30 grudnia 2012

Smak świeżych malin, Izabela Sowa

Smak świeżych malin, Izabela Sowa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2002
Stron: 189
Gatunek: obyczajowa
Po raz pierwszy czytałam tę książkę prawie trzy lata temu - urwałam w połowie, znudzona i zmęczona. Pierwsze strony zwiastowały przyjemną, lekko opowiedzianą historię, tymczasem ta szybko stała się toporna, ciężkostrawna, rozwlekła, drętwa i nudna. Ponieważ jednak dziś główna bohaterka  Smaku świeżych malin - Malina, jest mi dużo bliża, postanowiłam raz jeszcze dać szansę Izabeli Sowie i jej owocowej trylogii. Chyba niesłusznie...

Rzadko zdarza się, abym tak krótką opowiastkę męczyła tyle godzin. Abym ziewała, waliła głową o ścianę i przeklinała, na bieżąco komentując wydarzenia przedstawione w książce. Trudno o inne zachowania, kiedy ma się do czynienia z tak dużą dawką utartych schematów, wyświechtanych żartów, lukru i nudy.

To nie jest książka zła, naprawdę! Miejscami bywa dowcipna, ma ciekawie zarysowanych bohaterów (szczególnie babcię i ojca bohaterki), widać tu spójną wizję autorki i mocne osadzenie akcji w realiach Polski przełomu tysiącleci. To wszystko rokuje dobrze. Ale przy ocenie nie można pominąć marnej fabuły, schematyczności i sztucznych dialogów, które ostatecznie składają się na książkę niezbyt porywającą, dłużącą się i po prostu słabą.

Tylko dla mało wymagających czytelników. Albo dla tych, którzy potrzebują byle jakiego oderwania od własnych problemów. Nic nie stracicie, jeśli jej nie przeczytacie.

Moja ocena: 4/10

literatura polska | recenzja | Izabela Sowa | literatura | recenzje książek

Pewna forma życia, Amélie Nothomb

Pewna forma życia, Amélie Nothomb
Oryginał: Une forme de vie
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2011
Stron: 111
Gatunek: psychologiczna
Są tacy pisarze, przy nazwiskach których regularnie zapala mi się kolorowy szyld głoszący "wszyscy go znają, tylko nie ty". Taką postacią jest dla mnie Amélie Nothomb - autorka kilkudziesięciu dzieł, w Polsce znana dzięki wydanym w Muzie: Higienie mordercy, Rtęci, Z pokorą i uniżeniem, Metafizyce rur, Kosmetyce wroga, Krasomówcy, Słownikowi imion własnych, Antychryście, Sabotażowi miłosnemu, Peplum, Tak wyszło, Biografii głodu, Kwasowi siarkowemu, Dziennikowi jaskółki, Ani z widzenia, ani ze słyszenia, Podróży zimowej, Zabić ojca czy właśnie Pewnej formie życia. Jej dzieła nie imponują objętością, nigdy nie przekraczają dwustu stron, ale na całym świecie cieszą się ogromnym uznaniem. Ja przygodę z Amélie Nothomb postanowiłam rozpocząć od wygranej kiedyś w blogowym konkursie Pewnej formy życia - krótkiej historii zapisanej w listach...

Amélie Nothomb słynie z tego, że regularnie koresponduje ze swoimi czytelnikami. W ten właśnie sposób trafia na historię Melvina Mapple'a - amerykańskiego żołnierza, stacjonującego w Iraku, który postanawia dorobić ideologię do swojego niewyobrażalnego tycia. Zgodnie z nią, kompulsywne objadanie się ma być reakcją na okrucieństwo wojennej rzeczywistości, ma być wyrazem buntu przeciw Ameryce, ma stać się sztuką, ma mieć sens, ma dawać pretekst do dalszego umartwiania własnego ciała. Dziwaczna, stojąca na granicy szaleństwa wymiana korespondencji pomiędzy Amélie i Melvinem staje się osią tej niezwykle poruszającej historii.

Pewna forma życia to potężny ładunek emocjonalny, doskonała powieść psychologiczna, która zmusza do stawiania pytań i snucia refleksji, która wprawia w osłupienie, może wzbudzać przestrach i obrzydzenie. Która fascynuje od pierwszej do ostatniej strony.

Belgijska pisarka postarała się o to, by czytelnik łatwo przepadł w jej opowieści - znalazła miejsce i dla wzruszeń, i dla napięcia, i dla ironii, i dla niesamowitej prawdziwości. Tak jak Melvin wraz ze swymi fantazjami, wspomnieniami i urojeniami staje nagi przed czytelnikiem, tak i sama pisarka uwydatnia swoje słabości i lęki, przygniata samokrytycyzmem. Prawdziwe oblicze świata Melvina Mapple'a i Amélie Nothomb okazuje się szorstkie, bolesne i trudne do zniesienia, ale - z drugiej strony - daje ukojenie. Pozwala wierzyć, że każdy z nas jest tylko śmiertelnym stworzeniem, mającym prawo do nerwowości i słabości, do błędów i złych wyborów. Nieuchronne widmo kary ma prawo spętać nogi, ale może też okazać się wybawieniem.

Pewna forma życia to powieść, której nie da się przyjąć na zimno, bezrefleksyjnie. Choć pochłania się ją błyskawicznie, trzeba poświęcić odrobinę czasu rozmyślaniu, analizowaniu, szukaniu analogii. Amélie Nothomb to pisarka odpowiednia dla wymagającego, świadomego czytelnika - nie jest trudna w odbiorze, ale na pewno specyficzna. Z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu, ale mnie wprawiła w stan niebywałego odrętwienia...

Moja ocena: 9/10

literatura belgijska | recenzja | Amélie Nothomb | literatura | recenzje książek
Belgijska pisarka tworząca w języku francuskim.

Dzięki swojemu ojcu, który był długoletnim ambasadorem Belgii, spędziła wiele lat swojego życia poza granicami rodzinnego kraju, m.in. w Japonii, Chinach, USA, Laosie, Myanmarze i Bangladeszu. Od 1992 r. regularnie każdego roku wydawane są jej powieści.

Jej styl pisarski jest pedantyczny, przy czym akcja powieści jest jednocześnie bardzo żywiołowa. Pisarka zafascynowana jest brzydotą, której to fascynacji daje upust w opisach postaci. Jej historie są aż do bólu realistyczne, ale Nothomb nie oszczędza także siebie, często kpiąc z samej siebie na łamach powieści.
Źródła: foto | opis

29 grudnia 2012

Drugi przekręt Natalii, Olga Rudnicka

Drugi przekręt Natalii, Olga Rudnicka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2013
Stron: 496
Gatunek: komedia, kryminał
Premiera: 10/01/2013
Są Natalie, jest zabawa! Ach, jakże dobrze było wrócić do kochanych sióstr Sucharskich i ich wariackich przygód. Znów jest wesoło, znów jest niebezpiecznie, znów jest niewyobrażalnie ciekawie. Bo chyba tylko ktoś niemądry spodziewałby się nudy u najfajniejszych bohaterek Olgi Rudnickiej.

Sprawa wygląda następująco: jest zbrodnia, są zagadki, są brylanty i damsko-męskie zawirowania. Absurd goni absurd, zbrodnia goni zbrodnię, kłamstwa się mnożą, a od śmiechu naprawdę nie można się powstrzymać. Drugi przekręt Natalii to powieść równie doskonała, co Natalii 5 - nie zawiodą się ci, których ciekawiły dalsze losy pięciu czarownic i którzy raz jeszcze chcieli przenieść się do barwnej rezydencji w Mechlinie. Co więcej! Autorka kolejny raz pozostawiła furtkę, która pozwoli jej na kontynuowanie losów sióstr Sucharskich! Lepiej być nie może, czyż nie?

Drugi przekręt Natalii pochłania się jednym tchem. Skąpe opisy i świetnie poprowadzone dialogi napędzają akcję, która rwie jak szalona, od pierwszej do ostatniej strony ściskając czytelnika za gardło. Fabuła poprowadzona jest znakomicie i nawet jeśli niektóre gagi niepotrzebnie się powtarzają, to całość i tak wypada wybornie. Bo to naprawdę świetnie opowiedziana, ultraciekawa historia.

Najnowsza powieść Olgi Rudnickiej to połączenie rasowego kryminału z naprawdę smakowitą komedią. Choć zabawne sytuacje wysuwają się na pierwszy plan, obok całego arsenału okrutnych zbrodni nie da się przejść obojętnie. Dlatego właśnie ta powieść jest tak dobra - można się przy niej i uśmiechnąć, i wzdrygnąć. Wciąga interesującymi zagadkami, bawi świetnymi gagami i zachwyca naprawdę ciekawie sportretowanymi bohaterami. Niektóre rozwiązania wydają się co prawda zbyt oczywiste, ale kiedy mowa o tak wybitnie zajmującej powieści naprawdę trudno o jakiekolwiek zarzuty. O takich drobnostkach szybko się zapomina. W głowie pozostaje za to kolejna wybuchowa, powalająca na łopatki historia.

Ci, którzy nie poznali jeszcze sióstr Sucharskich na pewno ucieszą się, że znajomość pierwszego tomu nie jest niezbędna do zrozumienia wydarzeń przedstawionych w Drugim przekręcie. Autorka zadbała o wstęp ze wszelkimi wyjaśnieniami okoliczności. Nie oznacza to jednak, że lekturę Natalii 5 możecie sobie odpuścić. Jest to na tyle dobra powieść, że tylko byście tego żałowali...

Polecam!

Moja ocena: 8,5/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.


literatura polska | recenzja | Olga Rudnicka | literatura | recenzje książek

Absolwentka Pedagogiki w Wyższej Szkole Komunikacji i Zarządzania w Poznaniu, autorka powieści kryminalnych: „Martwe Jezioro”, „Czy ten rudy kot to pies?”, „Zacisze 13” i „Zacisze 13 Powrót”.

Pracuje jako asystentka osób niepełnosprawnych w Polskim Komitecie Pomocy Społecznej w Śremie. Kocha jazdę konną i rytmy latynoamerykańskie, zwłaszcza salsę.

Namiętnie czyta Joannę Chmielewską, Stephena Kinga, Joe Hilla, Tess Gerritsen i Jeffery'ego Deavera.

Źródła: foto | opis






* * *

I po konkursie! Dzięki za udział w zabawie!

28 grudnia 2012

Zdrowa kuchnia domowa, Romana Chojnacka

Zdrowa kuchnia domowa, Romana Chojnacka
Wydawnictwo: Publicat
Rok wydania: 2006
Stron: 224
Gatunek: kucharskie
Oto jedna z najlepszych publikacji kulinarnych, z jakimi miałam kiedykolwiek do czynienia. Pamiętam dokładnie moment jej zakupu - pierwszy rok studiów, ogromna wyprzedaż w Matrasie. Przyniosłam ją na popołudniowy wykład z filozofii (jedyny, na którym regularnie przysypiałam ;)), a potem musiałam zaprowadzić grupę koleżanek do księgarni, aby i one mogły się w nią zaopatrzyć. Do dziś mam przed oczami miny pań z Matrasa, które nie mogły się nadziwić nagłemu szturmowi na ich lokal (a dodam, że było nas tam 9!). Cóż, chyba powinnam była poprosić o jakiś udział w zyskach...

Niewątpliwym zyskiem dla mnie jest to, że w ogóle trafiłam na tę publikację. Jest to jedna z najbardziej zużytych i zachlapanych książek w mojej biblioteczce. Wykorzystuję ją regularnie od kilku lat i z większości propozycji Romany Chojnackiej jestem szalenie zadowolona. Mogłabym przyznać szczerze, że najbardziej kocham kuchnię Nigelli Lawson czy Jamiego Olivera, ale ich przepisy mają jedną, zasadniczą wadę - często opierają się na niedostępnych w naszym kraju produktach, albo wynalazkach, które gdzie indziej kosztują grosze, a w Polsce stanowią stanowczo zbyt wysoką półkę.

Publikacja Zdrowa kuchnia domowa przeznaczona jest dla wszystkich, którzy pragną zdrowo jeść, zdrowo chudnąć i zdrowo żyć. Doskonale odnajdą się tutaj czytelnicy świadomi, dla których tabele z wartościami odżywczymi poszczególnych potraw będą doskonałą wskazówką, jak komponować najlepsze i najzdrowsze posiłki. Książkę tę w ogóle warto traktować jak poradnik - autorka dużo uwagi poświęca bowiem zasadom zdrowego żywienia, przedstawia najważniejsze witaminy i składniki mineralne, zamieszcza porady dotyczące zalecanej dawki spożywanych kalorii, odpowiedniego komponowania posiłków czy zdrowego stylu życia. Ta książka jest prawdziwym kompendium wiedzy dla wszystkich, którzy pragną dbać o siebie i swoich bliskich.

Przepisy zamieszczone w Zdrowej kuchni domowej podzielone są na:
  • przekąski i dodatki do pieczywa
  • pasty kanapkowe
  • przekąski gorące
  • zupy
  • dodatki do zup
  • sosy
  • potrawy z jajek, mleka i serów
  • potrawy z kasz, ryżu i mąki
  • potrawy z drobiu i innych mięs
  • potrawy z ryb
  • potrawy z warzyw, ziemniaków i nasion roślin strączkowych
  • ciasta i desery
  • napoje

Największą zaletą publikacji jest to, jak każdy z przepisów został zbudowany. Jego elementy to:
  • nazwa + czas wykonania i fotografia
  • lista składników (wraz z określeniem liczby porcji) + opis poszczególnych czynności
  • określenie wartości odżywczych (kolejno: kalorie, białko roślinne i zwierzęce, węglowodany, błonnik, tłuszcze, NNKT, cholesterol, witaminy, wapń, fosfor, magnez, żelazo, sód, potas, cynk)
  • ramka Warto wiedzieć, przedstawiająca najważniejsze zalety danego przepisu (na co pomaga, co wzmacnia, na co wpływa).

Nie spotkałam dotąd bardziej przydatnej książki kucharskiej. Przygotowana jest estetycznie, profesjonalnie i z pomysłem. Sprawdzi się w każdym domu. Wiąże się też z noworocznymi planami Marcina i moimi - chcielibyśmy wrócić do wagi z czasów, gdy się poznawaliśmy ;) Dlatego przestudiowałam ją na nowo właśnie teraz i dlatego właśnie teraz przedstawiam ją Wam - niech będzie pozytywnym bodźcem, niech wspiera w dążeniu do zmian.

Moja ocena: brak

literatura polska | recenzja | Romana Chojnacka | literatura | recenzje książek

27 grudnia 2012

Sir Alex Ferguson. 25 lat na szczycie, David Meek, Tom Tyrrell

Sir Alex Ferguson. 25 lat na szczycie, David Meek, Tom Tyrrell
Oryginał: Sir Alex Ferguson: The Official Manchester United Celebration of 25 Years at Old Trafford
Wydawnictwo: Anakonda
Rok wydania: 2012
Stron: 298
Gatunek: biografie, wspomnienia, sportowe
Bycie częścią świata Manchesteru United jest jak nieustanna jazda rollercoasterem, pojedynek pięściarski i spełnianie marzeń jednocześnie. Nieważne czy jesteś zawodnikiem, trenerem czy kibicem - stajesz się regularnym adresatem tych samych emocji, tych samych doznań, tych samych pochwał i krytycznych fal. Są w Manchesterze United punkty stałe - ciągła walka do upadłego, głód sukcesów, niebywała presja i on - legenda, ikona, Szkocka Bestia, najlepszy trener wszech czasów - sir Alex Ferguson. Jeden z dwóch ludzi (obok Erica Cantony), na którego cześć ma nosić imię mój przyszły syn.

Cantona & Ferguson, źródło: redlog.pl

Są książki, których lekturę celebruje się dłuższy czas, aby upajać się tym, co oferują. To jest właśnie taka książka - i nawet ja, osoba od siedemntasu lat związana z Manchesterem United, upajałam się każdym słowem, każdym wspomnieniem, każdą dołączoną fotografią. Bo choć sportową biografię sir Alexa Fergusona znam doskonale, mogłam podczas lektury przeżyć sporo zaskoczeń. A obok nich przywołać ogrom pięknych wspomnień...

Mimo tego, jak można było się spodziewać - publikacja opatrzona hasłem Oficjalne wydawnictwo Manchesteru United rysuje - co lekko rozczarowuje - portret raczej jednostronny. To, że Ferguson chorobliwie wierzy w siebie i swój klub, jest furiatem i lubi nadużywać autorytetu nie jest żadnym odkryciem, a to właściwie jedyne skazy, jakie znajdziemy w tym idealnym obrazie. Największe pomyłki menedżera czyli transfery-wpadki są właściwie przemilczane - wiemy za ile gości kupiono, wiemy że tu czy tam strzelili bramkę, ale na to, że okazali się wielkimi niewypałami, autorzy spuszczają zasłonę milczenia. Konflikty z zawodnikami - Beckhamem czy Rooneyem przedstawione są wyjątkowo łagodnie, a ten z Gabrielem Heinze został przemilczany całkowicie. Nie popieram wybiórczości, ale za to nie mogę autorom zarzucić niekonsekwencji - na dwudziestopięciolecie pracy sir Alexa Fergusona w MU chcieli wydać okolicznościową, przyjemną w odbiorze książkę i to im się udało. Na każdą maleńką rysę przypada tu dwadzieścia pochwał, każdy przytoczony zarzut gładko zostaje obalony. Jest miło i niemal sielsko.

Źródło: redlog.pl

Jednostronność przekazu nie przeszkadza mi jednak w tym, by uznać tę publikację za piękną i wyjątkową. Przy poznawaniu historii idola nie zależy mi na tym, by mu dokopywano. Nie domagam się tu obiektywizmu. Chcę poznać tę historię taką, jaką widzą ją inni - w tym wypadku dziennikarze, współpracownicy, byli i obecni podopieczni szkockiego menedżera. I on sam, oczywiście. Bo wspomnień i refleksji  samego Fergusona jest tu naprawdę mnóstwo. Skoro więc twórcy książki mieli taką, a nie inną wizję - ja ją przyjmuję i akceptuję. Dlatego też z tak wielką przyjemnością zatopiłam się w lekturze, opowiadającej o dwudziestu pięciu latach trenerskiej kariery. Kariery fenomenalnej, owocnej, wzbudzającej respekt i zazdrość. Kariery, która jest ewenementem na skalę światową - bo oto mamy przed sobą człowieka, który pchnął swój zespół do historycznych sukcesów. Który stanął na szczycie i już teraz jest nikim innym, jak trenerskim bogiem!

Sir Alex Ferguson. 25 lat na szczycie to prawdziwa gratka dla wszystkich pasjonatów futbolu - opowiada bowiem nie tylko o wielkim człowieku, jego wzlotach i upadkach, ale przede wszystkim o filozofii sukcesu. O wszystkim tym, co czyni angielski futbol i Manchester United wyjątkowymi. Publikacja obfituje w piękne fotografie i wypowiedzi wspaniałych ludzi - trenerów i zawodników. Jest pełna tego, co kocha każdy kibic - sylwetek niezwykłych, piłkarskich osobowości, relacji z meczów czy tajemnic zza klubowych ścian. Może obyło się tu bez większych smaczków i ogromnej pikanterii, ale nie zmienia to faktu, że taką książkę warto w swych zbiorach posiadać. Zwłaszcza, że - jak przystało na dzieło wydane przez Anakondę - publikacja ta może być prawdziwą ozdobą biblioteczki.

Źródło: redlog.pl

O tłumaczenie książki Meeka i Tyrrella zadbał dziennikarz stacji Canal+ - Przemysław Rudzki (odsyłam do jego znakomitego bloga - rudzki.blog.onet.pl), co jeden z moich znajomych skwitował krótko - Dałbym sobie rękę uciąć, że to na naszym rynku najlepsze tłumaczenie ever, jeśli mówimy o sporcie. I tak w istocie się stało - tłumacz zadbał o brawurowy wstęp, a tekst całości przełożył naprawdę wybornie. Wiele futbolowych książek na naszym rynku przetłumaczonych jest tak siermiężnie, że można odnieść wrażenie, iż zainteresowanych piłką czytelników traktuje się jak mało rozgarniętych ignorantów językowych. Przemek Rudzki zadbał o to, by tak specyficzny twór, jak sucha biografia wypadł w języku polskim atrakcyjnie i lekko. Kilka wpadek pani korektor co prawda może irytować, ale generalnie całość wygląda naprawdę dobrze. Tego przegapić nie możecie!

Moja ocena: brak
Tutaj przeczytasz inne wpisy oznaczone tagiem Manchester United.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Anakonda.


literatura angielska | recenzja | David Meek, Tom Tyrrell | literatura | recenzje książek

Zapowiedź audiobooka:

21 grudnia 2012

Ladacznica, Emma Donoghue

Ladacznica, Emma Donoghue
Oryginał: Slammerkin
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2013 (koniec stycznia)
Stron: ok. 350
Gatunek: historyczna, społeczno-obyczajowa
Są historie, które zagnieżdżają się w umyśle czytelnika i tak uporczywie chwytają jego myśli, że nie można o nich zapomnieć. Że nie można zbyć ich milczeniem, zignorować odwróceniem głowy, zepchnąć na margines wspomnień. Są bohaterowie, których nie da się nie kochać, choćby popełniali największe zbrodnie, czynili największe głupoty, plamili swój honor i gnębili duszę. Dlatego właśnie nigdy nie zapomnę Ladacznicy i nigdy nie przestanę uwielbiać jej bohaterki - Mary Saunders.

Rzecz dzieje się w XVIII-wiecznej Anglii, kiedy mężowie byli panami swoich żon, wykształcenie było dostępne tylko dla nielicznych, a rola kobiety sprowadzała się do rodzenia dzieci (najlepiej płci męskiej), zadowalania mężczyzn i wykonywania najpodlejszych zadań. Nie, nie chodzi o fikcję literacką - Emma Donoghue postanowiła w Ladacznicy przedstawić osnutą legendami historię, która wydarzyła się naprawdę.

Żyła więc kiedyś nastoletnia Mary Saunders, którą podłym zrządzeniem losu wygnano na ulicę. Londyn był wtedy brudny i niebezpieczny, a jedyną możliwością szybkiego i godnego zarobku było kupczenie ciałem. Coś, co miało chwilowo uratować bohaterkę od głodu i rynsztoka, okazało się jej sposobem na życie. I nawet kiedy na ciemnym niebie życia Mary pojawiły się słoneczne promienie i wydawało się, że dziewczyna podąży dobrą ścieżką, brutalna prawda ujrzała światło dziennie - nie można zapomnieć o byciu ladacznicą...

Emma Donoghue w brawurowy sposób sportretowała realia życia w dawnej Anglii. Zadbała o najdrobniejsze szczegóły - od opisu dań i strojów, po charakterystykę ulic i obyczajów. Zderzyła ze sobą sielską, wiejską rzeczywistość z brutalnością ulic Londynu. Sportretowała świętoszki i ladacznice, arystokratki i biedotę, robotników i niewolnice. Nie ominęła tematów najbardziej palących - rasizmu, religii, zabobonów, nierówności płci, hierarchizacji społeczeństwa czy wykorzystywania kobiet.

Ladacznica to opowieść niejednoznaczna z całą gamą niejednoznacznych bohaterów. Wierzę, że - podobnie, jak ja - pozwolicie sobie na refleksje i rozmyślania nad ich zachowaniami i wyborami. Długi czas ich historie siedziały w mojej głowie, długi czas analizowałam, dumałam i płakałam. Bo nie da się nie być poruszonym historią, jaką nakreśliła irlandzka pisarka. Nie da się zapomnieć tych wszystkich emocji - złości, szoku, zaskoczenia, wzruszenia.

Barwny świat, naturalistyczne opisy rzeczywistości i ciekawie sportretowani bohaterowie. Do tego zgrabne pióro autorki, szczypta humoru i wyjątkowo poruszająca fabuła. To wszystko składa się na powieść niezwykłą, fascynującą i naprawdę dobrą. Jedną z tych, które powinno się znać...

Moja ocena: 9,5/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc.


literatura irlandzka | recenzja | Emma Donoghue | literatura | recenzje książek
Emma Donoghue – urodzona w 1969 roku w Dublinie. Na tamtejszej uczelni, University College Dublin, zdobyła tytuł licencjata z angielskiego i francuskiego. Pracę doktorską o przyjaźni męsko-damskiej w literaturze pięknej osiemnastego wieku obroniła na Uniwersytecie Cambridge. Od tamtej pory zajmuje się pisaniem. Jest autorką prozy współczesnej i historycznej. Po latach podróżowania między Anglią, Irlandią i Kanadą zdecydowała się wreszcie osiąść w Kanadzie. Mieszka w mieście London znajdującym się w prowincji Ontario ze swoją partnerkę i dwójką małych dzieci.

Źródła: foto | opis

Świat się kończy...


Upada Świat Książki. Brzmi to brutalnie, nieprawdopodobnie i koszmarnie. Jeżeli w Polsce nie uda się utrzymać przy życiu takiego wydawnictwa, to rzeczywiście zbliża się koniec świata. I nie o grę słów tu chodzi.

Podobno większość Polaków nie czyta. Rzecz tyczy się nie tylko literatury, ale też prasy. Ponoć dwustronicowy artykuł przekracza możliwości przeciętnego rodaka. Jakimś jednak cudem, ilekroć udaję się do księgarni Świata Książki, muszę przeciskać się pomiędzy ludźmi. A przestrzeni tam nie brak. Jakimś cudem, kogo by nie spytać, wszyscy Świat Książki znają i dobrze wspominają. Jest to jedyne wydawnictwo, którego nazwę kojarzy przeciętny Polak i którego książki goszczą w niemal wszystkich domach. Nie żebym brała sobie te teorie z kosmosu - wystarczyło podpytać sąsiadów, sklepikarzy czy najbardziej niechętnych wobec czytania znajomych. Świat Książki kojarzą wszyscy. Bo to jedno z najstarszych, największych i wydających najciekawszą literaturę wydawnictw. W dodatku takie wydawnictwo, które wyszło do ludzi i pozwoliło zamawiać książki z grubych, kolorowych katalogów. Któż z nas nie przeglądał ich w dzieciństwie?

Miłośnicy literatury, w tym blogerzy, postanowili zadziałać i sprawę ewentualnej likwidacji wydawnictwa nagłaśniać, gdzie tylko się da. Zachęcam Was do wsparcia akcji na fejsbuku - Ratujmy Świat Książki. I choć zabrzmi to trochę pompatycznie - uważam, że dla całego narodu będzie ogromnym wstydem, jeżeli nie utrzyma się na naszym rynku takie wydawnictwo. Nigdy nie chciałam wierzyć w te wszystkie sondaże, głoszące, że nie czytamy. Udowodnijmy zatem, że badacze się mylą, że literatura naprawdę jest nam bliska, że zależy nam na firmach z renomą. Firmach, które oferują dobre, porządnie wydane książki, nierzadko w kosmicznie niskich cenach.

Ratujmy Świat Książki!

* * *

Spośród książek wydanych przez wydawnictwo Świat Książki, znajdę wiele takich, które oceniłam naprawdę wysoko i do których uwielbiam wracać. Jak dać upaść wydawnictwu, które wypuściło na rynek takie wspaniałości, jak: Pachnidło, Jeden dzień, Kwiaty na poddaszu, Sekret jej oczu, Adam w Edenie, Płatki na wietrze, Agent, Vida, Dziewczyny w podróży, Była sobie dziewczyna, A jeśli ciernie, Moje życie w kręgu obsesji, Język niemowląt, Niebiosa są puste, Cyrk nocy, Zbyt dumna, zbyt krucha, Wywiad z władzą i wiele innych? To właśnie książkom Świata Książki najczęściej wręczam zaszczytną ocenę 10/10. To naprawdę nie jest byle co.

20 grudnia 2012

Brzydka miłość, Jacek Getner

Brzydka miłość, Jacek Getner
Wydawnictwo: Najlepszy Seler
Rok wydania: 2005
Stron: 184
Gatunek: opowiadania
Zamknąć opowieść w kilkuset słowach jest sztuką niełatwą. Dlatego też nie każdy twórca potrafi odnaleźć się w krótkiej, bardzo wymagającej formie, jaką jest opowiadanie. Przedstawicielkami tego gatunku mogą być rozbudowane, kilkudziesięciostronicowe opowieści, jak i króciutkie historyjki, mieszczące się na zaledwie kilku stronach. Każda z tych form stawia przed twórcą inne wyzwania, choć zdaje mi się, że napisać dobre, bardzo krótkie opowiadanie jest rzeczą trudniejszą, niż chwycić się formy bardziej rozbudowanej.

Na zbiór Brzydka miłość składa się trzydzieści niedługich opowieści, zamykających się zazwyczaj na pięciu-sześciu stronach. Tym, co je charakteryzuje, jest ujmująca prostota. Autor nie sili się na wyszukane słownictwo, nie koloryzuje, nie szuka kwiecistych ulepszeń. Jego teksty opowiadają o zwyczajnej codzienności. O ludziach, których mijamy na ulicy. O zdarzeniach, przy których można śmiać się i płakać.

Jest coś takiego w autorze zbioru Brzydka miłość, co sprawia, że chciałoby się skosztować w jego towarzystwie pysznej herbaty i opowiedzieć o najdziwniejszych, najbardziej przejmujących, najważniejszych wydarzeniach ze swego życia. Słuchaczem i obserwatorem jest Jacek Getner wprost niebywałym! Czujnym, wrażliwym i bystrym. Dlatego tak wiele w jego opowiadaniach przejmujących, wyjątkowo życiowych historii.

Brzydka miłość nie stawia wyzwań przed czytelnikiem. Odznacza się prostym (często najeżonym drobnymi błędami) językiem i oczywistością przekazu. W tej właśnie prostocie tkwi jednak niewątpliwy urok tekstów Getnera. Urok i siła, jednocześnie. Obok Brzydkiej miłości nie da się przejść obojętnie. Nie można potraktować jej bezrefleksyjnie. Opowiadania Jacka Getnera, choć może nie są wybitne językowo, choć może nie imponują objętością, zawierają jasny, pełen mądrości przekaz i całą paletę słodko-gorzkich opowieści o szarościach życia, których czasem nie potrafimy dostrzec.

Moja ocena: 7,5/10
Za książkę dziękuję autorowi.

literatura polska | recenzja | Jacek Getner | literatura | recenzje książek

19 grudnia 2012

The Beatles. Ilustrowana biografia, praca zbiorowa

The Beatles. Ilustrowana biografia, Tim Hill, Alison Gauntlett, Gareth Thomas, Jane Benn
Oryginał: The Illustrated Biography: The Beatles
Wydawnictwo: Firma Księgarska Jacek Olesiejuk
Rok wydania: 2010
Stron: 224
Gatunek: album
O mojej miłości do Beatlesów czytelnicy Kreatywy wiedzą doskonale. Wspominałam o niej przy okazji recenzowania Listów Lennona, przedstawiania muzycznych idoli, prezentowania beatlesowego tatuażu na plecach, wspominania koncertu John Lennon in Memoriam, upamiętniania urodzin i wspominania rocznicy śmierci Lennona czy podczas recenzowania książki idola. Muzyka The Beatles towarzyszy mi niemal każdego dnia, toteż nie powinno nikogo dziwić, że już jakiś czas temu zaopatrzyłam się w Ilustrowaną biografię i po powolnym zapoznawaniu z nią, postanowiłam dokonać prezentacji na blogu.

Na publikację składa się kilkaset - jak głosi okładka - nieznanych zdjęć, których (co nieuniknione) znaczną część od dawna znaleźć można w sieci. Każda z fotografii opatrzona została krótszym lub dłuższym komentarzem, odnoszącym się do okoliczności jej powstania. Co ważne, autorzy zadbali o zachowanie chronologii zdarzeń, toteż zdjęcia wraz z opisami stanowią jednocześnie zapis dziejów kultowej grupy. Opowieść zaczyna się więc w Liverpoolu, gdzie John poznał Paula, kończy wspomnieniem głośnego rozpadu Beatlesów i wyznaczania nowych dróg dla Ringo, George'a, Paula i Johna (w pakiecie z Yoko).


Dla fanów zespołu publikacja The Beatles. Ilustrowana biografia na pewno nie będzie niczym zaskakującym - fakty przytoczone przez autorów są od dawna doskonale znane (w dodatku przedstawione dość wybiórczo) i jedyne, czym można się tu zachwycić, to solidny zbiór pamiątkowych zdjęć grupy. Choćby wszystkie były łatwo dostępne w Internecie, nic nigdy nie zastąpi opasłego, ładnie wydanego tomiszcza, które można położyć na kolanach i niespiesznie kartkować, z kubkiem kakao w dłoni.

Mogłabym Ilustrowaną biografię polecać więc każdemu, ale okrutnie boli mnie niechlujność tego, co zastaniemy wewnątrz. O ile warstwa powierzchowna - gruba okładka czy wysokiej jakości papier nie powinny podlegać krytyce, o tyle szata graficzna i warstwa językowa już tak. Bywają miejsca, w których tekst rozjeżdża się poza pole, w którym powinien się znajdować. Bywają zdania pełne literówek i błędów. W zalewie publikacji na temat The Beatles, ta, choć zawiera wiele pięknych zdjęć, może łatwo zginąć, bowiem zachwyt nad książką, którą lepiej oglądać, zamiast czytać, mija bardzo szybko...

Moja ocena: brak

18 grudnia 2012

Dave Gahan. Depeche Mode, Trevor Baker

Dave Gahan. Depeche Mode, Trevor Baker
Oryginał: Dave Gahan. Depeche Mode & Second Coming
Wydawnictwo: Anakonda
Rok wydania: 2012
Stron: 213
Gatunek: biografie, wspomnienia, muzyczne
Depeche Mode to jeden z niewielu zespołów, o którym od dziecka mówiłam "nie będę słuchać tego dziadostwa" i ostentacyjnie wychodziłam z pokoju, kiedy któraś z jego płyt lądowała w odtwarzaczu. Do muzyki Depeche Mode dojrzałam tak naprawdę całkiem niedawno - rok, może dwa lata temu. I ponieważ tak krótko odkrywam piękno tych brzmień, postanowiłam prześledzić historię zespołu z pomocą biografii charyzmatycznego wokalisty - Davida Gahana.

Natknęłam się w ostatnim czasie na wiele głosów mówiących o tym, że publikacja Trevora Bakera wcale nie  opowiada o Gahanie, a o całym zespole. Śmieszny, pozbawiony logiki zarzut. Bardzo jestem ciekawa, jak takie osoby wyobrażają sobie kreślenie życiorysu Gahana bez wspominania o tym, co nierozerwalnie się z nim łączy, co od lat jest jego całym światem. Z mojego punktu widzenia opowieść o Depeche Mode snuta z perspektywy życiorysu Dave'a Gahana okazała się zabiegiem stuprocentowo trafnym. Nie mamy tu do czynienia ze zlepkiem suchych faktów, tyczących się tras koncertowych i albumów, a z naprawdę naładowaną emocjami opowieścią o człowieku, który wzniósł się na szczyt i upadł.

Biografia Dave'a Gahana to mroczna, słodko-gorzka, bolesna opowieść rozpoczynająca się w biednym domu w małym, angielskim mieście, gdzie zbuntowany, zafascynowany punkiem chłopak nieustannie ładuje się w kłopoty z prawem. To takie banalne - niedobry dzieciak z klasy robotniczej chwyta się muzyki, która wyciąga go z kanału. Spotyka odpowiednich ludzi, zostaje wypchnięty na szczyt, a potem zbliża się do nieodpowiednich i osiąga dno. Ta historia nie kończy się jednak banalnie, pomimo wyjątkowo sprzyjających warunków. Legenda nie idzie w ślady Kurta Cobaina, z podciętymi żyłami trafia na odwyk i znów upada. Ale dostaje od losu milionową szansę i jakiś czas później odbija się od dna. Dlatego wciąż możemy podziwiać Gahana na scenie...

Publikację Trevora Bakera zgłębiałam z najprawdziwszymi wypiekami na twarzy, z niesłabnącą fascynacją śledząc kreśloną przez niego historię. Pierwsza i jedyna biografia Dave'a Gahana okazała się naprawdę znakomitą, emocjonującą lekturą. Nie brak tu ciekawostek i anegdot, nie brak gorzkich wypowiedzi i trudnych historii. Całość uzupełnia solidne, atrakcyjne wydanie, którego jedynym mankamentem okazuje się strona językowa, choć - co zadziwiające - mimo wielu wypadek na tym polu, książkę chłonie się błyskawicznie, jednym tchem. Warto poznać niezwykłą historię niesamowitego człowieka i jego wyjątkowej muzyki. Polecam!

Moja ocena: brak
Standardowo - biografiom not nie wystawiam.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Anakonda.


literatura angielska | recenzja | Trevor Baker | literatura | recenzje książek

Pierogi nie tylko po polsku, Alina Stradecka

Pierogi nie tylko po polsku, Alina Stradecka
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Stron: 192
Gatunek: kucharskie
Kuchnia polska nieodłącznie kojarzy się z pierogami, choć w rzeczywistości danie to przywędrowało do nas z Dalekiego Wschodu. Wnioskując po menu wyrastających jak grzyby po deszczu pierogarnii, lubujemy się przede wszystkim w klasyce - ruskich, z serem, mięsem albo owocami. Tymczasem w książce Aliny Stradeckiej znajdziemy prawie sto pierogowych wariacji! Warto je poznać, aby to proste, smaczne danie nie kojarzyło się z nudą, a z rozmaitością i niebywałym połączeniem smaków.

Swoje przepisy autorka dzieli na trzy kategorie: gotowane, pieczone i smażone, przy czym tych pierwszych jest zdecydowanie najwięcej. Znajdują się tu tak ciekawe propozycje, jak pierogi z móżdżkiem, z botwiną, z mięsem i śledziem czy z dynią. Obok nich popularne ravioli, tortellini, cepeliny, kołduny, uszka czy cebulaki i kapuśniaczki. Mnóstwo smaków, mnóstwo ciekawych połączeń, mnóstwo inspiracji!

Na każdy przepis składa się lista składników na ciasto i nadzienie (czasem również sos), opis poszczególnych czynności oraz bardzo ciekawa ramka Warto wiedzieć, zawierająca propozycje na modyfikacje danego dania oraz ciekawostki, np. o jego pochodzeniu. Część przepisów wzbogacona  została również o zdjęcia dań.

Kiedy poznawałam tę książkę i zastanawiałam się, skąd znam jej autorkę, zamiast zaglądać do listy przeczytanych książek, przejrzałam przepisy, w których pojawia się znak charakterystyczny Aliny Stradeckiej - gotowce. O ile popieram używanie mrożonego ciasta francuskiego, którego wykonanie jest sprawą skomplikowaną i wymagającą wprawy, a gotowy odpowiednik potrafi być naprawdę dobrej jakości, o tyle nie rozumiem skąd u autorki upodobanie do upiornych kostek rosołowych. Pojawiały się one w wielu przepisach Kuchni na każdą kieszeń, pojawiają i tutaj. Poczytajcie w tym miejscu o ich składzie, a potem zastanówcie się, czy rzeczywiście są niezbędne w tak wielu przepisach. Jedna kostka w wielkim garze zupy to nie zbrodnia, ale w pierogach...?

Pomimo tego drobnego uchybienia, po książkę naprawdę warto sięgnąć. Jest prawdziwą kopalnią inspiracji na pyszne, mocno urozmaicone dania. Niektóre receptury są do siebie co prawda bardzo podobne, ale na większą część publikacji składa się naprawdę ciekawa porcja kulinarnej wiedzy i kreatywności.

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki.

literatura polska | recenzja | Alina Stradecka | literatura | recenzje książek

17 grudnia 2012

Trafny wybór, J.K. Rowling

Trafny wybór, J.K. Rowling
Oryginał: The Casual Vacancy
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2012
Stron: 505
Gatunek: powieść środowiskowa
J.K. Rowling dokonała rzeczy niemal niemożliwej - kolejny raz sprawiła, że czytanie stało się modne. Kilkanaście lat temu porwała za sobą dzieci i ich rodziców, którzy rozmarzeni przenosili się do świata magii i czarodziejstwa, a dziś jej pierwsza książka dla dorosłych stała się wizytówką polskich celebrytek, które z dumą prezentują charakterystyczną okładkę na bankietach,  czerwonych dywanach i wszędzie tam, gdzie błyskają flesze.

Jeszcze przed lekturą obiecałam sobie, że nie będę spoglądać na Trafny wybór przez pryzmat Harry'ego Pottera i rzeczywiście udało mi się tego dokonać. Nie nastawiałam się, nie umieszczałam żadnej poprzeczki i nie stawiałam oczekiwań, choć oczywiście zalew pochlebnych recenzji kazał mi przypuszczać, że oto dostąpiłam zaszczytu poznania kolejnego arcydzieła literatury.

Szybko musiałam przełknąć gorzką pigułkę rozczarowania. Kilka długich dni męczyłam pierwszą połowę książki, zagryzając wargi ze zdenerwowania i wyrzucając sobie, że znowu dałam się skusić na głośny, niewart uwagi tytuł.

Ale w drugiej połowie coś się zmienia - akcja już się nie dłuży, autorka wikła swoje liczne postaci w coraz to ciekawsze zdarzenia, nakreśla ważne problemy, trafnie portretuje małomiasteczkową rzeczywistość, pełną plotek, uprzedzeń i wzajemnej niechęci, skrywanej za sztucznymi uśmiechami.

Wielką sztuką jest na kilkuset stronach tekstu spleść ze sobą losy kilkudziesięciu postaci, z których każda jest odrębną, charakterystyczną, interesującą jednostką. Autorka każdemu z bohaterów poświęca jednakową ilość miejsca, nadając im indywidualne, unikalne rysy. Nakreślenie wielu uniwersalnych cech, wielu typowych zachowań i wielu zwyczajnych problemów pozwoliło J.K. Rowling stworzyć opowieść, w której każdy czytelnik znajdzie odbicie siebie, swoich bliskich i swojego świata. Mało tu zaskoczeń, za to wiele takich zdarzeń, które pozwolą czytelnikowi uwierzyć, że to mogło zdarzyć się wszędzie.

Wachlarz problemów, o jakie zahacza autorka obejmuje takie zagadnienia, jak: pragnienie władzy, siła plotki, rasizm, konflikt pokoleń, miłosne rozczarowania, nałogi czy dążenie do autodestrukcji. Autorka brutalnie uświadamia, co niosą za sobą chciwość i pycha, nietolerancja i znieczulica, brak porozumienia i ignorancja wobec cudzych problemów. Niełatwo przejść obojętnie obok wydarzeń opisanych w Trafnym wyborze, zwłaszcza wtedy, gdy do świadomości dotrze smutna prawda - nie tylko w tym małym miasteczku tak wygląda życie. Nie tylko tam ignorowany jest krzyk za ścianą, przyjaźń ma znikomą wartość, a sąsiad sąsiadowi podkłada nogę. Nie tylko tam pragnienie pieniądza, żądza władzy i wybicia się ponad innych potrafi przesłonić widok i popchnąć do najgorszych czynów. Nie tylko tam najważniejsze stają się pozory, modne wdzianka i konwenanse...

J.K. Rowling wciąż pisze zajmująco, wciąż ma niebywały dar opowiadania i kreślenia interesujących portretów postaci, jednakże w konfrontacji z mało kulturalną, szarą codziennością nie radzi sobie. Słowa, jakie wkłada w usta bohaterów okazują się sztuczne, nienaturalne i wymuszone. Dialogi, które normalnie powinny napędzać akcję, tutaj spowalniają ją i czynią nieznośnie irytującą. Dlatego lektura Trafnego wyboru nie jest lekką, przyjemną, absorbującą przeprawą. Miejscami męczy za bardzo...

Moja ocena: 7/10

16 grudnia 2012

Wywiad z władzą, Oriana Fallaci

Wywiad z władzą, Oriana Fallaci
Oryginał: Intervista con il Potere
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Stron: 512
Gatunek: wywiady, biografie i wspomnienia
Bezkompromisowa, nieugięta, odważna i bezwzględna. Postać-legenda. Najsłynniejsza dziennikarka XX wieku. Ta, która nie bała się trudnych tematów, wielkich osobowości, okrutnych wydarzeń. Lubiła drążyć i kąsać, bano się jej i szanowano. Potrafiła stanąć twarzą w twarz z tymi, których obawiał się świat. Z tymi, którzy rozmawiać nie chcieli...

Jej rozmówcami byli m.in. szach Iranu,  ajatollah Chomeini, Muammar Kaddafi, Dalajlama, Robert Kennedy czy Lech Wałęsa. Jej wywiady z największymi owiane są legendami. Bo Fallaci była kobietą, która stając naprzeciw dyktatorów, władców i polityków nigdy nie padała na kolana. Wzbudzała respekt jako inteligentna, bezwzględna rozmówczyni. Z nią należało się liczyć.

Wywiad z władzą to zbiór czternastu konkretnych wywiadów oraz dwa rozbudowane rozdziały poświęcone drodze do Chomeiniego i Kaddafiego. Książką tą powinien zainteresować się każdy, kogo ciekawią mechanizmy rządzące światem. Nawet ja - osoba niezainteresowana sprawami politycznymi czy wydarzeniami historycznymi - z ogromną ciekawością zgłębiałam publikację Fallaci.

Niełatwa tematyka, dużo trudnych rozmów, wiele bolesnych spraw i niezrozumiałych decyzji - a jednak jako całość opowieść Fallaci wypada wyśmienicie. Nie sposób oderwać się od tej zajmującej publikacji - bo Oriana to opowiadaczka niezwykła - nie boi się żartować i wbijać szpili, potrafi wzbudzić zainteresowanie i potęgować napięcie. Pisze zajmująco i jest rozmówczynią genialną - taką, która nigdy nie pozostaje bierna, taką, która odważnie drąży i nie ustaje w przekraczaniu granic.

W Wywiadzie z władzą niezwykle cenne okazują się komentarze samej Fallaci, która przybliża okoliczności poszczególnych rozmów, a także krótko i treściwie portretuje swoich rozmówców. Lektura jej książki okazuje się niesamowicie rozbudowaną lekcją historii najnowszej, lekcją życia. Obok takiej publikacji i takiej kobiety nie można przejść obojętnie. Nie bójcie się trudnej tematyki - zapewniam, że w takiej formie okazuje się ona wyjątkowo lekkostrawna.

A gdybym miała wybrać najciekawszy wywiad, z pewnością wskazałabym na ten z bliskim memu sercu Dalajlamą.

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki.


literatura włoska | recenzja | Oriana Fallaci | literatura | recenzje książek

15 grudnia 2012

I że cię nie opuszczę... / The Vow (2012)

I że cię nie opuszczę... (The Vow)
reż. M. Sucsy • USA (i in.), 2012
Potrzebowałam wyłączenia umysłu. Potrzebowałam chwili oddechu. Pomyślałam, że film o romantycznym tytule I że cię nie opuszczę... okaże się dobrym rozwiązaniem. Spodziewałam się przyjemnie spędzonego czasu, rozrywki i łez. Stało się nieco inaczej...

Nie przypominam sobie wielu filmów, które aż tak bardzo wdarły się do mojej głowy. Przez cały seans gorączkowo rozmyślałam nad sytuacją bohaterów i nieustannie byłam tak smutna, że niewiele brakowało, a z tego smutku zaczęłabym walić głową o ścianę. Wczuwanie się w cudzą sytuację nie zawsze przynosi dobre skutki. Tym bardziej w przypadku opowieści opartych na prawdziwych historiach.

Życie napisało bardzo przejmujący scenariusz. Kochający się małżonkowie nagle stracili siebie. Ona nie pamiętała spędzonych z nim lat, on za wszelką cenę chciał odzyskać to, co ich łączyło. Jak długo można walczyć? Jak długo udawać, że nowe życie jest dobre? Kiedy złożyć broń? Wydarzenia przedstawione w The Vow zmuszają do stawiania pytań, snucia refleksji, zastanawiania nad własnym związkiem i życiem...

Rachel McAdams to jedna z moich ulubionych aktorek. Channing Tatum z kolei stoi na czele mojej czarnej listy. Wiecznie ta sama tępa mina, wieczna drętwota ciała. Połączenie dobrego aktorstwa ze słabym, uroku i sztuczności - nie wyszło temu filmowi na dobre. Duże wyzwanie stało przed odtwórcą głównej roli, który ciężarowi tej opowieści zdecydowanie nie podołał. Zabrakło emocji, zabrakło ognia, zabrakło tego czegoś, co wprawiłoby w zachwyt i kazało mi uronić łzę wzruszenia.

Sama fabuła bardzo mnie poruszyła, ale twórcy filmu nie uniknęli wpadnięcia w banał - zbyt wiele tu oczywistych rozwiązań, zbyt mało miejsca na domysły i zaskoczenie. Łatwo takie uchybienia wytłumaczyć życiowością historii, ale czyż nie na tym polegała rola scenarzystów czy reżysera, aby jakoś tę całość wyszlifować i bez reszty porwać widza? Zbyt wiele razy ziewałam, zbyt wiele razy wiedziałam co czai się za rogiem, by jednoznacznie stwierdzić, że jest się czym zachwycać. Nie zmienia to jednak faktu, że film naprawdę warto zobaczyć.

Moja ocena: 6,5/10

Najcenniejszy dar, Richard Paul Evans

Najcenniejszy dar, Richard Paul Evans
Oryginał: The Christmas Box
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2012
Stron: 128
Gatunek: społeczno-obyczajowa
Richarda Paula Evansa traktuję podobnie jak Nicholasa Sparksa - po ich twórczość sięgam wtedy, kiedy życie tak bardzo daje mi w kość, że tylko duża dawka lukru jest w stanie osłodzić mi nieco codzienność. Jedynie w takich momentach jestem w stanie przyjąć te wszystkie banalne, przelukrowane opowiastki o życiu i miłości.

Ponieważ w okresie przedświątecznym bliżej mi do Ebenezera Scrooge'a, niż do skrzata czy innej pani Mikołajowej - Najcenniejszy dar na mnie nie podziałał. Nie wzruszyłam się, nie zapłakałam, nie zachwyciłam. Już czytając opis wiedziałam, jak potoczy się historia. Już poznając historię, wiedziałam jaki będzie jej morał...

Richard Paul Evans nie pisze źle. Wiem, że ta historia może i poruszać, i zmuszać do refleksji, i nawet zachwycać, ale moim zdaniem oparta jest na niemożliwej do przyjęcia, niestrawnej dawce kiczu i banału. Oczywistość goni oczywistość, frazesy gonią frazesy, piękne słówka gonią... wiadomo co.

Najcenniejszy dar nie jest książką, po którą sięgać nie warto. Na pewno znajdzie wielu zwolenników. Trzeba tylko podejść do niej z dużą dozą pobłażliwości i wrażliwości. Ja byłam przygotowana na lukier i moralizatorstwo, ale nie na tak wiele banału. Evansa stać na nieschematyczność, oryginalność, niebanalność. Tutaj tego nie pokazał.

Moja ocena: 5,5/10

literatura amerykańska | recenzja | Richard Paul Evans | literatura | recenzje książek
Bestsellerowy pisarz amerykański, którego wszystkie jedenaście powieści gościło na listach hitów „The New York Timesa”. Ich nakład sięgnął już jedenastu milionów, przetłumaczone zostały na dwadzieścia dwa języki, bijąc w wielu krajach rekordy sprzedaży. W Polsce nakładem Wydawnictwa Sonia Draga ukazały się: Słonecznik (2006) oraz Doskonały dzień (2006). Evans jest laureatem wielu literackich nagród, m.in. „1998 American Mothers Book Award”, „Storytelling World Award” i „2005 Romantic Times Best Women’s Novel of the Year”. Jest też założycielem organizacji charytatywnej „The Christmas Box House International” na rzecz zaniedbanych i wykorzystywanych dzieci, za pracę w której uhonorowany został „Washington Times Humanitarian of the Century Award” oraz „Volunteers of America National Empathy Award”. Evans mieszka w Salt Lake City, w stanie Utah z żoną Keri i piątką dzieci.

Źródła: foto | opis

13 grudnia 2012

Polska kuchnia domowa, Małgorzata Caprari

Polska kuchnia domowa, Małgorzata Caprari
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Stron: 272
Gatunek: kucharskie
Jak zdążyliście już zapewne zauważyć, wyjątkową sympatią darzę wszelkie książki kulinarne. Pasja do gotowania idzie w parze z zamiłowaniem do szukania nowych inspiracji i wrażeń, dlatego też tak często sięgam po nowe publikacje poświęcone kuchni. Tym razem przedstawiam propozycję idealną na świąteczny czas - Polska kuchnia domowa.

W swojej publikacji autorka zgromadziła ponad trzysta przepisów, podzielonych według standardowych kategorii:
  • przekąski,
  • zupy,
  • smakowite ryby,
  • z mięsem w roli głównej,
  • mączne rozmaitości, 
  • niezastąpione warzywa,
  • domowe słodycze,
  • przetwory i nalewki.

Co warte odnotowania, to zaskakująco mała liczba pomysłów na zupy (ubolewam!) i zaskakująco duża na dania rybne. Nie spotkałam jeszcze książki, w której to rozdział poświęcony rybom byłby najbardziej rozbudowany. Zazwyczaj poświęca się im niewiele uwagi, spycha na margines, traktuje naprawdę niegodnie. Tymczasem Małorzata Caprari przedstawiła tyle przeróżnych wariacji rybnych, że chyba w rok ich wszystkich nie wypróbuję. Za ten rozdział dziękuję autorce szczególnie!

Jak zawsze w przypadku książek kulinarnych, dużą uwagę przywiązuję do kwestii wydania. I na tym polu Polska kuchnia domowa wypada bardzo dobrze. Przede wszystkim ze względu na estetykę, ale również przez wzgląd na małą liczbę zdjęć. Niekiedy to właśnie fotografie zajmują większą część publikacji, zabierając cenne miejsce przepisom i niepotrzebnie zwiększając objętość (a - co za tym idzie - również i cenę) książki. Tutaj to receptury osadzone zostały na pozycji czołowej - wielkie brawa.

Co nie spodobało mi się w publikacji pani Caprari, to język. Wszelkie pomidorki, herbatki, trufelki, krokieciki, kotleciki i inne chlebki czy mięska potrafią być w nadmiarze naprawdę irytujące. Dzieci z książek kucharskich korzystają raczej rzadko, warto więc zwracać się do odbiorcy, jak do dorosłego, myślącego człowieka, a nie jak do dzidziusia.

Ze spraw technicznych - każdy z przepisów zawiera szczegółową listę składników - niestety, bez podania liczby porcji, na ile dana receptura została przewidziana.  Ostatnia strona zawiera bardzo przydatną tabelkę Warto wiedzieć, z wyszczególnieniem ile ważą poszczególne składniki (np. łyżka masła czy szklanka ryżu). Zabrakło w książce solidnego indeksu, który w tego typu publikacjach jest rzeczą nie tylko pożądaną, ale właściwie niezbędną. Mimo tego - uważam, że to jedna z najciekawszych książek poświęconych polskiej kuchni, z jakimi spotkałam się w całym swoim życiu.

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki.


literatura polska | recenzja | Małgorzata Caprari | literatura | recenzje książek

12 grudnia 2012

Historia sportu, Wojciech Lipoński

Historia sportu na tle rozwoju kultury fizycznej, Wojciech Lipoński
Wydawnictwo: PWN
Rok wydania: 2012
Stron: 752
Gatunek: sportowe, historyczne
Oto przed Wami iście monumentalne dzieło - gigantyczna dawka fascynujących informacji z zakresu sportu, kultury, historii, polityki, etyki, sztuki, socjologii i tabuna innych dziedzin. Prawdziwie kolosalna porcja wiedzy, którą przyswajałam przez kilka długich, barwnych tygodni.

Pełny obraz dziejów światowego sportu!

Fascynująca publikacja obejmująca dzieje sportu, wychowania fizycznego, turystyki i rekreacji, od starożytności, przez średniowiecze, epokę odrodzenia, oświecenie, wiek XIX, do aktualnych wydarzeń sportowych z pierwszej dekady XXI wieku.

Opowieści o grach sportowych starożytnego Bliskiego Wschodu, starogreckich igrzyskach olimpijskich, wpływie ludów stepowych na rozwój sportu europejskiego, średniowiecznych grach piłkarskich czy powstaniu nowożytnego ruchu olimpijskiego są tylko niektórymi z przytoczonych przez autora.

Jest to historia żywa, pełna epizodów, przybliżająca najbardziej odległe dyscypliny sportowe, ale niepomijająca także współczesnych problemów i zagadnień związanych ze sportem, jak doping, korupcja, igrzyska paraolimpijskie czy fenomen biegającego na protezach Oscara Pistoriusa. Treść książki urozmaicają barwne anegdoty, interesujące ilustracje oraz aneks z zestawieniami różnych zawodów sportowych.

Źródło: pwn.pl

Wydawać by się mogło, że tego typu publikacja przeznaczona będzie jedynie dla najzagorzalszych fanów sportu. Tymczasem Wojciech Lipoński udowadnia, że kultura fizyczna współistnieje i przenika się z wieloma innymi dziedzinami. Przenika się z naszym życiem, z naszą codziennością. Dlatego też jego dzieło będzie lekturą przydatną dla fascynatów dyscyplin przeróżnych - sport nierozerwalnie wiąże się z psychologią i medycyną, socjologią i polityką, historią czy sztuką. Zdziwicie się, na jak wielu płaszczyznach można połączyć kulturę fizyczną nawet z naszą dziedziną - z literaturą.

Sport i cała jego otoczka społeczno-historyczna nie jest jedynym obszarem zainteresowań Lipońskiego. Niemało uwagi poświęca on również takim zagadnieniom, jak turystyka i rekreacja. Nawet ruchy religijne znalazły swoje miejsce w Historii sportu.

Szerokie pole zainteresowań, brak zawężenia do kilku najważniejszych dziedzin mogłyby wywoływać chaos czy prowokować to wybiórczości, tymczasem ja po lekturze dzieła Wojciecha Lipońskiego wciąż nie mogę oprzeć się wrażeniu, że autor wlał we mnie tak niesamowitą dawkę wiedzy, że już więcej się nie dało. Oczywiście, nie wszystkie dyscypliny sportowe można było należycie opisać, nie wszystkie historie dało się bardzo szeroko rozwinąć, jednakże jestem pewna, że postawione sobie cele autor zrealizował z nawiązką, bowiem jego książka jest szczegółowym, pięknie przedstawionym studium z zakresu historii sportu od czasów najdawniejszych po dzień dzisiejszy.

Tym, co najbardziej zafascynowało mnie w publikacji Lipońskiego jest sięganie do korzeni - od czasów antycznych, przez wszystkie epoki, po współczesność. Historie miejsc dalekich i mało zapoznanych. Dziedzin i dyscyplin, o których nie mówi się i nie pamięta. Autor postanowił odłączyć się od modnego prozachodniego spojrzenia na historię i sięgnął dalej, szerzej, głębiej - w efekcie prezentując obraz naprawdę bogaty i rozbudowany.

Moje ulubione historie i anegdoty znalezione w publikacji Lipońskiego, związane są z kulturą fizyczną Anglii, która fascynuje mnie na każdym polu (a już na gruncie sportowym szczególnie), a także opowieści o związkach sportu z literaturą, malarstwem i innymi dziedzinami sztuki. Z niemałym zainteresowaniem chłonęłam również informacje o dyscyplinach kompletnie mi nieznanych oraz miejscach, o których nigdy dotąd nie słyszałam.

Fakty zgromadzone w Historii sportu na tle rozwoju kultury fizycznej ułożone są w porządku chronologicznym, dobrze opisane w spisie treści, a także opatrzone rozbudowanym aneksem, bibliografią oraz indeksem nazwisk. To zdecydowanie jedna z najlepszych pozycji encyklopedycznych, z jakimi miałam dotąd styczność. W gronie książek sportowych - czołowa. Wielki ukłon w kierunku autora za naprawdę niesamowitą pracę włożoną w powstanie tak rozbudowanej i bogatej publikacji.

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu PWN.


literatura amerykańska | recenzja | Wojciech Lipoński | literatura | recenzje książek

11 grudnia 2012

Metallica. Wczesne lata i rozkwit metalu, Neil Daniels

Metallica. Wczesne lata i rozkwit metalu, Neil Daniels
Oryginał: Metallica: The Early Years And The Rise Of Metal
Wydawnictwo: Anakonda
Rok wydania: 2012
Stron: 223
Gatunek: biografie, wspomnienia, muzyczne
Metallica. Czy jest na świecie ktoś, kto nie słyszał o tej kapeli? W moim domu ich płyty pojawiały się od zawsze, wśród znajomych fanatyzm był mocno wyczuwalny, a ja swoje pierwsze próby na basie odbywałam przy Nothing Else Matters. Znałam ich od dziecka, ale dopiero w ostatnich dniach poznałam naprawdę blisko. Wszystko za sprawą książki Neila Danielsa - Metallica. Wczesne lata i rozkwit metalu.
Jedyna taka książka, opisująca olbrzymi wpływ pierwszych czterech albumów zespołu Metallica na międzynarodową scenę thrash metalu.

Książka ta przedstawia narodziny i wzrost znaczenia dzisiejszego muzycznego monstrum o nazwie Metallica. Łączy ten zespół i amerykańską scenę metalową ze słynnym ruchem „New Wave of British Heavy Metal” i jego inicjatorami, jak Black Sabbath i Judas Priest.

Źródło: empik.com
Metal nie zajmuje w moim sercu miejsca najważniejszego, ale też nie jest mi obcy, a samą Metallikę cenię niezwykle mocno. Dlatego też z ogromną niecierpliwością wyczekiwałam jednej z pierwszych premier wydawnictwa Anakonda. Teraz, po lekturze, naładowana jestem mnóstwem emocji, bo choć publikacja Danielsa opowiada o zaledwie fragmencie biografii jednego z najważniejszych zespołów heavymetalowych w historii, to jednak pełna jest przeróżnych odniesień, inspirujących opowieści, ciekawych anegdot i informacji.

Przy biografiach niezwykle ważne jest to, aby autor nie rysował sztywnej historii, opartej na suchych faktach i opowieściach, które zorientowani w temacie już znają. Z tego powodu silnym punktem omawianej publikacji są liczne cytaty z muzyków, krytyków czy fotografów - również pochodzące z rozmów przeprowadzonych specjalnie na potrzeby tejże książki. To właśnie liczne cytaty pozwalają na różnoaspektowe ujęcie tematu i przedstawienie perspektywy nie tylko biografa, ale przede wszystkim członków Metalliki i innych przedstawicieli sceny muzycznej, krytyków czy współpracowników zespołu.

Co jeszcze ważniejsze w przypadku Metallica. Wczesne lata i rozkwit metalu, to znaczne poszerzenie horyzontu i skupienie się nie tylko na wspomnianych w zapowiedzi pierwszych albumach zespołu, ale także na ich wpływie na historię gatunku. W efekcie otrzymujemy szerokie, przekrojowe spojrzenie na całą scenę metalową kilku dekad. Stąd tak wiele tu inspiracji muzyków Metalliki i inspiracji samą Metalliką. Dzięki temu publikację Danielsa pokochają nie tylko miłośnicy zespołu, ale przede wszystkim wszyscy ci, którym muzyka metalowa (czy w ogóle muzyka) nie jest obca.

Na ile informacje przedstawione w książce będą nowe dla najzagorzalszych fanów zespołu - nie mam pojęcia. Ale rację mają członkowie Metalliki podkreślając, że ich fani są koneserami i kolekcjonerami, którzy zawsze będą zaopatrywać się w ich płyty i gadżety. Stąd publikacja Neila Danielsa na ich półkach powinna znaleźć się obowiązkowo. Na pewno przekona ich również piękne, profesjonalne wydanie - twarda oprawa, szycie zamiast klejenia, wysokiej jakości papier i naprawdę fantastyczna zawartość.

Zachęcam!

Moja ocena: brak
Jak zwykle przy biografiach, oceny brak.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Anakonda.


literatura angielska | recenzja | Neil Daniels | literatura | recenzje książek

7 grudnia 2012

Top 10: najlepsze ścieżki dźwiękowe

top 10 kreatywa

Oto jeden z pierwszych tematów, który miał pojawić się w akcji, kiedy postanowiłam rozszerzyć ją o tematy pozaksiążkowe. Bałam się jednak, że mało kto interesuje się soundtrackami i odsunęłam go na dalszy plan. Jednak co jakiś czas różne osoby sugerowały, by taki temat skomponować, a więc oto jest - najlepsze ścieżki dźwiękowe - jeden z najtrudniejszych do zrealizowania tematów. Dlaczego? Bo genialnej muzyki jest tak wiele, że ogromnym problemem było dla mnie wyróżnienie tylko dziesięciu propozycji. Po paru godzinach wytężonej pracy, oto i ona, moja wspaniała dziesiątka...

6 grudnia 2012

KKD #15: I czego się wtrącasz do cudzego blogowania?

Klub Dyskusyjny

#15: I czego się wtrącasz do cudzego blogowania?

Tacy światli, tacy kulturalni, tacy oczytani. Jednostki wybitne, bo w końcu - w przeciwieństwie do większości głupiego społeczeństwa - czytają. Niby wypowiedzieć się potrafią, niby bogaci wewnętrznie, a jednak kiedy przychodzi co do czego, nazwą człowieka debilem, bo inne książki czyta. I jeszcze śmie polecać je i wysoko oceniać.

5 grudnia 2012

Pigułka wolności, Piotr Czerwiński

Pigułka wolności, Piotr Czerwiński
Wydawnictwo: Wielka Litera
Rok wydania: 2012
Stron: 384
Gatunek: społeczno-obyczajowa
Pokolenie kciuka - tak nas nazywają. Smutne to i przytłaczające. Jesteśmy zniewoleni przez portale społecznościowe i komunikatory, a zamiast listów wstukujemy w komórki 160-znakowe wiadomości, beznamiętnie puszczane w świat.

Pigułka wolności Piotra Czerwińskiego stanowi portret pokolenia kciuka. Tutaj człowiek jest skrzyżowaniem awatara z nickiem, a sens jego egzystencji nadaje tweetowanie, lajkowanie i bywanie. Dzięki najnowszym wynalazkom i pseudoideom staje się biedak marionetką w rękach marketingowców. Elementem globalnego syfu. Żyje samotnie wśród tłumów ludzi o fałszywych tożsamościach. Ludzi w maskach. I karmi się czymś, co zestawić można jedynie z... pigułką gwałtu.

Ta wolność, którą się zachłystujemy. Ta nowoczesność, która nas otacza. To przekonanie, że jesteśmy zajebiści, kiedy poinformujemy cały świat, że właśnie robimy to, jemy tamto, jesteśmy tam i nigdzie - to wszystko sprawia, że egzystujemy na fali ogłupienia, jakie funduje pigułka pozornej wolności, pigułka gwałtu. Nad nami stoją (nie)widzialni, często milczący bogowie, którzy potrafią manipulować, pomagać i niszczyć, nadawać tożsamość i ją zadeptywać. A wreszcie - handlować ludzkimi duszami.

Tym jesteśmy - ci, którzy blogujemy (tak, tak!), lajkujemy, tweetujemy i przechadzamy się po mieście z papierowymi kubkami Starbucksa...

Pigułka wolności Czerwińskiego to interesujący i - co niezwykle istotne - okrutnie ważny głos w dyskusji o egzystencji pokolenia kciuka. Jego opowieść o satyryczno-dramatycznej wymowie może bawić i uczyć, ale przede wszystkim przytłacza, wprawia w osłupienie, zmusza do snucia smutnych refleksji. Jest to książka poprowadzona znakomitą polszczyzną, pełna interdyscyplinarnych odniesień, mądra i okrutnie prawdziwa. Wywołała u mnie odrobinę smutku, trochę złości, dużo buntu. I chęć zmian. A to wielka sztuka!

Kolejny raz posłużę się żelaznym sformułowaniem, które jest może nieco niestosowne w odniesieniu do tak niepospolitej opowieści - takie książki warto czytać.

Moja ocena: 9/10
Za książkę dziękuję sklepowi internetowemu merlin.pl, kupicie ją tutaj.


literatura polska | recenzja | Piotr Czerwiński | literatura | recenzje książek

Piotr "Berger" Czerwiński (ur. 1972) - polski publicysta i pisarz.

Ukończył studia dziennikarskie na Uniwersytecie Warszawskim, zadebiutował powieścią Pokalanie, wydaną przez Świat Książki w 2005. Po jej wydaniu wyjechał do Dublina, gdzie obecnie mieszka i pracuje jako administrator baz danych. W 2009 ukazała się jego druga książka Przebiegum Życiae, która specyficznym językiem, pełnym zapożyczeń i anglicyzmów, opisuje m.in. życie polskiej emigracji w Irlandii.

Źródła: foto | opis

Fiszki obrazkowe: Treecards - World and Travel

Kącik Językowy Kreatywa

Że pokochałam naukę przy pomocy papierowych czy wirtualnych fiszek, już doskonale wiecie. Że ostatnio z ogromnym zapałem pochłaniam wiedzę językową - również. Nie raz i nie dwa przedstawiałam Wam przeróżne rodzaje fiszek, ale te, o których opowiem dziś są naprawdę wyjątkowe - bawią, uczą, śmieszą, zachwycają.

4 grudnia 2012

eTutor - opinia o pierwszej polskiej szkole angielskiego online

Kącik Językowy Kreatywa

Ponieważ od kilku miesięcy korzystam ze strony eTutor.pl postanowiłam w Kąciku Językowym przedstawić Wam wady i zalety pierwszej szkoły angielskiego online, dzięki której naprawdę pokochałam angielski i wpadłam w istny naukoszał.

3 grudnia 2012

Zablokowany. Formuła 1, Wolf Haas

Zablokowany. Formuła 1, Wolf Haas
Oryginał: Ausgebremst: Der Roman zur Formel 1
Wydawnictwo: G+J
Rok wydania: 2012
Stron: 216
Gatunek: kryminał
Książka nawiązująca do lubianych przeze mnie wyścigów Formuły 1 musiała mnie skusić od pierwszego wejrzenia. Nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać, ale że Wolf Haas cieszy się naprawdę ogromnym uznaniem czytelników i ja doszłam do wniosku, że jego niezbyt imponujący objętościowo kryminał naprawdę warto przeczytać.

Zdanie podtrzymuję również po lekturze. Tę powieść pokochają wszyscy miłośnicy Formuły 1, a ci, którzy za nią nie przepadają, docenią pomysłowość i poczucie humoru austriackiego pisarza.

Drobny sprzedawca gadżetów dla fanów Formuły 1 uparcie twierdzi, że został niesłusznie skazany za zabójstwo. Ustalił, dlaczego w latach siedemdziesiątych w katastrofach lotniczych zginęło pół tuzina kierowców Formuły 1. I zna prawdziwą tożsamość Nikiego Laudy.

Odkrył też tajemnicę kariery Michaela Schumachera, ale nikt nie chce uwierzyć w jego wersję wydarzeń. A przy tym nie przeszkadza mu, że Schumacher dostał się do Formuły 1 w rezultacie przestępstwa.

Przeszkadza mu tylko, że z tego powodu sam musi spędzić piętnaście lat w więzieniu. Formuła 1 w powieści Wolfa Haasa okazuje się jednym wielkim bagnem zorganizowanej przestępczości. To sztuka nonsensu przy najwyższej prędkości.

Źródło: merlin.pl

Nie jest to pełnokrwisty kryminał z wartką akcją, tajemnicami wielkiej wagi czy emocjonującymi zbrodniami. Te rozgrywają się gdzieś w tle i stanowią jedynie dodatek do opowieści o żywocie naznaczonym fanatyzmem wobec wyścigów. Z tego też powodu przy Zablokowanym częściej śmiałam się, niż emocjonowałam. Wolf Haas odznacza się naprawdę fenomenalnym poczuciem humoru i jego groteskowe przedstawienie rzeczywistości wyścigów Formuły 1 powinno wywoływać przede wszystkim śmiech. Nieco nerwowy, nieco ironiczny, ale właśnie śmiech. Rzadziej trwogę czy przejęcie.

Nie drżałam z emocji, nie doznawałam szoku czy dreszczy. Wszelkie zbrodnie przedstawione w powieści Haasa rozpływały się gdzieś w powietrzu, a ja potraktowałam ją bardziej jako zbiór ciekawostek z historii wyścigów, aniżeli powieść kryminalną czy nawet udaną satyrę. To dobra, ciekawa książka, na bazie której mogłaby powstać naprawdę przejmująca opowieść z dreszczykiem. Potraktowałabym więc ją raczej jako szkic, krótką opowiastkę, dobry zarys wielkiej historii.

Jest potencjał, jest sporo ciekawostek, znakomity pomysł na fabułę. Są interesujący bohaterowie i jest naprawdę ciekawie zarysowany świat. To taka książka, z której chciałoby wycisnąć o wiele więcej. Dlatego właśnie czuję pewien niedosyt.

Ale wciąż do lektury gorąco zachęcam.

Moja ocena: 7/10
Za książkę dziękuję sklepowi internetowemu merlin.pl, kupicie ją tutaj.


literatura austriacka | recenzja | Wolf Haas | literatura | recenzje książek
Wolf Haas (ur. 14 grudnia 1960 w Maria Alm am Steinernen Meer na terenie Kamiennego Morza w kraju związkowym Salzburg) – austriacki pisarz współczesny, przede wszystkim specjalizujący się w powieściach kryminalnych. Wolf Haas dorastał w Salzburgu, a potem przeniósł się do Wiednia, gdzie mieszka do dnia dzisiejszego. Autor w 2000 otrzymał prestiżową szwajcarską nagrodę w dziedzinie kryminału – Burgdorfer Krimipreis. Kilkakrotnie był laureatem podobnych, niemieckich nagród – Deutscher Krimi Preis (1997, 1999, 2000).
Źródła: foto | opis