18 grudnia 2012

Pierogi nie tylko po polsku, Alina Stradecka

Pierogi nie tylko po polsku, Alina Stradecka
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Stron: 192
Gatunek: kucharskie
Kuchnia polska nieodłącznie kojarzy się z pierogami, choć w rzeczywistości danie to przywędrowało do nas z Dalekiego Wschodu. Wnioskując po menu wyrastających jak grzyby po deszczu pierogarnii, lubujemy się przede wszystkim w klasyce - ruskich, z serem, mięsem albo owocami. Tymczasem w książce Aliny Stradeckiej znajdziemy prawie sto pierogowych wariacji! Warto je poznać, aby to proste, smaczne danie nie kojarzyło się z nudą, a z rozmaitością i niebywałym połączeniem smaków.

Swoje przepisy autorka dzieli na trzy kategorie: gotowane, pieczone i smażone, przy czym tych pierwszych jest zdecydowanie najwięcej. Znajdują się tu tak ciekawe propozycje, jak pierogi z móżdżkiem, z botwiną, z mięsem i śledziem czy z dynią. Obok nich popularne ravioli, tortellini, cepeliny, kołduny, uszka czy cebulaki i kapuśniaczki. Mnóstwo smaków, mnóstwo ciekawych połączeń, mnóstwo inspiracji!

Na każdy przepis składa się lista składników na ciasto i nadzienie (czasem również sos), opis poszczególnych czynności oraz bardzo ciekawa ramka Warto wiedzieć, zawierająca propozycje na modyfikacje danego dania oraz ciekawostki, np. o jego pochodzeniu. Część przepisów wzbogacona  została również o zdjęcia dań.

Kiedy poznawałam tę książkę i zastanawiałam się, skąd znam jej autorkę, zamiast zaglądać do listy przeczytanych książek, przejrzałam przepisy, w których pojawia się znak charakterystyczny Aliny Stradeckiej - gotowce. O ile popieram używanie mrożonego ciasta francuskiego, którego wykonanie jest sprawą skomplikowaną i wymagającą wprawy, a gotowy odpowiednik potrafi być naprawdę dobrej jakości, o tyle nie rozumiem skąd u autorki upodobanie do upiornych kostek rosołowych. Pojawiały się one w wielu przepisach Kuchni na każdą kieszeń, pojawiają i tutaj. Poczytajcie w tym miejscu o ich składzie, a potem zastanówcie się, czy rzeczywiście są niezbędne w tak wielu przepisach. Jedna kostka w wielkim garze zupy to nie zbrodnia, ale w pierogach...?

Pomimo tego drobnego uchybienia, po książkę naprawdę warto sięgnąć. Jest prawdziwą kopalnią inspiracji na pyszne, mocno urozmaicone dania. Niektóre receptury są do siebie co prawda bardzo podobne, ale na większą część publikacji składa się naprawdę ciekawa porcja kulinarnej wiedzy i kreatywności.

Moja ocena: brak
Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki.

literatura polska | recenzja | Alina Stradecka | literatura | recenzje książek

19 komentarzy:

  1. Chętnie bym się zapoznała z tą pozycją ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam pierogi. Niestety uwielbienie to tyczy się jedynie ich jedzenia. Nie znoszę ich robić i przeważnie korzystam z dobroci mamy lub teściowej. Czasem też kupujemy gotowe.

    Co do kostek rosołowych to zgadzam się z Tobą. Jedna kostka na cały garnek zupy jest jeszcze do przyjęcia, ale ładowanie ich wszędzie to przesada. Ja sama praktycznie przestałam ich używać. Kiedyś dodawałam je do rosołu, teraz wszyscy odzwyczailiśmy się. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też powoli odzwyczajam się od dodawania ich do rosołu - zauważyłam już, że zupa może smakować równie dobrze dzięki naturalnym przyprawom i warzywom, kostka chemii nie jest do tego potrzebna :)

      Co do pierogów - ja lubię robić te z ciasta francuskiego. Mniej roboty, niż przy zwykłych. Ale za to ile kalorii... :)))

      Usuń
    2. I przez Ciebie pójdę dziś po ciasto francuskie (oczywiście gotowe z Lidla :P ) i będę coś tworzyć. Nigdy takich pierogów nie robiłam. A niech tam, i trochę więcej kalorii czasem się przyda. ;)

      Usuń
    3. :)))

      Ja kupuję biedronkowe - identyczne widuję w Almie ponad 2zł droższe.

      Usuń
  3. Musiałaś zarzucić linkiem do składu kostki? I co ja biedna teraz zrobię z moimi kostkami? Chociaż z drugiej strony aż tak często ich nie używam. Co do samej książki to powiem co myślę jak skończę czytać mój egzemplarz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, wszystko jest dla ludzi, byle z umiarem. Tak jak pisałam - dorzucenie małej kostki do dużego garnka zupy naprawdę nie sprawi, że nagle cholesterol nam skoczy albo chemiczny zastrzyk zaatakuje nasze mózgi. Warto wiedzieć, co się je i powoli eliminować ze swojego jadłospisu.

      Usuń
  4. Mimo swojego wieku dopiero od jakiegoś czasu umiem lepić pierogi, a po Twojej recenzji mam ochotę kupić sobie tą książkę i spróbować różnych pierogowych wariacji - tym bardziej, że je lubię jeść:)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja się cieszę, że rzuciłaś linkiem do kostki:-) Widać, że ludzie powoli zaczynają się zastanawiać nad tym, ile ton niepotrzebnych, a szkodliwych substancji dodaje się do naszego jedzenia. Ja tym wszystkim "ulepszaczom" powiedziałam zdecydowane "NIE" już jakiś czas temu i choć niektórzy patrzą się na mnie z pewnym politowaniem, to kieruję się dość szczególnymi kryteriami tego, co jem sama i podaję najbliższym. Dzięki nawiasem mówiąc za linka do fajnego bloga, coś akurat dla mnie:-)
    A pierogi lubię i w genach przekazałam te smaki Smokom. Sami robimy:-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Najbardziej lubię pierogi z czereśniami i uszka dodane do barszczu , ogólnie jestem tradycjonalistką -jedynym oryginalnym akcentem są u mnie pierogi ze szpinakiem, .Jakoś nie przemawiają do mnie pierogi ze śledziem :) :):) Ale zawsze coś można podpatrzeć ,np.z dynią mogą być ciekawe:)
    ps. kostek do zup nie używam od bardzo dawna , za to dodaję Kucharka ale też nie za wiele . Mój mąż przy mnie oduczył się używania większości przypraw :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kostki kostkami- używam, nie nadużywam, zazwyczaj 1 na gar, jak zupę bez mięsa robię, a jak np. rosół no to nie, bo aż dziwne mi się to wydaje, u mnie w domu się tak nie gotowało, a i ja po swojemu też nie. Za to czego unikam i krytykuję to przyprawa typu wegeta, czyli te wszystkie"jarzynki", "kucharki" itp. Bo to susz warzywny(po co skoro daję warzywa), sól ( przecież i tak się soli - ja niewiele)i "ukochany" glutaminian sodu (fuuuuuuujj). Zbędne jak dla mnie całkowicie.
    I jeszcze "maggi" - taka brązowa słona szkarada w butelce.
    I polewanie ziemniaków tłuszczem po smażeniu kotletów - mówię temu "NIE".

    A pierogi - owszem, owszem. Lubię z owocami (nawet kiedyś robiłam sama z jagodami), z grzybami i kapustą, kaszą gryczaną, mięsne, ruskie... Za to z serem nie przepadam.
    Książka zaś omawiana może inspirować, jak widzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, miałam wspomnieć o "maggi", też pojawiła się w "Pierogach". Ale chyba tylko raz rzuciła mi się w oczy, więc nie jest tak źle :)

      Glutaminianu sodu aż tak bardzo się nie boję, bo i tak spożywam go w brokułach czy pomidorach, ale z pewnością ten naturalny przyswaja się zupełnie inaczej, niż sztuczny, obecny w dziwnych mieszankach przypraw ;)

      Usuń
  8. Mojej mamie by się spodobało.

    OdpowiedzUsuń
  9. A u mnie na wigilii będą podane buraczane pierogi z kozim serem :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kocham pierogi! A szczególnie te, które robi moja Babcia :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja mam takie pytanie. Czy w książce, we wstępie albo w innym miejscu jest zaprezentowana jakaś geneza pierogów? Skąd się wzięły, kiedy się pojawiły itp.? Jakiś kontekst historyczny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historia samych pierogów jest w paru zdaniach wyjaśniona [w końcu wciąż pokutuje mit, że to danie pochodzące z Polski, więc wupadało to wyjaśnić]. Do tego jeżeli pojawia się jakiś przepis staropolski czy charakterystyczny dla jakiegoś regionu, autorka w ciekawostkach opowiada o jego pochodzeniu.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Dzięki, to poszukam jej w księgarniach.

      Usuń