26 czerwca 2012

KKD #12: Największe grzechy blogerów

Kochani, poniżej zrodziła się tak obfita dyskusja, że kilka osób napisało do mnie, że komentarze zaczęły znikać. Nigdy nie usuwam komentarzy, ale znalazłam już przyczynę - kiedy zjedziecie na sam dół, pod formularzem komentarzy znajdziecie opcję "załaduj więcej..." - Blogger chyba nie był przygotowany na naszą wymianę zdań :)


Klub Dyskusyjny

#12: Największe grzechy blogerów

Temat ten postanowiłam poruszyć z kilku powodów:
1) z lenistwa, ponieważ dosyć mam odpowiadania raz w tygodniu na identyczne pytania;
2) z potrzeby serca - żeby przekazać, co leży na wątrobach mnie i wielu blogerom, wypowiadającym się na forum carpelibros.pl.

Ponieważ wiem, że może tu zadziałać zasada "uderz w stół" - zapraszam wszystkich do dyskusji. Może niektórzy jednak będą w stanie wytłumaczyć się ze swoich grzeszków. Nie chciałabym jednak, aby temat przerodził się w pyskówkę czy wytykanie innych palcami. Jesteśmy dorośli, warto więc zadbać o dialog na poziomie.

Co blogerom przeszkadza w blogosferze:

1) Nagminne zmienianie daty/godziny w postach, które nie ma na celu rzeczywistego zaktualizowania treści, a jedynie wskoczenie na szczyt listy linków na pozostałych blogach.

Dlaczego jest to denerwujące? Ponieważ wielu z nas odwiedza blogi w takiej kolejności, w jakiej pojawiają się one na liście aktualizacji, a jeśli ten sam wpis jednego blogera wtrynia się na górę po kilka razy na dzień, może być to naprawdę irytujące. Nie przekonują mnie tłumaczenia "a bo chciałam poprawić literówkę i data jakimś cudem dziesiąty raz w tym tygodniu sama się zmieniła". Dziwię się, jak niektórym nie wstyd robić z siebie durni - zwłaszcza, że kilku osobom wiele razy zwracana była o to uwaga.


2) Weryfikacja obrazkowa komentarzy.

Ten problem wydaje się być mało znaczący, ale zwracało na niego uwagę wielu wypowiadających się na temat grzechów blogerów. Platforma blogger (o czym nie każdy wie) automatycznie ustawia weryfikację obrazkową komentarzy. Oznacza to, że jeśli ma się ochotę dodać komentarz pod postem, trzeba rozszyfrować kilka hieroglifów, znajdujących się na obrazku. Pal licho, jeśli ów obrazek od razu osadzony jest pod polem dodawania komentarzy. Maksymalna irytacja pojawia się, kiedy czytelnik klika "dodaj komentarz", strona przeładowuje się i dopiero wtedy wyskakuje prośba o przepisanie krzaczków z obrazka. Od kilku blogerów wiem, że w tym momencie całkowicie rezygnują z komentowania.

Filtr antyspamowy bloggera jest całkiem dobry, więc weryfikacja obrazkowa naprawdę mija się z celem. Zwłaszcza, że blogi książkowe nie biją rekordów popularności (dla porównania - moja ulubienica Alicepoint ma tygodniowo prawie 22 000 wejść, czyli tyle ile ja mam miesięcznie - to jest popularność, kochani ;) a musicie wiedzieć, że to jeszcze nie jest rekordzistka).

Aby usunąć weryfikację obrazkową wejdźcie w ustawienia -> komentarze i tam odhaczcie stosowny punkt.


3) Pozostawianie bezsensownych komentarzy, przeważnie zakończonych żelazną formułką "zapraszam do mnie", "wpadnij na mojego blogaska" itd.

Na początek informuję - większość wypowiadających się zaznaczyła, że na nachalne zaproszenia nie odpowiada. Ktoś, kto pozostawia pod postem naprawdę głupi komentarz, którego większą część zajmuje reklama jego bloga u większości jest już spalony i nigdy nie zostanie odwiedzony. Jak zdobyć czytelników dla bloga? Pokazywać się z dobrej strony - komentować mądrze, wypowiadać się merytorycznie. Ciekawy dyskutant zawsze zwraca uwagę - nie tylko autora danego bloga, ale i innych jego odwiedzających (np. komentarze Zaakcentowanej zostały zauważone i pochwalone na forum).


4) Organizowanie konkursów, w których obowiązkiem (albo gwarantem dodatkowych losów) jest polubienie na fejsbuku, dodanie do obserwowanych czy wklejanie u siebie słabej jakości bannerków.

Napędzanie sobie wątpliwej "popularności" w zamian za obietnicę nagrody jest naprawdę słabe. Nie dość, że zniechęca do samego konkursu, to również i do blogera. Udział w konkursach nie jest obowiązkowy - kto nie chce, ten cudzych bannerów u siebie reklamować nie musi, ale czy naprawdę warto przedkładać biernych obserwujących nad dotychczasowych odwiedzających? Ja np. straciwszy szacunek do niektórych usilnych zdobywaczy obserwatorów, już w ogóle ich nie odwiedzam. A ich działania kojarzą mi się z czymś podobnie głupim - wmawianiem byłemu facetowi, że jest się w ciąży, byle tylko wrócił. Ach, ileż satysfakcji daje związek oparty na fałszywych zobowiązaniach! Człowiek wcale takiej nie kocha, ale z poczucia obowiązku "dowody miłości" daje. To tak jak polujący na nagrodę bloger - uda, że lubi, uda, że jest zainteresowany, a tak naprawdę będzie miał gdzieś. Cóż z tego - liczy się pokazówa.


5) Wystawianie książkom od wydawnictw wyłącznie dobrych i bardzo dobrych ocen.

Ktoś na forum zwrócił uwagę, że nie ufa tym, którzy dla wydawnictw płodzą wyłącznie laurki. Statystycznie nie jest możliwe, aby człowiek, który współpracuje z trzydziestoma wydawnictwami zawsze trafiał na bardzo dobre książki. Potwierdzeniem tego mogą być konta takich osób na portalach typu lubimyczytac.pl, gdzie recenzje wzbogaca się o punktowe gwiazdki. Jakimś cudem książki, które na blogu otrzymują ocenę 5/5 na portalach dostają od tego samego blogera 4 gwiazdki na 10. Czyż nie jest to pikne robienie innych w balona?

Nie bójcie się odnosić krytycznie wobec egzemplarzy recenzenckich. W wydawnictwach pracują naprawdę rozumni ludzie, którzy mają świadomość, że nie zawsze da się trafić w czyjś gust stuprocentowo. Zdarzyło mi się wiele razy nisko ocenić książki Prószyńskiego czy Znaku i nigdy nie spotkały mnie z tego powodu żadne nieprzyjemności. Dalej współpracujemy i układa nam się naprawdę dobrze. Nie bójcie się szczerości!


6) Streszczanie książek.

Bywa, że proporcje między oceną własną, a opisem książki są mocno zachwiane. 3/4 "recenzji" stanowi streszczenie książki (nierzadko pełne spojlerów), reszta to dwa zdania od siebie. Ja nawyku opisywania treści recenzowanego tekstu wyzbyłam się w łatwy sposób - umieszczam w notce opis ze strony wydawnictwa - jeśli ktoś chce, może się z nim zapoznać, jeśli nie, łatwo go ominąć, bo jest wyróżniony graficznie). Reszta to już tylko moje odczucia, wrażenia i uwagi. W ten sposób nie paplam niepotrzebnie na temat tego, czego czytelnik i tak dowie się z książki.


7) Walenie do drzwi i okien wydawnictw.

I oto jest główny problem, który wciąż wywołuje wśród blogerów wiele dyskusji. Podam na swoim przykładzie - nie ma tygodnia, w którym autor jakiegoś nowo powstałego bloga nie zadawał mi pytań, typu:

- jak otrzymać darmowe książki?
- jak nawiązać współpracę z wydawnictwami?
- co napisać do wydawnictwa, żeby dało darmową książkę?
- czy możesz mi podać adresy mailowe osób, które przesyłają darmowe książki?

Moi drodzy, jeżeli chcecie nawiązać współpracę z wydawnictwami:
- piszcie, piszcie, piszcie - ale nie maile do "dawców darmowych książek", a recenzje - ten, kto pokaże się z dobrej strony na pewno zostanie zauważony. Kiedy zakładałam bloga nie miałam pojęcia o tego typu współpracach, a kiedy dwa miesiące później zgłosiło się do mnie wydawnictwo Muza byłam w ciężkim szoku - czyli jednak da się nie robić z siebie sępa, a i tak nawiązać współpracę z wydawcą książek;
- nauczcie się czytać i zamiast prosić innych o adresy mailowe, sami wyszukujcie je na stronach wydawnictw. To tam znajdują się dane kontaktowe stosownych działów (marketingu, reklamy etc.) - jeżeli skierujecie tam swoje prośby i okaże się, że macie coś ciekawego do zaoferowania - taka prośba zostanie przekazana dalej, np. do osoby zajmującej się blogerami. Ja nie daję sobie prawa do dysponowania adresem takiej osoby - skoro jej nazwisko nie pojawia się na stronie, trzeba do niej dotrzeć "normalną" drogą.

W czym blogerzy widzą tutaj problem? Mnie osobiście męczy odpowiadanie na te same pytania - zwłaszcza, jeśli zadają je osoby, które zapełniły bloga trzema notkami. Jestem w stanie przywołać dziesiątki przykładów blogerów, którzy zachłysnęli się "darmowymi książkami" i równie szybko zniknęli z blogosfery, jak szybko się w niej pojawili.


Ktoś powie, że blog jest jak świątynia, blog jest własnością i generalnie innym nic do tego, w jaki sposób jest prowadzony - zgadzam się. Ale tak jak wszyscy mają prawo blogować jak chcą, tak i inni mają prawo odnieść się do tego krytycznie. Tworzymy razem dosyć niewielką społeczność i skoro czyjeś grzeszne działania mają wpływ na innych - dotyczą nas wszystkich.

Powyższe punkty to - niestety - zaledwie kropla w morzu (już darowałam sobie np. nawiązywanie do obszernej dyskusji na temat robienia błędów ortograficznych i innych). Jeżeli chcecie poznać więcej opinii blogerów - zajrzyjcie na forum carpelibros. A tutaj zapraszam do dyskusji!

Jakie grzechy blogerów (oprócz mojego i innych wtrącania się do blogowania innych ;)) przeszkadzają Wam najbardziej?

409 komentarzy:

  1. chyba wymieniłaś wszystko, co możliwe, co mnie również niejednokrotnie denerwuje [zwłaszcza weryfikacja obrazkowa... która aby wkurza, gdyż obrazki są często nieczytelne, trzeba odświeżać i cały proces dodawania komentarza wydłuża się bezsensownie]

    świetne podsumowanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzecz w tym, że nie każdy ma pojęcie o tym, że weryfikacja obrazkowa jest u niego włączona. Dlatego cieszę się, że ten temat zyskał taką popularność, niektórzy może zajrzą do ustawień i zmienią :)

      Usuń
  2. Chciałabym dopisać coś konstruktywnego i odkrywczego do Twojej listy, ale... ujęłaś w niej chyba wszystko, co trzeba! Zgadzam się ze wszystkim, o zgrozo!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy, choć to wcale nie jest jeszcze wyczerpany temat :)

      Usuń
    2. Wiem, wiem, postaram się monitorować dyskusję i ewentualnie dodawać uwagi xD

      Usuń
  3. Muszę przyznać, że czasami zdarza mi się zmienić godzinę publikacji posta, jednak nie ma to nic wspólnego z tym aby być na pierwszym miejscu na Blogrollach innych. To akurat nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Jakiś czas temu zauważyłam, że Blogger posiada problem, który nie zawsze informuje innych o publikacji postów. Zdarzyło się to kilkukrotnie i dlatego od czasu do czasu kombinuję z datami, próbując rozgryźć od czego to tak naprawdę zależy. W końcu jednak napisałam do administratorów w tej sprawie i czekam na odpowiedź.

    Muszę przyznać, że nie zauważyłam tego, iż niektórzy aż tak zmieniają skalę punktową w swoich ocenach. W końcu w wydawnictwach są naprawdę fajni ludzie, którzy rozumieją to, że nie wszystkim dana książka musi się podobać itd. Tylko raz zdarzyło mi się to, że skrytykowałam jakąś książkę i dane wydawnictwo zawiesiło ze mną współpracę. Wychodzę jednak z założenia, że w takich sytuacjach nie ma co się przejmować.


    No to tyle jeśli chodzi o moją spowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jednak nie wszystkie wydawnictwa zachowują się na poziomie... Nie ma się co tym przejmować, zawsze czarna owca się trafi ;)

      Co do zmieniania godzin - czym innym jest owe 'kombinowanie' zaraz po publikacji notki, a czym innym ustawianie nowej daty po paru godzinach albo dzień później. Ja dla takich działań wytłumaczenia nie znajduję.

      Usuń
    2. No w sumie masz rację. Nie każdy jednak ma czas na kombinowanie z tym wszystkim na bieżąco. U mnie czasami wychodzi to ze sporym opóźnieniem, ponieważ są momenty, w których po publikacji posta, nie ma mnie na komputerze przez następnych kilka godzin i dopiero następnego dnia zwracam na to uwagę.

      Dziękuję jednak za zwrócenie uwagi. Nie sądziłam, że może to być tak odbierane. Każdy człowiek uczy się na błędach.

      Usuń
    3. Ze mną dwa wydawnictwa zerwały współpracę niezadowolone z recenzji, ale nie żałuję:)

      Usuń
    4. Isadora,
      słusznie, nie ma czego żałować. Również przypomniałam sobie teraz jedną sytuację - nowe wydawnictwo zaproponowało współpracę, przysłało pierwszą książkę, którą uznałam za dosyć średnią, przesłałam im recenzję i kontakt się urwał. Cóż, życie ;)

      Usuń
  4. Najbardziej zabawne, o czym pisałam już wielokrotnie, są komentarze blogerów pozostawiane pod naszymi, pisanymi często bardzo długo, postami. Na moim blogu zaznaczyłam jasno:

    "Postarajcie się napisać coś więcej, niż tylko "przeczytam", bądź "nie przeczytam". Ważna jest dla mnie dyskusja, a nie suchy, nic nie wnoszący komentarz. Wasza wypowiedź świadczy o Was, więc miejcie to na uwadze."

    Niestety, nic to nie daje. Wciąż otrzymuję komentarze, w których czytający deklaruje, że albo książkę przeczyta, albo nie przeczyta.

    CO MNIE TO OBCHODZI?

    O wiele bardziej by mnie ucieszyło, gdyby ktoś taki po kilku tygodniach napisał: "Słuchaj, limonka, przeczytałam/przeczytałem polecaną przez Ciebie książkę i naprawdę mi się podobała!". Taki komentarz ucieszyłby mnie znacznie bardziej, niż deklaracja przeczytania danej pozycji (gdyby tak w istocie było, ów komentujący, biegający z bloga na blog i gorliwie zapewniający o przeczytaniu jakiejś książki musiałby przeczytać ich w ciągu roku z 600).

    Gdzie są DYSKUSJE? Gdzie są wrażenia? Gdzie można znaleźć: "Ten bohater, o którym piszesz, szalenie działał mi na nerwy. Jego postępowanie..." itd.?

    W tyłku mam takich odwiedzających! NIE CHCĘ takich czytelników, nie i już! Wystarczająco się namęczyłam na moim drugim blogu, gdzie ludzie pytają (do dziś...), czy zjedzenie jednego pomidora po kolacji sprawi, że przytyją!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. WIEM CO JESZCZE MIAŁAM NAPISAĆ!

      Nic mnie tak nie doprowadza do szału, jak słowo...

      S T O S I K! :D

      Usuń
    2. I to też jest duży problem. Zazwyczaj, jeśli jakiejś książki nie czytałam, to nie komentuję, bo wiem, jakby ten komentarz wyglądał. Chyba, że tematyka naprawdę mnie zainteresowała. Ciężko jest napisać coś o książce, której się w ogóle nie czytało, a czyta się jej recenzję. Wolę poczekam, przeczytać i wówczas skomentować. :)

      Usuń
    3. Ostatnimi czasy zaprzestałam pisania komentarzy na blogach. Nie miałam czasu na ich odwiedzanie i spokojne przeczytanie interesujących mnie postów. Zauważyłam, że takim sposobem ilość komentarzy na moim blogu zmniejszyła się diametralnie. Totalnie się tym nie zdziwiłam, ponieważ jakiś czas temu chciałam usunąć z bloga możliwość publikowania komentarzy, jednak chęć dyskusji na temat książki odwiodła mnie od tego.
      Kilka dni temu znalazłam natomiast chwilę, aby przejść po blogach, by poczytać napisane przez Blogerów recenzje. Niektóre z nich skomentowałam i niemalże automatycznie ilość komentarzy pod ostatnim postem na moim blogu wzrosła... Trochę to smutne...

      Zdaje sobie sprawę, że moje komentarze nie zawsze są jakieś ambitne, jednak staram się napisać na temat publikowanych przez innych postów coś wiecej, niż "przeczytam", "nie przeczytam".

      Usuń
    4. Wiesz Olu, z tą liczbą komentarzy adekwatną do Twojej aktywności na innych blogach jest chyba tak, że niektórzy na inne blogi trafiają nie z blogrolla, a właśnie z komentarzy. Ot, klikają na nick, przenoszą się na bloga i już. Zauważyłam taką 'przypadłość' u niektórych. Ale nie oceniam tego, bo każdy ma swój system, według którego porusza się po blogosferze :)

      Limonko,
      masz rację z tymi komentarzami. Też kiedyś miałam podobną formułkę, nawet chyba dłuższą i bardziej dosadną :D

      Usuń
    5. Ha! Też zwróciłam na to uwagę... wychodzi na to, że moje odwiedziny na czyimś blogu warunkują dodanie u mnie komentarza :/

      Usuń
    6. Wiesz, tak to jest już. Czasem trzeba o sobie przypomnieć. Ale nic na siłę.

      Usuń
    7. częste komentowanie jest kolejną formą promocji swojego bloga :>

      nie lubię też "komentarzy grzecznościowych" - ja komentuje u ciebie, ty w rewanżu u mnie - nie komentuje po to, żeby otrzymać komentarz w rewanżu tylko dlatego, że mam na jakiś temat coś do powiedzenia i nie oczekuje w rewanżu niczego ;)

      Usuń
    8. blannche,
      coś w tym jest. Czasem zobaczę u kogoś wiadomość o aktualizacji i zaglądam na blog, którego zasadniczo nie lubię i z którego autorką mam nieco na pieńku, a ona po każdym moim komentarzu wpada tutaj z komentarzem grzecznościowym, standardowo nie wnoszącym nic do tematu. Nie wiem tylko po co ;)

      Usuń
    9. Chwila, moment! Nie wrzucajcie od razu wszystkiego do jednego worka! Zjawisko komentarz za komentarz na pewno istnieje ale czasem wygląda to zupełnie inaczej.
      Przykładowo gdy u siebie czytam komentarz Isadory (wybacz, wypadło na Ciebie bo to ma być przykład autentyczny ;-) ) to często od razu do niej zaglądam, myśląc - skoro była w blogosferze to może wstawiła nową receznję. Jako że jej gusta czytelnicze w dużej mierze pokrywają się z moimi, nie chcę przegapić czegoś, co może mnie zainteresować. Czasem, gdy mam mniej czasu tak jest mi łatwiej dotrzeć do receznji, która mogłaby mnie interesować. A jeśli faktycznie znajduje tam coś nowego to często niedługo po jej komentarzu u mnie, pojawia się mój komentarz u niej...

      Usuń
    10. Hehe, to fakt:) Mam kilku takich blogerów, co do których mam pewność, że ich opinie nt książek są szczere - mam do nich zaufanie, i w dodatku mamy podobne gusta czytelnicze. Jeśli przegapię ich w blogrollu, to wtedy dzięki komentarzowi mogę sobie wejść na interesującego mnie bloga:)

      Usuń
    11. alison,
      właśnie o tym wspomniałam gdzieś tutaj w dyskusji :) Ktoś odwiedza innych według kolejności w blogrollu, komuś innemu łatwiej jest kliknąć w nick pod postem - normalna rzecz, każdy ma swój 'styl'.

      Ale kiedy wiem, że ktoś mnie nie odwiedza, bo jest obrażony za dyskusję o słabych komentarzach, nie rozumiem po co w ogóle do mnie przychodzi :D

      Usuń
    12. Dyskusja rozwija się w tylu wątkach, że trudno nadążyć ;-) Może to dowód na to, że nie jest z nami jeszcze tak źle i nadal potrafimy uczyć się na błędach ;-)

      Usuń
  5. Ad 3- Kiedyś spotkałam się ( nie u mnie, na cudzym blogu) z komentarzem w stylu "super recenzja, bardzo mi się podoba (...)" plus "zapraszam do mnie i tu adres bloga" - tymczasem w poście nie było żadnej recenzji tylko sprawy organizacyjno-informacyjne.

    Ad. 4 - wstawianie banerków i obserwowanie to jeszcze pikuś, mi specjalnie nie wadzi, ale kiedyś napatoczył mi się konkurs, gdzie z 6 warunków było, w tym polecenie konkurs conajmiej 5 osobom, co miał zweryfikować jakiś program...


    Do "grzechów" dodałabym pisanie sztucznych "recenzji" z nieprzeczytanych książek, bo jeśli tekst składa się z z życiorysu pisarza, przekształconej notki na okładce i ogólników o tym jak to mi się podobało i jakie to super, a przy tym zawiera błąd merytoryczny (co osoba , która akurat daną książkę czytała wyłapie) - to trudno mówić o rzetelności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Twojego Ad 3 - zareagowałam gromkim śmiechem. Można sporo takich ludzi spotkać, którzy za wszelką cenę (włącznie z ośmieszaniem się tego typu komentarzami) chcą zdobyć czytelników.

      Usuń
    2. Agnesto, masz sporo racji! Łatwo zorientować się, że ktoś nie przeczytał książki właśnie po tym, że stosuje ten szablon: biogram autora, streszczenie książki (często właśnie z błędem) i parę słów od siebie. Ja w ogóle takie wpisy omijam, bo rozwlekłe opisy książki mnie nie interesują.

      A przykład komentarza z Twojego bloga jest boski! :))

      Usuń
  6. I ja się zgadzam (na temat konkursów, doprowadzających mnie do szału pisałam zresztą kiedyś u siebie), tylko boję się, że jak zwykle pogadamy sobie, pogadamy, pokiwamy głowami, a do głównych zainteresowanych i tak nic nie trafi :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jednak liczę, że coś się zmieni. Po dyskusji nt marnych komentarzy takowe niemal całkowicie zniknęły z mojego bloga.

      Usuń
  7. Masz rację, cieszę się, że poruszyłaś ten temat. Najbardziej irytują mnie osoby zakładające bloga. Gdy na mojej uczelni dowiedziano się, że prowadzę takiego bloga, to wiele osób chciało też skorzystać z "darmowych" książek, ale gdy usłyszały, że muszą najpierw coś same napisać i się postarać, straciły entuzjazm. Co do egzemplarzy recenzenckich... nie wiem czemu, ale jak na razie nie trafiłam na książkę, którą oceniłabym niżej niż na 4-. Może dlatego, że większość sama wybieram... i nie jest tak, że oceniam w ten sposób, bo książkę dostaję. Staram się być szczera w swoich odczuciach i o tym wszystkim pisać. Wiem, że wielu blogerów pewnie tak nie robi, ale... nic poradzić chyba nie możemy.

    Pozdrawiam i dziękuję za ten temat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że jeśli sami wybieramy sobie książki, z reguły wiemy, co nam się spodoba, a co nie, więc ryzyko, że wybór będzie fatalny jest naprawdę nieduże. Mnie się parę słabych wyborów trafiło, ale nie miałam z tego powodu nieprzyjemności. Natomiast nie wierzę, że ktoś czyta same książki zasługujące na 5/5, zwłaszcza, że potem na LC ocenia je zupełnie inaczej. "4-" to i tak ocena dosyć różna od wiecznych 5/5, więc tu się nie przejmuj - nie kwalifikujesz się na listę grzeszników :D

      Usuń
    2. O, to ja nie chcąc nikogo urazić, czasami pomijam ocenę na blogu, a na LC wstawiam taką, jaką uważam. Ale to chyba nie jest dobre rozwiązanie :/

      Usuń
    3. Limonko, czym innym jest jednak wystawienie na blogu oceny 5/5 a potem gdzie indziej 5/10 ;) Więc nie masz się co przejmować, o ile wystawiasz szczerą opinię :)

      Usuń
    4. Długo się nad tym zastanawiałam. Gdy kilka dni temu rozmawiałam z moim partnerem na temat oceniania książek, które w ogóle mi się nie podobają (recenzyjne), on powiedział, że moim zadaniem nie jest ZJECHAĆ tę, czy inną książkę, bo to nie sztuka. Zasugerował mi, bym skupiła się na tym, co MOŻE SIĘ w niej PODOBAĆ. Jeśli nie mnie, to innym. I to faktycznie działa, choć czasami naprawdę mam problem ze znalezieniem jakichkolwiek pozytywów :)

      Usuń
    5. Robię dokładnie to samo. Wychodzę po prostu z założenia, że szacunek należy się zarówno autorowi, jak i wszystkim, którzy włożyli wysiłek w postanie książki oraz fanom danej twórczości. To, że mnie Pratchett nie podszedł nie znaczy, że zjadę go od góry do dołu, bo to nie o to w tym chodzi.

      Usuń
    6. Ja tez staram się szukać w książkach, które mi nie przypadły do gustu, pozytywnych stron. Nie chcę swoją oceną nikogo zniechęcać bo uważam, że każdy powinien sobie wyrobić swoje zdanie o danej pozycji czy autorze. Ja nie sugeruję się opiniami blogerów i często sięgam po książki nisko przez nich oceniane. Fakt-kilka razy ta ocena potwierdziła się i u mnie, ale wielokrotnie dana książka przypadła mi do gustu pomimo złych recenzji innych. Wiadomo każdy ma inny gust. I denerwują mnie komentarze w stylu- z pewnością nie sięgnę po książkę dzięki Twojej niskiej ocenie tej pozycji. ;/

      Usuń
  8. Świetnie to ujęłaś! Mam nadzieję, że blogerzy wyciągną z tego jakieś wnioski :)

    Pozdrawiam ciepło - Karolka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również mam taką nadzieję, chciałabym, aby ta dyskusja pchnęła nas do pozytywnych zmian :)

      Usuń
  9. Żadnego z tych grzechów chyba nie popełniam. Też drażnią mnie te "hieroglify" przy komentowaniu - naprawdę tego nie rozumiem. Jak ktoś koniecznie chce kontrolować wpisy innych osób to lepszą opcją jest zatwierdzanie komentarzy.
    Mnie jeszcze denerwuje jedna sprawa. Niechlujność bloga. Nie chodzi tu o teksty, ale o wygląd. Odstrasza mnie pstrokacizna, za mała czcionka, nierównomiernie przesuwające się części bloga. Jestem zwolenniczką minimalizmu i prostoty. Zdaje też sobie sprawę, że są gusta i guściki, dlatego ta niechlujność może drażnić tylko i wyłącznie mnie ;)
    A błędy ortograficzne i dziwne twory stylistyczne są dla mnie totalnie nie do przyjęcia. Każdemu zdarzają się błędy, ale już kilka razy natknęłam się na recenzje, których w ogóle nie potrafiłam zrozumieć.
    I jeszcze jedno - wiele blogerów współpracuje z wydawnictwami. I dobrze. Ale nagle jest tydzień, gdzie na kilkunastu blogach pojawia się recenzja tej samej książki. Tu wina leży chyba jednak po stronie wydawnictw. Chociaż blogerzy mogliby być bardziej wyczuleni na to, co dostają i czy nie jest to już zbyt popularne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobnie jak Ty, nie trawię kiczu, przesytu, drobiazgowości, a zwłaszcza w szatach graficznych. Również stawiam na minimalizm. Według mnie taki styl odbierany jest jako dojrzałość blogera. Ale są gusta i guściki. Wszelkie bannerki i inne "śmieci" umieszczam pod postami, aby mi i czytelnikom nie przeszkadzało w przeglądaniu bloga. Także co jak co, ale sama nie jesteś w tym poglądzie. ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Na forum również zwrócono uwagę na kwestię wyglądu. Pstrokacizny czy mało wyraźne czcionki faktycznie są źle odbierane. Ja, kiedy wygląd bloga wybitnie mi 'nie leży' zwyczajnie wyłączam przeglądarkę. Szanuję mój wzrok, słabowity jest.

      Usuń
  10. Pod punktem 3. podpisuję się wszystkimi kończynami. No nic mnie tak nie wkurza jak komentarz w rodzaju "fajna książka, ale nie dla mnie". Być może ktoś poczuje się tym urażony, ale ... mnie to naprawdę denerwuje.
    Na debacie blogerek w Poznaniu, doszłyśmy do wniosku, że egzemplarze recenzenckie cieszą do czasu, potem stają się niepotrzebnym balastem i ma się coraz mniej czasu na czytanie tego, co się lubi najbardziej. Szczerze - ja doszłam do takiego etapu. Prowadząc bloga czwarty rok, chcę znowu czytać to, na co mam ochotę.

    Co dalej... zdarzyło mi się nie raz przeczytać recenzję, w której natknęłam się na bardzo zbieżne z moimi sformułowania. Ok, ktoś może mieć podobne zdanie na temat danej książki, ale ... sposób w jaki piszę jest dość charakterystyczny i .. dziwne jest, że ktoś wstrzelił się w to niemal 100%. Nie robiłam nigdy z tego afery, nie jestem pępkiem świata, ale ... nie rozumiem kopiowania czyjejś opinii. Wiadomo, wszyscy się wzajemnie sobą inspirujemy, ale ... no odrobina szacunku dla czyjejś pracy.

    Konkursy pominę milczeniem. Banerki, lajki i te inne. Wyrośniemy z tego. Mam nadzieję.

    Nie lubię nadmiaru grafiki na blogach -czytaj banerki, pierdołki, odnośniki do mnóstwa rzeczy. Chcę przeczytać recenzję, a czekam mnóstwo czasu, aż strona mi się wczyta.

    No i teraz mój największy zarzut, boli mnie to od dawna, zbieram się do notki na ten temat. Może tutaj rozpocznie się konstruktywna dyskusja w temacie i uda się.
    Mam wrażenie, że na większości blogów pojawiają się tylko i wyłącznie recenzje nowości. Jasne, że spowodowane to jest współpracą z wydawnictwami, portalami etc. Tęsknię, cholernie tęsknię za światem blogów książkowych sprzed 3-4 lat, kiedy były one prawdziwą inspiracją. Kiedy naprawdę po przejrzeniu blogów zapisywało się mnóstwo ciekawych tytułów, kiedy pojawiały się inspirujące wyzwania literackie. Teraz... zdarza mi się, że przez tydzień nie zapiszę sobie czegoś do przeczytania "na później". Smutne jest to, że pojawia się kolejny blog, początkowo recenzje na nim to książki z domowej kolekcji, pobliskiej biblioteki, a potem... znowu same nowości. Boli mnie to. Serio. Nie ma przyjemności w czytaniu kilkudziesięciu recenzji na temat tej samej książki.

    Tyle. Nikogo nie atakowałam, wyrażam swoją prywatną opinię. Wszystkich mocno pozdrawiam!
    Klaudyna - czapki z głów za odwagę! Brawo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą. Ostatnio same nowości. Owszem, spodobają mi się pewne książki, które recenzują, ale nie mam możliwości wydawania kolejnych stów, aby ją przeczytać. Między innymi dlatego współpracuję z wydawnictwami. Nie jest to ogromna ich ilość. Dlatego przynajmniej raz w tygodniu odwiedzam bibliotekę i czytam książki, które odeszły już w zapomnienie. W pewnym sensie.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Coś w tym jest z tymi nowościami, sama chciałam o tym napisać kiedyś. Problem jest tu taki, że mało popularne tytuły nie cieszą się zainteresowaniem blogerów. Zrecenzowałam parę książki, które nie są nowościami i klasykami, przez co nie wzbudziły żadnego zainteresowania. Bo o nowościach można pacnąć szybki komentarz: "wszyscy o niej piszą, bardzo chcę ją poznać", a o klasykach: "koniecznie muszę nadrobić, to w końcu klasyka". Reszta książek nie wpisuje się w te ramy, więc blogerzy za nimi nie szaleją ;)

      W ostatnim czasie również trafiłam na recenzję bardzo podobną do mojej. Kiedy zaczęłam ją czytać cieszyłam się, że ktoś myśli podobnie, ale kiedy trafiłam na zdanie żywcem skopiowane z mojej recenzji mało nie wyszłam z siebie. Również nie robiłam z tego afery, ale blogera mam pod obserwacją ;)

      Usuń
    3. A ja z kolei nie wiem, czy te nowości to coś naprawdę "złego". Ja na przykład nie sram (za przeproszeniem) pieniędzmi i nie mogę pozwolić sobie na kupowanie nieograniczonej liczby książek, ale za to biblioteki, z których korzystam, są wyposażone naprawdę doskonale i praktycznie zawsze trafiam na coś nowego, lub na nowość (o ile pojawia się to, co chcę) się zapisuję. Biegam też pomiędzy regałami i czytam trochę staroci, ostatnio liznęłam trochę klasyki, ale z kolei czasami chęci brak na recenzowanie wszystkiego. Wiem jednak, co masz na myśli. :)))

      Usuń
    4. Stosunkowo rzadko sięgam po książki należące do klasyki. Nie chcę się już rozwodzić nad przyczynami tego zajścia, jednak tak właśnie jest. Jeśli zaś chodzi o nowości, to chętnie po nie sięgam, jednak z recenzjami niektórych z nich wolę odczekać jakiś czas, byleby tylko ominąć chwilę, w których kilku blogerów pisze na temat tej samej książki. Nie zawsze oczywiście jest to możliwie. Momentami myślę sobie, że mogę dodać opinię na temat jakiejś książki, kiedy mi się tylko podoba. Z drugiej strony, miewam w takim sytuacjach lekkie poczucie winy. Nie wiem czym jest to spowodowane, ponieważ staram się czytać jedynie te książki, które mnie interesują...

      Usuń
    5. Co do czytania nowości. Samo w sobie to nie jest rzecz jasna złe. ALE chodziło mi konkretnie o sytuację (i tu chyba bardziej wina po stronie wydawnictw, a nie samych blogerów) kiedy dany tytuł pojawia się w ciągu tygodnia na 30-40 blogach.
      Klaudyna - zgodzę się, że książki, które są mniej popularne, są po prostu poza zainteresowaniem blogerów. Jasne, zgadzam się. Ale zwyczajnie boli mnie to, że mało któremu blogerowi/blogerce chce się szukać czegoś innego. Mnie boli - to jest ważne w tej wypowiedzi :)

      A co do podobnych recenzji - Klaudyna ja też mam oko na ten blog. Będę czujna :)

      Usuń
    6. W zeszłym roku Znak Emotikon wysyłał książkę miesiąc wcześniej i zaznaczał, że recenzja może pojawić się dopiero konkretnego dnia. Wtedy faktycznie większość recenzujących wyskakiwała z recenzją i był totalny zalew jednego tytułu :) Podobnie dzieje się z tytułami bardzo popularnymi, długo wyczekiwanymi - zaraz po premierze wielu fanów chce o nich napisać.

      Usuń
    7. Mówimy tu (czytaj powyżej) o wyjątkowych sytuacjach, masowej akcji marketingowej.
      Cały czas, dość nieporadnie, piję do tego, że na większości blogów są recenzje TYLKO egzemplarzy recenzenckich. Ja doskonale wiem, z czego to wynika, mnie też nadal straszy stosisko ogromne zaległości. Po prostu... wydawnictwa weszły mi na głowę, ja się troszkę zachłystywałam, ale teraz mówię dość. Chcę czytać to, na co mam ochotę. Jak kiedyś. Bo ... książkę na którą mam wielką ochotę albo sobie kupię - jak nie teraz, to później, albo wypożyczę z biblioteki. Ta pogoń za nowościami mnie - w kontekście osobistym i ogólnoblogowym - nieco przeraża. Bo przecież klasyka leży i kwiczy, literatura wydana kilkanaście lat temu - to samo. Nowości są ok, ale nie w nadmiarze.
      Pisząc o tym ganię również siebie.
      Klaudyna, co za temat! Ile emocji! Dawno mi się tak nie chciało udzielać w blogosferze! serio! Uściski!

      Usuń
  11. Mnie osobiście nie denerwują te weryfikacje aż tak bardzo. Owszem, są pewnym utrudnieniem, zabierają czas, ale jak bloger chce, to wpiszę tekst. Żaden problem. :)
    Co do polubienia strony na facebook'u, aby wziąć udział w konkursie... Na dodatek obowiązek! Ten, kto odwiedza stale stronę, polubi z własnej, nieprzymuszonej woli. Ale ten, kto chce zdobyć darmową książkę, owszem, polubi...
    Za dużo emocji się we mnie kotłuje. Błędy ortograficzne, które przemilczałaś, są chyba największym problemem. Dziwi mnie to, że takie osoby współpracują z wydawnictwami. Rozumiem, że można popełnić błąd składniowy itd., bo nie powiem, sama czasem je popełniam (ale wciąż się uczę!). Ale błędy ortograficzne? Jesteśmy Polakami, więc język polski nie powinien być dla nas czarną magią. Od czego są słowniki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasadniczo chyba każda przeglądarka podkreśla błędy, więc jest to zwyczajna ignorancja ;) Ale gdybym miała jeszcze ten temat włączyć do dyskusji, chyba byśmy tu wszyscy utonęli.

      Co do weryfikacji - jeśli natrudziłam się z komentarzem, to oczywiście przepisuję treść obrazka, ale i tak zgrzytam wtedy zębami.

      Usuń
    2. I właśnie ta ignorancja boli mnie, czytelnika, najbardziej. Chociaż to, że w recenzji bloggerów pojawiają się błędy, to jeszcze nic. Gorzej, jeżeli błędy popełnia tłumacz książki. Tego znieść już nie mogę.

      Usuń
    3. Cóż, mieszkam poza granicami Polski i nie zawsze mogę instalować polską weryfikację. Już i tak podpadam, że z uporem maniaka instaluję gdzie popadnie polską czcionkę ;-) Ale o czym to ja chciałam... ja tam byłabym bardzo wdzięczna, gdybyś po prostu na priv mi napisała, że w moim tekście wypatrzyłaś błąd. Raz już zdarzyła mi się taka sytuacja, w ogóle nie byłam świadoma, że popełniam taki błąd a po miłej informacji zapamiętam właściwą pisownę do końca życia ;-)

      Usuń
    4. Oj, to prawda. My jesteśmy tylko czytelnikami, amatorami w świecie piszących. Tymczasem tłumacz/redaktor/korektor dostają pieniądze za robotę, którą często wykonują bardzo słabo.

      Usuń
    5. - alison2: jeżeli dopatrzę się u Ciebie błędu, oczywiście dam Ci znać. :) Na szczęście nic mnie u Ciebie nie gryzło w oczy.
      A jako uczennica klasy humanistycznej, zwracam dużą uwagę na ortografię. ;)
      - Futbolowa: masz rację. Szkoda, że tłumacz często nawala, bo książka, która ma szansę być bardzo popularna ze względu na swoją wartościowość, jest pomijana ze względu na błędy w tłumaczeniu.

      Usuń
    6. Meow będę niezmiernie wdzięczna, choć mam nadzieję, że nie będziesz miała okazji czegokolwiek mi wytykać ;-)

      Usuń
    7. alison,
      ja akurat mam w zwyczaju zwracać innym uwagę na błędy, więc jak namierzę u Ciebie, na pewno dam znać. Po prostu wiem jak to jest - człowiek czyta swój tekst sto razy i jest do niego tak przyzwyczajony, że nie wychwyci niektórych błędów. Fajnie jest mieć weryfikatora, który spojrzy 'świeżym' okiem, dlatego często po publikacji proszę mojego Marcina, żeby skontrolował treść :D

      Usuń
    8. No niestety, mój Thomas raczej mi w tej kwestii nie pomoże ;-) Niezmiernie się cieszę, że Ty również jesteś gotowa tak po ludzku zwrócić uwagę, choć będę robić co w mojej mocy, by nie dać Ci na to szans ;-)

      Usuń
  12. "blog jest jak świątynia" <-- muszę przyznać, genialne sformułowanie. Muszę zapamiętać na przyszłość. Ja ogólnie ze wszystkim się zgadzam, choć nie powiem, żebym sama była święta. Jeśli interesują mnie książki jakiegoś wydawcy i chciałabym je przeczytać, a on sam się do mnie nie zwraca, to piszę do niego. Jeśli mi nie odpowiada... no wtedy czuję się daremnie, czuję się .. no nie jak sęp, ale zaraz mam wrażenie, że ze mną, lub z moim blogiem jest coś nie tak. Że pisane przeze mnie recenzje się nie podobają, że nie przypadła do gustu szata graficzna, że ... czort wie co jeszcze. Bo jeśli nikt mi nie odpowiada to musi być coś nie tak nie? Choć wiem, że jest druga strona, że wiele wydawców nie odpowiada wcale albo odpowiada po wielu miesiącach. Ale to temat na zupełnie inną rozmowę. Interesującym aspektem jest też weryfikacja obrazkowa. Mnie ona niezmiernie denerwuje na blogach.. i wielokrotnie chcę wstawić komentarz, wyskakuje weryfikacja i... myślę sobie coś bardzo, bardzo krytycznego... i rezygnuję z tego komentarza. Szkoda mi czasu... Zmiana dat i godzin również jest .. dziwna. Ja z tej opcji nie korzystam, rozumiem, że niektórzy mogą mieć powód by to wykorzystywać (mniej lub bardziej uczciwy). Mnie osobiście irytuje gdy wchodzę na jakiś post i okazuje się... że czytałam go dzień wcześniej (zwykle po powrocie z pracy otwieram po prostu wszystkie nowo wstawione posty i robię sobie prasówkę).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, właśnie to najbardziej uwielbiam :D Blogerów, którzy każdego dnia promują te same notki. Myślę sobie - a nuż coś nowego dopisał, a nuż coś ciekawego mu się po opublikowaniu recenzji przytrafiło. A tu ni chuchu, chciało się znowu być na szczycie ;)

      O weryfikacji obrazkowej nie każdy wie, dlatego w ogóle zwróciłam uwagę na ten problem. Być może ktoś zmieni ustawienia i wszystkim nam będzie lepiej :)

      A co do wydawnictw - niektóre mają pewnie tyle współprac, że po prostu nie dają rady wszystkim odpisywać. Wiem po sobie, że czasem odczytam jakąś wiadomość, mówię sobie, że odpiszę jak wrócę/jak zjem/potem i zwyczajnie zapominam. Jeśli wiadomości mogą tak umykać w mojej skrzynce, to co dopiero u takiego wydawcy, który dziennie dostaje 10x więcej wiadomości ;)

      Usuń
    2. Klaudyna, ja nawet nie wiedziałam, że blogerzy robią coś takiego, jak "posuwanie się w górę" na listach z aktualizacjami. Chyba dlatego, że nie chcę u siebie takiej listy i nigdy jej nie miałam. Co obserwuję, to obserwuję :P

      Usuń
    3. Ano, kilku blogerów robi nagminnie tę aktualizację. Straszne to -.-

      Usuń
    4. Ja jestem jednak opóżniona technicznie, długo, bardzo długo zastanawiałam sie dlaczego "stare" tzn. sprzed kilku godzin pojawiają się nagle, jako pierwsze:( wstyd:), dopiero tutaj otworzyłyście mi oczy. Też mnie to irytuje maksymalnie.

      Usuń
    5. Widać ani ja, ani carpelibrosi nie jesteśmy odosobnieni w tej irytacji :)

      Usuń
    6. Aneta a ja to zjawisko obserwowałam ale gdyby nie ten post pewnie w ogóle bym nie wpadła o co chodzi ;-)
      Chociaż przyznaję, że raz miałam podobny problem jak Lena (nowy post nie wyświetlał się na blogach) i gdybym wiedziała, że w ten sposób można temu zaradzić, pewnie też bym to wyjątowo zrobiła...

      Usuń
    7. Boszsz, ale jestem zacofana, zastanawiałam się, jak to możliwe, że te same blogi wskakują mi stale na górę listy xD
      Właściwie tak sobie czytam i powiem Wam, że męczy mnie trochę cała ta otoczka blogowania. Założyłam bloga, żeby mieć fajne miejsce do umieszczania moich wrażeń z lektury, by móc je zapamiętać (na początku), potem - żeby się podzielić swoją opinią z innymi i szczerze stwierdzam, że wolałabym mieć kilku obserwatorów dyskutujących ze mną w pełnym znaczeniu tego słowa, niż mnóstwo martwych dusz, które mnie tylko dodają do obserwowanych :/

      Usuń
    8. Isadora,
      od razu nasuwa mi się kolejny problem. Problem osób, które gdy ktoś je doda do obserwowanych, czują się w obowiązku zrewanżować tym samym. A ja np. kompletnie nie zwracam na to uwagi i listy obserwowanych prawie w ogóle nie... obserwuję ;)

      Natomiast zgadzam się z tym, że lepiej mieć mniej czytelników na poziomie, niż więcej nachalnych ignorantów ;)

      Usuń
    9. Isadora masz rację. Mnie na maksa irytuje komentarz 2 dziewczęć (wiem nie po polsku, ale idealnie mi pasuje do tych panienek)- zawsze ten sam"ksiażka nie w moim stylu". Nosz kurcze to: nie pisz nic, jak masz tak bzdurnie pisać, a poza tym skąd może wiedzieć, skoro nie czytałaś?

      Usuń
  13. Cieszę się, że poruszyłaś sprawę weryfikacji obrazkowej. Już kilka razy delikatnie zasugerowałam komuś wyłączenie tej opcji i za każdym razem w odpowiedzi przeczytałam, że osoba w ogóle nie miała pojęcia, że coś takiego ma włączonego. Tak więc apeluję, jeżeli u kogoś widzicie weryfikację obrazkową, napiszcie o tym właścicielowi bloga, istnieje duże prawdopodobieństwo, że to paskudztwo wyłączy.

    Nie do końca zgadzam się natomiast z opinią na temat konkursów. Właśnie trwa na moim blogu mój pierwszy konkurs. Nie, nie wymagam lubienia czy obserwowania, wprowadziłam za to dodatkowy los dla tych, którzy obserwowali mnie przez te 6 miesięcy, podczas których nie było konkursu a mimo to mnie odwiedzali. Poprosiłam za to o wstawienie bannerka. Po pierwsze stworzyła go dla mnie inna osoba i chciałam, by jej praca została doceniona. Po drugie jakaś forma promocji jest chyba dozwolona? Z całym szacunkiem, ale kto z nas blogowiczów ma czas na buszowanie po Internecie i wyszukiwanie nowych, ciekawych blogów? Ja z trudem wyrabiam z tymi, które już znam i doceniłam. Czasem jednak, jeśli zauważę gdzieś banner do bloga, którego nie znam to wchodzę, by się przekonać, czy warto się nim na dłużej zainteresować. Możemy oczywiście trzymać się teorii, że jak ktoś dobrze pisze to zostanie zauważony ale sama znam dwa blogi szalenie interesujących osób, które publikują naprawdę ciekawe teksty na które właśnie ze względu na brak jakiejkolwiek promocji nie ma odzewu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale promować można się na różne sposoby, zwłaszcza biorąc udział w merytorycznych dyskusjach :) Jasne, banner to nie jest jeszcze największe zło - kto nie chce, ten nie musi przecież takowego wklejać u siebie [zwłaszcza, kiedy dba o minimalistyczny wygląd bloga]. Nie jest jednak fajne zmuszanie do polubienia/obserwowania/polecania konkursu 'x' osobom, żeby walczyć o nagrodę. Każdy oczywiście ma prawo do swoich warunków i kto je akceptuje, ten nie ma problemu - bierze udział w konkursie. Nie zmienia to jednak faktu, że na carpelibros wiele osób zwróciło na to uwagę.

      Usuń
    2. Jak najbardziej można, jeśli ma się na to czas ;-) Ja już i tak mam wrażenie, że za dużo czasu spędzam w blogosferze a nie wiszą nade mną żadne zobowiązania (mieszkam w Niemczech więc do wydawnictw nawet nie mam co się dobijać ;-) ), co dopiero osoby, które muszą się z czegoś wywiązywać. Bannerek jest dla mnie taką formą promocji czegoś, w co włożyłam już sporo pracy i chciałabym by ktoś zwrócił na nią uwagę.

      Zmuszanie do polubienia czy obserwowania (polecania innym? to dla mnie nowość) to już oczywiście inna kategoria i mam nadzieję że ten post wpłynie na zakres tego zjawiska :-)

      Usuń
    3. O polecaniu innym wspomniała wyżej Agnesto, strasznie mnie to ubawiło :)

      A niemieckie wydawnictwa? Na pewno mają tam też blogerów książkowych :)

      Usuń
    4. Pewnie że mają, choć tutaj jest chyba zdecydowanie mniejsze zainteresowanie. Kiedyś trafiłam na stronę wydawnictwa, które nawet umieściło specjalny odsyłacz przy opisie każdej książki - Chcesz tę książkę w zamian za recenzję? Zgłoś się! :-)
      Póki co moje zdolności językowe nie są jeszcze wystarczające, bym się na coś takiego odważyła ale w przyszłości nie wykluczam ;-)

      Usuń
    5. Chyba, że tak :) W takim razie życzę powodzenia i dużo samozaparcia w nauce języka :D

      Usuń
  14. Mogłabym podpisać się rękami i nogami pod tym, co napisałaś. Strasznie denerwuje mnie weryfikacja obrazkowa i spamowanie w komentarzach. Irytujące jest to okropnie. Denerwują mnie też króciutkie komentarze. A i co z tego, że zaznaczyłam to na blogu (w formularzu wiadomości komentarza), skoro i tak piszą "przeczytam", "nie przeczytam", "tym razem spasuję" itd. itp. Czy to tak trudno napisać coś więcej - np. "nie przeczytam, bo nie lubię tego autora/nie przepadam za tą tematyką"? Od razu lepiej czyta się takie dłuższe komentarze, a nie bezsensowne równoważniki zdań...

    Świetny temat poruszyłaś, naprawdę, może do innych to przemówi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie. Póki ktoś uzasadnia dlaczego przeczyta/nie przeczyta, jest to całkiem znośny komentarz. Doskonale rozumiem, że nie da się wiele powiedzieć o książce, której się nie zna ;)

      Usuń
    2. Dokładnie. Sama czasami nie mam siły już zostawiać długich i wyczerpujących komentarzy, bo trochę tych blogów jest, ale staram się :)

      Usuń
  15. Uwielbiam dyskusje, uwielbiam kontrowersje i uwielbiam niespodziewane... docenianie! :) Jestem miło zaskoczona tym forumowym wyróżnieniem odnośnie moich komentarzy, ale muszę przyznać, że na forum tym nie byłam jeszcze nigdy. Weszłam teraz i muszę się odnaleźć w całej tej rzeczywistości, ale pewnie niedługo pojawi się tam nowa członkini dyskusji wszelakiej Zaakcentowana ;)
    Tutaj mogę podziękować za te miłe słowa, bo są niezwykle motywujące, szczególnie jeśli się tak olewa bloga, jak ja ostatnio... wstyd, ale obiecuję poprawę. Zmotywowałaś mnie, Kreatywo! :)

    Ale dość już tej prywaty! Problemy/irytacje/wnerwy lub jakkolwiek nazwać to, co znalazło się powyżej faktycznie w społeczności blogowej daje się we znaki. I chociaż o paru takich punktach nie miałam pojęcia (jak np. o zmianie daty), tak w przypadku reklamowych (a raczej chyba antyreklamowych) komentarzach wiem i mam podobne zdanie. Blogów miałam już miliony, przesiedziałam dziesiątki godzin przed komputerem i z czystym, ale bolącym mnie sumieniem przyznaję, że na zatrważającą ilość głupiutkich, cukierkowych "komciooofff" przypadała śladowa ilość takich opinii i refleksji, które zapadały w pamięć, wnosiły coś nowego, czy zwyczajnie świadczyły o tym, że danego czytelnika w ogóle obchodzi to, co się pisze.

    Ponieważ jestem jeszcze w miarę początkująca i raczkująca w tej blogowej sferze recenzji, książek i różnych -holików, też odwiedzam, też zapraszam i też promuję. Ale najważniejszy w tym wszystkim jest dla mnie cel, dla którego wchodzę na strony. A nie jest to reklama, tylko poznanie Was, poznanie opinii, poglądów, sposoby pisania, stylu i innych. Mówię konkretnie o tym, bo właśnie ten problem z poruszonych denerwuje mnie osobiście najbardziej.

    Reklama ok - ale nie za wszelką cenę. Nie róbmy z siebie martwych, neonowych billboardów, tych wystarczy na ulicach. Żyjmy na tych blogach i zostawiajmy ślady blogera rozumnego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A na Twoim blogu, w wizytówce, zamiast polskich liter wyświetlają mi się maleńkie znaki zapytania :)
      Chyba czcionka nieodpowiednia dla polskich znaków :P

      Usuń
    2. Czapki z głów! Kreatywa miała rację, że co do komentarzy, Ty piszesz interesująco. Aż miło mi się czytało. Zwłaszcza, że w swojej wypowiedzi umieściłaś wszelkiego rodzaju metafory. Nie napisałaś utartym schematem, jak to robi znaczna część bloggerów w tej naszej krainie. ;)

      Usuń
    3. I to jest właśnie to - dobry komentujący naprawdę zostanie dostrzeżony. Nawet jeśli na końcu zaznaczy, że właśnie wszedł do blogosfery i zostawi adres, to jeśli jego komentarz jest ciekawy, inspirujący i merytoryczny - człowiek z chęcią do takiego zajrzy :)

      Usuń
    4. Nawet nie wiecie, jak mi teraz słodko ! :) Jeszcze dzisiaj siądę i napiszę nową notkę. I zacznę pisać regularnie. Mobilizujecie mnie! Dziękuję.

      Limonka, co do znaków zapytania w wizytówce, u mnie jest wszystko w porządku - polskie znaki wyświetlają się normalnie. Ale sprawdzę to jeszcze i pozmieniam w razie czego. Dziękuję za dostrzeżenie! :)

      Usuń
    5. U mnie też wyświetla się dobrze, ale to chyba zależy od pakietu czcionek, jakie ktoś ma wgrane u siebie. Jeżeli korzystasz z projektanta, to tam przy wyborze czcionek korzystaj tylko z tych podstawowych, wymienionych ponad kreską. Wtedy nie będzie problemu :)

      Cieszę się, że dostałaś pozytywnego kopniaka motywacyjnego :)

      Usuń
    6. Ale pakiet podstawowy wydaje mi się ograniczony ;) żadna z tamtych czcionek mnie nie przekonuje... kurczę, trzeba pomyśleć. Mam nadzieję, że chociaż tekst postów jest ok?

      Usuń
    7. U mnie wszystko jest okej, bo mam wgrane chyba wszystkie możliwe czcionki :D

      Usuń
  16. Ha, ja się całkowicie z Tobą zgadzam! A najbardziej z punktem 7, bo mam wrażenie, że część 'recenzentów' to takie sępy, które tylko szukają i węszą, od jakiego wydawnictwa by jeszcze jakąś książkę uszczknąć. Czasem aż mi od tego niedobrze, a potem się dziwią, że mnie np. jakiś wydawca odpisuje,a komuś nie. No cóż, ja się nie rzucam na każdą książkę, która pojawia się w zapowiedziach i co więcej - staram się najpierw z ludźmi zaprzyjaźnić. Często więc wydawca staje się dobrym kumplem, a jeśli zechce wysłać jakąś książkę, to dla mnie zaszczyt a nie łaska. Nie mówię, że nie proszę tez o książki - bo proszę czasem, jak mi na czymś bardzo zależy. Ale nie rozsyłam do wszystkim pytań, kto teraz zajmuje się recenzentami, bo np Pan X mi nie odpisał i to jest takie buu i nie fair.
    Co do oceniania wysoko książek, potwierdzam, że znam kilku recenzentów - nawet z naszego 'bliskiego' otoczenia - którzy nie dają niższej oceny niż 7/10. Nie czytam już ich recenzji. Po prostu im nie ufam, zwłaszcza gdy kilka razy kupiłam potem wychwalaną książkę i się okazało, że to gniot. Czasem do pisania recenzji nie wystarczy tylko dryg w operowaniu słowem, ale też jakaś mała znajomość literatury w ogóle i umiejętność ocenienia, czy coś jest warte zainteresowania nie tylko za pomysł, ale i za język, za styl autora, za wartości, jakie powieść ze sobą niesie. Nie raz czytam ody pochwalne na temat książki, która - nie ukrywajmy - nie nadaje się nawet na papier toaletowy.
    Co do komentowania - nie lubię, jak ktoś pisze "zapraszam do mnie", bo nigdy tam nie zaglądam :) Ale nie obrażam się, jak ktoś napisze, że książkę przeczyta albo nie - przy obserwowaniu setek blogów czasem trudno jest u każdego napisać więcej niż kilka słów, bo po prostu trzeba by było siedzieć na necie pół dnia, by mieć czas na to wszystko. Więc nie jestem zła za takie komentarze i sama nie raz takie napiszę ;)
    Nie lubię weryfikacji obrazkowej. Zabiera mi nawet minute czasu rozszyfrowanie, co mam wpisać w pole tekstowe -.-

    A i dodam na koniec - nie planowałam nikogo urazić moją wypowiedzią, bo z jednej strony zgadzam się - blog to miejsce niczym świątynia - należy do właściciela i jest jego azylem. Ale warto czasem zadziałać też trochę od strony wizerunkowej i pomyśleć, jak nas inni oceniają. Nie mówię, że mamy udawać, że jesteśmy super i w ogóle - to tak nie działa. Ale jeśli chcemy, żeby nas ludzie czytali i doceniali - zastanówmy się, czy sami siebie byśmy czytali. Tak obiektywnie ;)

    Klaudyno - super notka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam do mnie!



      :D


      Ej, ale tak naprawdę, to nie mogę się od tego tematu oderwać. Czytam te wasze komentarze (a "Nędznicy" czekają!), bo Klaudyna dzisiaj zrobiła naprawdę cudny temat, akurat wyrzuciła wszystko to, co każdemu z nas po trosze leży na wątrobie (a ciekawe gdzie podziewają się ci, o których mówimy?).

      Usuń
    2. Ci, o których mówimy, z powodu strachu przed zgnieceniem słownym, się nie odezwą.

      Usuń
    3. Myślę, że tu nie chodzi o to, żeby kogoś piętnować, tylko, żeby uświadomić co nieco. Każdy kiedyś zaczynał i każdy popełniał różne błędy - świeżakom można wybaczyć, ale blogerom, którzy mają konta od roku i dalej? Słowo 'recenzent' jednak do czegoś zobowiązuje ;)

      Usuń
    4. Oczywiście. Gdybym chciała tak o sobie popisać, nie umieszczałabym tego na blogu. Piszę, aby podzielić się z Wami, czytelnikami swoimi wrażeniami z lektury, ponadto, aby poprawić swój język pisemny.

      Usuń
    5. Dokładnie tak. Nigdy nie miałam na celu obrażanie czy wywoływanie w kimś poczucia winy. Po prostu chciałabym, aby grzesznicy wyciągnęli wnioski - czasem o niektórych swoich 'wadach' mogą nawet nie mieć pojęcia.

      Limonko, dzięki, cieszę się, że temat wywołuje takie emocje :)

      Trindeth,
      wiadomo, że to, co podoba się jednemu, drugiemu nie musi, ale faktycznie istnieją pewne obiektywne wytyczne, które pozwalają przypisać książce łatkę 'gniot' albo 'dobre dzieło'. Też kilka razy nacięłam się na pochwalnych peanach blogerów, ale z reguły problem leżał we mnie, po prostu nie każda tematyka mi podchodzi.

      Usuń
    6. Oczywiście, że jednym się książka podoba a innym nie, ale tak jak wspomniałaś, krytyka literatury to nie tylko stwierdzenie 'podobało mi się to, bo jest fajne'. A co ponadto? A co jest godne uwagi, co decyduje o tym, że powieść jest wartościowa merytorycznie i stylistycznie? Nie każdy musi lubić kryminały, tak samo jak powieści fantasy, paranormale czy obyczajówki. Dla każdego co innego. Ale nawet jeśli jakaś książka nie przypadła mi do gustu, bo nie moja tematyka, zawsze mam obowiązek ocenić ją też od strony technicznej i mieć na uwadze, że to, co nie jest w moim stylu, może być w stylu innej osoby. A tego nie zrobi osoba, która o literaturze nie ma pojęcia, bo przeczytała 3 książki na krzyż i postanowiła być 'recenzentem'. A i nawet czasem te, co przeczytały 300 książek, też o literaturze pojęcia nie mają za bardzo ;) Nie mówię, że jestem znawcą - nie mam na to odpowiedniego papieru :P Ale interesuję się tym na tyle długo i na tyle poważnie, że chyba mogę sobie pozwolić na taką ocenę sytuacji. Dlatego uważam, że aby oceniać książki, trzeba wiedzieć, gdzie jest granica między odą pochwalną a obiektywnym dostrzeganiem walorów danej powieści :)

      Usuń
    7. Zakładka "współpraca" jest obowiązkowa na każdym blogu. Ja to jestem jakaś nieobrotna i mało przedsiębiorcza, bo chociaż bloga ma pond rok takowej się nie dorobiłam. Co więcej raczej nie zamierzam póki biblioteki mają spory i ciekawy księgozbiór :>

      Usuń
    8. U doświadczonych blogerów taka zakładka jest uzasadniona, bo czasem wymagają jej wydawnictwa. Ale kiedy ktoś zakłada blog i od razu takową tworzy, pozostaje tylko złapać się za głowę ;)

      Trindeth,
      masz całkowitą rację!

      Usuń
    9. Ej, a ja nie mam zakładki współpraca! Czy to oznacza, że jestem złym blogerem?! :P Ale tak na serio - mam oczywiście wyszczególnione wydawnictwa, z którymi się zakumplowałam, ale zakładka współpraca raczej jest mi nie potrzebna. Już lepiej brzmi "kontakt" - o taką mam :)

      Usuń
    10. Oczywiście, że tak! Marny z Ciebie bloger, słabo się reklamujesz ;)))

      A ja mam, lubię mieć wszystko poukładane. Chociaż już tak chętnie nie nawiązuję nowych współprac :D

      Usuń
    11. Tirin jeszcze dorzucę do tych wychwalanych gniotów swoje trzy grosze. Są gusta i guściki. Jakiś czas temu dałam wysoką notę pani Canavan, bo książka bardzo mi się podobała, a blogerzy prawie mnie zjedli! Całe szczęście książka była moja, a nie recenzencka, bo byłby lincz po całości!

      Usuń
    12. Gosiu, to już swoją drogą, że niektórzy nie mają za grosz kultury osobistej. Kiedyś napisałam niepochlebną recenzję o jednej książce, która wiodła prym wśród blogerów i zostałam potraktowana jako ta, co to "nie zrozumiała idei" o.O A jak nie daj Boże napiszę coś niepochlebnego o polskiej książce, to się zaraz pół tuzina znajomych danego pisarza do mnie wprasza i zaczyna mi prawić morały, co to ja za 'krytyczka literacka jestem, że takie głupoty wypisuję'. Więc ogólnie - bez komentarza ;] Nikt nie musi się zgadzać z moimi recenzjami - ja robię to co umiem najlepiej jak się da. Jeśli komuś nie pasuje, wolna wola, ale komentarz warto jednak podać na poziomie troszkę wyższym, niż IQ buta.

      Usuń
    13. A tak prawda, widziałam takie rzeczy na blogach, więc pewnie u Ciebie też - może dlatego tak ciężko jest mi się przełamać z polskimi książkami ;)

      Usuń
  17. Jako wciąż początkująca mam pytanie odnośnie grzechu nr 1. Czy jak na przykład po tygodniu czy dwóch edytuję starą notkę, bo np. dodałam nową etykietę, albo coś poprawiłam, to ta notka wyświetla się znów w aktualizacjach? Zdarzają mi się takie poprawki, a nie chciałabym, żeby obserwatorom wyświetlało się to jako nowa notka.

    Co do reszty grzechów się zgadzam. Co prawda część z nich jeszcze nie zdążyła mnie dotknąć, ale podejrzewam, że wszystko przede mną.

    Z wymienionych punktów nie przeszkadza mi jedynie reklamowanie konkursów za pomocą banerów. Jakoś dotrzeć do ludzi trzeba, a taki banerek jeśli jest ładnie zrobiony nie jest aż tak irytujący. Za to zmuszanie do polubienia konta na FB czy dodania do obserwowanych, to już zupełnie inna bajka...

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. AnnRK - jeśli podczas edycji nie zmieniasz daty i godziny publikacji komentarza, to nic się nie dzieje. Na blogrollu aktualizowane są jedyne te posty, których prowadzący zmienili wspomnianą wyżej datę publikacji.

      Usuń
    2. Ann,
      pod warunkiem, że faktycznie dany banner jest schludny i nie razi po oczach ;)

      Na pierwsze pytanie odpowiedziała już Ola i dokładnie tak jest - póki nie majstrujesz przy dacie, nic się nie zmienia.

      Usuń
  18. Tak w skrócie: Jestem za a nawet przeciw :)
    Nie, serio, mnjie też denerwuje to zmienianie godzin i dat, albo obowiązkowe lubienie na fejsboku. Przyznam, że mój blog też ma tam konto (głupio to brzmi :P) ale nikogo nie zmuszam podczas organizacji konkursu. I to dobijanie się do wydawnictw... Do mnie sami się zgłosili, a kilka ksb wypytuje mnie ciągle "co im napisałaś w mailu? bo jest u nich taka książką, którą koniecznie chce mieć.." No żal... xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieco wyżej wytłumaczyłam się z mojego grzeszku. W moim przypadku zmiana daty nie miała żadnego związku z chęcią promocji tego samego posty. Zauważyłam po prostu, że czasami blogger nie aktualizuje blogrollów po publikacji przez niektóre osoby postów. Było tak zarówno w moim przypadku, jak i kilku innych blogów, które obserwuje. Kilkukrotnie byłam zdziwiona, że nie poinformowano mnie o nowym poście u osoby X, a tymczasem na kilku innych blogach wszystko było w porządku. Najprościej było mi eksperymentować ze swoim blogiem i stąd w niektórych przypadkach zmiana dat, chociaż starałam się to robić naprawdę rzadko.

      Kilka miesięcy temu zmieniałam datę posta po każdorazowej poprawce błędów. Wtedy właśnie Klaudyna zwróciła mi na to uwagę i dlatego właśnie przestałam to robić. Stwierdziłam przy okazji, że jest to całkowicie bez sensu. Swoje eksperymenty z uchybieniami z Blogerem również zawieszam, napisałam już bezpośrednio do administracji i zobaczymy co z tego wyniknę. Osoby, które zdążyłam zirytować - bardzo za to przepraszam.

      Usuń
    2. Olu,
      faktycznie jesteś jedną z osób, którym zwracałam na to uwagę. Natomiast są tacy, którzy w ogóle nie zaprzestali tego procederu, choć nie tylko ja pytałam ich o zasadność takich działań ;)

      Usuń
  19. Wszystko chyba, co i mnie również irytuje, najbardziej chyba właśnie weryfikacja obrazkowa... Po prostu nic dodać, nic ująć do Twojego posta...

    OdpowiedzUsuń
  20. Mnie najbardziej denerwuje weryfikacja obrazkowa. Zwłaszcza gdy czasami internet działa nie za szybko, a te obrazki nie chcą się włączyć, albo czasami nie mogę ich odszyfrować co tam pisze

    OdpowiedzUsuń
  21. 1. Nie zauważyłam, to znaczy, nie wpadłam na to, ale fakt, że czasami jedne blogi mi znikają, a inne się nagle pojawiają na wierzchu.
    2. Ostatnio zaapelowałam o to, żeby z niej rezygnować, bo gie widać i człowiek się piętnaście razy pomyli.
    3. Jeeeezusicku!
    4. Nie biorę udziału w konkursach, w których na chama trzeba kogoś polubić. Lubię, kogo lubię;)
    5. Biorę książki właściwie tylko od "jednej takiej pani", która podsuwa mi pozycje, które mnie interesują. Jeśli nie czuję się na siłach, albo odrzuca mnie od tematu, to nie biorę.
    6. Zauważyłam, że tak robi większość "masowych recenzentów". Przez trzy dupne akapity streszcza książę, a właściwie pisze, co jej/jemu wydawca podesłał, a potem może coś dorzuci z głowy. I to ma być recenzja?
    7.Ściska mnie (ale nie z zazdrości), jak po prawej stronie bloga zjeżdżam przez kilka minut i ciąg wydawnictw się nie kończy. Nawiązałam współpracę i koniec, więcej nie potrzebuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amen :)

      Z tą weryfikacją obrazkową problem jest taki, że jest ustawiona z automatu, o czym autor z reguły nie wie, bo dla niego jest niewidoczna. Mam nadzieję, że teraz każdy sprawdzi u siebie i zlikwiduje ją, a nasz świat stanie się lepszy :D

      Usuń
  22. Kurczę, Boziu, chyba po raz pierwszy nie grzeszę ;)
    A tak naprawdę, na serio Klaudyno - chylę czoła. Good job!
    Pod każdym z tych punktów mogę się podpisać obiema ręcami i nogami.

    Zanim odkryłam możliwości zawarte w punkcie 1, raz po raz wchodziłam na znajdującego się na czubku listy bloga z tym samym, niezmienionym postem i zastanawiałam się o co kaman.
    A gdy kiedyś, w początkach blogowania w swojej notce wypatrzyłam błąd aż miło, poprawiłam go i z sercem w gardle truchlałam czy aby ten sam post nie wmaszeruje przed szereg. Nie znoszę takiego sztucznego nabijania statystyk.
    Weryfikacja obrazkowa, o tak, nieraz dostaję szału gdy moja postępująca ślepota przeoczy jedną literkę, wyskoczy error, w międzyczasie komputer odmówi posłuszeństwa i całość komentarza trafi szlag :E
    Ach kiedy mam dużo do powiedzenia, równocześnie najwięcej do zrobienia. Wrócę tu jutro :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kinga,
      też obawiałam się kiedyś, że jakiś post niepotrzebnie wyskoczy mi na szczyt, podczas gdy ja tylko dodaję do niego etykietę, zmieniam rozmiar obrazka [po zmianie wyglądu bloga] itd. Na szczęście z automatu się to nie dzieje ;)

      Usuń
  23. Kreatywo, tak zapraszasz na to forum, a cały czas wyświetla mi się komunikat 'access forbidden' :(
    Dopiero po przeczytaniu tej notki dowiedziałam się o weryfikacji obrazkowej. Nikt nigdy nie zwrócił mi na to uwagi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj przez ten link: http://books.laser-graf.com/phpBB/index.php

      Czasem glt.pl ma różne problemy.

      Usuń
  24. Ja zniosę wiele, chociażby weryfikację i obserwatorów na siłę, ale jak mam napisane pod oknem komentarzy " Nie musisz się pytać, obserwuję kiedy chce i co chce. " to i tak trafi się jakaś przybłęda co mi napiszę "hej! fajny blog, obserwujemy? ;)" i w tym momencie szlag mnie trafia. Czy niektórzy są niewidomi? Jakby chociaż osoba, która chce zaprosić na bloga napisała coś z sensem. Skomentowała co jest w aktualnym poście i napisała "... może zainteresuję Cię co jest na moim blogu ... " , a nie na chama pcha w ręce link do swojego "blogaska" i wymaga, żebym ją jeszcze obserwowała.
    Zaobserwowałam to samo co pani Aleksandra. Jeśli ja nie skomentuję to i mi nie skomentują,chyba że u nich na blogu są pustki to dopiero się budzą i łazą po blogach z tekstem typu "wejdź! napisałam nową notkę! ;)" Zgroza w zęby włazi.
    Punkt 7 jest nie tylko w przypadku wydawnictw, u pewniej dziewczyny na blogu było, że w ramach współpracy dostała kosmetyki czy coś. I od razu komentarze "jak można zacząć współpracować z nimi? " itp. Pewna osoba nawet napisała "daj adres @ , chce zacząć współpracować z nimi" , mimo, że miała bloga od 3 dni i nie za specjalnie miała co zaoferować.
    U mnie na szczęście nie zdarza się ciągła zmiana godziny lub daty, najwidoczniej niektóre jeszcze na to nie wpadły ...

    Dziękuję za tego posta. Trochę się wyżyłam :)
    Pozdrawiam Zuza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, nie jest to tylko problem blogów książkowych, ale właśnie i kosmetycznych, i modowych, i wszelkich innych. Każdy chciałby dostać coś "za darmo", najlepiej minimalnym nakładem sił.

      Propozycji wymiany linków czy 'wymiany obserwatorów' [nie wiem nawet jak to nazwać :D] na szczęście nie dostaję :)

      A co do odwiedzania blogów po napisaniu notki u siebie - jest to zrozumiałe, jeśli ktoś tylko raz na kiedy zagląda do blogosfery. Macha notkę i potem zwiedza blogi, po czym znów znika na parę dni. Gorzej, jeśli robi to, kiedy jego blog przestaje być odwiedzany z jakiegoś powodu - wtedy taka nachalna lawina komentarzy u innych jest faktycznie męcząca. Zwłaszcza, że komentarze są wtedy do siebie bardzo podobne.

      Usuń
    2. Zgadzam się z Zuzanną - gdyby taka osoba napisała coś więcej niż tylko "obserwujemy?" lub "zapraszam do siebie", to pewnie zwróciłabym uwagę. Ale takie bezsensowne komentarze albo kasuję, albo po prostu nie zwracam na nie uwagi. I nie wchodzę na bloga, którego właściciel w taki sposób mi zaspamował...

      Usuń
  25. Całkowicie zgadzam się z tą wypowiedzią. Przyznaję, że nawet nie wiedziałam iz taka ciekawa dyskusja wywiązała się na naszym forum- nie śledziłam go regularnie chyba już ze dwa miesiące:(

    Mnie najbardziej irytuje weryfikacja obrazkowa- wtedy od razu rezygnuję z komentarza. Przyznaję, że jestem leniwa i nie chce mi się rozszyfrowywać tych obrazków.Cóż taka jest prawda w moim przypadku:(

    Co do innych grzeszków tez są irytujące. Ale ja zapewne tez popełniam ich wiele dlatego na niektóre rzeczy przymykam oko. Pewnie jak większość z nas- nikomu na nic osobiście nie zwróciłam uwagi. I sama takowej tez nie otrzymałam. Może to źle- bo gdybyśmy byli szczerzy(poza tymi dyskusjami oczywiście- bo i tak główni zainteresowani do nich nie zaglądają) to nasza część blogosfery byłaby lepsza.

    Klaudyna- po raz kolejny brawo za odwagę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i zapomniałam- ja bardzo lubię oglądać fotki stosików. Cieszy mnie widok nowych książek u innych. I pewnie dlatego u siebie też umieszczam takie posty.

      I co do współpracy- na początku przyznaję że byłam tym bardzo zachwycona. Brałam każda książkę która mi zaproponowano- co było sporym błędem. Teraz mam mniej czasu na czytanie i mocno ograniczyłam współpracę z wydawnictwami. Zostałam przy 4 ulubionych i tak już pozostanie. Dlaczego? Bo w pewnym momencie zatraciłam gdzieś radość z czytania.Stosy ciągle rosły, terminy goniły a ja nie miałam juz czasu na czytanie nic ponad egzemplarze do recenzji. A teraz jest mi lepiej- mam czas na książki z własnej biblioteczki, na książki polecane i pożyczane od znajomych.I tak jest mi bardzo dobrze.

      Usuń
    2. Ja akurat nigdy nie miałam problemów ze zwracaniem uwagi, zwłaszcza w przypadku powyższych grzechów. O dziwo, bardziej się krępuję wytykać błędy ortograficzne czy literówki. Mam wtedy sposób, że "normalny" komentarz dodaję osobno, a uwagę nt ortografii osobno, żeby taki komentarz autor mógł w razie czego usunąć. Nie są potrzebne tam moje uwagi, kiedy autor poprawi błąd :)

      Usuń
    3. Klaudyna świetny sposób znalazłaś.:) Zapamiętam.
      Ja bardzo sobie cenię konstruktywną krytykę- więc jak coś wal śmiało:P No ale sama często boję się odezwać, bo nie chcę żeby ktoś odebrał to jako atak...

      Usuń
  26. Znalazłam kolejny problem dotyczący konkursów. Ostatnimi czasy zaczęłam zauważać, że niektóre osoby potrafią zostawić na niektórych blogach komentarz o treści: "Kiedy zorganizujesz jakiś konkurs". Najczęściej ma to miejsce pod postami stosikowymi, a osoby zostawiające tego typu wypowiedzi, wcale się z tym nie kryją. Na całe szczęście dość rzadko spotykamy tego typu sytuacje, jednak stopniowo zaczyna wrzeć. Dwukrotnie zwróciłam na to uwagę bezpośrednio pod komentarzem takiej osoby i zobaczymy, czy czymś to poskutkuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tego to jeszcze nie widziałam...

      Usuń
    2. Ola widziałam ten komentarz i wiem dokładnie o kogo Ci chodzi. Ta sama osoba u mnie na blogu tez dopominała się o konkurs, a potem jak on już był natrętnie dopytywała się i przypominała że pora umieścić wyniki.:( Strasznie mnie to denerwuje- bo to sprawa indywidualna czy chcemy zorganizować konkurs czy rozdanie. Ale tak szczerze to w przypadku tej konkretnej osoby nie sądzę żeby zwracanie uwagi cokolwiek pomogło...

      Usuń
    3. Ja również się z tym jeszcze nie spotkałam.

      Usuń
    4. Faktycznie, zapomniałam o tym! :))) Te nagminne pytania o konkurs zauważyłam już na kilku blogach, coś strasznego!

      Usuń
    5. Coś takiego, jeszcze się na to nie natknęłam:/

      Usuń
    6. Ja też jeszcze tego nie widziałam nigdzie... bezczelność! Odpisałabym na taki tekst na pewno coś chamskiego :P ;D

      Usuń
    7. Mnie było szkoda czasu, ale odnotowałam sobie tę osobę i ją ignoruję ;)

      Usuń
    8. Magda - akurat chodziło mi bardziej o zjawisko, niż konkretne osoby. Tak, czy inaczej jest to naprawdę smutne.

      Usuń
    9. Domyślam się, że chodzi Ci o zjawisko. Ale tak szczerze mówiąc-poza tym jednym konkretnym przypadkiem nie natrafiłam na tego typu komentarze. Więc nie wiem, może to jest cecha indywidualna tej osoby a nie zjawisko i problem ogólny, który być może niedługo obejmie blogosfere.

      Usuń
    10. Szkoda, że nie widziałyście mojej miny, gdy o tym przeczytałam :-) Nic tylko czekać aż w komentarzach zostaniemy poinformowane, które książki mamy obowiązek podarować...

      Usuń
    11. Z koleżanką postanowiłyśmy podpuścić jedną taką osobę, żeby wskazała książkę, którą z chęcią widziałaby w konkursie. Oczywiście odpisała, że byłaby chętna na jakąś z książek dwóch zaproponowanych autorów.

      Usuń
    12. Jesteś już bardzo blisko genialnego pomysłu - konkurs w którym sam wybierasz sobie nagrodę z wszystkiego, co posiadam! Setka nowych obserwatorów murowana ;-)

      Usuń
    13. Pamietam kilka dni temu na jednym z blogów napisałaś panience co myślisz o takim namolnym pytaniu, i bardzo dobrze.

      Usuń
    14. alison2 - myślę, że tego typu konkursy byłyby idealnym rozwiązaniem. Najlepiej jeszcze, gdyby ilość nagród była nieograniczona.

      anetapzn - no troszkę mnie tam poniosło...

      Usuń
    15. Lena jeśli wcielisz w życie, zażądam prowizji w postaci 10 procent wystawionych do konkursu książek ;-)

      Usuń
    16. masz to jak w banku... ;)

      Swoją drogą intryguje mnie jeszcze inne zjawisko, które dotyczy wymiany książek. Być może nieco ono nie pasuje do tego wątku, jednak zauważyłam, że sporo osób podczas wymiany, kieruje się objętością książki. Miałam kilka sytuacji, w których osoba żądała dwóch książek, w zamian za jedną ofiarowaną przez nią, bo jej ma X stron, a ta ode mnie tylko połowę mniej.

      Doszło do tego, że wiele osób zaczęło się tym teraz przejmować. na LC wymieniłam się z jedną użytkowniczką na dwie książki, na których mi zależało. Suma sumarum, gdy przesyłki dotarły na miejsce, owa dziewczyna napisała do mnie z lekkim poczuciem winy, bo nie wiedziała, że te książki ode mnie kilkukrotnie przewyższają gabarytem te od niej. Przy okazji zapytala, czy może to jakoś zrekompensować. Dodam jeszcze, że napisała do mnie w tej kwestii, ponieważ już kiedyś nadziała się na podobne podejście do tego typu spraw.

      Jak dla mnie patrzenie na ilość, a nie jakość książki jest trochę śmieszne, jednak coraz częściej spotykane. A wy co sądzicie na ten temat?

      Usuń
    17. Jeszcze się z czymś takim nie spotkałam - według mnie to jest co najmniej chamskie...

      Usuń
  27. W stu procentach zgadzam się z Kingą. Klaudyno- ja również chylę czoła. Każdy napisany przez Ciebie grzech jest bardzo zauważalny na blogosferze. Niestety muszę się przyznać, że podobnie jak Ty również zaobserwowałam spadek liczby komentarzy na moim blogu w przypadku gdy przez kilka dni nie mam na nic kompletnie czasu i nic nie komentuje u innych. Trochę to smutne. Mnie najbardziej jednak denerwują głupie komentarze zachęcające do odwiedzenia jakiegoś bloga. Żenada. Na samym początku prowadzenia bloga miałam 15 obserwatorów i nie przeszkadzało mi to. Nie przypominam sobie również, żebym zasypywała kogoś komentarzami w stylu: "Ciekawa książka. Wejdź do mnie." Teraz coś takiego jest nagminne.
    Zaś co do proszenia innych o kontakty do wydawnictw i treść maili jakie powinno się im wysłać mam jedno słowo. Żenujące. Myślę jednak, że nie ma co się rozwodzić nad takimi tematami tylko dać jasno do zrozumienia takiej osobie, że jeśli sama nie potrafi znaleźć sobie maila na internecie, a założenie bloga miało służyć tylko darmowym książkom niech zastanowi się nad prowadzeniem bloga.

    Pozdrawiam,
    Stayrude (Kasia Synal)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jakoś w ogóle nigdy nie zwracam uwagę na obserwatorów. Ani nie liczę ich u siebie, ani u innych. I klikam u innych tylko przypadkiem, jak mnie najdzie, bo ważniejsze jest dla mnie dodanie linku do listy odwiedzanych blogów, niż do listy obserwowanych, bo z tej w ogóle nie korzystam.

      Usuń
    2. To też interesujące spostrzeżenie, które ostatnio mnie zainteresowało. Raz, że właśnie brak komentarzy moich u innych sprawia, że u mnie robi się pusto, a dwa - doświadczenie przeprowadzone dwukrotnie i się sprawdziło - jak nie podaję oceny książki, to automatycznie mniej osób w ogóle interesuje dana recenzja. A to pozwala przypuszczać, że najczęściej komentarz bierze się stąd, że podana ocena jednoznacznie określa status książki, a nie ważne już, co napisałam w samej recenzji. Kilka razy miałam recenzję z oceną np 4/6, gdzie książka nie była w moim guście, ale nie oznaczało to, że jest gniotem - czytałam potem komentarze "mnie tez się bardzo podobała". WTF?! czy ja gdzieś napisałam, że mi się ta książka podobała????????

      Usuń
    3. Znam to, znam doskonale! :)
      Ludzie czytają wyrywkowo, posiłkują się oceną, a potem nagle piszą coś zupełnie sprzecznego z moją opinią, którą rzekomo popierają.

      Usuń
    4. Trafiłam gorzej. Jedna z blogerek zjechała książkę od góry do dołu,nawet ocena była niska, a w trzech pierwszych komentarzach była napisane "Super, z chęcią przeczytam" itd. Byłam w takim szoku, że musiałam raz jeszcze przeczytac całą recenzję, aby upewnic się, że coś mi nie uciekło! Dramat!

      Usuń
    5. Również się z czymś takim spotkałam!

      Chociaż np. kiedyś zdarzyło mi się przeczytać krytyczną opinię o jakiejś kontrowersyjnej książce i uznałam wtedy, że z ciekawości do niej zajrzę, ale wtedy swój wybór 'na pewno przeczytam' stosownie uzasadniłam :)

      Usuń
    6. Ważne, że nie napisałaś "super, że Ci się podobało" przy ostrej krytyce ;P
      Ludzie zadziwiają nieustannie.

      Usuń
  28. O mamo, chyba zdarzyło mi się kilkakrotnie nagrzeszyć w punkcie 4... Czuję się teraz lekko zażenowana, więc akurat tego punktu komentować nie będę, za to co do innych dorzucę swoje trzy grosze.
    Nie miałam pojęcia, że aktualizacjami można przesuwać swojego bloga na listach, ale teraz rozgryzłam jedną oglądaną przeze mnie blogerkę, która niemal codziennie rano pojawia się na pierwszym miejscu, mimo że jej post czytałam już poprzedniego dnia...
    Co do pisania "laurek" wypowiadałam się dzisiaj nawet na ten temat w komentarzu na jednym z blogów. Sama staram się pisać szczerze, w końcu podpisuję się pod daną opinią i byłoby mi zwyczajnie wstyd zachęcać ludzi do czytania jakiejś słabizny. Ostatnio nieco się zdziwiłam, bo dostałam pewien kryminał do przeczytania. Okazał się gniotem i cóż, mogłam wystawić jedynie 2/6. Ale jakie było moje zdziwienie, gdy potem poszukałam w necie i znalazłam entuzjastyczne zachwyty nad książką i kunsztem pisarskim autora, który według mnie okazał się zwykłym grafomanem.
    I jeszcze słówko na temat zachęcania do odwiedzin nowo powstałego bloga. Miałam ostatnio przykład ekstremalny. Mój blog ma stronę na FB i wrzucam na nią linki nowych postów. Niedawno pod takimi notkami na FB znalazłam wpisy innej dziewczyny "nowy wpis zapraszam http://@@@.blogspot.com/". TO już było prawdziwe przegięcie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hhah, miałam kiedyś podobny przypadek u siebie na fejsbuku :) Ale zwyczajnie ignoruję takie nachalności.

      Co do książek - tak już jest. To tak, jak z komentarzami na Allegro - ludzie boją się wystawiać negatywy, by nie dostać podobnego w odwecie. Efekt jest taki, że pałęta się tam pełno oszustów i naciągaczy.

      Usuń
    2. Niestety tak to już jest, jak sama powiedziałaś. naprawdę jestem pod wrażeniem tego, jak trafnie wypunktowałaś największe błędy blogerskiego światka. Nie działam tu zbyt długo, niedługo minie 6 miesięcy i na początku popełniałam różne błędy, ale zauważyłam, że im dłużej tu jestem, z tym większym dystansem do tego podchodzę. Na początku też bałam się nieco nadmiernie skrytykować jakąś książkę od wydawnictwa, teraz mi to szczerze mówiąc wisi i powiewa, trzeba pisać w zgodzie z samym sobą :)

      Usuń
    3. Ja tez w punkcie 4 troszkę mam na sumieniu, ale nie aż tak bardzo - organizując konkursy nigdy nie mówiłam, że ktoś musi mnie obserwować, czy to na blogu, czy gdziekolwiek, bo to bez sensu. Ale prosiłam o wklejenie banerka - nie obowiązkowo, ale dla chętnych. To nigdy nie był warunek wygranej - po prostu im więcej osób dowiedziało się w ten sposób o konkursie, tym ciekawsza rywalizacja. Niemniej teraz będę miała na uwadze, że nie każdy lubi banerki - obiecuję poprawę ^^

      Usuń
    4. Widzisz - 'dla chętnych' to jednak coś innego, niż 'podstawowy warunek'. Póki ktoś nie stawia chorych wymagań, niech robi co chce - dobrą wolą biorącego udział w konkursie jest to, czy wstawi u siebie taki banner czy nie :)

      Usuń
  29. I jeszcze chciałabym dodać - VIDEORECENZJE!!! Kto to wymyślił?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, a ja lubię videorecenzje - tzn. u zagranicznych blogerów, bo dzięki temu słucham o książkach i uczę się języka :)

      Usuń
    2. Pewnie ktoś bardzo próżny, kto chciał się pokazać przed kamerką :P

      Usuń
    3. Szczerze przyznam, że recenzję wolę czytać, niż słuchać, dlatego jestem na nie - drażni mnie to.

      Usuń
    4. Jeszcze nie widziałam takiego "dziwu"...

      Usuń
    5. A ja lubię taki recenzje do słuchania i oglądania:P Zwłaszcza u Balianny. Podziwiam takie osoby- bo ja nie potrafiłabym tak składnie opowiedzieć swoich wrażeń po lekturze książki.
      Zagraniczne videorecenzje też oglądam aby się obyć i osłuchać z językiem-podobnie jak Klaudyna.Traktuję to jak oglądanie filmów bez polskiego lektora i napisów he he

      Usuń
  30. Nie będę się produkować, bo na bieżąco brałam udział w dyskusji na forum, ale muszę Ci pogratulować, że chciało Ci się ująć to wszystko w taką wspaniałą notkę na blogu. *bije brawo*
    *bije brawo*
    *wciąż bije brawo*

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;-)

      Dziękuję! Faktycznie chciałam zebrać wszystko, o czym pisaliśmy na forum. Temat i tu, i tam rozrósł się dosyć poważnie.

      Usuń
  31. Po pierwsze - świetna dyskusja, do której z chęcią się włączę.
    Wskoczę od razu w poruszony przez Tirideth temat "Ale jeśli chcemy, żeby nas ludzie czytali i doceniali - zastanówmy się, czy sami siebie byśmy czytali. Tak obiektywnie ;)". Zadaję sobie to samo pytanie ciągle. Zarówno pod względem treści, jak i wyglądu.
    Mam wykształcenie polonistyczne, i zwracam uwagę na jakość tekstów, taka językową. Miałam okazję czytać kilka "paskudnych" recenzji, gdzie zdanie w połowie zmieniało swoją strukturę i wychodziła dziwna zlepkowata paplanina, z której dodatkowo nic nie wynikało. Musze zaznaczyć, że to nie jest tak, że jestem nieomylna i nie "walę baboli" sama - poprawianie siebie jest najgorsze. Tylko czasami zastanawiam się, czy osoby, które piszą tak mało spójnie, nie robią tego właśnie dla darmowych książek?
    Jako blogerka raczkuję (kolejny raz), mając pod nosem kilka bibliotek, nie widzę powodu, dla którego muszę koniecznie mieć współpracę z wydawcami. I teraz trochę hipokryzji, książki do recenzji dostaję z portalu Unreal Fantasy, z którym współpracuję już kilka lat, a bloga potraktowałam jako bardziej subiektywny punkt widzenia, gdzie nie będę się bała napisać luźnego tekstu "Dlaczego czytam Harlequiny". Cóż, traktuję moją "Trzecia Stronę Lustra" jako moje małe królestwo, gdzie mogę nieco więcej.
    I tradycyjnie odbiegam od tematu - bywam straszna gadułą.
    Wracam więc na tor. Chyba najbardziej boli mnie u blogerów zmienianie godzin i dat. Denerwuje mnie, gdy co chwila ten sam blog, z ta sama notką ląduje mi na początku listy.
    I zdecydowanie, gdy widzę n-tą recenzję tej samej książki bywam zawiedziona - bo chciałabym przeczytać o czymś "nowym".

    Pozdrawiam wszystkich ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnośnie kilkudziesięciu recenzji jednej książki - mnie też to irytuje, ale sama nie jestem bez winy. Po prostu decydując się na tę a nie inną książkę nie kieruję się jej popularnością, lecz faktem, że wpasowuje się w mój czytelniczy gust. Tak było np. z powieścią "Skrzydła z Delft" czy "Cień gejszy". Przyznam, że odechciewa mi się pisać na temat takiej popularnej książki cokolwiek, kiedy widzę dziesiątki podobnych opinii, ale z drugiej strony nie będę rezygnować ze świetnej książki tylko dlatego, że oprócz mnie podoba się ona jeszcze co najmniej kilkunastu innym blogerom...:/

      Usuń
    2. Isadora,
      też nie lubię pisać o książce, którą przede mną przerobiło kilkunastu/kilkudziesięciu blogerów w jednym tygodniu. Ale czasem akurat tak się trafia i nic się nie poradzi - kiedyś dany tytuł zrecenzować trzeba, a że akurat zdobył wielką popularność, to już nie wina blogera ;)

      Kali,
      masz rację - nie ma nic gorszego, niż poprawianie samego siebie. Magisterkę swoją znam na pamięć, poprawiałam ją kilkanaście razy, a po wydrukowaniu i oprawieniu i tak znalazłam parę baboli. Swoje błędy wyłapać trudno, kiedy zna się tekst zbyt dobrze :)

      Błędy ortograficzne/stylistyczne czy inne u blogerów to temat dobry na kolejną wielką dyskusję. Raz zresztą był już poruszony, ale większość oburzała się, że mamy prawo pisać tak, jak chcemy. Niby tak, ale obowiązują pewne zasady 'przyzwoitości', jeśli chce się być 'recenzentem' ;)

      Usuń
    3. Isadora,
      ja miałam również podobną sytuację z książką "Skrzydła nad Delft". Gdy do mnie dotarła były może ze dwie jej recenzje (tyle czytałam), a gdy ja już chciałam pisać swoją, nagle w blogosferze się zaroiło od opinii na temat tej książki. Ale cóż - zrecenzowałam, no i tyle ;))

      Usuń
  32. Uff, na żadną wadę się nie łapię :) I też mnie wkurzają, najbardziej konkursy w których trzeba dodać blog do obserwowanych - nigdy nie biorę udziału w takich konkursach, dla mnie to żenujące: kolekcjonowanie fanów dla samej tylko ikonki czy o co chodzi???
    Mnie osobiście OKROPNIE drażnią błędy w recenzjach. Jak ktoś pisze o literaturze, to niech nie kaleczy przy tym języka! I bezmyślne komentarze, byle tylko zostawić ślad... I ogniskowanie całego bloga wokół współpracy z wydawnictwami.

    A z tymi aktualizacjami, to nie miałam pojęcia, czemu niektóre posty wskakują na górę. Sama czasem poprawiam literówki po fakcie i się zawsze zastanawiam, czy też się tak dzieje? Zaczęłam już poprawiać tuż przed zamieszczeniem nowego posta, żeby nie wprowadzać ludzi w błąd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli nie zmienisz ręcznie godziny, to podczas edycji posta nic się nie zmienia i post nie wyskakuje na szczyt :)

      A w konkursach tego typu również nie biorę udziału. Szkoda czasu.

      Usuń
    2. I jeszcze po doczytaniu dyskusji chciałam się podpisać pod opinią orchiss: smutne są blogi, na których znajdziemy książki wyłącznie od wydawnictw, wyłącznie nowości. Jak jeszcze wszystkie pozytywnie ocenione (pozytywnie to powiedzmy od 7/10 w górę), to już w ogóle nie zaglądam w takie miejsce. Po takich polecankach pluję sobie w brodę, że zmarnowałam czas, jeśli nie daj Boże sięgnę po jakąś książkę.

      Usuń
    3. Książkozaurze, po tym co powiedziałaś, aż mi się zrobiło głupio. Moje trzy ostatnie recenzje to tylko te od wydawnictw, bo nie miałam czasu napisać o żadnej innej, a tu jednak zobowiązania... :)

      Usuń
    4. Książkozaurzyco - Ty się na pewno do tych blogów nie zaliczasz :) Twojego bloga czyta się z ogromną przyjemnością :) Oficjalna, publiczna pochwała :)

      Usuń
    5. Ja tez czuję się zawstydzona :( Ech u mnie też prym wiodą recenzję książek od wydawnictw. Bo zwyczajnie nie mam czasu na czytanie innych książek. Własnie dlatego ograniczyłam ostatnio współprace z wydawnictwami- zrezygnowałam z kilku zostawiając tylko te ulubione. Bo brak mi czytania książek z własnej biblioteczki- zwłaszcza,że ciągle dokupuję nowe książki(korzystając z kuszących promocji) a nie mam czasu na ich czytanie. Dlatego gdy wywiążę się z zaległych zobowiązań będzie u mnie więcej recenzji książek własnych.

      Usuń
    6. U mnie też najwięcej recenzenckich... na swoją obronę mam to, że sama je sobie wybieram i w przeważającej części są to pozycje, które i tak miałam zamiar przeczytać:)

      Usuń
    7. Każdy pisze o czym mu się podoba - ja tylko mówię, że osobiście wolę blogi, na których obok nowości znajdzie się coś starszego, niereklamowanego, oryginalnego. Wiadomo, że łatwo dojść do momentu, w którym książek od wydawnictw jest tyle, że na nic innego nie starcza czasu. Mnóstwo blogerów wpada w taką pułapkę i właśnie szkoda.

      orchisss, bardzo Ci dziękuję, zarumieniłam się :)

      Usuń
    8. Isadora, ale u Ciebie to są bardzo różne i często mniej znane książki, to zupełnie co innego niż przewijające się wciąż na wszystkich blogach popularne tytuły. Poza tym oceny są rzetelne, recenzje wyczerpujące i ciekawie napisane - naprawdę nie ma na co narzekać :)

      Usuń
  33. Znakomita dyskusja się tu rozpętała i chyba oczyszczająca atmosferę. Jako jeden ze "świeżaków" mogę tylko potwierdzić, że wiele blogerzy wielu z poruszanych kwestii naprawdę nie są świadomi. Sama niedawno wyłączyłam na swoim blogu weryfikację obrazkową, będąc święcie przekonana, że przecież u mnie jej nie ma, dopóki ktoś życzliwy nie zwrócił mi na to uwagi... a sama klnę w żywy kamień, kiedy zmuszona jestem wypełniać piętrowe formularze, by napisać coś, co mam na duszy. A zdarza się, że są to nie tylko hieroglify, ale i pięć rubryczek z podawaniem strony, adresy mailowego itp. Prawdę mówiąc, często mi się wtedy odechciewa cokolwiek komentować.

    Odnoszę wrażenie, że jest w blogosferze coś w rodzaju towarzystwa wzajemnej adoracji, blogerów wpadających na sekundę, by napisać "nie dla mnie" albo "muszę koniecznie przeczytać", z premedytacją oczekujących tego samego pod ich sztampowymi reklamami książek (słowo recenzja po prostu nie chce przejść mi przez klawiaturę...). Na początku mego blogowego szału nawet brałam w tym udział, ciesząc się z każdego, najgłupszego komentarza, ale z czasem obraz mi się wyostrzył i wykrystalizowały osoby, których opinie naprawdę cenię, a recenzje czytam z przyjemnością. Po innych nawet już mi się nie chce prześlizgiwać, bo po piątej takiej samej zawierającej achy i ochy po prostu nie mam siły i ochoty. I wcale nie chodzi mi o to, by na siłę krytykować, ale o własne zdanie. A mało kto je ma.

    Ja wciąż się uczę, pewnie sama nie jestem bez grzechu, dlatego z ożywieniem śledzę tę polemikę:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest właśnie ten problem, że weryfikacja obrazkowa jest ustawiona automatycznie, ale w ten sposób, że sam autor bloga jej nie widzi, więc pozostaje tylko zwracanie uwagi przez kogoś ;)

      Co do komentarzy - temat rzeka, każdy początkujący bloger cieszy się, kiedy ktoś do niego zagląda, ale z czasem te bezwartościowe 'komęciki' stają się naprawdę problemowe.

      Usuń
    2. no ja stara wyjadaczka niby, dzisiaj, po Twojej notce zajrzałam do ustawień i co ja widzę: weryfikacja włączona. Cyk, popiół na głowę, wyłączyłam, grzeszyć więcej (w tym aspekcie) nie będę :)

      Usuń
  34. Ojej! Coś czuję, że teraz zaserwuję potężny komentarz ;P
    Grzech 1 spotkałam dotychczas jedynie u jednej blogerki - właściwie mi on nie przeszkadza, a jedynie zastanawia.
    Z grzechem 2 natomiast sprawa wygląda już zupełnie inaczej. Oszalec można od tych dziwnych krzaczków! W początkowej fazie prowadzenia bloga nie zdawałam sobie sprawy, że coś takiego mam włączonego, jednak gdy tylko się zorientowałam posłałam krzaki w diabły! Sama życia sobie nie ułatwiłam, jednak innym zapewne - dlatego ładnie proszę: wyłączcie je!
    3. mnie irytuje, jedna zdaża mi się rzadko (I chwała!). Niestety w takich przypadkach nie umiem się pochamowac i odwiedzam blogera, aby powiedziec mu co myślę o jego "komentarzu". Najgorsze, że taki spam trafia również do mnie na maila. Przykładowo napisała do mnie dziewczyna (z grzeczności nie podam nicku) z prośbą abym polecała moim czytelnikom jej bloga, gdyż dopiero zaczyna, a co za tym idzie nie ma wyświetleń. Prosiła także o dodanie jej "tworu" do obserwowanych i listę blogów, choc sama ze swojej strony nic z tych rzeczy nie zrobiła - o to akurat mi się specjalnie nie rozchodzi. Zadziwiają mnie takie osoby!
    Odnośnie konkursów ośmielę się miec jednak inne zdanie (Zapewniam, że nie organiuzuję konkursu - żeby nie było, że się bronię). Zazwyczaj zamieszczane po blogach bannery sprawiają, że trafiam na świetne i później na nich zostaje. Wbrew pozorom nie jest nas wcale tak mało i przez rok nie udało mi się jeszcze poznac, czy nawet odwiedzic wszystkich blogów o książkowej tematyce.

    Z egzemplarzami recenzyjnymi jest już zupełnie inna zabawa. Jednak wszystkim mogę potwierdzic, że jeszcze żadne wydawnictwo nie zerwało, ani nawet nie miało do mnie pretensji o to, że nie wystawiłam ich książce wysokiej oceny.

    Na koniec dodam, że niestety znam jeszcze inne "grzechy blogerów". Przy większości nie dowierzam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałam - temat się jeszcze nie wyczerpał, na forum wskazane były jeszcze inne grzechy, ale jeśli masz kolejne propozycje - dawaj śmiało, podyskutujemy :)

      Co do konkursów - jeśli przyjmiemy, że bannery są okej [ale tylko pod warunkiem, gdy ich umieszczenie nie jest obowiązkowe], to w porządku, ale wciąż pozostają chore wymogi typu "obowiązek dodania do obserwowanych" albo "polecenia bloga pięciu osobom". To jest naprawdę wybitnie słabe.

      O weryfikacji nie każdy wie, więc mam nadzieję, że ta dyskusja otworzy im oczy.

      A podobną prośbę o reklamowanie cudzego bloga też dostałam, ale całkowicie zignorowałam. Nie mam czasu na pierdoły ;)

      Usuń
    2. Oczywiście zgadzam się z tobą z tymi konkursami, obserwatorami i lajkami! A polecenie 5 osobą?! Co to w ogóle ma znaczyć?

      A z tymi innymi grzechami miałam na myśli nowy blogowy trend: zamieszczanie postów, jak udało się wyłudzić nowe współprace, pochwalić się ile wydawnictw im odpisało na maile, a ile nie i oczywiście jakie książki im przyślą. Nie mówię, że czymś złym jest zamieszczanie na w zakładkach, czy gdzieś tam informacji o współpracy, a jedynie, że drażnią mnie tego typu posty pojawiające się u mnie na blogrollu.

      PS. Świetny wątek - zapraszam do mnie ;) Muhahahahaha ;]

      Usuń
    3. O rany, dobrze, że jeszcze się na coś takiego nie natknęłam :D Może dlatego, że ostatnio przez Euro i pisanie magisterki byłam mniej aktywna w blogosferze ;)

      Usuń
    4. Tylko pozazdrościc!
      Pierwszy tego typu post potraktowałam dośc łagodnie i nawet grzecznie pogratulowałam, w końcu cześć z nas jest jeszcze bardzo młoda - zarówno w sensie blogowym, jak i wiekowym - dlatego dużo rzeczy przepuszczam przez palce. Zaraz później jednak pojawiały się następne i następne. Dochodziło nawet do 2-3 na dzień tego typu postu. Swoją drogą zastanawia mnie, czym w takim wypadku kierują się wydawnictwa.

      Aaa i bym zapomniała. Pisałam, że odnośnie negatywnych recenzji nie miałam nieprzyjemności, jednak zdarzyło mi się coś zupełnie innego. Jedno wydawnictwo zerwało ze mną współpracę, gdy nie chciałam zgodzić się na przesłanie wpychanej na siłę książki. Na szczęście takie sytuacje są rzadkie.

      Usuń
    5. O rany, takiego wciskania ludziom książek nie lubię, nie popieram i nie rozumiem. Kiedy takowe dostaję, a mnie nie interesują, traktuje je jak prezent i nie czuję się zobowiązana recenzować.

      Usuń
    6. A ja znowu niekoniecznie się zgodzę ;-) Dla osób, które prowadzą bloga nieco dłużej i od dawna współpracują z wydawnictwami jest to może trochę irytujące ale np. ja osobiście dokładnie pamiętam jak się czułam, gdy zupełnie niespodziewanie napisał do mnie autor książki, bo na którymś blogu wypatrzył mój komentarz, w którym napisałam, że bardzo chętnie zapoznałabym się z jego twórczością. Na blogu tego co prawda nie obwieściłam ale już chwilę później pisałam maila do rodzeństwa by z kimś podzielić się moją radością. Gdy widzę takie notki, wychodzę z założenia że to też taki przejaw radości i po prostu cieszę się z ich właścicielami - że zostali docenieni i że będą mieli okazję poznać ofertę nowych wydawnictw. Uważam że akurat tego typu rzeczy to już prawo właściciela bloga, tak samo jak chwalenie się stosami czy nagrodami - kto tego nie lubi, niech po prostu te posty omija.

      Usuń
    7. Miałam tak samo jak Gosiarella- na siłę wciskano mi książkę której nie chciałam. Raz się zgodziłam, przeczytałam i zwyczajnie zjechałam w opinii. Wysłałam link i nawet chcieli dać mi kolejna książkę, nawet zapytali co bym chciała. Więc odpisałam co- i odpowiedź, że tą pozycję chcą akurat wszyscy blogerzy więc proponują mi tą i ta pozycję;/ Odpisałam, że nie dziękuję w takim razie bo szkoda mi marnować swój ograniczony mocno wolny czas na czytanie czegoś co mnie nie interesuje. Od tamtej pory cisza- zero odpowiedzi na moją wiadomość. Uznałam współpracę za zakończoną i nawet nie żałuję- bo braku szacunku nie trawię. A to ewidentnie był brak szacunku.

      Usuń
    8. alison2 ja także bardzo się cieszę, gdy ktoś mnie wypatrzy, czy nawiąże współprace, bo to naturalne. Niestety argument "kto tego nie lubi, niech omija" można zastosować do każdego z wymienionych poniżej grzechów. Nie lubisz, gdy blogerzy wypisują Ci komentarze lub maile z prośbą o promowanie - omiń lub usuń wiadomość, to wiadomo. Jednak skoro jesteśmy przy temacie blogowych grzeszków, to zwracamy na nie uwagę. Wiadomo, że to sprawa indywidualna. Ja z niektórymi wyżej wymienionymi się nie zgadzam i też to zaznaczam:)

      Z głową w książce - Do mnie też po tym incydencie przestali się oddzywac. Właściwie nie byłam specjalnie zaskoczona, bo jakby nie patrzeć na moje miejsce jest sto innych osób. Co ciekawe potraktowało mnie tak jedno z wydawnictw bardzo dobrze oceniane przez blogerów pod względem współpracy.

      Usuń
  35. Wymieniłaś prawie wszystko co denerwujące w blogosferze, ale o pierwszym punkcie nie miałam zielonego pojęcia. Myślałam, że aktualizowane posty nie wyświetlają się jako nowe i u góry ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaktualizowane nie. Chyba, że ktoś majstrował przy dacie i godzinie ;)

      Usuń
  36. Mnie też zaskoczył punkt pierwszy. Nie zwróciłam nawet uwagi, zdarza mi się znaleźć błąd, czy coś, i wtedy oczywiście poprawiam, ale rozumiem, że jak nie zmieniam nic w dacie i godzinie, to "winduję" sztucznie bloga wyżej?

    Na pewno kwestie, o których piszesz są irytujące mniej lub bardziej. Staram się selekcjonować blogi, które mam w czytniku rss i tyle. O niektórych z nich dowiedziałam się w ogóle właśnie z komentarza pod jakąś notką. Komentowanie, nawet takie "przeczytam / nie przeczytam" mnie nie mierzi. Na pewno jest to jakiś sposób promowania bloga' Kiedy pojawia się tego typu komentarz, rzucam po prostu okiem na takiego bloga, i jeśli jest interesujący, obserwuję. Jeśli nie, to nie. Odkąd nie komentujemy innych regularnie, liczba komentarzy u nas spadła. Było to dla mnie od początku oczywiste, blogowanie funkcjonuje troszkę (nie zawsze oczywiście) na zasadzie "scratch my back, and I'll scratch yours", ale tak chyba było, jest, i będzie :) Ja tam nie zamierzam szarpać sobie tym nerwów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miało być "nie winduję" oczywiście!

      Usuń
    2. Bez obaw - póki nie kombinujesz z datą i godziną, nic się nie dzieje :)

      Czasem dzięki komentarzom faktycznie można trafić na ciekawy blog, ale z reguły ci, którzy zostawiają marnej jakości komentarze nie mają wybitnych blogów ;)

      Usuń
  37. O, dziękuję za wyjaśnienie mi, dlaczego kilka razy dziennie wyskakują mi na szczycie listy te same blogi, skoro powinna się ona automatycznie aktualizować. Głupia ja, myślałam, że to błąd strony, a nie tani chwyt blogerów. ;) Co do weryfikacji obrazkowej to zlikwidowałam ją natychmiast, jak tylko zorientowałam się, że coś takiego u mnie istnieje. Mi to przeszkadza, często zniechęca do napisania komentarza, dlatego postanowiłam nie utrudniać pisania innym. Odniosę się jeszcze tylko do punktu 5, bo tak na szybko piszę ten komentarz, a chętnie rozpisałabym się nieco więcej, jednak czasu brak. Faktycznie jest to dosyć denerwujące zjawisko, szczególnie, że nie wiadomo czy ufać takiej recenzji, czy może jednak nie. Według mnie jednak jest to kwestia sumienia danych osób, które takie laurki popełniają, ja się czuję szczęśliwa, że tego nie robię. Miałam przygodę z pewnym wydawnictwem, które po wysłaniu mi jednej książki (pierwszej i ostatniej :D) oraz otrzymaniu ode mnie niezbyt pochlebnej recenzji zwrotnej, uprzejmie podziękowało za dalszą współpracę. Nie czuję się zła, rozżalona ani smutna, napisałam to, co myślałam i naprawdę czułam. Troszkę szkoda, że wydawnictwo nie potrafiło przyjąć tej recenzji "na klatę", bo jak sama napisałaś, nie wszystkim dana książka będzie się podobać, ale cóż... Trudno. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam podobną sytuację z jednym wydawnictwem, o czym przypomniałam sobie dopiero przed paroma minutami. Jakoś nie żałuję, po co mam współpracować z tak wybitnie nieprofesjonalnymi ludźmi?

      Usuń
    2. Hehe, ja w takiej sytuacji dostałam obrażalskiego maila, że zniechęcam ludzi do czytelnictwa xDDD

      Usuń
  38. Ja dodam do tej listy cytaty z kodeksu karnego na temat praw autorskich i groźby odpowiedzialności karnej. Bardziej to śmieszne niż straszne przy takiej popularności blogosfery z recenzjami. Zwłaszcza w połączeniu z kilkoma kontami na portalach recenzenckich gdzie pojawiają się te same recenzje.

    To samo tyczy się zasad komentowania na danym blogu. Komentarze są dla czytelników a nie dla blogera! Jeśli coś mu się nie podoba może komentarze moderować albo je zablokować. Nawet wklejanie linków w komentarzu jest dla blogera niegroźnie, one są nieklikalne i niewidoczne dla robotów google a najczęściej informują o pojawieniu się nowej twarzy w blogosferze ;)

    Obydwa zjawiska, specjalne zasady i fochy po ich złamaniu świadczą o niezrozumieniu zasad jakimi rządzi się internet :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo to komentarz świadczy o blogerze - czasem mam wrażenie, że próbując obskoczyć jak największą ilość blogów kopiuje i wkleja te same lakoniczne komentarze z serii "przeczytam na pewno":)

      Usuń
    2. Czasami trudno napisać długi komentarz o książce której się nie czytało i nie zna się autora. Jeśli recenzja i książka mnie interesują zostawiam coś jakiś znak po sobie, często właśnie lakoniczne "przeczytam" ;)

      Robię to po to, żeby blogerowi było miło, żeby miał znak, że ktoś przeczytał jego tekst. Czasami od razu daję książkę do listy zakupów ale najczęściej notuję w pamięci. Może mi się przypomni jak zobaczę okładkę w bibliotece ;)

      Może się zdarzyć, że nigdy nie trafię na tą książkę albo o niej zapomnę ale to chyba nie grzech ;)

      Usuń
    3. Jasne, mnie też się to zdarza - zwłaszcza, jeśli recenzja jest wyczerpująca i rzetelna, a książka budzi moje zainteresowanie - w końcu trzeba docenić czyjś wysiłek; chodzi mi o nagminne komentarze tych samych, konkretnych osób:)

      Usuń
  39. Hihi, wielu ciekawych rzeczy tu się dowiedziałam i muszę przyznać, że wiele elementów bardzo mnie zaskoczyło.
    Przede wszystkim rozbawiła mnie informacja o osobach dopominających się o konkursy. serio, są takie? co za tupet trzeba mieć ;)
    nigdy nie zauważyłam tez żeby ktoś specjalnie zmieniał datę publikacji posta...
    Co do komentarzy to najbardziej nie lubię "raczej nie dla mnie", "Nie przeczytam". Zawsze wtedy mam ochotę odpisać: "to po co to piszesz?" ;)
    Co do ocean blogerów to osoby wiecznie wystawiające 4/5, 5/5 już dawno straciły dla mnie jakąkolwiek wiarygodność. Nie ufam tez tym recenzentom, którzy potrafią dzień w dzień publikować 2 lub 3 recenzje. Nawet zakładając, że czytają super szybko, to chyba mają jeszcze jakieś życie codzienne no i samo napisanie posta tez zajmuje trochę czasu - coś mi tu zdecydowanie nie gra... nie chcę tu rzucać oskarżeń, ze nie czytają recenzowanych książek, ale dziwny trafem wszystkie recenzje są bardzo ogólnikowe i napisane według stałego schematu, na podstawie informacji, które można wyczytać z okładki...
    Co do mniejszej ilości komentarzy po książkami nie należącymi do nowości czy klasyki to raczej się z tym nie zgadzam; ostatnio sporo szperam i wyszukuję w mojej biblioteczce pozycje nieco zapomniane, mniej rozreklamowane i wcale nie zauważyłam spadku ilości komentarzy. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że posty te cieszą się większą popularnością niż recenzje świeżynek. :)
    Klaudyno, świetny pomysł miałaś z tym postem, zwłaszcza, ze każdy może prześledzić te punkty i sprawdzić czy przypadkiem nie jest jednym z grzeszników. Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Futbolowa- świetny pomysł na dyskusję!

    1. Cieszę się, że ktoś w końcu napisał o zmienianiu daty w postach. Na początku swojego pisania na Bloggerze, gdy to zauważyłam, to myślałam, że może to wynik jakieś ważnej aktualizacji i czytałam wpis jeszcze raz. Po kilku takich przypadkach zrozumiałam, o co chodzi i byłam wściekła. Po co korzystać z takich sztuczek? Nie lepiej pisać więcej wartościowych postów, by być na tym upragniony szczycie blogrolla?

    2, 3. Kolejny równie ważny temat. Nieraz nie mam czasu komentować,więc gdy widzę: "wpisz kod z obrazka", to nieraz rezygnuję z komentowania, bo nie mogę rozszyfrować tych znaczków. A co do komentarzy, często komentuję: "planuję przeczytać", "przeczytałam i książka mi się podoba", itd. Chcę pozostawić jakiś ślad, że byłam i, co ważniejsze, przeczytałam posta. Nigdy jednak nie pisałam "zapraszam do mnie", gdyż uważam to za "trochę" nachalne.

    4. Z tymi konkursami- masz rację. Wolę pójść do sklepu i kupić książkę niż spełniać tysiąc warunków uczestniczenia w losowaniu. Nie widzę sensu ze sztucznym tworzeniem obserwatorów. Co z tego, że ktoś doda Cię do obserwowanych, skoro nie będzie potem bloga odwiedzać i czytać?

    5.Według mnie przy ocenianiu książek należy, tak jak zauważyłaś, zachować szczerość. Na moim blogu jest wiele pozytywnych opinii, ale pewnie wynika to z faktu, że nie lubię marnować czasu na gnioty (może z małymi wyjątkami).

    6. Na ten punkt nie mam słów. Pamiętam jak raz przeczytałam pewną "recenzję" i poznałam całą treść powieści. :(

    7.Jeśli chodzi o współpracę z wydawnictwami- myślałam, że tego uniknę. Nie mam kilometrowej listy współprac, a coraz częściej otrzymuję pytania: jak dostać darmowe książki? Nieraz mam ochotę napisać, że to nie są darmowe egzemplarze! Trzeba dać coś w zamian- opinię. I nie mam tu na myśli dwóch zdań, ale opisanie swoich uczuć towarzyszących podczas lektury.

    Oprócz wymienionych przez Ciebie grzechów warto dodać m. in. plagiatowanie. Zauważyłam, że ostatnio to jakaś plaga.

    OdpowiedzUsuń
  41. Przeczytałam post, przeczytałam wszystkie komentarze pod nim... I w sumie cieszę się, że sobie już od ponad trzech lat (właśnie odkryłam, że w ubiegły czwartek miałam rocznicę) funkcjonuję sobie na obrzeżach blogosfery. Nie dotyczą mnie te wszystkie gierki i to głaskanie po głowach, które uskuteczniają blogerzy. I właśnie ta wzajemna adoracja chyba najbardziej mnie wkurza. A poza tym - miałam o tym napisać dopiero jutro na swoim blogu - napisałam o Was pracę magisterską. A konkretnie o komunikacji w książkowej blogosferze. I wiecie co wyszło? Że komunikacja tak naprawdę jest szczątkowa. Tzn. bardziej pozostaje jako postulat i przekonanie o tym, że istnieje (bo przecież w takim medium istnieć powinna) niż rzeczywiście można ją odnaleźć. Głównie właśnie przez takie krótkie, nic nie wnoszące do dyskusji komentarze jak "przeczytam", "nie przeczytam", "fajna recenzja". To tyle ode mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrr. Zapomniałam jeszcze dodać, że denerwuje mnie kiedy piszę u kogoś w komentarzu jakąś negatywną opinię na temat książki, którą ten ktoś się zachwyca, a on się prawie (albo wcale nie prawie) obraża, że śmiem mieć inną opinię od niego i wszystkich innych komentujących.

      Usuń
  42. Temat rzeka:) Jak widzę nie jestem jedyną osobą, której pewne rzeczy w blogosferze przeszkadzają, cieszę się, chociaż nie wiem czy jest z czego...Bloguję dopiero 7 miesięcy, zatem własciwie zaczynam, a już mnie to dosyć zmęczyło, tzn. nie samo blogowanie, ale ta cała jego otoczka. Zauważyłem wszystkie wymienione przez ciebie grzechy główne. Myślę, że wiele dziwnych ruchów i akcji niektórych blogerów wynika z tego, że postawili sobie inny cel niż zapisywanie swoich wrażeń i przemysleń z przeczytanych książek. Celem są darmowe egzemplarze i współpraca z wydawnictwami, a te często, niestety, zależą od popularności i statystyk danego bloga. Czasami dla wydawcy nie liczy się nawet czy recenzja jest dobrze napisana, wystarczy, że blog na, którym się ukazała ma dobre statystyki. Do wymienionych przez ciebie grzechów dorzuciłbym jeszcze stosiki, które niewiele wnoszą nowego i mnie już trochę nudzą oraz notki oklicznościowe, bo blog skończył właśnie 3 miesiące. Być może sam popełniam jakieś błędy, grzechy, bo tylko ten ich nie popełnia kto nic nie robi. Zawsze jednak przyjmę konstruktywną krytykę:) Nie chcę przynudzać, ale obawiam się, że nie zmienimy świata blogosfery i ludzi, ale chciałbym się mylić...

    OdpowiedzUsuń
  43. Nawet nie wiedziałam, że aktualizacje powodują, iż mój blog sobie skacze na wyższe pozycje. Wykorzystuje je tylko wtedy, gdy nie podoba mi się coś w moim wpisie, najczęściej tuż po jego publikacji (choć tutaj pewnie to niezauważalne, chyba, że mój blog byłby śledzony bez przerwy, a to raczej niemożliwe). Weryfikacja obrazkowa też mnie denerwuje, lecz staram się to szanować. Nie każdy wie gdzie co jest i właśnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że utrudnia innym blogowanie.
    Denerwuje mnie nieco połączenie weryfikacji z moderowaniem. Po co aż takie zabezpieczenia?
    Reklamowanie bloga! O zgrozo! Jak ja tego nie lubię. Ale przyznać muszę, że kilka razy mi się zdarzyło, niestety. Na szczęście, tylko kilka, na palcach jednej ręki by tego wyszło. Uf..!
    Pod postami czasem zdarza mi się napisać jedno zdanie. Nie zawsze wiem, co mogę powiedzieć i dlatego zostawiam jakikolwiek ślad po sobie. Staram się jednak dodać coś od siebie. Więc nawet jeśli wyjdzie jedno zdanie, to mam nadzieję, że nigdy nie jest za krótkie.
    Co do konkursów, niektóre są naprawdę ciekawe i przemyślane, ale u innych od razu widać nabijanie sobie licznika obserwatorów. Ja jestem zadowolona z tego, co mam, bez takich udziwnień. Co prawda biorę udział w kilku konkursach, ale wybieram takie, których nagrody mi się naprawdę podobają.
    Ze streszczeniami książek się nie spotkałam, ale za to spotkałam się z blogiem, który ma dużo recenzji książek. Kiedyś trafiłam tak na jedną pozycję, która nawet mnie zainteresowała. Recenzja była krótka, ale dość zachęcająca. Jaka szkoda, że nie spojrzałam na opis z okładki! Przecież to było niemal to samo! Najbardziej zdumiało mnie to, gdy po wstawieniu mojej recenzji, osoba z owego bloga napisała u mnie słowa: "nie, dziękuję". Jakby o książce nie słyszała!

    OdpowiedzUsuń