20 lipca 2012

Była sobie dziewczyna, Lynn Barber


Była sobie dziewczyna, Lynn Barber
Oryginał: An Education
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2010
Stron: 205
Gatunek: autobiografia
Mając w pamięci pełen uroku film z Carey Mulligan w obsadzie, z radością sięgnęłam po książkę, na podstawie której go nakręcono. Zapowiedź z okładki głosiła jasno - oto historia romansu nastoletniej dziewczyny i dużo starszego elegancika, która stała się inspiracją dla filmowego scenariusza Nicka Hornby'ego. Ponieważ ekranizację odebrałam wyjątkowo dobrze, dałam się tej książce skusić.

Już po zakupie i przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów z ciekawością przejrzałam oceny, jakie Była sobie dziewczyna zbiera na portalach literackich. Jakież było moje zdziwienie, gdy natknęłam się na cały szereg "jedynek" i "trój" w skali 1-10. W Polsce książkę uznano za słabą i nudną, z kolei - co nieco mnie podniosło na duchu - za granicą za pełną uroku i interesującą. Przekonałam się, jak wielką rolę odgrywa "nastawianie się", bowiem niskie noty wystawiali ci, których rozczarowało, że książka jest biografią Lynn Barber, w której rozdział Edukacja (będący podstawą scenariusza) stanowi zaledwie niewielki ułamek całej historii.

W porządku, rozumiem rozczarowanie, w końcu wydawca sprytnie wykorzystał popularność wersji kinowej. Nie rozumiem natomiast, jak książkę tę można oceniać wyłącznie przez pryzmat okładkowego rozczarowania. Oprócz elektryzującego rozdziału Edukacja Lynn Barber zaserwowała czytelnikom pasjonującą i barwną opowieść o swym życiu. Ja w tej historii szczerze się zakochałam i z czystym sumieniem dołączę ją do grona najciekawszych autobiografii, jakie było mi dane zgłębiać.

Była sobie dziewczyna to szalenie interesująca dokumentacja zmian społecznych, jakie zaszły w Wielkiej Brytanii na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu lat. To niesamowita kronika rozwoju brytyjskiej prasy, w której Lynn Barber była i jest ważną postacią. To wreszcie pasjonujący zapis życia tej, która z rozwiązłej trzpiotki stała się oddaną żoną Tego Jedynego. Jest zatem w tej książce miejsce i na uniesienia, i na interesujące fakty ze świata, w jakim żyje Lynn Barber. Nie brak tu humoru i ironii, nie brak ciepła, ale i pewnej surowości. Autorka - której brak zapędów powieściopisarskich - ma w sobie więcej z dziennikarza-rzemieślnika, aniżeli z literata. Niemniej, swą opowieścią potrafi zainteresować i oderwać od rzeczywistości. A na kanwie jej biografii mogłoby powstać więcej ciekawych filmów, niż tylko - rejestrujący ułamek jej życia - An Education.

Moja ocena: 8/10

literatura angielska | recenzja | Lynn Barber | literatura | recenzje książek


PS. Bardzo bym chciała, aby tłumacze i redaktorzy zdobyli wiedzę na temat George Eliot, która w kolejnej już książce uważana jest za mężczyznę.

12 komentarzy:

  1. Rozumiem, że książkę można odbierać słabiej mając w pamięci ekranizację, bądź też na odwrót. O książce sporo słyszałam i podobnie jak ty dziwiłam się niskim ocenom. Z reguły książki autobiograficzne są wyżej cenione (za granicą potrafili ją jakoś docenić!). Po opisywaną przez ciebie pozycję z chęcią sięgnę gdyż od dawna mnie interesowała. Z chęcią zapoznam się również z ekranizacją :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chcę przeczytać. ;) Jeszcze nigdy nie czytałam książek autobiograficznych, ale skusiłabym się.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Filmu nie oglądałam, ale może sie przede wszystkim skusze na ekranizację. A później może dam szanse książce. Tak juz u nas jest, że nastawiamy sie negatywnie, mały szczegół może zdecydować o tym, czy coś będzie dobre, czy nie. Lubimy krytykować - taki kraj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jednak lepiej zacząć od książki. Albo po filmie nie nastawiać się na powieść o losach tamtej filmowej dziewczyny :)

      Usuń
  4. Też często obserwuję, że wystawiana książce jest zła ocena, ponieważ ktoś zasugerował się błędnym opisem z okładki - i się rozczarował. Np. "Kiepska - miał być thriller, a to książka historyczna!" To niesprawiedliwe, no bo czy autor książki odpowiada za to, co napiszą o jego dziele wydawcy, chcący sobie podbić sprzedaż? Inna sprawa, że jakoś biografie i książki historyczne chyba nie cieszą się u nas zbytnią popularnością...

    OdpowiedzUsuń
  5. mimo że nie lubię autobiografii jako takich, to na tę książkę bym się skusiła - choćby z ciekawości
    a film mam w planach od jakiegoś już czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiem szczerze, że nie wiedziałam o istnieniu ani książki ani filmu. Twoja recenzja bardzo mi się spodobała i zaintrygowała. Jak będę miała okazję chętnie przekonam się jakie sama będę miała odczucia względem tej książki ::)

    OdpowiedzUsuń
  7. Widziałam film i byłam zachwycona co do ksiązki pierwszy raz się o niej dowiedziałam ale to nic .. szybko nadrobię :)

    Wpadnij do mnie

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaciekawiło mnie. Chyba po nią sięgnę. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja zawsze unikałam książki ze względu na te słabe oceny... Chyba w końcu sama się przekonam, co o niej sądzę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Książka już czeka na mojej półce, więc cieszę się z Twojej pozytywnej opinii. A filmu nie oglądałam, więc odchodzi mi ewentualne rozczarowanie treścią :) Obejrzę go dopiero po lekturze :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ah;) filmem byłam oczarowana, ale to może też ze względu na Carey Mulligan, którą bardzo lubię. Po książkę mam zamiar sięgnąć ale nie w najbliższej przyszłości. Muszę mieć na nią nastrój;) i wcale nie zniechęcają mnie opinie, że jest słaba

    OdpowiedzUsuń