2 listopada 2012

Like Crazy (2011)

like crazy do szalenstwa
Like Crazy
reż. D. Doremus • USA, 2011
Dwa lata temu Marcin zaprezentował mi zwiastun tego filmu. Już wtedy nabrałam pewności, że koniecznie będę musiała go obejrzeć. Minęło sporo czasu, obraz nie pojawiał się w polskich kinach, toteż trzeba było wziąć sprawy w swoje ręce. I obejrzeliśmy. Wczoraj. A ja obejrzałam nawet dwa razy. Również wczoraj.

Bo - och! - naprawdę było warto.

Historia miłości. Niebanalna, surowa, niejednoznaczna. Bez lukru i bez kiczu, za to z morzem przeróżnych emocji - furii, tęsknoty, żalu. Pełna zazdrości, pełna zniszczenia, pełna pasji i namiętności. Dyskusyjna.

Tych dwoje kocha się do szaleństwa. Ale ich miłość jest wyniszczająca - zarówno dla nich, jak i dla postronnych, którym przypadły w udziale epizodyczne role w ich życiach. Relacja głównych postaci dramatu - Anny i Jacoba - wzbudzać może ambiwalentne uczucia. Bo krążą wokół siebie, bo miotają się między przeszłością, a życiem obecnym. Bo robią głupie rzeczy, ranią, bywają naiwni i zbyt zachłanni w swoim uczuciu. Ale to właśnie przyciąga do tej historii - wizja surowej, najprawdziwszej miłości. Miłości pełnej skaz i bolesnego szczęścia...

like crazy do szalenstwa
filmweb.pl

W Like Crazy uwiedzie Was muzyka Dustina O'Hallorana, zaczarują zdjęcia Johna Guleseriana i zachwyci gra Felicity Jones (Histeria, Zakochany głupiec, Burza) oraz Antona Yelchina (Podwójne życie, Star Trek, Zakochany Nowy Jork). Drake Doremus - reżyser filmu - dzięki znakomitej obsadzie i genialnej ekipie, stworzył dzieło wyjątkowe, piękne, subtelne, poruszające. Od strony technicznej i wizualnej film naprawdę oczarowuje. Sama fabuła może wydawać się nieco kontrowersyjna, przez niektórych niezrozumiała, ale moim zdaniem jest idealna. Okrutnie poruszająca w swej prawdziwości...

do szalenstwa
filmweb.pl

Film osadzony jest w pięknej scenerii Londynu i Los Angeles - to między tymi dwoma światami miotają się bohaterowie, którym przychodzi zmierzyć się z utrzymywaniem miłości na odległość. Wyzwanie przed jakim stają, powoli wyniszcza ostatnie cząstki niewinnego szczęścia, iskrzącego między nimi. Teraz zostaje już tylko... Przyzwyczajenie? Namiętność? Życie wspomnieniami?

Końcowa scena jest cudowną puentą całej opowieści. Zmusza do stawiania pytań, do snucia refleksji. Ściska za gardło i wprawia w osłupienie. Jak przystało na otwarte zakończenie - uruchamia wyobraźnię i pozostawia widza z pytaniem na ustach. O czymś takim nie da się zapomnieć. Obok czegoś takiego nie da się przejść obojętnie.

Piękne, subtelne widowisko!


Moja ocena: 10/10

28 komentarzy:

  1. Lubię takie klimaty, więc z chęcią obejrzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Tobie już wiem, co będę dziś robiła :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzisiaj w telewizji otwartej jest prawdziwa susza, nic ciekawego dla mojego koneserskiego oka filmowego nie ma. O tym filmie trochę słyszałem już wcześniej, miałem nawet kiedyś obejrzeć, jednak zawsze znajdywał się powód, by sięgnąć po coś ostrzejszego - no wiesz, np. Bękarty Wojny.

    Ale od czego jesteś ;)
    Twoja pozytywna recenzja Like Crazy skłania mnie do obejrzenia tego filmu dzisiaj wieczorem, kiedy na TVNie będzie leciał znowu Shrek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz! :)

      Ja filmów w TV prawie w ogóle nie ogląda. Raz na parę miesięcy zdarzy się wyjątek.

      Usuń
    2. W zasadzie mam to samo. Same powtórki lecą, a ja wolę być na czasie i oglądać nowości. A ten film do takiej kategorii się zalicza
      To do wieczora!:)

      Usuń
    3. Skończyłem przed chwilą oglądać i muszę powiedzieć, że film mnie nie zawiódł, a znakomicie też potwierdził twoją recenzję.
      Nie jestem ogólnie fanem tego typu filmów, tak szczerze, ale gdy patrzyłem się w telewizor, odbijał się ciągle lekki uśmieszek. Like Crazy bardzo pozytywnie na mnie działał, bo miałem rewelacyjny humor przez cały seans.
      Super aktorzy, kurcze - jakby to na prawdę się działo.

      I to zakończenie, którego nadal nie rozumiem. Pewnie minie trochę czasu, zanim przestanę myśleć co miało mi przesłać:)

      Usuń
    4. Cieszę się, że moja recenzja nie okazała się przesadzona i że podzielasz moje zdanie :)

      A zakończenie wciąż siedzi w mej głowie - ile mam nastrojów, tyle interpretacji przychodzi mi na myśl. Piękne!

      Usuń
  4. Brzmi naprawdę świetnie. I skłania do refleksji ile jest świetnych filmów, o których nie mam żadnego pojęcia? I ile z nich jest wypieranych z kin, przez kolejną głupawą polską komedię romantyczną roku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Większość co ciekawszych filmów oglądam w lokalnym kinie studyjnym [dobrze, że w ogóle ono jeszcze jest!], albo przez Internet. Do multipleksów tylko najbardziej komercyjne produkcje trafią...

      Usuń
  5. Nie wiem czy to jest dobry film na ten moment, ale wiem jedno: bardzo mnie do niego zachęciłaś! :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Widziałam. Uwielbiam. Tego właśnie oczekuję od kina.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję, dziękuję dziękuję tego filmu szukałam. Obejrzę go do dzisiaj ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Naprawdę zachęciłaś mnie do tego filmu. W takim razie nie mogę pozostać obojętna na tę miłość!

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam ten film. Jeden z najwspanialszych filmów o miłości, jaki widziałam. Genialny w swej prostocie. Doskonała gra aktorska, muzyka i te emocje... Ach, chyba niedługo muszę obejrzeć go sobie ponownie ;)

    Taka ciekawostka. Wiedziałaś, że "Like crazy" zostało w całości nakręcone aparatem fotograficznym? ;) Kolejny przykład na to, że wysoki budżet nie jest wyznacznikiem wartościowego kina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że aparatem, to nie wiedziałam, ale zastanawiałam się skąd takie ruchy kamery - widać, że jest specyficznie nakręcony.

      Usuń
  10. Dziękuję za przypomnienie o tym filmie! Na mojej liście "do obejrzenia" znajduje się od dawien dawna.

    Podobnym filmem wydaje mi się być "Blue Valentine". Możesz potwierdzić moje przypuszczenia? A jeśli nie widziałaś jeszcze, to także polecam, cudowna, a zarazem smutna i przygnębiająca historia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam, że 'Blue Valentine' to film w podobnym klimacie i planowałam go dzisiaj obejrzeć, ale już nie zdążę. W każdym razie na pewno w najbliższym czasie przedstawię go tutaj.

      Usuń
  11. A ja słyszałam różne opinie na temat tego filmu i to raczej negatywne. Że ich miłość to raczej nie była miłość, tylko strach przed samotnością, że sypiali z kim popadnie nawet gdy ze sobą byli itp. Już sama nie wiem czy oglądać czy nie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sypiali z kim popadnie ;)
      Dlatego napisałam, że to była kontrowersyjna, niejednoznaczna relacja. Naprawdę trudno oceniać to, co łączyło bohaterów.

      Usuń
    2. Widzisz, więc czytałam właśnie takie komentarze :) Zaraz obejrzę i sama się przekonam:)

      Usuń
  12. Wolne dni wykorzystuje właśnie na nadrabianie filmowych zaległości. Jutro biorę się za oglądanie tego film, twoja opinia niezwykle mnie do tego zachęciła :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Przyznaję, że tytuł słyszę po raz pierwszy, ale zrobiłaś mu "dobre wejście". ;)
    Dopisałam sobie do listy i będę polować.

    OdpowiedzUsuń
  14. Klaudynko obejrzałam i przyznaje, że genialne kino! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zaczarował mnie kadr z tej sceny na plaży, a i Twój opis filmu uruchomił moją wyobraźnię. Nie wiem czy w innym wypadku zwróciłabym uwagę na ten film, ale będę wypatrywać szansy zobaczenia go :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardo dobry film. Nie jakieś nudne romansidło, albo polska głupia komedia, lecz film o prawdziwej przyjaźni i miłości...Może być dla wielu inspiracją...
    Zapraszam na coolturalny-tygodnik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. uwielbiam ten film od pierwszej minuty - co ja gadam, od pierwszego zerknięcia na plakat! :) oglądałam go kilka razy, za każdym razem z podobnymi emocjami. warto pisać o filmach tak prawdziwych, szczerych i ujmujących jak "Like crazy". :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Obejrzałam, po twoim zachęceniu i owszem film jest inny, ale nie dałabym mu oceny 9/10, najwyzej 7,5/10. I raczej już do niego drugi raz nie wrócę.

    OdpowiedzUsuń