30 października 2012

Jestem blisko, Lucyna Olejniczak

Jestem blisko, Lucyna Olejniczak
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Stron: 304
Gatunek: obyczajowa
Dziś będzie krótko, bo i rozwlekać się nie ma po co. Wypunktuję co najważniejsze i ze spokojnym sumieniem odłożę tę książkę w najdalszy punkt swojej biblioteczki, licząc na to, że więcej mi w ręce nie wpadnie.

Historia, która łączy klimat irlandzkich pubów, wietrznych i okrytych mgłą przestrzeni z magią i celtyckimi wierzeniami.

Lucyna i Tadeusz odwiedzają znajomych w Irlandii. Tam poznają tajemnicę wynajmowanego domu, w którym mieszka ich gospodyni. Mieszkająca w nim sto lat wcześniej dziewczyna zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach, po tym jak kategorycznie odmówiła ręki synowi okolicznego bogacza. Tenże został posądzony o morderstwo i na podstawie poszlak, gdyż ciała dziewczyny nigdy nie odnaleziono, skazany na śmierć. Małgosia, córka gospodyni, zaczyna się interesować sprawą i wraz ze swoim przyjacielem śledzić stare dokumenty jej dotyczące. Nagle, w niewyjaśnionych okolicznościach, znika i ona. Czy coś łączy oba zdarzenia?

Źródło: proszynski.pl
Spójrzcie na opis, zapowiadający klimatyczną historię z dreszczykiem. Brzmi kusząco, prawda? Po lekturze przekonacie się jednak, że Jestem blisko to najzwyklejsze babskie czytadło. Obyczajówka, w której wątek zaznaczony w zapowiedzi jest wklejony jakby na siłę, mocno naciągany i obdarty z jakiejkolwiek magicznej tajemnicy. W dodatku na koniec wyjaśniony w jednym, prostym dialogu, bo zabrakło chyba autorce pomysłu, jak rozwiązanie mądrze i ciekawie wpleść w resztę akcji...

To nie jest książka zła. Czyta się ją wyjątkowo szybko. Autorka postarała się, aby znaleźli w niej coś dla siebie fani wielkiej literatury (nawiązania do Ulissesa), miłośnicy romansów, zwolennicy taniego, polskiego humoru, ludzie rozkochani w magii i legendach, a także wszyscy ci, których przyciąga niepowtarzalny urok irlandzkiej prowincji.

Tyle tylko, że uczono mnie zawsze, że jak coś jest do wszystkiego, to...

Do książki tej pasuje mi jeszcze jeden cytat - śpiewać pisać (i wydawać) każdy może. Nie lubię, kiedy ktoś traktuje mnie jak ćwierćinteligenta, któremu narrator musi wszystko wytłumaczyć. Nie lubię, kiedy akcję napędza się poprzez ograne gagi i kiepskie dowcipy. Nie lubię, kiedy tworzy się postacie do bólu stereotypowe, mało interesujące i bezbarwne. Wreszcie, nie lubię kreowania głupich bohaterów, którym podsuwa się miliony znaków, łatwych do odczytania przez średnio inteligentnego czytelnika, a zadziwiająco trudnych do ogarnięcia przez rzekomo dojrzałych i mądrych bohaterów.

Nuda, przewidywalność, naiwność. Nawet barwne opisy irlandzkiej scenerii, świetny pomysł na historię i wyjątkowa lekkość w prowadzeniu akcji nie ratują tej powieści.

Moja ocena: 3/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.

literatura polska | recenzja | Lucyna Olejniczak | literatura | recenzje książek

29 października 2012

Pływanie. Profesjonalnie o sporcie, praca zbiorowa

Pływanie. Profesjonalnie o sporcie
Oryginał: Swimming. Serious about your Sport
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2012
Stron: 159
Gatunek: poradnik
Lubicie pływanie? Na pewno wielu z Was ma świadomość, że to jedna z najlepszych i najłatwiej dostępnych aktywności fizycznych, wspomagających odchudzanie, dbanie o zdrowie i kondycję. Ponieważ tej zimy chciałabym odkryć tę dyscyplinę na nowo i przekonać do niej również wybranka, postanowiłam sięgnąć po podręcznik Pływanie. Profesjonalnie o sporcie, którego autorami są: australijski pływak Nic Newell, trener Dan Cross, instruktor Paul Cowcher oraz dietetyk Tommaso Bernabei. Już ten przekrój nazwisk powinien przekonać Was, że poradnik wydawnictwa Muza jest bardzo rozbudowany i solidnie napisany.

Na podręcznik ten składa się sześć dużych rozdziałów:
  • Podstawy - o tym, jak przygotowywać się do treningu i jakie są jego podstawowe zasady; czego potrzeba, aby zacząć doskonalić umiejętności.
  • Technika i taktyka - szczegółowy opis stylu grzbietowego, klasycznego, motylkowego i dowolnego - od opisu startu, przez nawroty po finisz, od opisu technik po triki poprawiające szybkość i efektywność treningu.
  • Kondycja i trening - propozycje ćwiczeń rozciągających, zapobieganie urazom, dbanie o kondycję fizyczną i psychiczną, zwalczanie przemęczenia i przetrenowania.
  • Trening przekrojowy - programy ćwiczeń dla początkujących, średnio zaawansowanych i zaawansowanych - m.in. nogi, barki, plecy i ramiona.
  • Żywienie - pomoc w ocenie diety, ustaleniu jadłospisu, planowanie treningu + baza przepisów.
  • Programy treningowe - ściąga dla szukających inspiracji w budowaniu własnych programów.

Tym, co przekonuje mnie do publikacji Newella, Crossa i innych, to przede wszystkim jej złożoność. Jak widać powyżej, autorzy poruszają kwestie najważniejsze - nie skupiają się jedynie na technice pływackiej i poradach czysto sportowych, ale dbają również o podstawy i otoczenie - żywienie, przygotowanie psychiczne, odpowiednią motywację. To niezwykle ważne, aby podręcznik nie składał się wyłącznie z suchych faktów teoretycznych, tyczących się samej dyscypliny, ale podpowiadał trenującemu, jak żyć na co dzień, a nie tylko w chwili treningu.

Sama część dotycząca pływania skierowana jest do tych, którzy pływać już potrafią. Co prawda poszczególne techniki opisane są dosyć szczegółowo, ale wszelkie porady i ilustracje skupiają się przede wszystkim na doskonaleniu umiejętności, a nie ich nabywaniu. Z kolei pozostałe części książki - żywienie, trening przekrojowy, kondycja itd. przydadzą się każdemu, kto pragnie żyć aktywnie i zdrowo, toteż nawet jeżeli nie rozpocznę tej zimy treningu pływackiego, ta pozycja będzie jedną z najważniejszych na mojej półce, bowiem znalazłam w niej wiele naprawdę interesujących ćwiczeń i porad żywieniowych.

Pływanie. Profesjonalnie o sporcie to naprawdę ciekawa propozycja dla osób dbających o kondycję fizyczną i pragnących udoskonalić umiejętności pływackie. Jest estetycznie wydana, bogata w zdjęcia i ilustracje, zamieszczone w niej opisy są szczegółowe i konkretne, napisane w przyjaznym stylu. Być może niektóre zdjęcia bym zmniejszyła, żeby nie zawyżać niepotrzebnie objętości podręcznika, ale składają się one na solidną, schludną całość, która zdecydowanie przypadła mi do gustu.

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza.


literatura angielska | recenzja | Nic Newell, Dan Cross, Paul Cowcher, Tommaso Bernabei | literatura | recenzje książek

28 października 2012

Zrób to w Krakowie, Magdalena Kursa, Wojciech Pelowski, Rafał Romanowski

Zrób to w Krakowie, Magdalena Kursa, Wojciech Pelowski, Rafał Romanowski
Wydawnictwo: Agora
Rok wydania: 2012
Stron: 240
Gatunek: przewodnik
W ostatnich dniach książkową blogosferę opanował Kraków - arena wielkiego przedsięwzięcia, jakim były zakończone w dniu dzisiejszym Targi Książki. Ponieważ nie mogę pochwalić się entuzjastyczną relacją z imprezy, na której mnie nie było, postanowiłam ugryźć Kraków w nieco inny sposób i przedstawić Wam książkę z serii Biblioteki Gazety Wyborczej - Zrób to w Krakowie.

Magdalena Kursa, Wojciech Pelowski i Rafał Romanowski - dziennikarze krakowskiego oddziału "Gazety Wyborczej" - postanowili zilustrować Kraków takim, jakim jest on dla jego mieszkańców - tętniący życiem, barwny, żywy, zmieniający się każdego dnia, magiczny. Bez typowych turystycznych atrakcji, bez obiektów znanych z pocztówek - tych odwiedzający miasto na pewno nie ominie, a warto go również uświadomić, ile pięknych, ciekawych i niecodziennych miejsc kryje się w najróżniejszych zakamarkach stolicy Małopolski.

Które lokale warto odwiedzić? Których zabytków nie wolno pominąć? Jak poruszać się po mieście? Gdzie jeść, a gdzie się bawić? Gdzie robić zakupy, a gdzie lepiej się nie zapędzać? W jakich warunkach robić najlepsze zdjęcia? Gdzie szukać bratnich dusz i ukulturalniać się? Gdzie szukać śladów wielkich osobistości? I co w ogóle warto wiedzieć o Krakowie? M.in. tego dowiecie się z przewodnika Agory.

Przewodnik jest dwujęzyczny (polsko-angielski), obfitujący w zdjęcia, kolorowy, ciekawie napisany i naprawdę bogaty. Choć byłam w Krakowie kilka razy, nie miałam okazji odwiedzić nawet 1/5 z przedstawianych tutaj miejsc. Nie wspominając o tym, że o wielu z nich czytam dopiero pierwszy raz. Przed wypadem czy przeprowadzką do Krakowa, zdecydowanie warto zaopatrzyć się w tę książkę i całkowicie poddać jej autorom - ludziom lubiącym różne miejsca i klimaty. Ludziom, którzy poznali Kraków na wylot. Ludziom, którzy wydali różnorodny, barwny i szalenie interesujący przewodnik po jednym z najpiękniejszych polskich miast...

Zrób to w Krakowie zawiera m.in. plan komunikacji tramwajowej i autobusowej miasta, bazę przydatnych adresów, kalendarz najważniejszych imprez (Targów Książki, oczywiście, zabraknąć w nim nie mogło), portrety najważniejszych postaci związanych z Krakowem, ogrom zdjęć i opisów, a także wskazówek cennych dla każdego, odwiedzającego te strony.

W książce nie brakuje humoru, napisana jest z polotem, obfituje w ciekawostki i cenne informacje. Urzeka pięknym wydaniem i niebanalnym sposobem opowiadania. Jest wspaniałą propozycją literacką nie tylko dla tych, którzy planują odwiedzać Kraków - to kopalnia wiedzy z dziedziny kultury, historii, sztuki, architektury czy socjologii. Warto ją znać!

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję sklepowi internetowemu merlin.pl, kupicie ją tutaj.


literatura polska | recenzja | Magdalena Kursa, Wojciech Pelowski, Rafał Romanowski | literatura | recenzje książek

23 października 2012

Myśleć efektywnie, Art Markman

Myśleć efektywnie czyli jak sprawniej rozwiązywać problemy i osiągać cele, Art Markman
Oryginał: Smart thinking. Three essential keys to solve problems, innovate, and get things done
Wydawnictwo: Edgard
Rok wydania: 2012
Stron: 200
Gatunek: poradnik
Oto przed Wami poradnik, który uczy, jak skierować myślenie na nowe tory, wykorzystać odkrycia psychologii poznawczej w praktyce oraz jak sprawniej rozwiązywać problemy i osiągać cele. Okładka mówi jeszcze o tym, iż mamy w tym przypadku do czynienia z pierwszą książką o smart thinking. To duża rzecz!

Sięgnęłam po tę książkę, ponieważ stawiam na samorozwój, uwielbiam zgłębiać ciekawostki dotyczące działania ludzkiego mózgu, a także przyswajać porady dla tych, którzy pragną żyć lepiej i bardziej świadomie.

Czy i tym razem trafiłam w samo sedno? I tak, i nie.

Tym, co wyróżnia poradnik Arta Markmana na tle innych publikacji wydawanych przez wydawnictwo Edgard, jest jego poważna wymowa. To chyba najbardziej profesjonalna, przedstawiona językiem wybitnie naukowym, naładowana teorią książka. Niewiele tu ćwiczeń, tabel i wykresów. Kilka anegdot, sporo ciekawostek z różnych dziedzin, ale przede wszystkim teoria, teoria, teoria. To może być i zaletą, i wadą - nie każdy będzie w stanie lekko przebrnąć przez tak dużą dawkę wiedzy. Nawet jeśli przedstawiona jest ona w sposób przystępny i zrozumiały...

Myśleć efektywnie dotyka takich zagadnień, jak: kształtowanie dobrych nawyków i likwidowanie złych, skuteczne zapamiętywanie, strategie sprytnego myślenia czy świadomość własnych możliwości. To taki trening dla mózgu, który pokazuje, jak osiągać wyznaczone cele, wykorzystywać i pogłębiać wiedzę, myśleć w innowacyjny sposób, uczyć się i zapamiętywać.

Niewiele jest poradników, które przydadzą się właściwie każdemu. Myślę, że w tym przypadku mamy do czynienia z taką właśnie książką - przedstawiona w przyjazny sposób spora porcja wiedzy z dziedziny psychologii trafi do każdego, kto chciałby pełniej i lepiej wykorzystać możliwości swojego umysłu. Smart thinking nie znajduje jeszcze w polszczyźnie swojego odpowiednika i generalnie jest to zagadnienie wciąż mało zapoznane, ale w przypadku tej dziedziny jestem przekonana, że odniesie spektakularny sukces. Właśnie tak mądre, ciekawe i przydatne teorie powinny podbijać świat.

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Edgard - wydawcy serii Samo Sedno.

literatura amerykańska | recenzja | Art Markman | literatura | recenzje książek

21 października 2012

Fiszki online - nauka z Fiszkoteką

Kącik Językowy Kreatywa

Jakiś czas temu poświęciłam kilka wpisów m.in. materiałom do nauki słówek i zwrotów, papierowym fiszkom wydawnictwa Edgard, a także innym zagadnieniom, których wykaz znajdziecie w Kąciku Językowym. Dziś z kolei chciałabym przedstawić Wam znakomity serwis służący do tworzenia fiszek online.

Zbyt dumna, zbyt krucha, Alfonso Signorini

Zbyt dumna, zbyt krucha, Alfonso Signorini
Oryginał: Troppo fiera, troppo fragile
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Stron: 288
Gatunek: biografia
Niebywałe, ile przeróżnych uczuć może dostarczyć jedna książka - od złości i poruszenia, przez współczucie i wzruszenie, po zdumienie i trwogę. Powieść biograficzna to jeden z najbardziej niezwykłych gatunków - pochłania się ją jak najlepszą prozę, mając jednocześnie poczucie, że za wszystkim kryje się prawda, a nie fikcja literacka.

Jak więc przejść obojętnie obok prawdziwej historii kobiety, która miała świat u swoich stóp, nie mogąc przy tym wyzbyć się cierpienia?

Portret niezwykłej kobiety, tak głodnej miłości, że postawiła wszystko na jedna kartę i przegrała. Opowiadając o Marii Callas (1923-1977), autor skupia się na burzliwym życiu prywatnym "primadonny stulecia". Charyzmatyczna śpiewaczka i piękna kobieta, poznała u szczytu kariery Arystotelesa Onassisa. Dla niego przestała śpiewać...

Źródło: merlin.pl

Powieść Alfonso Signoriniego powstała na bazie korespondencji Marii Callas, zwanej Boską. To właśnie najbardziej intymne wynurzenia artystki uczyniły Zbyt dumną, zbyt kruchą opowieścią tak wstrząsającą i pełną wzruszeń. Włoski dziennikarz stworzył głęboki portret pełnej skrajności artystki, która jak żadna inna podbijała serca milionów, będąc jednocześnie przeraźliwie samotną.

Była postacią złożoną. Zamykała się w swym cierpieniu, brano ją za wariatkę. Łaknąca miłości poddawała się mężczyznom. Nigdy nie rozstawała się z demonami przeszłości - w środku wciąż pozostawała brzydką, grubą dziewczyną, wzbudzającą litościwe uśmieszki. Choć podbiła świat, życie obchodziło się z nią okrutnie. Dlatego tak łatwo poddawała się nerwom, namiętnościom i nielicznym chwilom bezgranicznego szczęścia...

Zbyt dumna, zbyt krucha to historia wyjątkowa. Od pierwszej do ostatniej strony trzymająca w napięciu, wzruszająca, przejmująca. Opowiedziana sprawnie i ciekawie, niepozbawiona smaczków. Brak w niej jakichkolwiek momentów przestoju - gdy czytelnik zanurzy się w niej raz, nie będzie w stanie się oderwać. Bo legenda Marii Callas do dziś odurza, zdumiewa i przyciąga.

Trudno ubrać w słowa emocje i wrażenia, które towarzyszą tak niesamowitej lekturze. To po prostu trzeba przeżyć samemu. Polecam. Każdemu.

Moja ocena: 9,5/10
Za książkę dziękuję sklepowi internetowemu merlin.pl, kupicie ją tutaj.


literatura włoska | recenzja | Alfonso Signorini | literatura | recenzje książek

18 października 2012

Kochanie, zabiłam nasze koty, Dorota Masłowska

Kochanie, zabiłam nasze koty, Dorota Masłowska
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Rok wydania: 2012
Stron: 156
Gatunek: społeczno-obyczajowa
Dobiegająca trzydziestki, dawna nastohańba polskiej literatury wraca po latach milczenia. Jest nazwisko, jest powrót, jest okazja do zarobku. Dajemy twardą okładkę, czcionkę widoczną z kilometra, cwaną interlinię i kosmiczne marginesy. W branży mięsnej szynkę szprycuje się, by zwiększyła swoją objętość, to książkę też można z kilkudziesięciu stron poszerzyć do 156 - i już można wziąć trzy dychy za książkę.

Że warta jest swojej ceny - w porządku. Ale czy nie jest to już przesada?
Kochanie zabiłam nasze koty to wypadkowa, jak to zwykle bywa z powieściami, przejęcia losem ludzkości i różnych osobistych udręk. W ingrediencjach znajdą więc Państwo moje zmęczenie radioaktywnymi miastami i moje zmęczenie radioaktywną sobą. I moje urzeczenie morzem jako tworem w sposób doskonały i beztroski łączącym w sobie bezkres i ściek. Wreszcie- bezustanne zadziwienie kondycją duchową nowego człowieka. Człowieka wolnego, żyjącego poza takimi anachronicznymi, zaśmiardującymi molami kategoriami jak duchowość, religia, polityka, historia.

Źródło: noir.pl
Kochanie, zabiłam nasze koty w swojej wymowie bardzo przypomina mi dramat Między nami dobrze jest (recenzja). Masłowska kolejny raz trafnie obrazuje dzisiejszą rzeczywistość, świat w którym uskuteczniamy - tu cytat - przyjaźń przez Facebook, sport na konsoli, seks przez kamerkę, wychowanie dzieci przez Skype'a. Barwnie szkicuje obraz człowieka XXI wieku - tego, który uznaje tylko kult ciała i modnego ciucha, bywa tam, gdzie należy bywać, je to, co jedzą miliony, a zamiast dialogu uskutecznia paplanie, pozbawione słuchania. Jej bohaterowie to - po raz kolejny - skupisko ludzi zobojętniałych na tragedie, przepełnionych pozerstwem i sztucznością, zniewolonych przez nowinki technologiczne, żyjących życiem innych. W tym świecie albo egzystujesz w cieniu innych, będąc wyłącznie tłem i powietrzem, karmionym zawiścią i niezadowoleniem, albo kreujesz się na kogoś, kim chciałbyś być, dorabiając sobie tożsamość i po prostu bywając.

Jest coś smutnego w tej prawdzie, groteskowo wykrzywionej przez pióro Masłowskiej. Masłowskiej, która kolejny raz udowadnia, że jest lingwistycznym zabójcą, czujnym obserwatorem życia społecznego, mistrzem słowa. Szarą codzienność, o której nieudolnie i bez polotu próbuje pisać wielu, ubiera w szaty kpiny i autoironii, trafne porównania i genialne metafory. Dlatego u niej zwyczajność świata wprawia czytelnika w zdumienie, często zachwyt, niekiedy przerażenie. Bo uświadamia sobie człowiek, że znów śmiał się z samego siebie, że w krzywym zwierciadle pisarki odbija się jego rzeczywistość.

Na szczęście(?) jest to również jej rzeczywistość. Obraz jej codzienności wtłoczony w ramy krótkiej opowieści o wielkomiejskim świecie, w którym ciężko żyje się i artyście, i fryzjerce, i niszczonej w korporacji samotniczce. Dzięki narratorce, z którą utożsamiamy samą Masłowską, gdzieś w treści rozmywa się fikcja, wymieszana z prawdą. I w tej surrealistycznej karykaturze trudno dostrzec, co wydarzyło się naprawdę, a co jest wyłącznie wytworem zdumiewającej wyobraźni pisarki.

Warto czytać Masłowską, bo jak nikt inny potrafi bawić się słowem, zajmująco opowiadać, śmieszyć i wstrząsać. Być może to jeszcze nie jest to, na co chciało się czekać cztery lata od poprzedniej publikacji, ale prawdą jest, że pisarka wróciła w starym, dobrym stylu. Jeżeli znów Waszym argumentem na "nie" będą jedynie złe wspomnienia z Wojny polsko-ruskiej doradzę Wam stuknięcie się w czoła. Kochanie, zabiłam nasze koty to tekst o zupełnie innym charakterze, odmienny językowo i stylistycznie. Nie warto tracić z oczu dobrej literatury tylko dlatego, że zniechęcił nas jeden, czytany przed laty utwór. Bardzo dobrze napisany i ciekawy, tak swoją drogą...

Moja ocena: 8,5/10
Strona książki: kochaniezabilamnaszekoty.pl.

literatura polska | recenzja | Dorota Masłowska | literatura | recenzje książek
Dorota Masłowska, urodzona w 1983, pisarka, autorka sztuk teatralnych. Zadebiutowała w 2002 powieścią "Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną", wydany dwa lata później "Paw królowej" przyniósł jej nagrodę Nike.

Jej dramat "Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku" wystawiany był m.in w Australii, USA i na Sachalinie. Za napisaną dla Teatru Rozmaitości sztukę "Między nami dobrze jest" (2008) otrzymała nagrodę Ministra Kultury.

Źródła: foto | opis

17 października 2012

Techniki samorozwoju czyli jak lepiej zapamiętywać i uczyć się szybciej, Natalia Minge, Krzysztof Minge

Techniki samorozwoju czyli jak lepiej zapamiętywać i uczyć się szybciej, Natalia Minge, Krzysztof Minge
Wydawnictwo: Edgard
Rok wydania: 2012
Stron: 231
Gatunek: poradnik
W lutym tego roku miałam okazję czytać i recenzować poradnik Jak kreatywnie wspierać rozwój dziecka? (recenzja), którego autorami są państwo Natalia i Krzysztof Minge. Po dziś dzień nie spotkałam ciekawszego i bardziej inspirującego poradnika dla rodziców, toteż z wielkim entuzjazmem podeszłam do nowej publikacji pary psychologów - Techniki samorozwoju. Wystarczył mi rzut oka na okładkę i przejrzenie zapowiedzi, by upewnić się, że będzie to odpowiednia książka dla mnie. No bo jakże Kreatywy miały nie skusić takie tematy, jak: kreatywne myślenie, mapy myśli czy szybkie czytanie?

Pierwszą zaletą książki jest jej wpływ na moje postępowanie. Zostałam pozytywnie zainspirowana do:
- lepszej organizacji, dzięki czemu od paru dni idealnie wychodzi mi łączenie ze sobą czytania i recenzowania, treningów z Tiffany Rothe i wielogodzinnych lekcji angielskiego;
- wprowadzenia map myśli również do nauki języków;
- szybszego i bardziej efektywnego czytania;
- ćwiczenia koncentracji i pamięci.

Jak widać powyżej, tematyka książki jest różnorodna, bowiem dotyka takich zagadnień, jak: organizacja czasu i przestrzeni, mapy myśli, organizacja nauki, szukanie motywacji, trening koncentracji, czytanie na różne sposoby, zwiększenie tempa czytania, uaktywnianie procesów zapamiętywania, techniki zapamiętywania, ćwiczenie kreatywności, twórcze myślenie. Dużo jak na 231-stronicową książkę, prawda?

Może się wydawać, że sięganie po tak wiele tematów, prowokuje autorów do wybiórczości i nie pozwala na dogłębne nakreślenie poszczególnych zagadnień, ale prawda jest taka, że choć poruszana problematyka jest naprawdę szeroka, to nie da się odczuć, jakoby autorzy jedynie nadgryzali poszczególne tematy i przeskakiwali od jednych do drugich. Każdej z wymienionych kwestii poświęcono na tyle odpowiednią ilość miejsca, że temat jest jasny, przedstawiony wieloaspektowo i wzbogacony o mnóstwo ciekawostek, przykładów i ćwiczeń. Oczywiście, każdy z rozdziałów można by przedstawić w osobnej, obszernej publikacji, ale rozwlekanie tematów, które mają polepszać i przyspieszać uczenie byłoby - no cóż, zwyczajnie śmieszne i zupełnie sprzeczne z samą ideą.

Bardzo żałuję, że wszystkie te mądre i inspirujące książki docierają do mnie tak późno. Bardzo przydałyby mi się w czasach szkolnych czy studenckich. Myślę, że znajdowałabym się w zupełnie innym punkcie swojego życia, gdyby wiedza ułatwiająca naukę, poprawiająca koncentrację, pogłębiająca zapamiętywanie spłynęła na mnie dziesięć lat wcześniej...

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Edgard - wydawcy serii Samo Sedno.

literatura polska | recenzja | poradniki | literatura | recenzje książek
Natalia i Krzysztof Minge – psycholodzy specjalizujący się we wspomaganiu rozwoju intelektualnego najmłodszych dzieci, prowadzą poradnię dla rodziców Hipokampus. Swoje autorskie programy nauczania konstruują w oparciu o doświadczenie takich autorytetów jak Glenn Doman, Edward de Bono czy Gordon Dryden. Są także rodzicami trójki dzieci, które są dla nich niewyczerpanym źródłem inspiracji.
Opis ze strony samosedno.com.pl

Do następnych mistrzostw, Eshkol Nevo

Do następnych mistrzostw, Eshkol Nevo
Oryginał: World Cup Wishes
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2012
Stron: 375
Gatunek: psychologiczna, społeczno-obyczajowa
Nawet sobie nie wyobrażacie, jak wielką krzywdę można zrobić książce i pisarzowi za pośrednictwem jedynie okładki, która - w tym przypadku - sama w sobie nie jest może zła, ale kompletnie do powieści Eshkola Nevo nie pasuje. Zwiastuje jakąś prostą komedię, którą Do następnych mistrzostw z pewnością nie jest, przedstawia ludzi kompletnie niepodobnych do bohaterów, a do tego zawiera błąd rzeczowy ("trzy życzenia"? Naprawdę?), czym całkowicie odstrasza. Warto więc, abyście przed przystąpieniem do lektury uwierzyli, że nie warto przejmować się tą graficzną pomyłką, bo za przekłamaną okładką kryje się ubrana w piękne słowa, szczera i naprawdę wartościowa treść.

To była prawdziwa przyjaźń. Wszyscy czterej chodzili razem do szkoły w Hajfie, wszyscy przeprowadzili się do Tel Awiwu. Nie wyobrażali sobie życia bez siebie. A najbardziej ze wszystkiego kochali wspólnie oglądać mecze piłki nożnej.

Podczas finału Pucharu Świata w 1998 roku każdy zapisał swoje marzenia na karteczkach, które przeleżały w ukryciu cztery lata, do następnych mistrzostw.

Przez ten czas zmieniło się właściwie wszystko. Marzenia się spełniły, ale w najprzewrotniejszy z możliwych sposobów. Kumple oglądający mecz i popijający piwko na kanapie? Już nigdy nie będzie to dla was banalny stereotyp.

Źródło: muza.com.pl

Wbrew pozorom, to nie jest książka o piłce. Przyjacielskie spotkania przy rozgrywkach Champions League są jedynie pretekstem do snucia refleksji, budowania planów na przyszłość i wspominania dziecięcych lat. Tutaj czas dzieli się na równe części, odmierzane przez kolejne Mundiale, stanowiące klamrę spinającą całość. Zaczyna się od Mistrzostw, podczas których bohaterowie wrzucają swoje życzenia do pudełka i podczas kolejnych Mistrzostw kończy. A na przestrzeni tych czterech lat obserwujemy kalejdoskop przemian, jakie zachodzą w życiu nie tylko bohaterów, ale i całego narodu izraelskiego.

Do następnych mistrzostw to znakomity obraz życia społecznego - autor nie boi się poruszać palących kwestii - religii, polityki, konfliktów zbrojnych, praw człowieka, kapitalizmu, biedy. Choć ten rys społeczno-obyczajowy pojawia się gdzieś w tle przygód czwórki bohaterów, uznać go można za jeden z najważniejszych punktów powieści. Drugim jest niewątpliwie wizerunek męskiej przyjaźni. Takiej surowej, ciepłej, prawdziwej i szczerej męskiej przyjaźni. Przyjaźni, której nie spotkacie u kobiet, bo tego typu relacje zbudować potrafią jedynie mężczyźni.

To zresztą męski punkt widzenia jest największym atutem Do następnych mistrzostw. Bezpretensjonalne, otwarte spojrzenie na świat, zaprezentowane za pośrednictwem słodko-gorzkiej historii, podszytej inteligentnym humorem i autoironią - taki obraz wyłania się podczas lektury. A czyta się to świetnie! Pomimo kilku bardziej nużących momentów, całość wypada barwnie i prawdziwie, nieco zabawnie i nieco smutno. Na pewno refleksyjnie. Bo książka ta zmusza do zatrzymania się na chwilę...

Okładki zagranicznych wydań

Eshkol Nevo w swojej drugiej powieści udowadnia, że znakomicie włada piórem - mistrzowsko zbudował napięcie, nakreślił ciekawe portrety psychologiczne postaci (zwłaszcza narratora), stworzył absorbującą, niebanalną fabułę, którą osadził w prawdziwych, przejmujących realiach, a całość poprowadził tak sprawnie, że od jego powieści nie sposób się oderwać. Możecie być pewni, że po tak mądrą i wartościową literaturę warto sięgać.

Moja ocena: 9/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza.


literatura izraelska | recenzja | Eshkol Nevo | literatura | recenzje książek

16 października 2012

Brazil Butt Lift - podnosimy i rzeźbimy pośladki!

FIT-Kreatywa

Oto genialny program treningowy dla wszystkich pań marzących o kształtnej pupie. Jego autorem jest brazylijski tancerz i trener fitness - Leandro Carvalho, który przyciąga niespożytą energią, poczuciem humoru i pomysłowością. Z jego ćwiczeń korzystają gwiazdy wybiegów (w tym m.in. słynne aniołki Victoria's Secret), a amerykańskie media nieustannie obsypują go nagrodami i wyróżnieniami. Jego program Brazil Butt Lift testowałam na sobie przez dość długi czas i z pełną odpowiedzialnością mogę polecić każdej z Was.

15 października 2012

Leczenie dotykiem, Skye Alexander, Anne Schneider


Leczenie dotykiem. 136 technik, które leczą, koją nerwy i łagodzą ból, Skye Alexander, Anne Schneider
Oryginał: The Pocket Encyclopedia of Healing Touch Therapies: 136 Techniques That Alleviate Pain, Calm the Mind, and Promote Health
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2012
Stron: 303
Bardzo byłam tego poradnika ciekawa, odkąd tylko dojrzałam go w jesiennych zapowiedziach wydawnictwa Muza. Jako naczelny hipochondryk blogosfery i osoba, którą zawsze coś boli, zapragnęłam przetestować na sobie opisane w książce Skye Alexander i Anne Schneider trzy podstawowe metody leczenia dotykiem: akupresurę, reiki oraz - moją ulubioną - refleksologię.

Pierwsze wrażenia - przedstawione w książce techniki naprawdę działają. Wierzę, że nie zetknęłam się w tym wypadku z siłą autosugestii i rzeczywiście otrzymałam potrzebną pomoc. To cudowne móc za pomocą własnych dłoni pozbyć się bólu zęba, problemów z kolanem czy nudności. W czasach, w których jesteśmy zalewani tabunami leków (na potwierdzenie, zdjęcie z Wigilii 2010 - moja wersja dwunastu tradycyjnych dań), znalezienie ukojenia w metodach tańszych i zdrowszych jest naprawdę bezcenne.


W książce Skye Alexander i Anne Schneider znajdziemy 136 technik przypisanych do akupresury, reiki i refleksologii. Każda z tych metod zostaje krótko opisana we wstępie, natomiast o bardziej szczegółowe informacje autorki pokusiły się jedynie w wypadku drugiej z metod. Tę poznajemy dosyć dogłębnie - od podstawowych zasad i stopniowania, przez dokładne przedstawienie ludzkich narządów, po wypunktowanie czakr i zasad przygotowywania siebie, miejsca i ewentualnego odbiorcy energii.

Każda ze 136 technik przedstawiona jest za pomocą zdjęcia oraz tekstu. Ten zawiera informacje o dokładnym umiejscowieniu danego punktu, sposobie leczenia i działania, a w przypadku technik reiki - również szczegółowy opis korzyści fizycznych i metafizycznych. Z kolei do każdej z technik refleksologii przypisane są pogłębiające efekt olejki eteryczne.

Książka wydana jest bardzo starannie - w poręcznym formacie, na grubym papierze. Zawiera dobrej jakości zdjęcia i treści przedstawione w sposób czytelny i przyjazny dla oka. To bardzo dobra książka, która powinna znaleźć się w każdym domu. Warto uwierzyć, że dotyk naprawdę potrafi zdziałać cuda...

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza.


literatura amerykańska | recenzja | Skye Alexander, Anne Schneider | literatura | recenzje książek

14 października 2012

Cyrk nocy, Erin Morgenstern

Cyrk nocy, Erin Morgenstern
Oryginał: The Night Circus
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Stron: 429
Gatunek: fantasy
Premiera: 17/10/2012
By poznać historię cyrku, który pojawia się znikąd, musisz być gotów na najbardziej niesamowitą, zapierającą dech w piersi podróż. Usiądź wygodnie i zadbaj o odpowiednie tło muzyczne - ze swojej strony proponuję Yirumę (przykład). Przymknij oczy, rozkoszuj się muzyką, a potem daj porwać się słowom...

W wędrownym cyrku dzieją się rzeczy niezwykłe, bardziej niezwykłe niż popisy akrobatów i treserów. To cyrk magiczny, w którym do pojedynku stają zakochani, a ich bronią jest wyobraźnia. Londyński reżyser Chandresh Lefèvre postanawia stworzyć cyrk. Nie przypuszcza, że stanie się on areną rozgrywek między znanym prestidigitatorem a "mężczyzną w szarym garniturze", a raczej między ich wychowankami Celią i Markiem. Młodzi, nieświadomi konsekwencji walki, którą mają ze sobą stoczyć, kreują w cyrku wiele niezwykłych, magicznych przestrzeni. To stanowi sens ich zmagań i tło ich miłości. Jednak każda potyczka zbliża ich do końca, kiedy na placu boju może pozostać tylko jedno z nich...

Źródło: swiatksiazki.pl

Cyrk pojawia się znikąd. A kiedy już się pojawia, pod osłoną nocy odkrywa przed Tobą namioty pełne spełnionych marzeń, przygód, tajemnic i dziwów. Nad Twoją głową wirują gwiazdy, a Ty gubisz się w czarno-białym labiryncie sekretów. I choćbyś podążał różnymi ścieżkami przez wiele godzin i dni, Twoje oczy nigdy nie ujrzą wszystkiego, co zrodziło się pod kopułą Le Cirque des rêves.

Oto świat magii. Świat subtelnego piękna, w którym nawet zło przybiera urocze barwy, kusząc i przyciągając. Oto świat pełen słodyczy, misternie plecionych zagadek, kunsztownie połączonych ze sobą elementów. Świat, w którego pięknie zapragniesz się zanurzyć. Magia, w której sidła wpadniesz i w której sercu zostaniesz na zawsze uwięzionym.

Źródło: katiechats.tumblr.com

Rzeczywistość odmalowana piórem przesączonym czarami, odbije swoje piętno w Twej wyobraźni. I w sercu, które zacznie bić w rytm tykania zegara. Ta rzeczywistość omami Cię i nigdy nie ulotni się z Twojego umysłu. Umysłu przesyconego sennymi marzeniami, niezwykłymi opowieściami i wizjami skrzącymi się feerią barw.

Dzięki nieprawdopodobnemu debiutowi Erin Morgenstern, udasz się w podróż, z której nikt nie wraca taki sam. Zanurzysz się w świecie, w którym rządzi siła ludzkich uczuć i skrajnych emocji, wywołujących dreszcze i łzy. Spotkanie z tą hipnotyzującą opowieścią sprawi, że pamięcią przeniesiesz się do wspaniałych dziecięcych chwil, w których świat był tylko dobry, tylko kolorowy, tylko i aż pełen magii i barw.

Proza Erin Morgenstern to niezwykły przykład mocy ukrytej w słowach. Słowach może niekiedy zbyt pięknych, zbyt kwiecistych, składających się na zbyt duży patos i zbyt wielką egzaltację. Ale czy kogoś takie niuanse obchodzą? Niespotykany urok tej magicznej historii sprawia, że - bez względu na wszystko - chłonie się ją całym sobą. Zanurza w niej i odpływa...

 Źródło: lisbethrooney.tumblr.com

Erin Morgenstern z nieprawdopodobną finezją wykreowała świat, który wzbudza niemy zachwyt. Puszczając oczko do czytelnika, splotła ze sobą baśniowość schyłku XIX wieku ze współczesnością, misterną klamrą spinając ze sobą spektakularny początek i piękny koniec historii, której krańce stopiła w jedną całość. Dochodząc do ostatnich słów opowieści pragniesz chłonąć ją od nowa - wciąż i wciąż tocząc koło, wokół którego splecione zostały warkocze pięknych historii. Historii niesamowitych ludzi, fascynujących miejsc i niespotykanych zdarzeń.

Szykowne wydanie, ukoronowane pełną uroku okładką, idealnie komponuje się z pięknem treści i magiczną aurą unoszącą się wokół Cyrku nocy. Obok tej powieści nie wolno Ci przejść obojętnie. Nigdy nie chciałbyś przegapić takiego widowiska...


Zazdroszczę każdemu, kto jeszcze nie zna tej historii!

Moja ocena: 10/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki.


literatura amerykańska | recenzja | Erin Morgenstern | literatura | recenzje książek

12 października 2012

Zarządzanie stresem, Mike Clayton

Zarządzanie stresem, Mike Clayton
Oryginał: Brilliant Stress Management: How to Manage Stress in Any Situation
Wydawnictwo: Edgard
Rok wydania: 2012
Stron: 205
Gatunek: poradnik
Podobno blogerzy czytają zbyt wiele poradników, których obecność w blogosferze rani oczy miłośników prozy. Niedobrze się składa, bo mam ich całe półki i stale po nie sięgam. Jakoś tak wierzę, że dzięki temu poszerzę wiedzę, pogłębię moją fascynację człowiekiem i światem oraz dowiem się czegoś ciekawego, co ułatwi mi życie. Co dziwi niektórych, czytam również poradniki, które nie pochodzą bezpośrednio od wydawnictw. Na szczęście dzięki temu zyskuję na wiarygodności, toteż po wychwaleniu zakupionych samodzielnie: Mapologii oraz Sztuce spania i wstawania pozwolę sobie przejść do poradnika, który wybrałam z oferty wydawnictwa Edgard - Zarządzanie stresem, czyli jak sobie radzić w trudnych sytuacjach.

Wszystkim się wydaje, że wiedzą, czym jest stres, i że z łatwością potrafią go rozpoznać. Tymczasem objawy stresu bywają różne i wcale nie takie oczywiste – wśród najczęstszych wymienia się: nadmierną agresję, zobojętnienie, brak pewności siebie, ciągłe zmęczenie, ból pleców i szyi, osłabioną koncentrację czy ataki paniki. Jeśli masz kłopot ze stresem lub podejrzewasz, że może on być przyczyną twoich problemów w życiu prywatnym lub zawodowym, to koniecznie sięgnij po ten poradnik.

Źródło: samosedno.com.pl

Jestem stale zestresowanym nerwusem i histeryczką - rzucam talerzami, przejmuję się wszystkim, płaczę z byle powodu, nabawiłam się nerwicy i nawet bez wypełniania testów w książce Mike'a Claytona wiedziałam, że jestem skrajnym, ciężkim, okropnym przypadkiem osoby, która całkowicie poddaje się stresowi.

Czy teraz już wiem, jak zarządzać swoim stresem? Może i wiem, ale właściwie do niczego mnie ta wiedza nie prowadzi...

W publikacji Mike'a Claytona znajdziemy wiele ciekawostek na temat mowy ciała, funkcjonowania mózgu oraz całego okładu nerwowego, porady dla pracujących i uczących się oraz dla tych, którzy zarządzają ludźmi. Autor podpowiada jakie zaprowadzić zmiany w otoczeniu oraz zachowaniu swoim i innych, jak również przedstawia ćwiczenia i techniki ułatwiające relacje z ludźmi i samym sobą.

Dużo tu porad praktycznych, dużo wiadomości teoretycznych. Część z nich to zwykłe truizmy, mało odkrywcze prawdy, które funkcjonują w świecie od lat. Część to jednak dosyć cenny materiał przydatny dla tych, którzy pragną pracować nad sobą, swoimi bliskimi czy podwładnymi.

Formuła poradników serii Samo Sedno nie zmienia się - każda z książek oparta jest na dobrze znanym, sprawdzonym i dobrym schemacie, który spisuje się znakomicie. Co przypadło mi do gustu w przypadku publikacji Mike'a Claytona, to rozbudowanie niektórych rozdziałów o informacje cenne dla Polaków - kontakty do tutejszych organizacji, odnośniki do stron w języku polskim. Bardzo słuszny jest to wkład ze strony wydawnictwa.

Komu poleciłabym Zarządzanie stresem? Na pewno nie tak ciężkim i trudnym przypadkom, jak mój, bo większości z porad autora zwyczajnie nie umiałabym i nie chciałabym wcielić w życie. Na pewno skorzystają na niej ci, którzy mają kłopoty z organizacją, z konfliktowością i nerwowością, z uspokajaniem nerwów i rozumieniem samego siebie. Przyda się przed nauką i egzaminami, pracą, ważnymi wystąpieniami czy nawet w życiu codziennym, kiedy człowiek sam sobie na głowę wchodzi...

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Edgard - wydawcy serii Samo Sedno.



Samo Sedno to seria nowoczesnych, praktycznych i podręcznych poradników, które trafiają w samo sedno. W serii znajdują się tytuły o tematyce m.in. biznesowej, parentingowej, psychologicznej czy dotyczącej zdrowego stylu życia i rozwoju osobistego.

literatura angielska | recenzja | Mike Clayton | literatura | recenzje książek

Tańcz, tańcz, tańcz, Haruki Murakami

Tańcz, tańcz, tańcz, Haruki Murakami
Oryginał: ダンス・ダンス・ダンス
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2009
Stron: 529
I znów przeniosłam się do świata, który sprawia, że zatracam się w rzeczywistości. Który sprawia, że zapiera mi dech. To była wspaniała przygoda - pełna przeróżnych emocji, przyspieszonego bicia serca i sporej porcji okrutnego niepokoju, którą proza Murakamiego stale zaszczepia w moim umyśle. Po każdym kontakcie z książkami Japończyka długo dochodzę do siebie - nie inaczej było tym razem...

Trzydziestoczteroletni bohater to wolny strzelec, dziennikarz piszący na zlecenie. Nie potrafi sobie ułożyć życia: rozwiódł się z żoną, czuje się samotny i opuszczony. Nękają go sny o hotelu Dolphin, w którym przed laty mieszkał ze swą przyjaciółką Kiki - luksusową call girl. Kiki zaginęła bez wieści, a teraz w snach wzywa go do tamtego hotelu. Nasz bohater - wraca do hotelu Dolphin, który przeszedł zaskakującą transformację z obskurnej nory w luksusowy hotel. Tam, próbując wpaść na trop Kiki, wkracza w inny świat mieszczący się na 16 piętrze budynku, świat równoległy, który jest dla niego jedynym realnym...

Źródło: muza.com.pl

W Tańcz, tańcz, tańcz Murakami po raz kolejny manipuluje i czytelnikiem, i bohaterami - wszyscy balansujemy na granicy światów, gubiąc się w równoległych rzeczywistościach, myląc prawdę z fikcją. Tu wyobraźnia ściera się ze snem, pragnienia z rzeczywistością, realne wydarzenia z lękami. To opowieść piękna i skomplikowana, niejednoznaczna i niełatwa do objęcia rozumem. Obok niespiesznie prowadzonej narracji płynie fala dziwnych zdarzeń, które potrafią zaskoczyć i znużyć, wzruszyć i zszokować.

Bohaterowie znów są barwni, nigdy czarno-biali, zawsze skomplikowani. Życiorys każdego z nich jest osobną powieścią. Cechami charakteru poszczególnych postaci odmalować by można serię surrealistycznych portretów. A wydarzenia w jakie zostali wplątani uznać można za splątane wizje szaleńca. Albo magika.

A obok całego tego oniryzmu, obok magii i fantazji figuruje zwyczajny świat. Wprawne oko Murakamiego dostrzega całą gamę zmian społecznych, obyczajową rewolucję, zatracenie wartości, ogłupienie i konsumpcjonizm. Jego krytyka systemu wartości jest mało subtelna - wprost uderza w tych zagapionych w szklane ekrany, w tych omamionych pieniędzmi, spętanych sidłami sławy i kariery. Nie boi się przedstawiać niesprawiedliwości systemu (piękne nawiązanie do Kafki), nie boi się obnażać prawdy o mediach i showbiznesie, odważnie krytykuje społeczeństwo. Jednocześnie zwraca uwagę na brutalne różnice w poziomie życia i świadomości obrzydliwie bogatych i żyjących na nizinach. Jednym i drugim stawia pytania, zestawia ich wybory i zdziera maski z ich twarzy, ujawniając prawdę o istocie człowieczeństwa.

Tańcz, tańcz, tańcz to poruszająca, pełna metafor opowieść o życiu, egzystencji i śmierci. O zacieraniu granic, o prawdzie, o człowieku. Nie jest to przyjemna historia - miejscami bywa nużąca i niezrozumiała, ale na finiszu okazuje się aż do bólu prawdziwa...

Moja ocena: 8,5/10

literatura japońska | recenzja | Haruki Murakami | literatura | recenzje książek

Ojciec Murakamiego był buddyjskim duchownym, zaś matka córką handlowca z Osaki. Dorastał w Kobe. Ukończył Dramat Klasyczny na Wydziale Literatury Uniwersytetu Waseda w Tokio.

W wieku 30 lat Murakami wydał swoją pierwszą powieść Hear the Wind Sing (1979). Po napisaniu wysłał ją na konkurs literacki, zajmując pierwsze miejsce i zdobywając nagrodę Gunzō.

Źródła: foto | opis

KKD #14: Wpisy reklamowe na blogach

Klub Dyskusyjny

#14: Wpisy reklamowe na blogach

Naszło mnie na przemyślenia, związane z promocją niektórych rodzimych autorów. Od paru dni blogi toną w zalewie tandetnych okładek wznowienia pewnej "głośnej" serii książek. Blogerzy czynią to dobrowolnie, jasne, ale część z nich otrzymuje za to profity*. Kiedy i mnie złożono podobną propozycję, a byłam wówczas na świeżo po rozmowie z pracownicą biblioteki, narzekającą na brak nowości - pomyślałam, że jeśli opatrzę ową reklamę hasłem 'wpis sponsorowany', mogłabym z nieco uspokojonym sumieniem pokusić się o promocję czegoś, na czym skorzystałaby lokalna biblioteka. Nawet wymyśliłam sobie do tego wytłumaczenie - marketing na wierzch, ideologia na bok.

Ale nie potrafię.

Top 10: stare książki, które chcemy ocalić od zapomnienia

top 10 kreatywa

Na pewno znacie wiele takich książek z XX, XIX, XVIII i wcześniejszych wieków, które lubicie, cenicie i o których nigdy nie powinno się zapomnieć. Być może kiedyś współczesne lub przyszłe romanse, thrillery czy dystopie przyćmią swoich wielkich poprzedników i świat o nich zapomni. Być może zachowają się wyłącznie w naszej pamięci...

Które książki chcielibyście przed tym uchronić?

11 października 2012

Książka, w której mnie spotkasz :)

Lubicie niespodzianki? Bo ja, o ile są miłe, lubię je bardzo. A ta należy do wyjątkowo miłych:


Książka. Pomyślicie - normalka - mole książkowe zazwyczaj podniecają się książkami. Ale, ale! Oto książka, w której spotkacie... mnie. No dobrze, kilku blogerów i mnie.

Pierwsze wydanie Wyroku przeczytałam w kwietniu 2011 roku (zainteresowanych opinią odsyłam tutaj). Nie spodziewałam się wówczas, że między innymi moja recenzja przyczyni się do tego, że poważne wydawnictwo, jakim jest Czarna Owca, zdecyduje się wydać powieść, której inni się zwyczajnie bali. Tak, tak - Wyrok to historia kontrowersyjna, okrutnie prawdziwa, mroczna i poruszająca. Jedna z tych, która uświadamia obywateli, w jakim naprawdę państwie żyją...

Miłym zaskoczeniem okazała się przedmowa nowego wydania powieści Mariusza Zielke - wydawca podkreśla w niej wagę opinii internautów, wśród których książka odniosła niebywały sukces (kilka opinii, w tym właśnie moja, zostaje przytoczonych). Bardzo się cieszę, że ktoś wreszcie odważył się wydać tak mocną i dobrą powieść w godnej oprawie. Ta historia naprawdę robi wrażenie. Musicie sami się o tym przekonać!

Na stronie wydawnictwa (o, tutaj), kupicie Wyrok już za 29,93zł. Taniej jeszcze nie spotkałam.

10 października 2012

Mój ulubiony pisarz...

Kochani, być może zainteresuje Was dołączenie do zaproponowanej przeze mnie zabawy blogowej, polegającej na przedstawianiu sylwetek naszych ulubionych pisarzy. Nie chodzi o biogramy, bo te w sieci znaleźć łatwo. Raczej o nasze odczucia, wrażenia i wspomnienia, związane z twórczością tych konkretnych osób... Możecie posiłkować się wybranym przeze mnie wypunktowaniem, możecie realizować własną wizję - ważne, żeby dobrze się przy tym bawić i zaprezentować blogosferze literatów najbliższych sercu. W moim przypadku będzie to:

Haruki Murakami

Źródło: praguebooks.pixnet.net
Już jutro wręczona zostanie Literacka Nagroda Nobla - od lat bukmacherzy za jednego z faworytów uważają właśnie Harukiego Murakamiego. Martwi mnie to, bo mam wrażenie, że Akademia lubi dawać prztyczka w noc wszystkim tym, którzy wiedzą na pewno, którzy stawiają wszystkie pieniądze, którzy dadzą sobie rękę uciąć etc. Jeżeli bukmacherzy i fachowcy co roku będą stawiać Japończyka na szczycie, a ten konsekwentnie wyróżnienia dostawał nie będzie, zacznie się mówić o nim, jako o wielkim przegranym/tym który zasługuje, a nie ma/tym, który może się nie doczekać... Tego bardzo, ale to bardzo bym nie chciała. Często wybory Akademii są niezrozumiałe, kontrowersyjne, szeroko dyskutowane i krytykowane. Ale czy kogoś zaskoczyłby Nobel dla japońskiego mistrza prozy? Raczej niewielu...

Początek...
Moja przygoda z Harukim Murakamim zaczęła się na zajęciach z literatury współczesnej, gdzie zadaniem na wyższą ocenę była lektura jednej z książek Japończyka. Ja zaczęłam od Po zmierzchu, ponieważ była jedną z niewielu dostępnych w bibliotece i... - tu odchrząkuję nerwowo, ze wstydem spuszczając wzrok - nie odstraszała gabarytami.

Był czerwiec 2010 roku, blogowałam od miesiąca i wrażenia z lektury spisałam w tym miejscu. Była to pierwsza książka oceniona przeze mnie na 10/10. Była to pierwsza książka, która sprawiła, że zaczęłam dusić się w ścianach, a jakaś wewnętrzna siła pchała mnie w ciemność, zmuszała do uspokajania i zbierania myśli na świeżym powietrzu. Była to pierwsza książka, która wywołała najprawdziwsze drżenie w moim sercu i taki nawał emocji, że po dziś dzień nie uleciały one z mojego umysłu...

Moje zbiory związane z Murakamim

Czytałam...
Jak do tej pory, mam za sobą 10 książek Japończyka:
Oraz przewodnik Anny Zielińskiej-Elliott - Haruki Murakami i jego Tokio.

Mogłabym zachłannie pochłonąć wszystkie książki Murakamiego - nie bez przyczyny mówi się o nich, że są uzależniające. Na powyższym zdjęciu widzicie jednak, że wydanych w Polsce książek Japończyka nie jest wiele (bo też nie spłodził on ich tyle, co King czy Kraszewski) - jakże miałabym żyć z myślą, że nie czeka mnie już żadne nowe spotkanie z Harukim? Aktualnie wciąż mam poczucie, że w zasięgu ręki mam jeszcze kilka znakomitych tytułów, gwarantujących niezapomniane przygody i nieznane dotąd emocje...

Cenię go za...
Niepowtarzalny styl, balansowanie na granicy magii i szarej rzeczywistości. Za hołd składany zwykłemu człowiekowi i ojczyźnie. Za muzykę obecną w każdej historii. Za dreszcze i łzy, niepokój i drżenie serca. Za dbałość o każdy szczegół w tekście. Za barwnych bohaterów i niezwykłe historie. Za nawiązania do innych dziedzin sztuki. Za pokazanie mi świata, który sprawia, że zapominam...

Źródło: guardian.co.uk

Największe marzenie...
Po pierwsze: żeby dostał Nobla.
Po drugie: żeby wciąż tworzył.
Po trzecie: żeby przyjechał do Polski - choćby się waliło i paliło, przybyłabym na spotkanie z Murakamim nawet tratwą, balonem albo autostopem.

Nowym czytelnikom...
Odradzam rozpoczynanie przygody z Japończykiem od zbiorów opowiadań - Ślepa wierzba... zawiera fragmenty poprzednich powieści, a Wszystkie boże dzieci tańczą jest - w mej opinii - jedną z najsłabszych książek w jego dorobku. Nie polecam również zaczynania od Norwegian Wood - książki znacznie odbiegającej klimatem od pozostałych dzieł Harukiego. Mój pierwszy, bardzo udany kontakt z prozą Murakamiego to wspomniane wcześniej Po zmierzchu - i choć nie każdy podziela moją opinię, uważam, że to właśnie od tego tytułu warto rozpocząć pierwsze spotkanie z prozą Harukiego.

Źródło: danielhertzberg.blogspot.jp

W moim życiu...
Nad łóżkiem, pod obrazami Salvadora Dali i między plakatami Audrey Hepburn, wisi niewielka podobizna mojego ulubionego pisarza - dokładnie ten portret - KLIK. W najdziwniejszych momentach wyobraźnia podpowiada mi następujący obraz, idealnie pasujący do świata Murakamiego: pisarz siedzi w swoim domu w Japonii, a jego portret nad łóżkiem nieświadomej czytelniczki, obserwuje każde z jej poczynań. To taki kanał łączący oba światy. I materiał na nową powieść, oczywiście ;) Bo przecież w świecie tego pana nic nie jest niemożliwe.

Warto poznać...
Strony związane z Japończykiem:

Źródło: flavorwire.com

Znacie twórczość Murakamiego? Należycie do jego zwolenników czy raczej nie rozumiecie szumu wokół jego osoby?

Jacy są Wasi ulubieni pisarze? Czy napiszecie o nich na swoich blogach?

Zapraszam!

Diet coaching. Poradnik dla wiecznie odchudzających się, Urszula Mijakoska

Diet coaching. Poradnik dla wiecznie odchudzających się, Urszula Mijakoska
Wydawnictwo: Edgard
Rok wydania: 2012
Stron: 184
Gatunek: poradnik
Oto książka, która już samym tytułem wygrywa na starcie. Połączenie modnych słów - coaching i diet ze zwrotem dla wiecznie odchudzajacych się jest w moich oczach skazane na sukces. Brzmi chwytliwie, brzmi modnie i ciekawie.

Zawężenie grupy potencjalnych odbiorców do miłośników diet jest z jednej strony rozwiązaniem dobrym, z drugiej jednak znacznie upraszcza sprawę, bowiem w przypadku publikacji Urszuli Mijakoskiej mamy do czynienia z książką, która idealnie nada się nie tylko dla tych, którzy pragną zgubić zbędne kilogramy, ale właściwie dla każdego, kto chciałby świadomie kierować swoim żywieniem i świadomie dbać o swoje ciało.

Diet coaching nie podpowie, jak zgubić 10kg w tydzień, jak zmniejszyć obwód pasa o metr w miesiąc czy jak bez ćwiczeń i wyrzeczeń spalić zbędne kalorie. To poradnik dla ludzi myślących, świadomych swojego ciała, pragnących zmian. Autorka uczy, jak się motywować, jak prawidłowo komponować posiłki, jak dbać o ciało i samodyscyplinę, jak nagradzać samego siebie i jak uruchomić swojego wewnętrznego diet coacha. Tak, tak - tutaj sami jesteśmy sobie sterem, żeglarzem i okrętem - nikt nie stoi z bacikiem nad głową, nikt nie popycha za plecami. Jesteśmy tylko my, wewnętrzny motywator i bardzo mądry poradnik, pełen wyważonych, profesjonalnych porad i opinii.

Diet coaching pozostawia daleko w tyle wszelkie cudowne poradniki dlatego, że zmusza do refleksji, a nie do bezmyślnego kierowania się cudownymi poradami. Tutaj podstawą jest zdrowie, a nie chudość. Myślenie, a nie zaślepienie. Nikt nikogo nie prowadzi za rękę, mówiąc: rano zjedz listek sałaty, w południe jabłko, na wieczór jogurt. Brak tu restrykcyjnych reguł, za których złamanie potrzebne byłoby samobiczowanie. Autorka przede wszystkim gromadzi cenne informacje, proponuje świetne ćwiczenia umysłowe i szereg rozwiązań, które ułatwią codziennie funkcjonowanie każdego, kto marzy o zdrowym ciele i zdrowym duchu.

Dla tych, którzy chcieliby gubić kilogramy mądrze.
Dla tych, którzy chcieliby konsumować świadomie.
Dla tych, którzy potrzebują pomocy w komponowaniu jadłospisu.
Oraz dla tych, którzy szukają zdrowych, mądrych rozwiązań dla siebie i swojego ciała.
Polecam!

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Edgard - wydawcy serii Samo Sedno.


Samo Sedno to seria nowoczesnych, praktycznych i podręcznych poradników, które trafiają w samo sedno. W serii znajdują się tytuły o tematyce m.in. biznesowej, parentingowej, psychologicznej czy dotyczącej zdrowego stylu życia i rozwoju osobistego.

literatura polska | recenzja | Urszula Mijakoska | literatura | recenzje książek

8 października 2012

Powrót do życia, Sandra Brown

Powrót do życia, Sandra Brown
Oryginał: Texas! Chase
Wydawnictwo: G+J
Rok wydania: 2012
Stron: 296
Gatunek: romans
Sandrę Brown kojarzyłam dotąd z kryminałami, wydawanymi w Świecie Książki, stąd po Powrocie do życia, po który sięgnęłam właściwie w ciemno, spodziewałam się czegoś zupełnie innego, niż w istocie otrzymałam. Nie należę ani do miłośników, ani do przeciwników romansów, toteż spędziłam z tą powieścią kilka całkiem przyjemnych godzin, mając jednocześnie świadomość, że prędko kolejny raz po romans Sandry Brown nie sięgnę.

Dlaczego?
- bo to historia maksymalnie przewidywalna i tendencyjna;
- bo bohaterowie są (w większości) ultranudni;
- bo brakowało tu ognia, pikanterii, zaskakujących zwrotów akcji, porywających momentów;
- bo świat wykreowany przez autorkę jest do bólu zwyczajny, smętny i bezbarwny.

Na plus - dynamika wydarzeń, pomysł na fabułę, portret psychologiczny głównej bohaterki i prosty język, który sprawia, że powieść pochłania się błyskawicznie. To takie dobre czytadło na zbyt długi wieczór lub zbyt nudne popołudnie. Zwyczajny czasoumilacz, który nie skłania do stawiania pytań i snucia refleksji, a jednak dostarcza prostej przyjemności z czytania.

Jeżeli potrzebujecie chwilowej rozrywki, czegoś prostego na rozluźnienie czy też czegoś, co nie będzie wymagało od Was żadnego wysiłku intelektualnego - polecam.

Moja ocena: 5/10
Za książkę dziękuję sklepowi internetowemu merlin.pl, kupicie ją tutaj.

literatura amerykańska | recenzja | Sandra Brown | literatura | recenzje książek
Pisarka amerykańska. Jest główną konkurentką Danielle Steel w dziedzinie tzw. literatury kobiecej, choć jej książki to literatura zdecydowanie wyższego lotu.

Urodziła się w 1948 roku w USA. Ukończyła anglistykę na Texas Christian University. Pierwsze kroki zawodowe stawiała jako modelka i prezenterka telewizyjna. Karierę literacką rozpoczęła pisując krótkie romanse i powieści historyczne pod kilkoma pseudonimami, m.in. jako Laura Jordan i Rachel Ryan. Od kilku lat publikuje pod własnym nazwiskiem, a jej utwory, współczesne romanse z wątkiem kryminalnym, regularnie pojawiają się na prestiżowych listach bestsellerów w USA i innych krajach.

Źródła: foto | opis

7 października 2012

Mały pamiętnik, José Saramago

Mały pamiętnik, José Saramago
Oryginał: As pequenas memórias
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Stron: 143
Gatunek: wspomnienia, autobiografie
Na pewno wielu z Was miało już okazję obcować z prozą portugalskiego noblisty. Ja kojarzę jedynie kilka tytułów - Miasto ślepców, Podróż słonia czy Miasto białych kart. Niestety, to tylko suche tytuły, bowiem z samymi powieściami nie miałam jeszcze styczności.

Czy po lekturze Małego pamiętnika (który pierwotnie miał nosić - mniej adekwatny - tytuł Księga kuszenia) sięgnę po dzieła Saramago? Z pewnością! Z tej niepozornej książeczki bije tyle mądrości, nostalgii i inspiracji, że grzechem byłoby pozwolić twórczości tak niezwykłego człowieka okryć się kurzem...
Wzruszające wspomnienia z dzieciństwa i młodości najbardziej znanego na świecie portugalskiego noblisty

José Saramago w wieku 84 lat opublikował pamiętnik, z pierwszych lat swojego życia. Urodzony w rodzinie ubogich, niepiśmiennych wieśniaków, od najmłodszych lat wykazywał niezwykłą wrażliwość na piękno dziewiczej przyrody rodzinnych stron. Opisy wędrówki przez gaje oliwne, pola czy bagna, galeria barwnych wiejskich postaci, przede wszystkim babci i dziadka, to jasna strona tej książki. Natomiast jej ciemną stroną są wspomnienia życia w Lizbonie, dokąd rodzice chłopca przeprowadzili się w poszukiwaniu pracy. Ten obraz nieco rozjaśniają zabawne opisy pierwszych doświadczeń erotycznych nastolatka. Zamknięty w sobie, już wówczas zaczął przejawiać zainteresowanie polityka i literaturą. Wtedy też napisał swój pierwszy wiersz.

Źródło: merlin.pl
José Saramago zaprasza w podróż po czasach swego dzieciństwa i dorastania. Opisuje szczeniackie przygody, pierwsze wybryki i stłuczone kolana, pierwsze fascynacje dziewczętami i kłótnie z kuzynami. Z rozrzewnieniem przypomina sobie i swemu czytelnikowi słodko-gorzkie podboje, które śledzi się raz to ze łzami w oczach, raz to z ogromnym uśmiechem. Jego opowieść jest niezwykle intymna i szczera, pełna autopoprawek, przelanego na papier głośnego myślenia, dedukowania i przypominania sobie faktów, które zatarły się gdzieś w pamięci.

Piękne jest to, że Saramago pragnie ocalić od zapomnienia miejsca, o których już się nie słyszy oraz ludzi, których już niewielu pamięta. Niezwykle barwnie opisuje wiejską rzeczywistość, biedę z jaką mierzyła się jego rodzina, a także historie, ludzi i miejsca, które stały się inspiracją dla jego późniejszych fantazji literackich.

Czytając Mały pamiętnik można odnieść wrażenie, że to kilka kartek, nieopatrznie wyrwanych z kalendarza. Nieco szorstki wydaje się zabieg nagłego rozpoczęcia i zakończenia wywodu. Bez przedmowy, bez wyjaśnień, z puentą, ale bez kropki nad 'i'. To taka gawęda wyrwana z większego fragmentu. Fragmentu, który aż chciałoby się poznać. Bo Mały pamiętnik to książeczka bogata w treść, ale odnosząca się zaledwie do ułamka życia portugalskiego noblisty. Poznajemy pierwszych kilkanaście lat jego życia - jeszcze bez literackich fascynacji, dopiero z pierwszymi maleńkimi próbami szczeniackiej pisaniny. Jego życiorys, nawet w tak niewielkim fragmencie, wzbudza całą lawinę emocji, ale wciąż nie jest tym, co chciałoby się najbardziej wiedzieć o pisarzu. Pragnęłabym więcej...

Moja ocena: 8/10
Za książkę dziękuję sklepowi internetowemu merlin.pl, kupicie ją tutaj.


literatura portugalska | recenzja | José Saramago | literatura | recenzje książek

Pisarz portugalski, otrzymał literacką Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury w roku 1998.

Saramago połączył w swoich dziełach mity, historie swojego kraju oraz surrealistyczne wyobrażenia.
Źródła: foto | opis

3 października 2012

Spójrz mi w oczy, Lisa Scottoline

Spójrz mi w oczy, Lisa Scottoline
Oryginał: Look again
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Stron: 488
Gatunek: thriller
Jaką książkę nazwę naprawdę dobrą? Taką, do której zasiadam wieczorem i którą odkładam o czwartej nad ranem. Taką, od której nic nie jest w stanie mnie oderwać. Czytałam wiele entuzjastycznych opinii o Spójrz mi w oczy Lisy Scottoline, ale to co dostałam, przerosło moje najśmielsze oczekiwania...
A gdyby okazało się, że twoje dziecko należy do kogoś innego?

Pewnego dnia Ellen Gleeson znajduje w skrzynce pocztowej ulotkę „Czy widziałeś to dziecko?”. Początkowo nie zwraca na nią większej uwagi i zamierza ją nawet wyrzucić, ale coś nie daje jej spokoju, zmusza, by spojrzeć na nią jeszcze raz. Widok mrozi jej krew w żyłach. Chłopiec z ulotki wygląda dokładnie tak samo jak jej adoptowany synek, Will. Rozum podpowiada jej, żeby zignorować całą sprawę, skoro adopcja została przeprowadzona całkowicie legalnie. Ale Ellen jest dziennikarką i nie potrafi przestać myśleć o tym zdjęciu. Musi odkryć prawdę, choć wciąż nie potrafi sobie odpowiedzieć na pytanie, co zrobi, jeśli okaże się, że Will to rzeczywiście uprowadzony chłopiec? Odda go jego biologicznym rodzicom czy spróbuje przy sobie zatrzymać? Ellen podejmuje bolesną decyzję o podjęciu prywatnego śledztwa i krok po kroku zaczyna odkrywać kolejne tropy, które na zawsze powinny pozostać tajemnicą. A kiedy niebezpiecznie zbliża się do prawdy, okazuje się, że stawką może być jej życie – i życie synka, którego tak bardzo kocha…

Źródło: proszynski.pl
Na początek uściślijmy kilka faktów - to nie jest arcydzieło literatury. To książka, którą dobrze się czyta, która napisana jest zajmująco i która nie zostanie nagrodzona Noblem, za to trafi do przeciętnego, wrażliwego, złaknionego życiowych historii czytelnika. A ponieważ powieści Scottoline podbijają listy bestsellerów, oznacza to, że takich czytelników nie brakuje.

I ja dołączyłam minionej nocy do ich grona, ponieważ dałam się porwać i zachwycić.

Wybaczam tej książce kilka nielogiczności, wybaczam przewidywalne zakończenie. Intrygująca fabuła, ogrom zaskakujących zwrotów akcji, stale podtrzymywane napięcie, pełna paleta różnobarwnych postaci, a do tego sprawnie poprowadzona akcja i świetnie skonstruowane dialogi - to wszystko składa się na interesującą całość, obok której nie można przejść obojętnie. Zwłaszcza, gdyby dodać do tego szereg problemów społecznych, o których zdecydowała się opowiedzieć Scottoline.

Spójrz mi w oczy to opowieść o różnych aspektach matczynej miłości. To opowieść o najtrudniejszych życiowych wyborach, o lawinie niespodziewanych zdarzeń, którą wywołać może jeden telefon, jedna rozmowa, jedna nieproszona myśl. Łatwo zatracić się w tej historii, przeżywać ją całym swoim jestestwem, odczuwać dreszcze na plecach i walczyć z natłokiem myśli w głowie i refleksji w sercu. To naprawdę wyjątkowa, przejmująca historia. Hipnotyzująca... Dajcie się jej uwieść.

Moja ocena: 8,5/10
PS. Okładka jest genialna - pozostawia daleko w tyle wydania z innych krajów.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.


literatura amerykańska | recenzja | Lisa Scottoline | literatura | recenzje książek
Lisa Scottoline – autorka licznych bestsellerów z listy „New York Timesa”, laureatka Nagrody Edgara, przewodnicząca organizacji Mystery Writers of America oraz pomysłodawczyni kursów Justice & Fiction na University of Pennsylvania Law School, dzięki którym zdobyła nagrodę dla najlepszego wykładowcy. Książki Scottoline zostały do tej pory wydane w nakładzie trzydziestu milionów egzemplarzy w trzydziestu dwóch krajach. Lisa mieszka w Pensylwanii w towarzystwie gromadki uroczych, choć niezbyt posłusznych zwierzaków. Zapraszamy na jej stronę www.scottoline.com.
Źródła: foto | opis

Żelazny Książę. Opowieść z Żelaznych Mórz, Meljean Brook

Żelazny Książę. Opowieść z Żelaznych Mórz,
Meljean Brook

Oryginał: The Iron Duke
Wydawnictwo: Dwójka bez sternika
Rok wydania: 2012
Stron: 439
Gatunek: steampunk
Steampunk. Przyznaję, klimaty zupełnie mi obce. Nie spotkałam się dotąd z literaturą tego nurtu, toteż z wielką ciekawością, ale i ogromny dystansem podchodziłam do Żelaznego Księcia. Nie było to łatwe spotkanie - docierałyśmy się z Meljean Brook kilka ładnych tygodni. Lekturę tej powieści wspominać będę jako wyjątkowo ciężką, ale też niezwykle intrygującą.
Gdy Rhys Trahaearn, zwany Żelaznym Księciem, uwolnił Anglię od Ordy, został narodowym bohaterem. W wolnej ojczyźnie zbudował handlowe imperium oparte na legendzie swojego imienia i ... strachu. Kiedy w pełen niebezpieczeństw świat Rhysa wkracza inspektor Mina Wentworth, która prowadzi śledztwo w sprawie ciała porzuconego na progu jego domu, Żelazny Książę postanawia, że Mina będzie jego kolejną zdobyczą.

Jednak Mina nie może ulec urokowi Rhysa. W jej żyłach płynie krew Ordy i mimo nanotechnologii ulepszającej jej ciało, żyjąc w nieprzyjaźnie nastawionym londyńskim społeczeństwie, ledwo wiąże koniec z końcem. Ten romans zrujnowałby jej karierę i rodzinę, ale prowadząc śledztwo, nie może Żelaznego Księcia unikać - a jego upór w dążeniu do celu sprawia, że trudno mu się oprzeć.

Źródło: merlin.pl
Kontakt z książką Meljean Brook pozwolił mi odkryć w sobie spore pokłady zainteresowania tego rodzaju klimatami fantastyki naukowej. Tło opowieści jest szalenie ciekawe - zarówno jeżeli chodzi o czas, jak i miejsce akcji - o dany moment historyczny, o życie społeczne, o technologie, wplecione w historię. Z niemałą ciekawością chłonęłam każdy element tej zajmującej układanki.

Niestety, sama fabuła wzbudza już mniejsze zainteresowanie. Składa się na to przede wszystkim:
  • nadmiar skomplikowanych powiązań i splątań - nagły wysyp nazwisk, nazw miejsc, urwanych wspomnień, które trudno ze sobą spleść w logiczną całość i które niełatwo przyswoić;
  • mnogość miłosnych wynurzeń i scen erotycznych, które raczej nie powinny stanowić głównego elementu historii;
  • zbędne rozwlekanie akcji, będące następstwem punktu poprzedniego - miłosne perypetie bohaterów tak długo figurują na pierwszym planie, że kwestia zapowiadanych zbrodni i kryminalnych zagadek właściwie odchodzi w zapomnienie;
  • szereg mało zaskakujących rozwiązań, słabe rozwiązanie najważniejszych wątków, przewidywalność.

Nie czyta się tej powieści łatwo. Choć opisy są niezwykle plastyczne, dialogi dynamiczne, a język autorki naprawdę przystępny - zebrane w całość niedociągnięcia składają się na dosyć nużącą całość. Ratują ją jedynie wspomniane wcześniej tło historyczno-obyczajowe, jak również doskonałe portrety bohaterów - zwłaszcza postaci głównej - inspektor Miny.

W Żelaznym Księciu odnajdą się wszyscy fascynaci epoki wiktoriańskiej, sci-fi, charakternych kobiet i dominujących mężczyzn oraz interesujących odkryć naukowych. Z jednej strony jest tu wszystkiego zbyt wiele, z drugiej muszę przyznać, że ta historia wciąż we mnie siedzi i dosyć mocno naznaczyła swoją obecność w mojej wyobraźni. Daje do myślenia, wywołując przy tym wiele emocji. Z pewnością będę wypatrywać kolejnych powieści Meljean Brook - naprawdę warto przyjrzeć się jej twórczości.

Moja ocena: 6,5/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Dwójka bez sternika.

literatura amerykańska | recenzja | Meljean Brook | literatura | recenzje książek