31 marca 2012

Joga dla każdego (praca zbiorowa)


Joga dla każdego, Judy Smith, Doriel Hall, Bell Gibbs
Oryginał: Yoga for Everyone
Wydawnictwo: Bellona
Rok wydania: 2006
Stron: 256
Gatunek: poradniki
Kiedy zgłębiałam Szybką i prostą jogę Christiny Brown, wydawało mi się, że joga to rodzaj aktywności idealny dla mnie. Zaproponowane ćwiczenia nie były trudne, wykonywałam je z przyjemnością, znakomicie się przy tym czując. Tymczasem przy Jodze dla każdego wydawnictwa Bellona, nabrałam przekonania, że to wcale nie jest taka miła i nieskomplikowana rozrywka...

Łatwe zestawy ćwiczeń ilustrowane ponad 850 fotografiami i rycinami.Klasyczne i zwierzęce figury dla dzieci, nadające jodze charakter wesołej i znakomitej zabawy.ćwiczenia i praktyczne techniki jogi pozwalające poprawić postawę ciała, nastrój psychiczny oraz siłę fizyczną, a także pobudzające organy wewnętrzne.

Źródło: lubimyczytac.pl

Książkę otwiera krótkie wprowadzenie, tyczące się jogi samej w sobie i zawierające podstawowe informacje na temat rozpoczynania przygody z ćwiczeniami. Już w tym miejscu zorientowałam się, że nie będzie to błahostka, bowiem autorzy nie zalecają korzystania z książki, jeśli jest się amatorem, który nie miał nigdy styczności z nauczycielem jogi. Chciałam się poddać, ponieważ z profesjonalistą w tym zakresie miałam kontakt jakieś osiem lat temu, więc wszystko zdążyło ulecieć mi z głowy, a i nie mogę powiedzieć, żebym kiedykolwiek została w pełni wprowadzona w arkana tej dyscypliny. Z ciekawości jednak przeszłam do lektury części teoretycznej, dotyczącej jogi Iyengara, której to głównie poświęcona jest książka i - choć brzmi to trochę przesadnie - przepadłam. Mam wrażenie, że kiedy człowiek zgłębia filozofię jogi, zatraca się i coś przyciąga go, aby od interesującej teorii przejść do praktyki. Ja przeszłam. I choć nie podjęłam się praktykowania wszystkich asan, kilka z nich pojęłam i polubiłam.

Ćwiczenia w rozdziale Joga Iyengara podzielone zostały na:
- asany w pozycji stojącej;
- asany w pozycji siedzącej;
- skręty;
- asany odwrócone (tzn. z nogami w górze);
- asany w pozycji leżącej na plecach i na brzuchu;
- rutynowe praktyki (zbiór podstawowych pozycji, podzielonych na sekwencje);
- terapia przy pomocy jogi (porady dla chorych, obolałych i przemęczonych).

Zbiór tych ćwiczeń jest niezwykle bogaty, a forma, w jakiej są one przedstawione pozwala zrozumieć ich istotę nawet laikowi. Każde ćwiczenie jest dokładnie opisane i wypunktowane - czynność po czynności, ruch po ruchu, oddech po oddechu. Całość wzbogacają informacje o potrzebnym sprzęcie, zbiór zdjęć i porad dla początkujących. Należy docenić dbałość autorów o niezbędne szczegóły oraz pełne przedstawienie wszystkich zagadnień. Czyni to bowiem tę książkę naprawdę solidnym kompendium wiedzy na temat jogi.

Drugim ważnym tematem publikacji jest medytacja. Rozdział jej poświęcony to bogato ilustrowana część teoretyczna, pełna porad oraz istotnych i ciekawych informacji przydatnych tym, którzy pragną przy jodze rozwijać nie tylko ciało, ale i ducha.

Książkę zamyka obszerny dział Joga dla dzieci, który błyskawicznie przypadł mi do gustu. Zaczyna się krótką instrukcją na temat prawidłowego oddychania oraz opowieścią o istocie i historii jogi, sensie medytacji. Wszystko wzbogacone o kolorowe rysunki i napisane na tyle prosto, by zainteresować najmłodszych adeptów jogi. Po wstępie teoretycznym można przejść do ćwiczeń - co ważne, z powodzeniem mogą angażować się w nie dorośli. Podobnie jak w działach poprzednich - ćwiczenia są obszernie opisane i wzbogacone o zdjęcia. Zdjęcia pełne uśmiechniętych, kolorowych i szczęśliwych dzieci, których widok na pewno przyciągnie niejednego malucha.

Wydanie jest atrakcyjne dla oka - pełne zdjęć i grafik, kolorystycznie wyróżnionych cytatów. I choć być może część z nich wcale nie jest potrzebna, to jednak warto przy ćwiczeniach korzystać z książki naprawdę pięknie i solidnie wydanej. Ot, taka dodatkowa dawka przyjemności. Polecam!

Moja ocena: brak

literatura angielska | recenzja | Judy Smith, Doriel Hall, Bell Gibbs | literatura | recenzje książek

30 marca 2012

Prześwietny raport kapitana Dosa, Eduardo Mendoza


Prześwietny raport kapitana Dosa, Eduardo Mendoza
Oryginał: El último trayecto de Horacio Dos
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2012
Stron: 158
Gatunek: powieść komediowa
Zajrzyj do książki
Długo docieraliśmy się z Mendozą. Czekał na mnie na półce długie miesiące i nigdy nie złożyło się, abym poznała go bliżej. Kiedy jednak na rynku pojawiła się kolejna jego książka, zmobilizowałam się, zamówiłam do recenzji i... przepadłam. Teraz mam ochotę zakrzyknąć do Hiszpana: "...i że Cię nie opuszczę aż do śmierci!"

Sytuacja jest nieciekawa.

W sektorze Upadłych Kobiet kończy się szampon i róż do policzków. Stosowana zapobiegawczo stęchła woda z siarczanem śmiechu uspokaja sektor Przestępców, ale przyczynia się do zaburzeń oddychania w sektorze Nieprzewidywalnych Staruszków. Poza tym piastujący stanowisko przywódcy statku kosmicznego Horacio Dos nie zna współrzędnych miejsca, do którego zmierza - ze względów bezpieczeństwa zostaną mu one udostępnione dopiero pod koniec podróży.

Prześwietny raport kapitana Dosa to spisywany skrzętnie dziennik pokładowy z niecodziennej wyprawy. To również cudowna satyra, która obśmiewa pozorny ład i porządek współczesnego świata i pokazuje, jak łatwo życie wymyka się nam spod kontroli.

Źródło: znak.com.pl

Niepozorna książeczka o niezbyt atrakcyjnej okładce, kryje w sobie prawdziwą bombę. Autor na dzień dobry wypala z grubej rury, zalewając czytelnika niemożliwą dawką absurdu. Dalej jest jeszcze lepiej - na tyle rozbrajająco, że człowieka brzuch ze śmiechu boleć zaczyna. Jest zaskakująco i oryginalnie, prześmiesznie i barwnie. Nie mogłoby być inaczej, skoro na statku kosmicznym wylądowali razem Przestępcy, Niegodziwi Staruszkowie i Upadłe Kobiety, a kompletu dopełnia wiecznie upojona używkami załoga totalnych idiotów. Tym wszystkim próbuje zarządzać średnio rozgarnięty kapitan Dos. Z jakim skutkiem? A jak myślicie...?

Nazwisko autora jest Wam z pewnością na tyle dobrze znane, że wiecie, iż w jego twórczości nie o samą uciechę chodzi. Bo to taki śmiech przez łzy, jakby się nad tym głębiej zastanowić. Mendoza niezwykle wiernie (choć z odpowiednią domieszką ubarwienia) przedstawia naszą codzienność i świat, w jakim przyszło nam żyć. To taka satyra na pęd ku Zachodowi i ku nowinkom technologicznym. Satyra na władzę, nieustanną potrzebę kontroli i trzymania wszystkich w garści. Na próżność i zachłanność współczesnego człowieka. Świetna robota!

Akcja pędzi jak szalona, nieustannie zaskakuje i raz po raz powala na łopatki. Jest komicznie i emocjonująco, ciekawie i naprawdę frapująco. Czyta się znakomicie. Błyskawicznie. Z wypiekami na twarzy.

Fantastyczny jest ten Mendoza, sami się przekonajcie!

Moja ocena: 9/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak.


literatura hiszpańska | recenzja | Eduardo Mendoza | literatura | recenzje książek
Eduardo Mendoza (ur. 1943) pochodzi z Barcelony. Swoją twórczość określa mianem literackiego pijaństwa bądź powieściowego chuligaństwa. Pytany, czy jest pisarzem postmodernistycznym, odpowiada, że „post-post, kiedy już przeszła kawalkada i przejeżdża się spychaczem, zgarniając wszystko”.

Źródła: foto | opis

Top 10: ulubione rodziny znane z literatury

top 10 kreatywa

Familii na kartach książek znajdziemy wiele. Niektóre są zwyczajne, inne nietypowe. W niektórych sami chcielibyśmy się znaleźć. Oto moja dziesiątka ulubieńców /zdjęcia podlinkowane są do stron, z których pochodzą/.

O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu, Haruki Murakami


O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu, Haruki Murakami
Oryginał: Hashiru koto ni tsuite kataru, tokini boku no kataru koto
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2010
Stron: 191
Gatunek: pamiętnik, zbiór esejów
Nienawidzę biegać. W stosunku do niewielu spraw używam tego głośnego słowa, ale w tym wypadku jest ono naprawdę uzasadnione. Żywię same negatywne uczucia wobec biegania. Kiedy o nim myślę - w głowie wykwitają mi obrazy lekcji wuefu, z których notorycznie uciekałam, albo na których symulowałam omdlenia, wymioty, kontuzje i inne cuda. Aha, organizowałam jeszcze strajki, o czym kiedyś wspominałam (o, tutaj - odsyłam, jeśli lubicie się pośmiać). Kiedy ucieka mi autobus - nie biegnę, wolę poczekać na następny. Nie wynika to z lenistwa. Bynajmniej! Za piłką potrafię biegać godzinami. Bez celu - nie widzę sensu. Tak przynajmniej było do tej pory, ale chyba co nieco się zmieni przez tego przeklętego Murakamiego...

W roku 1982 Haruki Murakami sprzedał jazzowy bar i poświęcił się pisaniu, a chcąc utrzymać się w formie, zaczął biegać. Po roku treningów przebiegł samodzielnie z Aten do Maratonu. Od tamtej pory zaliczył dziesiątki maratonów i kilka triatlonów, piszą między wyczynami kilkanaście cieszących się ogromnym uznaniem książek. W O czym mówię… rozważa wpływ biegania na swoje życie i przede wszystkim na pisarstwo.

Książka ta jest po części rejestrem treningów, dziennikiem intymnym, pamiętnikiem z podróży, a po części wspomnieniami. Obejmuje czteromiesięczny okres przygotowań do Maratonu Nowojorskiego z roku 2005. Świat Murakamiego oglądany przez soczewkę biegania jest na zmianę zabawny i otrzeźwiający, radosny i filozoficznie zadumany, ale nade wszystko odkrywczy - zarówno dla tych, którzy biegają i nie czytają książek, jak i dla tych, którzy czytają i nie biegają.

Źródło: muza.com.pl

Haruki Murakami ma ponad sześćdziesiąt lat, a formy mogliby mu pozazdrościć młodzieniaszkowie - biega (maratony!), pływa, jeździ na rowerze i stale pozostaje w znakomitej kondycji. Życie podporządkował bieganiu oraz pisaniu i to właśnie im poświęca zbiór tekstów, zgromadzonych pod wspólnym tytułem - O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu.

Pamiętnik Japończyka przypomina filozoficzny traktat o pasji, harcie ducha, sile ciała i umysłu. Opowiada o pokonywaniu przeszkód, wyznaczaniu sobie celów, walce z własnymi słabościami. Autor nie namawia do zmiany stylu życia, nie narzuca nic czytelnikowi. Ot, po prostu opowiada o swoim świece, licząc się z tym, że przypadkowy odbiorca może poczuć się zainspirowany i po latach wytężonej pracy podziękuje mu za tę krótką, acz bogatą i pełną mądrości książkę.

Bieganie Murakami zestawia z pisaniem. Trudy pokonywania kolejnych kilometrów porównuje do ciężkiej pracy nad kartką papieru. Obie czynności są w jego świecie bliźniaczo podobne - wymagają takich samych nakładów sił, takiej samej koncentracji, podobnego stanu umysłu. I do pisania, i do biegania pisarzowi potrzeba samotności, w której się lubuje i doskonale odnajduje. I pisanie, i bieganie potrzebne są mu do mierzenia się z sobą i swymi słabościami...

Haruki Murakami to człowiek zafascynowany światem. W taki najprostszy, naturalny sposób. Jest jak dziecko, które z rozdziawioną buzią podziwia kwitnące drzewa, eleganckie kobiety, złocące się liście. Jako czujny i pełen wrażliwości obserwator przedstawia otaczającą go rzeczywistość wyjątkowo prosto, niemal naiwnie. Dlatego z tak wielką rozkoszą chłonie się jego pamiętnik - bo jest po prostu piękny.

A ja mam ochotę wyjść na deszcz i biec przed siebie.

Moja ocena: brak
literatura japońska | recenzja | Haruki Murakami | literatura | recenzje książek

Ojciec Murakamiego był buddyjskim duchownym, zaś matka córką handlowca z Osaki. Dorastał w Kobe. Ukończył Dramat Klasyczny na Wydziale Literatury Uniwersytetu Waseda w Tokio.

W wieku 30 lat Murakami wydał swoją pierwszą powieść Hear the Wind Sing (1979). Po napisaniu wysłał ją na konkurs literacki, zajmując pierwsze miejsce i zdobywając nagrodę Gunzō.

Źródła: foto | opis

29 marca 2012

Anatomia. Monotonia, Edy Poppy


Anatomia. Monotonia, Edy Poppy
Oryginał: Anatomi. Monotoni
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2011
Stron: 333
Gatunek: erotyczna
Zmysłowa Seria wydawnictwa W.A.B. - w założeniu - prezentować ma najlepsze utwory polskiej i światowej erotyki. Spotkałam się z wieloma opiniami, że poprzedni tom serii - Jedenaście tysięcy pałek, czyli miłostki pewnego hospodara nie ma ze zmysłowością zupełnie nic wspólnego. W przypadku Anatomii. Monotonii zmysłowości mamy już całkiem sporo, erotyki nieco mniej.

Vår i Lou od kilku lat są małżeństwem. Ona pochodzi z niewielkiego miasteczka w Norwegii, on z południa Francji. Mieszkają w Londynie, tworząc luźny związek, liberalnie podchodząc do wierności. Lou spotyka się regularnie z nastoletnią Sidney, Vår po rozstaniu z Kochankiem żarliwie poszukuje nowych partnerów seksualnych. Swoje doświadczenia opisuje w powieści, nad którą pracuje.

Anatomia. Monotonia to świetnie napisana książka o ekstremalnej formie miłości, o jej granicach, o nagości, pożądaniu i fantazjach. Krótkie imiona głównych bohaterów, krótkie zdania, krótkie sceny-rozdziały przyspieszają tempo akcji - od seksu do seksu, papieros przypalany od papierosa...

Źródło: wab.com.pl
Opis jednak poprawiłam, ponieważ jakimś cudem,
ktoś w wydawnictwie pomylił imiona bohaterów!

Co świadczy o tym, że powieść Edy Poppy (właśc. Ragnhild Moe) można zaliczyć do kanonu literatury erotycznej? Kilka (no, może kilkanaście) intymnych scen i "nazywanie rzeczy po imieniu". Nic ponadto, więc jeśli obawiacie się nadmiaru nagości i zbliżeń - niepotrzebnie. Bo to wcale nie te elementy wysuwają się w Anatomii na pierwszy plan.

Powieść Edy Poppy to hołd złożony człowiekowi, filozofii, cielesności, miłości i sztuce. Sztuce przede wszystkim. Tytuły rozdziałów, to tytuły wybitnych dzieł literackich i filmowych. Niemal każdemu wydarzeniu towarzyszy znakomita muzyka. Niemal każda przestrzeń nosi ślady wielkiego malarstwa. A główna bohaterka - Vår - utożsamia się z muzami najznamienitszych artystów.

Anatomia. Monotonia to powieść prawdziwie zmysłowa, sensualna, kobieca, dekadencka. Pełna intensywnych smaków, zapachów i doznań. Rozleniwiająca i poruszająca. Może szokować i budzić niesmak swoją wulgarnością, może urzekać wrażliwością i autentycznością. Prawdziwa rozkosz dla ducha i umysłu...

Rozdziały są krótkie i konkretne, przywołują skojarzenie z niewielkimi filmowymi ujęciami. Nie wszystkie sceny trawi się łatwo, czasem trzeba przystanąć i wsłuchać się w muzykę, w głośniejsze bicie serca, ale generalnie powieść powieść Edy Poppy pochłania się błyskawicznie, na jednym wdechu.

Zakochałam się w świecie Edy Poppy, a jej Anatomia. Monotonia coś we mnie zmieniła. To naprawdę wielka rzecz.

Moja ocena: 9/10
Za książkę dziękuję sklepowi internetowemu merlin.pl, kupicie ją tutaj.


literatura norweska | recenzja | Edy Poppy | literatura | recenzje książek
Edy Poppy współpracowała z czasopismami w Anglii, Stanach Zjednoczonych i Norwegii. Jej debiutancka Anatomia. Monotonia otrzymała Nagrodę im. Sørena Gyldendala jako najlepsza współczesna powieść miłosna. Wkrótce ukażą się przekłady na język niemiecki, włoski i francuski.

Źródła: foto | opis

28 marca 2012

Wayne Rooney. Moja historia, Wayne Rooney


Wayne Rooney. Moja historia, Wayne Rooney
Oryginał: Wayne Rooney: My Story So Far
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Rok wydania: 2012
Stron: 299
Gatunek: autobiografia
Proszę Państwa, oto Wazza i jego życie. A raczej skromny urywek życia, bo musicie wiedzieć, że to dopiero pierwsza z pięciu planowanych części autobiografii Wayne'a Rooneya. Pięć spłodził do tej pory, a jeśli jego kariera będzie rozwijać się w tak zastraszającym tempie, doczekamy się może i kilkunastu. Zadziwiające, w końcu ten facet ma dopiero 27 lat!

Wayne zwrócił moją uwagę już dziesięć lat temu, kiedy debiutował w barwach Evertonu. Był młody, waleczny, pełen gniewu i niezmierzonej siły. Mimo młodego wieku potrafił zawładnąć boiskiem i sercami kibiców, tak głodnych sukcesów. Kiedy więc dwa lata później przed samym zamknięciem okna transferowego ogłoszono przejście Rooneya do Manchesteru United - oszalałam. Wiedziałam, że oto do mojego klubu przybył prawdziwy Czerwony Diabeł. Wiedziałam, że... będzie ogień!

Dlatego też tak chętnie sięgnęłam po Moją historię.


Roo w swojej autobiografii cofa się jeszcze do czasów, gdy nie było go na świecie. Sporo uwagi poświęca rodzicom i ich rodzinom, czym zaskarbił sobie moją wielką sympatię. Przez wszystkie strony książki przewijają się bowiem liczni wujkowie i kuzynowie, rodzeni bracia i cioteczne siostry. No i rodzice, oczywiście. Wayne - choć wygląda na bezwzględnego twardziela - jawi się jako prawdziwie ciepły, wrażliwy i rodzinny człowiek. Sam zresztą podkreśla, że na co dzień wcale nie jest brutalem, a zwykłym, nieśmiałym, romantycznym chłopakiem.


Dzieciństwo w biednej dzielnicy Liverpoolu, pierwsze kontakty z piłką, pierwsze sukcesy i porażki, miłostki i wybryki - wspomnienia tych chwil znaczą dla Roo wiele, dlatego też poświęca im naprawdę sporo uwagi. Opowieści o swoim futbolowym życiu przeplata ze wspomnieniami randek z Coleen, problemów z dziennikarzami, prywatnych wojen z trenerami. W autobiografię wplata sylwetki tych, którzy mieli znaczący wpływ na jego życie i karierę - są wielcy piłkarze i trenerzy, agenci i przyjaciele z ulicy.

Moje ulubione fragmenty to te poświęcone samej piłce - kiedy Wayne zestawia ze sobą zaplecze treningowe Evertonu i Manchesteru, porównuje trenerów, wspomina konflikty z ludźmi futbolu, ujawnia kulisy codziennego życia treningowego i - wreszcie - opowiada o najważniejszych spotkaniach i bramkach, największych piłkarskich imprezach. Kocham ten świat i czuję, że dzięki biografii jednego z moich ulubionych piłkarzy, jest on mi dużo bliższy.

Co mi się nie do końca podobało, to próba wybielenia pewnych faktów i wydarzeń - jak wiadomo, Rooney miał swój udział w paru skandalach obyczajowych. Tłumaczy je raczej w prozaiczny i mało zaskakujący sposób. Co więcej - zapowiada poprawę, a jak dziś wiadomo - słowa nie dotrzymał i wdepnął w jeszcze większe bagno. Były też w książce wspomniane takie wydarzenia, przy których Wazza bije się w pierś i przyznaje, że postąpił głupio, że coś było rzeczywiście jego winą, a nie wymysłem dziennikarzy. Choć i różnym nie mającym podstaw plotkom poświęca sporo uwagi. Szokujące, jak wiele może spaść na głowę młodego, skromnego chłopaka i jego dziewczyny, kiedy dossają się do nich paparazzi...

Co jeszcze przeszkadzało mi przy lekturze, to upiornie szczegółowe wspominanie wielu faktów. Pewne wydarzenia Wayne potrafi opisać co do minuty, podkreślając jedną czynność po drugiej. Niepotrzebnie, lektura tylko się dłuży.


Najgorszą jednak zbrodnię na tej książce popełnili redaktorzy i korektorzy. Wydanie jest tak przepełnione błędami, że nie chce mi się wierzyć, by tekst przeszedł przez wszystkie etapy procesu wydawniczego. Literówki, zjadanie znaków, błędy w interpunkcji - w pewnym momencie zamiast na lekturze, skupiłam się na liczeniu pomyłek, których było tak wiele, że ostatecznie poddałam się i tylko raz po raz zgrzytałam zębami. Jeżeli biografia Giggsa, która również czeka na przeczytanie, będzie tak marna pod tym względem, chyba wystosuję jakiś apel do wydawnictwa, by odebrało gażę tym, którzy całkowicie spaprali swoją robotę.


Dobrze spędziłam czas w towarzystwie Wayne'a Rooneya, choć zdolnym pisarzem to on by nie był. Jeżeli lubicie biografie tych, którzy powielają schemat "od zera do bohatera" (co jest pozytywem, oczywiście!), tych którzy osiągają sukces ciężką pracą i mają naprawdę interesujące życie - sięgnijcie po Moją historię autorstwa gwiazdy Manchesteru United i reprezentacji Anglii. Nie zawiedziecie się - to naprawdę fascynująca opowieść.

Moja ocena: brak

literatura angielska | recenzja | Wayne Rooney | literatura | recenzje książek


Źródła zdjęć: [1], [2], [3], [4], [5]

Igrzyska śmierci (The Hunger Games)

Igrzyska śmierci (The Hunger Games)
reż. G. Ross • USA, 2012
Od wczoraj biję się z myślami i nie potrafię jednoznacznie zdefiniować moich uczuć wobec tego filmu. I zachwyciłam się, i rozczarowałam. Były łzy wzruszenia, ale była też złość. Przeczytanie książki dzień przed seansem okazało się wyborem trafnym, ale też nieco przeszkadzało przy wczuwaniu się w klimat. Słowem - dylemat!

Pozwolę sobie na posłużenie się punktami, ponieważ one w jasny sposób zobrazują komplet moich wrażeń. Na początek - plusy:

√ kilka znakomitych kreacji aktorskich - Jennifer Lawrence jako Katniss, Woody Harrelson jako Haymitch, Stanley Tucci jako Caesar oraz Wes Bentley jako Seneca;
√ genialne przedstawienie dystryktów, areny i Kapitolu - ludzi, zwierząt, ubiorów, przyrody, monumentalnych budynków;
√ bardzo dobrze rozwiązana kwestia spraw, które w powieści wyjaśnia Katniss-narratorka, a które w filmie musiał przedstawić ktoś z zewnątrz;
√ pokazanie tego, czego czytelnik książki nie widział, poznając jedynie perspektywę głównej bohaterki - reakcji bliskich, centrum dowodzenia areną, zachowań władzy itd.;
√ odpowiednie dawkowanie emocji - zwalnianie akcji i jej przyspieszanie, serwowanie dłuższych i krótszych ujęć;
√ znakomita charakteryzacja;
√ bardzo dobre efekty komputerowe;
√ wrażenia ogólne - film się nie dłuży, nie nudzi, stale trzyma w napięciu, pozwala w pełni wniknąć w przedstawiony świat. Ja miałam z tym co prawda pewien problem, gdyż nieustannie zestawiałam obraz z książką, ale generalnie dałam się porwać i wyszłam z kina ukontentowana.



Nie można jednak pominąć wad i uchybień, takich jak:

- nędzna gra Josha Hutchersona, który jedną miną chciał pokazać emocje głównego bohatera;
- obdarcie filmu z całej brutalności - mało krwi i walki, mało drastyczności, ucięcie kilku ważnych, bolesnych scen;
- spłycenie paru istotnych postaci, w tym Haymitcha i Rue;
- marne zarysowanie relacji między bohaterami - nie widać ani konfliktu między Katniss a mentorem, ani jej dylematów związanych z Peetą i Gale'm, ani też rodzącej się przyjaźni z Rue;
- pominięcie ważnych scen, ważnych motywów i ważnych dialogów, w efekcie czego ten, kto nie czytał książki nie zrozumie ani pewnych gestów, ani niektórych zachowań, ani praw rządzących światem;
- drażniąca praca kamery, która w kluczowych momentach drży i wiruje, najpewniej dla podkreślenia dynamiki czy oddania emocji;
- zachwianie równowagi między akcją sprzed Igrzysk i na samych Igrzyskach - w książce kładziono nacisk na tę drugą część, tutaj zdecydowano się na poświęcenie im jednakowej uwagi, co prowadzi do tego, że sporo ważnych wydarzeń z areny pominięto.

Ostatecznie okazuje się, że wymieniłam więcej plusów niż minusów i istotnie pokrywa się to z moim ogólnym odbiorem filmu. Warto go zobaczyć - jest zrealizowany z rozmachem, emocjonujący i naprawdę genialnie odtwarza świat z powieści Suzanne Collins. Nie polecam jednak oglądania go przed lekturą książki - trzeba ją poznać, żeby zrozumieć...

Moja ocena: 8/10

Zdjęcie pochodzi ze strony FilmWeb.

27 marca 2012

Top 10: ulubieni bohaterowie filmów i seriali, cz.2

top 10 kreatywa

Zapraszam do drugiej części programu, w którym poznacie moich filmowych ulubieńców /zdjęcia są podlinkowane do stron, z których pochodzą/.

26 marca 2012

Igrzyska śmierci, Suzanne Collins


Igrzyska śmierci, Suzanne Collins
Oryginał: The Hunger Games
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2012
Stron: 351
Gatunek: science fiction
Oto książka, o której słyszał cały świat. Stawia się ją w jednej linii z Harrym Potterem i Zmierzchem - powieściami, które zyskały miano kultowych, prekursorskich. Długo nie chciałam po nią sięgnąć, ale w końcu przekonała mnie zapowiedź filmu. Nie czytając opisu, nie sięgając do recenzji zakupiłam w ciemno wszystkie trzy tomy serii i jestem z tego powodu szalenie zadowolona. Dlaczego? Bo było warto!

Czy zdołałbyś przetrwać w dziczy, zdany na własne siły, gdyby wszyscy dookoła próbowali wykończyć cię za wszelką cenę?

Na ruinach dawnej Ameryki Północnej rozciąga się państwo Panem, z imponującym Kapitolem otoczonym przez dwanaście dystryktów. Okrutne władze stolicy zmuszają podległe sobie rejony do składania upiornej daniny. Raz w roku każdy dystrykt musi dostarczyć chłopca i dziewczynę między dwunastym a osiemnastym rokiem życia, by wzięli udział w Głodowych Igrzyskach, turnieju na śmierć i życie, transmitowanym na żywo przez telewizję.

Bohaterką, a jednocześnie narratorką książki jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą w jednym z najbiedniejszych dystryktów nowego państwa. Katniss po śmierci ojca jest głową rodziny – musi troszczyć się, by zapewnić byt młodszej siostrze i chorej matce, a to prawdziwa walka o przetrwanie...

Uznana pisarka Suzanne Collins jest mistrzynią w konstruowaniu zaskakujących zwrotów akcji, doskonale łączy refleksję z przygodą i romansem w swojej nowej, świetnej powieści o przyszłości, która niepokojąco przypomina teraźniejszość.


Pochłonęłam Igrzyska śmierci błyskawicznie i w kilka godzin po lekturze wciąż trwam w zachwycie i oczarowaniu, nie mogąc doczekać się kolejnych tomów, które kusząco spoglądają na mnie z półki pełnej książek. Nie spodziewałam się, że aż tak przepadnę i że aż tak ulegnę, ale stało się - zatem i mnie możecie dopisać do oficjalnej listy miłośników serii.

Antyutopia, walka na śmierć i życie, bunt przeciwko władzy, bieda, hierarchizacja społeczeństwa - o tym (w skrócie) opowiadają Igrzyska śmierci. Główną bohaterką opowieści jest Katniss - dziewczyna, która każdego dnia walczy o przetrwanie swej głodującej rodziny. To ona wstaje o świcie i poluje, ona opiekuje się siostrą i matką, ona przejmuje obowiązki głowy rodziny. Najważniejsza walka czeka ją jednak na ogromnej arenie, stworzonej ku uciesze władzy. To tutaj dwudziestu czterech młodych ludzi rokrocznie staje do krwawej bitwy, z której żywy może wyjść tylko jeden z nich...

Na kartach Igrzysk śmierci leje się krew, lecą łzy, lśni pot. Walka między nastolatkami jest brutalna i okrutna, ale tak naprawdę na pierwszy plan wysuwają się tutaj nie fragmenty krwawych bitew, a wątki przygodowe - jak przetrwać, jak polować, jak żyć w dziczy i radzić sobie z bezwzględnością natury. Znajdziemy tu również elementy powieści psychologicznej - emocje, doznania i wewnętrzne przeżycia bohaterki są niezwykle istotne, pozwalają wniknąć w jej skórę, pozwalają jeszcze silniej odbierać książkę. Czytelnik płacze razem z Katniss, odczuwa jej pragnienie, tak jak ona drży z emocji. To niesamowite, jak silnie można współodczuwać, jak mocno wnikać w czyjś świat. Niesamowite, jak może na człowieka działać książka...

Powieść Suzanne Collins opowiada o odwadze i braterstwie, o bezwzględności państwa totalitarnego, o wyzysku i społecznej nierówności. Znajduje się tu jednak miejsce na miłość i przyjaźń, na rodzinność i oddanie. Wszystko to sprawia, że historię tę kocha nie tylko młodzież, ale jej czarowi ulegają i dorośli. Bo to książka piękna i mądra, trzymająca w napięciu i emocjonująca. Świat jest w niej bez reszty zakochany, a Wy?

Moja ocena: 9/10

literatura amerykańska | recenzja | Suzanne Collins | literatura | recenzje książek
Suzanne Collins swoją pisarską karierę rozpoczęła w 1991 roku jako twórczyni telewizyjnych programów dla dzieci.

Zanim stworzyła bestsellerową powieść "Igrzyska śmierci" będącą pierwszą częścią trylogii o mieszkańcach futurystycznego państwa Panem, napisała kilka bajek i opowiadań, a w końcu zasłynęła pięcioczęściowym cyklem kronik o podziemnym świecie i Gregorze - chłopcu, który odkrywa nieznane nikomu obszary. I ta seria, i "Igrzyska śmierci" przez wiele tygodni utrzymywała się na liście bestsellerów "The New York Times", zyskując fantastyczne recenzje zarówno krytyków, jak i czytelników.

Źródła: foto | opis

25 marca 2012

Śmiercionośne fale, Carrie Ryan


Śmiercionośne fale, Carrie Ryan
Oryginał: The Dead-Tossed Waves
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2012
Stron: 431
Gatunek: fantasy, dla młodzieży, horror
Carrie Ryan powraca w wielkim stylu, zachwycając kontynuacją Lasu Zębów i Rąk - przerażającej historii o postapokaliptycznym świecie pełnym bezwzględnych zombie. Śmiercionośne fale są jeszcze lepsze, jeszcze mocniejsze i jeszcze bardziej przyciągające! Nie wierzycie? Sami sprawdźcie!

Poznajemy nastolatkę Gabrielle, która razem z matką mieszka w starej latarni sprzed Powrotu. Dotychczas wiodła względnie bezpieczne życie - jej miasteczko otoczone jest Barierą, której przekroczenie grozi najsurowszą karą, ale jednocześnie chroni ich przed Mudo. W świecie, po którym wciąż krążą hordy ogarniętych niewysłowionym głodem martwych, każda czynność podporządkowana jest względom bezpieczeństwa. Otoczeni przez śmierć ludzie muszą niejedno poświęcić, by przetrwać. Wystarczy jeden nieostrożny ruch, by utracić wszystko…

Niestety Gabrielle przyszło przekonać się o tym na własnej skórze. Dziewczyna w ciągu jednej nocy traci wszystko – przyjaciół, rodzinę, ukochanego. Nie wie już, kim jest, więc postanawia zaryzykować życie, by odnaleźć tego, który pokazał jej, czego naprawdę pragnie. Nawet jeśli nie ma już dla niego ratunku…

Czy poradzi sobie po drugiej stronie Bariery? Czy wybierając wolność da się przeżyć? Czy miłość może pokonać śmierć?


Warto było czekać na tę książkę ponieważ jest - co tu kryć - niesamowita. Nie lubię operować tak wielkimi słowami, ale szczerze i otwarcie muszę przyznać, że powieści Ryan w swojej kategorii plasują się na samym szczycie. Oto przykład literatury dla młodzieży, w której odnajdzie się również starszy odbiorca i którą naprawdę warto czytać.

Akcja drugiego tomu przenosi nas o kolejnych kilkanaście lat naprzód - żywot, jaki wiodła Mary odszedł w zapomnienie, teraz liczy się nowa społeczność i nowe życie, choć demony przeszłości cały czas dają o sobie znać, a złowrogie Mudo (wcześniej nazywane Nieuświęconymi) wciąż męczą swoimi jękami. Tym razem to jednak nie Mary opowiada nam o swoich losach, bowiem drugi tom Lasu... to opowieść snuta przez jej córkę - Gabry.

Świat, w którym żyją bohaterowie nie zmienił się zanadto, choć autorka podsuwa czytelnikowi kilka nowych wizji i miejsc, prezentuje nieznane postaci i zarysowuje odmienne modele kształtowania społeczeństw. Do tego dochodzą oczywiście nowe zdarzenia i przygody, nowe problemy i rozterki. Wszystko to sprawia, że Śmiercionośne fale, choć stanowią kontynuację innej powieści, urzekają świeżością i potrafią zaskakiwać. To ważne, żeby każdy tom serii czymś się wyróżniał. Żeby podtrzymywał zainteresowanie. Żeby wciąż był atrakcyjny. Bo to właśnie stanowi o wartości całego cyklu i rozbitej na kilka elementów historii.

Śmiercionośne fale to doskonale poprowadzona, trzymająca w napięciu opowieść, pełna wzruszeń i emocji. Miejscami wstrząsa i szokuje, a miejscami roztapia serca. Byłaby doskonała, gdyby nie pewne mankamenty fabularne - zwłaszcza typowe dla wieku nastoletniego rozterki sercowe i ciągłe wahania, które dojrzalszego czytelnika mogą nużyć, śmieszyć albo wprawiać w konsternację. Można je przeboleć, ktoś bardziej cierpliwy spojrzy na nie pobłażliwie, ale ja czułam się momentami, jak na gimnazjalnym korytarzu. Nie cierpiałam co prawda katuszy przy lekturze, ale niektóre wzniosłe momenty zamiast mną poruszać, wywoływały śmiech. Na szczęście to tylko ułamek całości, który można zignorować, by dalej rozkoszować się naprawdę ciekawą literaturą.

Polecam i niecierpliwie wypatruję kolejnego tomu!

Moja ocena: 8,5/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc.


literatura amerykańska | recenzja | Carrie Ryan | literatura | recenzje książek
Amerykańska autorka, której książki notowane są na najbardziej prestiżowej liście bestsellerów New York Timesa.

Jej debiutancka powieść „Las Zębów i Rąk” została uznana za jedną z najlepszych książek roku w kategorii powieści dla młodzieży. Prawa wydawnicze zostały sprzedane do 20 krajów, a powieść ma zostać niebawem sfilmowana.

Carrie Ryan jest autorką trzech powieści, które składają się na trylogię „Las Zębów i Rąk”: tom 1 „Las Zębów i Rąk” (premiera w Polsce w kwietniu 2011 roku), tom 2 „Śmiercionośne fale” (premiera w październiku 2011) oraz tom 3 „Miejsca ciemne i puste” (ostatni tom trylogii ukaże się w Polsce na początku 2012 roku).

Źródła: foto | opis

24 marca 2012

Adam w Edenie, Carlos Fuentes


Adam w Edenie, Carlos Fuentes
Oryginał: Adan en Eden
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Stron: 206
Gatunek: społeczno-obyczajowa
Jeżeli lubicie wartościową i niełatwą w odbiorze prozę, mam dla Was świetną propozycję - poznajcie Adama w Edenie - powieść wybitnego meksykańskiego pisarza, Carlosa Fuentesa.
Adam Gorozpe zawdzięcza swoją wysoką pozycję społeczną małżeństwu z córką jednego z najbogatszych ludzi w Meksyku. Ale jedyną osobą, przed którą zrzuca maskę cynika, jest jego kochanka El. Tymczasem na krajowej scenie politycznej pojawia się niejaki Adam Góngora - zżerany przez ambicję perfidny karzeł. Nie dość, że uwodzi Gorozpemu żonę, to jeszcze proponuje mu udział w przejęciu władzy w państwie. Odrzucenie tej oferty oznaczałoby poważne niebezpieczeństwo dla El. Gorozpe wpada jednak na szatański pomysł...

Źródło: okładka

Mamy w powieści Fuentesa genialnego narratora. Człowieka autoironicznego i sarkastycznego, który jawi się jako znakomity obserwator, szelma i wytrawny gracz, chwytający w pułapkę odbiorcę zbiorowego, do którego czyni zwroty bezpośrednie. Autor bawi się z czytelnikami, stawia pytania, prowokuje do dyskusji, z otwartymi ramionami wpuszcza w ślepą uliczkę i śmieje się w głos, obserwując ich błądzenie po wzniesionych przez siebie labiryntach. Jest mistrzem nietypowych rozwiązań konstrukcyjnych, bawi się językiem, pozwala na intertekstualne nawiązania i przywłaszcza sobie tak wiele symboli, że jego opowieść jest jak gigantyczny rebus, którego nie rozwiąże ten, kto nie zna historii literatury i nie zgłębiał nigdy biblijnych tajemnic.

Meksyk. To on wysuwa się w powieści Fuentesa na pierwszy plan. Autor odważnie rozprawia się ze społeczeństwem i władzą, z sąsiednimi Stanami Zjednoczonymi i z miejscowymi wierzeniami. Opowieść o życiu tytułowego Adama przeplata z fragmentami codziennych newsów z życia państwa, sennych wizji oraz naukowych rozpraw (nie nudnych i nie trudnych, nie lękajcie się!). Przytacza dialogi rządzących, artystów, wielkich biznesmenów i zwykłych ludzi, którym przyszło walczyć z brutalną i niesprawiedliwą machiną władzy. Całość uzupełniają barwne wspomnienia i rozważania narratora (czyli Adama właśnie), który jest urzekająco naturalny i - na swój sposób - szczery, sarkastyczny i ironiczny. Wpuszcza nas w maliny, to prawda, ale czyni to w tak zręczny sposób, że dopiero na finiszu orientujemy się, jak dobrze bawił się naszym kosztem.

Świetna historia, znakomity pisarz i kawał naprawdę dobrej prozy - to mieszanka, która powinna skusić każdego, ale uprzedzam - jest to powieść na tyle specyficzna, że z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu. Jednak zachęcam do zmierzenia się z nią, warto.

PS. Fragment, który mnie rozbroił i znakomicie pasuje do tematyki bloga:
- Ja nie chcę prowadzić interesów. Chcę zostać pisarzem.
- Że jak? I co będziesz jadł, obiboku? Zupę z liter? Enchiladę z papieru? Co będziesz pił? Atrament?
Cóż, ciężki żywot literata...

Moja ocena: 9/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki.


literatura meksykańska | recenzja | Carlos Fuentes | literatura | recenzje książek
Prozaik i eseista meksykański. Należy do tych pisarzy latynoamerykańskich, których twórczość utwierdziła rangę literatury iberoamerykańskiej na świecie. Podstawową osią, wokół której organizuje się świat przedstawiony przez Fuentesa, jest temat rewolucji meksykańskiej i jej klęski oraz problem narodowej tożsamości.

Źródła: foto | opis

23 marca 2012

Top 10: ulubieni bohaterowie filmów i seriali

top 10 kreatywa

Oto ranking stworzony specjalnie na Wasze życzenie. Podobnie jak w przypadku muzycznych idoli, zdecydowałam się na stworzenie dwóch osobnych dziesiątek w jednym temacie. Dziś zaprezentuję bohaterów seriali, a w najbliższym czasie przedstawię Wam ulubieńców filmowych. Oto pierwsze zestawienie /zdjęcia są podlinkowane do stron, z których pochodzą/:

22 marca 2012

Akcja Animacja - zobacz jak animujemy świat!

Wernisaż wystawy Akcja Animacja już za nami! Publiczność dopisała i zadziwiła, bowiem w Sali Wystawowej Wydziału Filologiczno-Historycznego Akademii im. Jana Długosza pojawiło się naprawdę wiele osób. Byli przedstawiciele lokalnych mediów, kadra profesorska Instytutu Filologii Polskiej oraz wielu studentów. Goście docenili inicjatywę gromkimi brawami i nie szczędzili pochwał jedenastu przedstawicielom specjalności animacja kultury.

Kiedy we wrześniu 2011 roku namawiałam grupę na zaprezentowanie się w taki sposób (nawiązując do zachęty jednej z naszych wykładowczyń), nie spodziewałam się, że odniesiemy tak wielki sukces. Nie cieszyliśmy się nigdy dobrą sławą - od lat na opinię o grupie rzutowały "dokonania" części osób, które zapomniały, że czasy gimnazjum minęły bezpowrotnie wiele lat temu i robiły wszystko, aby pokazać się z jak najgorszej strony. Wielu powtarzało nam, że jesteśmy do niczego, nazywali nas "grupą specjalną" i "gromadą leni", tymczasem tym najzdolniejszym i najambitniejszym udało się wreszcie wybić z szarzyzny i udowodnić swoją wielką wartość. Z tego jestem ogromnie dumna!

Tych dziesięciu świetnych ludzi, którzy prezentowali się razem ze mną, podziwiam i bardzo cenię. Są niezwykle utalentowani i ambitni. Cieszę się, że mogę stać z nimi w jednym szeregu i wierzę, że czeka ich świetlana przyszłość. Zasługują na to, aby ich twórczość docierała daleko. Poznajcie ich więc:


Piernikowe cuda


Przemówienie otwierające wystawę


Grupa odwiedzających


Degustacja pierniczków, podziwianie zbiorów studentów


Rękodzieło (w tym: moja biżuteria)


Ostatnie przygotowania


Tłum odwiedzających (i moje plecy, które wkradły się do zdjęcia)


Twórczość malarska, fotograficzna i poetycka


Fantastyczna jedenastka


Z prawej - kreatywa (tragicznie krzywo przyklejona), z lewej pozuję z wykonanymi przez siebie zdjęciami


Moje trzy stanowiska - z pocztówkami, blogiem i manchesterowymi pamiątkami

Więcej zdjęć znajdziecie w ogólnodostępnym albumie na fejsbuku - TUTAJ.


Wystawę odwiedzać można do 7 maja. Sala Wystawowa AJD, Al. Armii Krajowej 36a w Częstochowie.


Autorem zdjęć jest Marcin Maciąg (znany jako mój narzeczony ;)).

21 marca 2012

Ślicznotka. Nocne życie Indii, Sonia Faleiro


Ślicznotka. Nocne życie Indii, Sonia Faleiro
Oryginał: Beautiful Things
Wydawnictwo: PWN
Rok wydania: 2012
Stron: 254
Gatunek: literatura faktu
To nie jest ładna, lekka, miła opowieść. Nie ma tu ani odrobiny bollywoodzkiego czaru (ten pojawia się tylko w niedoścignionych marzeniach i snach), nie ma fascynującej, obcej kultury. Jest nocny brud, jest surowość, jest naturalizm. Jest prawda. Prawda, która boli i wstrząsa.

Nocne życie Indii w bestsellerowej opowieści Soni Faleiro!

To nie bollywoodzki sen – to relacja, która obnaża blaski i cienie życia prostytutek i tancerek erotycznych jednej z największych metropolii świata.

Namiętność i przemoc na tle ognistych barw, wśród odurzających zapachów, w obliczu olbrzymich kontrastów, niesprawiedliwości i walki o przetrwanie za wszelką cenę – oto realia nocnego życia Bombaju.

Źródło: pwn.pl.

Pięć lat - tyle potrzebowała autorka, aby wniknąć w obce sobie środowisko, zdobyć zaufanie i przeprowadzić setki rozmów, by w nieco zmienionej i sfabularyzowanej formie przedstawić szokujące wydarzenia, jakich była świadkiem i o jakich zasłyszała. Jej rozmówczyniami były tancerki nocnych klubów, kelnerki, prostytutki, burdelmamy. Byli też policjanci, właściciele barów, politycy, prawnicy, kelnerzy i wszyscy ci, którzy otarli się o pełen brudu bombajski półświatek. Przewodniczką po realiach tej brutalnej rzeczywistości była dla autorki Lila - dziewczyna od dziecka skazana na zarabianie ciałem. To ona wprowadziła Faleiro w ten świat, to ona przedstawiała odpowiednie osoby, pomagała w gromadzeniu informacji. I to właśnie jej w głównej mierze poświęcona jest Ślicznotka, choć Lilą w tym wypadku mogłoby być wiele indyjskich dziewcząt, które nie mają szans na normalne życie w tak zhierarchizowanym i brudnym świecie.

Indie kojarzą się z aromatyczną kuchnią, radosną muzyką, barwnymi strojami. Mało kto zdaje sobie sprawę, że za tą kolorową kurtyną kryje się przejmująca bieda i obrzydliwa niesprawiedliwość. Bo tutaj kobieta jest podgatunkiem - nawet inteligentna i zaradna będzie gorzej traktowana od głupiego mężczyzny. Urodzenie córki wcale nie jest błogosławieństwem - chyba, że ktoś wykaże się sprytem i jak tylko dziewczynka skończy jedenaście czy dwanaście lat - pośle ją na ulicę. Tak właśnie wygląda świat Lili i wielu dziewcząt z jej otoczenia. Aby przetrwać, należy sprzedać godność i szacunek, a wcześniej porzucić wszystkie marzenia...

Historii opowiedzianej przez Sonię Faleiro nie czyta się lekko - mnie lektura zajęła kilka wieczorów i wcale nie była przyjemnością. Bardzo trudno przyjmuje się coś tak okrutnie prawdziwego i brutalnego, przepełnionego smutkiem i pozorami radości. Autorka składa hołd bombajskim kobietom, doskonale je portretując i nie pozwalając, aby ich historie odeszły w zapomnienie. Jednocześnie bezwzględnie otwiera ludziom oczy, odsłania najgłębsze tajemnice, przedstawia obraz społeczeństwa tak sugestywny i mocny, że aż bolesny. Jej książka odniosła ogromny sukces - była wielokrotnie nagradzana i doceniana przez krytyków. Na mnie również zrobiła niesamowite wrażenie i polecam ją Wam właśnie na ten piękny, wiosenny czas. Tak dla kontrastu...

Moja ocena: 8,5/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu PWN.


literatura indyjska | recenzja | Sonia Faleiro | literatura | recenzje książek
Dziennikarka i pisarka, która na swoim koncie ma już wiele nagród. Ślicznotka to jej pierwsza książka z dziedziny literatury faktu, którą napisała na podstawie ponad 5-letniej obserwacji nocnego życia Bombaju. Książka doczekała się już wielu przekładów. Autorka mieszka w San Francisco i Bombaju.
Źródła: foto | opis

16 marca 2012

Top 10: ulubione wydawnictwa

top 10 kreatywa

To jeden z tych tematów, który - w moim mniemaniu - należy do grona najciekawszych. Przeciętny czytelnik nieszczególnie przywiązuje wagę do wydawnictwa - kupuje to, co wpadnie mu w oko lub to czego aktualnie szuka, często nawet nie będąc świadomym, kto dany tytuł wydał. Książkowi blogerzy wiedzą jednak czego po danym wydawnictwie się spodziewać - jaki rodzaj literatury wydaje, czy przywiązuje wagę do szaty graficznej, czy miewa w zwyczaju przerywanie serii w połowie itd. Ja ugryzłam temat w ten sposób, że nie biorę pod uwagę mojej współpracy z danymi wydawnictwami - chciałam spojrzeć na to zagadnienie okiem zwyczajnego odbiorcy literatury, a nie blogera. Oto mój wybór (w kolejności alfabetycznej):

14 marca 2012

Ja, anielica, Katarzyna Berenika Miszczuk


Ja, anielica, Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2011
Stron: 380
Gatunek: paranormal romance
Kiedy przed rokiem oceniałam powieść Ja, diablica - pierwszą część trylogii poświęconej perypetiom Wiktorii Biankowskiej, byłam pod głębokim wrażeniem. Książka miała sporo uchybień, ale czytało się ją świetnie, a świat wykreowany przez autorkę był czymś nowym, świeżym i fascynującym. Co więc zmieniło się od tamtego czasu, że lektura drugiej części była dla mnie ciężka i męcząca? Chciałabym to wiedzieć...
W życiu Wiktorii ponownie zjawia się przystojny diabeł. Rozbija jej związek z Piotrem i ma nietypową prośbę - chce odzyskać swoje anielskie skrzydła. Czy dziewczynie uda się zwrócić złotookiemu Belethowi marzenia? Przed Wiktorią stają naprawdę trudne wybory - bo z jednej strony zabiegający o jej miłość śmiertelnik, a z drugiej... no właśnie, diabelnie przystojny upadły anioł. W dodatku akcja przeniesie się do nieba. A tam pojawią się kolejni bohaterowie - zabawne putta, podstępny Moroni, rodzice Wiktorii i oczywiście syn szefa, jeżdżący najnowszym maserati...

Nieprzyzwoicie zabawna książka o niebiańsko-piekielnej rzeczywistości. Do diabła - to trzeba przeczytać!

Źródło: W.A.B.

Ponieważ tym razem akcja przenosi się z Piekła do Nieba, byłam ciekawa, jak Miszczuk przedstawi tę rzeczywistość. Piekło urzekało - było ciekawe, nieschematyczne, oryginalne i fascynujące. Z Niebem autorka nie postarała się wcale i przedstawiła je tendencyjnie, nudno i stereotypowo. Żaden z jej pomysłów nie okazał się oryginalny czy ciekawy. A to z kolei sprawiło, że książka nie mogła wzbudzić większego zainteresowania i zwyczajnie nużyła.

Najbardziej jednak przykre jest w tym wszystkim to, że autorka w ogóle się nie rozwinęła i wszystkie błędy wskazane w pierwszej części, mogłabym wymienić i tutaj:

- humor wciąż jest tani, słaby i naciągany;
- dalej zalewa nas fala irytujących i infantylnych zdrobnień;
- znów mamy do czynienia z męczącym powtarzaniem tych samych sformułowań, opieraniem się na tych samych schematach i rozwiązaniach;
- autorka dalej traktuje czytelników jak idiotów - że zacytuję samą siebie: "Dobry narrator to ten, który pozostawia niedopowiedzenia i przemilcza to, co oczywiste. Tutaj kilka razy natknęłam się na przydługie wyjaśnianie terminów, nazwisk i skrótów oraz powtarzanie tego, co z przebiegu akcji doskonale już czytelnik wiedział. Po co po pięć razy powtarzać gdzie znajdują się bohaterowie i kto w danym dialogu bierze udział, skoro - już od kilku stron - jest to oczywistą oczywistością?".

Do tego:

- wykreowanie głównej bohaterki na totalną sierotę, idiotkę i hipokrytkę. Ciągłe wkładanie jej w usta: "o rany, ależ ja się zmieniłam", chociaż żadnych zmian zachodzących w dziewczynie nie widać. Na dodatek zarówno ona, jak i jej relacje z innymi (zwłaszcza rodzicami, rywalkami i facetami) przedstawione są do bólu przewidywalnie i szablonowo.

Jedynymi plusami Anielicy są mitologiczne i historyczne nawiązania, konsekwencja w kreowaniu niektórych postaci oraz błyskawicznie rozwijająca się akcja na ostatnich stu stronach książki. Generalnie jednak zawiodłam się i moja wiara w potencjał autorki słabnie. Ileż można stać w miejscu?

Moja ocena: 3/10


literatura polska | recenzja | Katarzyna Berenika Miszczuk | literatura | recenzje książek


Studentka czwartego roku studiów lekarskich na Uniwersytecie Medycznym w Warszawie. Swoją pierwszą powieść zatytułowaną Wilk napisała w wieku 15 lat.

Katarzyna Berenika Miszczuk już od dziecka wymyślała i zapisywała różne historie.
Autorkę fascynuje historia Starożytnego Egiptu. Lubi podróże, również dużo czyta oraz gra na gitarze.

Źródła: foto | opis

13 marca 2012

Pokonaj stres dzięki technikom relaksacji, Dagmara Gmitrzak


Pokonaj stres dzięki technikom relaksacji, Dagmara Gmitrzak
Wydawnictwo: Edgard
Rok wydania: 2012
Stron: 206
Gatunek: poradniki
Zajrzyj do książki
Uwielbiam serię Samo Sedno Edgarda! Książki wchodzące w jej skład promują polskich autorów, są pięknie i solidnie wydane, oparte na podobnej szacie graficznej i takiej samej formie. Formie czytelnej i jasnej. Jeszcze przed otwarciem książki doskonale wiem, że składa się ona z kilku części, każda część z rozdziałów, każdy rozdział ze skrótowej zapowiedzi, treści właściwej (pełnej ćwiczeń, ciekawostek, cytatów, schematów, testów, punktów i podpunktów) oraz podsumowania. Wydaje Wam się to mało istotne? Porozmawiajcie ze swoim mózgiem - on Wam powie, że taką właśnie formę uwielbia najbardziej. A to już jest szalenie istotne, kiedy dyskutujemy o poradnikach.

Na Pokonaj stres składają się:
  • płyta CD z muzyką relaksacyjną;
  • część pierwsza - głównie teoretyczna - poświęcona stresowi i teorii pozytywnego myślenia;
  • część druga - przede wszystkim praktyczna - skupiająca się na podróży w głąb ciała umysłu.
Najważniejszą część publikacji stanowią ćwiczenia odprężające, techniki relaksacyjne i medytacyjne, nauka prawidłowego oddychania, pobudzania mózgu i wewnętrznych czakr. Z porad autorki korzystam już trzeci tydzień i ich efekty uważam za bardzo zadowalające - fizycznie czuję się dużo lepiej, jestem bardziej świadoma swoich działań, swego ciała i ducha. Uznaję to za ogromny sukces!

Nie mniejszą uwagę Dagmara Gmitrzak poświęca treningowi umysłu i ducha. Uczy jak być szczęśliwszym, jak myśleć pozytywnie, jak żyć pełnią życia i odcinać mózg od złych bodźców. Wiedzieliście na przykład, że mózg nie rozróżnia przeszłości od teraźniejszości, więc reaguje tak samo na wspomnienia, jak i wydarzenia bieżące, co oznacza, że rozpamiętując bolesne chwile z przeszłości fundujemy sobie niemal taki sam stres, jakbyśmy znów tam byli? Mnie uderzyło to niesamowicie mocno! Staram się więc walczyć z demonami przeszłości, oswajać się z tym, co odeszło i nie wróci - skutek jednak nie jest tak piorunujący, jak w przypadku medytacji, relaksacji czy ćwiczeń oddychania. Jak zauważa autorka - są takie przeszkody, których człowiek sam nie pokona...

Oprócz ćwiczeń, warto w Pokonaj stres zwrócić uwagę na podłoże teoretyczne. Dagmara Gmitrzak sięga do wiedzy z zakresu fizyki, anatomii, psychologii, socjologii, religioznawstwa czy filozofii. Dzięki temu czytelnik nie dostaje samych złotych rad, ale jest w stanie poznać i zrozumieć procesy zachodzące w jego organizmie, prawa rządzące relacjami międzyludzkimi i relacjami z samym sobą, oczywiście. Dla mnie jest to aspekt niezwykle istotny, ponieważ wiem, że mam do czynienia z czymś więcej, niż ze zwyczajnym poradnikiem. Pokonaj stres to - według mnie - doskonale wzbogacająca i rozwijająca pozycja popularnonaukowa - nie nużąca, nie zalewająca nudnymi teoriami, przystępna i rzetelna. Jedynym jej mankamentem są niektóre powtórzenia, czy też wypunktowania pewnych oczywistości, które zajmują pół strony, a tak naprawdę są doskonale znane nawet średnio inteligentnemu odbiorcy (np. długa lista przykładowych form aktywności ruchowej czy złych nawyków). Poza tym - bez zastrzeżeń, polecam!

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Edgard - wydawcy serii Samo Sedno.


Samo Sedno to seria nowoczesnych, praktycznych i podręcznych poradników, które trafiają w samo sedno. W serii znajdują się tytuły o tematyce m.in. biznesowej, parentingowej, psychologicznej czy dotyczącej zdrowego stylu życia i rozwoju osobistego.


literatura polska | recenzja | Dagmara Gmitrzak | literatura | recenzje książek
Dagmara Gmitrzak - trenerka rozwoju osobistego, socjolog, terapeutka reiki, dziennikarka. Ukończyła Instytut Stosowanych Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim w tym trzyletnią specjalizację: pomoc społeczno-terapeutyczna, a także podyplomowe Dziennikarstwo na UW, trzyletnie szkolenie z muzykoterapii i psychodramy, kurs medytacji mindfullness, oraz liczne warsztaty pracy z ciałem i umysłem w Polsce, Chorwacji i Hiszpanii. Od dziesięciu lat prowadzi z sukcesem warsztaty rozwoju osobistego. Autorka trzech książek z tej dziedziny.

Źródła: foto | opis





Chcecie wiedzieć więcej? Oddaję głos autorce:

12 marca 2012

Zapraszam do stołu. Kuchnia Jerzego Knappe


Zapraszam do stołu. Kuchnia Jerzego Knappe, Jerzy Knappe (właśc. Agnieszka Pilaszewska)
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2011
Stron: 197
Gatunek: kucharskie
Z książkami okołoserialowymi mam niewielkie, acz bolesne doświadczenie - skusiłam się kiedyś na zakup wyjątkowo miernego Kaktusa w sercu - wytworu związanego z TVN-owskim Prosto w serce. Od tamtej pory omijam wszelkie pamiętniki Uli-brzyduli, cuda z Na Wspólnej i wszystko to, co ma zmusić miłośników seriali do sięgnięcia po portfele. Do Kuchni Jerzego Knappe podchodziłam więc z pewnym dystansem, ale jednocześnie wierzyłam, że będzie do udane spotkanie. Dlaczego? Za nazwiskiem Jerzy Knappe kryje się Agnieszka Pilaszewska - bardzo dobra aktorka i świetna scenarzystka. Do tego książka przedstawiać miała dania znane z Przepisu na życie - jednego z dwóch najlepszych polskich seriali(drugim jest 39 i pół). Jakże więc mogłam odmówić zaproszenia do stołu?


Jerzy Knappe o sztuce kulinarnej mówi z pasją i czułością, kuchnię nazywa teatrem, a gotowanie uważa wręcz za obowiązek tych, którzy dbają o swoje zdrowie, troszczą się o rodzinę i szanują przyjaciół. Przepisy na różne pyszności przeplata ze wspomnieniami rodzinnego domu, miłosnych uniesień czy wspaniałych zabaw z dzieckiem. Podobnie jak w serialu - bywa ironiczny i zabawny, ale przede wszystkim wykazuje się profesjonalizmem. Ów profesjonalizm podszyty jest jednak ogromnym luzem, dlatego wstępy do przepisów czyta się z wielką przyjemnością.

Jeżeli o samą stronę kulinarną chodzi - większość zaproponowanych dań jest wyjątkowo łatwa w przyrządzeniu. Znajdują się tu potrawy typowo restauracyjne, zdrowe pyszności dla dzieci czy błyskawiczne propozycje dla samotnego wilka. Wszystko okraszone cennymi poradami i bardzo pomocnymi wskazówkami. Jedynym problemem dla przeciętnego Polaka mogą być koszta przygotowania niektórych dań, zawierających owoce morza, droższe sery i mięsa. Niemniej, większość propozycji nada się dla każdej kieszeni (i dla nawet największego laika).


Polecam Wam Kuchnię Jerzego Knappe, jeżeli należycie do grona tych, którzy doceniają książki kucharskie. Dziś bardzo łatwo wklepać kilka słów w wyszukiwarkę i znaleźć przepis na każde możliwe danie. Ja jednak rozkochana jestem w książkach poświęconych kuchni - mają tę magię, której Internet nigdy mieć nie będzie.

A dla fanów Przepisu na życie - pozycja obowiązkowa. Bo oprócz wywodów w stylu Jerzego, znajdziecie tu świetne przepisy i zdjęcia z serialu.

Moja ocena: brak

literatura polska | recenzja | Jerzy Knappe | literatura | recenzje książek


Autorki przepisów: Dorota Kwiecińska, Anna Chwilczyńska, Agnieszka Pilaszewska.

Zdjęcia pochodzą z oficjalnego profilu serialu na fejsbuku.