4 stycznia 2013

Kac Vegas w Bangkoku/The Hangover Part II (2011)

Kac Vegas w Bangkoku (The Hangover Part II)
reż. T. Phillips • USA, 2011
Nie należę do zwolenników tego typu produkcji, ale uznałam, że nic tak nie pomaga na depresyjny nastrój, jak odrobina śmiechu. Pierwszą część przygód Phila, Stu i Alana miałam okazję oglądać kilkadziesiąt razy (wyjątkowo ciepło wspominam pracę w kinie ;)) i cały czas uznaję Kac Vegas za jedną z lepszych komedii, z jakimi miałam w życiu styczność. Nie bez przyczyny produkcja ta doczekała się Złotego Globu i paru innych nagród, a także kontynuacji (w planach na ten rok znajduje się część trzecia). Spodziewając się kolejnej góry śmiechu, zaopatrzeni w dobre wino i smaczne przekąski, zasiedliśmy z Marcinem do seansu...

...aż przyszło rozczarowanie.

Źródło: filmweb.pl

Tłumy pokochały Kac Vegas m.in. za specyficzny rodzaj humoru i za ciekawy pomysł na fabułę. Twórcy filmu uznali więc, że skopiują swój własny scenariusz, zmienią nieco miejsce akcji czy kilka gagów i postawią na sprawdzony, doskonale sprzedający się schemat. I może to wszystko byłoby świetne, gdyby widzom usunięto z pamięci wspomnienia części pierwszej. Bez tego w ich głowach co chwilę migocze ostrzegawcze hasło "ale to już było!".

Dobrą stroną Kac Vegas w Bangkoku jest na pewno dobra muzyka i niezła gra aktorska. Sądzę, że sporym wyzwaniem dla Zacha Galifianakisa, Bradley'a Coopera i Eda Helmsa było solidne zagranie ról tak słabo rozpisanych, w dodatku niemal zupełnie nie różniących się od poprzednich. Humor w tej części stoi na dużo niższym poziomie, a najzabawniejsze okazują się gagi powielone z Kac Vegas. Dlatego też plusują u mnie panowie, którzy do swoich kreacji wprowadzili odrobinę świeżości.

Jeżeli zaś chodzi o fabułę, to na tę można właściwie spuścić zasłonę milczenia. Jest ślub, jest wieczór kawalerski, jest rajd po barach, burdelach, ulicach i podejrzanych zakamarkach, a potem wielka pustka w głowach i szukanie odpowiedzi. Jeżeli oglądaliście część pierwszą - już możecie ziewać.

Ale uśmiechnęłam się kilka razy i na chwilę odłączyłam od zmartwień. To akurat dobrze świadczy o Kac Vegas w Bangkoku.

Moja ocena: 6/10

11 komentarzy:

  1. Oglądałam i choć film nie należy do moich naj, to podobnie jak Ty, trochę się na nim pośmiałam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety powtórka z rozrywki, ale przynajmniej Kac Vegas w Bangkoku nie był tak żenująco nieśmieszny jak Wieczór panieński (dość podobny motyw) - odradzam oglądanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzieś ostatnio rzucił mi się w oczy ten 'Wieczór panieński', ale właśnie mniej-więcej czegoś takiego się spodziewałam, więc dzięki za ostrzeżenie :)

      Usuń
  3. Ja też się czasem pośmiałam... Pierwowzoru nie przebija, ale są znacznie gorsze filmy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie też nie zachwyciła druga część. Nawet nie obejrzałam do końca, bo jak sama piszesz, za dużo było w tym powtarzalności...

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakoś mnie nie bawi taki humor, ale parę razy się zaśmiałam pewnie. Średni film, za bardzo głupkowaty, nie obejrzę pierwszej części ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moim zdaniem Kac Vegas w Bangkoku jest po prostu kalką części pierwszej, jak to ujęłaś - można ziewa;) Ale ma swój specyficzny humor;)

    OdpowiedzUsuń
  7. "Kac Vegas" było jedną z niewielu amerykańskich komedii, którą udało mi się obejrzeć bez kaca. Większość budzi we mnie co najwyżej niesmak. Ale do tej pory nie wiem, czy to dlatego, że była dobra, czy to po prostu efekt spożytego wtedy alkoholu. Na drugą część się jednak nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie akurat "Kac Vegas" załamało swoją głupotą i uważam za jedną z gorszych komedii. Dlatego też drugiej części unikam jak ognia. Ciężko mi więc zrozumieć, jak komuś może się podobać, niemniej przyjmuję do wiadomości, akceptuję, choć w tym wypadku nie potrafię pojąć ;).

    OdpowiedzUsuń
  9. Są gusta i guściki, ale mi tam się podobało :)

    OdpowiedzUsuń
  10. To smutne, że podobna rzecz już była, o wiele bardziej wolałam część pierwszą... Faceci rzeczywiście stanęli na wysokości zadania i zagrali świeżo i dobrze, ale no... to po prostu nie to samo.

    A już niedługo część trzecia, już trzęsę portkami na samą myśl ;)

    OdpowiedzUsuń