30 czerwca 2012

Prawdziwe życie, Ferenc Máté


Prawdziwe życie, Ferenc Máté
Oryginał: A Real Life
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Stron: 256
To nie będzie zwyczajowa, rozbudowana recenzja, ponieważ do czynienia mamy z książką, którą bardzo trudno sklasyfikować, ocenić i przedstawić. Zainteresowani po prostu sami powinni po nią sięgnąć i przekonać się, co też ma do powiedzenia autor bestsellerów Winnica w Toskanii i Wzgórza Toskanii.
Od wydawcy:

Do czego doprowadziła nas pogoń za amerykańskim snem? Do finansowej niepewności i wyobcowania. Jesteśmy bezradni bez swoich bezprzewodowych zabawek, coraz bardziej odizolowani, mamy nadwagę i ciągłą depresję. Ale nie rozpaczajcie, odrodzenie jest blisko. W swoim apelu o autentyczne, namiętne, pełne ruchu życie

Ferenc Máté wzywa nas do ponownego przemyślenia znaczenia takich pojęć, jak „sukces”, „poczucie bezpieczeństwa” i „postęp technologiczny”, i każe zastanowić się nad tym, jak pracujemy, jemy, bawimy się i kochamy.

Źródło: proszynski.pl
Nie miałam dotąd okazji zetknąć się z twórczością pana Máté, więc pierwszym, co mnie spotkało, było ogromne zaskoczenie. Kompletnie nie tego spodziewałam się po tej książce. Zaczęło się więc od lekkiego rozczarowania, podszytego nutką irytacji. Do tego doszedł dosyć toporny początek, który radował mnie tylko w jednym fragmencie - wtedy, gdy autor bezpośrednio cytował mojego ulubieńca, Malcolma Gladwella. Prawdziwe życie w ogóle obfituje w cytaty - zarówno z poprzednich książek Máté, jak i różnych myślicieli i badaczy. To sprawia, że książka ma charakter mocno naukowy. Oczywiście nie jest napisana trudną do zrozumienia mową, bo i trudno o taką, kiedy autor pisze o pielęgnowaniu ogródka, hodowaniu wina, budowaniu domu, zacieśnianiu relacji z rodziną itd. Główne przesłanie jego książki brzmi zmień swoje życie - Máté nawołuje do poszukiwania zdrowia, szczęścia i spełnienia.

Milutko.

Człowiek mówi wiele mądrych rzeczy, przywołuje dziesiątki interesujących historii i przedstawia sporo cennych rad. Rozdziały o hodowaniu warzyw i urządzaniu kuchni zafascynowały mnie niesamowicie. Ale nie zmienia to faktu, że razem z pozostałą częścią książki stanowią raczej zlepek mało odkrywczych poglądów, które - pozwolę sobie na mały żart - mogliby wygłosić: mój sąsiad, pani z bazaru, a nawet mój pies, tylko użyliby do tego innego słownictwa. No i bez wielkich nazwisk (choć mój pies zawdzięcza imię legendzie brazylijskiej piłki, więc nie jest jeszcze tak źle) nie mogliby ich wydać.

Nie twierdzę, że jest to książka zła - zapałałam nawet dzięki niej do pana Máté sporą sympatią, bo to mądry, oczytany człowiek, który w swoich poglądach ma wiele racji. Zmierzam jednak do tego, że podobne spojrzenie na życie ma wielu ludzi, którym kompletnie na nic się ta książka nie przyda. No, chyba że nie wiedzą w jakich porach roku dostępne są sezonowe warzywa w ogrodzie - w takich przypadkach jednak dla stosownej tabelki wystarczy wyrwać 254. stronę książki Prawdziwe życie.

Powyżej puściłam do Was kilka razy oczko, ale jeżeli mam być jednak poważna, to polecam tę książkę każdemu, kto zagubił się nieco we współczesności i nie wie, jak zacząć żyć w zgodzie z naturą i samym sobą. Apel Ferenca Máté powinien Was zmobilizować, popchnąć do działania i tchnąć w Was nadzieję. Każdemu z Was życzę, abyście osiągnęli takie spełnienie, jakie udało się autorowi.

Moja ocena: brak
...bo naprawdę nie wiem, jak ocenić.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.

28 czerwca 2012

Jak urodzić i nie zwariować (2012)

Jak urodzić i nie zwariować
reż. K. Jones • USA, 2012
Film nakręcony na podstawie serii poradników – tego jeszcze nie było! Produkcja najeżona wielkimi nazwiskami – to już znamy bardzo dobrze. Czy umieszczenie w obsadzie całej gamy superpopularnych twarzy jest gwarantem sukcesu? Nie zawsze. W tym przypadku jednak doskonale się sprawdziło.

Ciążowe dylematy mają charakter uniwersalny – zawsze znajdzie się spore grono potencjalnych zainteresowanych tym tematem. Ci, którzy mają, spodziewają się albo planują potomstwo, powinni tłumnie ruszyć do kin na film, który ma im podpowiedzieć, jak nie zwariować, kiedy rodzicielstwo zbliża się wielkimi krokami. I choć w rzeczywistości polskie tłumaczenie tytułu nie oddaje sensu filmu Kirka Jonesa, to jednak faktycznie jest to idealna produkcja dla wszystkich, których myśli krążą wokół rodzicielstwa.


W filmie w zadziwiający sposób krzyżują się losy pięciu par i ich przyjaciół – jedni planują dzieci od lat, inni nie planują wcale. Ale ponieważ życie bywa przewrotne, tatusiem zostanie podstarzały kierowca rajdowy, gwiazdor telewizyjnego show czy popularny babiarz. I zanim każdy z potencjalnych rodziców odkryje, że tacierzyństwo i macierzyństwo jest autentycznym cudem, wiele złego i dobrego będzie musiało się wydarzyć…

Prostych i lekkich historii o trudach ciąży i rodzicielstwa było niezliczenie wiele. To łatwy do obrobienia temat – można ugryźć go na poważnie, można zrobić z niego powalającą na łopatki komedię. Kirk Jones postawił na miszmasz, który sprawia, że jego film nie wpisuje się w żaden konkretny schemat, dostarcza nie tylko radości i wzruszeń, ale i prowokuje do dyskusji, zmusza do refleksji. W żadnym punkcie film nie odkrył przede mną niczego nowego, żaden z wątków nie okazał się zaskakujący, ale film jako całość wypada wyjątkowo świeżo, interesująco i miło. Jest ciepły i sympatyczny, miejscami bolesny i ściskający za gardło, miejscami naprawdę śmieszny.


Przedstawiając w stuminutowym filmie losy kilkunastu osób, łatwo było wpaść w pułapkę powierzchowności i niedokładności. Tymczasem scenarzystkom (Shauna Cross, Heather Hach) udało się każdego z bohaterów sportretować naprawdę wyjątkowo dogłębnie – znamy ich lęki i pragnienia, stają się nam oni bliscy i wzbudzają czułość, sympatię czy niechęć. Choć to ostatnie uczucie pojawia się tylko chwilami, ponieważ całość obrazu ma charakter miły i przyjemny. Może nie sielski i anielski, ale na pewno rozczulający i sympatyczny.

Z całego panteonu gwiazd osadzonych w tej produkcji, najbardziej przekonała mnie do siebie znana z filmu Zmierzch Anna Kendrick, a zaraz za nią bardzo wyraziste - Elizabeth Banks oraz Brooklyn Decker. Z panów świetnie wypadli Ben Falcone oraz Rodrigo Santoro. Specjalnie trudnych ról nie mieli ani Cameron Diaz, ani Chace Crawford, ani Matthew Morrison czy Dennis Quaid, za to potencjału swojej postaci w żaden sposób nie wykorzystała Jennifer Lopez, która - gdyby nie nadrabiała urodą – wypadłaby naprawdę blado. Spośród osobowości przewijających się w tle całej historii, z dobrej strony zaprezentowali się również Thomas Lennon oraz Rebel Wilson.


Choć przeniesienie na ekran tak specyficznego tworu, jakim jest poradnik, nie jest zadaniem łatwym, to jednak twórcom Jak urodzić i nie zwariować udało się doskonale wybrnąć z tego wyzwania. Stworzyli film ciepły i refleksyjny, zabawny i wzruszający. Może nie odkrywczy, może nie zaskakujący, ale na pewno wart uwagi i interesujący. Barwne postacie, znakomita muzyka, niebanalne przestrzenie i ciekawe historie – tak krótko można podsumować film Kirka Jonesa. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy są, będą, bądź pragną być rodzicami – spośród całej palety charakterów, na pewno znajdziecie takie, z którymi będziecie mogli się identyfikować. Polecam!

Moja ocena: 7/10

Zdjęcia i plakaty pochodzą ze strony FilmWeb.

Arystokracja. Polskie rody, Marcin K. Schirmer


Arystokracja. Polskie rody, Marcin K. Schirmer
Wydawnictwo: PWN
Rok wydania: 2012
Stron: 318
Gatunek: historia, albumy
Tym, za co najbardziej cenię książki Wydawnictwa Naukowego PWN jest przede wszystkim estetyka. Nie spotkałam u innych wydawców takiej staranności i dbałości o piękne wydania. Wiele książek PWN stanowi ozdobę moich półek i nie inaczej jest z Arystokracją Marcina Schirmera.

Książka podzielona jest na dwie części - na pierwszą składa się krótki rys historyczny dziejów polskiej arystokracji (od procesu jej powstawania, przez kształtowanie w czasach I Rzeczypospolitej, po rozbiory, międzywojnie i współczesność). Z rozdziału tego dowiemy się również, jakie warunki należało spełniać, by stać się magnatem oraz jak po dziś dzień walczy się o zwrócenie tytułów szlacheckich i majątków.


Na drugą część składa się prezentacja najbardziej znanych rodów arystokratycznych naszego kraju, m.in. Branickich, Czartoryskich, Krasińskich czy Radziwiłłów. Sportretowane zostały tutaj najciekawsze i najbardziej znaczące osobowości danych rodów oraz zarysowane zostały dzieje ich familii. Nie są to obrazy pełne, ale bogactwa nie można im odmówić - autor sięga do wielu źródeł historycznych, przedstawia liczne fotografie i interesujące anegdoty.

Książka jest bogato ilustrowana - obfituje w zdjęcia, ryciny i obrazy, wydana została z pełną starannością. Poważnym uchybieniem publikacji jest jednak brak indeksu nazwisk, który w tego typu wydaniach jest punktem właściwie obowiązkowym. Książka, w której padają setki nazwisk powinna być opatrzona indeksem, który ułatwiałby korzystanie z niej - bo choć wiadomo, które nazwisko do jakiego rodu jest przypisane, to jednak czasem o losach niektórych autor pisał również w innych częściach tekstu, co oznacza, że dotarcie do nich bez stosownego spisu nazwisk, może okazać się zadaniem żmudnym i męczącym.


Arystokracja. Polskie rody to lektura obowiązkowa dla miłośników polskiej historii, sztuki i kultury oraz - przede wszystkim - genealogii. Często nie zdajemy sobie sprawy, że ulubieni poeci, aktorzy czy pisarze należą/należeli do najznamienitszych rodów naszego kraju. Warto być ciekawym świata i sięgnąć po tę publikację - nie zanudzi Was, zapewniam!

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu PWN.


literatura polska | recenzja | Schirmer Marcin | literatura | recenzje książek

Top 10: ulubione symbole dzieciństwa

top 10 kreatywa

Uwielbiam przenosić się myślami do czasów, kiedy byłam dzieckiem - kojarzą mi się z leżeniem na trawie, graniem w piłkę, zabawą w podchody i smakami, których nie spotkałam już nigdy później. Poniżej mój subiektywny przegląd hitów dzieciństwa (bez książek, tak jak się umawialiśmy).

Magazyn Kontury, 1/2012


Magazyn Kontury
marzec 2012, #1
Stara prawda głosi, że oceniać po okładce nie wypada. Ale jak tu powstrzymać zachwyt, kiedy pierwszym, co rzuca się w oczy jest piękna grafika? Gdybym tylko na jej podstawie wyciągała wnioski, nazwałabym Kontury magazynem wybitnym, ale że takich rzeczy robić mi nie wolno, ochoczo zajrzałam do środka, a tam... góry i doliny, o!

Magazyn podzielony jest na działy: proza, poezja, publicystyka i krążek CD. O stuprocentowym zadowoleniu powiedzieć mogę przede wszystkim w przypadku poezji, która idealnie do mnie trafiła oraz o dziale ostatnim, przepełnionym znakomitymi wywiadami. W przypadku opowiadań i publicystyki można mówić o nierównym poziomie - znajdują się tu bowiem teksty lepsze i gorsze oraz zupełnie zbędne, choć oczywiście to, co mnie nie przekonuje, może wzbudzić zachwyt u innych i odwrotnie.

Bardzo żałuję, że poezji poświęcono w Konturach tak niewiele miejsca, ale wierzę, że w następnych numerach znajdzie się więcej twórców chętnych do prezentowania swoich lirycznych oblicz. Cieszy mnie za to obfitość w dziale publicystycznym oraz w wywiadach. To tutaj zresztą znalazł się mój faworyt tego numeru - wywiad z Moniką Kanigowską - właścicielką wydawnictwa COMM, która opowiada o działalności małych wydawnictw, słynnym konflikcie z Empikiem i wizją dalszych losów jej firmy.

Tym, co zaskoczyło mnie najbardziej, okazała się obecność w Konturach wątków filmowych i muzycznych. Spodziewałam się, że będzie to magazyn stricte literacki, tymczasem okazał się on ciekawym ogólnokulturowym tworem, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Zwłaszcza miłośnicy tego, co mało znane, nie promowane nachalnie w mediach - muzyki alternatywnej, ambitnego kina czy debiutów literackich.

Do magazynu dołączona jest płyta CD, zawierająca "trzy główne części: Składankę muzyczną Audio CD, Prezentację multimedialną - Kontury, Gry dla dzieci - Konturki." Cytuję za stroną internetową kontury.net, ponieważ sama nie miałam jak odpalić jej w swoim laptopie (z winy mojej, nie samej płyty).

Kontury to interesujący magazyn z potencjałem. Bardzo mnie cieszy, że wciąż trafiam na ludzi, pragnących upowszechniać kulturę. Mam nadzieję, że doczekam się kolejnych numerów - jeszcze ciekawszych, jeszcze bardziej rozbudowanych. Jednocześnie Was zachęcam do kupowania, a redaktorowi naczelnemu dziękuję za dostarczenie znakomitej porcji kultury.

Chcecie zdobyć swój własny egzemplarz? Zajrzyjcie na kontury.net.

27 czerwca 2012

Vida, Patricia Engel


Vida, Patricia Engel
Oryginał: Vida
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Stron: 144
Gatunek: opowiadania
Nieczęsto sięgam po opowiadania, ale w przypadku Vidy skusiła mnie biografia autorki i zapowiedź naprawdę interesującego tekstu. Choć książeczka ta jest dosyć niepozorna, mam wrażenie, że mieści w sobie... cały świat.
Cykl subtelnych, pełnych emocji opowiadań, połączonych osobą Sabiny, córki kolumbijskich emigrantów, mieszkającej w USA. Osobiste doświadczenia bohaterki - odrzucenie przez białą społeczność, tragiczna miłość, zdrada, życie pośród ludzi pozbawionych celu, czy próba odseparowania się od niedoskonałej rzeczywistości - układają się w zaskakującą całość. O sensie istnienia, wygasaniu uczuć, odczuwaniu radości, samotności po śmierci, o nabieraniu życiowej mądrości Pełna zdarzeń, pełnokrwistych postaci, a zarazem przeżyć wewnętrznych, zdumiewająca książka.

Źródło: merlin.pl
Vida to potężna dawka subtelnych, kobiecych emocji. Dziewięć krótkich, luźno powiązanych ze sobą scen z życia córki imigrantów - kolumbijsko-amerykańskiej dziewczyny, której losy bierzemy pod lupę w kilku najważniejszych momentach. Są pierwsze (i dwudzieste) miłości, są pierwsze marzenia, które z czasem bledną, są rodzinne problemy i trudne relacje z innymi.

Świat Sabiny utkany jest z wielu barw - przed jej oczyma splatają się ze sobą drogi kolorowych, różnojęzycznych ludzi, którzy śniąc swój amerykański sen porzucili korzenie na rzecz lepszego życia. Choć wydawać by się mogło, że tematem przewodnim opowieści są miłosne zawirowania głównej bohaterki, to jednak osią Vidy pozostaje kwestia tożsamości narodowej i tolerancji oraz nierówności płci i rasy. Patricia Engel nie jest jednak nachalną moralizatorką i prawdziwym wyzwaniem staje się dostrzeżenie pewnych subtelności, które przewijają się wokół każdej z krótkich historii. Zdaje mi się, że mniej wrażliwy i mniej otwarty czytelnik nie przebije się przez skorupę, jaką obudowana jest ta książka, co oznacza, że nie będzie mu łatwo odkryć przejmującego piękna historii Sabiny i barwnych osobowości, z jakimi zetknęła się w swoim życiu.

Opowiadania Patricii Engel nie są ułożone w porządku linearnym - to raczej zbiór wyrywkowych fragmentów, umiejscowionych niechronologicznie w różnych punktach osi czasu. Narratorka miejscami zwraca się do czytelnika, innym razem do samej siebie, a jeszcze innym do jednego ze swoich kochanków. Tym, co spaja wszystkie opowieści - oprócz samej Sabiny - jest świeży i nieszablonowy styl autorki, który zdecydowanie sytuuje ją na wyższej półce współczesnej literatury. A ponieważ jest to debiut - tym chętniej stanę w rzędzie z tymi, którzy serwują pisarce burze oklasków.

Nie wszystkie opowiadania przedstawione w tym zbiorze prezentują równy, solidny poziom, zdarzyły się w tych historiach i fragmenty nieco nużące, ale gdyby spojrzeć na całość tekstu - prezentuje się on naprawdę wybornie, a nazwisko Patricii Engel wpisze się w moją pamięć na długo. Mam nadzieję, że szykuje już dłuższy fragment prozy, w którym da popis swoich ogromnych umiejętności, których - sądząc na podstawie tych kilku opowiadań - jestem pewna.

Moja ocena: 8/10
Za książkę dziękuję sklepowi internetowemu merlin.pl, kupicie ją tutaj.

literatura amerykańska | recenzja | Patricia Engel | literatura | recenzje książek
Córka imigrantów z Kolumbii. Wychowywała się w New Jersey. Studiowała na Uniwerystecie Nowojorskim i otrzymała tam licencjat z języka francuskiego i historii sztuki. Zdobyła też tytuł magistra nauk humanistycznych Międzynarodowego Uniwersytetu Florydy. Mieszka w Miami na Florydzie.

Strona autorki: patriciaengel.com

Źródła: foto | opis pochodzi z okładki

26 czerwca 2012

KKD #12: Największe grzechy blogerów

Kochani, poniżej zrodziła się tak obfita dyskusja, że kilka osób napisało do mnie, że komentarze zaczęły znikać. Nigdy nie usuwam komentarzy, ale znalazłam już przyczynę - kiedy zjedziecie na sam dół, pod formularzem komentarzy znajdziecie opcję "załaduj więcej..." - Blogger chyba nie był przygotowany na naszą wymianę zdań :)


Klub Dyskusyjny

#12: Największe grzechy blogerów

Temat ten postanowiłam poruszyć z kilku powodów:
1) z lenistwa, ponieważ dosyć mam odpowiadania raz w tygodniu na identyczne pytania;
2) z potrzeby serca - żeby przekazać, co leży na wątrobach mnie i wielu blogerom, wypowiadającym się na forum carpelibros.pl.

Ponieważ wiem, że może tu zadziałać zasada "uderz w stół" - zapraszam wszystkich do dyskusji. Może niektórzy jednak będą w stanie wytłumaczyć się ze swoich grzeszków. Nie chciałabym jednak, aby temat przerodził się w pyskówkę czy wytykanie innych palcami. Jesteśmy dorośli, warto więc zadbać o dialog na poziomie.

24 czerwca 2012

Gdy rozpęta się piekło. Poradnik survivalowy na czas kataklizmu, Cody Lundin


Gdy rozpęta się piekło. Poradnik survivalowy na czas kataklizmu, Cody Lundin
Oryginał: When All Hell Breaks Loose: Stuff You Need to Survive When Disaster Strikes
Wydawnictwo: Pascal
Rok wydania: 2012
Stron: 452
Gatunek: poradniki
Przed paroma dniami bardzo niespodziewanie trafiła do mnie książka znanego podróżnika i gwiazdy Discovery Channel - Cody'ego Lundina. Zaintrygowana opisem z okładki, rozpoczęłam lekturę jeszcze w drodze z poczty. Bez potknięć i wypadków udało mi się dotrzeć do domu z nosem w książce, od której przez długie godziny nie mogłam się potem oderwać...

Ta książka przedstawia przerażający i brutalny świat, jaki znamy z gry "Fallout", z filmu "Mad Max" czy z "Drogi" MacCarthy’ego. Przeżyją tylko nieliczni.

Jak uzdatniać wodę ze ścieku?
Jak przyrządzić „szczura z rożna”?
Jak w razie potrzeby zutylizować zwłoki?
Wszystko, co musisz wiedzieć, żeby przetrwać, gdy nadejdzie kataklizm!

Cody Lundin znany z programu "Dwa oblicza survivalu" w praktyczny sposób uczy, jak poradzić sobie w ekstremalnej sytuacji zagrożenia. Jak być samodzielnym i samowystarczalnym, gdy świat, który znamy, legnie w gruzach? Dowiedz się, co spakować do „awaryjnego” plecaka, jak urządzić schronienie dla rodziny, zdobyć pożywienie w piwnicy, a nawet jak wykąpać się bez wody. Grozę apokaliptycznych wizji rozbijają rysunki Russa Millera, rysownika kultowych komiksów Marvela.

Nie musisz jeść własnego psa, jeśli jesteś dobrze przygotowany.

Źródło: pascal.pl

Poradnik Lundina zbudowany jest z 24 rozdziałów, z których każdy oprócz serii praktycznych porad i ciekawych anegdot, zawiera genialne rysunki, cytaty z wielkich ludzi i znanych filmów, wypowiedzi tych, którzy walczyli z głodem i zetknęli się z kataklizmami oraz "hardcorowe rady", które potrafią wprawić w osłupienie, rozbawić albo posłać czytelnika... do toalety.

Większość z nas żyje w przekonaniu, że powodzie, huragany i trzęsienia ziemi mają miejsce gdzie indziej. Że tego typu problemy nie mają szans nas dotknąć. Tymczasem od lat - nawet w naszym kraju - zauważyć można okrutne działania natury, która niszczy wszystko, co spotka na swojej drodze. Czy jesteście odpowiednio przygotowani na długotrwałą awarię prądu? Na kilkudniowe odcięcie od świata? Macie kompletną apteczkę, zapas długoterminowego jedzenia, sprawne latarki, narzędzia potrzebne do zdobywania pożywienia w terenie czy środki do odkażania wody? Jesteście przygotowani psychicznie na walkę o przetrwanie? Wydaje Wam się, że takie książki są dobre dla paranoików i dzikusów latających po lasach? No cóż, jesteście zatem na najlepszej drodze do tego, by nie przeżyć pierwszej z brzegu katastrofy...


Książka obejmuje szereg interesujących tematów - od rozpalania ognia i zapewniania schronienia, przez zdobywanie i przyrządzanie jedzenia, po udzielanie pierwszej pomocy i samoobronę. Autor podpowiada jak zbudować toaletę i kuchenkę słoneczną, jak przygotowywać kompost, pozbywać się zwłok i przyrządzać szczury. Być może brzmi to śmiesznie, obrzydliwie czy niedorzecznie, ale dla mnie jest to jedna z najbardziej absorbujących i ciekawych lektur ostatnich lat. W dodatku przypomina mi o dziecięcych czasach, kiedy przemierzałam okoliczną dzicz, zaopatrzona w Poradnik Młodego Skauta. Oprócz gry w piłkę i przesiadywania na treningach żużlowych, to właśnie wdrapywanie się na drzewa, zastawianie pułapek, rozpalanie ognia lupą i korzystanie z dobrodziejstw okolicznych sadów było moim ulubionym zajęciem. Niewiele się w tej kwestii zmieniło - z ogromną radością wyruszyłabym z Lundinem przemierzać nieznane lasy, skazana wyłącznie na swoje umiejętności fizyczne i psychiczne.


Poznajcie autora i jego książkę.

O wielkiej sile poradnika Gdy rozpęta się piekło - oprócz niezwykle atrakcyjnej strony graficznej - stanowi poczucie humoru autora, jego dobitna szczerość, przywoływanie prawdziwych historii i interesujących badań, a także pełna paleta praktycznych porad, które już dziś mogę wcielić w życie, by moja codzienna egzystencja była tańsza, zdrowsza i bardziej ekologiczna. Nie będę może polować na wiewiórki i konstruować wychodka, ale już pranie ubrań i gotowanie przy użyciu energii słonecznej wydaje się bardzo kuszące. Nie przekonałam się jeszcze do tworzenia półrocznych zapasów żywności, ale z całą pewnością będę wracać do książki Lundina i jej najciekawsze porady wcielać w życie.

Z całego serca polecam Wam sięgnięcie po tę książkę! Jest mądra, zabawna i cholernie ciekawa. I lepiej poznać ją teraz, niż po czasie żałować, że jednak się po nią nie sięgnęło.

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Pascal.



literatura amerykańska | recenzja | Cody Lundin | literatura | recenzje książek
Lundin survivalu nauczył się, mieszkając w dziczy i w aborygeńskiej wiosce. Obecnie osiedlił się w Arizonie, gdzie żyje w zgodzie ze swoją filozofią. Jego dom jest wyposażony w pasywny system ogrzewania, kompostownik i urządzenie do zbierania deszczówki, za to nie ma w nim energii elektrycznej!

Źródła: foto | opis

21 czerwca 2012

Wdówki futbolowe, Karolina Macios


Wdówki futbolowe, Karolina Macios
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2012
Stron: 272
Gatunek: społeczno-obyczajowa
Ponieważ od dawien dawna wiadome było, że w połowie 2012 roku polski naród wpadnie w piłkoszał, spece od marketingu i reklamy świetnie się na ten wyjątkowy czas przygotowali. Polskę zalała fala gadżetów, zwiększono produkcję flag, na wystawach sklepowych pojawiły się biało-czerwone stylizacje i generalnie wszystko zmierzało ku temu, by ufutbolowić naszą rzeczywistość. W całe to szaleństwo postanowiła wpisać się również Karolina Macios ze swoją powieścią traktującą rzekomo o kobietach, które przegrywają z piłką nożną w starciach o zainteresowanie swoich facetów...
Dziś dołączyłam do sporego grona kobiet, które muszą wyznać: „Mój mąż mnie zdradza”.

Nie dość, że mnie zdradza, to jeszcze robi to w naszym mieszkaniu, na kanapie przed telewizorem i na moich oczach.

Z jedenastką spoconych i umorusanych błotem i trawą facetów.

Muszę was zmartwić, drogie panie: czeka was taki sam los.

Nie wierzycie?

Rozejrzyjcie się dookoła, wszędzie widać zapowiedź apokalipsy:
Euro 2012 (Liga Mistrzów/Liga Europy/Mundial 2014*) nadciąga!
*niepotrzebne skreślić

Wdówki futbolowe Karoliny Macios to błyskotliwa opowieść o tym, co dzieje się z kobietami, gdy całą Polskę ogarnia futbolowy szał.

Źródło: znak.com.pl

W pierwszej kolejności zobowiązana jestem zwrócić uwagę na fakt, że opis książki nijak ma się do jej zawartości. Tytułowych wdówek nie mamy tu zbyt wiele (od biedy trzy, choć i to mocno naciągana teoria), samej piłki nożnej również. Jakieś jej elementy wpisane są w niektóre fragmenty zwierzeń udręczonej ciężarnej, ale wygląda to na fragmenty doklejone na siłę, byle podpiąć się pod szyld Euro 2012. Z marketingowego punktu widzenia może i jest to trafny zabieg, w końcu każdy chce coś urwać z wszechobecnego piłkoszału, ale czy naprawdę ma sens opieranie się na oszustwie?

Bo ja czuję się oszukana.

Pomijając już fakt, że cholernie irytująca bohaterka winą za wszystkie problemy małżeńskie obarcza futbol, to jeszcze sama autorka ma o nim pojęcie tak mgliste, że w pewnym momencie czytelnik może się zastanawiać czy lepiej zapłakać czy zaśmiać się z rozpaczy. Karolina Macios tak mocno uczepiła się stereotypów i szablonów, że w żadnym punkcie swojej powieści nie wysiliła się choćby na maleńką inwencję, na lekkie zboczenie z toru. Jak można uważać, że każdy kibic piłkarski żłopie piwsko, drze mordę i ma klapki na oczach, a każda kobieta na widok piłki dostaje wysypki? Jak można uważać, że każdy kibic i każdy piłkarz to półgłówek? Co więcej - jak fani Cracovii mogą jechać w czasie Euro na mecz ligowy i jeszcze śpiewać po drodze piosenki obraźliwe dla samych siebie? Przykro mi to stwierdzać, ale autorka w swojej książce dała rażący i żenujący popis braku wiedzy, który dla mnie, jako dla czytelniczki, jest obraźliwy i zniechęca mnie do jej twórczości całkowicie.

Gdyby z Wdówek futbolowych wyciąć wszystkie niepotrzebnie wciśnięte fragmenty o piłce, powstałaby z tego całkiem zgrabna opowieść o perypetiach ciężarnej, która musi radzić sobie z nieodpowiedzialnym mężem, średnio zaradnym synem, przemądrzałą matką, wyzwoloną przyjaciółką, upierdliwymi sąsiadami i trzydziestoma nadprogramowymi kilogramami. Co prawda każda z postaci przedstawiona jest mocno szablonowo, ale można to autorce wybaczyć, skoro sama przyznaje, że jej literatura ma nie być ambitna, a jedynym jej celem jest zabawianie czytelnika.

Co podobało mi się bardzo, to przedstawienie trudów słodko-gorzkiego życia literata, osadzenie akcji w realiach Krakowa i oparcie każdego rozdziału na ciekawym schemacie. Zaczyna się od wyboldowanej złotej myśli żywcem wyciągniętej z poradnika małżeńskiego, kończy fragmentem z życia bohaterki, której perypetie pokazują, jak trudno dostosować się do wskazówek serwowanych przez psychologów i doradców małżeńskich. Do tego dochodzi spora dawka humoru i autoironii, które stanowią o sile Wdówek futbolowych. Z tego też powodu choć w książce tej wietrzę tanie oszustwo i brak rzetelności, uważam, że dla odrobiny relaksu i humoru można z powodzeniem sięgnąć po nią w leniwe, letnie popołudnie.

Moja ocena: 5/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak.


literatura polska | recenzja | Karolina Macios | literatura | recenzje książek
Kierowniczka Redakcji Literatury Pięknej w Wydawnictwie Znak, pisarka, filolożka polska ze specjalizacją teatrologiczną z wykształcenia. Współtwórczyni fundacji "Znaczy się", w której zajmuje się m.in. kursami kreatywnego pisania.

Źródła: foto | opis

18 czerwca 2012

Cosmopolis, Don DeLillo


Cosmopolis, Don DeLillo
Oryginał: Cosmopolis
Wydawnictwo: NSB
Rok wydania: 2005
Stron: 168
Z postmodernizmem nigdy nie było mi po drodze, co może wyjaśniać, dlaczego nie zetknęłam się dotąd z panem DeLillo, uważanym za jednego z najwybitniejszych pisarzy amerykańskich XX wieku. Jego twórczość wzbudza wiele kontrowersji - przez jednych ceniona, innych odpychająca. Jakie wrażenie zrobiła na mnie? Przekonajcie się sami...
Pewnego kwietniowego dnia 2000 roku Eric Packer, 28-letni nowojorski miliarder, wstaje po nieprzespanej nocy w swym 48-pokojowym apartamencie na szczycie 89-piętrowego drapacza chmur przy Pierwszej Alei i postanawia udać się do fryzjera na końcu Czterdziestej Siódmej Ulicy. W imponującej limuzynie Packer przedziera się przez Manhattan, zablokowany z powodu prezydenckiej wizyty. Otoczony monitorami, śledzi kurs jena, od którego zależy stan jego finansów, spogląda na nowojorskie ulice, a także spostrzega, że ekran kamery w samochodzie pokazuje jego ruchy i gesty o kilka sekund wcześniej, niż Packer wykonuje je w rzeczywistości. Podróż przez Manhattan przedłuża się w nieskończoność, wypełniając cały dzień Erica Packera.

Źródło: noir.pl
Cosmopolis to powieść, która wywołała we mnie całe pasmo nieznanych dotąd uczuć. Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się odczuwać takiej obojętności wobec bohatera, wobec świata, wobec wydarzeń. Ani przez moment nie odczułam przyspieszonego bicia serca czy dreszczu ekscytacji przebiegającego po plecach. Nic. Zimna obojętność. Jak u głównego bohatera, który nieustannie przywoływał na myśl skojarzenia z bezuczuciowymi robotami, maszynkami w czyichś rękach. On był całkowicie obojętny, więc obojętna pozostawałam i ja, ale przyznać muszę, że magnetyzm Cosmopolis i tak nie pozwala oderwać się od lektury.

Powieść DeLillo jest specyficzna - kontakt z nią nie daje przyjemności, raczej wzbudza pewną nerwowość, która - mimo ogólnej obojętności - wywołuje mrowienie pod skórą. To powieść, która odpycha i zmusza do odwracania głowy, ale jednocześnie nie pozwala ziewać i błądzić wzrokiem po ścianie. Jest mocna, prowokacyjna, próbuje wstrząsać światem czytelnika. Zmusza do refleksji nad ludzkim zezwierzęceniem, nad mocą pieniądza, pułapkami kapitalizmu, nad zgubnymi pragnieniami. Nie jest łatwa w odbiorze, ale prowokuje do zaglądania wgłąb siebie, do stawiania pytań i poszukiwania odpowiedzi. Do szukania sensu. I choć wymaga totalnego skupienia i pełnego oddania, ma w sobie coś zjawiskowego. Może nie hipnotyzuje, może nie wzbudza westchnień zachwytu, ale jest naprawdę dobrze skonstruowana i potrafi złapać czytelnika za gardło. Wiem, że na długo pozostanie w mojej głowie...

Moja ocena: 7,5/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Noir sur Blanc.

literatura amerykańska | recenzja | Don DeLillo | literatura | recenzje książek

Jestem pewna, że nie odmówię sobie obejrzenia filmu, którego zwiastun możecie podziwiać poniżej:

15 czerwca 2012

Top 10: najważniejsze nieprzeczytane książki

top 10 kreatywa

W najnowszym rankingu top-10 chciałabym, abyśmy przedstawiali takie książki, które - zdaje się - znają wszyscy poza nami. Niedoczytane szkolne lektury, klasyki, których nie tknęliśmy, światowe bestsellery, dla których wciąż nie znaleźliśmy czasu. Moja lista najbardziej charakterystycznych tytułów, których jeszcze nie znam, znajduje się poniżej.

13 czerwca 2012

Haruki Murakami i jego Tokio, Anna Zielińska-Elliott


Haruki Murakami i jego Tokio. Przewodnik nie tylko literacki, Anna Zielińska-Elliott
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2012
Stron: 287
Gatunek: przewodnik
Tokio jako cel wymarzonej podróży figuruje w moim świecie od wielu lat. Jeszcze zanim poznałam Murakamiego, pragnęłam wybrać się w tamte strony, choć oczywiście pragnienie to nie było aż tak silne, jak obecnie. Dawniej żyłam z nastawieniem "chciałabym się tam wybrać", dziś powtarzam: "muszę się tam znaleźć". Namiastkę podróży do stolicy Japonii dała mi Anna Zielińska-Elliott, gwarantując niemożliwie wspaniałe wrażenia. Tokio w jej książce nie jest zwyczajnym miastem. To miasto mojego ulubionego pisarza i jego niesamowitych bohaterów. Chcecie wiedzieć gdzie jadali, gdzie mieszkali i gdzie bywali Tengo, Sumire, Midori i cała reszta? Jak wyglądają schody, które przeniosły Aomame do świata roku 1Q84? A może ciekawi Was klub, który prowadził Murakami lub stadion baseballowy, na którym doznał objawienia, że chce zostać pisarzem? Jeżeli Wasza wyobraźnia nie była w stanie wykreować wszystkich obrazów, potrzebnych do zwizualizowania miejsc, w jakich bywali bohaterowie Murakamiego, oto książka, która przychodzi Wam z pomocą!
Tłumaczka 11 książek Murakamiego, Anna Zielińska-Elliott, wpadła na pomysł, żeby pokazać czytelnikom, jak naprawdę wygląda Tokio, miasto, w którym autor spędził lata swojej młodości i gdzie dzieje się akcja prawie wszystkich jego powieści. Przewodnik ilustrowany mnóstwem cytatów z książek, a także ponad trzystoma kolorowymi zdjęciami, pokazuje i opisuje miejsca, w których bywają bohaterowie Murakamiego oraz te, w których on sam mieszkał, bywał lub do dziś bywa.

Źródło: muza.com.pl
Na przewodnik Zielińskiej-Elliott składa się dziesięć rozdziałów, poprzedzonych wstępem i zakończonych epilogiem oraz bibliografią. Na skrzydełkach znajdziemy informacje o autorce oraz listę dziesięciu miejsc związanych z Murakamim, które koniecznie należy zobaczyć. Każdy z punktów opatrzony jest odnośnikiem do konkretnej strony książki. Wewnątrz znajdziemy jeszcze mapę tokijskiego metra, okładki wydanych w Muzie dzieł Murakamiego oraz legendę do książki. Wewnątrz znajduje się bowiem wiele cytatów z prozy Murakamiego i dla graficznego ich wyróżnienia, zastosowane zostały ikonki dobrze znane czytelnikom książek Japończyka.

Każdy z rozdziałów oparty jest na ciekawym schemacie: pod numerem rozdziału pojawiają się (w języku polskim i japońskim) nazwy miejsc, jakie zaraz poznamy oraz bohaterowie, do których będą się one odnosić. Następnie poznajemy opisy miejsc - każde opatrzone zdjęciami oraz cytatami z książek i esejów Murakamiego (również tych, które nie były tłumaczone na język polski). Rozdziały wieńczą dwa stałe punkty: "czytelnicy pytają, Haruki Murakami odpowiada" oraz ciekawostki o Tokio, które okażą się niezbędne dla każdego podróżnika i miłośnika japońskiej kultury.


Oprócz przedstawienia - za pomocą tekstu i obrazu - konkretnych punktów Tokio, kojarzących się z Harukim Murakamim, jego bohaterami i wspomnieniami - autorka w sposób szczegółowy przedstawia jak do nich dotrzeć i udostępnia cenne informacje - adresy, ceny, telefony, strony internetowe. Jak wskazuje podtytuł mamy do czynienia z Przewodnikiem nie tylko literackim, co znajduje odzwierciedlenie w książce. Oprócz odniesień do konkretnych dzieł, lokalizacji i bohaterów, Zielińska-Elliott przedstawia również takie miejsca, które każdy odwiedzający Tokio powinien zobaczyć, nawet jeśli danych świątyń, parków, sklepów czy ulic nie znajdziemy w prozie Murakamiego. Nie brakuje tu też sugestii, odnoszących się do miejsc, w których mogliby jadać bohaterowie czy w których mógłby bywać pisarz, ale nie jest to w jego dziełach i wspomnieniach sprecyzowane.

Co przyciąga do przewodnika Anny Zielińskiej-Elliot, to przede wszystkim pasja, z jaką opowiada o tym niezwykłym mieście oraz rzetelność i dokładność, jaka charakteryzuje jej opisy. Wiele wysiłku należy włożyć w odnalezienie, sfotografowanie i przedstawienie konkretnych miejsc. O wyszukanie stosownych cytatów i obudowanie ich w solidną, przyciągającą uwagę formę. Konstruowanie przewodnika nie jest zadaniem łatwym, zwłaszcza, jeżeli mamy do czynienia z przedstawianiem miejsc mniej popularnych lub takich, które już całkowicie zniknęły z mapy lub w powieści nie zostały dokładnie wyszczególnione. Ja za naprawdę solidną pracę biję przed autorką i jej pomocnikami pokłony.


Szczególne wyróżnienie należy się również wydawcy za piękną formę książki. Przy przewodnikach liczy się dobry papier, wysoka jakość zdjęć, jak najbardziej przejrzysta i przystępna forma. Wielką przyjemnością jest przeglądanie książek tak pięknie i dobrze wydanych. Sito redaktorskie przepuściło co prawda kilka literówek i dwa błędy w oznaczeniach (ikona sugeruje cytat z Kroniki ptaka nakręcacza, a sam cytat pochodzi z 1Q84 + w legendzie znajdziemy nie Po zmierzchu, a O zmierzchu), ale są to raczej niewielkie usterki, które w żaden sposób nie psują odbioru.

Przewodnik Anny Zielińskiej-Elliott to pozycja obowiązkowa dla miłośników twórczości Harukiego Murakamiego i dla tych którzy chcieliby dopiero go poznać oraz dla fascynatów Japonii i samego Tokio. Wiele tu pięknych zdjęć, genialnych cytatów, ciekawostek i opisów interesujących miejsc. Takiej książki nie można przegapić!

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza.


literatura polska | recenzja | Anna Zielińska-Elliott | literatura | recenzje książek
Anna Zielińska-Elliott jest absolwentką warszawskiej japonistyki i tłumaczką współczesnej literatury japońskiej, z której zrobiła także doktorat. Mieszkała w Tokio przez pięć lat i często wraca do Japonii. To tam jako studentka odkryła utwory Murakamiego, gdy w 1987 roku ukazał się bestseller Norwegian Wood. Lubi podróże, książki i dobre jedzenie.
Źródło opisu: muza.com.pl

8 czerwca 2012

TOP 10: najlepsze filmy polskie

top 10 kreatywa

Ten ranking powstał w grudniu 2010 roku, kiedy top-10 jeszcze nie funkcjonowało, więc postanowiłam go wskrzesić, byście i Wy się na jego temat wypowiedzieli. Wyglądało to tak:

Przyszła pora na kolejny ranking, który zobrazuje Wam moje filmowe gusta. Była już mowa o produkcjach zagranicznych, teraz przyszła pora na polskie. Ponieważ kino rodzime ma na swym koncie dziesiątki znakomitych tytułów, postanowiłam wprowadzić pewne ramy czasowe, dla zawężenia kręgu kandydatów i skupiłam się na ostatniej dekadzie. Wybór jednak wciąż był trudny i znów zabrakło miejsca dla wielu znakomitych tytułów. Przypomnieć chciałam przy tym również, iż określenie "najlepsze", znaczy w tym kontekście dokładnie to samo, co "ulubione" (kwestia czysto subiektywna). Ponadto - ze wstydem przyznać muszę, że wielu interesujących filmów jeszcze nie widziałam, więc niech nikogo nie zdziwi, że jakieś rewelacyjne obrazy się tu nie pojawiły. Jak nadrobię straty, być może nowa lista będzie całkiem inna.

7 czerwca 2012

Magiczne lata, Robert McCammon


Magiczne lata, Robert McCammon
Oryginał: Boy's life
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2012
Stron: 649
Gatunek: społeczno-obyczajowa, przygodowa
Oto książka, która zmusiła mnie do nostalgicznych spacerów po okolicy, w której się wychowywałam. Do snucia wspomnień ze szczenięcych lat. Do przeglądania stosów starych zdjęć. To książka, którą powinien przeczytać każdy, kto tęskni za dzieciństwem, kto cały czas ma w sobie coś z dziecka...
Pewnego marcowego ranka Cory jest świadkiem tajemniczego wypadku: w głąb miejscowego jeziora stacza się samochód z zamkniętymi wewnątrz zmasakrowanymi zwłokami. Prześladowany myślą, że w jego wspaniałym Zephyr ukrywa się morderca, chłopiec postanawia zdemaskować sprawcę zbrodni. Nie dysponuje jednak żadnymi śladami, więc próbuje odnaleźć mordercę, analizując życie i zwyczaje mieszkańców swojego miasteczka.

(...)

Jednak Magiczne lata to nie tylko zajmująca powieść sensacyjna i interesująca powieść grozy, ale także spostrzegawcza, pełna fantazji i uczucia opowieść o życiu i dojrzewaniu, umieszczona na tle fascynującego portretu Ameryki lat sześćdziesiątych XX-wieku.

Trudno wtłoczyć powieść McCammona w jakiekolwiek ramy i szablony, bowiem permanentnie wyłamuje się ona ze wszelkich możliwych schematów. Mamy tu rasową powieść przygodową z mocno zarysowanym wątkiem kryminalnym, lekko zasygnalizowanymi fragmentami pełnymi magii i szalenie istotnym tłem społeczno-obyczajowym. Autor kojarzony głównie z mocnymi dreszczowcami tym razem zaserwował swoim czytelnikom prawdziwy koktajl Mołotowa, który po eksplozji na stałe osiada w ich sercach i umysłach...

Magiczne lata przenoszą nas na typowe amerykańskie Południe lat '60 XX wieku, kiedy piętrzyły się rasowe uprzedzenia, a we wspomnieniach ludzi wciąż pozostawały lata wojen i czasy rewolwerowców z Dzikiego Zachodu. W takim świecie żyje nastoletni Cory wraz ze swoją bandą - grupką chłopaków, których głowy przepełnione są marzeniami o lataniu i podbijaniu świata, a ich umysły stale wędrują do komiksów, na boisko do baseballa i w ciemny, niezmierzony las. Ich przygody są typowe dla dorastających chłopców - tu bójka z ciemnymi typkami ze szkoły, tam biwak pod drzewem, jeszcze gdzie indziej opowiadanie strasznych historii przy ognisku. Typowy urywek szczenięcych lat, jakie ma za sobą każdy z nas.

Bohaterowie McCammona są wyjątkowo wiarygodni - ci pozytywni rozkochują w sobie czytelnika błyskawicznie, ci źli wywołują falę negatywnych emocji. Autor mistrzowsko kreśli portret dorastającego człowieka, który niespodziewanie przekracza magiczną granicę między beztroskimi latami dzieciństwa i powolnym osiąganiem dojrzałości. Na horyzoncie pojawiają się prawdziwe zmartwienia, zło wychodzi spod łóżka i zza szafy, a dorosłość czai się tuż za rogiem.

Przemiany społeczno-kulturowe jakie dokonują się w tle pełnej nostalgii opowieści o dziecięcych latach, są kluczowym fragmentem powieści, nadającym jej autentyczności i stanowiącym kontrast dla tego, co nieskalane, radosne i ciepłe. To tu po drugiej stronie barykady stają ramię w ramię rasistowska bezwzględność, komercjalizacja życia, prawda o wojennych latach, ciemne sprawki i zło, wyzierające ze wszystkich stron.

Znalazłam w powieści fragment, idealnie oddający jej charakter: Napisał książkę o miasteczku i jego mieszkańcach i właśnie dzięki nim książka stała się tym, czym była. (...) Miała swój rytm i swoje głosy. Poruszała sprawy drobne, codzienne, takie, jakie składają się na wspomnienia przeżytych chwil. Wiła się jak rzeka: nie wiedziałeś, dokąd płynie, dopóki się w niej nie znalazłeś, ale podróż była spokojna i pełna uroku, a kiedy dotarłeś do jej kresu, żałowałeś, że już się skończyła. I choć pewnie będzie to dla Was rozczarowujące, to te słowa uważam za tak idealne podsumowanie powieści McCammona, że nie czuję się godna, aby dodać coś więcej. Ta książka jest tak ekscytująca, tak pięknie napisana i tak pełna niepowtarzalnego uroku, że wypada jedynie nakazać Wam sięgnąć po nią. Możecie być pewni, że zaskoczy Was, wzruszy i porwie bez reszty, a po jej odłożeniu będziecie już innymi ludźmi.

Nie mam wobec Magicznych lat żadnych zarzutów, a Wam polecam sięgnąć po nią, a potem sprezentować bliskim na Dzień Ojca. Dla tych, którzy kilkadziesiąt lat temu byli dorastającymi chłopcami, to może być najważniejsza książka życia...

Moja ocena: 10/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc.


literatura amerykańska | recenzja | Robert McCammon | literatura | recenzje książek
Robert R. McCammon (ur. 17 lipca 1952), amerykański powieściopisarz z Birmingham w Alabamie. Jego rodzice to Jack - muzyk i Barbara Bundy McCammon. Po rozwodzie rodziców, McCammon mieszkał u dziadków w Birmingham. Otrzymał licencjat z dziennikarstwa na University of Alabama w 1974 roku. McCammon obecnie mieszka w Birmingham i jest żonaty z Sally Sanders. Mają córkę Skye. McCammon zrezygnował z publikowania pod koniec lat 1990, ale wrócił do publikowania serią Matthew Corbett.

Źródła: foto | opis

Zwróć Uwagę #1

Zwróć Uwagę! to akcja, która przyszła mi do głowy kilka tygodni temu, kiedy przygotowywałam dział Możesz pomóc, do którego odnośnik znajdziecie w górnym menu. Za pośrednictwem ZU chciałabym zwracać Waszą uwagę na ciekawe kampanie społeczne, spoty oraz akcje, które mają na celu pomoc, uświadamianie i rozwój. Często giniemy w ich zalewie, często przechodzimy obok i za chwilę o nich zapominamy, często niektóre do nas w ogóle nie docierają. Mam świadomość, że Zwróć Uwagę! nie wpisuje się stuprocentowo w tematykę bloga i że diametralnie różni się od wszystkich stałych rubryk Kreatywy, ale mam nadzieję, że będzie ona cieszyła się Waszym zainteresowaniem. Że pozytywnie Was zainspiruje.

* * *

W ramach pierwszego odcinka serii, chciałabym przypomnieć o głośnej przed laty kampanii Nie w moim imieniu zorganizowanej przez Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt - Viva!.

Doskonale pamiętam, że byłam uczennicą gimnazjum, kiedy w mediach zrobiło się głośno o wywożeniu koni na rzeź. Wtedy pierwszy raz usłyszałam o Vivie i jej ideę zapragnęłam rozpropagować w swojej szkole. Dzięki ulotkom, plakatom i petycjom dostarczonym przez fundację, uzyskałam pełne uzbrojenie do promowania akcji w swoim środowisku. Choć dyrekcja szkoły nie zgadzała się na zorganizowanie apelu, podziemnymi kanałami udało mi się dotrzeć do szerokiego grona odbiorców, któremu mogłam zawdzięczać kilkadziesiąt podpisów pod petycją. Niby niewiele, ale jak na możliwości nastolatki uważam, że był to sukces. Bo w tego typu akcjach liczy się każdy podpis!

Za ratujkonie.pl:

Cele akcji
Naszym głównym celem jest wykreślenie konia z listy zwierząt rzeźnych. Świadomi kulturowych i ekonomicznych uwarunkowań którym w naszej misji trzeba stawić czoła, działamy aktywnie również na rzecz poprawy warunków życia oraz przeciwko długodystansowym transportom koni na rzeź, barbarzyństwa dla którego nie ma usprawiedliwienia w świecie XXI wieku.

Obecnie aktywność Vivy koncentruje się na:
Niesieniu pomocy koniom w potrzebie (wykupie, opiece oraz aranżowaniu adopcji uratowanych koni).

Monitorowaniu zmian legislacyjnych w zakresie transportów długodystansowych zwierząt na rzeź w UE oraz lobbingu w PE na rzecz ograniczenia transportów do 8 godzin (akcja „8hours”, patrz: „Aktualności”, „Raporty” oraz „Petycje”).

Koordynowaniu akcji „Nie w moim imieniu” oraz dalszemu zbieraniu podpisów pod petycją wykreślenia konia z listy zwierząt rzeźnych w Polsce.

Przygotowywaniu akcji edukacyjnych na temat respektowania praw zwierząt w tym praw koni.

Jak możesz pomóc?
  • realnie bądź wirtualnie adoptując konia (informacje);
  • podpisując petycję (informacje) w wersji online lub w formacie .doc do podpisania przez znajomych i odesłania do fundacji;
  • dokonując wpłaty na rzecz Vivy (informacje);
  • umieszczając na blogu/forum/stronie jeden z bannerów, udostępnionych tutaj.


Linki: viva.org.pl, ratujkonie.pl, Viva na fejsbuku, kampania na fejsbuku.

Niewiele wysiłku potrzeba, aby pomóc - pamiętajcie o tym!

6 czerwca 2012

STOSownie na czas Euro!

Dzisiejszy stosik będzie nietypowy, ponieważ nie są to nowości w moich zbiorach, a nieprzypadkowo skomponowane stosisko pełne smakowitych kąsków, idealnych na najbliższy czas. Oto bowiem zbliża się futbolowe święto, które jest dla mnie najważniejszym wydarzeniem roku.

Obiecałam sobie, że podczas trwania Mistrzostw Europy zapoznam się z kilkoma propozycjami z poniższego stosu. Część z nich czytałam niedawno, część kilka lat temu, a niektóre jeszcze w ogóle nie były ruszane, toteż moja przygoda z tymi książkami będzie przypominajkowo-odkrywcza:

Od dołu idąc:
  • Uwierzyć w siebie, do przerwy 0:3, J. Dudek - prezent na osiemnaste urodziny;
  • El Diego, D. Maradona - j/w.;
  • Włodek Lubański, W. Lubański, P. Słowiński;
  • Wayne Rooney. Moja historia, W. Rooney (recenzja);
  • Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, A. Godek;
  • O sobie, D. Beckham;
  • Giggs. Moje życie, moja historia, R. Giggs;
  • Strzał w przerwie, G. Best;
  • Moje reguły gry, P. Collina;
  • Gra bez piłki, M. Ołdakowski;
  • Futbolowa gorączka, N. Hornby (to jedna z moich ukochanych książek, chętnie ją sobie przypomnę);
  • Mowa trawa. Słownik piłkarskiej polszczyzny, M. Rosłoń (recenzja);
  • Słynne kluby piłkarskie. Manchester United, S. Lipoński;
  • Ja, Lubański, K. Wyrzykowski;
  • Jakub Błaszczykowski i Wayne Rooney z cyklu 11 wspaniałych "Przeglądu Sportowego";


A jeśli już jesteśmy przy kwestiach piłkarskich, spójrzcie, jak w kwietniu i maju na wystawie Akcja Animacja prezentowały się moje pamiątki, związane z Manchesterem United:


A tak wygląda moja gotowość do Euro 2012:


A Wy? Będziecie śledzić Mistrzostwa?
Którym reprezentacjom kibicujecie?

4 czerwca 2012

Blogerzy mają głos - II edycja Złotej Zakładki!

Kochani! Blogerzy znowu dochodzą do głosu! Pamiętacie Złotą Zakładkę, nagrodę przyznawaną przez nas - blogerów książkowych? Część z Was przed rokiem nie spełniała wymogów regulaminowych, niektórzy nie zdążyli przedstawić swoich typów, ale ci, którzy wzięli udział w akcji, uznali tę blogową ideę za wielki sukces. Dziś nadszedł więc czas, by wziąć udział w kolejnej edycji, podsumowując rok 2011 i wybierając najlepsze książki tamtych dwunastu miesięcy. Kategorie są zróżnicowane i ciekawe, do każdej z nich przypisać można do trzech typów. Co ważne, wybieramy wyłącznie nowości roku 2011, a więc nie wznowienia (chyba, że doszło do znacznej ingerencji w tekst). Więcej informacji tutaj.

Często narzekamy na wybory wielkich krytyków i anonimowych komisji, przyznających prestiżowe nagrody w dziedzinie literatury, dlatego tak wielką wagę powinna mieć dla Was Złota Zakładka. Zeszłoroczni laureaci zgodnie podkreślali, jak ogromne znaczenie ma dla nich opinia nas - czytelników. Dzięki tej nagrodzie mamy ogromną szansę udowodnić, że nasza praca ma sens, że nasza pasja jest nie bez znaczenia.

Doceńcie to, że wreszcie czytelnicy-blogerzy mają głos i skorzystajcie z danej Wam szansy - głosujcie i promujcie tę niezwykłą ideę na swoich blogach. We wrześniu przybądźcie na rozdanie nagród i świętujcie razem z nami. Naprawdę warto uczestniczyć we wspólnych działaniach blogerów książkowych i warto doceniać swoich ulubionych twórców. Czy nie chcielibyście, aby ulubiony pisarz wyróżnił Was w taki sposób? ;)

Odwiedzajcie stronę zlota-zakladka.pl, reklamujcie ją na swoich blogach, przesyłajcie typy i bądźcie częścią najważniejszego wydarzenia roku w świecie blogerów książkowych!

Zeszłoroczni zwycięzcy oraz członkowie ekipy odpowiedzialnej za organizację Złotej Zakładki. Zdjęcie pochodzi ze strony zlota-zakladka.pl.

1 czerwca 2012

Podaruj uśmiech i odbierz porcję wiedzy!

Kochani! Warto przyłączyć się do świetnej akcji, organizowanej przez portal zlotemysli.pl. Wy za wybraną przez siebie kwotę kupujecie ebooka, a potrzebująca dziewczynka otrzymuje szansę na lepsze życie!

Amelka jest dzieckiem niewidomym, z opóźnionym i zaburzonym rozwojem psychomotorycznym pod postacią malformacji Chiarego, z nieprawidłowym ułożeniem stopy lewej (lewa stopa końsko-szpotawa), chorującym na tarczycę oraz epilepsję.

Od pierwszych miesięcy życia Amelka jest intensywnie rehabilitowana ruchowo oraz wzrokowo, co daje widoczne efekty. Jest to dla nas źródłem siły i nadziei... Dziewczynka przechodzi również wszechstronną stymulację rozwojową z zastosowaniem form i metod właściwych w pracy z dzieckiem niewidomym. Uczestniczy także w niezbędnej, kompleksowej rehabilitacji. Tylko intensywne ćwiczenia umożliwią nabycie przez Amelkę umiejętności pozwalających na sprawne funkcjonowani. Wymaga to ogromnych nakładów pracy oraz niestety ponoszenia dużych kosztów.

UWAGA: Szczegółowe informacje na temat Amelki znajdziesz tutaj »

Amelka potrzebuje co najmniej 10 tys. zł na:

  • kombinezon rehabilitacyjny TheraTogs - 3700 zł,
  • łuski ortopedyczne VIGO-Ortho Polska - 2160 zł,
  • turnus rehabilitacyjny - 3600 zł,
  • żabka (do równowagi ciała) - 590 zł,
  • kołyska duża - 390 zł,
  • drabinka wolno stojąca (do terapii SI) - 380 zł,
  • prywatne rehabilitacje metodą Bobath - 50 zł (jedna sesja),
  • sesje hipoterapii - 80 zł (jedna sesja),
  • wiele innych.

Aktualne potrzeby są dużo większe (inne wydatki oraz konieczność częstych sesji rehabilitacyjnych), lecz bez powyższych rzeczy dalszy rozwój Amelki jest bardzo utrudniony. Wierzymy jednak, że z Waszą pomocą uśmiech na twarzy Amelki nigdy nie zgaśnie.


Przejdź na stronę akcji


Agent, Manuela Gretkowska


Agent, Manuela Gretkowska
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Stron: 221
Gatunek: społeczno-obyczajowa
Cholerna Gretkowska. Czuję się przez nią jak zgnieciona kartka papieru, jak materiał, który przeszedł przez wyżymaczkę. Jak człowiek, któremu wyrwano i zadeptano serce, a potem zmiażdżone wciśnięto z powrotem. Tchu mi brakuje, łzy boją się przecisnąć na zewnątrz i właściwie nie mam pojęcia, co powinnam teraz ze sobą zrobić.

Powiedzieć, że proza Gretowskiej jest znakomita, wyborna i niesamowita to taki banał, że aż się niedobrze robi. Mogłabym wylać tutaj całe morze pięknych, wzniosłych i słodkich określeń, a Wy przelecielibyście je wzrokiem, napisali "łał" i poszli dalej. A tak nie może być. Chcę, abyście zatrzymali się przy Agencie, bo to książka tak głęboko poruszająca, tak mocna, tak cholernie dobra, że grzechem byłoby rzucenie kolejnej bezsensownej uwagi "na pewno przeczytam" i zapomnienie o tym, co się obiecało...

Powieść Gretkowskiej pokazuje prawdę. Podłą, surową prawdę. O uprzedzeniach i nietolerancji, o miłości i zdradzie. Nie, nie jest to durny romans w różowej okładce, jak ostatnio ktoś mi zarzucił, nie zagłębiając się nawet w treść. To kawał dobrej, pięknie poprowadzonej historii. Może momentami zbyt ciężkostrawnej, niekiedy przesadnie umoralniającej, ale na pewno godnej uwagi i zasługującej na ogromne uznanie.

Na tym zakończę, bo czasem słowa to i tak zbyt mało...

Moja ocena: 9/10
Za książkę (opis tutaj) dziękuję wydawnictwu Świat Książki.



literatura polska | recenzja | Manuela Gretkowska | literatura | recenzje książek
Pisarka, scenarzystka, felietonistka, działaczka społeczna, założycielka Partii Kobiet. Zwyciężczyni plebiscytu czytelników "Wysokich Obcasów" na Polkę Roku 2007. Nagrodzona Fenomenem 2006 przez redakcję tygodnika "Przekrój" oraz Elle Style Award 2007 w kategorii: Osoba Publiczna.

Źródła: foto | opis

Top 10: ulubione postaci dziecięce

top 10 kreatywa

Mam nadzieję, że lubicie dzieciaki w literaturze i filmie - ja do niektórych mam ogromną sympatię i z nieukrywaną radością śledzę ich przygody. Ograniczenie do dziesięciu typów znów okazało się dla mnie bardzo trudne! A oto moi wybrańcy: