważnie!] pomyślałam sobie o tej książce i doszłam do wniosku, że podczas następnej wizyty w bibliotece wypożyczę kilka książek z serii 'Klasyka', którą tak bardzo lubiłam w dzieciństwie. Co więcej! Myśląc o tym, pomyślałam o Tobie i o wyzwaniu z książkami dziecięcymi. Tak więc coś jest na rzeczy :)))

      Usuń
    2. :)
      Jezu jaka ja dziś jestem zmęczona...
      A muszę jeszcze opublikować stosik jak przystało na amatora :p

      Usuń
  36. Problem jest takie, że to ludzie są sami sobie winni, że nie mogą znaleźć pracy. Ile jeszcze lat musi upłynać żeby ludzie zrozumieli że Polska nie potrzebuje polonistów, socjologów czy politologów ale inżynierów, chemików, i informatyków, ludzi związanych z biznesem czy językami obcymi bo to te dziedziny napędzają gospodarkę. To pieniądz kreuje popyt i miejsca pracy, gdyby wszyscy w kraju mieli robić to co lubią lub co jest ich hobby to mielibyśmy samych na przykład tancerzy zamiast lekarzy, prawników, sprzedawców. Praca a hobby to dwie różne rzeczy i w 90 % przypadków nigdy te dwie rzeczy się nie pokrywają.

    Ponadto od dłuższego czasu obserwują rynek pracy i widzę jak niekompetentni młodzi ludzi teraz kończą studia. W firmie, do której pracę miesięcy rekrutowałam pracowników, od miesięcy nie otrzymywałam podań od osób ze znajomości holenderskiego lub francuskiego. Wynagrodzenie oferowane na start oscylowało w granicach 3000 zł netto jednak praktycznie nikogo nie udało się znaleźć na te stanowiska. Bo oczywiście wszyscy tylko i wyłącznie znają język angielski, )który już niestety ani nie jest językiem obcym ani atutem jeśli chodzi o umiejętności) lub podstawy hiszpańskiego, którego fenomenu naprawdę nie potrafię zrozumieć, biorąc pod uwagę to, że więcej stosunków handlowych mamy z Czechami niż z krajami hiszpańskojęzycznymi....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko nie każdy ma predyspozycje do tego, żeby pójść na 'przyszłościowy' kierunek i zostać inżynierem. Zresztą i tu wykształcenie na niewiele się zdaje - miejscowa Politechnika jest jedną z lepszych w kraju, miejscowa metalurgia jednym z najrzadszych kierunków, rocznie wypuszcza w świat kilkudziesięciu mgr inż i nawet ich nic nie czeka. Idzie taki tam, gdzie jest predysponowany i co słyszy? Że wyższe wykształcenie to za dużo, bo kierownictwo ma tylko maturę ;)

      To się tak łatwo powie, że trzeba iść tam, gdzie jest pewna przyszłość. Tylko jak pogodzić to z brakiem wiedzy, zainteresowania i zapału do danego tematu? Mam zostać informatykiem, choć kompletnie się do tego nie nadaję i mam to kompletnie w dupie czy zamiatać ulice, bo wybór kierunków studiów jest zbyt ograniczony? ;)

      Usuń
    2. Ja nigdy nie miałam wymarzonych studiów. Nie mam też talentów językowych, ani nie jestem ścisłowcem. Jestem humanistą i to mój największy problem.

      Chciałabym mieć taką pewność w sobie, jak moja przyjaciółka, która studiuje medycynę. Ale po prostu nie mam...

      Usuń
    3. Mogłabym się podpisać pod Twoimi słowami.

      Usuń
  37. Klaudyno życzę Ci wszystkiego dobrego! Jeszcze kilka tygodni temu byłam w podobnej sytuacji, od ukończenia studiów nie mogłam znaleźć pracy, ba nikt nawet nie chciał zaprosić mnie na rozmowę kwalifikacyjną. Udało mi się złapać umowę o dzieło - oczywiście bez ubezpieczenia zdrowotnego. Za kilka tygodni kończę 25 lat, do tej pory żyłam na garnuszku rodziców, którzy co prawda niczego mi nie wypomninali, ale sama czułam się z tym dziwnie. Niedawno jakimś cudem udało mi się znaleźć pracę, zaczynam jutro - nie trać nadziei, rozsyłaj CV i wierz, że pewnego dnia znajdzie sie wymarzona praca dla Ciebie.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo budujące, naprawdę :) Dziękuję!

      Usuń
    2. Trzymam kciuki - coś się MUSI znaleźć! :)

      Usuń
  38. Temat, który poruszyłaś, to temat rzeka i smutne to co piszesz, ale jakże prawdziwe...

    Z okazji tych urodzin życzę Ci, aby kolejne były dużo radośniejsze i upływały pod hasłem "jestem spełniona!". Mocno ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Mam nadzieję, że przyszłoroczny wpis przytłoczy Was optymizmem :)))

      Usuń
  39. Oj bardzo smutne to co piszesz Klaudynko , ale jakże prawdziwe. Ten bezduszny kraj to bagno w którym przyszło nam żyć. Kiedyś jak ja byłam młoda wszystko było łatwiejsze była praca itd.
    Teraz tylko Ci co u KORYTA żyją jak pączki w maśle a dupy im rosną we wszystkich kierunkach . Co za kraj , który nie dba o swoją młodzież , co za kraj , któremu wisi to co młodzi ludzie myślą i czują , że rzygać im się chce na myśl o tym chorym kraju.
    Do czego to podobne, żeby ludzie myśleli o emigracji gdzie indziej wreszcie do czego to podobne ,że ten durny złodziejski kraj wykształci młodzież a potem zmusza ich do emigracji za chlebem gdzie inni mają ludzi wykształconych za darmo na talerzu. Do czego wreszcie to podobne że mówi się ludziom że ma za wysokie wykształcenie i pracy tu nie dostanie . Tak tylko w takim złodziejskim kraju może tak być.
    Klaudynko nigdy nie wolno Ci rezygnować z marzeń bo marzenia się realizują a wiem ,że ty ze swoimi zdolnościami wreszcie znajdziesz pracę taką o jakiej marzysz ,że zrealizujesz się tak jak chcesz bez LIZANIA DUPY i bez znajomości których większość ludzi młodych nie ma.
    A TEN DURNOWATY RZĄD powinien przeczytać te wszystkie wypowiedzi młodych ludzi tu piszących
    do czego doprowadzają młodego człowieka POWINIEN KRZYK TYCH LUDZI WRESZCIE ZOBACZYĆ I WYCIĄGNĄĆ WNIOSKI.
    Ale oni wolą być ślepi na krzyk młodzieży .
    JAK BYŁAM MŁODA SŁYSZAŁAM WASZYM DZIECIOM BĘDZIE LEPIEJ I CO GDZIE IM JEST LEPIEJ, nie mogą się usamodzielnić nie mogą żyć tak jak chcą i mieć dzieci , a dzieciom trzeba dać jeść , wykształcić je itd TYLKO PO CO JE KSZTAŁCIĆ PO CO , żeby miały jak wy teraz ŻENADA
    co za banda nieudaczników rządzi tym krajem TWOJA M

    OdpowiedzUsuń
  40. Żal ściska gardło jak się czyta te wszystkie wpisy młodych ludzi JAK ŻYĆ PANIE PREMIERZE JAK żyć kogo ta młodzież ma zapytać kogo , bo przecież nie WAS tych u góry bo wy wiecie jak żyć premie po pół melona a za co te premie
    CZYŻBY za to że doprowadziliście kraj do tego że tak właśnie o was myśli młodzież, a może za to że nic nie robicie dla młodych ludzi może za to ta premia .
    Tylko uważajcie bo niedługo nie będziecie mogli sobie tych premii wypłacać jak cała młodzież stąd wyjedzie bo będę kasę zostawiać gdzie indziej a wam zostaną starcy i emeryci którym bliżej na tamten niż na ten świat DO TEGO DOPROWADZICIE

    OdpowiedzUsuń
  41. Życzę Ci Aniołku niech wszystkie Twoje marzenia te bliższe i te dalsze się spełnią . Niech gwiazdka pomyślności zawsze Ci świeci, niech oświetla Ci drogę do Twojego nieuchronnego sukcesu.
    TWOJA M

    OdpowiedzUsuń
  42. Mamy urodziny w ten sam dzień! :D Nie obchodzę, więc życzeń nie złożę, ale post przeczytałam z uwagą i zrobiło mi się smutno. Mam wielu starszych przyjaciół, po studiach i w takiej samej sytuacji... Witamy w Polsce...:/
    Ja akurat nie mam problemu i mam nadzieję mieć nie będę, ponieważ i tak nie mieszkam już w Polsce, a potem zamierzam wyjechać dalej. Tutaj nie widzę dla siebie przyszłości...

    OdpowiedzUsuń
  43. Wszystkiego najlepszego! Spóźnione, ale szczere:)

    Wiesz, ja też studiowałam polonistykę. Z pasji. Ale po 3 latach się obudziłam i na magisterskie z bólem serca poszłam na administrację. W wakacje uczyłam się do ciężkiego egzaminu z 3 lat, z materiału, jaki był na licencjacie. I dostałam się. Studia skończyłam, ale te 2 lata były koszmarne. Czułam się jak odludek wśród ludzi, którzy nie słyszeli o Marquezie czy Zafonie, a ich pasją było czytanie i rycie na pamięć kodeksu.

    Teraz mam pracę, ale nie wiem na ile, bo pracuję na śmieciówkę w agencji pracy, która też może potracić zamówienia w każdej chwili i mogę z dnia na dzień pracy nie mieć. Ale cieszę się, że mam co robić od 8-16 i się na razie nie przejmuję. Ważne, że mam na chleb i na książki:)

    Wszystkiego dobrego i głowa do góry!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia! :*

      Najważniejsze to ciszyć się tym, co jest i doceniać, bo nigdy nie wiadomo, co czai się na nas za rogiem. Niestety, śmieciowe umowy to przykry znak naszych czasów :(

      Usuń
  44. Spóźnione życzenia (przed tydzień nie zaglądałam na blogi)! Nie życzę Ci wszystkiego najlepszego - życzę Ci godnej pracy, bo teraz chyba tego najbardziej potrzebujesz :)
    Niestety, nasz kochany rząd nic nie robi, aby poprawić sytuację młodych osób, startujących w dorosłość. Wołają, że niski przyrost naturalny, a co dają na zachętę? Brak pracy, przepełnione żłobki i przedszkola, do których nie masz szans zapisać dziecka. Co dają nam pracodawcy? Śmieciowe umowy lub pracę na czarno - nie zgadzasz się? nie będziesz mieć za co żyć. Narzekamy na warunki pracy, że niegodnie, że niski zarobek, ale sami się na to godzimy w obawie, by nie zostać bez niczego. Gdyby nie było chętnych, może coś by drgnęło, coś by się zmieniło, albo... mielibyśmy zalew taniej siły roboczej ze Wschodu.
    Ja mam to "szczęście", że żyję w dużym mieście, (odpukać) pracuję, ale wiem, że nie mogę sobie pozwolić na wiele rzeczy, np. na posiadanie dziecka. Gdybym miała tak niewiele więcej - zwykłą gwarancję na miejsce w państwowym żłobku, potem przedszkolu - już teraz zdecydowałabym się na dziecko. 30 lat na karku i nie wiem, czy moja rodzina się kiedykolwiek powiększy. Wiem, że niejedna osoba powie: chcieć, to móc, ale życie pokazuje, że nie do końca tak jest. Nie jest łatwo utrzymać mężczyźnie trzyosobowej rodziny z kredytem na karku.
    Jeszcze jedna kwestia: bezsensowny jest pęd do tych trzech literek przed nazwiskiem. Niedługo nie będzie wykwalifikowanych pracowników fizycznych, bo mało kto teraz kończy edukację na zawodówce. Potem słychać narzekania, że niedługo rynek zaleją obcokrajowcy, a czy np. filolog szwedzki pójdzie kłaść elektrykę na budowie? Raczej nie. Myślę, że powinno się prowadzić kampanie w szkołach średnich i w mediach na rzecz właściwego wyboru ścieżki zawodowej czy kierunku studiów. Ja wybierając filologię polską myślałam tylko o pasji, a nie o życiu, teraz wiem, że drugi raz nie wybrałabym studiów humanistycznych, które karmią tylko ducha, bo na ciało ciężko zarobić pracując w zawodzie nauczyciela na 1/8 etatu czy w ogóle znaleźć pracę.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia, mam wielką nadzieję, że się spełnią :)

      Masz rację, zewsząd marudzenie, że mało dzieci się rodzi, ale tutaj naprawdę nie ma warunków na to, aby młody człowiek spokojnie mógł powiększać rodzinę, nie martwiąc się o to, że za miesiąc może nie mieć czym wykarmić i w co ubrać...

      Ja podjęcia studiów humanistycznych nie żałuję, bo dały mi naprawdę wiele. Bardziej żałuję tego, że nie pracowałam dłużej podczas studiów i nie odkładałam tamtych pieniędzy na koncie. Dzisiaj mogłabym pozwolić sobie na podyplomówkę, która mi się marzy i która, być może, zmieniłaby coś w mojej sytuacji...

      Usuń