30 września 2011

Top 10: bohaterowie, z którymi wybrałybyśmy się na randkę

top 10 kreatywa

Ponieważ zdarzył nam się dzisiaj dzień taki, a nie inny - święto wszystkich panów, temat na ten tydzień nie mógł być inny. Bardzo ciekawa jestem Waszych typów, a więc - do roboty!

23 września 2011

Top 10: ulubione lektury szkolne

top 10 kreatywa

Jestem w szoku, że udało mi się wygospodarować kilka godzin, by poprzebywać trochę w blogowym świecie. Aż wstyd, że od dwóch tygodni nie przeczytałam żadnej książki, chociaż stosy robią się coraz większe. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się zwalczyć wszystkie problemy i pozbyć paru zajęć, aby wrócić do tego, co lubię robić najbardziej. Załączam więc pierwszą płytę Modern Talking i płodzę kolejny ranking:


20 września 2011

Biała jak mleko, czerwona jak krew, Alessandro D'Avenia

Biała jak mleko, czerwona jak krew, Alessandro D'Avenia
Oryginał: Bianca come il latte, rossa come il sangue
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2011
Stron: 312
Gatunek: dla młodzieży, obyczajowe
Alessandro D’Avenia stworzył historię naprawdę wyjątkową, bowiem jego Biała jak mleko, czerwona jak krew wzrusza, bawi, porusza i prowokuje do refleksji. Opowiada o młodym, rezolutnym chłopaku, który próbuje zrozumieć świat, odnaleźć swoje miejsce w rzeczywistości i znaleźć sens w życiu. Los podtyka mu różne nieprzewidziane zdarzenia, stale wystawiając go na próby – choroba ukochanej dziewczyny, wypadek, problemy w szkole, trudne przyjaźnie itd. Szesnastoletni Leo stawia czoła rzeczywistości, wykazując się niesamowitą dojrzałością, imponującą wrażliwością i zachwycającą bystrością umysłu. Dzięki bohaterowi czytelnik inaczej spogląda na świat – odbiera go teraz wszystkimi zmysłami, smakując i widząc inaczej, niż dotąd. To właśnie taka literatura, która angażuje zmysły i emocje, porusza i wstrząsa jest tą najbardziej wartościową. Nie jest to żadne głupie love story, żadna banalna historia o dojrzewającym dzieciaku, który nie pojmuje świata. To niezwykle dojrzała, zachwycająca powieść, którą opowiada młody chłopak. Dlatego tak łatwo tę historię pokochać – Leo jest prostym dzieciakiem, a jego opowieść przytłacza naturalnością i bezpretensjonalnością. Warto czytać taką literaturę, bo trudno ją wsadzić w jakiekolwiek ramy i na własnej skórze trzeba odczuć jej wyjątkowość...

Najważniejszą część fabuły powieści D'Avenii stanowi walka z białaczką. Młody bohater usiłuje zrozumieć działania Boga, który okazuje się niesprawiedliwy i głuchy na prośby śmiertelników. Dojrzałość i nowe spojrzenie na świat zyskuje dzięki obserwowaniu walki z chorobą – te zdarzenia przywołują skojarzenia z Oskarem i Panią Różą, Erica-Emmanuela Schmitta. Również jego Zapasy z życiem można by porównać do powieści Alessandro D’Avenii. W obu tych historiach przewijają się młodzi bohaterowie, którzy za maskami buntowników, ukrywają swą wrażliwość. I Jun u Schmitta i Leo u D’Avenii potrzebują pomocnej dłoni. Każdy z nich odnajduje swojego senseia, pomagającego zrozumieć rzeczywistość i zajrzeć w głąb siebie. Forma Białej jak mleko przywołuje też skojarzenia z kultowymi dziennikami Adriana Mole’a. Motyw młodego, zakompleksionego chłopaka(-narratora), który bierze się za bary z rzeczywistością, pojawia się w obu tych historiach.

Taką powieść mogą pokochać wszyscy – bez względu na płeć i wiek. Zagubiony nastolatek utożsami się z niebanalnym Leo, nastoletnie dziewczę z Silvią – bohaterką, która z godnością przyjmuje każdy policzek od chłopaka, którego kocha nad życie, a który to szuka miłości gdzieś indziej. Coś dla siebie znajdą tu również belfrowie, gdyż pewien nauczyciel odgrywa w tej książce kluczową rolę. Poza tym, zainteresują się tą książką wszyscy ci, którzy cenią dobrą, niebanalną, wzruszającą lekturę. Grupą docelową są co prawda nastolatkowie, ale potrzeba pewnej dojrzałości, aby zrozumieć przesłanie powieści. Z drugiej strony – główny bohater dopiero z czasem nabiera tej dojrzałości i młody czytelnik mógłby razem z nim przebyć tę trudną drogę, ku dorosłości.

Gorąco polecam Wam tę pozycję, gdyż z pełną odpowiedzialnością mogę ją zaliczyć do najlepszych, najciekawszych i najbardziej poruszających książek mojego życia. W sprzedaży będzie dostępna od 3 października - zwróćcie na nią uwagę!

Moja ocena: 10/10


Kilka wersji okładki:

Która urzeka najbardziej?


Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak.

literatura włoska | recenzja | Alessandro D'Avenia | literatura | recenzje książek


Alessandro D'Avenia - odkrycie włoskiej literatury. Jego powieść Biała jak mleko, czerwona jak krew błyskawicznie stała się bestsellerem (ponad 170 tys. sprzedanych egzemplarzy), a czytelnicy obwołali ją współczesnym Love Story.

Źródła: foto | opis

18 września 2011

Top10: najpiękniejsze historie miłosne

top 10 kreatywa

Moje zabieganie, niewyspanie i zakręcenie sięgają już zenitu, toteż wpadam w biegu, by dodać swój dzisiejszy ranking i biegnę dalej w świat.

14 września 2011

Z głębi serca - 15. rocznica śmierci Tupaca [AKTUALIZACJA]

Z głębi serca, Angela Ardis
Oryginał: Inside a Thug's Heart
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2004
Stron: 213
Gatunek: biograficzne
15 lat temu wskutek ran postrzałowych zmarł jeden z największych raperów w historii - Tupac Amaru Shakur. Właśnie na okoliczność rocznicy jego śmierci postanowiłam przeczytać książkę Angeli Ardis - Z głębi serca. Teraz wiem, że był to błąd. Długo rozwodzić się nad tą pozycją nie będę, bo i nie ma nad czym.

Z głębi serca stanowi zapis kontaktów 2Paca z Angelą. Była modelka Playboya napisała list do rapera, gdy ten znajdował się za kratkami. Dziewczyna wzbudziła jego zainteresowanie na tyle, że regularnie wymieniali korespondencję, rozmawiali przez telefon, aż wreszcie doszło między nimi do spotkania w więziennych murach. Tak wyglądała specyficzna relacja wielkiego rapera ze zwyczajną dziewczyną i tak też wygląda ta książka. Mamy tu skany listów, zapisy rozmów oraz... fantazje erotyczne autorki. Dla fanów Shakura gratką mogą okazać się jedynie jego listy i wiersze niepublikowane nigdzie indziej. Poza nimi na książkę składa się bełkot Angeli, któremu raczej nie warto poświęcać uwagi.

Nie wiem co miała na celu publikacja tej pozycji. Świat i tak wie, że 2Pac był wrażliwym poetą i człowiekiem, którego lubiano wrabiać w różne dziwne sprawy - tak to już w tym środowisku jest. Moim zdaniem zamieszczone tutaj wiersze można było wydać w innej formie, gdyż po pierwsze - publikowanie czyichś osobistych listów wcale nie jest sympatyczne, a po drugie - przeplatane ich z żenującymi rozmowami niedojrzałej Angeli i jej przyjaciółki oraz z wydumanymi fantazjami erotycznymi jest naprawdę przykre.

Myślałam, że dzięki lekturze tej pozycji jakoś ciekawie wspomnę Tupaca w 15. rocznicę jego śmierci, ale niestety - nie był to dobry wybór. Lepiej po prostu zatracić się w jego muzyce:








[AKTUALIZACJA]

Przepraszam, że w tym tygodniu nie podejmę się nowej dyskusji w KKD, ale jestem zabiegana, wymęczona i - generalnie - nie nadaję się teraz do życia.

10 września 2011

Po 1: zmiany; po 2: wystawy

Tak, zmieniłam wygląd bloga. I wszystkie 'popierdółki' przeniosłam na sam dół :) Od paru dni opracowywałam szablon, który przestałby mnie sobą przytłaczać. Wystąpiły z nim jednak nieprzewidziane błędy, czego efektem było zniknięcie odnośników do Waszych blogów. Do piątej rano udało mi się odzyskać połowę, po czym mój kochany złomek się zawiesił i reszty dodać nie zdołałam. Stopniowo będę to nadrabiać, obiecuję :)

Za kilka godzin idę łapać welon Panny Młodej, w związku z czym bazę top-10 uzupełniać będę jutro lub w poniedziałek.

Na osłodę zaprezentuję Wam kilka zdjęć z wernisaży, w jakich brałam udział w dniu wczorajszym. Jeżeli ktoś ma blisko do Częstochowy - zapraszam do odwiedzania Miejskiej Galerii Sztuki. Zapewniam, że jest na co popatrzeć :)


Wernisaż Stanisława Cukra:



9 września w Sali Śląskiej Miejskiej Galerii Sztuki odbył się wernisaż wystawy rzeźb Stanisława Cukra. Do niezwykłego świata artysty zaprosili zgromadzoną publiczność dyrektor Galerii – Czesław Tarczyński oraz krytycy sztuki – Anna Król i Zbigniew Baran. 

Niezwykły artysta, posiadający umiejętność znalezienia właściwej formy - formy niesłychanie wrażliwej i estetycznej – takimi słowami przedstawiono rzeźbiarza i jego twórczość. „Jego dzieła nie są w żaden sposób udziwnione. Przedstawiają podstawowe tematy” – mówiła Anna Król, pełna zachwytu nad olbrzymim talentem Stanisława Cukra, a Zbigniew Baran dodawał – „on z brązu wydobywa materię subtelną, przebóstwia ją”.

Stanisław Cukier jest jednym z najwybitniejszych współczesnych polskich rzeźbiarzy i medalierów. Jego prace znajdują się w zbiorach m.in. British Muzeum w Londynie czy Muzeum Narodowym w Krakowie. Teraz podziwiać można je również w Miejskiej Galerii Sztuki. Niezwykły świat „przebóstwionego brązu” dostępny będzie dla częstochowian do 9 października w Sali Śląskiej.

Wernisaż Agnieszki Słodkowskiej:


Od 9 września Miejska Galeria Sztuki zapewnia cudowne wrażenia wszystkim łaknącym dalekich podróży. Dzięki malarce Agnieszce Słodkowskiej w jednej chwili można przenieść się z Częstochowy do Kraju Kwitnącej Wiśni, by podziwiać piękne gejsze, spacerować zatłoczonymi ulicami i smakować dalekowschodnią kulturę.

W miniony piątek w Sali Poplenerowej odbył się wernisaż wystawy Japanorama, który otworzył dyrektor Miejskiej Galerii Sztuki – Czesław Tarczyński, witając licznie zgromadzonych gości krótką przemową na temat japońskiej kultury oraz przedstawiając sylwetkę Agnieszki Słodkowskiej – artystki blisko związanej z naszym miastem. Kiedy głos zabrała sama malarka, publiczność mogła poznać jej fascynacje i wspomnienia, jej podróżnicze wrażenia oraz plany na przyszłość. Opowieść artystki snuta wśród zachwycających obrazów ilustrujących zderzenie współczesności z tradycją, pozwoliła gościom Galerii przenieść się na kilka chwil do świata pełnego egzotyki. Świata, który fascynuje i zachwyca. Świata, który pachnie wiśniami.

Wszystkich, którzy chcieliby wybrać się w tę barwną podróż, Miejska Galeria Sztuki zaprasza na Salę Poplenerową. Prace absolwentki Wyższej Szkoły Pedagogicznej podziwiać można będzie do 9 października.

Polecam stronę malarki - slodkowska.pl. Na mnie te japońskie obrazy zrobiły ogromne wrażenie :)

9 września 2011

Top 10: książki, które powinny mieć swoje adaptacje filmowe

top 10 kreatywa

Wydawać by się mogło, że najnowszy temat top-10 będzie łatwy i przyjemny. Nic bardziej mylnego - przeczytanych książek ogrom, filmów na ich podstawie ogrom i tak naprawdę ciężko jest wynaleźć te tytuły, które są ciekawe i przeniesienia na ekran jeszcze się nie doczekały. Niemniej, udało mi się skompletować pełną obsadę /kiedy klikniesz na zdjęcie, otworzy się strona, z której ono pochodzi/:

8 września 2011

Sekretna córka, Shilpi Somaya Gowda

Sekretna córka, Shilpi Somaya Gowda
Oryginał: Secret Daughter
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2011
Stron: 408
Gatunek: społeczno-obyczajowa
Sporo recenzji Sekretnej córki przeczytałam, zanim sięgnęłam po ten tytuł. Opis powieści zainteresował mnie już dawno temu, jednak szereg raczej średnich opinii nieco oddalał mnie od lektury. Wreszcie - całkiem spontanicznie - wyciągnęłam ją ze stosu książek i oddałam się lekturze. Warto było, bo nareszcie wyrwałam się z czytelniczej niemocy, dopadającej mnie każdego roku w okresie, w którym zbyt długie wakacje zaczynają mi ciążyć. Książka spodobała mi się - o tym wspominam od razu. Muszę jednak przyznać, że mam w tym miejscu pewne wątpliwości. Przez to jak nastawiłam się do Sekretnej córki nie jestem pewna czy moje oczarowanie wiąże się z zaniżonymi oczekiwaniami, czy ta książka naprawdę jest tak dobra. Wielkim pozytywem takiego stanu rzeczy jest fakt, że powinno to podsycić Waszą ciekawość. W końcu kto nie chciałby się przekonać na własnej skórze, jakie wrażenie wywrze na nim ten głośny tytuł?

Sekretna córka dla jednej ze swych matek jest Ushą (w tłumaczeniu: świt) dla drugiej Ashą (co znaczy: nadzieja). Pierwsza z matek porzuca ją w kilka dni po urodzeniu, druga adoptuje w momencie, w którym kolejne poronienie całkowicie podcina jej skrzydła. W ten sposób biedna bombajska dziewczynka trafia do wielkich Stanów Zjednoczonych, gdzie dorasta i gdzie obserwujemy jej życie przez przeszło ćwierć wieku.

Kavita przez lata zadręcza się myślą o córeczce, która żyje gdzieś z dala od niej. Do porzucenia dziecka zmusiła ją brutalna indyjska rzeczywistość, w której za "jedynych słusznych" potomków uznaje się chłopców. Oddanie maleńkiej Ushy do sierocińca wydaje się kobiecie jedyną słuszną decyzją. W innym wypadku dziecko albo żyłoby w skrajnej nędzy, albo... Albo nie żyło wcale.

Ceniona lekarka, Somer, wiele lat poświęca na zajście w ciążę i stworzenie "kompletnej rodziny". Kiedy kolejne próby kończą się tragicznie, decyduje się na adopcję dziecka z Indii - ojczyzny swego męża. Wtedy jeszcze nie spodziewa się, jak trudna może okazać się dla niej bariera kulturowa. Dopiero po latach uświadamia sobie, jak wiele przeszkód nie do pokonania, nastręcza takie wymieszanie kultur. I instynkt macierzyński, którego nie ma...

Asha dorasta w samotności. Nie potrafi w pełni cieszyć się rodzicielską miłością, kiedy para lekarzy stara się stworzyć z niej dziecko idealne. Ambitny ojciec liczy, że dziewczyna pójdzie w jego ślady, a zdystansowana matka zdaje się tworzyć między nimi niewidzialny mur nie do skruszenia. Trudno o porozumienie w rodzinie, w której nikt nie czuje się do końca spełniony i w której każdy tęskni do czegoś, co nie jest mu dane. Młoda Asha buntuje się przeciwko ambicjom rodziców i wychowywaniu na pograniczu dwóch kultur. Półśrodki jej nie wystarczają. A pragnienie poznania korzeni jest tak ogromne, że dziewczyna na wiele miesięcy przenosi się do Indii. Tam następuje jej przemiana. Tam jej priorytety ulegają całkowitemu przewartościowaniu...

Sekretna córka opowiada przede wszystkim o różnicach, jakie dzielą dwie odmienne kultury. Niezwykle liczna indyjska familia kontrastuje tu z zamkniętą trójką, jaką tworzą Somer, jej mąż - Krishnan oraz Asha. Kolorowe sari i ostro przyprawione curry stanowią tu kontrast dla bojówek i hamburgerów. Brudny Bombaj dla słonecznej Kalifornii. Wychudzone, brudne dzieci ze slumsów dla roześmianych uczniów prywatnych szkół. Ta historia pełna jest kontrastów, ale jedno jest w niej stałe, niezależnie od miejsca i czasu - rodzicielska miłość.

Shilpi Somaya Gowda niezwykle ciekawie przedstawiła relacje łączące dzieci z rodzicami. Mamy ojca, który ślepo wyznaje ideały swej kultury, promującej męskich potomków. Mamy matkę, która dla ratowania niemowlęcia decyduje się na morderczy marsz, by oddać je do sierocińca. Mamy ojca, który pragnie pielęgnować w córce miłość do ojczyzny, której nigdy nie znała. Mamy matkę, która pełna egoistycznego strachu nie pozwala dziecku na realizację marzeń. Inną, która choć pragnie dla syna jak najlepiej, nie może znieść myśli, że szczęście znalazł na innym kontynencie...

Każdy z bohaterów musi pokonać długą drogę, by zrozumieć inną kulturę i drugiego człowieka. Bo właśnie o zrozumieniu i tolerancji jest ta książka. Wiele trzeba przejść, aby docenić to, co się ma lub miało, aby pojąć cudze intencje i aby pokochać inności, które nas otaczają. Takie trudne drogi przemierzają Somer z Krishnanem, by naprawić swe małżeństwo i by zrozumieć się wzajemnie; babka Ashy, by zaakceptować wybory swego syna; sama Asha by poznać inną siebie - Ushę; Kavita, by zaznać spokoju oraz jej mąż - Jasu - by pojąć, że nie warto ślepo wierzyć w to, co nakazuje tradycja. Oto bowiem okazuje się, że upragniony syn nie spełnia ani procenta pokładanych w nim nadziei, za to niechciana córka wyrasta na mądrą, świadomą kobietę, która osiąga wszystko to, czego tylko zapragnie.

Sekretna córka to powieść poruszająca i trudna. Traktuje o problemach, które są nam bliskie. Prowokuje do refleksji, zmusza do stawiania pytań, odwołuje się do serca czytelnika i wkrada do jego umysłu. Znakomicie czyta się tę powieść - akcja biegnie szybko, sprawnie przeplatając ze sobą historie z Ameryki i Indii. Kilka razy zdarzyło mi się ziewnąć ze znużenia przy fragmentach, które uznałam za przegadane i zbędne. Generalnie jednak Sekretna córka wywarła na mnie naprawdę spore wrażenie i z czystym sumieniem polecać Wam będę poznanie tej pięknej historii. Nie jest specjalnie zaskakująca czy odkrywcza, ale wyjątkowa i poruszająca - owszem. Brak tu lukru, a więcej goryczy - to jej kolejny plus. Nie lubię oczywistych, przekolorowanych historyjek, które mają - brzydko mówiąc - jechać na najprostszych uczuciach. Ta powieść naprawdę skłania do refleksji, warto poświęcić jej czas. Gwarantuję, że nie będzie on stracony.

Moja ocena: 8,5/10

PS. Kiedy już zetkniecie się z tą książką, będziecie mogli zauważyć, jak schludnie i ładnie jest ona wydana. Zwróćcie jednak uwagę na zagraniczne okładki. Jedynka i trójka prezentują się pięknie, prawda?


Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.



literatura amerykańska | literatura indyjska | recenzja | Shilpi Somaya Gowda | literatura | recenzje książek

Shilpi Somaya Gowda urodziła się i wychowała w Toronto, w rodzinie imigrantów z Bombaju. Latem 1991 roku pracowała jako wolontariuszka w indyjskim sierocińcu. Obecnie wraz z mężem i dziećmi mieszka w Kalifornii.

Źródła: foto | opis

7 września 2011

KKD #6: Płeć a literatura

Klub Dyskusyjny

#6: Płeć a literatura

To męska rzecz poczytać - takie hasło reklamuje serię książek sensacyjnych, na które można trafić w supermarketach w cenie 6,99zł. za sztukę. Zakupiłam niedawno dwa z dziewięciu dostępnych tytułów i przez chwilę zastanawiałam się dlaczego akurat do mężczyzn miałyby być skierowane te książki. Jasne, żadna kobieta się tym nie przejmie, ale już w sytuacji odwrotnej bywa gorzej. W końcu ilu panów paradowało będzie z Literaturą w spódnicy pod pachą?

3 września 2011

Prosektorium, Olga Paluchowska-Święcka

Prosektorium, Olga
Paluchowska-Święcka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2011
Stron: 324
Olga Paluchowska-Święcka miała bardzo ciekawy pomysł na powieść. Młoda dziewczyna pragnie odizolować się od świata i zapomnieć o przeszłości, więc podejmuje pracę w prosektorium. Kontrastować z tym ma jej obracanie się w show-biznesowym upudrowanym światku. Zamysł świetny. Wykonanie - od strony językowej - też całkiem niezłe. Ale reszta - cóż, najchętniej spuściłabym na to zasłonę milczenia. A że nie mogę - przedstawiam Wam nową powieść na rodzimym rynku - Prosektorium.

Książkę Olgi Paluchowskiej-Święckiej czyta się bardzo dobrze - pochłonęłam ją w kilka godzin. Akcja poprowadzona jest bardzo sprawnie - przebiega wartko, nie ma ani chwili na nudę. Z tej strony autorka spisała się naprawdę dobrze. Znacznie gorzej prezentują się dialogi, które w przeważającej części są nienaturalne, a miejscami również mocno infantylne. Nie czyta się ich dobrze, zdecydowanie odstają od reszty tekstu, który brzmi dużo dojrzalej. Operująca niezłym językiem autorka chciała, by młodzi bohaterowie posługiwali się luźną, uliczną mową, przez co ich rozmowy śledzi się z poirytowaniem. Nie są one ani trochę autentyczne...

Nie to jest jednak największym problemem Prosektorium. Mam wrażenie, że autorka najzwyczajniej w świecie... przekombinowała. Wiele mądrych słów wkłada w usta bohaterów. Monologi kipiące mądrością może wygłosić tu każdy - nieuleczalnie chory ośmiolatek, spotkany na ulicy Gruzin, sąsiad-podglądacz, samotny szef, młody lekarz z głową pełną ideałów, chora psychicznie modelka i właściwie każdy, kto tylko zostanie dopuszczony do głosu. Przyznaję, słowa te skłaniają do myślenia, pobudzają wyobraźnię i mają dotykać najgłębszych punktów wrażliwości czytelnika, ale co za dużo, to niezdrowo. Rozważania o życiu i śmierci, zewnętrznym pięknie i wewnętrznej zgniliźnie, przeplatają się tu z rodzinnymi wspomnieniami, marzeniami o wielkiej miłości, uwagami na temat brudnego świata gwiazd, opisami chorób i fragmentami konferencji naukowych. Jakby tego było mało, nagle jak z pudełka, może wyskoczyć na nas wywód na temat noszenia futer, praw gejów i mniejszości narodowych albo wspomnienie dziurawego dywanu w Cannes i nieśmiertelne hasło "zima zaskoczyła drogowców". Autorka miała tak wiele do powiedzenia, że wszystkie swe poglądy postanowiła streścić na tych 324-stronach, nie bacząc, czy to wszystko razem zlepione ma jakikolwiek sens. Moim zdaniem nie ma. Nie dość, że poczynania bohaterów często są niejasne i brak im konsekwencji (a co za tym idzie - autentyczności), to jeszcze ten zlepek różnych mądrości powoduje, że książka staje się nijaka. Trąci mi tu Paulo Coelho, który też lubi wtrącać umoralniające gadki i całe stadko złotych myśli, gdzie tylko się da. W umiarkowanej dawce takie fragmenty mogą nadać powieści głębszego sensu, mogą zmusić do myślenia, mogą zapaść w pamięć na zawsze. Kiedy jest ich jednak za dużo - zaczynają męczyć, irytować i wydają się po prostu śmieszne. A szkoda, bo wiele mądrych myśli można by z tej powieści wyłuskać. Ale jak to zrobić, kiedy jest się nimi od stóp po głowę zalanym? Nie da się.

Chyba każdy zna starą prawdę głoszącą, że kiedy w opowieści pojawia się pistolet, to musi wystrzelić. Niestety, w Prosektorium mnóstwo jest tych pistoletów, które pojawiają się, nic nie wnoszą i znikają, zamiast wypełnić swe zadanie i w odpowiednim momencie zaskoczyć nas wystrzałem. Pojawienie się niektórych wątków i postaci jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Nie wiadomo skąd się biorą, nie wiadomo, jaki sens ma ich istnienie. Są chwilę i znikają. Chyba tylko mają wypełnić parę stron tekstu, żeby książka wydała się bardziej okazała. Nietrafiony zabieg - często okazuje się, że to te niepozorne, chude egzemplarze kryją w sobie największą moc... Powieść Prosektorium też mogłaby tę moc posiadać. Też mogłaby wgniatać w fotel, zachwycać i zmuszać do myślenia. Ale nie udało się. I dziwi mnie to bardzo, bo pióro autorka ma naprawdę dobre. Pomysłów też jej nie brak. Wydaje mi się, że gdyby poprawić dialogi, wyciąć niektóre mądrości i pozbyć się niepotrzebnych elementów, można by się tą powieścią naprawdę zachwycić. I porządnie zastanowić nad tym, co autorka chciała przekazać. Bo jest tego sporo - przeczytajcie, a sami zobaczycie.

Mam wielką nadzieję, że na tej jednej powieści nie skończy się przygoda z literaturą Olgi Paluchowskiej-Święckiej. Potrzeba nam pisarzy o takiej wrażliwości i o tak ciekawym spojrzeniu na świat. Tą powieścią autorka do mnie nie trafiła, nie przekonała do swych bohaterów i ich świata, nie wzbudziła zaufania. Ale pozwoliła mieć nadzieję, że oto do świata polskiej literatury wkroczyła osoba, która ma bardzo wiele do zaoferowania. Jestem pewna, że swą naukową wiedzą i niezwykłą umiejętnością przekazywania ludzkich emocji, pani Olga jeszcze czytelników zaskoczy. Czekam na kolejne książki!

Moja ocena: 6/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.



literatura polska | recenzja | Olga Paluchowska-Święcka | literatura | recenzje książek

Olga Paluchowska-Święcka urodziła się w Ostrowcu Świętokrzyskim. Napisała kilka publikacji naukowych i obroniła pracę doktorską z mikrobiologii. Jak mówi - miała na świadectwie kilka niezłych dwój i ledwo skończyła liceum, choć później przyszło otrzeźwienie. Czyściła toalety na szkolnym basenie, pracowała jako modelka, instruktor taiji i... mikolog w warszawskich szpitalach. Tworzy wielkoformatowe grafiki i prowadzi własny gabinet dietetyczny. "Prosektorium" to jej pierwsza powieść.

Źródła: foto | opis

Małe zbrodnie małżeńskie, Eric-Emmanuel Schmitt

Małe zbrodnie małżeńskie,
Eric-Emmanuel Schmitt
Oryginał: Petits crimes conjugaux
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2009
Stron: 97
Gatunek: dramat
Trochę mnie już ten Schmitt nudzi. Niczym nie zaskakuje, opiera się na tych samych schematach i generalnie nie wywołuje już tak pozytywnych uczuć, jak kiedyś. Brzmi to dziwnie, kiedy wspominam o tym przy okazji jednej z najlepszych jego książek, ale nawet jeśli Małe zbrodnie małżeńskie mi się podobały, nie zmienia to faktu, że podobną historię Schmitt zaserwował już w Tektonice uczuć. A tego przeboleć już nie mogę.

Dlaczego?
Bo ani forma, ani treść MZM mnie nie zaskoczyły. Wręcz przeciwnie - błyskawicznie zaczęłam zestawiać ze sobą oba dramaty i wyszukiwać między nimi cech wspólnych. Schemat jest niemal identyczny - dwoje kochających się ludzi walczy ze sobą i z uczuciem, które ich łączy. Jednak przy Tektonice ich problemy były raczej tendencyjne, doskonale mi znane z życia codziennego. W Małych zbrodniach autor poszedł nieco dalej i zgłębił problemy, o których mówi się mniej, które się przemilcza, a które są niemniej ważne.

Małe zbrodnie małżeńskie to historia traktująca przede wszystkim o zaufaniu i wzajemnym szacunku. Autor postawił małżeństwo z długim stażem przed ciekawym problemem - wskutek wypadku mąż doznał amnezji. Co w takiej sytuacji robi żona? Chce ukochanego przystosować do nowej rzeczywistości, opowiadając mu o tym, jakim wspaniałym człowiekiem był. Nagina prawdę do tego stopnia, że nawet facet z ciężkim urazem głowy nie jest w stanie jej uwierzyć. Zaczynają się przepychanki i dyskusje nad sensem wspólnego życia. Do jakich wniosków dojdą kochankowie? Do kogo odniesie się cytat z okładki książki:


i kto wyjdzie cało z tej historii? Ten się dowie, kto przeczyta.

Obiektywnie rzecz biorąc, Małe zbrodnie małżeńskie prezentują się lepiej niż Tektonika uczuć. Ale ponieważ to opieranie się na utartych schematach zaczyna mnie w autorze drażnić, nie jestem w stanie wlepić kolejnej książce dziewiątki. Pozostawię ją bez oceny, bo nie umiem odpowiednio nagiąć skali do dwóch podobnych utworów, z których ten lepszy bardziej irytuje. Mam przy tym wielką nadzieję, że Schmitt jeszcze czymś mnie zaskoczy. Mam na półce jeszcze kilka jego dzieł - oby były warte uwagi.

Moja ocena: brak

literatura francuska | recenzja | Eric-Emmanuel Schmitt | literatura | recenzje książek

Eric-Emmanuel Schmitt to francuski dramaturg, eseista i powieściopisarz, z wykształcenia filozof. Mieszka w Brukseli.

W ciągu zaledwie dekady stał się jednym z najpoczytniejszych francuskojęzycznych autorów na świecie. Jego książki tłumaczone są na 35 języków, a sztuki wystawiane w ponad czterdziestu krajach. Książki Schmitta w większości bazują na sztukach teatralnych o tych samych tytułach.
Źródła: foto | opis

2 września 2011

Top 10: bohaterowie książkowi, z którymi chcielibyśmy się zaprzyjaźnić

top 10 kreatywa

Nareszcie udało mi się dotrzeć do domu i dostać do sprzętu, aby spłodzić kolejny ranking :) Myślę, że żaden z typów nie będzie dla Was zaskoczeniem. Wciąż obracam się w kręgu ulubionych książek, o których wspominałam niejednokrotnie. Jak widać, wiele one dla mnie znaczą, bo nieustannie przewijają się zarówno w mym umyśle, jak i niemal we wszystkich 'top dziesiątkach'. Teraz więc przedstawię Wam bohaterów literackich, których chciałabym przenieść do naszej rzeczywistości, by móc się z nimi zaprzyjaźnić /kiedy klikniesz na zdjęcie, otworzy się strona, z której ono pochodzi/: