21 listopada 2012

Pięćdziesiąt twarzy Greya, E L James

Pięćdziesiąt twarzy Greya, E L James
Oryginał: Fifty Shades of Grey
Wydawnictwo: Sonia Draga
Rok wydania: 2012
Stron: 608
Gatunek: romans, erotyczna
Mam poważną zagwozdkę w związku ze światowym bestsellerem autorstwa niejakiej Eriki Leonard. Zanim z niemałym zaciekawieniem zabrałam się za lekturę jej debiutanckiej powieści Pięćdziesiąt twarzy Greya poznałam tyle skrajnie odmiennych opinii z różnych zakątków świata, że kompletnie nie miałam pojęcia, czego się spodziewać. Zwłaszcza, że w gronie osób, których gusta cenię i szanuję, zdania były podzielone. Przeważały jednak opinie negatywne i ironiczne.

Nastawiałam się na ogromną porcję marnej literatury. Rzeczywiście, za wielki talent pani E L James uznać nie można. Jej bohaterka rumieni się przynajmniej dwieście razy i w nie mniejszej liczbie dokonuje aktu przygryzania dolnej wargi, a na uniesienia seksualne (każde zakończone spektakularnym rozpadaniem się na kawałki) reaguje słynnymi okrzykami o święty Barnabo! oraz rany Julek! Główny bohater z kolei posiadł irytującą umiejętność... ciągłego przechylania głowy. Jest jeszcze niezwykle ożywiona wewnętrzna bogini bohaterki i jej - mająca wiele do powiedzenia, wiecznie omdlewająca  - podświadomość. Generalnie wypada to dosyć zabawnie, zwłaszcza, że rumieńce, przygryzione wargi i przekrzywione głowy to nie jedyne powielane po kilkaset razy powtórzenia, jakie znajdziemy w powieści pani James.

Tym, co rzuca się w oczy, są również jawne i oczywiste nawiązania do Zmierzchu Stephenie Meyer. Nie jest tajemnicą, że opowieść E L James była pierwotnie alternatywną wersją losów Belli i Edwarda, co da się dostrzec na każdym kroku. Przede wszystkim w kreacjach głównych bohaterów, łudząco podobnych do swych pierwowzorów. Również w niektórych zdarzeniach i portretach postaci pobocznych, blisko związanych z różnymi bohaterami sagi Stephenie Meyer.

Widoczne są również fascynacje klasyką literatury angielskiej - Jane Austen czy Thomasem Hardy'm. Zarówno na gruncie fabularnym, jak i językowym. Staroświeckości Edwarda Cullena brakowało w polskim tłumaczeniu książki, tymczasem w przypadku pana Greya zabieg ten wyszedł i tłumaczce, i autorce.

Mimo wszelkich uchybień, mogę zrozumieć fenomen tej książki i wcale nie jestem zaskoczona, że tego typu proza nagle pojawiła się na salonach. Po pierwsze - czyta się ją znakomicie. Brak jakiejkolwiek sensownej fabuły napędza akcję - chłonie się ją błyskawicznie, niemal bezrefleksyjnie. Po drugie - reklama i sposób wydania sprawiają, że powieść, którą normalnie uznano by za wstydliwy harlequin, odbiera się jako coś nowego, świeżego, fascynującego. Po trzecie - tematyka, którą spychano gdzieś do literatury mało poważanej, nagle przestała być tabu, sprowokowała do dyskusji i odkrywania tego, co dotąd skrywało się pod pościelą.

Podobnie jak Zmierzch czy Harry Potter, powieść E L James stała się fenomenem literackim na skalę światową. Można dyskutować o jej wartości językowej czy merytorycznej, ale prawdą jest, że książka przyniosła autorce niebywałą sławę, o prawa do ekranizacji walczyli najlepsi, a miliony kobiet na całym świecie oszalały na jej punkcie. Ja za bardzo cenię sobie szacunek do języka i literatury, by również oszaleć, ale oceniam tę powieść dosyć dobrze - właśnie prostej rozrywki było mi teraz trzeba. Nieraz uśmiechałam się nad naiwnością głównej bohaterki czy wręcz głupotą tego, co wciska się czytelnikom, ale zasadniczo spędziłam z Pięćdziesięcioma twarzami Greya kilka przyjemnych godzin i z chęcią zapoznam się z dalszymi przygodami bohaterów. Nawet, jeżeli znów miałabym zgrzytać zębami, ironicznie się uśmiechać czy wzdychać ze zniecierpliwienia...

Nie taki diabeł straszny, kochani!

Moja ocena: 7/10

literatura angielska | recenzja | E L James | literatura | recenzje książek

52 komentarze:

  1. Właściwie z recenzją w pełni się zgadzam, choć przy niemal identycznych wrażeniach... oceniłabym ją znacznie niżej :D 4/10? :>
    Teraz planuję się z ciekawości zabrać za drugi tom...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na 4 to ja oceniam książki, przy których naprawdę cierpię ;P

      Usuń
  2. A co na to Twoja wewnętrzna bogini? :DDD
    A tak poważnie - wystarczającą radość i frajdę daje mi czytanie recenzji całej trylogii, i raczej na tym poprzestanę:) Po tych wszystkich recenzjach moja opinia byłaby tylko i wyłącznie kopią Waszych :P
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, wiele już zostało powiedziane, ale mimo wszystko warto przekonać się na własnej skórze, o co tyle szumu.

      Usuń
  3. Mam mieszane uczucia co do tej powieści. Tak jak Ty przeczytałam wiele pozytywnych i negatywnych recenzji. Może się skuszę.

    Co do gatunku powieści... Hmm. Przyznam, że trochę się boję.
    Był Zmierzch - wszyscy autorzy na hurra! piszą o wampirach.
    Jest "Pięćdziesiąt twarzy Greya" - nagle Tsunami książek erotycznych. No błagam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli dzięki temu więcej ludzi czyta, zamiast tracić szare komórki przed telewizorem - nie mam nic przeciw.

      Usuń
  4. O rany Julek, a kto to tłumaczył? Ciekawa jestem, bo wkład tłumacza bywa nieraz ogromnie istotny w odbiór książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niejaka pani Monika Wiśniewska :)

      To prawda, tłumacz ma w ogromne znaczenie!

      Usuń
  5. Jest to pierwsza recenzja, którą czytam i która nie jest negatywna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę Cię! :) Ja parę pozytywnych na blogach spotkałam. Nie wspominając o Goodreads i innych portalach :)

      Usuń
  6. Czyli nawet nie jest tak źle? ;) Greya mam zamówionego w bibliotece i zamierzam sie trochę posmiać z "wewnętrznej bogini" i "ranyjulków", oczekuję prostej rozrywki i myślę, że pod tym względem się nie rozczaruję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest - warto odpowiednio się nastawić i nie oczekiwać cudów tam, gdzie ich być nie może.

      Usuń
  7. Mam mieszane uczucia jeśli chodzi o tę książkę, ale po drugi tom zapewne sięgnę mimo wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po drugi sięgnę z ciekawością. Mam nadzieję, że językowo i fabularnie będzie stał na ciut wyższym poziomie.

      Usuń
  8. No właśnie - nie można tej książki oceniać w oderwaniu od tego, jaką przyjemność sprawia jej lektura. Ja bym się cieszyła, jeśli ktoś kto z zasady nie czyta "bo coś tam", po nią sięgnął i przekonał się, że czytanie może być wciągająca i fajne. I może sięgnie z czasem po coś ambitniejszego. Tak jak napisała Agata P, trzeba sobie zdać sprawę, że ta książka ma nam do zaofiarowania tylko rozrywkę, a nie psychologiczną głębię. Nie rości sobie praw do bycia czymś więcej. Takie książki też są potrzebne, zwłaszcza tym, którzy jednocześnie czytają bardzo poważne książki, tak jak my recenzenci. Jedno co mnie irytuje to przesadzanie z tym erotyzmem - ta książka naprawdę nie jest taka mocna i perwersyjna jak chcieliby marketingowcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mojej klasie dziewczyny zaczęły częściej czytać właśnie po tej książce ;)

      Usuń
    2. Malwino,
      od początku do końca zgadzam się z Twoją oceną :)

      Usuń
  9. Nie wiem co ma ta książka w sobie, ale czyta się ją owszem, łatwo i szybko. Jedynie irytuje mnie to ciągłe przygryzanie warg, "O święty Barnabo!" i tym podobne zjawiska, które jednak odrzucają od książki. Tkwię w połowie i nijak nie mogę jej skończyć. Ale jeśli chodzi o recenzję to muszę się z Tobą zgodzić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pochłonęłam ją w kilka godzin. Miewa irytujące fragmenty i powtórzenia, ale generalnie wypada całkiem przyjemnie. Być może również dlatego, że idealnie wpasowała się w moment - ostatnio właśnie takich lekkich lektur mi trzeba.

      Usuń
  10. Tylko przy alternatywie "Zmierzch" "Grey" wolę Zmierzch. Ale wiadomo - ile gustów tyle wyborów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też stawiam na 'Zmierzch'. I to zdecydowanie!

      Usuń
  11. Według mnie ocena tego, khem... dzieła jest zdecydowanie zbyt wysoka! Te powtórzenia z wewnętrzną boginią, przygryzaniem wargi i przechylaniem głowy na bok, a także ze świętym Barnabą doprowadzają mnie do rozstroju nerwowego i nie mogę dokończyć tego ustrojstwa, ale zrobię to! No bo skoro już zaczęłam... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wewnętrzna bogini rozbraja mnie najbardziej :))

      Usuń
    2. Na początku wstawki z "wewnętrzną boginią" były jeszcze do przejścia i nawet mnie bawiły, ale wraz z ilością tych komentarzy wzrasta moja irytacja :P.

      Usuń
  12. Podobnie jak Orlica mam wrażenie że nasze spostrzeżenia są dość podobne ... przy czym ocena zdecydowanie inna. Nie wyobrażam sobie, by przy tych wszystkich powtórzeniach, praktycznie braku wątków pobocznych, słabo wykreowanych postaciach przyznać tak wysoką ocenę. Choć przyznaję że w pierwszyym tomie jeszcze coś było, jakiś przyjemny dreszczyk emocji... którego braknie już w kolejnych, o czym pewnie sama się przekonasz ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nawykłam do tłumaczenia się z ocen, które wystawiam, ale ponieważ sytuacja jest wyjątkowa... Siódemkę wystawiam książkom średnim, które przyjemnie się czyta, ale mają zbyt wiele uchybień, by ocenić je wysoko. Niższe oceny stawiam książkom naprawdę słabym, które źle się czyta, które mają niewiele do zaoferowania, które nudzą i irytują. Ta taka nie była - nie należy do grona najgorszych w moim życiu. Ot, średniak :)

      Usuń
    2. Może jestem ślepa ale nie znalazłam jakiejś informacji na Twojej stronie jak interpretować oceny a 7 zdaje się być już naprawdę wysoko. Sama wstawiłam ją pomiędzy "przeciętną" a "ma swoje mocne strony" więc wygląda na to, że oceny jednak nam się pokryły ;-) Kolejne oceniłam już niżej i bardzo jestem ciekawa jak je odbierzesz ;-)

      Usuń
    3. Na temat skali ocen napisałam nieco w dziale 'o blogu', często wyjaśnienia pojawiają się przy konkretnych wpisach. Siedem to akurat u mnie nie jest wysoka ocena - tyczy się ona książek średnich, ani marnych, ani dobrych. Przede wszystkim oceniam to, jak czytało mi się daną książkę i siódemka siódemce nigdy nie jest równa. Na innym poziomie znajdują się np. napisana znakomitą polszczyzną 'Szopka' Papużanki, słabiej napisana ale przyjemna w odbiorze 'Hanka' Szczesiak, nieco ciężkostrawny 'Bilboard' Bujak i właśnie taki Grey - książka, która nie była tak zła, jak się spodziewałam, która odpowiedziała mi na wiele pytań, nurtujących mnie od lat i - mimo wielu ubytków - zagwarantowała mi całkiem miło spędzony czas. Stawiając oceny, kieruję się wyczuciem i nie oczekuję, że inni będą to rozumieć lub popierać ;)

      Drugi tom niestety wypada dużo słabiej, właśnie jestem w trakcie lektury i nieustannie ziewam.

      Usuń
  13. Eh, mam na nią ogromną ochotę... Oczywiście rozumiem, że niektórzy oceniają ją negatywnie i wogóle. Sama, czytając różne książki, widzę postaci rodem z Zmierzchu czy Harrego. Mimo to moje koleżanki tak zachwalają tą powieść, że przeczytam ją na 100 %, ale poczekam, aż minie ten szał :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytałam. I zabolało mnie przyrównanie tejże do Harry'ego :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Tylko na gruncie wywołania światowej sensacji i skłonienia ludzi do czytania.

      Usuń
    2. Fakt, mnie też zabolało ale potem skupiłam się na ocenie i zapomniałam o tym napisać ;-)

      Usuń
  15. zupełnie się nie zgodzę - chyba bardzo rzadko mam odmienne zdanie.
    Dla mnie ta ksiazka nie jest zadna forma rozrywki, jest po prostu tania i wole poczytac sobie jakies opowiadania erotyczne, rany julek!

    Nie wiem czy mlodziez, ktora nie czyta w ogole, powinna zaczynac akurat od takich ksiazek.. No ale moze rzeczywiscie lepszy rydz niz nic?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim ta książka nie nadaje się dla osób posiadających zerową wiedzę o wychowaniu do życia w rodzinie - wypacza obraz relacji damsko-męskich. Stąd te wszystkie historie o rozwodach i rozpadach związków, spowodowane wpływem tej lektury na kobiety.

      Ja patrzę na tę opowieść nieco inaczej niż Ty - przede wszystkim dlatego, że mam bardzo osobisty stosunek do sytuacji między bohaterami. Wiele lat temu (sądzę, że były to czasy gimnazjalne [!]) moja przyjaciółka uwikłała się w identyczną relację i wtedy nie wiedziałam, jak jej pomóc i czy w ogóle powinnam się mieszać. Szukam w tej książce odpowiedzi na wiele nurtujących mnie pytań. Próbuję zrozumieć nie tylko bohaterów fikcyjnych, ale i ludzi z krwi i kości, z którymi przyszło mi się zetknąć. Trudno pozbyć się wspomnień, kiedy czytam powieść E L James, trudno nie odbierać emocjonalnie tego, co się tam rozgrywa. Może właśnie dlatego odbieram tę powieść inaczej niż większość.

      Usuń
  16. Klaudyna!!!!!!!!!!!!!!!!! Po drugiej części całkowicie odpadłam! Jasne, oceniłam słabo głównie ze względu na fatalny język, ale W KOŃCU chyba ROZUMIEM, o co od samego początku chodziło autorce. I można wyciągnąć naprawdę bardzo wiele różnych wniosków, to wręcz ZASKAKUJĄCE.
    Nie mogę się doczekać trzeciej części, bo druga naprawdę rozwaliła mnie na łopatki. Chłonie się BŁYSKAWICZNIE każde słowo i chce więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie jestem odosobniona w swoich wrażeniach. Tak jak przed sekundą napisałam powyżej - mam do tej opowieści bardzo osobisty stosunek i pewnie dlatego zgłębiam ją z taką ciekawością.

      Usuń
  17. zaskoczyłaś mnie tak wysoką oceną. Dużo lepsze książki oceniałaś znacznie niżej, a ten gniot nagle do siódemki się wywindował? Czyżby wystarczyło poprzechylać głowę i pozagryzać wargę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro taki wniosek wysnułaś z moich opinii, nie będę wyprowadzać z błędu ;)

      Usuń
  18. Obawiam się, że ta książka jednak nie przypadnie mi do gustu. Nasłuchałam i naczytałam się wystarczająco dużo opinii o tej powieści, żeby wiedzieć, że wolę sięgnąć po Wilde'a niż po tą autorkę.
    Ale każdy ma swoje upodobania i swoje podejście do danej powieści lub danego gatunku i to wcale nie jest złe;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Właśnie jestem w trakcie czytania, na samym początku więc trudno mi stwierdzić czy mi się podoba:) ale słyszałam wiele opini o niej- zobaczymy:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Dalam 1,5/6, rany julek, czytanie tego gniota to byla prawdziwa tortura, przy lekturze kolejnych tomow nie tylko warge bym sobie przygryzla... raczej cos odgryzla ;-)).

    OdpowiedzUsuń
  21. Jak wiesz, mnie ta książka całkowicie nie przypadła do gustu i aż drżę na myśl, że do recenzji mogłyby ją dostawać czternastolatki.
    Nie dziwi mnie Twoja dość wysoka ocena, bo jak wiadomo, każdemu co innego się podoba i każdy ma swój gust. Ja jednak tej pani już podziękuję, widać nie jestem odpowiednim odbiorcą tego typu literatury.

    OdpowiedzUsuń
  22. muszę przeczytać i wyrobić sobie własną opinię, bo faktycznie każdy ma inne zdanie na temat tej książki. moja koleżanka bardzo ją zachwalała

    OdpowiedzUsuń
  23. Witam,
    Jestem pierwszy raz na Twoim blogu i zaintrygował mnie Twój post otóż sama byłam sceptycznie nastawiona do tej "lektury" namówiona przez znajomych wzięłam pierwszą cześć na wakacje do Polski. Wiedziałam mniej więcej czego się spodziewać, więc nie miałam wielkich oczekiwań, chciałam tylko, żeby mi miło opłynął czas....i tak też się stało...ta książka nie próbuje być ambitna czy wnosząca coś do naszego życia (chociaż słyszałam o przypadkach, w których wiele wniosła :) ) tak czy inaczej nie mogłam się doczekać powrotu do domu, żeby kupić pozostałe dwie części, bo tak się wciągnęłam w losy bohaterów - co część to robi się fajniejsza i polecam zwłaszcza teraz w te coraz dłuższe i zimniejsze wieczory.

    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do odwiedzenia mojego Bloga :)

    Karolina
    www.betweentranslations.co.uk

    xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie w tym rzecz - to ma być czytadło, którego rolą nie jest zachwycanie wysmakowanych gustów. Nie rozumiem czemu możemy oceniać wysoko babskie czytadła, o których nieraz już dyskutowaliśmy, a tego typu książka od razu wzbudza niezdrowe emocje. Jak większość czytadełek jest napisana kiepskim językiem i banalna, nie widzę więc powodu, aby miała być traktowana inną skalą, niż książki jej podobne ;)

      Usuń
  24. To jedna z nielicznych pozytywnych opinii, którą mam okazję przeczytać. Chociaż przyznam, że nawet ogrom bardzo niskich ocen nie zniechęcił mnie do sięgnięcia po "Pięćdziesiąt twarzy Greya". Lubię powieści z wątkami erotycznymi (a jeśli praktycznie cała książka jest o tym to.. jeszcze lepiej! ;-)), więc rozejrzę się za tą pozycją, żeby przekonać się jakie wrażenie wywrze na mnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Czytałam już kilka recenzji tej książki i szczerze mówiąc, nadal nie jestem zachęcona. Po prostu, wydaje mi się, że szkoda czasu na taką literaturę, zwłaszcza, że nawet Ty wytykasz autorce marny warsztat. Także raczej odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Książka zagościła już na liście chcę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się w Twoich recenzjach to , że jeśli "masz jakieś ale" nie boisz się o tym pisać. Takie teksty cenię najbardziej.

      Usuń
  27. Jestem "fanką" większości bestsellerów. Czytam je i mnie się podobają. Jak potrafią dobrze wciągnąć to nawet warstwy merytoryczno-językowej się nie zauważa. I być może sięgnęłabym po Greya, gdyby nie to, że brzydzi mnie seks BDSM. I czytanie takich scen, co jest bez wątpienia dominującą częścią książki, nie pociąga mnie w najmniejszym stopniu.

    Dlatego ten bestseller sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  28. Zgadzam się z tym, że nie jest to jakaś wybitna literatura. To raczej książka przy której można odpocząć i nie trzeba myśleć. Główna bohaterka trochę mnie irytowała swoją naiwnością i ciągłą obawą co myśli, czuje i zrobi Grey. Jednak można to wytłumaczyć jej nieśmiałością i brakiem doświadczenia w kontaktach damsko-męskich. Według mnie książka nie jest najgorsza. Fabuła mogła by być ciekawsza. Wydaje mi się, że jako erotyk broni się dość dobrze. Nie jest to naiwny harlequin.

    OdpowiedzUsuń