26 listopada 2012

Granice miłości/The Burning Plain (2008)

Granice miłości (The Burning Plain)
reż. G. Arriaga • USA, Argentyna, 2008
Meksykański reżyser Guillermo Arriaga ukochał sobie niełatwe tematy, których nie boi się poddawać najróżniejszym przeobrażeniom i eksperymentom. I choć tym razem jego wizja nie okazała się tak mocna, jak w przypadku 21 gramów czy Amores perros - The Burning Plain jest produkcją naprawdę silnie oddziałującą na emocje. Miejscami wręcz wgniatającą w fotel.


Granice miłości to poruszający, niełatwy w odbiorze film poświęcony dokonywaniu trudnych wyborów, które rzutują na całe życie. Bohaterki muszą mierzyć się z codziennością, naznaczoną dawnymi błędami i decyzjami. Stają się żonami, kochankami, uciekinierkami. Walczą ze swoimi demonami, przyjmują ciosy i próbują podnosić się po upadkach. Widz w splątanej, pełnej retrospekcji i wspomnień historii powoli odkrywa prawdę o ich motywacjach, działaniach i koszmarach.

Plakaty, filmweb.pl

Jest nieco mrocznie, refleksyjnie, na pewno nieschematycznie i interesująco. To jeden z tych filmów, nad którym trzeba się pochylić, który zmusza do stawiania pytań i wysnuwania wniosków. Brak tu dynamicznej akcji, za to dużo dobrej muzyki (Hans Zimmer, Omar Rodriguez-Lopez) i pięknych zdjęć (Robert Elswit, John Toll). Na wyróżnienie zasługują również scenografia, montaż i bardzo spójny, znakomity scenariusz.

Aktorsko Granice miłości wypadają naprawdę doskonale. Piękna, subtelna kreacja Kim Basinger, pełna ognia rola Jennifer Lawrence i naprawdę poruszająca Charlize Theron. Trzy różne osobowości, trzy różne kreacje, genialnie kontrastujące ze sobą i wprawiające w niemały zachwyt. To właśnie klucz do sukcesu - ciekawie wykreowane postacie, neurotyczny, refleksyjny klimat i naprawdę piękna oprawa.

Będą tacy, których znudzi mało dynamiczna akcja. Tacy, do których nie trafi przekaz. Tacy, którzy intencji twórców nie pojmą. Jestem jednak pewna, że tak subtelne, skłaniające do myślenia kino znajdzie wielu zwolenników. Ja dałam się oczarować.

Moja ocena: 8/10

25 listopada 2012

Zrób to we Wrocławiu, Ewa Orczykowska

Zrób to we Wrocławiu, Ewa Orczykowska
Wydawnictwo: Agora
Rok wydania: 2012
Stron: 240
Gatunek: przewodnik
W październiku opowiadałam Wam, jak i gdzie robić to w Krakowie (o, tutaj), dziś zaś postanowiłam przedstawić Wam Wrocław. Miasto, które w swej prozie ukochał sobie Krajewski, miasto, które przyciąga niezwykłą architekturą, artystyczno-imprezowym klimatem i ogromem miejsc, które każdy w swym życiu powinien odwiedzić. Ja Wrocław poznałam na szkolnej wycieczce, jakieś 10 lat temu. Przeżyłam wówczas ogromną fascynację liczbą przystojnych studentów (no cóż, młodość ma swoje prawa) i urokliwych uliczek (tak, tak, wyśmienite połączenie), zebrałam największe w życiu cięgi za demolowanie ogrodu botanicznego i jak nigdy wynudziłam się podczas oglądania Panoramy Racławickiej (raz jeszcze - młodość!). Tak naprawdę nie znam więc Wrocławia wcale. Dlatego też z ogromną ekscytacją zapoznałam się z dwujęzycznym przewodnikiem Ewy Orczykowskiej - Zrób to we Wrocławiu.

Autorka wraz z grupą swoich rozmówców postanowiła przedstawić miejsca, które nie wchodzą w skład typowych szlaków turystycznych. Więc choć Wrocław zachwyca pięknymi kościołami i zabytkami, czytelnik zamiast nich pozna raczej ciekawe mosty, niezwykłe uliczki, modne kluby, urokliwe kawiarenki czy najlepsze sklepy i najmodniejsze... parki.

Dzięki przewodnikowi Zrób to we Wrocławiu dowiemy się, gdzie bywać i jadać, gdzie pić i odchamiać się, gdzie chodzić na randki i uprawiać sporty. Wrocław to w publikacji Ewy Orczykowskiej miasto modne, przyjazne studentom, artystom i rowerzystom, tętniące życiem, wielobarwne i po prostu piękne. Trzeba spędzić w nim naprawdę dużo czasu, aby odwiedzić wszystkie ciekawe miejsca i aby naprawdę je poznać. Do zakochania wystarczy jednak tylko jedno spojrzenie...

Wrocław to jednak nie tylko miejsca, ale przede wszystkim ludzie. Warto z nimi dyskutować, warto z nimi odkrywać to niezwykłe miasto. Sama Orczykowska tworząc swój przewodnik rozmawiała z mnóstwem interesujących osób - muzykami, kolekcjonerami, sklepikarzami, grafikami, artystami i blogerami. Portrety najbardziej inspirujących i ciekawych rozmówców autorka zamieściła w książce. Dzięki temu nie tylko poznajemy bliżej ich wizerunki i zainteresowania, ale przede wszystkim ich wrocławskie fascynacje, bowiem każdy z nich dokończył trzy ciekawe zdania:

Wrocław nie istniałby bez...
Turystom polecam...
Kawa najlepiej smakuje mi...

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na spójny charakter publikacji - zdjęcia rozmówców wykonano w tej samej konwencji, a i cały przewodnik oparty jest na przejrzystym schemacie - dotyczy to zarówno fotografii, jak i informacji o imprezach, miejscach i wartych odwiedzenia stronach internetowych. Całość wypada profesjonalnie, estetycznie i ciekawie. Dodatkową atrakcją jest dwujęzyczność wydania, zatem przewodnik doskonale nada się również dla zagranicznych turystów, czy potencjalnych mieszkańców stolicy Dolnego Śląska.

Warto poznawać Wrocław z Ewą Orczykowską - jej książka przebija wszystkie sztywne przewodniki i mapy, zapewniam!

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję sklepowi internetowemu merlin.pl, kupicie ją tutaj.


literatura polska | recenzja | Ewa Orczykowska | literatura | recenzje książek

RIP The Fifth Beatle!

Źródło
Dziś będzie muzyczno-sportowo.

Moja ukochana piosenka Myslovitz, pamięci piątego Beatlesa - geniusza futbolu, którego już od siedmiu lat nie ma z nami...

Jeżeli chcecie poznać tę niezwykle barwną osobowość, zapraszam do przeczytania artykułu Maradona – good, Pele – better… George Best oraz do obejrzenia biograficznego filmu Best ze znakomitą rolą Johna Lyncha.


Na dziś piękna, smutna nuta:



Wydałem dużo kasy na alkohol, laski i szybkie samochody. Resztę po prostu zmarnotrawiłem.

W 1969 roku rzuciłem kobiety i alkohol. To było najgorsze 20 minut w moim życiu.

Gdybym urodził się brzydki, nigdy nie usłyszelibyście o Pele.


Wieczny chłopiec - taki był.

23 listopada 2012

Nad życie (2012)

Nad życie
reż. A. Plutecka-Mesjasz • Polska, 2012
Historią Agaty Mróz żyła cała Polska - to dość wyświechtane stwierdzenie, ale idealnie nadaje się na wstęp tej krótkiej opowieści. Ponieważ więc historię przedstawioną w filmie Anny Pluteckiej-Mesjasz większość z nas zna, pragnę zaznaczyć, że nie poddaję jej jakiemukolwiek wartościowaniu. Moją opinię o filmie buduję w całkowitym oderwaniu od rzeczywistych wydarzeń...

Nad życie to produkcja niebywale słaba. Naszpikowana patosem i sentymentami, banalna, oklepana. Średnie aktorstwo, koszmarna muzyka, tragiczny montaż, kiepskie zdjęcia. Nadmiar tanich, wtórnych chwytów - tu łzy, tam płacz dziecka, tu dłonie na szybie. Z poruszającej, mitycznej wręcz historii uczyniono tandetny, tani, do bólu kiczowaty obrazek.

Filmowa ekranizacja losów Agaty Mróz powinna być pełna emocji i wstrząsów. Zamiast heroicznej, bolesnej walki widzimy jedynie kilka smętnych ujęć, otoczonych nachalną muzyką. Bohaterka beznamiętnie podchodzi do swoich wyborów, do zdarzeń, z jakimi musi się mierzyć. Kiedy trzeba - płacze. Więcej nic. Ktoś powie, że nie miał to być film psychologiczny, więc w psychikę bohaterki wnikać nie wypadało. W porządku. Może więc hasło Historia prawdziwej miłości, sugeruje, że spotkamy w filmie romantyzm? Nie, kolejna ślepa uliczka. W jednej scenie się poznają, w następnej idą do łóżka, później ślub, choroba i ciąg dalszy, który wszyscy znamy. Gdzie więc ta miłość? Gdzie przedstawienie bohaterów? Gdzie emocje?

Emocji jest tyle, ile podsunęło samo życie. Filmowi widz nie zawdzięcza więc nic. Zapłaczemy, kiedy bohaterka będzie dokonywać bolesnych wyborów, kiedy bohater zyskując córkę, utraci żonę. Dzięki temu film i tak się broni - w końcu mało wymagającemu widzowi wystarczy sam fakt, że za całą tą historią stoją rzeczywiste wydarzenia. Gdyby jednak na chwilę zapomnieć o tym, czym żyła Polska przed paroma laty, zostaje nam mdły, kiczowaty, tragicznie zrealizowany obraz.

Chwała Danucie Stence i Michałowi Żebrowskiemu za ciekawe kreacje postaci. Brawa dla Olgi Bołądź, że zagrała najlepiej jak się dało w oparciu o tak słaby scenariusz. Dla pozostałych aktorów oklaski za przepiękny pokaz drętwoty i bezrefleksyjnego odgrywania narzuconych ról.

Wiele można było wycisnąć z tej historii. Można było nadać temu wszystkiemu sens. Jeżeli nawet te tanie chwyty miały uczyć empatii, skłaniać do oddawania krwi czy zgłaszania się do baz dawców szpiku, to coś chyba poszło nie tak. Zbyt wiele razy to, co miało być piękne i poruszające wywoływało tragiczny śmiech, aby można było traktować poważnie zamierzenia twórców filmu. Gdzie więc silny przekaz? Gdzie sens?

Nie spodziewałam się, że z pięknej, boleśnie poruszającej historii można zrobić aż taką szmirę.

Moja ocena: 4/10

22 listopada 2012

Ciemniejsza strona Greya, E L James

Ciemniejsza strona Greya, E L James
Oryginał: Fifty shades darker
Wydawnictwo: Sonia Draga
Rok wydania: 2012
Stron: 632
Gatunek: romans, erotyczna
Ponieważ w ostatnim czasie odczuwam potrzebę zgłębiania lżejszych lektur, postanowiłam pójść za ciosem i przeczytać kontynuację przedstawionej wczoraj powieści Pięćdziesiąt twarzy Greya. Tym razem ucieszą się malkontenci, których zbulwersowała moja zbyt wysoka ocena dzieła E L James, bowiem Ciemniejsza strona Greya nie jest książką zasługującą na piękną, średnią siódemkę.

Co jest smutne i rozczarowujące to to, że wydając kolejną powieść, pani James nie posunęła się ani trochę do przodu. Jej bohaterowie wciąż stanowią wierne kopie swoich zmierzchowych pierwowzorów, a językowa miałkość tej opowieści wciąż przeraża. Choć tym razem na pierwszym planie pojawiają się nie przygryzione wargi i przechylone głowy (choć i ich nie zabrakło), a bezustannie opadające szczęki i wszechobecna foliowa paczuszka. Oczywiście nie mogło zabraknąć również upartej podświadomości i poznającej nowe taneczne sztuczki wewnętrznej bogini.

Na gruncie fabularnym mamy do czynienia z pewnym paradoksem - o ile w pierwszej części przedstawiony został tylko jeden wątek, o tyle tutaj E L James pokusiła się o rozbudowanie historii i nakreślenie kilku interesujących wątków. Problem w tym, że choć dzięki nim opowieść rzeczywiście nabiera rumieńców i wciąga, to właśnie na tym gruncie boleśnie ujawniają się braki warsztatowe autorki. Po pierwsze dlatego, że nie potrafi ona spiąć ich w zgrabną całość, po drugie dlatego, że gdzie pojawia się napięcie (inne niż wszechobecne napięcie seksualne) błyskawicznie zostaje ono zgaszone. W ten sposób książka, która mogłaby być znakomitym przykładem prozy psychologicznej z elementami thrillera, staje się kolejną drętwą opowiastką, w której suspens jest pojęciem niespotykanym.

Mogło być ciekawie, bo w wizji autorki jest spory potencjał, ale okazuje się, że uczynienie z historii Greya czegoś więcej, niż banalnego harlequina jest ponad możliwości E L James. Ciemniejsza strona Greya, pomimo bardziej przemyślanej formy, okazuje się więc kontynuacją nudną i mało ekscytującą. Zbyt wiele identycznych dialogów, zbyt wiele takich samych scen, za mało zaskoczeń. Jedynie humor, ujawniający się tu i ówdzie bardzo przypadł mi do gustu.

W niedużej dawce proste historie dają radość z lektury, odprężają i są miłą odskocznią od literatury bardziej wymagającej. I tym razem spędziłam czas nie najgorzej, ale zbyt wiele ziewnięć i drwiących uśmieszków pojawiało się na mojej twarzy, bym jednoznacznie mogła stwierdzić, że za mną kolejna, udana przygoda literacka. Nie zmienia to jednak faktu, że chętnie zapoznam się z tomem zamykającym trylogię. A nuż autorka przyszykuje nam jakąś niespodziankę?

Moja ocena: 6/10

literatura angielska | recenzja | E L James | literatura | recenzje książek

21 listopada 2012

Pięćdziesiąt twarzy Greya, E L James

Pięćdziesiąt twarzy Greya, E L James
Oryginał: Fifty Shades of Grey
Wydawnictwo: Sonia Draga
Rok wydania: 2012
Stron: 608
Gatunek: romans, erotyczna
Mam poważną zagwozdkę w związku ze światowym bestsellerem autorstwa niejakiej Eriki Leonard. Zanim z niemałym zaciekawieniem zabrałam się za lekturę jej debiutanckiej powieści Pięćdziesiąt twarzy Greya poznałam tyle skrajnie odmiennych opinii z różnych zakątków świata, że kompletnie nie miałam pojęcia, czego się spodziewać. Zwłaszcza, że w gronie osób, których gusta cenię i szanuję, zdania były podzielone. Przeważały jednak opinie negatywne i ironiczne.

Nastawiałam się na ogromną porcję marnej literatury. Rzeczywiście, za wielki talent pani E L James uznać nie można. Jej bohaterka rumieni się przynajmniej dwieście razy i w nie mniejszej liczbie dokonuje aktu przygryzania dolnej wargi, a na uniesienia seksualne (każde zakończone spektakularnym rozpadaniem się na kawałki) reaguje słynnymi okrzykami o święty Barnabo! oraz rany Julek! Główny bohater z kolei posiadł irytującą umiejętność... ciągłego przechylania głowy. Jest jeszcze niezwykle ożywiona wewnętrzna bogini bohaterki i jej - mająca wiele do powiedzenia, wiecznie omdlewająca  - podświadomość. Generalnie wypada to dosyć zabawnie, zwłaszcza, że rumieńce, przygryzione wargi i przekrzywione głowy to nie jedyne powielane po kilkaset razy powtórzenia, jakie znajdziemy w powieści pani James.

Tym, co rzuca się w oczy, są również jawne i oczywiste nawiązania do Zmierzchu Stephenie Meyer. Nie jest tajemnicą, że opowieść E L James była pierwotnie alternatywną wersją losów Belli i Edwarda, co da się dostrzec na każdym kroku. Przede wszystkim w kreacjach głównych bohaterów, łudząco podobnych do swych pierwowzorów. Również w niektórych zdarzeniach i portretach postaci pobocznych, blisko związanych z różnymi bohaterami sagi Stephenie Meyer.

Widoczne są również fascynacje klasyką literatury angielskiej - Jane Austen czy Thomasem Hardy'm. Zarówno na gruncie fabularnym, jak i językowym. Staroświeckości Edwarda Cullena brakowało w polskim tłumaczeniu książki, tymczasem w przypadku pana Greya zabieg ten wyszedł i tłumaczce, i autorce.

Mimo wszelkich uchybień, mogę zrozumieć fenomen tej książki i wcale nie jestem zaskoczona, że tego typu proza nagle pojawiła się na salonach. Po pierwsze - czyta się ją znakomicie. Brak jakiejkolwiek sensownej fabuły napędza akcję - chłonie się ją błyskawicznie, niemal bezrefleksyjnie. Po drugie - reklama i sposób wydania sprawiają, że powieść, którą normalnie uznano by za wstydliwy harlequin, odbiera się jako coś nowego, świeżego, fascynującego. Po trzecie - tematyka, którą spychano gdzieś do literatury mało poważanej, nagle przestała być tabu, sprowokowała do dyskusji i odkrywania tego, co dotąd skrywało się pod pościelą.

Podobnie jak Zmierzch czy Harry Potter, powieść E L James stała się fenomenem literackim na skalę światową. Można dyskutować o jej wartości językowej czy merytorycznej, ale prawdą jest, że książka przyniosła autorce niebywałą sławę, o prawa do ekranizacji walczyli najlepsi, a miliony kobiet na całym świecie oszalały na jej punkcie. Ja za bardzo cenię sobie szacunek do języka i literatury, by również oszaleć, ale oceniam tę powieść dosyć dobrze - właśnie prostej rozrywki było mi teraz trzeba. Nieraz uśmiechałam się nad naiwnością głównej bohaterki czy wręcz głupotą tego, co wciska się czytelnikom, ale zasadniczo spędziłam z Pięćdziesięcioma twarzami Greya kilka przyjemnych godzin i z chęcią zapoznam się z dalszymi przygodami bohaterów. Nawet, jeżeli znów miałabym zgrzytać zębami, ironicznie się uśmiechać czy wzdychać ze zniecierpliwienia...

Nie taki diabeł straszny, kochani!

Moja ocena: 7/10

literatura angielska | recenzja | E L James | literatura | recenzje książek

20 listopada 2012

Mięsa - najlepsze potrawy i marynaty, Anneka Manning

Mięsa - najlepsze potrawy i marynaty, Anneka Manning
Oryginał: The Ultimate Book of Meat & Game
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Stron: 192
Gatunek: kucharskie
Bardzo rzadko jadam mięsa. Przede wszystkim dlatego, że nie trafiam na dobrze przyrządzone. Sama - choć uwielbiam gotować - za przyrządzanie mięs nie biorę się wcale. Bo nie potrafię. Ponieważ jednak moja anemiczność sięga zenitu, a przy intensywnych treningach potrzebuję spożywać dużo białka, postanowiłam znaleźć dobry podręcznik z zakresu przygotowywania mięs. Propozycja Świata Książki okazała się strzałem w dziesiątkę, bo to nie tylko baza interesujących przepisów, ale przede wszystkim poradnik pełen cennych wskazówek technicznych, niezbędnych dla każdego kucharza-amatora.

Grillowane czy pieczone? Na pewno dobrze przyrządzone! I naprawdę, wcale nie trzeba się natrudzić. Nawet wykwintne danie można przygotować w prosty sposób, trzeba tylko wiedzieć jak to zrobić. Tajemnicą udanej potrawy jest właściwa marynata, dostosowana do gatunku i jakości mięsa, właściwe sprawienie mięsa, dobór sosów i innych dodatków. Ponad 100 różnorodnych przepisów na dania mięsne ze wszystkich zakątków świata. Przekonaj się jak smakuje: tajlandzka sałatka z wołowiną, greckie kotlety jagnięce, zupa grochowa z szynką, wołowina w piwnej kąpieli, placki z mięsem, pieczona szynka oraz sosy: musztardowy, z burbonem, kremowy pieczarkowy czy pomarańczowo-miodowy.

Źródło: swiatksiazki.pl

Publikacja Anneki Manning zawiera receptury na:
- potrawy smażone;
- potrawy pieczone;
- potrawy duszone;
- gulasze, zapiekanki i potrawy z curry;
- potrawy grillowane.
Między nimi znajdują się krótkie przepisy na marynaty, sosy i dodatki do mięs.

Każda z potraw opisana jest bardzo szczegółowo - zawiera niezbędne objaśnienia (skąd pochodzi dane danie, ile czasu wymaga jego przygotowanie i przyrządzenie, na ile porcji jest przewidziane), dokładną listę składników, wypunktowane i opatrzone fotografiami poszczególne etapy przygotowania, a także duże, piękne, zachęcające zdjęcia, prezentujące efekt końcowy. Do niektórych przepisów dodane są również interesujące wskazówki.


Tym, co najcenniejsze w publikacji Anneki Manning jest przede wszystkim rozdział zawierający podstawowe informacje, takie jak: kupowanie, przechowywanie oraz przygotowanie mięsa i dziczyzny oraz terminologia używana w stosunku do nich; wyszczególnione w tabelkach techniki przyrządzania różnych kawałków mięsa; prezentacja poszczególnych części wołowiny, wieprzowiny, cielęciny, jagnięciny, dziczyzny, królika i koziny; porady techniczne, tyczące się m.in. luzowania udźca jagnięcego, wiązania mięsa czy obkrawania polędwicy wołowej.

Książka Mięsa - najlepsze potrawy i marynaty urzeka również prostotą większości potraw. Nie są to przepisy na dania skomplikowane, wydumane, niepopularne. Nie każdy rodzaj mięsa można dostać w osiedlowym sklepiku, ale większość z propozycji autorki jest do wykonania niemal od zaraz. Wystarczy dobra marynata własnej roboty, odpowiedni sposób przyrządzania i już można zadziwiać domowników pysznymi, różnorodnymi propozycjami na dania mięsne.

Czytałam i przeglądałam wiele publikacji traktujących o przyrządzaniu mięs. Ta jest zdecydowanie najlepsza!

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki.


literatura australijska | recenzja | Anneka Manning | literatura | recenzje książek

Plotkara, Cecily von Ziegesar

Plotkara, Cecily von Ziegesar
Oryginał: Gossip Girl
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2003
Stron: 223
Gatunek: dla młodzieży
Plotkara to jedna z serii książkowych, którą opatrzyłabym hasłem guilty pleasure. Mając -naście lat zachwycałam się światem wykreowanym przez Cecily von Ziegesar i właściwie do dziś wobec jej utworów żywię ogromny sentyment. Dlatego też w leniwe popołudnie postanowiłam przypomnieć sobie, czym zachwycałam się w czasach młodości, jednocześnie pragnąc zestawić wersję książkową z serialem, który od lat regularnie oglądam...

19 listopada 2012

Aktorki, Łukasz Maciejewski

Aktorki, Łukasz Maciejewski
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Stron: 670
Gatunek: wywiady, biografie i wspomnienia
Kocham się w książkach, które wzbogacają, odkrywają nieznane horyzonty, fascynują. Kocham inspirujące historie ludzi, którzy ciężką pracą osiągnęli to, o czym inni mogą tylko marzyć. Kocham czytać o mądrych, wspaniałych kobietach. Takie właśnie są aktorki, których ultrainteresujące portrety zebrał w swojej książce Łukasz Maciejewski.

Po wielu godzinach spędzonych z Aktorkami czuję się tak, jakbym całą sobą towarzyszyła autorowi w jego spotkaniach. Jakbym to i ja odwiedzała eleganckie domy, bajeczne kawiarnie czy piękne teatry. Jakbym to ja rozprawiała o feminizmie z Niną Andrycz, działalności dobroczynnej z Ewą Błaszczyk, o praktykowaniu buddyzmu z Małgorzatą Braunek, o niedostępności dla mediów z Teresą Budzisz-Krzyżanowską czy o alkoholizmie ze Stanisławą Celińską. Jakbym to ja rozmawiała o politycznym zaangażowaniu z Ewą Dałkowską, o aktorach-amatorach i celebrytach z Anną Dymną czy o Bogu i przebaczaniu z Krystyną Feldman. Jakby to mnie Alina Janowska opowiadała o swojej nieustającej pogodzie ducha, a Barbara Krafftówna o sekrecie wiecznej młodości. Jakbym to ja dyskutowała o urokach Krakowa z Zofią Kucówną, o niedostatkach urody z Ireną Kwiatkowską, o byciu molem książkowym z Martą Lipińską, o byciu społecznicą z Anną Nehrebecką, o naturze złośnicy z Anną Polony, o miłości do literatury z Anną Romantowską, o kompleksach z Danutą Stenką, o wiecznej młodości z Danutą Szaflarską, o wyboistej drodze ku sukcesom z Beatą Tyszkiewicz czy o kochliwości z Ewą Wiśniewską.

Każdej z wybitnych osobistości rodzimej sceny teatralnej i kinowej Łukasz Maciejewski poświęcił wiele  uwagi.  Stąd dokładnie poznajemy ich dokonania zawodowe i zasady, jakimi kierują się w życiu, a także - w mniejszym lub większym stopniu - toniemy w ich intymnych wynurzeniach i wspomnieniach. Niezwykle cenne okazują się komentarze Maciejewskiego, objaśnienia pewnych kontekstów, jego prywatne wspomnienia i osądy, a także liczne cytaty z prasy, wywiadów i literatury. Maciejewski nie jest biernym słuchaczem, wygłaszającym spisane na kartce sztampowe pytania. On zaprzyjaźnia się ze swoimi bohaterkami, zdobywa ich zaufanie, bywa w ich miejscach, patrzy na świat ich oczami. Jest wspaniałym rozmówcą - mądrym, cierpliwym, znakomicie przygotowanym, doskonale wywiązującym się z roli powiernika.

Aktorki pokochają wszyscy złaknieni fascynujących, życiowych historii. Obok takiej książki nie przejdą  obojętnie miłośnicy prawdziwych talentów, zwolennicy starej szkoły, ci zakochani w klasie i stylu, których próżno szukać u większości dzisiejszych gwiazd. Potężna publikacja Łukasza Maciejewskiego jest fascynującym zbiorem opowieści o bolesnej historii Polski, o przemianach społeczno-politycznych ostatnich dziesięcioleci, o kulturze, kinie, teatrze, modzie, poezji i sztuce. O miłości, trudnych wyborach, tragediach, które nie omijają nikogo.

Rozmowy z aktorkami pełne są odniesień do codzienności, do dawnych wydarzeń i ludzi, których już nie ma. Pojawiają się tu Tuwim i Gałczyński, Swinarski i Jarocki, Holoubek i Cybulski. A także wiele innych znakomitych postaci, które nawet w trudnych dla Polski czasach, czyniły ojczyznę lepszym, piękniejszym, bardziej fascynującym miejscem...

Aktorki Łukasza Maciejewskiego każdego czytelnika zabiorą w niezwykłą, pełną uroku podróż. To kolejny przykład książki, którą powinni poznać wszyscy, których interesuje polska kultura, sztuka i historia. Jestem pewna, że nieco Was serca z zazdrości zakują, że komuś dane było przeżyć tyle wspaniałych chwil z dwudziestoma wybitnymi bohaterkami polskich scen.

I aż żal myśleć, jak niewiele mamy dziś takich osobowości...

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki.


literatura polska | recenzja | Łukasz Maciejewski | literatura | recenzje książek

16 listopada 2012

Saga "Zmierzch": Przed świtem. Część 2

Saga "Zmierzch": Przed świtem. Część 2
(The Twilight Saga: Breaking Dawn - Part 2)

reż. B. Condon • USA, 2012
Ekranizacje powieści Stephenie Meyer od lat wzbudzają niezdrowe zainteresowanie. O samej sadze - zarówno w wersji książkowej, jak i filmowej - zdanie wyraża wielu - włącznie z tymi, którzy jedynie coś słyszeli, ale na własne oczy, to raczej bali się sprawdzać. Stąd wokół Zmierzchu zrodziło się wiele kłótni, wiele mitów i wiele dyskusji. Często zupełnie niepotrzebnych...

Nie odebrałam dobrze pierwszej części Przed świtem. Po nadspodziewanie dobrym Zaćmieniu postawiłam serii poprzeczkę dosyć wysoko, tymczasem przyszło mi mierzyć się z ogromnym rozczarowaniem. Jednocześnie przez cały miniony rok byłam przekonana, że zwieńczenie sagi okaże się naprawdę brawurowe.

I nie pomyliłam się.

Plakaty, filmweb.pl

Obiektywnie można w Przed świtem 2 znaleźć wiele pozytywów, które powinny przekonać nawet największych sceptyków. Po pierwsze - jest pięknie. Momentami nieco zbyt efekciarsko, to prawda, ale zasadniczo zdjęcia i montaż uznać można za naprawdę znakomite.

Przyzwyczailiśmy się już, że każdą z części sagi, wzbogaca naprawdę dobra muzyka. I tym razem twórcy filmu zadbali o pierwszorzędną ścieżkę dźwiękową, łączącą klasykę z nowymi brzmieniami, a także znanych twórców z tymi, którzy wypłyną dopiero na fali popularności ekranizacji.

Świeżości obrazowi dodaje również wzbogacenie obsady aktorskiej o kilkanaście nowych nazwisk, a także ciekawie napisane role tych, których przez lata fani filmu poznali doskonale. Tym razem nawet postać Belli nabrała charakteru. Zarówno dzięki znakomitej charakteryzacji, jak i ciekawszym wyzwaniom, jakie postawiono przed jej aktorskimi umiejętnościami.


Co jeszcze wprawiać może w zachwyt, to piękna sceneria i znakomita fabuła - jasna i zrozumiała dla tych, którzy nie znają książki, zaskakująca i ciekawa dla innych, którzy byli pewni, co się wydarzy. Standardowo znalazło się sporo miejsca dla humoru, nieco więcej dla wzruszeń (w końcu przyszła pora na pro-macierzyńskie sceny). Najbardziej wypielęgnowaną częścią okazuje się jednak ta, tycząca się przelewania krwi, zacieśniania braterskich więzi i stawania w szeregu do walki.


Nie jest to film, na który można zabrać ze sobą dziecko. Jest brutalnie, jest gorąco i ekscytująco, jak nigdy. Doskonale poprowadzona akcja i wyśmienita strona techniczna filmu, składają się na naprawdę dobrą, godną całość. Przed świtem. Część 2 to najlepszy element tej wielkiej, zmierzchowej układanki. Ta część stoi na najwyższym poziomie i pozostawia w tyle swoje cztery poprzedniczki. Jest też jedyną, która urzekła mnie bardziej, niż książkowy pierwowzór. A to już naprawdę wiele znaczy...

Moja ocena: 8/10

Zdjęcia pochodzą ze strony filmweb.pl, © Summit Entertainment

15 listopada 2012

Zniknięcie słonia, Haruki Murakami

Zniknięcie słonia, Haruki Murakami
Oryginał: 象の消滅
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2012
Stron: 373
Gatunek: opowiadania
Dwunaste spotkanie z Murakamim (a właściwie trzynaste, licząc podwójną lekturę Po zmierzchu). Czy w takim momencie można się jeszcze zaskoczyć? O twórczości Japończyka mówi się, że jest jednostajna, że oparta na tych samych schematach, że każda kolejna publikacja nie wnosi niczego nowego. Jak wierzyć takim osądom, skoro na własnej skórze przekonuję się, iż Haruki Murakami wciąż otwiera przede mną wrota nieznanych krain, wciąż wprawia w niemy zachwyt, wciąż zmusza do wielogodzinnego oswajania się z lekturą? Czy to świat zwariował czy ja, że wciąż daję się złapać na te same numery?

Bo trzeba przyznać otwarcie - tego, że narrator zadba o każdy szczegół, że akcja biec będzie niespiesznie, że jawa zetknie się ze snem, a bohaterowie ulepieni będą z tej samej gliny, mogę być pewna przed otwarciem każdej książki Murakamiego. To jego styl, to jego czar - dzięki temu ta proza jest jak dobry przyjaciel, którego obecność gwarantuje stabilność i spokój ducha. Ktoś nazywa to nudą i jednostajnością, dla mnie jest to otwarte zapewnienie, że japoński mistrz prozy kolejny już raz zaprosi mnie na wyśmienitą ucztę literacką. I ja te jego literackie uczty kocham - przede wszystkim dlatego, że obok elementów znanych i cenionych, Haruki Murakami za każdym razem serwuje niesamowitą porcję emocji, magii, tajemnicy, zaskoczenia i niepohamowanej wyobraźni...

Nie inaczej dzieje się w przypadku zbioru opowiadań Zniknięcie słonia. Tekstów jest siedemnaście - pochodzą one z różnych okresów twórczości Japończyka, niekiedy nawiązując do jego najbardziej znanych dzieł. Nie będzie zaskakującym stwierdzenie, że jedne teksty wypadają lepiej, inne słabiej. Choć przyznać również należy, że w porównaniu do niezwykle popularnego zbioru Wszystkie boże dzieci tańczą, Zniknięcie słonia prezentuje zestaw opowiadań zadziwiająco zbliżonych poziomem - dwa, może trzy z nich uznałam za mało urzekające, pozostałe wywołały u mnie lawinę uczuć maksymalnie pozytywnych...

Być może jestem ckliwa, być może sentymentalna, ale chyba do końca życia nie pozbędę się z pamięci okrutnie pięknej historii, zatytułowanej O tym jak w pewien pogodny kwietniowy poranek spotkałem stuprocentowo idealną dziewczynę. Z różnych przyczyn, do grona ulubionych tekstów zaliczę również Ptaka nakręcacza i wtorkowe kobiety, Sen, Milczenie, Tańczącego karła czy Sprawę rodzinną. Właściwie miałabym chęć dodać tu jeszcze kilka tytułów, co jedynie potwierdza moje wcześniejsze słowa - mimo kilku mniejszych usterek, zbiór prezentuje się zadziwiająco równo.

Wiele morałów, wiele brutalnych prawd, wiele wspaniałych refleksji. Dużo ukrytych sensów, dużo zagadek i mądrych słów. A wszystko to oparte na pięknych, zwyczajnie niezwyczajnych historiach, które pobudzają wyobraźnię, wprawiają w smutek lub zamyślenie, z rzadka wywołują drobny uśmiech. Zniknięcie słonia choć w swej wymowie może nie wprawia w dobry nastrój, to jednak nie przytłacza, nie dusi, nie odpycha. Przeciwnie - kusi prawdą, mądrością, trafnością obserwacji i sądów. To naprawdę wyjątkowy zbiór - inteligentny i absorbujący, wspaniale napisany i ciekawy. Ambrozja dla duszy, uczta dla wyobraźni! Dla takich literackich przygód - co tu kryć - warto żyć!

Moja ocena: 9/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza.


literatura japońska | recenzja | Haruki Murakami | literatura | recenzje książek
Ojciec Murakamiego był buddyjskim duchownym, zaś matka córką handlowca z Osaki. Dorastał w Kobe. Ukończył Dramat Klasyczny na Wydziale Literatury Uniwersytetu Waseda w Tokio.

W wieku 30 lat Murakami wydał swoją pierwszą powieść Hear the Wind Sing (1979). Po napisaniu wysłał ją na konkurs literacki, zajmując pierwsze miejsce i zdobywając nagrodę Gunzō.

Źródła: foto | opis

14 listopada 2012

Zabawy z psem, Kyra Sundance

Zabawy z psem, Kyra Sundance
Oryginał: 10-Minute Dog Training Games: Quick and Creative Activities for the Busy Dog Owner
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2012
Stron: 176
Gatunek: poradnik
Czy wiecie, że wystarczy poświęcić tylko dziesięć minut każdego dnia, aby Wasze psy stały się bardziej pewne siebie i wytrzymałe? W Zabawach z psem autorka bestsellera 101 psich sztuczek - Kyra Sundance - przedstawia ponad 80 różnorodnych gier, zabaw i treningów, które zbliżą Was do Waszych pupili oraz zapewnią im solidną dawkę szczęścia.

Wśród propozycji autorki znajdują się treningi pogłębiające pewność siebie, poprawiające koncentrację, koordynację i wytrzymałość oraz uczące wykorzystywania wskazówek. Psy trenują zatem pamięć i logikę, samokontrolę, równowagę, pościgi i chwytanie, aportowanie, pracę łapami i wiele innych.

Tym, co w Zabawach z psem urzeka najbardziej jest forma tej książki. Każde z ćwiczeń oprócz szeregu niezbędnych zdjęć, zawiera również takie informacje, jak: cel i główne zastosowanie ćwiczenia, uwagi od trenerki, listę potrzebnego sprzętu oraz odnośniki do innych ćwiczeń, wykorzystujących podobne narzędzia lub pełniących zbliżoną rolę. Co ważne - treningi Kyry Sundance nie są skomplikowane, nie wymagają drogich sprzętów, nie pochłaniają wiele czasu - za to dają wiele uciechy i psom, i ich właścicielom.

Moje dziewczyny, zapatrzone gdzieś w dal

Podoba mi się różnorodność zaproponowanych ćwiczeń, urzeka atrakcyjne wydanie książki oraz miłość i troska, z jaką autorka opowiada o uwadze, jaką powinniśmy poświęcać zwierzętom. Ta ideologia jest bliska memu sercu, a bogactwo pomysłów Sundance okazuje się niezwykle inspirujące i wzbogacające.

Często chcielibyśmy pobawić się z psem, pozbyć niektórych jego złych nawyków lub zrobić coś dobrego dla jego rozwoju, ale brakuje nam motywacji czy pomysłów. Taka kopalnia inspiracji, jaką oferuje światowej sławy treserka psów - może okazać się wybawieniem i najlepszą książką dla wszystkich, którzy chcieliby budować pozytywne relacje ze swoimi milusińskimi. Jestem pewna, że Wasze psy będą Wam wdzięczne za poświęcenie im choćby tych dziesięciu minut na zabawę połączoną z nauką...

Świetna książka, polecam!

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza.


literatura amerykańska | recenzja | Kyra Sundance | literatura | recenzje książek

13 listopada 2012

Paryż. Miasto sztuki i miłości w czasach belle époque, Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Marta Orzeszyna

Paryż. Miasto sztuki i miłości w czasach belle époque, Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Marta Orzeszyna
Wydawnictwo: PWN
Rok wydania: 2012
Stron: 408
Nigdy nie lubiłam Paryża. Więcej! Zawsze uważałam to miasto za najbardziej tandetny wybór w kwestii wszelkich romantycznych wyjazdów. W stolicy Francji fascynowało mnie jedynie bogactwo sztuki, a i ono okazywało się zbyt mało znaczące, by przekonać mnie, że do Paryża warto się udać, że warto się nim zachwycić czy poświęcić mu więcej uwagi. Potrzebny był mi silny literacki wstrząs, bym wreszcie zaczęła wzdychać i marzyć o oddychaniu paryskim powietrzem...

Ten wstrząs zagwarantowała mi imponująca książka Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk i Marty Orzeszyny - Paryż. Miasto sztuki i miłości w czasach belle époque.
Stolica Francji ma w sobie tajemnicę, szaleństwo i magię! Od wieków zachwyca, inspiruje i uwodzi. Przyciąga artystów, a w ślad za nimi ludzi z całego świata, którzy pragną przygody, miłości, spełnienia...

Opowieść o jednym z najbarwniejszych okresów w dziejach Paryża powszechnie kojarzonego z szaloną zabawą w Moulin Rouge i kankanem. Jednak belle époque to przede wszystkim lata ożywionej działalności artystycznej, naukowej i politycznej, właśnie wtedy Paryż nazywano stolicą świata.

Porywająca, ilustrowana fotografiami z epoki, podróż w czasie, pełna niezwykłych historii, barwnych postaci, burzliwych miłości, wybitnych dzieł sztuki i literatury pozwala poczuć duszę miasta świateł z przełomu wieków.

Źródło: pwn.pl
Kuszenie i przyciąganie uwagi czytelnika zaczyna się już na poziomie wizualnym - książka wydana jest pięknie i po mistrzowsku. Twarda oprawa, znakomitej jakości papier i barwna zawartość, obfitująca w fotografie i reprodukcje, rysunki oraz skany - to wszystko sprawia, że już samo przeglądanie publikacji zapiera dech i pozwala przenieść się w czasie o kilkaset lat wstecz.

Później przychodzi pora na zgłębienie poszczególnych rozdziałów - zbioru informacji o blaskach i cieniach belle époque, o Paryżu jako mieście nowoczesnym, mieście postępu, stolicy mody czy mekce artystów, o najważniejszych kobietach belle époque, o Polakach tworzących i działających w Paryżu czy o słynnych parach. Ciekawostek, anegdot, historii, cytatów i biogramów jest tu tak wiele, że książka z powodzeniem mogłaby służyć jako podręcznik wiedzy z zakresu historii, sztuki, socjologii, mody, życia codziennego i kulturalnego Paryża.


Jak piszą autorki, Paryż był miastem świateł, zbudowanym z marmuru, blasku i kolorów. Z książki wyłania się obraz miejsca tajemniczego i fascynującego, barwnego i niemal wyśnionego. To tutaj biedni wdrapywali się na szczyty, bogaci upadali, panie dyktowały jak powinien ubierać się cały świat. To tutaj zjeżdżano, by spełniać marzenia, to tutaj sukces smakował zupełnie inaczej...

W czasach belle époque - podobnie jak dziś - w Paryżu stykały się wszelkie barwy i skrajności. Tutaj kurtyzany żyły wśród arystokratów, tutaj skandalom obyczajowym nie było końca, tutaj tworzyli najwięksi. Również tutaj wyszydzano czarnoskórych, kobiety pozbawiano wszelkich praw, a Marię Skłodowską-Curie noszono na rękach w kilka lat po próbach wypędzenia z kraju. Wiele sprzeczności, wiele barw, wiele trudnych momentów. Wiele spełnionych marzeń, dosięgniętych szczytów i spektakularnych upadków. Taki właśnie był ten Paryż...

Tytanicznej pracy musiało wymagać zgromadzenie tylu informacji, zdjęć i reprodukcji, a potem przedstawienie ich w spójnej, pełnej pasji opowieści o blaskach i cieniach pięknej epoki. Chylę czoła przed autorkami za wysiłek włożony w postanie tej książki, jak również przed Maciejem Szymanowiczem, który odpowiada za projekt okładki i wnętrza. Tak niezwykły czas i tak niezwykłe miejsce doczekały się naprawdę godnej oprawy. Taka książka warta jest każdej ceny!

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu PWN.


literatura polska | recenzja | Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Marta Orzeszyna | literatura | recenzje książek

KONKURS! Tych, którzy chcieliby wybrać się do Paryża, zachęcam do udziału w konkursie, organizowanym przez wydawnictwo PWN i Travel Planet. Wystarczy zrobić sobie klimatyczne zdjęcie z książką Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk i Marty Orzeszyny. Po więcej informacji zapraszam tutaj. Powodzenia!

John Lennon. Listy, oprac. Hunter Davies

John Lennon. Listy, oprac. Hunter Davies
Oryginał: John Lennon Letters
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Stron: 408
Gatunek: biografie, wspomnienia
Oto książka, której wyczekiwałam i której bałam się, jak żadnej innej. Bo przy całej ciekawości wobec życia idola, czuję ogromne wyrzuty sumienia zatracając się w jego prywatności...

John Lennon był osobowością niezwykłą - kontrowersyjną legendą, wielkim artystą i pełnym sprzeczności człowiekiem. Z jednej strony ciepły i wyrozumiały dla fanów, pielęgnujący kontakty z daleką rodziną, z drugiej ironiczny i uszczypliwy wobec tych, których kochał najbardziej. Zgłębianie jego psychiki i poznawanie wspomnień poprzez pokaźny zbiór listów, pocztówek i odręcznych notatek było dla mnie jedną z najbardziej fascynujących literackich przygód.

Hunter Davies stworzył dzieło monumentalne, którego przygotowanie pochłonęło niewyobrażalnie wiele czasu i energii, wiązało się z tysiącami przebytych kilometrów, setkami odbytych rozmów i godzinami analiz. Efektem jego wytężonej pracy jest skomponowanie zbioru prawie trzystu zapisanych odręcznie, bądź na maszynie kartek pocztowych, listów, kwestionariuszy i ankiet, pism i notatek, nierzadko zawierających rysunki nadawcy. Co niezwykle ważne - każdy element tego zbioru opatrzony jest solidną przedmową Daviesa, który przedstawia okoliczności powstania danego tekstu, wyjaśnia trudne do zrozumienia konteksty, charakteryzuje przytoczone osoby czy też samych odbiorców. Jego wywody tak naprawdę składają się na kolejną, pokaźną pozycję biograficzną, dotyczącą Lennona. Wiele tu anegdot i ciekawostek, interesujących historii i wspaniałych osobowości, których przytłaczająca liczba wywołuje poczucie lekkiego otępienia. Po latach zainteresowania Beatlesami myślałam, że już wiele mnie nie zaskoczy - a jednak! Dzięki Listom zgłębiłam tyle nowych historii i ciekawostek, że aż trwoga mnie bierze na samą myśl, ilu jeszcze faktów mogę nie znać...


Jakiego Lennona poznajemy dzięki książce Daviesa? Przede wszystkim barwnego, okrutnie inteligentnego, ironicznego i zabawnego, utalentowanego na wielu polach. Obserwujemy przemianę z uroczego łobuziaka w artystę o ogromnym ego, ze skromnego liverpoolczyka w obywatela świata. Wiele tu miejsca na smutek i radość, na skrajne emocje. I na prawdę.

Choć nie do końca...

Czujne oko Yoko Ono zrobiło jednak swoje. Choć ich związek bywał burzliwy, w książce znajdziemy wyłącznie pozytywny obraz relacji Johna z Yoko. Choć rozwód był blisko, choć Lennon stworzył burzliwy związek z May Pang, próżno szukać tu informacji na ten temat. Milczeniem okryto również kilka mniejszych i większych skandali, jakie towarzyszyły Beatlesom u szczytu i schyłku kariery. Na tym polu odczuwam ogromne rozczarowanie i niedosyt, bo choćby książka była w stu procentach wypełniona prawdą, zatajanie niewygodnych faktów przeczy ideom, jakie Yoko i John tak zawzięcie głosili przez lata.

Pomijając ogromny niedosyt, którego mogliśmy się wszyscy spodziewać, sam zbiór John Lennon. Listy uważam za solidnie wydany, pięknie skomponowany i naprawdę wart uwagi. Książka jest pełna niepowtarzalnego uroku Johna i choćby dlatego każdy fan powinien po nią sięgnąć. Bo to prawdziwa, sentymentalna, pełna wzruszeń przygoda...

Moja ocena: brak
Nie umiem jej jednoznacznie ocenić.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.


literatura angielska | recenzja | Hunter Davies | literatura | recenzje książek

12 listopada 2012

Krąg, Mats Strandberg, Sara B. Elfgren

Krąg, Mats Strandberg, Sara B. Elfgren
Oryginał: Cirkeln
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2012
Stron: 576
Gatunek: fantasy, thriller, dla młodzieży
Nie ma to jak naprawdę dobra literatura młodzieżowa. W dodatku z niemal całkowicie niezgłębionego przeze mnie zakątku świata - ze Szwecji. Wydawnictwo Czarna Owca specjalizuje się w powieściach skandynawskich, za co niezwykle je cenię. A już zwłaszcza, jeżeli serwuje mi książki tak ciekawe, wciągające i niezwykłe...

Na pozór zwyczajne miasteczko Engelforts, w którym dzieją się dziwne rzeczy. Sześć dziewczyn właśnie rozpoczęło naukę w lokalnym liceum. Nic ich ze sobą nie łączy, każda z nich jest inna.

Pewnej nocy, gdy na niebie pojawia się czerwony księżyc, dziewczyny spotykają się w parku. Nie wiedzą jak, ani dlaczego się tam znalazły. Odkrywają, że drzemią w nich tajemne moce, a ich życiu zagraża niebezpieczeństwo...

Aby przeżyć, muszą działać wspólnie, tworząc magiczny krąg. Od tej chwili szkoła staje się dla nich sprawą życia i śmierci…

Źródło: czarnaowca.pl

Cykl Engelsfors, którego pierwszą częścią jest Krąg - w teorii przeznaczony jest dla młodzieży, ale prawda jest taka, że niezwykły klimat wytworzony przez autorów, jak również sama fabuła i sposób budowania napięcia, urzekną niejednego dorosłego czytelnika. Jedynym, co stanowi o młodzieżowości książki jest wiek bohaterów i problemy jakie są dla niego typowe - konflikty z rodzicami, brak akceptacji ze strony szkolnego środowiska, szukanie miłości i przyjaźni, rozmyślania o dorosłym życiu itd. Resztę stanowi kawał naprawdę pasjonującej, elektryzującej lektury.

Dużo tu napięcia, dużo niespodziewanych zwrotów akcji, sekretów i zaskoczeń. Klimat jest ciężki, naładowany emocjami, podszyty tajemnicą. Do tego dochodzi sprawnie poprowadzona akcja i lekkie pióra autorów, które sprawiają, że w tej historii bardzo łatwo przepaść i całkowicie się zatracić.

Choć codzienne, życiowe zmagania bohaterów trącą naiwnością i banałem, a i ich portrety psychologiczne skonstruowano raczej schematycznie - tak, by każdy nastolatek miał się z kim utożsamić, to jednak ich losy śledzi się z niesłabnącym zaciekawieniem czy wręcz - z zapartym tchem. Mats Strandberg i Sara Elfgren stworzyli interesujący świat i uwikłali swoich bohaterów w ciekawe, pasjonujące zdarzenia. Dzięki temu lektura Kręgu jest wspaniałą, elektryzującą przygodą, która może zakotwiczyć się w pamięci na długo...

Moja ocena: 8/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.

literatura szwedzka | recenzja | Mats Strandberg, Sara B. Elfgren | literatura | recenzje książek

Trailer:

9 listopada 2012

Grease (1978)

Grease
reż. R. Kleiser • USA, 1978
Od dziecka nazywam ten film jednym z ulubionych, choć im starsza jestem, tym więcej szczegółów mi w nim przeszkadza. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet przy czterdziestym seansie mam tę samą frajdę, co na samym początku...

Grease to jeden z najpopularniejszych musicali świata, tym razem przeniesiony na ekran przez Randala Kleisera. W głównych rolach obsadzono piosenkarkę Olivię Newton-John oraz gwiazdora lat '70 - Johna Travoltę. Akcja osadzona została w latach '50, kiedy rodził się rock'n'roll.

W takim właśnie klimacie utrzymany jest całym film - zaczyna się znakomitym tematem muzycznym - Grease Frankiego Valli, kończy rewelacyjnym We Go Together w wykonaniu Newton-John i Travolty. Między nimi inne wielkie przeboje - Summer Nights, You're The One That I Want czy cudowne Hopelessly Devoted to You.

filmweb.pl

To, co jest piękne w Grease, to niesamowita ponadczasowość - problemy ukazane w musicalu wciąż nie tracą na aktualności. I choć role licealistów odgrywali trzydziestolatkowie, to i w '78, i dziś nietrudno o identyfikowanie się z nimi i z ich problemami. A jakie to problemy? Typowe - poszukiwanie siebie, rozmyślanie o dorosłości, potrzeba miłości i akceptacji, mierzenie z rzeczywistością szkolną i podwórkową. Brzmi zwyczajnie, ale prawda jest taka, że znakomita muzyka w tle, świetna charakteryzacja i klimatyczna sceneria stanowią o niepowtarzalności tego obrazu. Grease się nie starzeje - wciąż zachwyca świeżością, wciąż porywa do tańca i wciąż urzeka aktualnością przekazu.

filmweb.pl

Jeżeli nie znacie jeszcze tego musicalu, warto przenieść się kilka dekad wstecz i przeżyć niesamowitą, muzyczno-taneczną przygodę w znakomitej obsadzie aktorskiej. Tych, którzy już pokochali Grease przekonywać nie muszę - oni wiedzą, że tutaj zawsze jest do czego wracać.

Moja ocena: 9/10

Top 10: książki, które chcielibyśmy otrzymać w prezencie

top 10 kreatywa

W listopadzie tamtego roku w ramach Top-10, pojawił się temat Wymarzone prezenty książkowe, który interpretowaliśmy bardzo dowolnie (tj. wymieniając nie tylko książki, ale i regały czy gadżety). Tym razem - ponieważ święta już tuż-tuż postanowiłam temat przygotować na nowo, choć nieco inaczej, bo obiektem naszych zainteresowań będzie wyłącznie literatura. Na pewno pojawiły się na rynku jakieś kuszące nowości. Abo być może Wasze preferencje od zeszłego roku uległy zmianie lub też wówczas na książkach nie skupialiście się wcale. Jakkolwiek sytuacja by nie wyglądała - zapraszam do zabawy, opowiedzcie o swoich małych książkowych marzeniach.

7 listopada 2012

Nigella gryzie, Nigella Lawson

Nigella gryzie, Nigella Lawson
Oryginał: Nigella Bites
Wydawnictwo: Filo
Rok wydania: 2006
Stron: 244
Gatunek: kucharskie
Nigella od lat jest moją absolutną boginią. Kocham jej programy i książki, kocham jej pomysły, kocham niezwykłą osobowość, wspaniały uśmiech i filozofię życiową (tutaj potwierdzenie). To jedna z najbardziej niesamowitych kobiet na świecie, a obcowanie z nią - nawet poprzez telewizję czy literaturę - jest najprawdziwszą przyjemnością.

Tę książkę parę lat temu podarował mi narzeczony. Od tamtej pory solidnie się przybrudziła i stała jedną z moich ulubionych książek kucharskich - uwielbiam do niej zaglądać, a niektóre przepisy znam już niemal na pamięć.

Książki kucharskie, które z czasem staną się zachlapane i pomazane, to jedyne książki kucharskie, jakie mam ochotę pisać.

Nigella Lawson wyznaje filozofię, że warto przedstawiać dania wraz z kontekstem, w którym najlepiej będzie je spożywać. Stąd jej przepisy - podobnie jak w programie telewizyjnym Nigella gryzie - podzielone są dość nietypowo:

  • śniadania na każdą porę - wystarczy, że uwolnicie się od sztywnego podziału dnia i przyrządzicie jedną ze śniadaniowych propozycji - wtedy, kiedy Wam się zamarzy;
  • na poprawę nastroju - potrawy, które dają ukojenie;
  • przed telewizorem - przepisy przydatne wtedy, gdy musicie gotować w pośpiechu;
  • rozrywkowa dziewczyna - potrawy (...) dzięki którym zapraszanie gości okaże się naprawdę przyjemne;
  • na deszczowe dni - gdy mamy ochotę poczuć odrobinę domowego ciepła;
  • trochę kiczu - nie zależy mi na zadowalaniu kulinarnych snobów czy purystów ani na jedzeniu wyłącznie jednego rodzaju pożywienia;
  • dziedzictwo - jest kilka specjalnych dań - które jadałam jako dziecko lub pochodzących z rodzinnych zapisków (...) chcę je ocalić od zapomnienia;
  • czas kolacji - można zaprosić przyjaciół na kolację i jednocześnie nie znienawidzić ich, siebie, kuchni i całego świata;
  • leniwe gotowanie w weekend - potrawy, które "robią się same";
  • gdy moje ciało jest świątynią - przynoszące ulgę, oczyszczające organizm i wspomagające jego odnowę jedzenie, jakie przyrządzam po zbyt męczącej lub zbyt rozgrywkowej nocy.

Oprócz nich, w książce znajdują się: krótki wstęp, indeks potraw oraz - bardzo przydatne - miejsca przeznaczone na notatki.

Nie wydaję poleceń, nie zamierzam wygłaszać monologów. Chcę być w kuchni z Wami, moje słowa to część prowadzonej z Wami rozmowy. Zaś strony na notatki to miejsce na Waszą odpowiedź.

Co zasługuje na szczególną uwagę, to przepiękne zdjęcia, których autorką jest Francesca Yorke. Łatwo zakochać się w samych fotografiach zamieszczonych w książce, zanim jeszcze przyrządzi się zaproponowane potrawy. Co do nich - są bardzo różnorodne, w większości nieskomplikowane, choć nieraz skomponowane z niedostępnych lub trudno dostępnych u nas składników. Na szczęście solidna baza przypisów zawiera propozycje zamienników czy szczegółowe receptury, które pozwalają na samodzielne przygotowanie danych dodatków.

Dowód na to, że książka jest piękne wydana i... wiele przeszła w mojej kuchni ;)

Nigella Lawson to niezwykła osobowość. Równie niezwykłe są jej książki. Dlatego zachęcam Was do wspólnych przygód kulinarnych - zarówno w towarzystwie jej programów, jak i publikacji. Zapewniam Was, że ucztowanie z Nigellą jest prawdziwą przyjemnością, a proponowane przez nią receptury łatwo przyswoi każdy laik. Warto zachwycić żołądki swoich bliskich czymś prostym i wykwintnym, smakowitym i pięknym. Polecam!

Moja ocena: brak

literatura angielska | recenzja | Nigella Lawson | literatura | recenzje książek

Nigella Lawson − słynna na cały świat angielska mistrzyni kuchni. Miłość do gotowania wyniosła z domu, rozwijając ją w swoisty talent, który stał się jej sposobem na życie.

Zaczynała jako dziennikarka, redagując rubryki kulinarne w magazynach takich jak "The Spectator" czy "Vogue", by później stać się twórczynią wielu programów telewizyjnych.

Strona www: nigella.com
Źródła: foto | opis
Zdania napisane kursywą to cytaty pochodzące z książki.

Lady Pank Symfonicznie

Lady Pank • Lady Pank Symfonicznie
Najnowszą płytę Lady Pank recenzuję nieprzypadkowo. W lutym umieściłam ten zespół w gronie największych muzycznych idoli, podkreślając, jak wiele znaczą dla mnie ich początki i jak bardzo niestrawne są dla mnie ich nowe hity. Ostatnich kilku albumów, wydawanych od połowy lat '90 nie pokochałam tak, jak wcześniejszych - Ohyda, Lady Pank, Tacy sami, Zawsze tam, gdzie ty czy Na Na. Dlatego właśnie z ogromnym entuzjazmem przyjęłam wieść o uświetnieniu trzydziestolecia zespołu dwupłytowym wydawnictwem Lady Pank Symfonicznie. Album stanowi zapis jubileuszowych koncertów w katowickim Spodku i warszawskiej Sali Kongresowej. Do współpracy zespół zaprosił Orkiestrę Symfoników Gdańskich, pod dyrekcją Andrzeja Szczypiorskiego.


Na dwóch płytach znalazło się dwadzieścia nieśmiertelnych kawałków Lady Pank - Kryzysowa narzeczona, Zamki na piasku, Mała wojna, Nie wierz nigdy kobiecie czy Mała Lady Pank. Obok nich takie klasyki, jak Madame Butterfly Pucciniego, Bolero Ravela, Can Can Offenbacha czy Traviata Verdiego. Połączenie rocka z muzyką klasyczną jest już zabiegiem dosyć ogranym, co nie zmienia faktu, że tego typu brzmienia ladypankowych hitów zdecydowanie zapadają w pamięć.

Dobór utworów - zarówno z nurtu poważnego, jak i nurtu rockowego uważam za bardzo udany. Szczególnie do gustu przypaść może sam pomysł na splecenie ich ze sobą i uczynienie największych dzieł muzyki klasycznej, wstępami do największych hitów Lady Pank. Na tym gruncie entuzjazm mój podziela publiczność zgromadzona na koncertach, żywiołowo reagująca na każdy utwór ukochanego zespołu, opatrzony wstępem orkiestry.

Tylko dwa elementy w całej tej układance nie wprawiają w zachwyt - w pierwszej kolejności - kondycja wokalna. Momentami nieprzyjemnie słucha się głosu człowieka, który ewidentnie nie znajduje się w formie do wyśpiewywania rockowych kawałków na scenie. To jest oczywiście zrozumiałe, w końcu mamy do czynienia z trzydziestoleciem istnienia - nikt całe życie nie będzie dwudziestolatkiem. Za to drugim problemem jest niewykorzystanie potencjału, wynikającego z towarzyszenia Orkiestry Symfoników Gdańskich. Myślę, że zespół mógł pokusić się o nowe aranżacje, nowe brzmienia, zaskakujące melodie. Tymczasem dostaliśmy doskonale znane kawałki w niemal niezmienionej formie - jedyną różnicą jest obecność kilku nowych instrumentów w tle...

Mimo paru uchybień, fani Lady Pank zawiedzeni nie będą. Orkiestrowe brzmienia utworów-wizytówek, które nawet po latach nie nudzą i które przywołują wiele wspomnień - stanowią miły dodatek do dyskografii zespołu. Trzydzieści lat twórczości, kilkanaście albumów, niezliczona liczba hitów i nieśmiertelnych kawałków. Cudowne jest to, że nad jubileuszową płytą można pochylić się, zatonąć we wspomnieniach i wysnuć refleksję nad ponadczasowością większości utworów. To piękne, że są artyści, z których dorobku możemy być naprawdę dumni.

Warto zaopatrzyć się w wersję kolekcjonerską albumu, z eleganckim pudłem, koszulką, przypinką i pocztówką. Zainteresowanych odsyłam tutaj.

Moja ocena: 8,5/10
Za płytę dziękuję sklepowi internetowemu merlin.pl, kupicie ją tutaj i tutaj.


muzyka | recenzja | Lady Pank | recenzje płyt

6 listopada 2012

Depresja. Jak pomóc sobie i bliskim, Dorota Gromnicka

Depresja. Jak pomóc sobie i bliskim, Dorota Gromnicka
Wydawnictwo: Edgard
Rok wydania: 2012
Stron: 216
Gatunek: poradnik
Depresja. Choruje na nią około 121 mln ludzi na całym świecie. W roku 2020 - zgodnie z przewidywaniami specjalistów - znajdzie się ona na drugim miejscu w rankingu podstawowych problemów zdrowotnych naszych czasów. Dotyka dzieci, nastolatków i dorosłych. Często ignorowana przez chorych i ich bliskich. Mylona z chandrą, lekceważona. Łącząca księżną Dianę, Kurta Cobaina, Virginię Woolf, Drew Barrymore, Charlesa Dickensa, Ernesta Hemingwaya i wielu innych - w tym na pewno kogoś z nas i którąś ze znanych nam osób. Taka właśnie jest depresja - choroba naszych czasów.

We współczesnym świecie depresja dotyka coraz więcej osób. Długotrwały smutek, poczucie beznadziei czy brak chęci do działania mogą być jej pierwszymi objawami. Poradnik pomoże ci rozwiać wątpliwości, czy twoje złe samopoczucie lub pogorszenie nastroju twoich bliskich jest związane z depresją. Książka przeznaczona jest zarówno dla tych, którzy podejrzewają, że oni sami lub ktoś z ich otoczenia padł ofiarą depresji, jak i dla tych, u których choroba została zdiagnozowana.

Źródło: samosedno.com.pl

Psychoterapeutka Dorota Gromnicka w swoim poradniku tłumaczy, czym jest i czym nie jest depresja, jak rozpoznać jej objawy i odróżnić ją od innych przypadłości. Objaśnia istotę choroby, rozwijając dwa główne hasła: "dlaczego depresja przychodzi?" oraz "dlaczego depresja nie odchodzi?". Przywołuje wiele przykładów z życia, wypunktowuje najważniejsze zagadnienia, opiera na danych liczbowych i badaniach psychologicznych.

Jeden z rozdziałów dedykowany jest tym, którzy borykają się z depresją osób bliskich, inny samym chorym. Autorka uczy, jak walczyć z chorobą, nie pogłębiać jej i ignorować płynące z niej - tak, tak! - korzyści. Do wiadomości teoretycznych i przykładów dodaje tabele, kwestionariusze i testy, które pomogą w określeniu czy dana osoba rzeczywiście cierpi na depresję lub czy np. ma do niej szczególne predyspozycje.

Warto zaznaczyć, że poradnik ten został stworzony przede wszystkim w celach informacyjnych - to takie kompendium wiedzy o chorobie, które nie ma na celu zastępować psychoterapii czy odciągać od wizyty u specjalisty. Pomocy w poradniku mogą szukać przede wszystkim ci, którzy chcieliby zrozumieć chorobę, ci, których ciekawią metody leczenia oraz ci, którzy chcieliby pomóc sobie i bliskim. Na pewno wiele ciekawostek znajdą tutaj również wszyscy zainteresowani zagadnieniami psychologicznymi czy społecznymi.

O swoich doświadczeniach z depresją opowiadać nie będę, ale muszę Was zapewnić, że ponieważ zagadnienie to nie jest mi obce, wiele wyniosłam z lektury i wielu nowych informacji się dowiedziałam. Nie spodziewałam się, że poradnik ten okaże się tak interesujący i przydatny, ale teraz już wiem, że nie warto z góry zakładać, że coś jest niemożliwe do opisania. Bo akurat w tym przypadku jest...

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Edgard - wydawcy serii Samo Sedno.


literatura polska | recenzja | Dorota Gromnicka | literatura | recenzje książek
Dorota Gromnicka – psycholog i doświadczona psychoterapeutka. Studiowała na UKSW w Warszawie, Uniwersytecie La Sapienza w Rzymie oraz Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Ukończyła Szkołę Psychoterapii w podejściu integracyjnym. Prowadzi psychoterapię indywidualną oraz grupową w Warszawskim Ośrodku Psychoterapii i Rozwoju „Strefa Zmiany”.

Źródło: samosedno.com.pl

Zwróć Uwagę #2

Zgodnie z zapowiedziami - raz na jakiś czas planuję dodawać wpis opatrzony hasłem Zwróć Uwagę!, którego celem jest zaktywizowanie czytelników Kreatywy i zachęcenie ich do angażowania się w akcje charytatywne, podpisywanie ważnych petycji, sprzeciwianie się niesprawiedliwości etc. Poprzednim razem prosiłam Was o wspomaganie kampanii Nie w moim imieniu, o której przeczytacie we wpisie Zwróć Uwagę #1. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam, jak w prosty sposób można wywołać uśmiech na twarzy chorego dziecka...

* * *

Wspominałam niejednokrotnie, że od kilku lat jestem uczestnikiem projektu Postcrossing, który skupia wokół siebie miłośników kartek pocztowych. Temu zagadnieniu poświęciłam swoją pracę magisterską, jedną z tablic na wystawie Akcja-Animacja (o której przeczytacie tutaj), jak również wpis By nauka była przyjemna - Postcrossing. To właśnie przy okazji zaangażowania w projekt, dowiedziałam się o przepięknej akcji Marzycielska Poczta: Napisz list do chorego dziecka.

Za marzycielskapoczta.pl:

Czym jest Marzycielska Poczta?
Marzycielska Poczta to ogólnopolska akcja, która polega na wysyłaniu tradycyjnych listów i kartek do ciężko chorych dzieci. Na stronie MarzycielskaPoczta.pl prezentujemy profile chorych dzieci wraz z ich adresami pocztowymi. W profilach można odnaleźć najważniejsze informacje o dzieciach, ich zainteresowania czy krótką biografię.

Marzycielska Poczta wystartowała 12 października 2009 roku, jest akcją stałą, która nieustannie tętni życiem.

W czym tkwi magia Marzycielskiej Poczty?
Marzycielska Poczta nie jest akcją jednostronną i w tym tkwi jej wielka moc. Chore dzieci oraz ich rodzice, w miarę możliwości zdrowotnych i finansowych, odpisują na przesyłki, a najczęściej pozostawiają w swoich profilach imienne podziękowania za każdy list, kartkę lub prezent.

Dzieci często fotografują się z otrzymanymi przesyłkami. Dla osób, które wysłały coś od siebie, jest to niezwykle poruszające. Odwiedzając profile można na bieżąco dowiedzieć się o wydarzeniach w życiu dzieci, a przeglądając komentarze zobaczyć, że cały rok panuje u nas ciepła, pełna troski atmosfera. Jesteśmy po prostu jedną, wielką rodziną! Same dzieci do osób, które do nich piszą, niejednokrotnie zwracają się „wujku”, „ciociu” czy „starszy braciszku”.

Jakie znaczenie mają dla chorych dzieci listy i kartki?
Dla dzieci listy i kartki stanowią ogromne wsparcie. Dzieci często proszą rodziców o ponowne przeczytanie treści listów lub same wielokrotnie do nich wracają. Często od rodziców dzieci słyszymy, że nie spodziewali się, iż korespondencja sprawi tak dużo radości ich pociechom – więcej radości niż niejeden tradycyjny prezent.

Wiele naszych dzieci większość swojego czasu spędza w domach i szpitalach, a Marzycielska Poczta pozwala im rozproszyć uczucie samotności, dając wiele okazji do uśmiechu.

Jak możesz pomóc?
  • wysłając list/pocztówkę do któregoś z dzieci (lista profili);
  • organizując akcję zbiorowego pisania listów w szkole/firmie/przedszkolu/bibliotece (informacje);
  • biorąc udział w spotkaniu użytkowników Marzycielskiej Poczty (informacje);
  • przekazując darowiznę na rzecz fundacji (informacje);
  • nagłaśniając akcję wśród znajomych, czy też umieszczając na blogu/forum/stronie banner akcji.


Linki: strona akcji, fanpage akcji, media o akcji.

Niewiele wysiłku potrzeba, aby pomóc - pamiętajcie o tym!

Szopka, Zośka Papużanka

Szopka, Zośka Papużanka
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Stron: 205
Gatunek: społeczno-obyczajowa
Z wielką ciekawością podchodziłam do lektury Szopki. Wiedziałam co prawda, że jest to debiut, ale czytałam, że mocny, brawurowy, naprawdę wyjątkowy. Spodziewałam się zatem czegoś spektakularnego, nowatorskiego, niezwykłego. Tymczasem zaskoczenia nie było - bo tematyka ograna (choć okładka głosi, że wcześniej pisali o niej wyłącznie Zapolska i Kuczok), a i język pachnący Masłowską i Gombrowiczem wyjątkowością nie powala...
Tutaj małżeństwo to więzienie o zaostrzonym rygorze, a dom to teatr absurdu, wrzasku i kotletów schabowych. Mocna proza – jak uderzenie pięścią. Kolejny – po sztuce Zapolskiej i powieści Kuczoka – sugestywny portret polskiej rodziny: nie patologicznej, nie kołtuńskiej, ale nadal strasznej, zakłamanej i zimnej. Czy to wina okropnej matki (wiecznie nękającej niekochanego męża), że syn Maciek nie ułożył sobie życia, a córka Wanda studiowała psychologię po to, by się dowiedzieć, dlaczego tak jej było źle w życiu? Dlaczego ta rodzina trwa, dlaczego się nie rozpada? Debiutantka napisała odważną powieść z nerwem, przejęciem i literackim talentem. Narodziła się pisarka – Leszek Bugajski, „Newsweek”.

Źródło: swiatksiazki.pl
To nie jest książka, obok której można przejść obojętnie. Nie zaskakuje, to prawda, ale znacznie wybija się na tle popularnej współczesnej prozy polskiej. Debiutująca Zośka Papużanka operuje słowem jak niewielu, pozwalając sobie na liczne gry i zabawy językowe, na budowanie mięsistych metafor, lepienie neologizmów z rozrzuconych słów i łapanie czytelników w lingwistyczne pułapki. Do tego zręcznie splata wiele wątków, wiele portretów postaci i wiele zdarzeń, będąc przy tym niezwykle czujną obserwatorką życia społecznego na przestrzeni dziesięcioleci.

W swojej tematycznej zwykłości, Szopka jest powieścią niezwykłą - potrafi irytować, bawić i poruszać. Szokuje prawdziwością, która światłem dziennym okrywa to, co wcześniej zamiatano pod dywan. Bo o dysfunkcyjnych rodzinach wiele się wie, ale wciąż niewiele mówi. Prawda ujawniona przez Papużankę jest zatem doskonale znana, ale przedstawiona w formie tak atrakcyjnej językowo, że wobec tej prozy nie sposób pozostać obojętnym.

Nie jest to książka, o której powiem, że czytałam ją z przyjemnością. Chłonęłam ją dosyć długo, maleńkimi fragmentami. Nie porywa ona i nie wciąga, jest takim studium relacji międzyludzkich, którego wcale nie chce się znać. Ale ma swój urok, wzbudza ciekawość i pozwala na chwilę przenieść się do świata, namalowanego pędzlem językowej wrażliwości. To naprawdę duża rzecz!

Moja ocena: 7/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki.


literatura polska | recenzja | Zośka Papużanka | literatura | recenzje książek

5 listopada 2012

Nie opuszczaj mnie | Never Let Me Go (2010)

Nie opuszczaj mnie (Never Let Me Go)
reż. M. Romanek • USA, Wielka Brytania 2010
Kreatywa jest ostatnio głównie filmowa. Chwilowy odpoczynek od książek pozwala na nadrabianie kinematograficznych zaległości. Tym razem padło na obraz Nie opuszczaj mnie, oparty na wielokrotnie nagradzanej powieści Kazuo Ishiguro. Skusiła mnie przede wszystkim obsada (uwielbiam Carey Mulligan i Kirę Knightley) oraz - co ostatnio zdarza się cały czas - porównanie do wzbudzającego mój zachwyt filmu Like Crazy (chyba zaraz obejrzę go trzeci raz w ciągu tygodnia). Cieszę się, że kolejny raz dane mi było przeżyć prawdziwą ucztę filmową. I aż nie potrafię sobie wyobrazić, ile jeszcze wspaniałych produkcji przede mną...

Pierwsze przed czym muszę przestrzec, to opis dystrybutora czy zapowiedź spotykana na portalach filmowych - zdecydowanie nie powinniście ich czytać, jeżeli nie chcecie sobie psuć odbioru. Ja przeczytałam je dopiero po czasie i bardzo mnie to cieszy, bowiem podczas oglądania dane mi było przeżyć ogromny szok, który sprawił, że po uprzednim paplaniu i komentowaniu filmu, musiałam zamknąć usta i mierzyć się z własnym poruszeniem.

Plakaty, źródło: filmweb.pl

Nie sposób opisać atmosfery tego filmu - ciasnej, dusznej, przygniatającej. Takiej, która nie pozwala widzowi odejść od odbiornika. Takiej, która dusi i trzyma człowieka w garści... Never Let Me Go, to historia, która opowiada o bezwzględności świata, o upadku człowieczeństwa, o etyce i moralności, dziecięcych marzeniach i koszmarach. Widz jest niemym świadkiem dorastania młodych ludzi w brutalnej rzeczywistości, w której każda radość podszyta jest goryczą, w której jest się zniewolonym ułudą wolności, w której niewinność i kruchość pięknych podludzi wzbudza trwogę i wzruszenie. Nic nie jest tu takie, jak być powinno - bo świat ten oparty jest na chorych fantazjach tych, którzy marzą o zlikwidowaniu wszystkich chorób i niedoskonałości.

Jest w tym świecie jednak zadziwiająca normalność - dostrzeganie niesprawiedliwości reguł nim rządzących, poszukiwanie miłości, paniczny lęk przed samotnością i odrzuceniem, pragnienie bycia docenianym, strach przed buntem. Niby pranie mózgu, niby wpajanie chorych reguł od maleńkości, a jednak jest tu miejsce na marzenia, chwile małych przyjemności. Na niewielką dawkę nadziei...

filmweb.pl

Smutny to obraz i przejmujący. Ale pod tą brutalną, okrutną powłoką kryje się jednak pewne piękno - magia, która przyciąga i zniewala. Warto poznać Nie opuszczaj mnie nie tylko dla poruszającej fabuły, ale i bardzo dobrej gry aktorskiej, przepięknej scenerii, znakomitych zdjęć i cudownej muzyki. Nie wrócę więcej do tego filmu, bo to obraz wywołujący ból i zbyt wiele emocji, ale wiem, że na stałe zagnieździ się on w moim umyśle. Bo nawet w tej alternatywnej rzeczywistości odbija się nasza codzienność. Bo pobudza on do wielu refleksji. Bo porusza on, jak żaden inny...

Moja ocena: 8,5/10