28 grudnia 2011

Las Zębów i Rąk, Carrie Ryan

Kochani, oto przed Wami gościnna recenzja mojego narzeczonego. Zanim zdołałam sięgnąć po powieść Carrie Ryan zostałam przez niego uprzedzona :) Za jakiś czas przedstawię również moje wrażenia z lektury. Póki co - walczę z czytelniczą niemocą.


Las Zębów i Rąk, Carrie Ryan
Oryginał: The Forest of Hands and Teeth
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2011
Stron: 345
Gatunek: fantasy, horror, dla młodzieży
W obecnych czasach, gdy literatura fantasy zdominowana jest przez wampiry, wilkołaki i czarownice, a takie perełki wśród postaci jak zombie, egzystują na literackim marginesie czytelniczym, wyłania się oto książka, która może pomóc przypomnieć nam, że stare, poczciwe ofiary dziwnych wirusów nadal są warte bestsellera.

Powieść Las Zębów i Rąk młodej pisarki Carrie Ryan, opowiada o wielkiej sile wiary głównej bohaterki w inny, bezpieczny świat i ocean, który zna tylko z historii opowiadanych przez matkę. Akcja powieści toczy się w dalekiej przyszłości, w świecie opanowanym przez Nieuświęconych, których celem jest zarażanie, a także pożeranie ocalałych istot ludzkich. W małej osadzie odizolowanej od niebezpiecznego lasu pełnego Nieuświęconych, egzystuje Mary, główna bohaterka książki, która staje przed wyzwaniem zdobycia dowodów na istnienie oceanu, o którym opowiadała jej matka. Niemożność pogodzenia się z przypisanym jej losem, dziewczyna okupuje strachem, bólem i cierpieniem, a także przygodą, podczas której musi także dokonać wyboru pomiędzy miłością nieodwzajemnioną Travisa, a miłością narzucaną przez jego brata Harry’ego.

Mary jako postać wiodąca jest lekko męcząca. Ciągła próba rozszyfrowania jednej, prostej zagadki oraz walka z wiarą innych, z każdą kolejną stroną zaczynają nieco irytować. Osobowość jak i charakter głównej postaci są jednak bardzo dobrze rozbudowane. Dociekliwość Mary połączona ze strachem nadaje książce odpowiedni klimat mroku, co pozwala na dobre odzwierciedlenie uczuć bohaterki. Najciekawsza z postaci - Travis – jest idealnym przykładem osoby, która nie potrafi określić ani swoich uczuć, ani celu w życiu. Z jednej strony chce coś osiągnąć, ale nie potrafi sprecyzować co i nie wie w co ma wierzyć. Natomiast jego brat - Harry – po uszy zakochany w Mary, stara się za wszelką cenę zrealizować pragnienie serca…

Książka, niewątpliwie zdolnej pisarki - Carrie Ryan - warta jest zainteresowania każdego fana fantasy, a tym bardziej miłośników zombie. Może nie ma tu akcji znanej z licznych filmów tego gatunku, ale jest strach, walka, chęć przetrwania i wiele więcej ciekawych elementów fabuły, wyciągniętych z wyobraźni autorki. Nie przeszkadzają nawet drobne literówki w druku, które są pomijane przez wciągniętego z zapartym tchem w ten mroczny świat czytelnika. Naprawdę warto odłożyć wampiry na półkę i zacząć przygodę w Lesie zębów i rąk.

Moja ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc.


literatura amerykańska | recenzja | Carrie Ryan | literatura | recenzje książek
Amerykańska autorka, której książki notowane są na najbardziej prestiżowej liście bestsellerów New York Timesa.

Jej debiutancka powieść „Las Zębów i Rąk” została uznana za jedną z najlepszych książek roku w kategorii powieści dla młodzieży. Prawa wydawnicze zostały sprzedane do 20 krajów, a powieść ma zostać niebawem sfilmowana.

Carrie Ryan jest autorką trzech powieści, które składają się na trylogię „Las Zębów i Rąk”: tom 1 „Las Zębów i Rąk” (premiera w Polsce w kwietniu 2011 roku), tom 2 „Śmiercionośne fale” (premiera w październiku 2011) oraz tom 3 „Miejsca ciemne i puste” (ostatni tom trylogii ukaże się w Polsce na początku 2012 roku).

Źródła: foto | opis

24 grudnia 2011

Mój dzień w książkach

Przed paroma dniami Lirael zaprosiła blogerów do ciekawej zabawy. Aby podsumować ostatnich dwanaście miesięcy z książkami, należało uzupełnić tytułami pewną historyjkę:

Zaczęłam dzień (z) _____.
W drodze do pracy zobaczyłam _____
i przeszłam obok _____,
żeby uniknąć _____ ,
ale oczywiście zatrzymałam się przy _____.
W biurze szef powiedział: _____.
i zlecił mi zbadanie _____.
W czasie obiadu z _____
zauważyłam _____
pod _____ .
Potem wróciłam do swojego biurka _____.
Następnie, w drodze do domu, kupiłam _____
ponieważ mam _____.
Przygotowując się do snu, wzięłam _____
i uczyłam się _____,
zanim powiedziałam dobranoc _____ .


A oto efekt moich uzupełnień:

Zaczęłam dzień z czystym szaleństwem. W drodze do pracy zobaczyłam spaloną różę i przeszłam obok Murów Hebronu, żeby uniknąć mrocznego płomienia, ale oczywiście zatrzymałam się przy Klubie Martwych. W biurze szef powiedział: jestem tu, przy Tobie i zlecił mi zbadanie kto zabił Inmaculadę de Silva. W czasie obiadu z martwym jak zimny trup zauważyłam pożeracza snów pod prosektorium. Potem wróciłam do swojego biurka u martwych w Dallas. Następnie, w drodze do domu, kupiłam białe motyle ponieważ mam szarańczę. Przygotowując się do snu, wzięłam skarb heretyka i uczyłam się małych zbrodni małżeńskich, zanim powiedziałam dobranoc chłopakom w sofixach.

Świetna zabawa, polecam! W sam raz na odsapnięcie od świątecznego szaleństwa :) Mam nadzieję, że u Was już wszystko gotowe - życzę samych miłych chwil!

20 grudnia 2011

Top10: książek/autorów przeczytanych pod wpływem blogerów

top 10 kreatywa

Ze sporym opóźnieniem, ale nareszcie wracam z nowym rankingiem! Nadszedł wreszcie sprzyjający moment, aby przedstawić Wam te tytuły i te osoby, które mnie ujęły, a które poznałam pod Waszym wpływem. Proszę bardzo:

12 grudnia 2011

Planeta według Kreta, Jarosław Kret


Planeta według Kreta, Jarosław Kret
Wydawnictwo: PWN
Rok wydania: 2011
Stron: 278
Gatunek: podróżnicze, reportaże
Mam ostatnio szczęście do publikacji, których autorami są znane osobowości telewizyjne. Najpierw Mann z Materną, potem Hołownia z Prokopem, a teraz Kret - "pan od pogody". Autor Planety według Kreta kojarzył mi się przede wszystkim z poczuciem humoru, dystansem i talentem oratorskim. Spodziewałam się więc, że jego książka będzie zabawna, ciepła i niezwykle przyjemna. Cóż... Nie można mieć wszystkiego.

Jarosław Kret zabiera czytelników w pełną wrażeń podróż dookoła świata. Zaczyna się niewinnie - od takich "pospolitości", jak Austria czy Włochy. Potem robi się ciekawej i wyruszamy na Bliski Wschód - do Izraela, Jordanii, Syrii i Libanu, po to, by za chwilę łyknąć nieco Afryki w Tunezji i Maroku, i trochę egzotyki na Malediwach i Madagaskarze. Po wrzuceniu piątego biegu trafiamy do Argentyny, Chile i Brazylii, by zakończyć wielką wyprawę na uroczej, słynącej z luksusu wyspie - Mauritiusie. Ufff, dzieje się sporo!

Jarosław Kret zwiedził spory kawał świata i cieszy mnie bardzo, że swoimi wrażeniami i wiedzą, zapragnął podzielić się z czytelnikami. Kiedy przeglądamy typowe przewodniki, natrafiamy w nich przede wszystkim na suche fakty i prezentację miejsc popularnych, które odwiedzają miliony turystów. W Planecie według Kreta zwiedzamy rzadziej uczęszczane zakątki - takie, które nieczęsto znajdziemy w kolorowych folderach. Ogromną frajdę daje mi poznawanie nieznanych miejsc, obcych kultur i dalekich obyczajów. Autor rozmawia z fascynującymi ludźmi, przedstawia niezwykle ciekawe miejsca i okrasza to garścią interesujących ciekawostek. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie styl pisania autora...

Jarosław Kret ma tendencję do pisania w mocno przewodnikowym, suchym stylu. Fakt, nierzadko jego opisy pełne są emocji, ale w większości są to jednak typowo podręcznikowe formułki, wystrzeliwane, jak z karabinu maszynowego - "widziałem to, to i to; minąłem to, to i to; gadałem z tym, tym i tamtym etc." - nie do końca mi to odpowiada. Spodziewałam się, że otrzymam od autora więcej luzu i humoru, a mniej sztywności...

Planeta według Kreta to pięknie wydana, wzbogacona wieloma zdjęciami publikacja, która zabierze Was w fascynującą podróż dookoła świata. Teraz, kiedy za oknem robi się coraz zimniej, lektura tej książki powinna być dla Was ogromną przyjemnością!

Moja ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu PWN.



literatura polska | recenzja | Jarosław Kret | literatura | recenzje książek


Jarosław Kret – polski dziennikarz telewizyjny i fotoreporter.

Z wykształcenia jest egiptologiem. Pracował jako dziennikarz i reporter, przez krótki okres był też prezenterem Teleexpressu.Prowadził przez 4 lata swoje autorskie programy: Klub Podróżników, Kino Klubu Podróżników i Filmy Kapitana Baranowskiego w Warszawskim Ośrodku Telewizyjnym.

Stale współpracuje z National Geographic, jest członkiem The Explorers Club. Autor ponad 20 reportaży i filmów dokumentalnych o tematyce światopoznawczej. Od jesieni 2009 prowadzi nadawany w TVP Info program Planeta według Kreta, w którym opowiada o kulturze i obyczajach zwiedzanych przez niego krajów. Prowadzi prognozę pogody w Wiadomościach TVP 1.

Źródła: foto | opis

10 grudnia 2011

Bóg, kasa i rock'n'roll, Szymon Hołownia, Marcin Prokop


Bóg, kasa i rock'n'roll, Szymon Hołownia, Marcin Prokop
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2011
Stron: 334
Gatunek: wywiad
Zajrzyj do książki
Kiedy do dialogu stają ikony telewizji rozrywkowej, czytelnik nastawia się na sporą dawkę śmiechu i przepychanek, jakich świadkiem był przez kilka edycji popularnego show Mam talent. Nastawienie zmienia się nieco, kiedy na rozmawiających spojrzy się inaczej - jak na ludzi światłych, oczytanych i inteligentnych. Obraz pajacowania w TVNie trzeba odsunąć na bok, kiedy panowie mają rozmawiać o tematach ważkich - Bogu, in vitro, kościele, kasie, aborcji, popkulturze. Dlatego też nie nastawiajcie się, że będzie to książka rozrywkowa, przy której będziecie wybuchać śmiechem równie gromkim, jak wtedy, kiedy Hołownia i Prokop przepychali się słownie w sobotnie wieczory.

Wydawać by się mogło, że tak skrajne przeciwieństwa nigdy nie będą umiały żyć ze sobą w zgodzie. Że woda stłamsi ogień. Ale nie. Męska przyjaźń zawsze mnie fascynowała i była kontrastem dla tzw. "kobiecej przyjaźni" (w której istnienie nie potrafię uwierzyć) - mężczyźni, jako istoty proste, nie komplikują sobie życia tak jak kobiety, nie karmią się zazdrością i preferują zdrową rywalizację. I zdrową dyskusję. Dlatego nie ma tu pyskówki, "czczej nawalanki" (określenie użyte przez Szymona Hołownię) czy rzucania haseł w stylu: "moja racja jest najmojsza i już". Dobrze jest przeczytać dyskusję, która potrafi być i kulturalna, i ognista. I fascynująca, rzecz jasna.

Zderzenie się dwóch odmiennych światopoglądów, reprezentowanych przez zagorzałego katolika i zadeklarowanego agnostyka (który odkrywa w sobie coś z buddysty) prowadzić musi do bardzo ciekawych wniosków i niezwykle inspirujących refleksji. Kiedy Hołownia dyskutuje z Prokopem, ja po cichu włączam się do dyskusji i opowiadam za którąś ze stron, nierzadko wciskając tu i tam własne argumenty. Nie będzie dla Was jednak zaskoczeniem (skoro o swym agnostycyzmie wspominałam nie raz i nie dwa), kiedy powiem, że mogłabym podpisać się pod niemal wszystkim, co pada z ust pana Marcina. Mamy bowiem zbieżne poglądy na świat, na życie, na religię. Nawet na muzykę!

Z twórczości Szymona Hołowni znam jedynie tytuły i recenzje jego książek oraz garść felietonów z "Newsweeka". Marcina Prokopa z kolei czytywałam w "Glamour" i "Wproście". Bóg, kasa i rock'n'roll jest więc właściwie pierwszym dłuższym tekstem obu panów, z jakim miałam styczność. Czyta się ich dobrze, choć wcale nie lekko. Tę książkę należy sobie dawkować - nie można połknąć na raz ponad trzystu stron wywodów, zahaczających o tyle poważnych tematów, bowiem nad każdym z nich wypada się pochylić i dać sobie czas na refleksję. Gdyby Marcin Prokop z Szymonem Hołownią chcieli sobie tylko pogadać, robili by to dalej w zaciszu swoich domów. Tymczasem dali Polakom książkę, która nie dość, że ciekawie przedstawia naszą rzeczywistość, to jeszcze pokazuje, jak wysoki poziom może prezentować dysputa dwu silnych charakterów, osobowości mocno osadzonych w konkretnych światopoglądach. Autorzy nie narzucają czytelnikowi swoich racji - raczej skłaniają do stawiania pytań i snucia refleksji, prowokują do własnych dyskusji. Ja dałam się wciągnąć w ich dialog, a co z Wami?

Moja ocena: brak
Są teksty, którym oceny nie wystawiam.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak.


literatura polska | recenzja | Szymon Hołownia | Marcin Prokop | literatura | recenzje książek


Przypominam, że książkę Bóg, kasa i rock'n'roll, możecie wygrać w Wielkim Konkursie Świątecznym (pospieszcie się!), a jeśli się Wam nie uda, do piętnastego grudnia możecie wykorzystać w Znaku kod rabatowy, upoważniający Was do zakupów z 30%-wą zniżką. Wystarczy w odpowiednim polu wpisać hasło kreatywna. Zachęcam!

9 grudnia 2011

Top 10: najlepsze strony związane z literaturą

top 10 kreatywa

Na co dzień odwiedzamy wiele stron (for, blogów, portali, sklepów) związanych z literaturą. Niektóre są popularne, inne mniej - dlatego też powstał ten ranking, żeby każdy z uczestników zabawy mógł przedstawić blogerom miejsca, które odwiedza najchętniej.

Obiecaj mi, Richard Paul Evans


Obiecaj mi, Richard Paul Evans
Oryginał: Promise Me
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2011
Stron: 291
Gatunek: obyczajowa
Zajrzyj do książki
Do najnowszej powieści niezwykle poczytnego autora - Richarda Paula Evansa - podeszłam spokojnie, bez specjalnych oczekiwań. Unikałam recenzji Obiecaj mi, żeby nie psuć sobie przyjemności z lektury i nie stawiałam autorowi żadnych wymagań. Wszystko po to, by w spokoju cieszyć się dobrą literaturą...

Abyście dali się książce zaskoczyć, opowiem o fabule w zaledwie paru słowach. Główną bohaterką jest Beth, która wspomina mężczyzn swojego życia - zmarłego męża, aktualnego męża i tajemniczego Matthew, który ulokował się między zniknięciem pierwszego, a pojawieniem drugiego. Beth wspomina najkoszmarniejszy rok swojego życia - rok, w którym straciła coś najcenniejszego - zaufanie. Rok, w którym boleśnie uświadomiono jej kruchość życia. I niestabilność relacji międzyludzkich.

Najważniejsze elementy świata Beth to mała Charlotte - córka, dla której kobieta poświęciła swoje życie oraz Matthew, brany przez jej otoczenie za... anioła stróża. Wstrząsającą prawdę o mężczyźnie bohaterka odkrywa dopiero z czasem, ale wtedy jest już za późno. Serce pokonało rozum.

Powieść Evansa zachwyca niezwykłym urokiem - nie jest to typowa bajka o miłości - więcej tu napięcia, niż wzniosłych momentów. Muszę przyznać, że odczułam na tym polu nawet pewne rozczarowanie - kiedy dwoje zakochanych wie, że pozostało im niewiele czasu, powinni ten okres wykorzystać jak najpełniej, jak najpiękniej, jak najgoręcej. Tymczasem żaru nie było, walki nie było, czasem parę wylanych łez i nic więcej. Za mało dramatyzmu, za mało wzniosłości i za mało... miłości w miłości.

Obiecaj mi to książka idealna na ten czas - klamrą spinającą całą opowieść są święta Bożego Narodzenia, wokół unosi się nutka romantyzmu, sporo magii i niesamowity czar, który do powieści Evansa przyciąga i oderwać się od niej nie pozwala. Gorąco zachęcam Was do lektury, to naprawdę piękna historia.

Moja ocena: 8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak.



literatura amerykańska | recenzja | Richard Paul Evans | literatura | recenzje książek


Bestsellerowy pisarz amerykański, którego wszystkie jedenaście powieści gościło na listach hitów „The New York Timesa”. Ich nakład sięgnął już jedenastu milionów, przetłumaczone zostały na dwadzieścia dwa języki, bijąc w wielu krajach rekordy sprzedaży. W Polsce nakładem Wydawnictwa Sonia Draga ukazały się: Słonecznik (2006) oraz Doskonały dzień (2006). Evans jest laureatem wielu literackich nagród, m.in. „1998 American Mothers Book Award”, „Storytelling World Award” i „2005 Romantic Times Best Women’s Novel of the Year”. Jest też założycielem organizacji charytatywnej „The Christmas Box House International” na rzecz zaniedbanych i wykorzystywanych dzieci, za pracę w której uhonorowany został „Washington Times Humanitarian of the Century Award” oraz „Volunteers of America National Empathy Award”. Evans mieszka w Salt Lake City, w stanie Utah z żoną Keri i piątką dzieci.

Źródła: foto | opis




Przypominam, że książkę Obiecaj mi, możecie wygrać w Wielkim Konkursie Świątecznym, a jeśli się Wam nie uda, do piętnastego grudnia możecie wykorzystać w Znaku kod rabatowy, upoważniający Was do zakupów z 30%-wą zniżką. Wystarczy w odpowiednim polu wpisać hasło kreatywna. Zachęcam!

Kiki van Beethoven, Eric-Emmanuel Schmitt


Kiki van Beethoven, Eric-Emmanuel Schmitt
Oryginał: Quand je pense que Beethoven est mort alors que tant de cretins vivent suivi de Kiki van Beethoven
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2011
Stron: 147
Zajrzyj do książki
Do mojego siódmego spotkania z twórczością Erica-Emmanuela Schmitta podchodziłam nieco niepewnie. W ostatnim czasie zaroiło się w sieci od skrajnie różnych opinii na temat tej książki i obawiałam się, że czeka mnie z nią ciężka przeprawa. Było z nią ciężko i nie było - wygląda więc na to, że zamiast opowiedzieć się za którąś ze stron, po prostu ustawię się idealnie pośrodku - Kiki van Beethoven bowiem i zaciekawia, i nuży.

Na najnowsze dzieło francuskiego pisarza składają się dwie krótkie opowieści - tytułowa Kiki van Beethoven oraz Kiedy pomyślę, że Beethoven umarł, a tylu kretynów żyje..., które dołączyły do cyklu Dźwięki, które myślą. Książką otwierającą ten cykl było Moje życie z Mozartem - historia, która (w mej opinii) w ogóle nie powinna była zostać wydana (więcej tutaj).

Kiki van Beethoven to bardzo wdzięczne i lekko napisane opowiadanie o staruszce, która szuka oczyszczenia i objawienia w muzyce Beethovena. Choć nie jest niesłysząca, jej uszu nie dobiegają pożądane dźwięki. By doświadczyć "cudu" Kiki musi wiele przejść, wiele zrozumieć i dokonać wielu odkryć. Wokół siebie i w samej sobie. Wtedy dopiero nadejdzie oczyszczenie. Wtedy umysł, ciało i duszę zaleje upragniona melodia...

Urzekła mnie historia Kiki - jest krótka, konkretna i silnie oddziałująca na czytelnika. Schmitt używa sprawdzonych środków i doskonale radzi sobie w formie, którą "ograł" już wielokrotnie. Trzeba lubić twórczość Francuza, aby nie znudzić się opowieściami opartymi na jednym schemacie. Ja jego twórczość lubię, toteż uważam część pierwszą tej książki za naprawdę znakomitą...

Druga część to już jednak odrębna para kaloszy. Opowieść o roli Beethovena w życiu Schmitta niewiele różni się od tej, w której autor przywoływał Mozarta (aż strach pomyśleć, że niebawem powstaną podobne historie o Bachu i Schubercie). Nie pałam wobec pisarza tak wielką i obsesyjną miłością, żeby z błogim uśmiechem chłonąć wszystkie fakty z jego prywatnego życia. Choć wielcy kompozytorzy mieli ogromny wpływ na twórczość Schmitta - o wiele bardziej wolę ich słuchać, niż czytać głębokie wynurzenia z nimi związane. Nie jest to tak fascynujące, jak być powinno.

Druga część najnowszej książki Schmitta nie jest, oczywiście, bezwartościowym tworem - to zbiór pięknych wspomnień i złotych myśli, które warto zachować w sercu. Kolejny raz przekonuję się jednak, że to, co zbyt osobiste, nie jest dla mnie kuszące...

Moja ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak.



literatura francuska | recenzja | Eric-Emmanuel Schmitt | literatura | recenzje książek


Eric-Emmanuel Schmitt to francuski dramaturg, eseista i powieściopisarz, z wykształcenia filozof. Mieszka w Brukseli.

W ciągu zaledwie dekady stał się jednym z najpoczytniejszych francuskojęzycznych autorów na świecie. Jego książki tłumaczone są na 35 języków, a sztuki wystawiane w ponad czterdziestu krajach. Książki Schmitta w większości bazują na sztukach teatralnych o tych samych tytułach.
Źródła: foto | opis





Przypominam, że książkę Kiki van Beethoven, możecie wygrać w Wielkim Konkursie Świątecznym, a jeśli się Wam nie uda, do piętnastego grudnia możecie wykorzystać w Znaku kod rabatowy, upoważniający Was do zakupów z 30%-wą zniżką. Wystarczy w odpowiednim polu wpisać hasło kreatywna. Zachęcam!

8 grudnia 2011

31. rocznica śmierci Johna Lennona

W czerwcu 2010 roku, przedstawiałam Wam film Rozdział 27 (tutaj) z genialną kreacją Jareda Leto. Wspominam ten obraz nieprzypadkowo, bowiem opowiada on o psychopacie, który 31 lat temu zastrzelił Johna Lennona. Nie jest to może arcydzieło kinematografii, ale rocznica śmierci wielkiego muzyka jest dobrą okazją, aby przyjrzeć się nieco jego sylwetce. Zanim jednak dojdziecie do filmu o jego śmierci, polecam obejrzenie Chłopaka znikąd, nawiązującego do życia Johna, zanim został Beatlesem. Pięknie ten film przedstawiła kiedyś Kasia z bloga rzeki-metafizyczne (tutaj) - jestem pewna, że jej recenzja Was skusi.

A jeśli zamiast filmu wolicie książki, polecam autobiograficzną pozycję John Lennon o sobie (tutaj). W księgarniach znajdziecie również inne propozycje:



Zachęcam Was do poznania bliżej wielkiej legendy światowej muzyki. Niech przekona Was, któraś z jego pięknych nut:







"Wciąż wierzę w miłość, w pokój, w pozytywne myślenie" - słowa wypowiedziane przez Lennona 31 lat temu, na kilka godzin przed śmiercią... Też chciałabym mieć taką wiarę, jaką miał on.

Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami, Wojciech Mann i Krzysztof Materna


Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami, Wojciech Mann i Krzysztof Materna
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2011
Stron: 271
Gatunek: wspomnienia, eseje
Zajrzyj do książki
Trzymam właśnie na kolanach prawdziwy rarytas - książkę, która jest wyjątkową perełką. Z okładki słodko uśmiecha się do mnie Krzysztof Materna, pod którym - z nieco kpiącym wzrokiem - wpatruje się we mnie Wojciech Mann. Duet - legenda. Ich program MdM kojarzy mi się z dzieciństwem. Z najlepszymi momentami lat dziewięćdziesiątych, do których tęsknię nieustannie...

Podróże małe i duże traktuję niemal z namaszczeniem - głaszczę okładkę, wstrzymując oddech przeglądam kolejne zdjęcia. Książka wydana jest absolutnie pierwszorzędnie - solidny papier, ogrom fotografii, ciesząca oko oprawa graficzna. To jeden z powodów, dla których określam ją mianem perełki.

O wyjątkowości tej pozycji świadczy jednak przede wszystkim treść - dzięki opowieściom autorów możemy przekonać się, jak wielką siłę ma przyjaźń i jak wiele wspaniałych wspólnych wspomnień mogą mieć bliscy sobie ludzie.

Mann i Materna nieco odmiennie spoglądają na świat i na samych siebie. Wiele razem przeszli, notując wzloty i upadki. Darzą się wzajemnym szacunkiem i prawdziwą, szczerą, przyjacielską miłością. Ich historie opowiadane naprzemiennie, często pełne wzajemnych wtrąceń i dygresji czyta się znakomicie - dystansem, poczuciem humoru i niezwykłym ciepłem panowie po prostu przyciągają.

Mając w głowie pewien obraz Krzysztofa Materny i Wojciecha Manna spodziewałam się, że ich wspólne "dziecko" pełne będzie ironii i powalającego humoru, tymczasem jest to opowieść słodko-gorzka, pełna wzruszających i poruszających momentów. Wcale nie zaśmiewałam się przy niej. Ba! Kiedy Materna wspominał swojego przyjaciela - Edwarda Kłosińskiego - zdarzyło mi się nawet zalać łzami, bowiem zakończenie tej historii ściska za gardło...

Humor oczywiście w Podróżach... również się pojawia - jakże mogłoby go zabraknąć, kiedy dwóch zabawnych ludzi wspomina absurdalne czasy PRL-u? Niemniej, to nie humor jest dla mnie najważniejszym elementem wspomnień duetu M&M. Autorzy w niezwykle ciekawy sposób przedstawiają to, jak widziano Polaków na Zachodzie, jak odnoszono się do nich w Stanach czy we Włoszech, jak traktowano w Tunezji albo na Węgrzech. O tym, jak Polacy radzili sobie, kiedy nie było u nas "nic" i jak kombinowali, żeby zarobić. Starsi czytelnicy dzięki Mannowi i Maternie znów przeniosą się do lat młodości, a młodsi poznają kolejne spojrzenie na czasy, które znają jedynie z anegdot.

Wspólna podróż z duetem M&M była dla mnie znakomitą przygodą. Wiem, że jeszcze nieraz przepłynę się z nimi "Batorym", polecę do Acapulco albo wypiję wino w Wenecji. I zawsze, kiedy dopadnie mnie gorszy nastrój spoglądać będę na okładkę Podróży małych i dużych - ten ciepły uśmiech pana Materny wart jest milion dolarów i z miejsca rozjaśnia mi dzień.

Ach, jakże bym chciała dopaść RockManna - książkę pana Wojciecha... Na pewno będzie kolejną perełką!

Moja ocena: brak
/bo niektórych książek nie da się umieścić w prostej skali/


Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak.


literatura polska | recenzja | Wojciech Mann | Krzysztof Materna | literatura | recenzje książek


Przypominam, że książkę Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami, możecie wygrać w Wielkim Konkursie Świątecznym, a jeśli się Wam nie uda, do piętnastego grudnia możecie wykorzystać w Znaku kod rabatowy, upoważniający Was do zakupów z 30%-wą zniżką. Wystarczy w odpowiednim polu wpisać hasło kreatywna. Zachęcam!

2 grudnia 2011

Top 10: książki na zimowe wieczory

top 10 kreatywa

Nic tak nie rozgrzewa w zimowy wieczór, jak pyszna lektura. Dzisiaj przedstawiam Wam te książki, które będą najlepszymi towarzyszkami, kiedy za oknem straszyć będą śniegi i mrozy (oby nie w tym roku):

Krew na Placu Lalek, Krzysztof Kotowski


Krew na Placu Lalek, Krzysztof Kotowski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2011
Stron: 407
Gatunek: kryminał
Nie istnieje żadna polska książka, która zrobiłaby na mnie wrażenie równie mocne, jak Krew na Placu Lalek. Co więcej - tak silna fala emocji, zalewająca umysł podczas lektury, zdarzyła mi się dotąd raptem kilka razy w życiu - szczególnie przy powieściach Murakamiego. Przywołuję go tu zresztą nie bez przyczyny, bowiem jest to książka, pod której zamysłem Japończyk mógłby się podpisać. Do przedstawienia tej historii użyłby co prawda innych środków językowych, ale sama kreacja świata byłaby mu bardzo bliska.

Krew na Placu Lalek pochłonęłam na jednym wdechu - błyskawicznie, zachłannie, łapczywie. Wpadłam w szpony lektury i nie potrafiłam się od niej oderwać. Były wypieki na twarzy, były dreszcze, ekscytacja, szok, przejęcie, łzy. A kiedy padło ostatnie słowo, nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Kryminał mający w sobie coś z traktatu filozoficznego całkowicie zawładnął mym umysłem. Bo historia ta zmusza do refleksji, szokuje i nokautuje człowieka. Nokautuje. Przywala i nie pozwala się podnieść. Nie pozwala zasnąć, nie pozwala sobie odejść w zapomnienie. Osacza czytelnika i zagnieżdża się w nim.

Chyba nigdy nie uwolnię się od tej powieści...

Wszystko, co można by powiedzieć o fabule jest teraz właściwie bez znaczenia. Ale dlaczego - to zrozumiecie dopiero, kiedy przeczytacie. Krótko więc powiem, że rzecz tyczy się Marii - kobiety, która budzi się w nieznanym miejscu, a wokół nikt jej nie pamięta - policja, z którą rozmawiała dzień wcześniej, niemiła sąsiadka, a nawet własna matka... Jak udowodnić, że jest się tym, kim się jest, skoro świat uważa, że ktoś taki nigdy nie istniał? Jak wytłumaczyć wspomnienia, które gromadzą się w umyśle? Jak wytłumaczyć uczucia? Jak obronić się przed nieznanymi siłami? Jak żyć, kiedy okrutna prawda wychodzi na jaw...?

Akcja powieści Krzysztofa Kotowskiego jest zawiła i splątana, a pogubienie się w niej, nie jest wcale sprawą trudną. Przebiega dwutorowo - raz poznajemy dzieje Marii, bazując na jej pamiętniku, innym razem obserwujemy poczynania grupy policjantów, w ów pamiętnik zaczytanych. Zmiany jakie zachodzą w mężczyznach są szokujące, a ujawniająca się prawda o świecie boli jeszcze bardziej...

Krew na Placu Lalek stoi na pograniczu powieści psychologicznej i fantastycznej, thrillera i kryminału. Mieszanka wybuchowa o niesamowitej sile rażenia. Nie jest to jednak powieść idealna - stawiam jej dwa nie-zarzuty (czyli zarzuty, które sama potrafię obalić):
- przestój pod sam koniec historii, czyli kilkustronicowe wyjaśnienia, pełne zawiłych treści na poziomie fizyki wyższej - nie podobały mi się, ale są konieczne do zrozumienia zamysłu autora;
- zakończenie - ale (na szczęście!) nie zakończenie najważniejszej fabuły, tylko ostatnie strony książki - nielogicznie odstają od reszty, bowiem jeden z bohaterów powinien pełnić funkcję podobną do tej, jaką pełniła pewna profesorka. Dzieje się jednak inaczej, co całkowicie burzy wizję świata, którą tak drobiazgowo przedstawił nam autor. Świat ten rządzi się jednak specyficznymi prawami, toteż i te zdarzenia potrafię sobie wyjaśnić. Ale - dla mnie - powinno to wyglądać inaczej, ot co.

Krew na Placu Lalek uważam za absolutny hit tego roku na rodzimym rynku wydawniczym. Obawiam się, że w najbliższych czterech tygodniach już żadna polska książka mnie tak nie powali.

To się okaże.

A ja tymczasem... Nie mogę uwolnić się od tej powieści.

Moja ocena: 9,5/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.


literatura polska | recenzja | Krzysztof Kotowski | literatura | recenzje książek


Krzysztof Kotowski – bestsellerowy pisarz, dziennikarz i psycholog. Pracował Radiu ESKA. W TVP był m.in. wydawcą, producentem i prowadzącym programu „Kawa czy Herbata”. Jest autorem kryminałów i tzw. thrillerów hipotetycznych. Uznanie przyniosła mu seria powieści o dziennikarzu Adamie Kniewiczu („Zygzak”, „Japońskie cięcie”, „Marika”, „Serwal”, „Obława”). W 2008 roku ukazał się "Kapłan", który szybko stał się bestsellerem, a w 2010 jego kontynuacja "Modlitwa do Boga Złego". Trwają prace nad ekranizacją thrillera "Niepamięć".
Źródła: foto | opis

1 grudnia 2011

Miłość we Wrocławiu, antologia


Miłość we Wrocławiu
Wydawnictwo: EMG
Rok wydania: 2011
Stron: 267
Forma: zbiór opowiadań
Wiele razy w naszych blogowych dyskusjach poruszaliśmy tematykę opowiadań - czy je lubimy, czy warto je czytać, czy w świetności mogą dorównać prozie. Krótkie formy nie cieszą się ogromną sympatią blogerów, ale jestem pewna, że ten tytuł ich uwagę przyciągnie. W jednym bowiem miejscu zebrały się takie nazwiska, jak Iwasiów, Varga, Kuczok, Orbitowski, Pilipiuk i wielu innych. Taka mieszanka może kusić, ale może też okazać się zgubna. Dlaczego?

Po 1: zbiory opowiadań, nawet jednego autora, bywają nierówne - pełne są tekstów dobrych, średnich i słabych. Tego typu przekrój pozwala błyskawicznie zestawić ze sobą kilka tekstów, a porównania i odniesienia nie zawsze przynoszą im korzyść. Mogę być pewna, że niechętnie sięgnę po twórczość tych autorów, którzy w Miłości we Wrocławiu nie wzbudzili mojego zainteresowania, słabo wypadając na tle kilkunastu innych twórców. W tym na tle debiutantki - Joanny Pachli.

Po 2: zbiory opowiadań powinny mieć jakiś cel, konkretny przekaz, wspólny mianownik. Oczywiście, na pierwszy rzut oka widać, że będzie to Wrocław. I miłość też. Pytanie tylko - co dalej? Samo osadzenie akcji trzynastu opowiadań w jednym mieście nie jest niczym niezwykłym czy specjalnie kuszącym. Czytelnik powinien uwierzyć, że przedstawione historie mogły wydarzyć się tylko tam. Że takie zdarzenia i takie postaci, nie mogłyby pojawić się nigdzie indziej. Zbiór opowiadań poświęcony konkretnemu miastu powinien czynić je wyjątkowym i przyciągającym. Niestety, w moich oczach Wrocław w tej książce zbanalizowano. Kiedyś za sprawą Marka Krajewskiego odkryłam magię tamtych stron. Teraz jego koledzy po fachu sprawili, że jest to dla mnie zwyczajne miasto, jakich wiele...

Ale to tylko odczucia. To tylko pokazanie, że nie widzę w jakim celu stworzono tę antologię. Czym innym jest za to treść i przekaz poszczególnych tekstów.

Każde z opowiadań miało traktować o miłości. Temat ten ugryziono z różnych stron - mamy więc miłość szczęśliwą, bolesną, zabójczą, a nawet wyimaginowaną. Autorzy przedstawili nam całą plejadę różnych osobowości - od dzieci i nastolatków po staruszki. Każdy z bohaterów wyróżnia się czymś niezwykłym spośród innych. Każdy ma do opowiedzenia jakąś historię. Każdy inaczej rozumie i przeżywa miłość. A w tle pojawia się piękny Wrocław, ze swoimi fascynującymi zakamarkami...

Szczerze muszę przyznać, że warta uwagi jest ta antologia. Ma punkty lepsze i gorsze, celu jej brak, ale gdyby spojrzeć na ogół - jest to zbiór naprawdę bardzo dobry. W jednym miejscu można poznać piętnastu autorów, trzynaście różnych wizji tego samego tematu i trzynaście niesamowitych historii. Bo nawet te nudniejsze mają w sobie coś niezwykłego...

Lektura Miłości we Wrocławiu nie należy do najłatwiejszych. Podróż przez tę książkę najlepiej odbywać niespiesznie. Piętnaście różnych sposobów pisania nie gwarantuje bowiem lektury gładkiej i jednostajnej. Jedną historię połyka się błyskawicznie, by przy innej ostro wyhamować, a gdzieś w połowie doznać wielkiego szoku. Czytajcie więc powoli, pochylcie się nad każdym tekstem. Dajcie sobie czas na zastanowienie. Zbiór takich niezwykłości niewątpliwie na to zasługuje.

Moja ocena: 7,5/10

Książkę otrzymałam od wydawnictwa EMG.


literatura polska | recenzja | opowiadania | literatura | recenzje książek