29 lutego 2012

Dotyk martwych, Charlaine Harris


Dotyk martwych, Charlaine Harris
Oryginał: A Touch of Death
Wydawnictwo: Mag i Nowa Proza
Rok wydania: 2011
Stron: 189
Najchętniej nie wypowiadałabym się wcale na temat tej książki. Ale że kłóciłoby się to z ideą bloga, a i odczuwam potrzebę ostrzeżenia Was - co nieco o niej opowiem. Co prawda poloniście nie przystoi literatury podsumowywać w ten sposób, ale naprawdę nie znajduję lepszego słowa, na określenie tej książki - ona jest po prostu durna.

Durna, nielogiczna, nudna, żenująca, śmieszna i zupełnie zbędna.

Dotyk martwych to zbiór opowiadań, których akcja rozlokowana jest w różnych momentach cyklu Sookie Stackhouse. Autorka we wstępie bardzo szczegółowo umiejscawia akcję każdego z nich, pozwalając sobie nawet na małe ich streszczanie. Zabieg zupełnie niepotrzebny, bo ów wstęp zdradza wszystko, co czeka nas podczas lektury tych krótkich opowiadań. Ja - na szczęście - w porę zorientowałam się, jakie zamiary ma autorka i część wstępu sobie darowałam. Jakbym przed lekturą miała wiedzieć, co się wydarzy, byłabym jeszcze bardziej zła, że po tę żenującą książeczkę w ogóle sięgnęłam... Jeżeli więc chcecie się z nią zapoznać, darujcie sobie odautorski wstęp.

Opowiadania ze zbioru Dotyk martwych mogą bawić ogromnych fanów serii, którzy w imię miłości "wszystko wybaczą". Ci którzy skłonni do wybaczania nie są, a i sentymentów do Sookie nie żywią - nie będą czerpali przyjemności z lektury. Bo w krótkiej formie Charlaine Harris nie sprawdza się wcale. Przede wszystkim jej opowiadaniom brak spójności i logiki. Nie współgrają one z pozostałymi częściami cyklu - łączą je co prawda bohaterowie i chronologia, ale już relacje między bohaterami są zgoła inne. To razi. Podobnie jak razi stały zabieg stosowany przez autorkę, a więc przypominanie o tym "co, gdzie i jak". Każde z opowiadań na raptem 30-40 stron, a i tak znaczną ich część stanowią wspomnienia faktów znanych z regularnych tomów cyklu. Naprawdę nie sądzę, aby było to konieczne.

Nie wiem komu i na co miałabym polecić tę książkę. Fani cyklu i tak ją znają, a ci którzy nie zaczytują się w przygody Sookie Stackhouse nie znajdą w niej dla siebie zupełnie nic. Radzę więc omijać.

Moja ocena: 3/10

Zobacz również:
Seria Lily Bard

literatura amerykańska | recenzja | Charlaine Harris | literatura | recenzje książek | Sookie

Charlaine Harris - bestsellerowa pisarka publikująca od ponad dwudziestu lat. Początkowo pisała poezję, później, podczas studiów na Rodhes College w Memphis w stanie Tennessee tworzyła sztuki teatralne. Kilka lat po ukończeniu studiów zaczęła pisać powieści. Obecnie mieszka w Arkansas ze swoim mężem i trojgiem dzieci.

Źródła: foto | opis

Pan Potwór, Dan Wells


Pan Potwór, Dan Wells
Oryginał: Mr Monster
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2012
Stron: 290
Gatunek: thriller
Pan Potwór Dana Wellsa stanowi kontynuację przedstawionej przeze mnie miesiąc temu powieści Nie jestem seryjnym mordercą i należy do cyklu John Cleaver, opowiadającego o losach młodocianego socjopaty, ogarniętego fascynacją seryjnymi mordercami.

Tym razem bohater musi zmagać się z drugą stroną swojej osobowości, roboczo nazwaną Panem Potworem. Kiedy John zakochuje się w uroczej dziewczynie z sąsiedztwa, Pan Potwór śni straszliwe sny o jej torturowaniu. Kiedy John próbuje nie wpadać w szał, Pan Potwór snuje plany wymordowania wszystkich, którzy staną mu na drodze. Kiedy John usilnie próbuje przestrzegać swoich zasad, Pan Potwór... nie, tego Wam nie zdradzę.

Clayton znów nawiedza fala brutalnych zbrodni. Czyżby morderca powrócił? A może ma swojego naśladowcę? Z kim tym razem przyjdzie się zmierzyć Johnowi? Z bestią? A może z samym sobą? Sprawa jest bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać...

Wrażenia ogólne z lektury mam identyczne jak w przypadku pierwszej części cyklu. Powieść Wellsa wciąż czyta się znakomicie (pochłonęłam ją w kilka godzin!), wisielczy humor młodego narratora wciąż powala mnie na łopatki, a jego złożony portret psychologiczny fascynuje równie mocno. Najsłabszym punktem znów okazuje się sam morderca i rozwiązanie zagadki. Nie rozumiem po co do dobrego thrillera wciska się elementy fantasy - od razu przechodzi człowiekowi ochota na czytanie, a dotychczasowa ekscytacja znika. Cieszy mnie jedynie, że tym razem autor pokusił się o elementy zaskoczenia, których tak bardzo zabrakło mi w pierwszej części cyklu...

Cieszy mnie również to, że to na samym Johnie skupia się większość książki. Tym razem portrety innych są - choć dokładne i rzetelne - mniej obszerne, niż w przypadku Nie jestem seryjnym mordercą. I jest to rozwiązanie bardzo dobre, bowiem główny bohater jest na tyle ciekawą osobowością, że z powodzeniem zajmuje swoją osobą znaczną część powieści. Czytelnik się z nim nie nudzi - odkrywa powoli i Johna, i Pana Potwora, obserwując ich nieustanną walkę. Jesteście ciekawi kto wyjdzie z niej zwycięsko? Zapraszam do lektury.

Z dedykacji umieszczonej na początku Pana Potwora dowiadujemy się, że tom ten jest ulubionym żony autora. Póki co - zgadzam się z jej wyborem. Druga część cyklu przewyższa pierwszą i jeszcze mocniej zachęca do przeczytania kolejnej. Spróbujcie!

Moja ocena: 8/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak.


literatura amerykańska | recenzja | Dan Wells | literatura | recenzje książek

Daniel Andrew Wells - amerykański pisarz, autor horrorów i thrillerów, wpisujących się w popularny nurt Young Adult. Wielką popularność przyniósł mu trzytomowy cykl powieści poświęconych przygodom młodego socjopaty - Johna Cleavera.
Źródła: foto

28 lutego 2012

Sto Tysięcy Królestw, N.K. Jemisin


Sto Tysięcy Królestw, N.K. Jemisin
Oryginał: The Hundred Thousand Kingdoms
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2011
Stron: 458
Gatunek: fantasy
Doskonale wiecie, że świat fantasy dopiero się przede mną otwiera - dawniej nie sięgałam po takie książki niemal wcale, a teraz stale się nimi otaczam. W dziedzinie fantasy jestem laikiem, nie mam porównania do klasyków, nie zagłębiałam się nawet w wyznaczniki gatunkowe i nie wiem czy to, co czytam, faktycznie można nazwać sztandarowym przedstawicielem swojej grupy. Opieram się więc wyłącznie na samych (nieskażonych) odczuciach. Zupełnie jak dziecko.

Co zatem mówią moje odczucia o debiutanckiej powieści Nory K. Jemisin? Że to ciężka i niezwykle absorbująca lektura. Jedna z tych, które mogą człowieka naprawdę zamęczyć...

Ale, ale! Zacznę od pozytywów - bo tych znaleźć można naprawdę sporo. Po pierwsze - najważniejsze - świat wykreowany przez autorkę jest oszałamiający. Niesamowicie oczarowała mnie przestrzeń w jakiej osadzona została akcja. Piękny, przedstawiony w najmniejszych detalach, fascynujący świat. Tutaj każdy zakamarek kryje jakąś tajemnicę, tutaj z każdej strony może nadejść zaskoczenie. Akcja powieści została osadzona w przestrzeni niezwykle szerokiej i pojemnej, a przy tym zadziwiająco spójnej - dopracowanie jej w najmniejszych szczegółach wcale nie było zadaniem łatwym, toteż przed autorką chylę czoła za dobrze wykonaną robotę. I za kreatywność, która zagwarantowała czytelnikom powiew świeżości.

Co jeszcze zasługuje na pochwałę, to z pewnością kreacje bohaterów. Ich liczba przytłacza i komplikuje nieco odbiór, ale warto dostrzec i docenić staranność, z jaką Jemisin wykreowała portret każdego z nich. O nikim nie zapomina, każdemu poświęca uwagę, przedstawiając w naprawdę interesujący sposób. Nie wszystkie portrety są spójne i nie każde czyny poszczególnych postaci były dla mnie zrozumiałe, ale to akurat jest wybaczalne. Nikt nie mówił, że poczynania ludzi (i w tym wypadku - bogów czy półbogów) mają w sobie coś z logiki...

Podstawowym zarzutem, jaki mogę wysunąć wobec Stu Tysięcy Królestw jest pewna banalność, która uderza w oczy. Bo pomysł na fabułę jest świetny - zgadza się. Świat wykreowany przez autorkę zachwyca - przyznaję. Wojny bogów, konflikty etniczne, nawiązania do mitologii, rozwiązywanie zagadek i odkrywanie tajemnic - to wszystko naprawdę jest znakomite. Ale kiedy narratorem czyni się durną babę, która raz po raz lubi - za przeproszeniem - zapraszać panów pod pierzynę i generalnie do powiedzenia ma niewiele ponad "kocham tego i tamtego", "moja matka taka nie była", "łoboże jaka ja jestem nieudana", ja - jako czytelnik - naprawdę mam dosyć. I nawet jeśliby jakoś zniosło się różne smętne wywody głównej bohaterki, forma tej powieści naprawdę męczy. Niby akcja się ładnie-pięknie toczy, a tu naraz bohaterce coś się przypomina i raczy nas urwanymi strzępkami wspomnień, by za chwilę dać ponieść się wyobraźni, przytoczyć jakiś list czy sen a na koniec dorzucić dialog z samą sobą. W ogóle nie da się poukładać jej urywanych wywodów w spójną całość. A jak jeszcze doda się do tego mnóstwo dziwacznych nazw, stale obecnych w książce oraz cały szereg niepowiązanych ze sobą wiadomości, można naprawdę dostać szału i zniechęcić się do lektury. Bywały momenty, w których ze złości zgrzytałam zębami i prawie wgryzałam się w książkę... Bo się męczyłam, ot co!

Są niedogodności, których przeskoczyć się nie da i są takie, z którymi jednak walczyć warto. Sto Tysięcy Królestw to powieść, która - w mej opinii - zasługuje na to, aby nieco się przy niej przemęczyć. Pomysł autorki i część jego realizacji naprawdę warte są uwagi. Jestem pewna, że debiut N.K. Jemisin zapadnie mi w pamięci na długo. Życzę i autorce i Wam, abyście się poznali. Dla tego niezwykłego świata naprawdę warto...

Moja ocena: 6/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc.

literatura amerykańska | recenzja | N.K. Jemisin | literatura | recenzje książek
Amerykańska autorka, która przebojem wdarła się do czołówki nowej fali pisarzy fantasy.

Z wykształcenia jest psychologiem. Jest aktywną blogerką polityczną, feministyczną i antyrasistowską. Mieszka i pracuje w Brooklynie w Nowym Jorku.

Źródła: foto | opis pochodzi z okładki

24 lutego 2012

Jak szybko opanować język obcy?, Anna Szyszkowska-Butryn


Jak szybko opanować język obcy?,
Anna Szyszkowska-Butryn
Wydawnictwo: Edgard
Rok wydania: 2011
Stron: 270
Gatunek: poradniki, nauka języków
Zajrzyj do książki
Znajomość języków obcych jest dziś właściwie niezbędna - stykamy się z nimi w pracy, na ulicy, w Internecie i mediach. Jeżeli chcemy podróżować, rozwijać się i poznawać ludzi z całego świata, nie osiągniemy wiele, opierając się wyłącznie na znajomości mowy ojczystej. Często do nauki języków podchodzimy niechętnie, tłumacząc się brakiem czasu, starością, złymi wspomnieniami ze szkoły czy słynnym "brakiem zdolności językowych". Anna Szyszkowska-Butryn w publikacji Jak szybko opanować język obcy? Wybierz metodę najlepszą dla siebie zadaje kłam takim mitom i rzetelnie oraz kompleksowo wyjaśnia, jak w prosty i dostosowany do własnych potrzeb sposób można nauczyć się języka obcego.

Książka podzielona została na cztery części :
  • Sekrety procesu uczenia się - przedstawienie przeszkód, jakie stają na drodze do nauki, technik motywacyjnych i organizacyjnych. Rozdział wzbogacony jest o testy, które umożliwiają czytelnikowi określenie swojego kanału percepcji świata i typu inteligencji, co z kolei pozwala znaleźć przeznaczone tylko dla niego metody nauki.
  • Skuteczne strategie nauki - aż 51 sposobów na przyswajanie słówek, 7 pomysłów na ułatwienie nauki gramatyki, kilkanaście technik usprawniających rozumienie ze słuchu i wymowę, 12 tricków na łatwiejsze rozumienie tekstu czytanego oraz kilkanaście technik rozwijających umiejętność pisania.
  • Czerpanie z dorobku ludzkości - rozdział poświęcony największym poliglotom i samoukom (niektórzy posługiwali się kilkudziesięcioma językami!), metodom wykorzystywanym w procesie uczenia oraz... wielkiemu sekretowi nauki!
  • Szablony - zbiór kilkudziesięciu szablonów wspomagających i ułatwiających naukę języka. Niezwykle pomocne tabelki, schematy, wzory i instrukcje, będące uzupełnieniem poszczególnych rozdziałów.

Książka Anny Szyszkowskiej-Butryn stanowi kopalnię wiedzy, inspiracji i motywacji dla wszystkich tych, którzy chcieliby przyswoić sobie język obcy. Autorka przedstawia ogrom technik wspomagających proces uczenia, pokazuje, że przyswajanie języka może być zabawą, przygodą i przyjemnością. Poszczególne teorie wzbogaca o przykłady ćwiczeń i wypowiedzi osób, z danych technik korzystających. Całość przedstawia w wyjątkowo przystępnej formie - tak, że książka nada się zarówno dla przedszkolaka, maturzysty, studenta jak i emeryta. Dodatkową zaletą publikacji jest opatrzenie poszczególnych technik symbolami, pozwalającymi osobom o danym typie inteligencji i kanale percepcji świata na błyskawicznie odnalezienie sposobów przeznaczonych specjalnie dla nich. Korzystanie z książki Anny Szyszkowskiej-Butryn jest zatem proste i przyjemne.

Książkę z czystym sumieniem polecam wszystkim, którzy uczą bądź planują uczyć się języków obcych. Jestem pewna, że na każdego wpłynie ona mobilizująco, jednocześnie inspirując i zachęcając do działania. Pozycja obowiązkowa dla uczniów i studentów, którym nauka przychodzi z trudem. Lub dla tych, którzy po prostu chcą rozwijać się i wiedzieć więcej.

Zachęcam!

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Edgard - wydawcy serii Samo Sedno.


Samo Sedno to seria nowoczesnych, praktycznych i podręcznych poradników, które trafiają w samo sedno. W serii znajdują się tytuły o tematyce m.in. biznesowej, parentingowej, psychologicznej czy dotyczącej zdrowego stylu życia i rozwoju osobistego.

literatura polska | recenzja | Anna Szyszkowska-Butryn | literatura | recenzje książek
Anna Szyszkowska-Butryn – absolwentka anglistyki oraz kulturoznawstwa. Lektorka języka angielskiego z doświadczeniem w nauczaniu wszystkich grup wiekowych. Pasjonatka odkrywania nowych technik uczenia się języków, czerpiąca wiele inspiracji z nieustannych podróży. Specjalnie na potrzeby tego poradnika wybrała najskuteczniejsze współczesne metody nauki języków obcych, następnie udoskonaliła i wypróbowała je w swojej praktyce zawodowej.

Opis pochodzi ze strony samosedno.com.pl


Więcej na hiszpangielka.blogspot.com.

Top 10: pisarze, którzy powinni wydać nowe książki

top 10 kreatywa

Czasami chcielibyśmy znać dalsze losy ulubionych bohaterów. Albo jakąś historię poznać z innej perspektywy. Lub też danych twórców lubimy tak bardzo, że nie możemy doczekać się kolejnych ich książek. To właśnie im poświęcę dziś uwagę.

21 lutego 2012

Top 10: muzyczni idole, cz. 2

top 10 kreatywa

Niemiłe weekendowe zdarzenia sprawiły, że na kontynuację rankingowej zabawy nie miałam ani siły, ani ochoty. Dziś jednak powracam i prezentuję drugą dziesiątkę opatrzoną hasłem "muzyczni idole", wraz z małym bonusem:

19 lutego 2012

Kłótliwy poradnik partnerski, Ewa Żeromska


Kłótliwy poradnik partnerski, Ewa Żeromska
Wydawnictwo: Edgard
Rok wydania: 2012
Stron: 189
Gatunek: poradniki
Zajrzyj do książki
Poradniki i publikacje popularnonaukowe zawładnęły ostatnio moim sercem. Z coraz większą ciekawością i fascynacją chłonę ciekawostki ze świata nauki i psychologii, przez co nieustannie czuję się mądrzejsza, pełniejsza i lepsza. Kiedy natrafiłam na zapowiedź Kłótliwego poradnika partnerskiego bez chwili wahania uznałam, że to pozycja idealna dla mnie, czemu - o zgrozo - błyskawicznie przyklasnął narzeczony.

Poradnik Ewy Żeromskiej napisany jest lekko, z humorem i polotem (dodatkowo wzbogacono go o rewelacyjne ilustracje!). Traktuje on o tematach ważnych i poważnych, ale autorka nie zalewa czytelnika moralizatorstwami, nie atakuje nikogo poważnymi teoriami i psychologicznym bełkotem, którego szary obywatel zrozumieć nie będzie w stanie. Pisze o ludziach i dla ludzi - z dystansem, nieco przekornie, zabawnie i mądrze. A czyta się to świetnie!

Kłótliwy poradnik partnerski traktuje - jak sama nazwa wskazuje - o kłótniach. Sprawa wydaje się błaha - kłótnia to kłótnia, lepiej unikać, ale godzić się też jest fajnie. I tyle. Nic bardziej mylnego - według tego, o czym pisze Ewa Żeromska - kłótnia ma wiele oblicz i odcieni, rządzi się swoimi prawami i jest - uwaga, uwaga! - prawdziwą sztuką. Aby kłótnia była "na poziomie", przydatna i owocna (tj. dobrze zakończona) trzeba dokładnie poznać zarówno jej reguły, jak i samego siebie. I partnera również, ale to raczej oczywiste.

W tym właśnie ma pomóc Kłótliwy poradnik partnerski.

Książka składa się z 20 rozdziałów, których tematyka jest bardzo rozległa - od pierwszych spojrzeń i docierania się, przez wspólne mieszkanie, małżeństwo, konflikty z teściowymi, wyjazdy na wakacje, wychowywanie dzieci po zdradę, zazdrość i rozwód. Autorka zagadnienie kłótni bada dokładnie i analizuje wieloaspektowo, ale nie na samych konfliktach partnerskich się skupia. Sporo tu zwyczajnych, ludzkich wywodów o życiu, partnerstwie, miłości i rodzinie...

Najmocniejszą stroną poradnika Ewy Żeromskiej są wymyślone przez autorkę scenki rodzajowe - dialogi, które znacznie wzbogacają teorię. Nic tak nie działa na wyobraźnię odbiorcy, jak spojrzenie z dystansu na rzeczywistość, która nie jest mu obca. Bo któż z nas nie kłócił się nigdy z kimś bliskim? Dzięki autorce Kłótliwego poradnika partnerskiego na mniej lub bardziej ostre wymiany zdań można spojrzeć z boku, dostrzegając komizm/tragizm/niedorzeczność danej sytuacji. O takie obiektywne, trzeźwe spojrzenie bardzo trudno na co dzień...

Kłótliwy poradnik partnerski mogłabym polecić właściwie każdemu kto był, jest bądź planuje być w związku. Ewa Żeromska nie sypie złotymi radami, nie sili się na dydaktyzm - po prostu z odpowiednią dozą ironii i humoru przedstawia to, o czym niby wszyscy wiedzą, a jednak stale zapominają. Bo ileż sprzeczek kończy się wyzwiskami i rękoczynami? Ileż problemów dałoby się rozwiązać, gdyby nie niepotrzebne zaognianie sytuacji i brak dystansu? Jeżeli zależy Wam na tym, aby Wasza miłość kwitła, a związek był udany - sięgnijcie po Kłótliwy poradnik partnerski. Można go potraktować jako rozrywkę i ciekawostkę, niekoniecznie jako wyrocznię. Ze swojej strony, polecam go szczerze.

Moja ocena:
brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Edgard - wydawcy serii Samo Sedno.


Samo Sedno to seria nowoczesnych, praktycznych i podręcznych poradników, które trafiają w samo sedno. W serii znajdują się tytuły o tematyce m.in. biznesowej, parentingowej, psychologicznej czy dotyczącej zdrowego stylu życia i rozwoju osobistego.

literatura polska | recenzja | Ewa Żeromska | literatura | recenzje książek
Ewa Żeromska – seksuolog, pedagog, doradca rodzinny. Zajmuje się edukacją seksualną młodzieży i terapią seksuologiczną. Współpracuje też jako ekspert m.in. z Polskim Radiem, „Rozmowami w toku” i „Poradnikiem Domowym”. Udziela także porad na eksperckim forum serwisu Gazeta.pl. Autorka specjalistycznych publikacji dotyczących życia intymnego oraz współautorka książek Kobietą być... i Mężczyzną być...

Źródła: foto | opis

18 lutego 2012

Życie po mężczyźnie, Hanna Samson


Życie po mężczyźnie, Hanna Samson
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2012
Stron: 174
Gatunek: psychologiczna, kobieca
Przerabiałam już Chutnik, Gretkowską, Filipiak i Tokarczuk.
Czytałam już o dylematach kobiet dojrzałych, poznałam sporo przegadanych książek.
Czy więc potrzeba mi do czegoś jeszcze twórczości Hanny Samson, która na tle innych niczym się nie wyróżnia i powiela utarte schematy?
Nie sądzę.

Moja przygoda z Życiem po mężczyźnie nie była długa, bowiem powieść znanej psychoterapeutki i pisarki liczy zaledwie 174 strony, wypełnione solidnie rozstrzeloną czcionką. I choć wydawać by się mogło, że treści będzie tu niewiele - nic bardziej mylnego. Narratorka jest w stanie streścić całe swoje życie, pół życia matki, pół życia dziecka, którego nigdy nie miała, a do kompletu dorzuca jeszcze życiorysy byłych mężów, szkolnych przyjaciółek, psów i sąsiadów. Kompletny miszmasz, wymieszanie światów i czasów, chaos jakich mało, w dodatku okraszony setkami przekleństw.

Pomysł autorki niczym nie zaskoczył, ale na wyróżnienie zasługują humor z ironią, stale wplatane między historie opowiadane przez bohaterkę. Jej złożony i niezwykle spójny portret psychologiczny również może zachwycić. Wiele w tej książce znajdą dla siebie dojrzałe kobiety, pogrążone w marazmie czasu postmenstruacyjnego, które gotowe są rozliczać się ze swoim życiem. Mnie do tego czasu jeszcze daleko, toteż nie powinno nikogo zaskoczyć, że powieść pani Samson nie przekonała mnie i nie porwała. Owszem, jest przejmująca i dojrzała, dotyka ważnych kwestii i napisana jest z polotem, ale ja przede wszystkim uważam ją za mocno przegadaną. Nie podoba mi się taka forma opowieści - oczami wyobraźni widzę smutną, zmarnowaną kobietę, ględzącą nad kuflem piwa Nie podoba mi się takie niespójne uzewnętrznianie, które do życia czytelnika nie wnosi kompletnie nic. Staram się zrozumieć intencje autorki, staram się pojąć przekaz, ale choć z powieści wyłania się kilka smutnych prawd o życiu kobiet 55+, to wciąż nie rozumiem co i komu Życie po mężczyźnie miałoby dać.

Odłożę na półkę i spróbuję za 30 lat. Może wtedy zrozumiem.

Moja ocena: 5/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak.



literatura polska | recenzja | Hanna Samson | literatura | recenzje książek

Kwiaty na poddaszu, Virginia C. Andrews


Kwiaty na poddaszu, Virginia C. Andrews
Oryginał: Flowers in the Attic
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Stron: 382
Gatunek: horror gotycki, saga rodzinna
Kwiaty na poddaszu to światowy bestseller z roku 1979, który doczekał się filmowej adaptacji oraz kilkutomowej kontynuacji. Powieść Virginii C. Andrews zyskała ogromną popularność na całym świecie i do dziś co kilka lat w różnych krajach jest wznawiana. Tak też stało się w Polsce - po dziewiętnastu latach od premiery Kwiatów... w naszym kraju, na nowe wydanie zdecydowało się wydawnictwo Świat Książki. Bardzo jestem za to wdzięczna, bo najpewniej nigdy nie dowiedziałabym się o istnieniu tak ciekawej autorki, jak Virginia C. Andrews...

Bohaterami powieści są Chris, Cathy, Cory i Carrie - rodzeństwo "zrodzone z grzechu", które po śmierci ojca zmuszone jest zamieszkać w przerażającej posiadłości swoich dziadków. "Zamieszkanie" to słowo użyte nieco na wyrost, bowiem małym bohaterom - w ramach pokuty za grzeszne życie rodziców - przypada w udziale ukrywanie się na odrażającym, brudnym poddaszu. Poddaszu, którego nigdy nie wolno im opuszczać...

Nastolatkowie - Chris i Cathy - wchodzą w rolę rodziców dla młodszego rodzeństwa, a lata spędzone w zamknięciu niebezpiecznie ich do siebie zbliżają. Najkoszmarniejsze fragmenty rodzinnej historii odżywają na nowo, a grzech znów wisi w powietrzu. Tylko czy dla młodych bohaterów może mieć to jakieś znaczenie w świecie, w którym nie ma słońca? W świecie, w którym są tylko papierowymi kwiatami bez barw i życia? Czy cokolwiek ma mieć dla nich jeszcze sens?

Miłość? Pożądanie? Wolność?

A co jeśli nie ma dla nich już nadziei...?

Przerażającą wyobraźnię miała pani Andrews, kreując wstrząsające losy rodziny Dollangangerów. Historia opisana w Kwiatach na poddaszu jest poruszająca i smutna, na długo pozostaje w umyśle czytelnika. Ilekroć odrywałam się od lektury, błyskawicznie musiałam do niej powrócić, by dowiedzieć się, jakie jeszcze wstrząsy przewidziała dla mnie autorka.

Nie było mi łatwo znosić całego tego bólu i złudnej nadziei, jakie towarzyszyły bohaterom powieści. Ich historię chłonęłam z zapartym tchem i przyspieszonym biciem serca, choć momentami poczynania rodzeństwa i ich matki irytowały mnie szalenie mocno. Nie wszystko w powieści tej jest idealne - portrety postaci czy świat w jakim żyją zostały wykreowane naprawdę znakomicie - autorka dopracowała je w każdym calu. Niemniej, pewne zachowania, słowa i gesty uznaję za kompletnie nienaturalne, momentami wręcz śmieszne. Sama fabuła wydała mi się również nieco nieautentyczna i w pewnych punktach mocno naciągana. Nie zmienia to jednak faktu, że czas spędzony z Kwiatami na poddaszu uznaję za naprawdę solidnie wykorzystany. Polecam Wam lekturę - we mnie ta powieść pozostanie na długo.

Moja ocena: 8/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki.


literatura amerykańska | recenzja | Virginia C. Andrews | literatura | recenzje książek

Cleo Virginia Andrews (06 czerwca 1923 - 19 grudnia 1986 r.), znana lepiej jako VC Andrews Virginia C. Andrews. Urodziła się w Portsmouth, Virginia , a zmarła na raka piersi w wieku 63 lat. Andrews pisała powieści typu gotyckiego horroru i sagi rodzinnej, obracające się wokół rodzinnych tajemnic i zakazanej miłości. Jej najbardziej znane powieści to słynny bestseller Flowers in the Attic (1979). Jej powieści zostały przetłumaczone na francuski , włoski , niemiecki , hiszpański , holenderski , japoński , koreański , turecki , grecki , fiński , węgierski , szwedzki , portugalski i hebrajski i są porównywane do powieści Susan Hill , Gwen Hunter i Nora Roberts.

Źródła: foto | opis

17 lutego 2012

Top 10: muzyczni idole, cz.1

top 10 kreatywa

Ranking przygotowany na ten tydzień postanowiłam podzielić na dwie części (czego Wy, oczywiście, nie musicie robić). Muzyka zajmuje w moim życiu tak ważne miejsce, że nie jestem w stanie wyodrębnić tylko dziesięciu muzyków/zespołów, którzy są dla mnie najważniejsi. Wybrałam więc 20 typów - połowę z nich stanowią reprezentanci polscy, połowę zagraniczni. W pierwszej części dzisiejszego top-10 prezentuję tych drugich:

16 lutego 2012

Szybka i prosta joga, Christina Brown


Szybka i prosta joga, Christina Brown
Oryginał: Quick & Easy Yoga
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2012
Stron: 128
Gatunek: poradniki, sportowe
W dzisiejszych czasach prowadzenie zdrowego trybu życia wydaje się niezwykle trudne - ekożywność nie należy do najtańszych, na sklepowych półkach próżno szukać produktów bez konserwantów i sztucznych ulepszaczy, a na sport jakoś nigdy nie potrafimy wyłuskać choćby odrobiny czasu. W przypadku jogi, o której z pasją pisze Christina Brown dochodzą jeszcze wymówki w stylu: "jestem na to za stara/y", "zbyt mało rozciągnięta/y" itd. Autorka Szybkiej i prostej jogi postanowiła zadać kłam takim mitom i udowadnia, że na jogę nie jest się ani za mało sprawnym, ani za starym. Pokazuje też, że ćwiczeniom można poświęcić pięć-dziesięć minut właściwie w każdym miejscu, o dowolnej porze.

Nie wierzycie? Zajrzyjcie do tej książki, a sami przekonacie się, że pani Brown oferuje ćwiczenia do wykonania w parku i w domu, w łóżku, na sofie i w kuchni, w pokoju hotelowym, pociągu i samolocie, a także przy biurku i komputerze. Znajdziecie tu treningi oddechu, ćwiczenia rozciągające, poznacie techniki relaksacyjne - prosta i szybka joga w pigułce dla każdego, kto metodą małych kroczków chciałby osiągnąć wiele.

Autorka podzieliła ćwiczenia na służące:
- pokonywaniu stresu,
- poprawie nastroju,
- zwiększeniu energii.

Wyodrębniła również ćwiczenia dla dwojga, jak również stworzyła dwa działy ogólne: "o każdej porze" i "w każdym miejscu". Przejrzystość i konkretność książki pozwala na szybkie znalezienie odpowiedniego ćwiczenia czy skomponowanie własnego zestawu, dostosowanego do aktualnych potrzeb.

Warto zwrócić uwagę na wstęp - Christina Brown umieściła w nim porady, jak prawidłowo oddychać i wykonywać ćwiczenia, poświęciła także parę słów filozofii jogi i motywacjom, jakie kierują ćwiczącymi. Autorka z wielką pasją opowiada o jodze, co niezwykle mnie w niej urzekło - z chęcią zapoznałabym się z jakąś dłuższą publikacją jej autorstwa. Lubię ludzi, którzy kochają to, co robią i swoją miłością potrafią zarażać innych...

Szybka i prosta joga to książka bardzo profesjonalnie i solidnie wydana - mniejszy format sprawia, że można ją włożyć nawet do niedużej torebki (co jest zgodne z ideą "o każdej porze" i "wszędzie"). Spis działów jest konkretny i przejrzysty, a ćwiczenia - oczywiście opatrzone zdjęciami - czytelnie opisane. Jedynym mankamentem jest nieduża, jasnozielona czcionka, która osobom o słabszym wzroku (takim jak ja) może przysporzyć sporo problemów.

Jeżeli chcecie wkroczyć na ścieżkę tzw. "zdrowego trybu życia", Szybka i prosta joga może okazać się dobrym wstępem i motorem napędowym do działania. Polecam!

Moja ocena: brak

Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza.



literatura angielska | recenzja | Christina Brown | literatura | recenzje książek

By nauka była przyjemna - seriale

Kącik Językowy Kreatywa

Powszechnie znaną i cenioną zasadą jest ta, która głosi, że aby porządnie nauczyć się języka obcego, należy stale się nim otaczać - pisząc, mówiąc, czytając, słuchając. Często zapominamy o wypełnianiu wszystkich tych elementów, przez co nauka okazuje się mniej efektywna. Kursy multimedialne czy szkoły językowe są co prawda w stanie zagwarantować wszechstronny kontakt z językiem, ale moim zdaniem nic nie zastąpi najprzyjemniejszych czynności - słuchania, tłumaczenia i wyśpiewywania obcojęzycznych piosenek czy oglądania obcojęzycznych filmów i seriali. O tych ostatnich chciałabym dzisiaj pomówić...

15 lutego 2012

Wielkie błędy człowieka, Pere Romanillos


Wielkie błędy człowieka, Pere Romanillos
Oryginał: Grandes errores de la humanidad
Wydawnictwo: PWN
Rok wydania: 2011
Stron: 294
Gatunek: popularnonaukowa
Od zerwania zakazanego owocu i kradzieży ognia, przez upadek imperium Azteków i palenie czarownic, po przypadkowe odkrycie penicyliny i Pokojowego Nobla dla Adolfa Hitlera. Wielkie nazwiska, znane marki, głośne wydarzenia - oto przekrój zagadnień, na jakie natkniemy się w publikacji Wielkie błędy człowieka.

Na tę pięknie wydaną książkę składa się siedem działów - Historia, Nauka i medycyna, Wojna, Interesy, Technika, Środowisko naturalne oraz Mylić się jest rzeczą ludzką. Dodatkowo na końcu znajduje się kilkustronicowy rozdział, zatytułowany Błędy śmiertelne (albo jak głupio umrzeć). Mottem publikacji jest słynna wypowiedź Alberta Einsteina:

Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej.

Pere Romanillos jest mistrzem w wyszukiwaniu i badaniu spektakularnych i najbardziej brzemiennych w skutkach pomyłek w historii ludzkości. Nie waha się stawiać na kontrasty - przytacza i krwawe opowieści, i lekkie historie - obok siebie stają zatem Hitler i Beatlesi, M&M'sy i kokaina, Napoleon i Tennessee Williams.

Mocną stroną publikacji jest język, jakim posługuje się autor. W książce nie brak humoru i ironii, nawet poważne historie opowiedziane są lekko i z dystansem. To niezwykle ważne - sprawia, że Wielkie błędy człowieka pochłania się błyskawicznie, z niesłabnącym zainteresowaniem - zapewniam Was, że nawet jeśli nie interesujecie się historią czy nauką, znajdziecie w tej książce coś dla siebie i pochłoniecie ją od deski do deski. Dlaczego? Bo jest ciekawa i zabawna, pełna intertekstualnych nawiązań i fascynujących historii. Ludzie ciekawi świata, ludzie otwarci i bystrzy powinni sięgać po takie właśnie najeżone ciekawostkami książki. Co więcej - nie wierzę, że istnieje choć jedna osoba, której Wielkie błędy człowieka nie zainteresują! Dlatego gorąco zachęcam do lektury tej książki - polecam ją Wam, Waszym rodzicom i młodszemu rodzeństwu, dzieciom i dziadkom. To pozycja dobra dla wszystkich!

Moja ocena: brak

Za książkę dziękuję wydawnictwu PWN.


literatura hiszpańska | recenzja | Pere Romanillos | literatura | recenzje książek
Dziennikarz, pisarz i scenarzysta. Bada historie spektakularnych pomyłek i wielkich odkryć spowodowanych ludzkimi błędami. Pisze zabawnie, czasem ironicznie, ale zawsze zgodnie z faktami. Konstruktywną krytykę łączy z poczuciem humoru i za każdym razem drąży temat do skutku. Autor przekonuje, że ludzie są jedynymi stworzeniami, którym zdarza się popełnić dwa razy ten sam błąd.

Opis pochodzi ze strony pwn.pl

Marionetki, Paweł Jaszczuk


Marionetki, Paweł Jaszczuk
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Stron: 339
Gatunek: kryminał
To nie będzie długa recenzja, bowiem powieściowe cykle mają to do siebie, że poszczególne ich części są spójne i bardzo do siebie podobne, a ja poprzedni tom przygód dziennikarza Jakuba Sterna - Plan Sary już jakiś czas temu przedstawiałam. Moje ówczesne słowa, idealnie oddają również to, co chciałabym powiedzieć o Marionetkach:
Powieść osadzona została we Lwowie lat trzydziestych minionego wieku.

Narracja poprowadzona została nader sprawnie - autor nie zapomniał o specyficznym słownictwie tamtych lat i tamtych stron, skonstruował interesujące, złożone postaci i niezwykle plastyczne i sugestywne opisy. Opisy zarówno wyglądu zewnętrznego i psychiki bohaterów, jak i samego miasta, które jest nie tylko tłem całej historii. Lwów okazuje się jednym z bohaterów - naocznym świadkiem tragedii, uczestnikiem zbiorowej histerii. To w mury miasta wsiąka krew ofiar, krzyk przechodniów i strach (...)
W tej materii nic się nie zmienia - Jakub Stern jest tym samym Jakubem Sternem, Lwów tym samym Lwowem, żona głównego bohatera wciąż jest zazdrosna o jego współpracownicę, a owa współpracownica wciąż wzbudza sympatię swoim podejściem do życia. Zmieniają się tylko zbrodniarze i sprawy, jakimi zajmują się bohaterowie. Tym razem giną po kolei osoby związane ze zbliżającym się Festiwalem Lalek. Giną też same lalki, będące przedmiotem sporów i obsesji...

Jaką wartość przedstawiają przerażające marionetki, łudząco podobne do zamordowanych? Kto bawi się w boga i steruje nie tylko lalkami, ale i ludźmi? Dla kogo grupa marionetek jest aż tak cenna? Wystarczy, że przeczytacie pół książki, a sami znajdziecie odpowiedzi...

To, że w połowie powieści czytelnik jest w stanie rozwiązać zagadkę, nie znaczy, że w ślad za nim pójdzie Jakub albo policja. Dlatego też tylko pierwszych 180 stron uznaję za ciekawe i warte uwagi - późniejsze poszukiwania mordercy nie mają już sensu i nudzą, są mocno naciągane i wymuszone. Autor bardzo nieudolnie stara się poplątać sprawę już w chwilę po tym, jak podał rozwiązanie na tacy. Przez resztę książki czytelnik czeka jedynie na to, aż Stern wreszcie domyśli się tego, czego nawet średnio inteligentny człowiek domyślił się na długo przed nim. I jak tu emocjonować się zagadką kryminalną, skoro napięcie opadło tak szybko, a reszta powieści jest tylko zapychaczem stron i zabijaczem czasu?

Ciężko ocenić mi Marionetki, bowiem sam motyw przewodni historii jest niezwykle ciekawy i porażający, bohaterowie wzbudzają wielkie zainteresowanie i świetnie czyta się dialogi żywcem wyciągnięte sprzed kilku dekad. Cała ta lwowska otoczka, ten klimat - one są świetne i przyciągają. Ale to ma być emocjonujący kryminał, a emocje opadły tu stanowczo zbyt szybko - nie ma niespodziewanych zwrotów akcji, brakuje suspensu, zawiłej intrygi - czegokolwiek, co wywołałoby przyspieszone bicie serca, drżenie rąk i ciarki na plecach. Przez drugą część powieści Pawła Jaszczuka odliczałam strony do końca, nudziłam się i denerwowałam. Ale jeżeli dla Was to nie intryga jest najważniejsza i chcecie po prostu przeczytać dobrze napisaną powieść, osadzoną w rewelacyjnej scenerii - polecam.

Moja ocena: 5,5/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.


literatura polska | recenzja | Paweł Jaszczuk | literatura | recenzje książek
Urodził się w 1954 roku, dramaturg i prozaik. Jego opowiadania ukazywały się w "Wiadomościach Kulturalnych", "Kamenie" i "Odgłosach". Jest autorem sztuk scenicznych (Aktorski pasjans, Moja siostra Stella) oraz słuchowiska Prywatka. Opublikował powieści: Sponsor, Honolulu i Testament, a także zbiór opowiadań Ararat. W 2005 roku za kryminał Foresta Umbra otrzymał prestiżową Nagrodę Wielkiego Kalibru.

Źródła: foto | opis

11 lutego 2012

Nocna gwiazda, Alyson Noël


Nocna gwiazda, Alyson Noël
Oryginał: Night Star
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2012
Stron: 284
Gatunek: dla młodzieży
Nocna gwiazda to piąty tom bestsellerowej serii Nieśmiertelni, autorstwa Alyson Noël. Poprzednie części cyklu miałam okazję przedstawiać Wam na przestrzeni ostatnich szesnastu miesięcy. W ramach przypomnienia - Ever, Błękitna godzina, W cieniu klątwy, Mroczny płomień. Linki do poprzednich recenzji podaję nie bez powodu - wystarczy przeczytać tamte opinie, by wiedzieć, czego spodziewać się po kolejnej części cyklu. Nie zmienia się w niej bowiem nic. Oczywiście - bohaterowie stają przed nowymi wyzwaniami, autorka rzuca im kolejne kłody pod nogi, dokłada nowe elementy do świata przedstawionego i tak dalej, ale generalnie niczym nie zaskakuje, niczym nie przykuwa uwagi i niczym nie zachwyca. Nonsensem byłoby powtarzanie tego, co podkreślałam już wiele razy - że bohaterowie są marni, że akcja wypada blado, a całość jest miałka i nijaka. Więc powtarzać się nie będę i tylko skrótowo nakreślę fabułę.

Wiele o Nocnej gwieździe mówić nie trzeba - akcja skupiona jest wokół potyczek głównej bohaterki z jej dawną przyjaciółką. Konflikty rozwleczone są na dwieście pięćdziesiąt stron, a żeby wypchać czymś resztę kartek, autorka dorzuca niby-ekscytujący wątek z wielkimi sekretami ukochanego bohaterki. Tyle tylko, że same sekrety są mało interesujące, a ujawniona prawda o nich dowodzi jedynie temu, że Noël zabrakło już pomysłu na ciągnięcie historii. Koniec-końców okazuje się bowiem, że Damen kompletnie nie miał powodów, by ukrywać przed Ever pewne fakty, a kiedy te wychodzą wreszcie na światło dzienne, można się tylko zaśmiać. Autorka zbudowała napięcie wokół takiej bzdury, że aż czuję się zażenowana.

Mam nadzieję, że cała historia zamknie się na następnym tomie - ileż można ciągnąć coś, co spokojnie można było zawrzeć na dobrych pięciuset stronach? Taryfa ulgowa dla relaksujących czytadeł nie sprawdza się w przypadku piątego tomu serii Nieśmiertelni. Książka ta plasuje się na szarym końcu naciąganych, nudnych i bezsensownych historii. Wszelkie mądrości podano tu jak na tacy, to co miało ekscytować - śmieszy, a to, co miało być punktem kulminacyjnym rozlało się na całą powieść jak spalone mleko. Albo jak gęsty, lepki, niesmaczny budyń.

Alyson Noël, rozczarowała mnie pani.

Moja ocena: 2/10


literatura amerykańska | recenzja | Alyson Noël | literatura | recenzje książek


Alyson Noël wychowała się w Orange County w Kalifornii. Po szkole wyjechała do Myken w Grecji, a następnie przeprowadziła się na Manhattan, gdzie pracowała jako stewardessa. Wolny czas spędza w podróży, uciekając od życia na przedmieściach. Podczas jednej z takich podróży napisała powieść dla młodzieży Faking 19, w której opisuje współczesne życie nastolatków. Od tej pory Alyson Noël pisze...
Źródła: foto | opis

10 lutego 2012

Big Love

Big Love
reż. B. Białowąs • Polska, 2012
Sex, drugs and rock'n'roll - oto naczelna dewiza pełnometrażowego debiutu reżyserskiego Barbary Białowąs. Jest młodość, dzikość, seks, przemoc i świeżość. I seks raz jeszcze. Dużo młodzieńczego buntu, dużo cierpienia i niezmierzone pokłady miłości. Toksycznej, bolesnej, narkotycznej miłości. Miłości prawdziwej, niszczycielskiej, przejmującej. Wolnej miłości, jaką swego czasu propagowały dzieci-kwiaty...

To dobry obraz. Taki, że nie trzeba obok słowa "dobry" stawiać oklepanej formułki "jak na polskie realia". Nie jest wybitny, nie ustrzegł się błędów i nielogiczności, ale jest dobry i wart uwagi. Bo wreszcie na Walentynki zaserwowano nam w kinach coś więcej niż ckliwą sieczkę o miłości, opartą na (za przeproszeniem) do wyrzygania ogranych schematach.

W Big Love nie ma happy-endu, nie ma lukrowanych dialogów i kiczowatych scenek przepełnionych wzniosłością. Postawiono tu na inne środki - surowość i naturalność. Bohaterowie są urzekająco autentyczni, magnetyczni i podziwia się ich na ekranie z wielką przyjemnością.


Big Love to historia nastoletniego dziewczęcia, powoli odkrywającego świat dzięki starszemu chłopakowi. Maciek jest tajemniczy, przystojny i czuły. Dla zbuntowanej szesnastolatki - facet idealny. Oboje są piękni i młodzi, mogą podbijać świat, mogą żyć tylko dla siebie. Ale sielanka szybko się kończy, a jej finał jest tragiczny, czego dowiadujemy się już w pierwszych minutach filmu. Od początku tylko czekamy na rozwiązanie, powoli układając w całość puzzle zaserwowane przez Białowąs.

Ale nie wszystkie puzzle pasują do układanki. Nie wszystkie fakty układają się w spójną całość. Szereg niedomówień uznaję za dobrą stronę filmu, jednak kilka znaczących nieścisłości psuje obraz całości. Twórcy filmu pogubili się nieco w nielinearności akcji, w przeplataniu wątków i przywoływaniu retrospekcji. Wreszcie - w budowaniu postaci. Oto mój główny zarzut wobec Big Love. Drugi dotyczy stawiania na pewne oklepane schematy, na zbyt oczywistą symbolikę, sporo banału. Bo choć generalnie film wyłamuje się z szablonu "polskiej produkcji o miłości", to jednak sam w sobie zawiera sporo elementów ogranych i do bólu banalnych.


Kiedy przed paroma tygodniami obejrzałam zwiastun filmu, obawiałam się o to, jak bardzo irytująca będzie odtwórczyni głównej roli - Aleksandra Hamkało. Obawy moje były nieuzasadnione, co przyznaję szczerze już po obejrzeniu filmu. Młoda aktorka spisała się znakomicie - dodała postaci charakteru, ognia, świeżości. Z bardzo dobrej strony zaprezentował się również - pozostający nieco w cieniu swej partnerki - Antek Pawlicki. Wielkie brawa należą się temu duetowi za stworzenie magnetycznej, elektryzującej i pełnej autentyczności relacji. Nic tak nie psuje obrazu, jak brak chemii między tymi, których powinna łączyć namiętność. Hamkało i Pawlickiemu problem ten jest obcy - oni jako para spisali się wybornie. Takie pary chce się oglądać na ekranie. Przy okazji ślę ukłon w stronę Barbary Białowąs za to, że przełamała schemat serwowania ujęć pościelowych, zaciemnionych, zza ściany - w Big Love nic nie jest ukryte. Tutaj miłość, nagość i namiętność atakują odbiorcę w pełnej krasie. Komuś może się to nie podobać, a ja przyklasnę za odwagę.


Od strony technicznej zrealizowano Big Love bardzo dobrze. Twórcy filmu mieli na niego pewien doskonały pomysł i ów pomysł się sprawdził. Nie wypadł wybitnie, ale na tyle dobrze, że pozostanie w mej pamięci na długo. Pozwala mieć jednocześnie nadzieję, że Barbara Białowąs w przyszłości czymś nas jeszcze zaskoczy. Jeżeli konsekwentnie będzie odwracać się od tego, co modne i najbardziej oklepane (choć nie oszukujmy się - i ona zrobiła film dla "mas"), może wreszcie wrócimy do czasów, w których nie było wstydem pójść do kina na rodzimą produkcję. Ja zresztą twierdzę, że nie jest w tej kwestii wcale tak źle, jak to się mówi - trzeba po prostu wiedzieć jakie kino i jaki film wybrać...

Moja ocena: 8/10

PS. Jednego nie daruję twórcom filmu - plakatu! Piękną Hamkało potraktowali takim fotoszopem, że aż się smutno robi.

Zdjęcia pochodzą ze strony FilmWeb.

Top 10: książki, które chcielibyśmy znów po raz pierwszy przeczytać

top 10 kreatywa

Myślę, że każdy z nas ma takie książki, które są na tyle ważne i zrobiły na nas tak wielkie wrażenie, że chcielibyśmy raz jeszcze przeczytać je tak, jak czyta się je pierwszy raz. Oto moje wybory:

9 lutego 2012

Szmaragdowy Atlas, John Stephens


Szmaragdowy Atlas, John Stephens
Oryginał: The Emerald Atlas
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2011
Stron: 400
Gatunek: dla dzieci i młodzieży, fantasy
Magia, przygoda, odwaga, przyjaźń, miłość. Odwieczna walka dobra ze złem. Klimat rodem z powieści J.K. Rowling, C.S. Lewisa i Lewisa Carrolla - tak w skrócie można przedstawić Szmaragdowy Atlas.

John Stephens to postać niezwykle ciekawa - kto by się bowiem spodziewał, że scenarzysta Plotkary, Kochanych kłopotów i Życia na fali wyda powieść dla dzieci? Ja - co muszę przyznać szczerze - byłam tym faktem ogromnie zdumiona. Z tym większą więc ciekawością podeszłam do lektury tej niezwykłej powieści...

Niesamowita przygoda z Atlasem zaczyna się już w momencie, w którym sięgamy po książkę. Od pierwszych sekund oczy przyciąga skrząca się okładka - jest piękna, tajemnicza i urzekająca. Zwiastuje znakomitą przygodę. Z bijącym sercem przewraca się kolejne strony Atlasu, by po chwili przepaść na dobre...

John Stephens opowiada o losach pewnego specyficznego rodzeństwa, tułającego się po dziesiątkach sierocińców. Najmłodsza z trójki - Emma - to aniołek o rogatej duszy - dziewczątko pyskate i skłonne do bitki, prowokujące i nieco agresywne, a przy tym urocze i waleczne. Nieco starszy chłopiec - Michael - to typowy mól książkowy w okularach, znający na pamięć encyklopedie i ulubione książki, biernie znoszący upokorzenia serwowane przez młodszą siostrę i inne dzieciaki. Najstarsza z rodzeństwa - Kate, wiele lat wcześniej obiecała, że zaopiekuje się rodzeństwem, ale zadanie to okazuje się niemal niewykonalne, kiedy dzieciaki wciąż pakują się w kłopoty i stale dryfują od jednego sierocińca do drugiego. Wszystko się zmienia, kiedy Kate, Emma i Michael zostają wysłani do tajemniczej posiadłości. W mieście, o którym nikt nigdy nie słyszał...

...wtedy zaczyna się prawdziwa przygoda!

Wiele ciekawych wydarzeń ma miejsce z udziałem małych bohaterów - są krwawe walki, jest magia, są łzy i poświęcenie, przyjaźń i wielkie obietnice. Z biegiem zdarzeń okazuje się, że świat dzieci jest inny, niż sobie wyobrażały. Że ich życie ma z góry wyznaczony cel. Że ich los jest przesądzony. Jaki związek ma z tym tajemniczy Atlas, zła wiedźma, wielki czarodziej, banda krasnoludów i dziwnych potworów? Dlaczego bohaterowie przemieszczają się w czasie? Jak wielką mocą władają? Tego dowiecie się z książki, ja takich fascynujących ciekawostek na pewno nie zdradzę.

John Stephens napisał powieść pełną ciepła i magii. Powieść, która urzeka niezwykłym urokiem i porywa z wielką siłą. Bo akcja płynie tu błyskawicznie - nie ma czasu na łapanie oddechu, na sięganie po szklankę z herbatą i na ziewanie. Kiedy czytelnik raz zagłębi się w stronicach Szmaragdowego Atlasu, już do końca się od nich nie oderwie...

Niewątpliwie największą zaletą powieści - obok emocjonującej akcji - są żywe, pełne humoru dialogi. Bohaterowie nie szczędzą sobie uszczypliwości, nie brak tu małych kpin, żartów i ironii. Pomimo wielu kłopotów, na jakie natykają się dzieciaki - podczas lektury stale wybucha się śmiechem. Jest tu jednak również miejsce na łzy wzruszenia - pięknie obserwuje się zmieniające się relacje między małymi bohaterami, ich dzielną walkę o przetrwanie i ich oddanie wobec innych. To książka, która wiele mówi o wartości rodzinnych więzów, przyjaźni i poświęceniu. Dlatego warto, aby dzieci i nastolatkowie sięgali po tę powieść. Chociaż ze spokojnym sumieniem mogę ją polecić również dorosłym - na wyprawę do świata magii nigdy nie jest się za starym...

Moja ocena: brak

Za książkę dziękuję wydawnictwu Bukowy Las.



literatura amerykańska | recenzja | John Stephens | literatura | recenzje książek

John Stephens przez dziesięć lat pracował w telewizji. Był producentem wykonawczym serialu Plotkara i scenarzystą seriali Kochane kłopoty oraz Życie na fali. Ukończył studia pisarskie na wydziale artystycznym Uniwersytetu Wirginii. Mieszka w Los Angeles z żoną i psem o imieniu Bug. Pracuje nad kolejnymi tomami Ksiąg Początku.

Źródła: foto | opis

8 lutego 2012

Językowe plany, marzenia i motywacje

Kącik Językowy Kreatywa

Dzisiejszą notkę poświęcę marzeniom i planom dalekosiężnym. Chciałabym Wam bowiem opowiedzieć o językach, jakie pragnę znać. Czy zdążę/zdołam je poznać - nie wiem. Ale marzyć zawsze można, prawda?

3 lutego 2012

Jak kreatywnie wspierać rozwój dziecka?, Natalia Minge, Krzysztof Minge


Jak kreatywnie wspierać rozwój dziecka?,
Natalia Minge, Krzysztof Minge
Wydawnictwo: Edgard
Rok wydania: 2011
Stron: 219
Gatunek: poradniki
Czy wiedzieliście, że dzieci nie rozróżniają smaku słonego? Że niemowlęta błyskawicznie wyczuwają zapach swojej mamy (albo uwielbiają tę samą muzykę!)? Że ich mózgi są tak chłonne, że już trzylatek może perfekcyjnie czytać, władać obcymi językami i fascynować się matematyką? Mogłabym przytoczyć Wam kilkadziesiąt przykładów z książki państwa Minge, na których widok reagowałam takim zdumieniem, że pół autobusu wpatrywało się we mnie bardzo podejrzliwie. Ta książka to prawdziwa kopalnia wiedzy!

Autorzy publikacji Jak kreatywnie wspierać rozwój dziecka? są nie tylko specjalistami w dziedzinie wspomagania rozwoju intelektualnego dzieci, ale przede wszystkim - są rodzicami. I to w oparciu o własne doświadczenia, poparte wiedzą wielkich autorytetów, skonstruowali tę szalenie interesującą pozycję.

Według autorów dzieci są fascynujące, niesamowicie pojętne i chłonne wiedzy. Zasługują na uwagę, szacunek, czułość i - przede wszystkim - jak najlepsze warunki do rozwoju. Rolą rodziców jest ich zapewnienie. Co będzie im potrzebne? Cierpliwość i wyrozumiałość, szacunek wobec małego człowieka, dobre chęci i solidna dawka wiedzy. O tę ostatnią zadbali autorzy - reszta leży w gestii rodziców.

Aby uczyć dziecko od maleńkości i zapewniać mu wspomniane "dogodne warunki", wcale nie potrzeba wielkich nakładów finansowych - często wystarczające okazują się przedmioty codziennego użytku. Wielkie brawa należą się autorom za to, że obok środków, które wymagają mniejszych lub większych nakładów finansowych, wymieniają także takie, które można przygotować samodzielnie...

W czternastu rozdziałach książki, Natalia i Krzysztof Minge obalają wiele popularnych mitów, przeczą wielu stereotypom i - w oparciu o badania naukowe - wystosowują szereg porad i wskazówek, jak dbać o rozwój maleństwa, od momentu jego pojawienia się w brzuchu mamy po wiek przedszkolny. Wielką zaletą publikacji jest jej przejrzysta forma:
Nowe rozdziały są wyodrębnione graficznie, a wewnątrz nich również graficznie wyróżnione zostały najważniejsze elementy - ciekawostki, przykłady, ćwiczenia, wskazówki i uwagi warte zapamiętania. Zgodnie z regułami konstruowania tego typu tekstów - na końcu każdego rozdziału (czy podrozdziału) znajdują się wypunktowane podsumowania, przeważnie wzbogacone o tytuły publikacji, poszerzających dany temat. Dodatkowo (za co do autorów ślę kolejny ukłon) książka nie zawiera żadnych zbędnych elementów, którymi wypełnianie wszelkich poradników jest bardzo popularne. Mam na myśli całkowity brak zupełnie niepotrzebnych obrazków czy zdjęć, które mogą być kuszące w książeczkach dla piątoklasistów, ale nie w książkach "dla dorosłych". Inna z ważnych zalet - język. Lekki, przystępny, nienaładowany słownictwem fachowym. Każda młoda mama, każdy chłonny wiedzy tato, czy każda ciekawa świata osoba ze spokojem może po tę książkę sięgnąć, nie obawiając się o trudności w zrozumieniu "skomplikowanych psychologicznych zagadnień". Autorzy są profesjonalistami - doskonale wiedzą jakich środków należy użyć, aby książka trafiła do niemal każdego odbiorcy...

Teraz kolej na Was - na tych, którzy dzieci mają, którzy planują i którzy decyzję o rodzicielstwie odkładają na "później lub nigdy". Publikacja Jak kreatywnie wspierać rozwój dziecka? jest pokaźnym zbiorem wiedzy i ogromną kopalnią inspiracji. Już po kilkunastu stronach odkryłam w sobie pragnienie posiadania dzieci. Dlaczego? Bo rady państwa Minge chciałabym zastosować w praktyce! Polecam i zachęcam do własnych odkryć.

Moja ocena: brak

Za książkę dziękuję wydawnictwu Edgard - wydawcy serii Samo Sedno.


literatura polska | recenzja | poradniki | literatura | recenzje książek
Natalia i Krzysztof Minge – psycholodzy specjalizujący się we wspomaganiu rozwoju intelektualnego najmłodszych dzieci, prowadzą poradnię dla rodziców Hipokampus. Swoje autorskie programy nauczania konstruują w oparciu o doświadczenie takich autorytetów jak Glenn Doman, Edward de Bono czy Gordon Dryden. Są także rodzicami trójki dzieci, które są dla nich niewyczerpanym źródłem inspiracji.

Opis ze strony samosedno.com.pl

Top 10: bohaterowie, z którymi chcielibyśmy zamienić się miejscami

top 10 kreatywa

Ta edycja top-10 okazała się dla mnie najtrudniejszą. Tydzień temu dzisiejszy temat wydał mi się szalenie interesujący i wyjątkowo łatwy, tymczasem wybór dziesięciu bohaterów, na których miejscu chciałabym się znaleźć, wcale nie był taki prosty. Znalazłam wielu takich, którymi chciałabym być dla jakiegoś konkretnego wydarzenia, a nie dla całych jego losów. Z tego też powodu lista w ostatniej godzinie była mocno modyfikowana. Ale oto jest:

1 lutego 2012

By nauka była przyjemna - Postcrossing

Kącik Językowy Kreatywa

Jest w internetowym świecie takie miejsce, które pozwala nam zaprzyjaźnić się z ludźmi z odległych krańców globu. Jest takie miejsce, które obala krzywdzące stereotypy. Jest takie miejsce, które potrafi odmienić życie... To miejsce to serwis Postcrossing.com. Dzięki niemu, na nowo można sobie przypomnieć to niezwykłe uczucie, kiedy znajdujemy w skrzynce stos kolorowych pocztówek. I to z najdalszych rejonów świata!