30 sierpnia 2012

Łatwy sposób na wąską talię - Twister

FIT-Kreatywa

Dziś w tematyce sprzętu sportowego chciałabym opowiedzieć Wam o twisterze - niewielkim urządzeniu, które może zdziałać cuda dla Waszych ud, brzucha i - przede wszystkim - talii. Spotkałam się dotąd z kilkoma rodzajami twisterów - niektóre mają wypustki i/lub magnesy czy liczniki, inne są niemal całkowicie płaskie, do jeszcze innych dodane są linki, których ja sama nie polecam, uważając je za zbędny, irytujący dodatek. Z innym rodzajem twisterów spotkacie się również na siłowni, ale im poświęcać uwagi dzisiaj nie będziemy :)

Jak makiem zasiał, Anna Trojan


Jak makiem zasiał, Anna Trojan
Wydawnictwo: Proszyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Stron: 262
Gatunek: kryminał
Bardzo lubię serię Asy kryminału Prószyńskiego - to już siódmy tom z tej kolekcji, który zagościł na mej półce. Półce, na której znajdują się mroczne thrillery, które po dziś dzień wywołują u mnie przyspieszone bicie serca i nieco mniej przerażające opowieści, których autorzy nie ustrzegli się błędów i schematyczności. Z podobnymi, ale i nieco innymi uchybieniami, do tego drugiego grona trafiła powieść Jak makiem zasiał Anny Trojan...
Mazowsze, koniec XIX wieku. Spokój niewielkiego miasta burzą mrożące krew w żyłach wypadki na cmentarzu. Pod osłoną nocy, w miejscu gdzie chowano ofiary cholery i ubogich z przytułku, ktoś rozkopuje groby i okalecza zwłoki. Działaniami policji kieruje doświadczony komisarz Połżniewicz. Mimo wzmożonych wysiłków „oprawca” długo pozostaje nieuchwytny. Dodatkowo pojawia się sprawa zniknięcia Adeli, córki rzeźnika, a niedługo potem osiemnastoletni student popełnia samobójstwo. Komisarza niepokoi dziwna koincydencja wszystkich wydarzeń. Tymczasem śledztwo w sprawie zbezczeszczenia ciał – zamiast zmierzać ku końcowi – poważnie się komplikuje. Wszystkie ślady prowadzą do szpitala dla obłąkanych, gdzie dzieją się przerażające rzeczy. Wkrótce pada kolejny trup. Tym razem chodzi o zabójstwo. Wydaje się jasne, że zbrodnia związana jest z profanacją grobów. Najwyraźniej, ktoś zdesperowany gotów jest mordować, by ukryć prawdę.

Źródło: proszynski.pl
Właściwie nie wiem, które cechy książki Trojan, mogłabym uznać za godne zachwytu. Może to, że udało się autorce dostosować język do czasów, w których osadziła akcję. Również to, że wykreowała bardzo ciekawe miasteczko, w którym nie brak zabobonów, ploteczek i skandali. Sam pomysł na fabułę też okazał się interesujący, a sposób prowadzenia narracji i budowania opisów całkiem frapujący.

Po przeciwnej stronie barykady staną słabe dialogi, schematyczni bohaterowie, brak logicznego uzasadnienia dla pojawienia się pewnych wątków i zachowań, nieumiejętne budowanie napięcia i ogólne odarcie historii z klimatu grozy i tajemnicy, który powinien się w tle unosić.

Powieść tę czyta się wyjątkowo lekko - bez ekscytacji, bez dreszczy emocji, bez lęku i bez przejęcia. Jest krótka, sprawnie napisana, akcja płynie jednostajnie, jak spokojny strumyk. Gdyby to nie miał być kryminał, uznałabym, że autorka pisze naprawdę dobrze. Ale ponieważ tylko powieliła parę charakterystycznych dla gatunku schematów, nie zapamiętam jej, jako twórczyni dobrych powieści z dreszczykiem...

Moja ocena: 5/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.

literatura polska | recenzja | Anna Trojan | literatura | recenzje książek


Przeczytaj recenzje innych tomów serii Asy kryminału (w kolejności od najwyżej ocenionej):


28 sierpnia 2012

Hanka. Historia pewnego pałacu, Monika Szczesiak


Hanka. Historia pewnego pałacu, Monika Szczesiak
Wydawnictwo: WFW
Rok wydania: 2012
Stron: 312
Gatunek: przygodowa
Jest magia, jest miłość, przyjaźń, przygoda. Są wielkie tajemnice i wielkie emocje. Do tego zachwycająca okładka i intrygujący opis fabuły. Czy można chcieć więcej?

Jak twierdzi tytułowa bohaterka "Historii pewnego pałacu", każde miasteczko powinno mieć swoją tajemnicę, żeby w jakiś sposób przyciągać turystów. Dzięki temu zawsze tętni życiem, a ludziom żyje się dostatnio, co dla Hanki ma szczególne znaczenie, ponieważ jej rodzina od lat prowadzi restaurację Stary Dąb. Tym razem chodzi o pałac i zaginiony skarb samozwańczego księcia, o rodzinną klątwę i zagadkę, która prowadzi aż na Czarny Ląd i sięga czasów, gdy biały człowiek dopiero odkrywał te tereny. W taką to historię wplątani zostają Hanka oraz jej wierny przyjaciel Staszek.

Źródło: wfw.com.pl

Historia pewnego pałacu to - w przeważającej części - powieść przygodowa z ciekawie zawiązaną intrygą, podszyta dużą dawką humoru - w większości na naprawdę dobrym poziomie. To tutaj stykają się ze sobą barwne epitety i kwieciste metafory z potocyzmami i błędami wszelakimi, czy zabawne dialogi z prostackimi wynurzeniami irytującej głównej bohaterki. Językowo nie jest to powieść stojąca na wysokim poziomie, ale warto poświęcić jej uwagę z kilku powodów:

- interesująco przedstawiony świat, w którym żyją bohaterowie;
- zręczne budowane napięcie;
- ciekawie nakreślone portrety wszystkich postaci;
- wplecenie w opowieść fascynujących legend i przypowieści;
- doskonałe sportretowanie społeczności małego miasteczka.

Przy Historii pewnego pałacu z pewnością nie będziecie się nudzić - ja z rosnącą ekscytacją przyglądałam się poczynaniom bohaterów, raz po raz układając w głowie scenariusze dalszych wydarzeń. Przyznać należy, że opowieść osadzono w naprawdę interesujących realiach, wikłając poszczególne postaci w ciekawie zdarzenia - poszukiwania skarbów, odkrywanie legend i tajemnic - czyż nie jest to sprawdzony sposób na ekscytującą lekturę?

I byłoby idealnie, gdyby nie - wspomniane wcześniej - liczne błędy i brak konsekwencji w operowaniu językiem. Gdyby nie słabe zakończenie i brak logicznego wyjaśnienia wielu wątków. Gdyby nie przymus odnalezienia rozwiązania głównych zagadek w ewentualnej kolejnej części książki...

Pomijając tych kilka nieścisłości i usterek, warto po Historię pewnego zamku sięgnąć. To opowieść naprawdę frapująca i zabawna. W sam raz na leniwe, letnie popołudnie czy deszczowy, jesienny wieczór. Ogrzeje Was i porwie, zapewniam!

Moja ocena: 7/10
Za egzemplarz z autografem dziękuję autorce.

literatura polska | recenzja | Monika Szczesiak | literatura | recenzje książek

24 sierpnia 2012

Ilustrowana szkoła gotowania. Kuchnia włoska krok po kroku


Ilustrowana szkoła gotowania.
Kuchnia włoska krok po kroku
Oryginał: A scuola di cucina. Attrezzi, tecniche, ricette e preparazioni di base illustrate step by step
Wydawnictwo: Jedność
Rok wydania: 2011
Stron: 512
Gatunek: kucharskie
Oto księga, która powinna znaleźć się w każdym domu. Jest pięknie wydana, bogato ilustrowana, szczegółowa i inspirująca. Miłośników włoskiej kuchni w naszym kraju nie brakuje, ale nawet jeśli nie każdy jest jej zwolennikiem, znajdzie w tej publikacji wiele przydatnych rad i uniwersalnych przepisów.

W książce znajdziemy krótki wstęp z objaśnieniami, słowniczek pojęć, indeks produktów i potraw, indeks przepisów oraz indeks ogólny. Przepisy, z kolei, podzielono na:
- ciasta i przygotowania wstępne (ciasto słone, ciasto słodkie, ryż, zboża, jajka),
- sosy (buliony, wywary, przyprawy, przetwory na słodko i słono),
- mięso (białe, czerwone, dziczyzna),
- ryby (+ mięczaki i skorupiaki)
- warzywa (owocowe i strączkowe)
- owoce (cytrusowe, egzotyczne i sezonowe),
- słodkości (kremy i dekoracje).

Wstęp do każdego z działów stanowi opatrzona fotografiami lista najpotrzebniejszych przyrządów kuchennych. Na kolejnych stronach, przedstawione są porady i przepisy podstawowe, a za nimi konkretne instrukcje na przygotowanie "dużych dań". Ta wstępna część poradnikowa, pozwala odkryć tajniki obchodzenia się z rybami, mięsem czy owocami oraz zawiera cenne wskazówki, jak modyfikować podstawowe przepisy.

Czego zabrakło mi w Ilustrowanej szkole gotowania to na pewno przepisy na zupy, które uwielbiam, a których jest tu naprawdę niewiele. Nie brak tu za to dań, które raczej nigdy nie pojawią się na moim stole - sałatka z ośmiornicy, zupa z małż czy ostrygi panierowane. Pomijając jednak owoce morza, za którymi nie przepadam i niektóre mięsa, o które w naszych sklepach trudno, większość receptur powinna zadowolić podniebienia Polaków. Warto odkrywać tajniki kuchni włoskiej, by pochwalić się czymś więcej, niż znajomością lasagne, spaghetti czy tiramisu.

Ilustrowana szkoła gotowania przyda się każdemu, kto nie do końca odnajduje się wśród garnków i mikserów. Autorzy zadbali o informacje, które stanowią "podstawy podstaw", a więc idealne dla tych, którym brak doświadczenia i obycia w kuchni. Przepisy nie są skomplikowane i przygotowanie nawet wyszukanych dań, nie powinno stanowić dla nikogo problemu. Warto sięgać po tak bogate książki i warto odkrywać uroki samodzielnego przygotowywania i smakowania potraw.

Wielu mówi, że uwielbia włoską kuchnię, ale jestem pewna, że dzięki tej księdze odkryją ją naprawdę i pokochają za coś więcej, niż kilka podstawowych dań...

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję sklepowi internetowemu merlin.pl, kupicie ją tutaj.

literatura włoska | recenzja | literatura | recenzje książek

A jeśli ciernie, Virginia C. Andrews


A jeśli ciernie, Virginia C. Andrews
Oryginał: If there Be Thorns
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Stron: 446
Gatunek: horror gotycki, saga rodzinna
Premiera: 19.09.2012
A jeśli ciernie to już trzecie spotkanie z bestsellerowym cyklem Dollanganger, autorstwa Virginii C. Andrews (tom I, tom II). Tym razem do głosu dochodzą synowie Cathy - Bart i Jory. Ich przejmująca opowieść odpowiada na kilka tłoczących się wcześniej w głowie pytań - czy Cathy i Chrisowi uda się zawiązać zdrowe relacje? Czy bohaterowie uciekną od dawnych koszmarów? Czy można spokojnie żyć, dźwigając na plecach ciężar traumatycznych doświadczeń?

Jak wynika z lektury - i tak, i nie.

Nie spotkałam dotąd pisarza tak wrażliwego i tak wiernie szkicującego portrety psychologiczne postaci. Umysły bohaterów są zaprezentowane czytelnikowi w pełnej krasie. Jego rolą pozostaje zatopienie się w ich zakamarkach, jak w śmierdzącym bagnie, które powoli zatruwa wszystkie komórki jego ciała. Ta wstrząsająca saga jest niczym innym, jak duszącą trucizną, w której tkwiła autorka, której poddają się bohaterowie i w której brodzi również czytelnik...

Lektura A jeśli ciernie jest cholernie trudną przeprawą - z bólem przyjmowałam cierpienie bohaterów, z przerażeniem obserwowałam zachodzące w nich zmiany. Buntowałam się i odwracałam głowę, kiedy bezwzględne pióro pisarki torturowało jej postaci. Ta książka to ocean okrucieństw, pułapka pełna cierni, brutalna gra, z której nikt nie może wyjść zwycięsko...

Virginia Cleo Andrews pokazuje, że zło tkwiące w człowieku przekazywane jest z pokolenia na pokolenie. Że niewiele trzeba, by dziecko stanowiło podobieństwo dziadków czy rodziców. By wsiąkało traumy, jakimi obarczeni są ci, którzy je wychowują. Wystarczy maleńki bodziec, by obudzić w kimś drzemiącego w nim demona. Demona koszmarów, które naznaczyły losy pradziadków, dziadków, rodziców i dzieci...

Gdybym miała zestawić A jeśli ciernie z poprzednimi tomami cyklu, ten jest na pewno najmroczniejszy i najbardziej poruszający. Jednocześnie odpycha i przyciąga, wywołuje przestrach i zgorszenie. Napisany jest nieco inaczej niż Kwiaty... czy Płatki... - prościej, ciut słabiej, ale jednocześnie dużo bardziej sugestywnie i prawdziwie. Boję się kolejnych tomów, przeraża mnie wyobraźnia autorki i to, jak okrutne portrety potrafią wyjść spod jej pióra...

Jeżeli nie boicie się szokujących książek, które wydzielają jad, wsiąkający pod skórę czytelnika - śmiało, sięgajcie po prozę Andrews, nie zawiedziecie się.

Moja ocena: 8/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki.


literatura amerykańska | recenzja | Virginia C. Andrews | literatura | recenzje książek

Cleo Virginia Andrews (06 czerwca 1923 - 19 grudnia 1986 r.), znana lepiej jako VC Andrews Virginia C. Andrews. Urodziła się w Portsmouth, Virginia , a zmarła na raka piersi w wieku 63 lat. Andrews pisała powieści typu gotyckiego horroru i sagi rodzinnej, obracające się wokół rodzinnych tajemnic i zakazanej miłości. Jej najbardziej znane powieści to słynny bestseller Flowers in the Attic (1979). Jej powieści zostały przetłumaczone na francuski , włoski , niemiecki , hiszpański , holenderski , japoński , koreański , turecki , grecki , fiński , węgierski , szwedzki , portugalski i hebrajski i są porównywane do powieści Susan Hill , Gwen Hunter i Nora Roberts.

Źródła: foto | opis

22 sierpnia 2012

Jeszcze jeden dzień, Fabio Volo


Jeszcze jeden dzień, Fabio Volo
Oryginał: Il giorno in più
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2012
Stron: 254
Gatunek: romans, psychologiczna
Na pierwszy rzut oka, wszystko przemawia przeciw tej książce - okładka jest mocno kiczowata, a opis zapowiada tendencyjną historyjkę z etykietą "harlequin". Oto kamyczki, które wrzucam do ogródka polskiego wydawcy - zagraniczne wydania postawiły na mniej oczywiste okładki i dużo ciekawsze opisy, co z kolei zagwarantowało włoskiemu pisarzowi i jego powieści popularność w całej Europie.

Budzik, kawa, tramwaj, biuro, siłownia, pizza-kino-seks. Krótkie romanse. Dzień podobny do dnia. Tak wygląda życie trzydziestoletniego Giacoma, który nie umie nikogo pokochać. A może boi się odrzucenia.

Pewnego ranka spotyka w tramwaju intrygującą dziewczynę. Codziennie przygląda się jej z rosnącym zainteresowaniem. Przez długie miesiące oboje pokonują w milczeniu tę samą trasę, a dla Giacoma tych kilka przystanków staje się najważniejszą częścią dnia. Nagle spostrzega, że zaczyna mu na kimś zależeć. Wreszcie nieznajoma zaprasza go na kawę, ale wtedy okazuje się, że pierwsza randka jest jednocześnie ich pożegnaniem, bo Michela wyjeżdża do Nowego Jorku...

Źródło: muza.com.pl

Co przemawia za powieścią Fabia Volo, to przede wszystkim brak cukierkowości - aby romans był znośny, dobrze, by autor nie przesadzał z lukrem. Co z kolei przemawia przeciw niej, to schematyczność. Choć całość brzmi świeżo i ciekawie, większość elementów tej historii opiera się na doskonale znanych i ogranych schematach.

Za ogromny plus uznaję wcielenie mężczyzny w rolę narratora. Męska perspektywa mocno mnie fascynuje, a nie zdarza się, niestety, zbyt często. To dzięki niej, zresztą, uznaję Jeszcze jeden dzień za powieść psychologiczną - z niezwykłą szczegółowością poznajemy bowiem przeżycia wewnętrzne bohatera, jego relacje ze światem, doznania i emocje. Na naszych oczach trzydziestoletni Giacomo dojrzewa - pozbywa się kompleksu matki, uczy się obdarzać uczuciami, wyzbywa lęków, wybacza sobie i innym grzechy przeszłości.

Nie dziwi mnie, że Fabia Volo okrzyknięto "ulubionym pisarzem włoskich trzydziestolatków" - jego bohaterowie buntują się przeciwko schematowi narzucanemu przez typowe, włoskie rodziny. Są wyzwoleni, żyją chwilą, podróżują i wyłamują się z narzucanych im ram. Do tego ich historia przypomina bajkę - tyle że dla dorosłych. Takie życie chciałoby wieść wielu. Tak niezwykłe momenty chciałby przeżyć chyba każdy. Oto gwarant literackiego sukcesu - przedstawić współczesną bajkę, z mocno autentycznymi bohaterami, seksem wylewającym się z każdej strony i sporą dawką humoru na wysokim poziomie. Nie daje to specjalnie wyszukanego czy zachwycającego efektu, ale literatura może przecież odwoływać się do najprostszych uczuć i po prostu bawić czy wzruszać...

Ja dałam się tej historii pochłonąć. Nie była to lektura lekka i "na jeden wieczór", ale na pewno warta jest uwagi - zarówno czytelników-kobiet, jak i czytelników-mężczyzn.

Moja ocena: 7/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza.



literatura włoska | recenzja | Fbio Volo | literatura | recenzje książek


PS. Zapomniałam wspomnieć, że bohaterowie słuchają naprawdę dobrej muzyki i dużo tej dobrej muzyki przewija się w powieści :)

16 sierpnia 2012

Zapraszam do stołu!

Po chwilowej absencji blogowej, powracam z recenzjami książek, które towarzyszyły mi w ostatnich dniach. Miłośników baśni odsyłam do opinii o Reckless Cornelii Funke, a fanów mocniejszych wrażeń do recenzji Pamiętam cię Yrsy Sigurðardóttir. Na dziś wieczór zaplanowałam również prawdziwą ucztę dla fanów gotowania, miłośników pysznego jedzenia i zwolenników książek kucharskich:

Barbecue. Podstawowe rodzaje grillów, przypraw i marynat gwarantujących sukces w gotowaniu na świeżym powietrzu, Stevan Paul
Oryginał: Barbecue. The essential grills, rubs and marinades for successful outdoor cooking
Wydawnictwo: Parragon
Rok wydania: 2009
Stron: 224
Gatunek: kucharskie
Sezon grillowy w pełni - warto więc zadbać o to, by obok klasycznej kiełbasy czy karkówki, wrzucić na ruszt coś nowego, ciekawego i smacznego. Inspiracji warto poszukać w tej solidnie i elegancko wydanej, bogatej w treść i atrakcyjne zdjęcia książce.

Barbecue to rodzaj przyjęcia na świeżym powietrzu - Anna Brandenburger (autorka wstępu) i Stevan Paul (autor przepisów) podpowiadają, jak od podstaw przygotować taką imprezę. Książkę otwierają zatem informacje odnośnie do grilla, potrzebnych sprzętów, zasad bezpieczeństwa i - przede wszystkim - organizacji przyjęcia przy grillu. Kolejnych dwieście stron to już baza przepisów na:
- klasyczne dania (np. steki, kiełbaski, żeberka, kurze udka),
- wykwintne potrawy (np. jagnięcina, kaczka, żabnica),
- burgery (mój ulubiony dział!),
- szaszłyki (ze wszystkich stron świata),
- przystawki i sosy,
- desery i napoje.
Całość zamyka indeks, podzielony według głównych składników dań.

Książka naprawdę robi wrażenie. Przepisy są różnorodne, dobrze opisane i zilustrowane. Nie wszystkie można przygotować łatwo i szybko, ale jeżeli chcemy uraczyć bliskich czymś zaskakującym, musimy włożyć w to nieco pracy i wysiłku. Jedzenie z grilla jest zdrowe i smaczne, warto nauczyć się umiejętnie je przygotowywać, by urozmaicać nie tylko imprezowy, ale i codzienny jadłospis.


Łatwe zupy, Dr. Oetker
Oryginał: Blitz Suppen
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Stron: 96
Gatunek: kucharskie
Zupy to mój absolutny faworyt codziennego menu. Uwielbiam je przygotowywać i uwielbiam je jeść. Zazwyczaj opieram się na kilku doskonalonych przez lata tradycyjnych recepturach - raczę więc rodzinę pieczarkową, brokułową, rosołem, kapuśniakiem czy grochówką (uwielbiam pomidorową, ale nie własną). Z wielką więc ciekawością sięgnęłam po Łatwe zupy - książkę, w której zapragnęłam odnaleźć inspirację do kolejnych kulinarnych eksperymentów (chociaż nie wszystkim zasmakowały moje cuda - porowa czy zupa z selera naciowego).

Podobnie, jak Łatwe makarony Dr. Oetkera (recenzja) i tę książkę otwiera lista dziesięciu hitów, wśród których znajdziemy przepisy na pomidorową, kartoflankę, fasolową czy delikatny rosół. Kolejne propozycje podzielono na:
- zupy klasyczne (np. cebulowa, ziołowa, paprykowa, serowa),
- zupy międzynarodowe (np. kokosowa, azjatycka, curry czy... pizzowa),
- zimne zupy na gorące dni (np. gazpacho, jogurtowa, marchewkowa).

Przepisy nie są skomplikowane, choć niektóre składniki nie będą raczej dostępne w osiedlowych sklepach i trzeba będzie włożyć nieco wysiłku w ich odnalezienie. Wykonanie to już - na szczęście - przyjemna i łatwa robota. Oczywiście o ile Wy i Wasi bliscy lubicie eksperymenty i niespodzianki kulinarne. Miłośnikom kuchni tradycyjnej na niewiele przydadzą się przepisy na takie szaleństwa, jak zupa kokosowa czy o smaku pizzy.

Każdą z propozycji można przygotować w zaledwie trzydzieści minut, choć moim zdaniem dobry wywar należy przygotowywać nieco dłużej. Jeżeli jednak mamy niewiele czasu, warto sięgnąć po któryś z przepisów i zawierzyć autorom, że rzeczywiście można zjeść smacznie, nie wkładając wiele czasu i wysiłku w przygotowanie posiłku.

Polecam!

Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki.



literatura amerykańska | literatura niemiecka | recenzja | Stevan Paul | Dr. Oetker | literatura | recenzje książek

Reckless. Kamiennie ciało, Cornelia Funke


Reckless. Kamienne ciało, Cornelia Funke
Oryginał: Reckless. Steinernes Fleisch
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2012
Stron: 349
Gatunek: dla młodzieży, fantasy
Niemiecką Rowling (jak nazywa się Cornelię Funke) było mi dane poznać dzięki mistrzowskiej powieści dla dzieci i młodzieży - Król Złodziei (recenzja), którą do dziś mam w pamięci i którą szczerze polecam znajomym (bez względu na wiek). Od świeżo wydanej w Polsce powieści Reckless. Kamiennie ciało oczekiwałam zatem tego, że porwie mnie i zauroczy, że sprawi, iż na parę godzin przeniosę się w inny wymiar, z którego szpony wyobraźni prędko mnie nie wypuszczą...

Jakub Reckless przez wiele lat żył po drugiej stronie lustra. Znajdował schronienie i dom w świecie, w którym nawet najposępniejsze baśnie są rzeczywistością, a zaklęcie nimfy zamienia człowieka w kamień. Wędrował przez góry i puszcze w poszukiwaniu magicznych skarbów dla cesarzy i królów. Pewnego dnia Jakub popełnił błąd i pozwolił, aby na drugą stronę lustra przeszedł również jego młodszy brat Will. Teraz ciało Willa powoli zaczyna zamieniać się w nefryt. Jakub ma bardzo mało czasu na uratowanie brata. Znalezienie lekarstwa będzie wymagało sprytu, odwagi, a wręcz szaleństwa…

Źródło: egmont.pl

W czasach, w których młodzież sięga głównie po powieści z nurtu paranormal romance, które dostarczają im ekscytujących wrażeń dzięki romansom wampirów, wilkołaków i innych dziwnych stworzeń, powieść tak baśniową i magiczną, jak Reckless niezwykle łatwo będzie docenić i pokochać. Albo odrzucić, jeśli preferuje się wyłącznie romantyczne opowiastki, jakich w ostatnich latach namnożono niezliczoną liczbę...

W powieści Funke miłość oczywiście się pojawia. Miłość braterska. Miłość nieodwzajemniona. Miłość, która może pokonać i śmierć, i nienawiść. Obok nich pojawiają się przyjaźń, lojalność, honorowość. Są też i oddanie, i odwaga, i szlachetność - pełen pakiet wartości, które charakteryzują wszelkie mądre powieści z przesłaniem. Reckless. Kamienne ciało w gronie takowych zdecydowanie się jednak wyróżnia - tutaj dobro nie zawsze zwycięża, do Śpiącej Królewny nie przybywa książę, a miłość czasem przegrywa. Brak tu schematyczności, brak oczywistych rozwiązań, za to zabawy z inteligencją i wyobraźnią czytelników autorka sobie nie odmówiła.


Cornelia Funke w jawny, często wręcz zuchwały sposób transponuje znane mity, baśni i podania. Nawiązuje do historii, miejsc, przedmiotów i bohaterów, które w kulturze stały się symboliczne, zyskały nieśmiertelność, utrwaliły w umysłach czytelników. Żaden z elementów tej barwnej układanki nie jest dobrany przypadkowo - każde imię, każda nazwa, każdy przedmiot i każda postać, wywołują konkretne skojarzenia z dobrze znanymi historiami i motywami. Choć komuś może wydawać się prostą sprawą wymieszać ze sobą kilka klasycznych baśniowych symboli i utkać z tego zgrabną całość - w mojej opinii Funke dokonała sztuki naprawdę niezwykłej - potrafiła z wielu cenionych motywów i własnych wizji stworzyć mieszankę zapierającą dech. Podane przez nią rozwiązania nie są oczywiste, a przekształcanie tego, co już znamy nie obyłoby się bez ogromnej dawki kreatywności, mądrości i literackiego talentu. Efektem tego jest pierwszy tom serii, która już teraz stała się bestsellerem w Niemczech, a w niedługim czasie może podbić świat. Zestawianie Funke z Rowling nie jest bynajmniej niezrozumiałym nadużyciem...

Reckless to dobrze napisana powieść, która pochłania bez reszty. Dorosłego czytelnika może miejscami uderzać pewna niedojrzałość czy prostota, ale warto przymknąć na nie oko i dostrzec uniwersalny wymiar tej historii. Myślę, że pokochają ją i młodsi, i starsi. I miłośnicy Harry'ego Pottera, i fani Pratchetta. Warto sięgać po powieści, które w zalewie tandety i miernoty, zdecydowanie się wyróżniają. Nie tylko treścią, ale i piękną szatą graficzną (nie brak tu współgrających z tekstem rysunków), o którą zadbała sama autorka - z wykształcenia ilustratorka książek.

Z wielką niecierpliwością wyczekiwać będę kolejnych tomów.

Moja ocena: 9/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Egmont.

literatura niemiecka | recenzja | Cornelia Funke | literatura | recenzje książek
Autorka książek dla dzieci i młodzieży, nazywana "niemiecką Rowling". Z wykształcenia pedagog oraz ilustratorka książek, pracowała jako przedszkolanka. Ilustrowanie książek zainspirowało ją do pisania własnych tekstów.
Źródła: foto | opis




Zajrzyjcie na corneliafunke.com - pisarka może pochwalić się naprawdę rewelacyjną stroną!

13 sierpnia 2012

KKD #13: Polska organizatorem Igrzysk Olimpijskich

Klub Dyskusyjny

#13: Polska organizatorem Igrzysk Olimpijskich

W ostatnich tygodniach oczy całego świata skierowane były na Londyn, który stał się areną Igrzysk XXX Olimpiady. Wiele miejsca, czasu i energii mogłabym przeznaczyć na dyskusję poświęconą aspektowi sportowemu tego wydarzenia, ale że kreatywa traktować ma przede wszystkim o kulturze innej niż fizyczna, na organizację Olimpiady chciałabym - przy Waszym wsparciu - spojrzeć z nieco innej perspektywy...

7 sierpnia 2012

Pamiętam cię, Yrsa Sigurðardóttir


Pamiętam cię, Yrsa Sigurðardóttir
Oryginał: Ég man þig
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2012
Stron: 318
Gatunek: horror
Horrorów nie czytuję i nie oglądam. Ten stan utrzymuje się od wielu lat, bowiem wyrosłam z zamiłowania do dostarczania sobie niepotrzebnej dawki lęku. Yrsa Sigurðardóttir jakiś czas temu zauroczyła mnie swoją powieścią Spójrz na mnie (recenzja) toteż właśnie dla niej i dla jej horroru Pamiętam cię postanowiłam zrobić wyjątek. Opis i kilka recenzji, na które rzuciłam okiem uprzedzały, że jest to historia wyjątkowo mroczna i przerażająca. Kiedy więc wczorajszego wieczora zerwała się burza, wiatr atakował moje okno, a żarówki niepokojąco migały, z przestrachem odłożyłam książkę na bok. Dziś okazało się jednak, że wcale nie było się czego bać...

Trójka bohaterów remontujących stary, opuszczony dom na północy Islandii ma wrażenie, że ktoś kręci się w pobliżu. Psychiatra z prowincjonalnego miasteczka usiłuje dociec, kto i po co bazgrze po ścianach przedszkola. Niepokoi się, bo wiele lat wcześniej podobny akt wandalizmu miał miejsce tuż przed tajemniczym zniknięciem małego chłopca.

Te dwie zagadki splotą się w najbardziej niewiarygodny sposób i sprawią, że bojaźliwie zajrzymy za ciężką zasłonę oddzielającą bezpieczną rzeczywistość od…

Opis z okładki

Pomysł na fabułę islandzka autorka miała naprawdę genialny. Odpowiednio budując napięcie potrafiła poprowadzić jednocześnie dwie różne historie, które ostatecznie udało jej się szokująco i umiejętnie spleść ze sobą. Z pozoru niepowiązane fragmenty układanki, rozgrywające się na przestrzeni kilkudziesięciu lat, w powieści Sigurðardóttir układają się w spójną i logiczną całość, choć nie da się ukryć, że po drodze pisarka wiele razy pobłądziła niepotrzebnie gmatwając i tak już zawiłą akcję. Nie wspominając o kilku naprawdę mało istotnych fragmentach, które w kontekście całej historii okazały się mało przydatne i nieco bezsensowne...

O największej sile Pamiętam cię stanowią sugestywne i niezwykle plastyczne opisy, oddziałujące na zmysły i emocje czytelników. Zadziwiająco łatwo przyszło mi wczucie się w skórę bohaterów razem z którymi wzdrygałam się i emocjonowałam. Choć nie lękałam się aż tak mocno, jak obiecywały recenzje i opisy, i tak całą sobą rejestrowałam przeżycia i emocje bohaterów. Brakowało mi ostatnio mocniejszych wrażeń, a tak interesująca opowieść stojąca na pograniczu horroru i kryminału dostarczyła mi wielu mocnych doznań, które na długo pozostaną w mojej pamięci.

Literacko Pamiętam cię pozostaje daleko w tyle za Spójrz na mnie. Gdybym przygodę z Sigurðardóttir zaczynała od najnowszej powieści, z pewnością uznałabym, że autorka ma świetne pomysły, ale brakuje jej dobrego warsztatu. Językowo Pamiętam cię wypada słabo i topornie. Gdyby nie odpowiednio dawkowane napięcie i ciągła chęć brnięcia dalej w snute historie, kiepski język i mało dynamiczne dialogi (+ cała paleta literówek i błędów wszelakich) z pewnością zniechęciłyby mnie do lektury. Być może jest to kwestia tłumaczenia, być może słabszej formy autorki - cokolwiek by to nie było nie świadczy dobrze o tej powieści.

Na szczęście silne oddziaływanie na emocje, ciekawe portrety psychologiczne bohaterów i szalenie interesująca fabuła sprawiają, że z dużym zaangażowaniem zachęcać będę do sięgania po najnowszą powieść królowej skandynawskiego kryminału. Jestem pewna, że książka ta dostarczy Wam niesamowitych wrażeń i przez długi czas nie pozwoli o sobie zapomnieć.

Moja ocena: 7,5/10
Za powieść dziękuję wydawnictwu Muza.



literatura islandzka | recenzja | Yrsa Sigurðardóttir | literatura | recenzje książek
Pisarka islandzka, absolwentka inżynierii budowlanej na Uniwersytecie Islandzkim. Pracowała na budowie największej tamy w Europie (Karahnjukur).

Szwedzki tygodnik "Allas" nazwał autorkę nową królową powieści kryminalnej.

Yrsa jest zamężna i ma dwójkę dzieci. Na zaproszenie wydawnictwa MUZA SA autorka gościła w Polsce w 2008 r.
Źródła: foto | opis

PS. Na Platformie Strachu znajdziecie ciekawy wywiad z autorką.

5 sierpnia 2012

Tajemnica Abigél, Magda Szabó

Tajemnica Abigél, Magda Szabó
Oryginał: Abigél
Wydawnictwo: Bona
Rok wydania: 2012
Stron: 351
Gatunek: literatura młodzieży
Gdyby przywołać kilka prostych skojarzeń z Tajemnicą Abigél (wojna, pensja, dziewczęce dylematy), można by pomyśleć, że to powieść banalna, jedna z wielu sobie podobnych. Sama przywołuję w myśli kilka tego rodzaju historii i kilka zbliżonych bohaterek, jednak uznając Tajemnicę... Magdy Szabó za powieść wyjątkową i na tle innych wybijającą się stuprocentowo.

Opisu wydawcy przytaczać nie będę, bowiem skupia się on zaledwie na wprowadzeniu powieści, a więc i tak niewiele Wam powie. W skrócie nakreślę zatem, że beztroskie życie Giny Vitay ulega nagłemu przeobrażeniu, kiedy z dnia na dzień ojciec, nie mówiąc o tym niemal nikomu, wywozi nastolatkę na oddaloną pensję, którą - nie bez przyczyny - nazywa się więzieniem. Bywająca na dorosłych przyjęciach i podróżująca po całym świecie dziewczyna musi błyskawicznie przystosować się do życia za wielkimi murami, gdzie cnotliwość zakazuje głośnego śmiechu czy ubioru innego, niż bury, bezkształtny fartuch. Gdzie nawet szczoteczka do zębów nie może wyróżniać się niczym na tle innych szczoteczek. Gdzie przyjdzie bohaterce zmierzyć się z własnymi słabościami, siłą niepokornego charakteru i nieujarzmionego temperamentu.

Giny Vitay nie można nie polubić - to przykład uroczej, nieco nieokrzesanej, piekielnie inteligentnej i charakternej nastolatki, która doprowadza do szału grono pedagogiczne, raz po raz pakując siebie i swe solidarne koleżanki w przeróżne tarapaty. Samej pensji również nie da się nie lubić - choć narzucany tam rygor może budzić zgrozę, to jednak zapewnienie dziewczętom azylu, bezpiecznej przystani, z dala od polityczno-wojennych rozgrywek jest nie do przecenienia. W gronie pedagogicznym nie brakuje interesujących postaci, a szkolna rzeczywistość i bawi, i wzrusza. No i jest jeszcze rzeźba Abigél, która - jak mówią legendy - potrafi spełniać marzenia...

Powieść Magdy Szabó zderza ze sobą świat brudnej wojny z pełną ciepła i magii rzeczywistością, kreowaną na - zdawałoby się - ponurej i rygorystycznej pensji. Banda wspaniałych dziewcząt potrafi z powodzeniem ubarwiać świat, który z założenia miał być czarno-biały, pozbawiony wygód i radości. Pensjonarki przypominają czytelnikowi o dziecięcych figlach, przedstawiając niezliczone pomysły na rozrywki, którym obowiązkowo towarzyszy dreszczyk emocji. Na pensji Matuli nie wolno przecież robić kawałów i bawić się poza wyznaczonymi przez system godzinami...

Gdzieś w tle raz po raz zgrabiałą ręką macha do czytelnika wojna. Jej ślady pojawiają się to tu, to tam, nie wychyla się jednak ona na plan pierwszy. Bez tła historyczno-politycznego powieść Szabó straciłaby cały sens, ale ważne jest to, że autorka nie czyni wojny jedną z bohaterek. Wiemy, że gdzieś-tam się ona rozgrywa, że ma wpływ na każdą decyzję Giny i jej ojca, ale w Tajemnicy Abigél kojarzyć się może ona z ekscytującą działalnością opozycyjną i szlachetnością generała. Jako że książka skierowana jest do młodzieży, autorka postanowiła oszczędzić czytelnikom wybuchów bomb, piekła i krwi. Dopiero na ostatnich kartach tej historii wojna wdziera się w umysły Matulanek. Ale wtedy zmienia się właściwie wszystko - tajemnice zostają odkryte, wielu bohaterów ulega przeobrażeniu, wiele wcześniej rozgrywających się wydarzeń układa się w całość i nabiera sensu.

Co jest piękne w powieści Szabó to jej uniwersalność - doskonale w przedstawionej rzeczywistości odnajdą się zarówno dorośli jak i młodsi czytelnicy. Może bardziej kobiety i dziewczęta, niż chłopcy i panowie, ale - z całą pewnością - nie jest to książka, którą można dopasować do konkretnego szablonu i oznaczyć jednoznacznymi etykietami. Tak pięknie opowiedziane, rozczulające i poruszające historie mogą trafić zarówno do serce piętnastolatki, jak i czterdziestolatka. Warto spróbować, bowiem od lat ten tytuł elektryzuje i zachwyca, u starszych pokoleń wywołując przyspieszone bicie serc...

Moja ocena: 9,5/10
Za książkę dziękuję sklepowi internetowemu merlin.pl, kupicie ją tutaj.

literatura węgierska | recenzja | Magda Szabó | literatura | recenzje książek
Ukończyła Uniwersytet w Debreczynie i uzyskała uprawnienia do nauczania łaciny i węgierskiego. Wyszła za mąż w 1947 r. za Tibora Szobotkę, tłumacza i pisarza.

Podczas najciemniejszych lat komunizmu na Węgrzech, pomiędzy 1949 a 1958 r., zabroniono publikowania jej prac. Od tej pory zaczęto prześladować również jej męża, przez co był bezrobotny. Magda Szabó nauczała w tym czasie w szkole publicznej.

W czasie mimowolnego milczenia artystycznego przerzuciła się z poezji na prozę.

Otrzymała sporo nagród na Węgrzech. Jej książki zostały przetłumaczone na wiele języków i trafiły do 42 krajów na całym świecie.


Źródła: foto | opis

1 sierpnia 2012

Zwiedzając Muzeum Powstania Warszawskiego...

W taki dzień, jak dziś, chciałabym zabrać Was na wirtualną wycieczkę po Muzeum Powstania Warszawskiego.

Za 1944.pl:

Muzeum Powstania Warszawskiego otwarto w sześćdziesiątą rocznicę wybuchu Powstania, jest wyrazem hołdu warszawiaków wobec tych, którzy walczyli i ginęli za wolną Polskę i jej stolicę. Mieści się w dawnej elektrowni tramwajowej, zabytku architektury przemysłowej z początku XX w. u zbiegu ulic Przyokopowej i Grzybowskiej na Woli.

Aby było to muzeum nowoczesne, sięgnęliśmy po sprawdzone doświadczenia zagraniczne, za wzór posłużyły m.in. Holocaust Memorial Museum w Waszyngtonie i Muzeum Terroru w Budapeszcie. Chcielibyśmy przede wszystkim oddać klimat tamtego czasu, odtworzyć atmosferę powstańczej Warszawy, pokazać nie tylko militarne dzieje 63 dni walk, ale także życie codzienne ludności cywilnej. Tylko w taki sposób możliwe jest dotarcie do głównej grupy celowej, jaką jest młodzież. Ma im opowiedzieć historię Powstania we wszystkich aspektach i przekazać jego sens.

Kiedy odwiedzałam to miejsce przed trzema laty, było to jedno z najbardziej niesamowitych przeżyć, z jakimi miałam do czynienia. Piękniejszego i doskonalej zorganizowanego muzeum w życiu nie widziałam. Jeżeli będziecie w Warszawie, koniecznie wygospodarujcie kilka godzin, na odwiedzenie tego niesamowitego miejsca.

Kilka migawek z mojej wizyty (warto kliknąć, by powiększyć):


Znacie to miejsce? Jakie wywarło na Was wrażenie?