22 stycznia 2013

Okrągły przekręt - gorący fragment

Tydzień temu opowiadałam Wam przedpremierowo o powieści Maurycego Nowakowskiego, Okrągły przekręt, która już za kilka tygodni pojawi się na naszym rynku. Tutaj przypomnicie sobie recenzję, a poniżej znajdziecie krótki fragment, będący przedsmakiem tego, co czeka Was podczas lektury. Polecam!


Do Wrocławia dotarł szybciej niż przypuszczał. Gdyby nie korki już w samym Wrocławiu, osiągnąłby cel po dwóch i pół godzinie. Dochodziła osiemnasta, kiedy wjeżdżał ruchomymi schodami na najwyższe piętro centrum handlowego. Odnalazł kawiarnię, w której czekał już na niego mecenas Adamski. Bez słowa przysiadł się do niego.

– Wziąłeś szczoteczkę? – zapytał adwokat zaczepnie.

Bojarski spiorunował go wszystko mówiącym spojrzeniem.

– Nie mam nastroju do żartów – burknął. – Wyjaśnij mi, na czym stoję. Tylko prosto, jak krowie na rowie, bez prawniczego pieprzenia.

Mecenas rozmieszał cukier w kawie i odłożył łyżeczkę.

– Rozbiliśmy interes na dwie grupy, na winnych i mniej winnych. Ty jesteś w grupie mniej winnych, czyli oficjalnie czystych. Mówiąc krótko, jesteś bezpieczny i jak nie będziesz wywijać dziwnych numerów, to nikt ci adresu zamieszkania na wrocławski nie zamieni.

Bojarski patrzył tępo nie wykazując żadnych emocji.

– Co to znaczy dziwnych numerów?
– Rób, co ci mówię i miej to w dupie.
– To co mam robić jutro?

Adamski sięgnął po aktówkę stojącą przy stoliku i wyciągnął z niej notatki.

– Mrowiec na razie zbiera za kupiony awans do drugiej ligi sprzed czterech lat. Gwizdałeś mu wtedy kilka spotkań. Brałeś za nie siano?
– Za jedno wziąłem, drugą grę mieli u siebie z jakimiś kelnerami. Pojechali ich bez mojej pomocy.
– Czyli w tym pierwszym meczu pomagałeś?
– Pomagałem.
– I właśnie to powiesz jutro prokuratorowi. Ile dostałeś za ten ustawiony mecz?
– Nie pamiętam dokładnie, ale wiem, że dużo jak na trzecią ligę. Chyba piętnaście klocków…

Bojarski opadł plecami na oparcie niewygodnego krzesełka i patrzył na Adamskiego ze sztucznym, kpiącym uśmieszkiem.

– Chyba cię pogięło, jak myślisz, że ja pójdę tam jutro i tak sam z siebie im powiem, że drukowałem. I jeszcze im kwotę podam – parsknął nerwowo – Przecież ja z tego przesłuchania w kajdankach wyjdę!

(...)

– Niech mi pan powie panie reżyserze – zwrócił się do sędziego, parodiując oficjalny sądowy ton. – Jak pan myśli, ilu sędziów drukuje?
– Dobrze wiesz, że niemal wszyscy.
– A jak pan myśli – Adamski poparł słowa uniesionym palcem wskazującym – ilu trenerów lub prezesów klubów, bezpośrednio, tudzież via kierownik, lub kapitan drużyny, kupiło albo sprzedało mecz?
– Niemal wszyscy.
– A ile klubów jest zamieszanych w korupcję sportową?

Bojarski już otwierał usta, aby odpowiedzieć.

– Nic nie mów! – uciszył go Adamski. – Wiem, co powiesz. I powiem to za ciebie, tylko wyrzucę niepotrzebne słowo „niemal”. Wszystkie! Prawda jest taka, że gdyby tym syfem ktoś się na poważnie chciał zająć, to by dla was miejsc w celach nie starczyło, a w lidze graliby trampkarze z Kozich Wólek, choć pewnie i oni mają sporo za uszami. Nie ma ludzi niewinnych, pokaż mi sędziego, piłkarza, trenera, albo prezesa w polskiej lidze, a ja ci w ciągu doby znajdę przynajmniej jeden mecz, który sprzedał, kupił lub ustawił.


* * *

Jak wrażenia?

Czy powieść z gatunku football fiction wzbudza Wasze zainteresowanie?

6 komentarzy:

  1. Przeczytałam kilka fragmentów książki i Twoją recenzję. "Okrągły przekręt" zapowiada się naprawdę interesująco :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piłka nożna to kompletnie nie moja bajka. :) Nie dość, że się na tym zupełnie nie znam to jeszcze nie interesuję. Więc książki o takiej tematyce na pewno nie są dla mnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma powodu wątpić w główne tezy z recenzji; jeśli książka jest dobrze napisana, super. Pytanie tylko, co ona może jeszcze wnieść do sprawy? O drukowaniu wyników wiemy sporo, zatem książka wciągnie nas błyskotliwymi dialogami i dzięki temu się czegoś nowego dowiemy? Chyba nie. A może to zwyczajnie będzie dobra rozrywka dla pasjonatów piłki nożnej? Chyba tak, na to liczy wydawca :) Co do dialogów: ufajmy, że to realistyczny język ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To powieść, a nie reportaż, ma więc trochę inne zadanie, niż 'wnoszenie czegoś do sprawy', ale faktem jest, że rzuca ciekawe światło na aferę korupcyjną w polskiej piłce i na to, co działo się, kiedy już ona przycichła. Myślę, że warto przeczytać i samemu się przekonać, co w niej takiego urzekającego :)

      Usuń
    2. Oczywiście, masz rację. Pisałem bardziej o zmęczeniu materiału, bo sprawa się ciągnie od kilku lat. Jeśli to nie reportaż, to nie będziemy pewni, czy tak to wyglądało, jeśli to jest powieść, to wpisze się w poczet informacji medialnych i domysłów - wszak nikt nie wyłożył tego, jak było, kawa na ławę. Ale im dłużej tak się zastanawiam, czy po tę książkę sięgnąć, tym bardziej nachodzi mnie ochota, by do książki zajrzeć :)

      Usuń
    3. Myślę, że właśnie o to w tym wszystkim chodzi - żeby przysiąść do lektury i zastanowić się, ile z tego jest prawdą, ile wymysłem. Dobre w tej książce jest to, że to nie tylko futbolowy bełkot czy zarys życia 'drukarza' i dziennikarza - to także dobra powieść psychologiczna, dotykająca tematyki społecznej, mająca nutę kryminalną. Na moje oko afera korupcyjna trochę w ostatnim czasie przycichła i sądzę, że jeszcze wielu kart nie odkryto. Być może Nowakowski wyciągnie na wierzch kilka z nich ;)

      Usuń