29 stycznia 2012

Motyl, Lisa Genova


Motyl, Lisa Genova
Oryginał: Still Alice
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2011
Stron: 365
Gatunek: psychologiczna
Czy wybaczylibyście mi, gdybym podsumowała powieść Lisy Genovy jednym zdaniem? O, np. takim, jakie zamieściłam przed godziną na facebooku: "Wszystko, co było dla mnie pewnikiem, teraz się zmieniło. Nie poznałam piękniejszej książki w swoim życiu...". Wybaczylibyście?

Napisanie czegokolwiek mądrego, sensownego czy - po prostu - odpowiedniego na temat Motyla jest zadaniem tak trudnym i wymagającym, że aż bolesnym. A ja jestem tchórzem, bo chciałabym zostawić Was z jednym zdaniem i uciec. Boję się, że nie znajdę odpowiednich słów na opisanie tej powieści. Boję się, że wyjdę na wariatkę, która zachłysnęła się z zachwytu. Ale nic nie poradzę - spędziłam dzisiejszy dzień z fenomenalną książką. Być może zbyt łatwo wpadam w stan uwielbiania, być może jestem naiwna i prosta, ale nic mnie to nie obchodzi - Motyl jest fenomenalny i nic tego nie zmieni.

Lisa Genova przedstawiła fragment życia genialnej kobiety sukcesu - wielkiej legendy Harvarda, wielkiej odkrywczyni - Alice Howland. Kobieta przekroczyła właśnie pięćdziesiątkę i wciąż zachwyca elegancją, profesjonalizmem, klasą i inteligencją. Wzbudza powszechny podziw, świat nauki ją uwielbia, studenci kochają. Alice wspina się na szczyt...

...po to, by błyskawicznie z niego spaść.

Zaczyna się niewinnie - od szukania drobnych przedmiotów, gubienia drogi, zapominania o spotkaniach. Następne tygodnie są jednak gorsze - z pamięci ulatują daty, nazwiska i imiona. Liczne badania, liczne wizyty u lekarzy i jedna, koszmarna diagnoza: Alzheimer. Choroba, która całkowicie zmienia życie Alice, jej męża i dzieci, znajomych z pracy oraz ukochanych studentów. Świat nie jest już taki sam...

Lisa Genova stopniowo buduje napięcie - od początku podrzuca nam poszlaki, które - z pozoru niewinne - zaczynają wzbudzać naszą czujność. Tak, jak choroba bohaterki ujawnia się stopniowo i spokojnie, tak i historia toczy się początkowo bez większych burz i zahamowań. Po setnej stronie zaczyna się jednak jazda, jak na rollercoasterze. Kiedy świat Alice zaczyna wirować i my mamy problem z utrzymaniem równowagi.

Motyl opowiada o straszliwej chorobie, która może dotknąć każdego z nas. Autorka umiejętnie wplata w opowieść fakty na temat Alzheimera i - przede wszystkim - na temat pomocy chorym i ich bliskim. Wiele z tej książki wyniesie każdy, kto zetknął się kiedykolwiek z tym problemem - sposób rozumowania, uczucia i psychika Alice zostają rozłożone na części pierwsze, poddane analizie (dobrej analizie - nie nachalnej, nie przesadzonej - takiej, która pozostawia wiele niedomówień) i rzucone w twarz czytelnikowi. Nie dostajemy ich na srebrnej tacy - atakują nas one i zalewają. Nie dają się od siebie oderwać, nie dają o sobie zapomnieć. Alice wsiąka w czytelnika, wciąga go do swojego świata i z tego świata nigdy już nie wypuszcza. Bo po tej książce nic nie jest takie, jakie było...

Mogłabym Wam opowiedzieć o łzach i dreszczach emocji, o ściskaniu w gardle i zapieraniu tchu - ale nie będę. Zamilknę i dam Wam szansę, abyście sami odczuli to, co mnie było dane. Zazdroszczę tym, którzy mają tę powieść jeszcze przed sobą...

Moja ocena: 10/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc.


literatura amerykańska | recenzja | Lisa Genova | literatura | recenzje książek
Amerykańska autorka oraz doktor nauk medycznych w dziedzinie neurobiologii.
Jest autorką jednego z najbardziej spektakularnych debiutów w historii literatury. Wydana przez nią własnym sumptem książka „Motyl”, opowiadająca przejmującą historię kobiety zapadającej na chorobę Alzheimera, w krótkim czasie zdobyła serca czytelników czytelników w Stanach Zjednoczonych i przez ponad pół roku gościła na najbardziej prestiżowej liście bestsellerów New York Timesa.

Lisa Genova jest felietonistką stowarzyszenia National Alzheimer's Association. Mieszka z rodziną w Massachusets.

Źródła: foto | opis

Zapomniane, Cat Patrick


Zapomniane, Cat Patrick
Oryginał: Forgotten
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Stron: 311
Gatunek: literatura młodzieżowa
Wybiła północ, niedziela: odkładam książkę na biurko, przymykam oczy, w głośnikach króluje Kings of Leon. Próbuję zebrać myśli, ale te galopują, jak szalone i nie dają się poukładać. Zaczynam opisywać swoje wrażenia z lektury. Po trzech linijkach znużona wciskam Backspace. Kolejna próba - pięć linijek i bardziej nerwowy nacisk na Backspace'a. Postanawiam wczuć się w konwencję książki, wracam myślami do rzeczywistości London Lane, bohaterki Zapomnianych. Jak ona skonstruowałaby notatkę z tego wieczoru?

Napisałaby na pewno, że przeżyła świetną przygodę, że przeniosła się do niezwykłego świata, by poznać niezwykłych ludzi. Opisałaby ekscytację, łzy, dreszcze i nerwy, jakie towarzyszyły jej podczas lektury. Niedługo potem przymknęłaby oczy i zasnęła. Rano ze wspomnień o przeczytanej książce nie pozostałoby nic - tylko krótka notatka na nocnej szafce.

Tak właśnie żyje London - nie pamięta ani krzty swej przeszłości. Za to przyszłość zna doskonale i wie kto komu złamie serce, kto umrze, a kto złamie nos. Wie co spotka jej przyjaciół, rodzinę i wszystkich tych, których mija na szkolnym korytarzu. Przekleństwo. London nie pamięta kłótni z przyjaciółką, odejścia ojca, filmu obejrzanego dzień wcześniej. Nie pamięta też Luke'a - chłopaka, którego kocha ponad wszystko. I co gorsza - nie widzi go również w migawkach ze swej przyszłości...

Motyw amnezji jest już w literaturze ograny. Podobnie ma się rzecz z trudną miłością dwojga nastolatków. Wytworów literatury paranormalnej również mamy wiele. A jednak pomysł Cat Patrick zaskakuje. Autorka ujęła znany temat zupełnie na nowo. Stworzyła bohaterkę inną od wszystkich, "nienormalność" jakiej jeszcze nie znałam. Akcję osadziła w przeciętnym miasteczku, w szarej szkole i zwyczajnym domu. Pomijając więc przypadłość dziewczyny - paranormalności mamy tu niewiele, za co jestem autorce wdzięczna, bo gdyby jeszcze upchnęła tu jakieś demony, elfy i inne stworzenia, przestałabym wierzyć w jej historię.

A historia ta jest naprawdę ciekawa i warta uwagi. Drażni w niej jednak język, jakim posługuje się autorka - jałowy, typowy dla głupawych nastolatków. Dialogi pełne są nienaturalnych kolokwializmów, często przypominają zwyczajny bełkot. Nieco dojrzalej wypadają wywody narratorki, ale zdarza się to jedynie miejscami. Czepiam się, bowiem taka bezsensowna paplanina odbiera przyjemność z lektury i ujmuje tej powieści wiele uroku. O ileż byłaby ona pełniejsza, o ileż doskonalsza, gdyby autorka nie siliła się na mowę współczesnych nastolatków. Przecież młodzież nie jest głupia, zrozumiałaby przekaz i bez tych wszystkich "dzienksów" (mam prawo jednak przypuszczać, że to tłumacz tak niefortunnie przekładał angielskie "thanks" i sporo innych wyrazów, które w naszej wersji brzmią wyjątkowo głupawo).

Zarzuty wobec tłumaczenia może można i mieć, ale to jednak Cat Patrick miała wpływ na największą wadę swojego dzieła - na bezustanne peany zachwytu na cześć chłopaka London. Luke jest idealny, piękny, doskonały, seksowny, niesamowity, powalający, zapierający dech, szarmancki, cudowny, niepowtarzalny. Ma ciało przypominające marmur, idealny uśmiech, słodkie dołeczki w policzkach i hipnotyzujące spojrzenie. I skoro bohaterka każdego dnia poznaje go na nowo (gdyż jego obraz nie utrwalił się w jej głowie, a zdjęcia nie są zbyt dokładne), swój zachwyt nad tym "żywym, prawdziwym chłopakiem" demonstruje w książce każdego dnia. Każdego. Zawsze kiedy widzi Luke'a. Początkowo było to nawet słodkie i zabawne, ale im dalej w las, tym gorzej. Ileż można czytać o jakimś chodzącym ideale? Sparzyłam się już na wielostronicowych westchnieniach do marmurowego Edwarda i kiedy tylko London wpadała na swego wybranka, zgrzytałam zębami i przewracałam oczami. Do wyrzygania - za przeproszeniem.

Powinnam znienawidzić Luke'a po wiadrach lukru, jakie wylewała na niego główna bohaterka powieści, ale prawda jest taka, że to najjaśniejszy punkt historii. Oprócz tego, że odgrywa szalenie ważną rolę w życiu bohaterki (i wcale nie chodzi mi wyłącznie o sprawy sercowe), to jednocześnie jego portret potrafi zaciekawić i przyciągnąć. Losy Luke'a są niezwykle interesujące i wcale bym się nie obraziła, gdyby jego osobie autorka poświęciła osobną książkę. Jestem pewna, że wyszłaby z tego naprawdę frapująca historia.

Cat Patrick wiernie odzwierciedliła rzeczywistość typowego, amerykańskiego liceum. Pomijając toporne dialogi - świat ten jest wyjątkowo autentyczny i jestem sobie w stanie z detalami wyobrazić scenerię, w jakiej rozgrywa się akcja. Urzekł mnie sam zamysł autorki, urzekł sposób, w jaki przedstawia prawa rządzące światem London. Ważna jest tu spójność opowieści, ważna dbałość o detale, która sprawia, że autentyczności Zapomnianych nie można podważyć. Miejscami opowieść bywa nudna i tendencyjna (zwłaszcza na pierwszych dwustu stronach), ale całościowy obraz tej historii skłania mnie do tego, by z czystym sumieniem polecić Wam jej przeczytanie. Idealnych książek nie ma co szukać, warto sięgać po te solidne i dobre.

Moja ocena: 8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.


literatura amerykańska | recenzja | Cat Patrick | literatura | recenzje książek

W pewien deszczowy listopadowy ranek niewyspana i zmęczona opieką nad nowo narodzonymi dziećmi zapomniała nagle, co właściwie robi. Spróbowała odtworzyć w pamięci swoje poprzednie czynności, ale zamiast tego narodził się pomysł na „Zapomniane”. To jej pisarski debiut. Prawa do ekranizacji powieści zakupił Paramount Pictures.
Źródła: foto | opis





Polecam bardzo zachęcający trailer książki:



I przypominam, że okładka powieści Cat Patrick brała udział w blogowych pojedynkach (o, tutaj) i zwyciężyła (info).

28 stycznia 2012

Dotyk ciemności, Karen Chance


Dotyk ciemności, Karen Chance
Oryginał: Touch the Dark
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2011
Stron: 381
Gatunek: fantasy
Uwaga, wampiry wracają! Zanim zaczniecie buczeć, gwizdać i odwracać głowy - zatrzymajcie się na chwilę. Wampiry u Karen Chance nie są wymuskanymi, błyszczącymi, uległymi amantami. To nie królewicze na białych rumakach, ani faceci marzeń. To krwiożercze, brutalne, bezwzględne i egoistyczne bestie. Takie wampiry lubimy!

Główną bohaterką powieści jest jasnowidzka Cassie. I nie myślcie sobie, że to kolejna historia w stylu "głupie dziewczę zakochuje się w wampirze" - co to, to nie. Zamiast cukierkowej miłości mamy tu strach i fascynację, sporo śmiałych scen erotycznych (wbrew pozorom - nie zawsze na linii kobieta-wampir) i brutalność. Takie książki lubimy!

Karen Chance już na starcie wygrywa - zaserwowała nam powieść inną od wszystkich. Taką, która nie opiera się na modnych ostatnio schematach, taką która niekoniecznie trafi do młodzieży lubującej się w lukrowanym Zmierzchu. Odejście od tego, co zdobywało w ostatnich latach ogromną popularność, było nieco ryzykowne, ale i potrzebne. Ktoś wreszcie podreperował wizerunek wampira, ktoś przestał mieć czytelników za idiotów, a kobiety za ofiary losu, które bez superbohatera u boku nie dałyby rady przejść przez ulicę. Myślę, że samo to powinno przekonać Was, że Dotykowi ciemności warto dać szansę.

A jeśli to nie wystarczyło...

Karen Chance wykreowała nowy, rządzący się swoimi prawami świat. Stworzyła nowych bohaterów - czerpała oczywiście ze źródeł, zaglądając do mitologii, historii świata i historii literatury, ale do tego, co znała, dodała pewien pierwiastek od siebie, w efekcie czego na kartach jej powieści pojawili się nowi, ciekawi bohaterowie - magowie, wieszczki, wampiry, duchy i elfy. Nie obawiajcie się - nie czeka Was zalew nadnaturalnych postaci - świetnie opowiedziana historia jest wyważona - postaci epizodyczne są ważne, ale epizodyczne, postaci główne zaś nie są przedstawiane nachalnie. To ważne, że autorka nie zalewa nas wielostronicowymi opisami bohaterów - ona postawiła na akcję. A dzieje się w tej powieści tak wiele, że akcja pochłania nas od pierwszego do ostatniego momentu...

Dotyk ciemności pochłania się błyskawicznie - głównie za sprawą lekkiego i luźnego języka. Może to być zaletą, ale i wadą. Mnie nieco przeszkadzało zestawianie ze sobą kolokwialnych zwrotów, charakterystycznych dla gimnazjalistów z brutalnymi scenami walki, albo - co gorsza - z przesyconymi namiętnością scenami łóżkowymi. Czyta się gładko, ale coś tu zgrzyta, a to niedobrze. Bo powieść ta byłaby doskonała i w pełni poważna, gdyby nie ta młodzieżowa paplanina, wpleciona tu i ówdzie do dialogów i rozważań głównej bohaterki (która - swoją drogą - kilka razy pokazała się z nie najlepszej strony - niby twarda i waleczna, a jednak momentami naiwna i głupiutka). Nie wiem czy to sprawa autorki czy tłumacza, ale taką właśnie wadę znalazłam w tej powieści.

Jedna spora wada, jedna nieco mniejsza i cały szereg zalet. Myślę, że powinno Was to zachęcić do Dotyku ciemności Karen Chance. Ja jestem pozytywnie zaskoczona tą powieścią i niecierpliwie czekam na jej kontynuację.

Polecam!

Moja ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc:


literatura amerykańska | recenzja | Karen Chance | literatura | recenzje książek
Jest autorką jednej z najpopularniejszych serii urban fantasy na świecie, której każdy tom gości na najbardziej prestiżowych listach bestsellerów i został przetłumaczony na kilkanaście języków.

Jej seria o przygodach jasnowidzki Cassandry (Cassie) Palmer porównywana jest do bestsellerowych serii Patricii Briggs czy Charlaine Harris.

Karen Chance urodziła się na Florydzie, potem mieszkała m.in. we Francji, Wielkiej Brytanii, w Hong Kongu. Uczyła historii, jednak ostatnio postanowiła skoncentrować się na pisaniu.
Źródła: foto | opis

27 stycznia 2012

Czy to prawda, że..., Christoph Drösser


Czy to prawda, że..., Christoph Drösser
Oryginał: Stimmt's? Das große Buch der modernen Legenden
Wydawnictwo: PWN
Rok wydania: 2012
Stron: 360
Gatunek: popularnonaukowa
Czy jesteście ciekawi świata? Lubicie odkrywać i dociekać, uczyć się z przyjemnością i poznawać ciekawostki? Chcecie się rozwijać, lepiej żyć albo błyszczeć w towarzystwie? Jeżeli tak - koniecznie sięgnijcie po książkę Czy to prawda, że...!

Uhonorowany tytułem "Dziennikarza naukowego roku" Christoph Drösser na bazie prowadzonej przez siebie rubryki "Zgadza się?" w piśmie "Die Zeit", wydał w 2010 roku publikację, zawierającą "najbardziej pasjonujące prawdy, półprawdy i legendy ostatniego dziesięciolecia". Autor opierając się na wiedzy naukowej, stara się rozwiać wątpliwości czytelników, obalając słynne mity albo znajdując potwierdzenie dla pewnych tez. Pytania nadsyłane przez dociekliwych bywają zaskakujące, szokujące, dziwne i zabawne. Dlatego lektura książki Drössera jest prawdziwą przygodą!

Nigdy nie przypuszczałam, że taka niepozorna książeczka odkryje przede mną tajemnice świata nauki i techniki, kuchni, sportu, motoryzacji, geografii i właściwie wszelkich możliwych dziedzin, którymi pasjonuje się człowiek. Wiem już np. czy i dlaczego blondynki wyginą, Japończycy upijają się szybciej od Europejczyków, karaluchy są w stanie przeżyć wojnę atomową, picie dużej ilości wody pomaga w odchudzaniu itd. itd. Czy to prawda, że... zawiera prawie trzysta tego typu ciekawostek - zapewniam, że chcielibyście je znać!

Książka Christopha Drössera powinna zainteresować wielu, bowiem dotyka tematyki tak szerokiej, że niemal każdy znajdzie tu coś dla siebie - gospodyni domowa, pan Złota Rączka, kibic piłkarski, dojrzewające dziewczę, miłośniczka diet i właściwie każdy, kto interesuje się otaczającą go rzeczywistością.

Czy to prawda, że... urzeka prostotą i przejrzystością formy - hasła zostały czytelnie wyróżnione - zarówno w spisie treści, jak i nagłówkach, teorie przedstawione są w sposób jasny i zrozumiały, a do tego niektóre z zagadnień opatrzone zostały satyrycznymi ilustracjami. Wielką zaletą publikacji jest jej luźny charakter - wiedzę można zgłębiać dzięki niej z ogromną przyjemnością.

Bardzo byłam ciekawa książki Drössera i cieszę się, że wzbogaciła ona moje zbiory - niejednokrotnie do niej wrócę i niejednej osobie przedstawię. Czuję się dzięki niej bogatsza i mądrzejsza, a do tego nabrałam ochoty na poznanie większej liczby tego typu publikacji. Wam polecam to samo!

Moja ocena: brak

Za książkę dziękuję wydawnictwu PWN.



literatura niemiecka | recenzja | Christoph Drösser | literatura | recenzje książek
Urodzony w 1958 roku, studiował matematykę i filozofię na uniwersytecie w Bonn. Obecnie pracuje w dziale WIEDZA tygodnika opinii Die Zeit. Współtwórca magazynu popularno-naukowego Zeit Wissen, w którym w latach 2004-2006 pełnił funkcję redaktora naczelnego. W 2005 roku otrzymał tytuł DZIENNIKARZA ROKU w kategorii NAUKA, przyznawany przez Medium-Magazin.
Źródła: foto | opis




PS. Na stronie wydawnictwa PWN znalazłam konkurs. Do wygrania są pakiety książek. Istnieje możliwość zadania pytań autorowi! Zapraszam tutaj.

Top 10: ulubieni bohaterowie

top 10 kreatywa

W zeszłym tygodniu prezentowaliśmy ulubione bohaterki, więc dziś przyszła pora na ulubionych bohaterów. Co prawda mogłabym w tym rankingu przedstawić większość panów z grona tych, z którymi umówiłabym się na randkę, ale prawda jest taka, że nie tylko takich panów lubię. Oto więc moja dziesiątka /kiedy klikniesz na zdjęcie, otworzy się strona, z której ono pochodzi/:

24 stycznia 2012

Londonistan, Gautam Malkani


Londonistan, Gautam Malkani
Oryginał: Londonstani
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2007
Stron: 431
Gatunek: społeczno-obyczajowa, dla młodzieży
Dwa ostatnie tygodnie spędziłam z Londonistanem pod pachą - podczytywałam po stronie to tu, to tam, aż wreszcie na finiszu zebrałam się w sobie i ukończyłam lekturę w kilka godzin. Nie było to łatwe zadanie, bowiem książka ta jest tak najeżona wulgaryzmami, że nawet ja nie dawałam sobie rady z ich nadmiarem. Za to młodzieży, do której skierowana jest powieść Malkaniego, z pewnością taki język spodoba się bardzo. Ba! Wulgaryzmy stanowią 1/3 książki, co oznacza, że "tak naprawdę" wcale nie ma ona czterystu stron, a dużo mniej. Od razu "lepiej" młodzież spojrzy na to opasłe tomiszcze...

Mam ostatnio szczęście do książek, które stanowią wynurzenia zwichrowanych nastoletnich młodzieńców, którzy nie radzą sobie z dojrzewaniem, szukaniem siebie, szkołą, rodzicami, dziewczynami i "innymi takimi". Tym razem akcja rozgrywa się na przedmieściach Londynu, gdzie stykają się ze sobą różne kultury, różne kolory, różne języki i różne wyznania. W tej barwnej społeczności egzystuje Jas - do niedawna kujon i jąkała, aktualnie członek gangu. Wciąż nie jest tak "fajny" i tak popularny, jak jego kumple, ale wreszcie może wozić się drogimi samochodami i umawiać z pięknymi dziewczynami. I choć wewnątrz wcale nie czuje się "jednym z ziomali", wciąż stoi gdzieś na uboczu i stale obrywa za zbyt inteligentną mowę, to jednak przebywanie w grupie rudboji daje mu poczucie wyższości i przynależności do grupy. Naturalna potrzeba, prawda?

Takich naturalnych kwestii Malkani porusza w Londonistanie wiele. Dzieciaki walczą o akceptację, dziewczyny chcą się podobać, chłopaki chcą szpanować, rodzice walczą o kultywowanie ojczystych tradycji i stale wpadają w konflikty ze swoimi dorastającymi synami. Do tej mieszanki dochodzą szemrane interesy, język ulicy, klimat bollywoodzkich lokali i najzwyklejsze problemy przeciętnych nastolatków. Niby nic specjalnego, a jednak powieść ta wstrząsa i oczarowuje. Mroczne zakątki pięknego Londynu potrafią zaintrygować, a barwni bohaterowie przyciągają do tego świata. Do świata, który rządzi się brutalnymi prawami, pełen jest brudu i wulgarności. Do świata, obok którego nie można przejść obojętnie.

Swego czasu Londonistan wywołał wielkie poruszenie na Wyspach. W Polsce z pewnością takiej lawiny dyskusji nie wywoła, ale niewątpliwie jest to utwór, na który należy zwrócić uwagę. Jego atutem jest uniwersalna wymowa, tematyka pozornie nam daleka, a jednak szalenie bliska. Za książką przemawia również - oprócz jej urzekającej naturalności (która uzasadnia wybór takich, a nie innych środków językowych) - pewna przewrotność. Zakończenie historii wprawiło mnie w zdumienie i okazało się zaskakujące. A to dobrze, bo książki, które zmuszają do refleksji, potrafią rozbawić i przyciągnąć, są w moich oczach wyjątkowo atrakcyjne.

Moja ocena: 8/10
Za książkę dziękuję księgarni Matras.



literatura angielska | recenzja | Gautam Malkani | literatura | recenzje książek
Gautam Malkani urodził się w 1976 roku w Londynie. Dorastał w okolicach Hounslow, gdzie rozgrywa się akcja jego powieści. W Cambridge studiował nauki społeczne i polityczne. Jest dziennikarzem "The Financial Times". "Londonistan", jego literacki debiut to powieść, która błyskawicznie zdobyła olbrzymi rozgłos i została okrzyknięta odkryciem sezonu
Źródła: foto | opis

Koniec gry, Anna Onichimowska


Koniec gry, Anna Onichimowska
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2012
Stron: 204
Gatunek: dla młodzieży
Alka poznajemy jako 26-letniego człowieka sukcesu, na którego nagle spada rodzinna tragedia. Pogrzeb brata bliźniaka staje się dla bohatera pretekstem do snucia refleksji o bolesnej przeszłości. O chwilach, w których zaczął odkrywać siebie...

Z opasłymi notatnikami u boku, Alek przenosi nas kilka lat wstecz, kiedy jako siedemnastoletni chłopak rozpoczął krętą drogę ku osiągnięciu dojrzałości. Wtedy właśnie związał się z "najgorętszą dziewczyną w szkole", zbliżył do słynnego reżysera-geja i zaczął oddalać od rodziny. Szybko bowiem odkrył, że to nie kobiety pociągają go najbardziej... I jak ma to znieść brat - członek Młodzieży Wszechpolskiej albo ojciec o zaściankowych poglądach?

Jak ma to znieść sam Alek, którego zalewa fala nietolerancji?

Powieść Anny Onichimowskiej skierowana jest do młodzieży. Dlatego też napisana jest prostym, lekkim językiem, wulgaryzmy są w niej wykropkowane, a wszelkie fragmenty dotyczące seksualności - zręcznie pominięte. Żeby było bardziej młodzieżowo, pojawiają się w książce znaki współczesności, takie jak Facebook. To nic, że osiem lat temu portal ten dopiero się rodził - u bohaterów cieszy się ogromną popularnością. Ba! Można w nim cudze posty nie tylko "lubić", ale i "nie-lubić" - zadziwiające. Skoro zaletą książki miało być, że dzieje się "tu i teraz", miło by było, gdyby ktoś zadbał o rzetelny opis realiów. Bo potem okazuje się, że bohaterowie osiem lat temu oglądali film Jarmuscha, który... jeszcze nie powstał, albo czytali książkę, którą wydano w 2008.

Można oczywiście przyjąć, że na pierwszych stronach poznajemy Alka gdzieś w 2015 roku, ale założenie takie nie brzmi ani trochę wiarygodnie.

Tego typu błędy i niedociągnięcia, radzę jednak odłożyć na bok. Lepiej skupić się na samej powieści, która okazuje się być bardzo ciekawa i wartościowa. Autorka stawia na wyraziste kontrasty - w jednym pokoju, przedzieleni szafą żyją ze sobą agresywny homofob i jego brat-gej. Chłopak ima się różnych zajęć - z zamiataniem cudzych podwórek włącznie - byle uciułać jakiś grosz, z kolei jego tymczasowa dziewczyna pławi się w luksusach. Ale jest przy tym zadziwiająco dojrzała, wcale nie rozpuszczona i szalenie inteligentna. Nadmierna dojrzałość jest zresztą w tej historii normą - tutaj siedemnastolatkowie są wyważeni i poważni, pilni i uczynni. Mało to autentyczne, niestety. Generalnie jednak portrety bohaterów są nakreślone bardzo sprawnie - choć są oni zwyczajni, żywcem wyciągnięci z naszej rzeczywistości, nie brak im wyrazistości i charakteru.

Największą zaletą powieści jest sama jej tematyka - to jak autorka ujmuje problem homofobii, niewiedzy, nietolerancji. Temat ten jest w Polsce jeszcze świeży, rzadko przedstawiany i bardzo mnie cieszy, że znalazł się ktoś, kto napisał o prawdziwym, bardzo poważnym problemie. Przedstawiając nieco bajkowe życie Alka, któremu prawie wszystko się w życiu idealnie udaje, autorka zapragnęła chyba wlać nadzieję w serca niektórych, że i "inni" mogą żyć normalnie. Że i "inni" zasługują na akceptację. Niestety - w naszym kraju nawet takie oczywistości wciąż stanowią problem...

Powieść Onichimowskiej pochłonęłam błyskawicznie, pomimo wielu "zapchajdziurowych" fragmentów, które kompletnie niczemu nie służyły. Choć historia ta jest nieco naiwna, trochę przejaskrawiona i niezbyt wiarygodna, ujął mnie sposób, w jaki autorka przedstawiła głównego bohatera. Ciekawym doświadczeniem jest obserwowanie jego drogi ku odnalezieniu swojego "ja". Drogi ku "końcowi gry". Tytuł i okładka współgrają z treścią książki znakomicie - podoba mi się takie dopełnienie tematu, postawienie kropki nad "i". Koniec gry nie jest powieścią doskonałą, ale z pewnością na długo pozostanie w mojej pamięci. Sięgnijcie po nią, a sami się o tym przekonacie.

Moja ocena: 6,5/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak.



literatura polska | recenzja | Anna Onichimowska | literatura | recenzje książek

Anna Onichimowska (ur. w Warszawie) - poetka, prozaik, dramatopisarka, autorka książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych oraz scenariuszy radiowych, telewizyjnych i filmowych, w latach 1995 - 2003 przewodnicząca polskiej sekcji IBBY (International Board on Books for Young People), obecnie członek zarządu.
Źródła: foto | opis

20 stycznia 2012

Top 10: ulubione postaci kobiece

top 10 kreatywa

Istnieją w literaturze postaci, które lubię, podziwiam, szanuję. Z którymi się utożsamiam i o przyjaźni z którymi marzę. Na kartach powieści poznałam wiele wspaniałych kobiet, ale przedstawić Wam mogę tylko tych dziesięć "naj". Oto one /kiedy klikniecie na dane zdjęcie, otworzy się strona, z której ono pochodzi/:

17 stycznia 2012

Zakupy na obcasach, Jane Cunningham, Philippa Roberts


Zakupy na obcasach, Jane Cunningham, Philippa Roberts
Oryginał: Inside Her Pretty Little Head
Wydawnictwo: PWN
Rok wydania: 2012
Stron: 320
Gatunek: poradniki, popularnonaukowe
Oto książka, która zalała mnie falą optymizmu, a w gronie znajomych płci męskiej wywołała prawdziwe poruszenie. Bo jest kobieca, bo jest mądra i jest inspirująca. Ujawnia wiele interesujących faktów, o których nie miałam nigdy pojęcia i które sprawiają, że lepiej rozumiem siebie i swój kochany mózg.

Już choćby dlatego warto po nią sięgnąć.

Jane Cunningham i Philippa Roberts stworzyły pracę poświęconą kobietom, ale - wbrew pozorom - nie tylko do nich jest ona skierowana. Pierwsze rozdziały powinny zainteresować wszystkich, którzy choć trochę interesują się człowiekiem, rozumem, płciowością. Zanim autorki przechodzą do tematu właściwego ("zakupy na obcasach") przywołują sporo ciekawych teorii naukowych, dotyczących różnic między kobiecym i męskim rozumowaniem, między kobiecym i męskim mózgiem. To ważne, bo dzięki tak wyszczególnionym różnicom czytelnik lepiej zrozumie zarówno cel tej publikacji, jak i to, na czym Cunningham i Roberts skupiają uwagę w kolejnych rozdziałach.

Dlaczego postała w ogóle taka książka? Badania wykazały, że kobiety "inicjują niemal wszystkie zakupy dóbr konsumpcyjnych (...), podejmują decyzje o zakupie 66% wszystkich kupowanych komputerów oraz 60% wszystkich kupowanych samochodów. Inicjują 80% zakupów remontowo-budowlanych oraz 89% nowo otwieranych rachunków bankowych." Co to oznacza? Że to do nich powinno kierować się reklamy, że to ich uwagę powinno się przyciągać. Najwyraźniej spece od marketingu i szefowie agencji kreatywnych niewiele na ten temat wiedzą, bowiem autorki postanowiły ich uświadomić i zmienić coś w podejściu do kobiet-pracowników firm oraz kobiet-konsumentek.

Styl, w jakim napisana jest książka, nie należy do najbardziej przyjaznych - choć autorki przytaczają zabawne anegdoty i bardzo wyraziste przykłady, ich wywody trącą nieco dydaktyzmem. Specyfiką tego typu publikacji jest oczywiście pewna szablonowość i naukowość, ale znam wiele poradników i książek popularnonaukowych, które wychodzą poza schematy, pochłaniają, uczą bawiąc i bawią ucząc. Zabrakło mi w Zakupach na obcasach pewnej lekkości i odsunięcia na bok powagi tematu. To jedyny, ale za to całkiem spory zarzut, jaki mogę wystosować wobec tej pozycji.

Obowiązkowymi odbiorcami książki Cunningham i Roberts są oczywiście wszyscy ci, którzy zajmują się biznesem, reklamą, PR-em, copywritingiem, szkoleniami czy nawet dziennikarstwem (dla nich mój zarzut z pewnością okaże się śmieszny, bo czego innego będą w Zakupach... szukali). Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, iż publikacja ta zahacza o taką tematykę, że przyciągnie uwagę wszystkich konsumentek. Dlaczego? Bo powinny one wiedzieć, jakim chwytom i manipulacjom są poddawane. Książka pozwoli im zrozumieć siebie, swoje motywacje i relacje, jakie zawiązują z innymi. Każdy ciekawy świata znajdzie w tej pozycji coś dla siebie - i tyczy się to zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

Polecam tę książkę tym, którzy lubią wiedzieć więcej. Tym, którzy drążą. Tym, którzy lubią rozumieć świat, lubią rozumieć siebie. Gwarantuję, że ogrom ciekawostek i danych, jakie znajdziecie w tej publikacji, pozostanie Wam w głowach na długo. Bo takie rzeczy aż chce się wiedzieć!

Moja ocena: 7,5/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu PWN.


Jane Cunningham, Philipsa Roberts | recenzja | literatura | recenzje książek

Nie jestem seryjnym mordercą, Dan Wells


Nie jestem seryjnym mordercą, Dan Wells
Oryginał: I Am Not A Serial Killer (John Cleaver, #1)
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2012
Stron: 284
Gatunek: thriller
John Wayne Cleaver jest piętnastoletnim socjopatą. Na jego codzienność składają się trupy w zakładzie pogrzebowym, psychoterapia i tworzenie przykazań, które miałyby go odciągnąć od zostania... bestią. Jego obsesją są seryjni mordercy, a największym pragnieniem zobaczenie jednego z nich na żywo. Pragnienie chłopaka - rzecz jasna - spełnia się, gdy spokojne miasteczko Clayton zalewa fala wstrząsających morderstw...

Nie jestem seryjnym mordercą to powieść, którą pochłoniecie w jeden wieczór (o ile nie będziecie przy tym spożywać kolacji). Nie jest to lektura lekka czy specjalnie sympatyczna, ma też sporo irytujących uchybień i niedociągnięć, ale potrafi zaciekawić, wstrząsnąć, rozśmieszyć i pochłonąć.

Opowieść snuje sam John Cleaver, co jest ogromną zaletą książki Dana Wellsa. Dzieciak całkowicie odkrywa przed nami swoją psychikę - wiemy, czym motywowane są jego zachowania, wiemy jakie ma on pragnienia i jakie rozterki nim targają. Poznajemy też specyficzne poczucie humoru bohatera - nieco wisielcze, nieco mroczne, nieco przerażające, ale jednocześnie fascynujące i wprost rozkładające na łopatki. Choć jest to thriller, ja miejscami zaśmiewałam się przy nim, jak podczas lektury najlepszej komedii.

Dan Wells stale zmienia natężenie napięcia - w jednej chwili przysypiamy uspokojeni sielską atmosferą, w drugiej drżymy z emocji. W takich momentach pragnienie pochłonięcia powieści jednym tchem zwiększa się i nie ma takiej siły, która oderwałaby od lektury. Kolejny plus dla Nie jestem seryjnym mordercą.

Największymi jednak zaletami powieści są - oprócz narracji i trzymania napięcia - dialogi oraz - przede wszystkim - kreacje bohaterów. W tej kwestii autor spisał się wybornie. Zarówno młody socjopata, jak i obiekt jego zainteresowania - morderca grasujący po okolicy - przedstawieni są spójnie, mądrze i ciekawie. Ich portrety psychologiczne są pełne, zarysowane konsekwentnie i - przede wszystkim - fascynują. Wyraziści bohaterowie to najmocniejszy punkt książki.

Są też słabe punkty - w dodatku takie, które nie zawsze można wybaczyć. Nie jestem seryjnym mordercą to powieść mało odkrywcza, nieco tendencyjna i niespecjalnie zaskakująca. Kim jest morderca - zgadłam natychmiast. Co nim kieruje - było jasne jak słońce, choć John kompletnie nie potrafił tego pojąć. Jak mordercę unicestwić - wiedziałam cały czas i nieustannie próbowałam to wykrzyczeć bohaterowi, choć wcale mnie nie słuchał...

Powieść Dana Wellsa nie należy do tych thrillerów, które jak już chwycą za gardło, to nie puszczą do samego końca. Wymagający odbiorcy nie zadowolą się ciekawymi bohaterami i mistrzowskim poczuciem humoru narratora. Zabrakło tej historii "ognia" oraz - przede wszystkim - elementu zaskoczenia. Nie znaczy to jednak, że nie warto po tę książkę sięgać. Ja spędziłam przy niej czas naprawdę dobrze - potrafi zaciekawić i pochłonąć. Nie trzyma czytelnika w szponach, jak rasowy thriller, a jedynie ściska jak wiotka niewiasta, ale ma w sobie to tak zwane "coś". Wyróżnia się i fascynuje, a to już naprawdę dużo.

Moja ocena: 7/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak.



literatura amerykańska | recenzja | Dan Wells | literatura | recenzje książek

Daniel Andrew Wells - amerykański pisarz, autor horrorów i thrillerów, wpisujących się w popularny nurt Young Adult. Wielką popularność przyniósł mu trzytomowy cykl powieści poświęconych przygodom młodego socjopaty - Johna Cleavera.
Źródła: foto

13 stycznia 2012

Top 10: ulubione cytaty z literatury

top 10 kreatywa

Ulubionych cytatów mam całe mnóstwo i wybranie tych dziesięciu "naj" sprawiło mi niebywały problem. Po paru godzinach brutalnej selekcji, wybrałam następujące:

9 stycznia 2012

Niezłomny, Laura Hillenbrand


Niezłomny, Laura Hillenbrand
Oryginał: Unbroken: A World War II Story of Survival, Resilience, and Redemption
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2011
Stron: 437
Gatunek: biografie
Siedem lat wytężonej pracy - godziny spędzone w archiwach i bibliotekach, setki rozmów, tysiące zadanych pytań. Drążenie, wyciąganie wspomnień, zdobywanie informacji ze wszelkich możliwych źródeł. Efekt? Książka totalna, biografia niesamowitego człowieka, kronika niezwykłych zdarzeń... Za trud i zaangażowanie włożone w tworzenie Niezłomnego, należą się Laurze Hillenbrand ogromne brawa. Dokonała niemal niemożliwego - stworzyła biografię wielkiego człowieka, z bolesną dokładnością oddając wszystkie szczegóły jego trudnego losu.

Louis Zamperini był niepokornym dzieciakiem - skłonnym do bitki złodziejaszkiem, na którego pięściami wygrażała cała okolica. Wiele matczynych łez, siwych włosów ojca i nerwów brata było potrzeba, by udało się młodego Zampa dobrze ukierunkować. Energię chłopak spożytkował odpowiednio - poświęcił się bieganiu. I dobiegł aż na Olimpiadę...

Był niesamowitym talentem, bił rekordy i stanowił groźną konkurencję dla bardziej doświadczonych kolegów. Miał być wielkim biegaczem i podbijać świat sportu. Ale wtedy przyszła wojna i o Louisa upomniała się ojczyzna. To dla niej dryfował wiele tygodni po oceanie, gdy doszło do katastrofy jego samolotu. To dla niej dawał się zabijać w niewoli wroga. Dla niej stał się wrakiem człowieka...

Odyseja Louisa Zamperiniego budzi podziw i zdumienie. Wola walki jaką się wykazywał, po dziś dzień wzbudza ogromny szacunek. Zampa kochała i kocha cała Ameryka. Dlatego stał się medialną maskotką, gwiazdą. Dlatego biografia autorstwa Hillenbrand została bestsellerem. Bo mit superbohatera wciąż jest w nas żywy.

Ludzie kochają takie historie - Zampa nie da się nie lubić (autorka przytacza wiele sympatycznych anegdot - zarówno z jego kolorowego dzieciństwa, jak i żołnierskich lat, w których ciągle potrafił żartować z innych, a na zakończenie dorzuca zdjęcie, na którym - jako staruszek - Louis jeździ na deskorolce), nie da się nie podziwiać (uratował się z wraku, przeżył kilkadziesiąt dni na otwartej wodzie i wiele miesięcy katuszy w obozach wroga, a potem jeszcze wszystkim wybaczył), nie da się mu nie współczuć. Otwarcie przyznać należy, że Laura Hillenbrand jest Zamperiniemu szalenie przychylna - nawet kiedy przedstawia ciemniejszą stronę jego charakteru, zawsze znajduje dla jego działań usprawiedliwienie. Bo to narodowa chluba, wielki bohater, człowiek, którego biografia daje nadzieję, wzrusza i wstrząsa. To łatwy lep dla naiwnych. Ale ja też jestem naiwna, bo przeżywałam z Zamperinim każdy jego ból. Płakałam przy lekturze, wstrząsały mną dreszcze, dawałam się ponieść tej historii. I wciąż jestem pod jej wpływem - cały czas równie mocno oczarowana.

Może sporo tu koloryzowania. Może wiele niedomówień. Ale nie da się przejść obok Niezłomnego obojętnie. Abstrahując nawet od postaci Zampa i jego historii - sama książka zasługuje na wielką uwagę, gdyż - jak wspomniałam na wstępie - jej tworzeniu Laura Hillenbrand poświęciła się całkowicie. Książka jest bogata w fakty, które w niczym nie przypominają suchych encyklopedycznych zbitek dat i nazw - autorka może się pochwalić takimi zdolnościami literackimi, że nawet szczegóły budowy samolotu albo uzbrojenia Japończyków są przedstawione tak fascynująco, że nie sposób oderwać się od lektury. Treść wzbogacona jest o piękną oprawę zdjęciową - od dziecięcych lat Zampa, przez czasy wojenne, aż po lata współczesne. Wspomnieć jednak należy, że nie tylko Zamperini jest bohaterem własnej biografii - Hillenbrand opisała (wzbogacając teksty fotografiami) losy również jego rodziny, przyjaciół, współpracowników, a nawet oprawców. Przy powstawaniu książki pomagało wielu - dzieci i wnuki weteranów, znajomi i sąsiedzi Louisa, mieszkańcy japońskich wiosek, usytuowanych blisko obozów jenieckich. Ich wspólne zaangażowanie złożyło się na piękną kronikę. Niezłomny jest prawdziwą perełką - taką książkę na swej półce powinien mieć każdy...

Moja ocena: brak

Mogłoby być 10/10, ale uznałam, że to jedna z tych książek, dla których skala nie jest ani wystarczająca, ani obiektywna.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak.


literatura amerykańska | recenzja | Laura Hillenbrand | literatura | recenzje książek


Zdjęcie pochodzi ze strony neontommy.com.

6 stycznia 2012

Top 10: najbardziej wyczekiwane premiery 2012 roku

top 10 kreatywa

W najbliższych dwunastu miesiącach czeka nas mnóstwo interesujących premier książkowych - będą wznowienia, kontynuacje i zupełnie nowe twory. Mnie spośród nich najbardziej zainteresowały:

Wyspa dla dwojga, Mariusz Zielke


Wyspa dla dwojga, Mariusz Zielke
Wydawnictwo: Principium
Rok wydania: 2011
Stron: 191
Gatunek: opowiadania
W kwietniu zeszłego roku, za sprawą powieści Wyrok (recenzja) poznałam pana Mariusza Zielke - dziennikarza śledczego i pisarza. Jego debiutancka powieść urzekła mnie przede wszystkim od strony językowej. Fabuła i kreacje bohaterów również mogły czytelnika porwać. Już wtedy wiedziałam, że po następne książki pana Zielke sięgnę na pewno. Kiedy więc w moje ręce wpadła Wyspa dla dwojga, czułam ekscytację, ale i byłam mocno zaskoczona. Autor pierwszego polskiego thrillera finansowego i zbiór opowiadań o miłości? Zapowiadało się ciekawie!

Miłość i zbrodnia - to im poświęcona jest uwaga w tym zbiorze opowiadań. Każda z historii inaczej ujmuje ten temat - raz miłości mamy tylko szczyptę, innym razem odgrywa ona pierwsze skrzypce. Razem ze swoją przyjaciółką zbrodnią - to ona nadaje wszystkim opowieściom charakteru. Bo bez krwawego tła mielibyśmy do czynienia ze zwyczajnymi nowelami dla pań. A tak, dzięki umiejętnemu spleceniu ze sobą tak różnych żywiołów, powstała mieszanka iście wybuchowa!

Pochłonęłam opowiadania Mariusza Zielkie błyskawicznie - lekkie pióro autora sprawia bowiem, że jego teksty czyta się natychmiastowo. Z obowiązkowymi wypiekami na twarzy! Podobał mi się w Wyspie dla dwojga brak słodzenia i banalizowania. Seks to seks, miłość to miłość, zbrodnia to zbrodnia - bez zbędnego obudowywania tego w piękne tła, laurki i inne bibeloty. Autor-mężczyzna zapewnił opowiadaniom odpowiednią surowość, konkretność i niezbędną dawkę namiętności. Taki sposób pisania o miłości lubię!

Nie jest oczywiście tak, że do zbioru opowiadań Mariusza Zielke można podejść bezkrytycznie. Wydaje mi się, że krótka forma nieco stłamsiła potencjał tych niezwykle interesujących historii - z powodzeniem każda z nich mogłaby stanowić kanwę powieści. Jasne, opowieści przedstawione w tak skondensowanej formie mają swój urok i robią naprawdę mocne wrażenie, ale wiele można by jeszcze z nich wycisnąć...

O tym, że cztery teksty, opatrzone wspólnym tytułem Wyspa dla dwojga i inne historie o miłości i zbrodni są bardzo dobre niech świadczy fakt, że nie potrafię wskazać ulubionego. Każdy z nich urzeka czymś innym, każdy szokuje, każdy oczarowuje. Do tego pozostawiają one czytelnika z pytaniami i domysłami - ot, choćby dlaczego autor nadał bohaterkom takie, a nie inne imiona. Jest w tym pewien klucz - Hanna, Marzanna, Anna, Annabella oraz ta, której książka jest dedykowana - Joanna. Znakomicie przemyślany zabieg, plus dla autora!

Zbiór opowiadań Mariusza Zielke to lektura, którą polecić można właściwie każdemu - tym, którzy lubią zbrodnie, i tym, którzy lubią miłość. Tym, którzy nie lubią lukrowania, i tym którym przeszkadza zbędna brutalność. To dobry, uniwersalny zbiór historii z wielkim potencjałem. Zachęcam!

Moja ocena: 7,5/10

literatura polska | recenzja | Mariusz Zielke | literatura | recenzje książek

Urodzony strzelec (2.12.1971), choć równie często zdarzało się mu pudłować co trafiać. W życiu rodzinnym stateczny mąż i ojciec dwójki dzieci. Od 1999 r. związany z dziennikiem gospodarczym "Puls Biznesu", wcześniej autor tekstów w branżowych periodykach filmowych i specjalistycznych wydawnictwach. Pisał teksty podróżnicze, popularno-naukowe, a - podczas studiów - także opowiadania dla kobiet "z życia wzięte". Studiował na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Źródła: foto | opis

Diabelskie nasienie, Frances Reilly


Diabelskie nasienie, Frances Reilly
Oryginał: Suffer the Little Children
Wydawnictwo: PWN
Rok wydania: 2011
Stron: 283
Gatunek: biograficzne, literatura faktu
1956 rok. W okrytym mgłą Belfaście, za wysokim, ponurym murem znajduje się sierociniec Ubogich Sióstr z Nazaretu. "Siostry miłosierdzia" opiekują się tam sierotami i podrzutkami, czym wzbudzają powszechny podziw i szacunek w mieście. Inspekcje i wizytacje stale prowadzą do tych samych wniosków - że sierociniec jest przyjazny, młode podopieczne szczęśliwe, bo w końcu ktoś wziął je pod swoje skrzydła. Piękna bajka. Daleka jednak od prawdy...

Zakonnice to bezwzględne tyranki. Frustratki, które w imię Boga torturują dzieci, gnębiąc je psychicznie i fizycznie, sprowadzając do roli śmieci, które powinny być wdzięczne za to, że znalazło się dla nich ciasne i brudne miejsce za mrocznymi murami. Frances Reilly jest "ulubienicą" sióstr - jako ta, która nie została ochrzczona, uznana zostaje za diabelskie nasienie. Tak zaczyna się jej trwający wiele lat koszmar. Koszmar, którego wspomnienia zostaną w autorce już na zawsze...

Zanim skreślicie tę książkę, bo "za trudna", "za brutalna", "zbyt mroczna", poznajcie moją historię z nią związaną. Pokaże Wam ona, że nie warto się blokować i zawczasu odrzucać tak wartościowej literatury...

Bałam się. Długi czas broniłam się przed tą książką, ale wreszcie ciekawość wzięła górę. Zakładałam, że lektura zajmie mi wiele dni, że będę chłonąć Diabelskie nasienie niespiesznie, z wieloma godzinami na wytchnienie. Nic bardziej mylnego - autobiograficzna powieść Frances Reilly pochłonęła mnie bez reszty i zanim się spostrzegłam, połowa tej emocjonującej lektury była już za mną. Nie sposób oderwać się od tej historii. Nie można jej - ot, tak - odłożyć na półkę i zasnąć. Kiedy już raz czytelnik da się porwać tej historii, z bólem będzie witał każdą przerwę w czytaniu. Tak było ze mną.

Nadmiar cierpienia, jaki znieść muszą małe bohaterki wspomnień Frances Reilly bywa miejscami przytłaczający. Kiedy ma się nadzieję na światełko w tunelu, naraz dzieje się coś złego. Ktoś znika, ktoś umiera, ktoś wkłada rękę pod sukienkę, ktoś inny bije do nieprzytomności. Niełatwo czyta się tę powieść, ale obojętne przejście obok nie może mieć miejsca. Autorka i jej koleżanki z dziecięcych lat potrzebowały oczyszczenia, sprawiedliwości i odkrycia prawdy. A czytelnik powinien to wszystko dzielnie znieść. Dlaczego? Bo warto! Taką literaturę naprawdę warto czytać...

Językowo powieść Diabelskie nasienie nie stoi na najwyższym poziomie, ale właśnie to sprawia, że jest ona jeszcze bardziej autentyczna, bardziej przejmująca i naturalna. Frances Reilly wiele lat nie potrafiła czytać i pisać, a spisywanie wspomnień po latach miało dla niej charakter terapeutyczny - pomagało w oczyszczeniu się, w zrozumieniu wszystkiego, przez co musiała przejść. To nie ma być pięknie napisana powieść. To ma być brutalna prawda ubrana w klasztorny łachman, a nie w suknię z kokardą. I jest.


Moja ocena: 8,5/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu PWN.



literatura irlandzka | recenzja | Frances Reilly | literatura | recenzje książek

5 stycznia 2012

Smakowitości ze świata Harry'ego Pottera

Musiałam. Po prostu musiałam. Nie mogłam się oprzeć, musiałam Wam pokazać te cudeńka:











Zdjęcia pochodzą ze strony bigfatcook.com - tam też znajdziecie więcej takich skarbów :)

Skosztujecie?

Top 10: książki do przeczytania w 2012 roku

top 10 kreatywa

Nareszcie jestem! Lekko spóźniona, ale wytłumaczyć może mnie ślub przyjaciółki i prawdziwe pochłonięcie przez dobrą literaturę (czytam aktualnie Diabelskie nasienie Frances Reilly i jestem oczarowana)...

Mój aktualny ranking prezentuje się następująco:

3 stycznia 2012

Kłamczuchy. Pretty Little Liars, Sara Shepard


Kłamczuchy. Pretty Little Liars, Sara Shepard
Oryginał: Pretty Little Liars
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2011
Stron: 280
Gatunek: literatura młodzieżowa
Rosewood to nie Manhattan. Tajemnicza osoba podpisująca się jako A. nie jest Plotkarą. Ultrapopularna Alison to nie Serena van der Woodsen, a bulimiczka - Hanna - to nie Blair Waldorf. Wreszcie, Sara Shepard nie jest Cecily von Ziegesar. A jednak powieść Pretty Little Liars mogłaby uchodzić za siostrę serii Gossip Girl. Przystojniacy grają tu w lacrosse'a, seksowni nauczyciele flirtują z seksownymi uczennicami, wielkie sekrety powoli wydostają się na powierzchnię. Nic nowego - to prawda. Ale i tak jest ciekawie.

Emily żyje marzeniami swoich rodziców - jest przykładną córką, umawia się z "odpowiednim" chłopakiem, robi to, co się jej każe. Kiedy w mieście pojawia się Maya, życie Emily diametralnie się zmienia - już nie świeci przykładem, już nie tańczy jak jej zagrają. Tak przynajmniej się jej wydaje...

Aria po latach spędzonych na Islandii wraca do Rosewood, by stawić czoła wspomnieniom i koszmarom, które miała nadzieję pozostawić daleko w tyle. Od bolesnej przeszłości nie da się jednak uciec, kiedy każdy kąt przypomina o najgorszych koszmarach sprzed lat. Czy Aria poradzi sobie bez przyjaciółek, za to z nowymi problemami?

Spencer we wszystkim próbuje prześcignąć swoją "idealną" siostrę - Melissę. Grafik ma wypchany od rana do nocy - stale udziela się społecznie, a wolny czas poświęca na naukę. Wszystko po to, by być najlepszą. Kiedy sukces jest już blisko, kiedy Spencer powoli wdrapuje się na szczyt, porywy serca brutalnie spychają ją na samo dno. Tam, gdzie nie ujrzy już pomocnej dłoni...

Hanna próbuje zapomnieć o przeszłości. O czasach, w których była gruba, odepchnięta i wyszydzana. Jest gwiazdą, bryluje, każdy chciałby się z nią przyjaźnić. Popularność nie zwalczy jednak samotności, nie wyprze koszmarów. Z nimi Hanna musi borykać się sama...

Paczkę powinna uzupełniać Alison - szkolna gwiazda. Dziewczyna, która znała swoje przyjaciółki na wylot. Której zawsze się bano, którą podziwiano, kochano i nienawidzono. Ale Alison już nie ma. Przepadła, zaginęła, prawdopodobnie nie żyje. Emily, Aria, Spencer i Hanna - choć zdruzgotane - odczuwają ulgę. Już nikt nie będzie ich szantażował, ich sekrety są bezpieczne.

Do czasu.

Wiadomości od A. wytrącają bohaterki z równowagi. Tylko Alison wiedziała o sprawach, które teraz mogą ujrzeć światło dzienne... Kto tak brutalnie z nimi pogrywa? Czy dziewczyny są jeszcze bezpieczne?


Powieść Sary Shepard pochłania się błyskawicznie. Każdy z rozdziałów poświęcony jest innej z dziewcząt - poznajemy ich lęki i problemy, powoli odkrywamy tajemnice. Składamy elementy układanki, które tworzą fascynującą, przerażającą całość. To nie są zwyczajne nastolatki, których jedne problemy stanowią pryszcze i zakupy. Ich tajemnice naprawdę wprawią Was w osłupienie...

Pretty Little Liars to książka, która idealnie nada się na długie, zimowe wieczory. Rozluźnia i odpręża, nie jest specjalnie wymagająca. To typowe czytadło dla nastolatków, choć przyznać należy, że i starsze czytelniczki znajdą w niej coś dla siebie. Ot, choćby przypomną sobie dawne troski i marzenia. Tak, jak uczyniła to Sara Shepard, bowiem - jak wynika z informacji wydawnictwa Otwarte - za inspirację służyły jej wspomnienia ze szkolnych lat.

Amerykańska pisarka niezwykle zręcznie radzi sobie z przeskokami w akcji. Pozwala sobie na retrospekcje, stale zmienia perspektywę. Mimo tego, tempo jej powieści jest niesamowite - ani na chwilę nie zwalnia. W dodatku wokół unosi się aura tajemniczości, klimat jest nieco mroczny, przyciągający. W tej kwestii seria ta bije popularną Gossip Girl na głowę! Tutaj rzeczywiście dzieją się fascynujące rzeczy, tutaj bohaterowie są autentyczni i naturalni. A dialogi - genialne!

Kłamczuchy - tom pierwszy serii - zdaje mi się być jedynie wstępem do czegoś większego. Do intrygującej, pasjonującej historii. W części tej Sara Shepard zaledwie naszkicowała nam sylwetki bohaterek, napomknęła tu i ówdzie o ich sekretach, zarysowała świat, w którym żyją. Jestem pewna, że w kolejnych tomach autorka rozwija skrzydła. Jestem pewna, że "będzie się działo". Dlatego czym prędzej sięgajcie po Kłamczuchy i kolejne części cyklu. Do kompletu dorzućcie serial - ja już się za niego zabrałam. Nie jest wiernym odzwierciedleniem powieści, ale zapowiada się równie kusząco...

Moja ocena: 8/10


literatura amerykańska | recenzja | Sara Shepard | literatura | recenzje książek

Sara Shepard jako nastolatka chciała być gwiazdą oper mydlanych, projektantką klocków Lego lub genetykiem. Inspiracją bestsellerowych powieści z serii „Pretty Little Liars" oraz „The Lying Game" stały się jej wspomnienia z czasów szkolnych.

Źródła: foto | opis


Zdjęcie z filmu pochodzi ze strony filmweb.pl

Las Zębów i Rąk, Carrie Ryan

Las zębów i rąk, Carrie Ryan
Oryginał: The Forest of Hands and Teeth
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2011
Stron: 345
Gatunek: fantastyka, horror, dla młodzieży
W postapokaliptycznym świecie nie ma miejsca na miłość, na sprawiedliwość, na marzenia. Trzeba działać dla dobra ogółu, błagać o bożą łaskę i rozmnażać się, by zapewnić ciągłość gatunkową. Poczucie wyobcowania, tęsknota za tym, co odeszło - takie uczucia są w tej rzeczywistości codziennością. I strach. Niewyobrażalny, porażający strach, który przesłania wszystko inne...

Świat Mary jest prosty - jej wioskę od niebezpiecznego Lasu Zębów i Rąk odgradzają wielkie ogrodzenia. Za nimi czają się wrogowie - Nieuświęceni. Zombie, karmiące się ludzkim strachem, ludzką krwią, ludzkim mięsem. Do ich potwornych jęków trzeba się przyzwyczaić, aby jakoś przetrwać i tworzyć pozory normalnego życia. Życia, w którym młode kobiety czeka wybór - albo zwiążą się węzłem małżeńskim z innym mieszkańcem wioski, albo wstąpią do zakonu Sióstr. Siostrzeństwo rządzi społecznością, ustala reguły i - przy okazji - zataja to, co uzna za stosowne. To od nich i od współpracujących z nimi Strażników zależy jak żyć i w co wierzyć będą mieszkańcy osady. Lepiej dla nich, aby woli "władzy" się nie sprzeciwiali.

Ale Mary oczywiście się sprzeciwia. Bo kocha nie tego, który ma być jej przeznaczony. I wierzy, że las gdzieś się kończy, za nim rozciąga się ocean, a nad horyzontem górują drapacze chmur dosięgające nieba. Tak przynajmniej opowiadała jej matka... Tyle tylko, że nikt w te historie nie wierzy i marzenia głównej bohaterki traktuje jak mrzonki. Zwłaszcza w chwilach, w których sprowadzają one na Mary niebezpieczeństwo. Bo czy bezpiecznie jest śnić o tym, co znajduje się za koszmarnym lasem, pełnym zombie?

Dreszcze, ekscytacja, przejęcie, wzruszenie - takie emocje towarzyszyły mi podczas lektury Lasu Zębów i Rąk. To mój pierwszy kontakt z taką wizją świata i z zombie w literaturze. Za to książek w zbliżonym klimacie przeczytałam sporo, więc szczerze muszę przyznać, że Carrie Ryan zaskoczyła mnie. Zarówno swoją pomysłowością, dbałością o szczegóły, jak i warsztatem. Jej powieść czyta się znakomicie, na jednym wdechu. Bohaterowie są autentyczni, rzeczywistość przekonująca, dialogi żywe, a opisy uczuć pełne emocji. Wszystko jest na swoim miejscu.

Nie przekonuje mnie jedynie beztroska z jaką do życia podchodzili mieszkańcy. Parę metrów od nich szaleją wstrętne potwory, nieustannie próbujące się do nich przedostać, a oni sobie żyją jak gdyby nigdy nic, niespecjalnie dbając o to, co stanie się, kiedy ogrodzenia puszczą, a wioskę zaleje fala Nieuświęconych. Za to kiedy rzeczywiście do tego dochodzi, autorka nie zawahała się przedstawić człowieka takim, jaki on jest naprawdę - egoistyczny, samolubny, tchórzliwy i naiwny. Smutne. Ale za to jakie prawdziwe...

Wiele wniosków można wysnuć po lekturze powieści Carrie Ryan. Że ludzie zbyt ślepo zawierzają władzy, zbyt pewnie oddają się Bogu, zbyt łatwo odpuszczają swoje marzenia, zapominają o przeszłości, nie dbają o to, by podtrzymać pamięć o przodkach. Świat wykreowany przez Ryan jest ponury i przygnębiający. Mary wciąż wierzy, wciąż ma nadzieję, a czytelnik podąża tą ścieżką w ślad za nią, by wpaść w pułapkę. Bo to nie jest banalna historia z pięknym zakończeniem. Może gdzieś tam zatli się promyk nadziei, ale po takich przejściach może on tylko parzyć, nigdy nie ogrzeje.

Moja ocena: 8/10

Trailer w języku polskim:


Porównaj wrażenia z męskim punktem widzenia.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc.


literatura amerykańska | recenzja | Carrie Ryan | literatura | recenzje książek
Amerykańska autorka, której książki notowane są na najbardziej prestiżowej liście bestsellerów New York Timesa.

Jej debiutancka powieść „Las Zębów i Rąk” została uznana za jedną z najlepszych książek roku w kategorii powieści dla młodzieży. Prawa wydawnicze zostały sprzedane do 20 krajów, a powieść ma zostać niebawem sfilmowana.

Carrie Ryan jest autorką trzech powieści, które składają się na trylogię „Las Zębów i Rąk”: tom 1 „Las Zębów i Rąk” (premiera w Polsce w kwietniu 2011 roku), tom 2 „Śmiercionośne fale” (premiera w październiku 2011) oraz tom 3 „Miejsca ciemne i puste” (ostatni tom trylogii ukaże się w Polsce na początku 2012 roku).

Źródła: foto | opis