Według Krystyny Wasilkowskiej-Frelichowskiej na pytanie postawione dorosłemu człowiekowi, jakie wakacje utkwiły mu w pamięci, najczęściej pada odpowiedź: „Spędzone u dziadków”. Sama co prawda nie mam, niestety, takich wspomnień i wrażeń, ale całkowicie zawierzam autorce, że aromaty i smaki z dziecięcych lat spędzonych na polskiej wsi są tym, co tkwi w nas najdłużej. Sama – podobnie jak jeden z rozmówców autorki – nie pamiętam nazw wszystkich cudowności, jakie kojarzą mi się z początkiem lat ’90, za to ich smak wciąż pozostaje mi w ustach…

Smakowite opowieści o życiu wielokulturowej społeczności nadwiślańskiego miasteczka Nieszawa, którego tradycję od wieków współtworzyli Polacy, Żydzi i Niemcy. Autorka zajrzała do kuchni nieszawskich gospodyń, wysłuchała relacji o przedwojennej przeszłości i ułożyła w całość barwne historie rodziny oraz znajomych, wplatając w nie oryginalne przepisy kuchni polskiej, kresowej, niemieckiej i koszernej. Ta porywająca lektura zaprasza do czasów, kiedy zapach chleba z opalanej drewnem piekarni unosił się nad miastem, a przygotowania do marcowych imienin wuja Jana rozpoczynały się wczesną jesienią, bo pani domu musiała zamarynować grzybki, usmażyć gruszki w słodko-kwaśnym syropie i zapeklować mięso. Dawne gospodynie wykazywały się wielką pomysłowością oraz zaradnością, potrafiły przygotować wykwintne potrawy z najprostszych składników. Pełną smaków i zapachów opowieść ilustrują niepowtarzalne archiwalne fotografie.

Źródło: merlin.pl

Chciałabym błyskawicznie opowiedzieć Wam o wszystkich smakowitościach Zapachu świeżych malin (bo wciąż cieknie mi od nich ślinka), ale zacznę od tego, co powinno pierwsze rzucić się Wam w oczy – ta książka jest wprost fenomenalnie i obłędnie pięknie wydana. To najprawdziwsza uczta dla zmysłów. Małe, drukowane dzieło sztuki. Chciałam nawet zaprezentować kilka zdjęć, ale – na Wasze szczęście – aparaty odmówiły mi posłuszeństwa i nie zalałam Was setką ujęć stron, z których każda kolejna jest wspanialsza od poprzedniej. Ktoś powie, że przesadzam, że nadmiernie się egzaltuję, ale prawda jest właśnie taka, że książka Krystyny Wasilkowskiej-Frelichowskiej rzeczywiście zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

Warte uwagi jest to, że piękne wydanie stanowi uzupełnienie naprawdę wyjątkowej treści. Autorka składa hołd polskiej wsi i ukochanym Kujawom. Historie zwyczajnych-niezwyczajnych mieszkańców nadwiślańskiej Nieszawy przeplata zdjęciami z międzywojnia i czasów późniejszych oraz z przepisami na największe smakowitości kuchni staropolskiej, niemieckiej i żydowskiej. Piękne jest przede wszystkim to, że skupia się ona na historiach ludzi prostych i naturalnych – jej rozmówcy nie są znanymi osobistościami, choć często ich przodkowie pełnili we wsi ważną rolę (rzeźnik, fryzjer, piekarz). Dzielą się oni swoimi wspomnieniami z młodzieńczych lat – o tym, jak smakowała pajda ze smalcem i skwarkami, jak pachniało babcine ciasto, jak wyglądało zbiorowe wypiekanie chleba i smakołyków w miejscowej piekarni. Te historie są magiczne, pełne ciepła i nostalgii, wywołują falę gorąca w sercu i uporczywe burczenie w żołądku.

Zapach świeżych malin to książka idealna dla miłośników gotowania i zajadania się pysznościami, dla tych, którzy tęsknią za sielskością polskiej wsi i dla ciekawych świata. Nie trzeba być mieszkańcem Nieszawy, aby znaleźć w tej książce coś dla siebie. Zwłaszcza, że wiele tu zdjęć i wspomnień z innych miejsc. Że nie napomknę o kulinarnych recepturach, które przydadzą się w każdej kuchni…

Zapraszam w smakowitą podróż!

Moja ocena: brak

, , , , , , ,
Klaudyna Maciąg

Copywriter, marketingowiec, redaktor i korektor książek, właścicielka Agencji Kreatywnej Espelibro. Prywatnie mama energicznej trzylatki, właścicielka dzikiego psa, żona pewnego poety i wierna fanka Manchesteru United.

8 Comments

  1. Nie wiem czy to odpowiednie sformułowanie wobec książki, ale narobiłaś mi takiego smaka, że aż ślinka cieknie 😀

    1. O, w stosunku do tej książki jest to sformułowanie jak najbardziej trafne 🙂

  2. Tytuł od razu skojarzył mi się z inną książką, "Smak świeżych malin" Izabeli Sowy. Co prawda to zupełnie inna historia, ale równie przyjemna w odbiorze 😉

    Maliny… nie oparłabym się. Takiej książce tym bardziej.

    1. Ja akurat za malinami nie przepadam 😉

      A trylogię owocową pani Sowy mam w posiadaniu, ale nie podeszła mi. Może jeszcze do niej wrócę i odkryję na nowo.

  3. Hmm co do zasady lubię tego typu książki, łączą literaturę i jedzenie, czyli dwie rzeczy które kocham 🙂

  4. Zaraz, zaraz, co ci ludzie (autorzy, wydawcy?) z tymi tytułami powariowali czy co….
    "Smak świeżych malin" I. Sowa
    "Zapach malin" M. Krajewska
    "Zapach świeżych malin" K. Wasilkowska…
    I jak tu się nie pogubić…
    Tak czy owak, zapowiada się smakowicie!

  5. Okładka piękna, a maliny bardzo lubię, więc może w przyszłości ją przeczytam:)Zawsze można się dowiedzieć czegoś interesującego.

  6. Już słowo "maliny" mnie przyciągnęło do tej lektury 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *