31 lipca 2011

Tabu, Casey Hill

Tabu, Casey Hill
Oryginał: Taboo
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2011
Stron: 320
Gatunek: thriller, kryminał, sensacja
Wprowadzenie słowa tabu do języka zawdzięczamy kapitanowi Jamesowi Cookowi, który jako pierwszy zetknął się z tym pojęciem podczas jednej z wypraw na wyspy Tonga. Przyjmuje się, że naruszając tabu mieszkańców tamtego rejonu został zamordowany, a jego kości umieszczono w świętym miejscu, by oddawać im cześć. Najdawniejsze ślady słowa tabu w polszczyźnie znaleźć można w Encyklopedyi Powszechnej Samuela Orgelbranda z roku 1867. Zgodnie z przedstawioną tam teorią kwestię tabu kojarzono głównie z prymitywnymi, odległymi ludami i ich wierzeniami religijnymi. Ślady tamtych teorii znaleźć można i we współczesnych ujęciach, choć dzisiejsze koncepcje mają charakter bardziej ogólny i uznają tabu za pewien zakaz kulturowy, którego złamanie wywołuje społeczny sprzeciw.

Zagadnieniu tabu wiele uwagi poświęcił twórca psychoanalizy - Zygmunt Freud. Jego teorie, przedstawione w publikacji Totem i tabu stanowią klucz do rozwiązania zagadek, przed jakimi staje Reilly Steel - znakomita agentka FBI, która ze słonecznej Kalifornii przenosi się do deszczowego Dublina. Kobieta pragnie zapomnieć o bolesnej przeszłości i zacząć nowe życie w spokojnych, irlandzkich zakątkach. Pisany jest jej jednak inny scenariusz - oto bowiem na horyzoncie pojawia się wyjątkowo bezwzględny, psychopatyczny morderca, który zdaje się mieć dla Reilly specjalną wiadomość...

Tabu Casey Hill (pseudonim literacki Kevina i Melissy Hill) to wyjątkowo mocny, wstrząsający thriller, pełen obrzydliwych i wgniatających w fotel scen. Początkowo zrobił na mnie ogromne wrażenie, jednak z czasem uświadomiłam sobie pewne nielogiczności w fabule i przewidywalność akcji - od razu rozpoznawałam fałszywe tropy i już w połowie historii doskonale wiedziałam, kto może być odpowiedzialny za serię okrutnych zabójstw. I nie myliłam się, pomimo tego, że autorzy bardzo rozsądnie dawkowali informacje na temat ewentualnego sprawcy i jego znaczenia w życiorysie Reilly Steel.

Nie znaczy to oczywiście, że źle się bawiłam podczas lektury. Przeciwnie - należycie mną wstrząsnęła i miejscami potrafiła naprawdę zaskoczyć. Poza pewnymi uchybieniami akcja poprowadzona została niezwykle sprawnie i w miarę konsekwentnie. Dialogi co prawda bywały mocno nienaturalne, ale już najważniejszemu elementowi powieści - portretowi psychologicznemu mordercy - niczego zarzucić nie można. W tej kwestii autorzy odwalili kawał naprawdę solidnej roboty. Co jak co, ale wyjątkowo autentyczne i intrygujące postaci, wykreowane zostały naprawdę ciekawie. Uwierzyłam w ich istnienie - a to chyba świadczy dobrze o Tabu, prawda?

Obok powieści państwa Hill z pewnością nie można przejść obojętnie - to naprawdę fascynująca, nieźle skonstruowana historia, która potrafi na człowieku zrobić naprawdę wielkie wrażenie. Filmu na jej podstawie z pewnością bym nie obejrzała, ale po kolejne części serii o Reilly Steel chętnie sięgnę. I Wam polecam to samo.

Moja ocena: 7,5/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.


literatura angielska | recenzja | Casey Hill | literatura | recenzje książek

Casey Hill to pseudonim literacki pisarskiego duetu – Kevina i Melissy Hill. Melissa jest autorką powieści cieszących się dużym powodzeniem wśród czytelników. Jej książki zdobywają pierwsze miejsca na listach bestsellerów w Irlandii i Anglii. Potrzeba, by zgłębić ciemną stronę ludzkiej duszy zaowocowała wspólnym dziełem Kevina i Melissy – Tabu. To pierwszy z serii thrillerów, których główną bohaterką jest Reilly Steel.

Źródła: foto | opis

Oczarowanie. Życie Audrey Hepburn, Donald Spoto

Oczarowanie. Życie Audrey Hepburn, Donald Spoto
Oryginał: Enchantment: The Life of Audrey Hepburn
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2008
Stron: 266
Gatunek: biografia
Postaci Audrey Hepburn chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Być może nie wszyscy mieli okazję podziwiać ją na ekranie, ale z pewnością każdemu rzucił się w oczy wizerunek chudziutkiej, pięknej kobiety o niezwykłych oczach i ujmującym uśmiechu. To Audrey Hepburn - symbol popkultury - postać obecna na kubkach, pościelach, zegarach, filiżankach, torebkach i wszystkim tym, co zdołają wymyślić producenci gadżetów. Kobieta, która w kilkanaście lat po swojej śmierci stała się... modna, w czym niemałą zasługę mogła mieć Cecily von Ziegesar - amerykańska pisarka, autorka serii Gossip Girl, która wykreowała postać Blair Waldorf - bogatej nastolatki, wielkiej miłośniczki Hepburn i Śniadania u Tiffany'ego, nieustannie stylizującej się na swą idolkę. W dużej mierze dzięki tej książkowej (a później i serialowej) postaci, styl Audrey na nowo zagościł na ulicach Ameryki. A wielka gwiazda filmowa sprzed lat zdobyła rzesze miłośników i naśladowców...

Podobno nie dało się jej nie kochać - łagodziła konflikty, rozbrajała poczuciem humoru i zachwycała niezwykłą osobowością. Tak przynajmniej twierdzą rozmówcy Donalda Spoto - cenionego amerykańskiego biografa gwiazd, który z niezwykłą rzetelnością zgromadził niesamowitą ilość faktów i ciekawostek z życia najlepiej ubranej kobiety wszech czasów (według prestiżowego magazynu Vogue).


Faktem, który zrobił na mnie największe wrażenie, a o którym nie miałam dotąd pojęcia, było wspomnienie sytuacji, w której Audrey dzielnie podskakiwała w głupawej sekwencji, kręconej przed jednym z paryskich hoteli. Scenę tę obserwowała pewna staruszka na wózku inwalidzkim, która - wraz z małżonkiem - zaprosiła Audrey do swego apartamentu. Tam zaproponowała jej główną rolę w broadwayowskiej adaptacji swej noweli Gigi. Rola ta okazała się dla Audrey przełomową, pchnęła naprzód jej karierę i uczyniła z niej gwiazdę Ameryki. Kim była tajemnicza staruszka? To nie kto inny, jak wybitna francuska ekscentryczka, wiecznie kontrowersyjna pisarka - Sidonie-Gabrielle Colette (autorka słynnej serii o mej imienniczce - Klaudynie). Długo trzeba było namawiać przerażoną Audrey do tej roli - i nawet po wielkim sukcesie Gigi aktorka ani trochę nie uwierzyła we własne możliwości, stale umniejszając swą wartość.

Trudno się jej jednak dziwić, kiedy dokładnie zagłębi się w przebieg jej życia. Wojna, głód, rozwód rodziców, strata ojca, oziębłość matki, liczne poronienia, nieudane związki, ciągła presja, nieustanna praca - wszystko to układa się w przejmująco smutną całość. Okazuje się bowiem, że życie jednej z największych legend kina (według Amerykańskiego Instytutu Filmowego) stanowiło pasmo nieszczęść, z rzadka przeplatanych chwilami bezgranicznego szczęścia. Wszystko to w znaczący sposób wpłynęło na postrzeganie Audrey przez samą siebie, na jej stan zdrowia oraz ducha. Depresje, uzależnienie od papierosów, uporczywe pragnienie miłości, niedożywienie - urocza, uśmiechnięta i kochana przez wszystkich Hepburn to tak naprawdę niezwykle mroczna postać. Z tym większym podziwem można spojrzeć na jej komediowe kreacje, w których ujmowała urokiem, poczuciem humoru i autentycznością...

Donald Spoto nie kryje się ze swą sympatią wobec gwiazdy Śniadania u Tiffany'ego, co doskonale widać w Oczarowaniu. Tutaj nawet najgorsze występki gwiazdy - np. liczne romanse - są znakomicie usprawiedliwione, a momenty, które każdy nazwałby fochami i gwiazdorzeniem, autor przedstawia w taki sposób, by Audrey wzbudzała jedynie sympatię i rozczulenie. Doskonale rozumiem taką postawę autora, który nieustannie pozostaje pod urokiem Hepburn i doceniam, że - na swój sposób - wykazał się pewną rzetelnością w przedstawianiu nawet najbrudniejszych faktów z życia mojej wielkiej idolki. W porządku, ewidentnie stara się przedstawić ją w jak najlepszym świetle, dla wszystkiego znajdując wytłumaczenie, ale niektórzy może by pewne fakty pominęli. On nie ukrywa tego, co mogłoby zniesmaczyć lub wzbudzić kontrowersje. Może nie pozostaje do końca obiektywny, ale przynajmniej nie przelukrowuje wizerunku Audrey. Raczej przedstawia go na słodko i gorzko, chcąc czyste nieszczęście zrównoważyć czymś łagodnym, ludzkim i uroczym.

Oczarowanie. Życie Audrey Hepburn to obowiązkowa pozycja dla wielbicieli kina, miłośników pięknych kobiet, entuzjastów mody i fascynatów wielkich postaci. Książka jest bardzo efektownie wydana - zawiera liczne zdjęcia, sporo przypisów i ogrom ciekawostek. Fakty z życia Audrey Hepburn przeplatane zostają krótkimi biogramami ludzi, z którymi się stykała, rozlicznymi cytatami, opowieściami o jej filmach i anegdotami ze świata kina i polityki. Bywa, że biografie nudzą lub przytłaczają nadmiarem suchych faktów - w przypadku Oczarowania żadna z tych rzeczy czytelnikowi nie grozi. Donald Spoto to wprawny biograf, potrafiący zamienić stek faktów w fascynującą, bogatą opowieść. Z wielkim zainteresowaniem poznawałam Audrey Hepburn taką, jaką widzi ją autor i chcę mu wierzyć, że była uroczym aniołem, który rozjaśniał szarą rzeczywistość w wyniszczonej wojną Holandii, przygnębiającej angielskiej szkole z internatem czy brudnym Hollywood. Zresztą... Jak można nie kochać tej uśmiechniętej buzi i hipnotyzujących oczu? Jak można nie podziwiać tego fantastycznego stylu i naturalnego piękna? Jak można nie wybaczyć grzechów kobiecie, której życie stanowiło nieustanne pasmo cierpień? Jak można nie doceniać tej siły, woli walki, bezinteresownego oddania i dobra? Nie da się!

Audrey Hepburn była perfekcjonistką i profesjonalistką. Wielką, wpływową kobietą, której nie potrafiono się oprzeć. Stale króluje w rankingach - najbardziej stylowa, najpiękniejsza, najzdolniejsza. Obok jej biografii nie można przejść obojętnie - sięgnijcie po Oczarowanie i przekonajcie się sami, że warto poznać ją bliżej. Życzę Wam samych miłych wrażeń!

Moja ocena: brak

Nie podejmuję się oceny książki tak wyjątkowej. Trudno o obiektywizm. Poza tym, niech wystarczy Wam stwierdzenie, że Oczarowanie. Życie Audrey Hepburn dołącza do listy najważniejszych książek mojego życia.


Za książkę dziękuję księgarni Matras.


Matras | literatura amerykańska | recenzja | Audrey Hepburn | Donald Spoto | literatura | film | biografia | recenzje książek


Zdjęcia pochodzą ze strony hepburn.low-desert.org (polecam!)

Donald Spoto, szanowany amerykański biograf gwiazd, z wykształcenia teolog, jest autorem 21 książek, między innymi cieszących się zainteresowaniem w wieku krajach bestsellerowych biografii: Alfreda Hitchcocka, Tennessee Williamsa, Marleny Dietrich, Laurence'a Oliviera, Marilyn Monroe i Ingrid Bergman.

Źródła: opis pochodzi z okładki | foto

29 lipca 2011

Moje życie z Dalim

W twórczości wybitnego hiszpańskiego malarza - Salvadora Dali - rozkochana jestem od jakichś dziesięciu lat. Wtedy to pierwszy raz ujrzałam jego niezwykły obraz - La persistencia de la memoria (Uporczywość pamięci):

To niewątpliwie najbardziej popularne dzieło Dalego. Co ciekawe, początkowo wcale nie doceniano jego wartości - dopiero z biegiem czasu ten niesamowity, intrygujący obraz zyskał taką sławę, na jaką zasłużył.

Ekscentryczny Dali to jednak nie tylko malarz, ale i literat. W posiadaniu mam kilka dzieł jego autorstwa, które w paru słowach chciałabym Wam przedstawić.

Dziennik geniusza
Dziennik wielkiego człowieka - mnóstwo wspomnień. Mówi się, że część z nich to po prostu wymysł Salvadora, który lubił budować wokół siebie otoczkę 'wielkiego ekscentryka', ale i tak warto się w nie zagłębić.

Namiętności według Dalego
Kolejny zbiór najróżniejszych poglądów, myśli i wspomnień Dalego, z moim ulubionym fragmentem, wspominającym o poznaniu Gali i Salvadora.

Moje sekretne życie
Kolejne autobiograficzne spojrzenie na świat geniusza.

Myśli i anegdoty
Zbiór najciekawszych, najdziwniejszych, najśmieszniejszych i w ogóle 'naj' wypowiedzi Dalego. Idealna lektura na poprawę nastroju (choć nie zawsze jest się z czego śmiać). Można tę pozycję traktować, jak 'streszczenie' tego, co znajduje się w większości wymienionych wcześniej pozycji.

Ukryte twarze
Jedyna fabularna powieść Dalego. Surrealizm w najczystszej postaci! Warto zagłębić się w rzeczywistość, wykreowaną przez Dalego.


Musicie jednak pamiętać, że Dali to nie tylko genialny malarz i autor znakomitych książek. Sporą przygodę miał on też z... filmem!

Pierwszym jego dziełem był krótki obraz Pies Andaluzyjski – efekt współpracy z Luisem Bunuelem. Dali napisał część scenariusza, a także wcielił się w jedną z ról w filmie. Jest to jeden z pierwszych filmów surrealistycznych. Pies andaluzyjski jest zlepkiem motywów, nie mających ze sobą żadnego powiązania. Znajdują się tam takie sceny, które prezentują np. szczątki osła, czy przecinanie kobiecej źrenicy. Enigmatyczna aura spowija to dzieło, gdyż odtwórcy dwóch głównych ról popełnili samobójstwo... Film ten, był ponoć także przyczyną zakończenia burzliwej znajomości między Salvadorem a poetą Federikiem Garcią Lorcą. Historię tego romansu, opisuje film Little Ashes, nakręcony przed kilkoma laty. Polecam obejrzenie obu tych propozycji, bo choć nie jest to łatwe kino, prezentuje naprawdę wysoki poziom.

W roku ’45 Dali nawiązał współpracę z Alfredem Hitchcockiem, efektem czego jest inspirowany psychoanalizą film Urzeczona, w którym Dali pomógł stworzyć koszmarne senne wizje, stanowiące tło filmu (musicie wiedzieć, że inspiracją jego twórczości były przede wszystkim sny i wizje ludzi chorych umysłowo).

Rok później wraz z Waltem Disneyem Salvador postanowił stworzyć animowane dzieło, pod tytułem Destino (co w przekładzie znaczy ‘przeznaczenie’). Kilka miesięcy pracy, kilkaset planów, szkiców i projektów zaowocowało piętnastosekundowym obrazem, który nie mógł zostać ukończony ze względu na problemy finansowe wytwórni Walt Disney. Dopiero po upływie 57 lat, zespół Disneya postanowił dokończyć to, co rozpoczęte zostało pół wieku wcześniej. Dzięki temu, podziwiać możemy sześciominutowy film, w większości składający się z elementów stworzonych przez Dalego. Oprócz pierwotnego, 15-sekundowego fragmentu, wykorzystane tu zostały także szkice, plansze i projekty, które dzięki nowoczesnym technologiom pozwoliły ukończyć dzieło.


Zwróćcie uwagę na genialną muzykę w tle:


PS. A wiecie kto zaprojektował logo Chupa Chups? :)



Albo namalował homara na słynnym projekcie Elsy Schiaparelli (rywalki Coco Chanel)?
Źródło: mokofashion.

A Wy? Jakiego malarza cenicie najbardziej?

27 lipca 2011

Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki, Mario Vargas Llosa


Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki, Mario Vargas Llosa
Oryginał: Travesuras de la niña mala
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2009
Stron: 378
Gatunek: literatura społeczno-obyczajowa, literatura piękna

Niechętnie sięgam po tzw. wielkie tytuły. Jestem ich bardzo ciekawa, ale jednocześnie nie mam pojęcia, co jeszcze nowego można o nich powiedzieć. Bo przecież takie Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki są tak znane, że aż niezręcznie jest opowiadać o nich w kółko to samo. Co prawda całkowicie odcięłam się od wszelkich opisów (nawet tego na okładce) i recenzji, ale i tak jestem przekonana, że cokolwiek nie napiszę, okaże się, że przede mną już setki osób zwróciły uwagę na to samo. Ale że bardzo chciałabym co nieco o Szelmostwach wspomnieć, nie omieszkam podzielić się swoimi wrażeniami, dokładając cegiełkę do tego muru opinii...

Nie mogę, co prawda, jeszcze mówić, że coś jest dla Vargasa Llosy typowe lub nie, bo dotąd czytałam jedynie jego Pochwałę macochy (recenzję napisaną niemal dokładnie rok temu, znajdziecie tutaj), ale niewątpliwie w obu tych powieściach wyraźnie zaznacza się styl Peruwiańczyka, który pozwolę sobie nazwać charakterystycznym. Historie przez niego nakreślone są pieprzne, fascynujące i przewrotne. Znakomicie czytało mi się zarówno Pochwałę, jak i Szelmostwa, choć przyznać muszę, że dopiero ten drugi tytuł sprawił, że pokochałam tego świeżo upieczonego Noblistę...

Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki to powieść wielowątkowa, osadzona w różnych zakątkach świata i pełna intrygujących postaci, jednak zadziwiająco spójna i logiczna. Co prawda autor ułatwił sobie zadanie przy tytułowej niegrzecznej dziewczynce, pozwalając jej do woli konfabulować (co prowadzi do tego, że najbardziej barwne fragmenty książki mogą być przez bohaterkę całkowicie zmyślone), ale i tak doskonale wplótł w biografię głównego bohatera liczne zniknięcia i nagłe pojawienia się niegrzecznej dziewczynki. Bo o tym właśnie traktuje ta książka - o nieziemskiej femme fatale, która raz po raz pojawia się w życiu Ricarda, by zawładnąć jego duszą, wyniszczyć ją, a potem zniknąć na lata.

A Ricardo? Ricardo udowadnia, że miłość potrafi być chorobą, która daje chwile radości, by potem wyrwać serce, rozdrapać stare rany i zadeptać. Dla bohatera miłość jest wyniszczająca i uzależniająca. Trwa wiecznie i nie daje o sobie zapomnieć. A on jest wierny, cierpliwy i naiwny, wciąż łaknący toksycznej relacji z kobietą, którą inni uznaliby za wariatkę i degeneratkę. Bo niegrzeczna dziewczynka jest prawdziwą szelmą - przebiegłą, chytrą i egoistyczną. Można by ją włączyć do grona postaci legendarnych - takich, które pojawiają się i znikają, intrygują i podbijają serca, za każdym razem ukrywając się za inną maską. Niezwykle ciekawą bohaterką jest ta słodka Peruwianeczka. Niby wyniszcza, niby przeraża, ale nie da się jej nie kochać. Taka z niej szelma!

Historia toksycznej relacji Ricarda i jego miłości z dziecięcych lat jest jednak tylko pretekstem, dla przedstawienia sytuacji politycznej Ameryki Południowej i Europy. Niezwykle sprytnie umieszczone zostały w powieści fragmenty wspominające polityczne konflikty, jakich mnóstwo było w owych czasach. Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki to ponad pięćdziesiąt lat historii Peru. To opowieść o tych czasach, w których walczono ze zniewoleniem. O czasach, w których lepszego życia szukano w różnych zakątkach świata. Często z miernym skutkiem. Biografia niegrzecznej dziewczynki to właśnie taka smutna historia biednej Peruwianki, która pragnie uciec przed biedą i bezsilnością. Życie w nędzy uczy ją przebiegłości, każe poświęcać się w imię tego, co ma być dla niej lepsze. A że nie jest...? Cóż, zawsze na posterunku trwa wierny, jak pies, Ricardo. Facet, który całe życie goni za marzeniami...

Czy polecam lekturę Szelmostw? Cóż... Może tak? Może nie? To jedna z najważniejszych książek mojego życia. Jedna z najpiękniejszych i najbardziej fascynujących historii, z jakimi miałam styczność. Czy można chcieć więcej?

Moja ocena: 10/10


Powieść Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki kupisz w księgarni:

literatura peruwiańska | recenzja | Mario Vargas Llosa | literatura | recenzje książek


Jorge Mario Pedro Vargas Llosa, peruwiański pisarz, dziennikarz, myśliciel, polityk.

Laureat Literackiej Nagrody Nobla w 2010 roku. Jak uzasadnia werdykt Szwedzka Akademia został nagrodzony za "kartografię struktur władzy oraz wyraziste obrazy oporu, buntu i porażek jednostki".

W 1994 r. otrzymał Nagrodę Cervantesa - najwyższe możliwe trofeum w świecie literatury hiszpańskojęzycznej.
Źródła: foto | opis





~Klaudyna~

25 lipca 2011

Kobieta bez twarzy, Anna Fryczkowska

Kobieta bez twarzy, Anna Fryczkowska
Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2011

Długo zabierałam się za lekturę kolejnego kryminału - zaczęłam bowiem odczuwać pewną niechęć do ciągłego zagłębiania się w różne przerażające historie. Ale że seria Asy kryminału jeszcze mnie nie zawiodła, nareszcie zabrałam się za czytanie. I dobrze zrobiłam, bo chwilowa niechęć do tego gatunku zniknęła. Co więcej! Tak mnie ta historia porwała, że mam wielką ochotę sięgnąć po kolejną dawkę kryminalnych zagadek.

Kobieta bez twarzy opowiada o dobiegającej czterdziestki Hance, która po tragicznej śmierci męża, decyduje się na zmianę otoczenia. Pakuje dzieci w samochód i osiada na malowniczej wsi, którą doskonale pamięta z dziecięcych czasów. Niestety, wiejska rzeczywistość szybko daje się Hance we znaki - na jej rodzinę spada lawina kłopotów. Co więcej, z pozoru spokojne miejsce, okazuje się siedliskiem zła. Pojawiają się tu duchy, porywacze, mordercy i inni zwyrodnialcy. A wszystko to tuż za ścianą... Jak poradzi sobie Hanka, kiedy zło przeniknie mury jej domu i wsiąknie w umysły dzieci i przyjaciół? Kiedy zacznie wyciągać macki i po nią? Czy ugnie się pod wpływem tej mocy? A może stawi czoła najgorszemu, nie bacząc na konsekwencje? Sięgnijcie po kryminał Anny Fryczkowskiej, a przekonacie się o tym sami...

Historię przedstawioną w Kobiecie bez twarzy poznajemy z trzech perspektyw - kilka faktów przedstawia niezależny narrator trzecioosobowy, natomiast większość książki stanowią przeplatające się ze sobą opowieści Hanki i jej córki - Michaliny. Najsilniejsze wrażenie wywołują myśli dziecka, które próbuje pojąć otaczającą je rzeczywistość - śmierć ojca, zwłoki znalezione w okolicy, szaleństwa brata, depresję matki i wiele innych. Opowieści Miśki trącą dziecięcą naiwnością, ale miejscami są zadziwiająco dojrzałe, przerażające. Uświadomienie sobie, że zło nie omija niewinnych istot, robi na człowieku piorunujące wrażenie. Zwłaszcza na samym końcu historii, kiedy uświadamiamy sobie całą prawdę o małej bohaterce... Aż zdarzyło mi się wzdrygnąć - takie wrażenie to na mnie zrobiło!

Opowieść Hanki wygląda nieco inaczej, ale czasem niemniej naiwnie. Bohaterka jest nieco irytująca i mocno niekonsekwentna, ale wszystko tłumaczą wydarzenia, z jakimi przyszło jej się zmierzyć. Wiele samozaparcia i siły musi w sobie znaleźć kobieta, której przyszło znosić taką dawkę strachu i cierpienia. Punkt dla autorki, za znakomity portret psychologiczny tak złożonej postaci!

Akcja powieści osadzona została w realiach polskiej, zaściankowej wsi, w której pod przykrywką sielskości czai się zwyczajne zło. Tu fałsz goni obłudę, zawiść nienawiść, a sztuczne uśmiechy i pozory bliskości ukrywają prawdziwe oblicza ludzi. Niezwykły autentyzm świata przedstawionego, pozwala docenić znakomity zmysł obserwatorski Anny Fryczkowskiej. Plus, oczywiście, doskonałą umiejętność przelania wszystkiego na papier. Bo Kobieta bez twarzy to naprawdę sprawnie poprowadzona historia, pełna niespodziewanych zwrotów akcji i ekscytujących wątków. Pochłania się ją jednym tchem, całkowicie wsiąkając w przedstawione wydarzenia. Wydarzenia, od których cierpnie skóra...

Dawno nie czytałam tak dobrego, pełnego mrocznych sekretów kryminału. Miejscami miałam co prawda wrażenie, że historia stoi w miejscu, a autorka zapycha czas opowieściami o niczym, ale koniec końców okazuje się, że nic nie jest w tej powieści przypadkowe. Każdy symbol, każda postać, każde zdarzenie mają sens. Często nie jest to powiedziane wprost, często ich znaczenia trzeba się domyślić, ale to czyni tę powieść jeszcze bardziej intrygującą, jeszcze mocniejszą, jeszcze bardziej ekscytującą...

Ach, wspaniałe były te godziny z Kobietą bez twarzy! Prawdziwa uczta literacka - zachęcam i życzę... smacznego!

Moja ocena: 9/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.



literatura polska | recenzja | Anna Fryczkowska | literatura | recenzje książek

23 lipca 2011

Across The Universe

Across The Universe (2007)
reż. J. Taymor

Surrealistyczno-psychodeliczna papka, okraszona muzyką The Beatles - tak w skrócie można przedstawić ten film. Lubię musicalową stylizację, lubię Evan Rachel Wood (po fenomenalnej roli w Thirteen), ciekawią mnie Jim Sturgess (niebawem zobaczymy go w One Day) oraz Joe Anderson (wkrótce w Breaking Dawn), ale to i tak nie wystarczyło, by przekonać mnie do tej produkcji. Bo jest naiwna, nużąca i mocno irytująca...

Młody liverpoolczyk - Jude, wyrusza do Stanów, by odnaleźć ojca, którego nigdy nie miał okazji poznać. Na miejscu zaprzyjaźnia się z rozrywkowym Maxem i jego uroczą siostrą - Lucy. Bohaterowie wiodą sobie swój luzacki żywot, aż spadają na nich różne tragedie - problemy w domu, śmierć, powołanie na wojnę itd. itd. W ten sposób Max trafia do armii, Lucy do grupy rewolucjonistów, a Jude zaczyna gubić się w swoim życiu. Ich drogi to schodzą się, to rozchodzą, aż w końcu rozstają się na dobre. A przynajmniej tak im się wydaje...

Fabuła filmu jest tak oklepana, że nic nie było mnie w stanie zaskoczyć. Od początku do końca oczywistym było, co dziać się będzie dalej i tak naprawdę wielkiej rozrywki obraz Julie Taymor mi nie zagwarantował. Zachwycić się można było jedynie paroma znakomitymi scenami i niezłymi coverami nieśmiertelnych Beatlesów. Bo generalnie film ten stanowi jedynie pole do popisu dla interpretatorów utworów chłopaków z Liverpoolu. Sądzę, że najpierw dobrano piosenki, wymyślono mniej lub bardziej udane ich interpretacje, a potem zlepiono ze sobą tak, aby tworzyły jako-taką całość. Wyszło mało spójnie, niezbyt logicznie i mocno naiwnie, ot co.



I miałabym w tym momencie ochotę ze wszystkich sił odradzić Wam oglądanie Across The Universe, ale cieszy mnie każdy obraz, propagujący moich ulubieńców. Na pewno znajdzie się wielu, których tego rodzaju wizje urzekną. Mnie wynudziły i zniesmaczyły, a przy ekranie trzymała jedynie muzyka i perfekcyjnie dobrana obsada aktorska. Dużo dystansu i samozaparcia potrzeba, aby przetrawić ten film. Ja po godzinie seansu miałam ochotę wyrzucić go na śmietnik. Ale dzielnie dotrwałam. Poproszę o aplauz!

Moja ocena: 5/10

Wedle reguły kreacji, Artur Boratczuk

Wedle reguły kreacji, Artur Boratczuk
Chwarszczany 2011

Kiedy zdecydowałam się zapoznać z tym ebookiem, nie byłam pewna, czego tak naprawdę powinnam się po nim spodziewać. Opis zainteresował mnie połowicznie, okładka skusiła, a tytuł nieco zniechęcił - nie zapada w pamięć, jest mało chwytliwy, a dla niektórych pewnie nawet niezrozumiały. Brzmi jednak na tyle intrygująco, że z zaciekawieniem zatopiłam się w lekturze.

Artur Boratczuk opowiada o losach Stanisława Szmita - urodzonego w nietypowych okolicznościach, nieznającego swego pochodzenia, wychowywanego pod jednym dachem z pierwszą wielką miłością - Agatą. Młodego Staśka dopada wiele nieszczęść, które odbijają się piętnem na jego życiorysie i zmuszają do ciągłych zmian. W ten sposób bohater trafia do szkoły wojskowej, "wygrywa" żonę i przeżywa pasmo tragicznych wydarzeń, by ostatecznie znaleźć się w więzieniu. Wydaje się, że prawdziwą rewolucją może okazać się dla Stanisława jego reguła kreacji - teoria, którą mógłby podbić naukowy świat. Mógłby, ale czy dojdzie do tego, kiedy na drodze staje mu system i ludzka zawiść? Kiedy ludzie biorą go za wariata? Cóż, to sprawdzicie sami, kiedy już sięgniecie po tę powieść...

Tym, co w opowieści Boratczuka przyciąga najbardziej jest niezwykły język, jakim posługuje się autor. Niesamowicie mile zostałam tym zaskoczona. Dlaczego? Bo nie spodziewałam się, że w dzisiejszych czasach można posługiwać się tak przyjemną w odbiorze polszczyzną. I to jeszcze mężczyzna! Proza Boratczuka pozbawiona jest tej - tak często spotykanej u panów - wulgarności i surowości, które nierzadko zniechęcają do lektury. Wielką przyjemnością było dla mnie zagłębianie się w znakomite dialogi i niezwykle plastyczne opisy. To zdecydowanie największy atut tej minipowieści!

Sama fabuła powinna przypaść do gustu miłośnikom legend, miłośnikom polityki i tym, którzy pasjonują się nauką. Ale nie tylko. Bo ja do żadnej z tych grup nie należę, a Wedle reguły kreacji przeczytałam z wielką przyjemnością. Fakt, trafiłam na kilka nużących fragmentów, ale tak naprawdę ani jednego słowa nie wykreśliłabym z tego tekstu. Bo choć zakres tematyczny powieści jest dosyć szeroki, to jednak wszystkie wątki główne i poboczne znakomicie się ze sobą zazębiają, tworząc spójną, logiczną całość.

Wedle reguły kreacji to naprawdę interesująca pozycja, która - mam nadzieję - ukaże się kiedyś drukiem. Co prawda większą siłę rażenia miałaby jakieś dwie dekady temu, ale i tak powinna znaleźć rzeszę zachwyconych odbiorców. Uważam zresztą, że każdy powinien po tę historię sięgnąć. Żeby zobaczyć, jak system potrafi zgładzić człowieka...

Moja ocena: 7/10


Polecam i zachęcam:

Autorowi dziękuję za możliwość zapoznania z ebookiem!

Czyste intencje, Charlaine Harris

Czyste intencje, Charlaine Harris
Oryginał: Shakespeare's Christmas
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2011
Stron: 256
Gatunek: sensacja, kryminał

Seria poświęcona poczynaniom Lily Bard wydaje mi się być mocno nierówna. Pierwsza część podobała mi się jako-tako, druga wywołała falę irytacji i znużenia, trzecia zaś naprawdę urzekła. Może nie powaliła, może nie zachwyciła, ale z pewnością zapadnie w mej pamięci na długo. Tak, to zdecydowanie najlepsza część cyklu.

Tym razem nasza bohaterka musi zmierzyć się z ciekawskimi spojrzeniami ludzi, którzy najmocniej przeżywali koszmar, jaki spotkał ją przed paroma laty. Oto bowiem jej siostra, Varena, wychodzi za mąż, wydając huczne weselicho. Lily z duszą na ramieniu wraca w rodzinne strony, gdzie znów czekają na nią kłopoty. Nowa sprawa, nad którą pracuje jej mężczyzna może całkowicie zniszczyć szczęście latami budowane przez Varenę i jej narzeczonego. Narzeczonego, który znajduje się w kręgu podejrzeń... Co kryje biografia pana młodego i czy Lily zdąży rozwiązać tę zagadkę, zanim rozbrzmią weselne dzwony? Sprawdźcie sami!

Wiele niepochlebnych opinii zebrała ta powieść, ale we mnie wzbudziła jedynie pozytywne uczucia. Czyta się ją świetnie - można z nią przepaść na kilka przyjemnych godzin. Do tego trzyma w napięciu aż do ostatnich stron. Może nie jest to rasowy kryminał, przyprawiający o dreszczyk emocji, ale wielkim plusem Czystych intencji jest to, jak sprawnie poprowadzona zostaje akcja. Do samego końca nie jest jasne, jak rozwiąże się zagadka. Dlatego tak łatwo pochłonąć tę powieść jednym tchem - po prostu aż chce się wiedzieć, kto stoi za całym tym złem, które znów dosięga Lily i bliskich jej ludzi...

Seria przygód Lily Bard może nie powala tak, jak ta poświęcona Sookie Stackhouse, ale w jednym punkcie ma nad nią zasadniczą przewagę. Charlaine Harris nie traktuje tutaj czytelnika jak idioty i oszczędza mu miliarda szczegółów z poprzednich części cyklu. Historia przebiega płynnie, a niewielkie wstawki dotyczące wydarzeń znanych nam już wcześniej, są wplecione na tyle umiejętnie, że nie nużą, a jedynie odpowiednio napędzają akcję. Bardzo sobie to chwalę, bo znam skłonność amerykańskiej pisarki do przypominania po wielokroć tego, co jest oczywiste dla każdego, kto zaczytuje się w całą serię. Chociaż w zamian za to, autorka znów serwuje nam całą masę opisów niepotrzebnych detali - od ubiorów, przez wygląd bohaterów i wystroje wnętrz po wygląd nieba za oknem. Zadziwiające, ile niepotrzebnych szczegółów można upchnąć w tak niepozornej książce!

Jeżeli zabieracie się za serię książek o Lily Bard, może nie będziecie mieli sił, by dotrwać do tomu trzeciego, ale ja życzę Wam abyście wykrzesali w sobie siły do lektury tej książki. Bo po prostu warto! Po słabiutkim drugim tomie, trzeci można potraktować, jak wisienkę na torcie. Warto było wymęczyć Czyste szaleństwo, by dotrzeć wreszcie do Czystych intencji. Nie jest to żadne wielkie dzieło, ale niewątpliwie dobre czytadło, po które warto sięgnąć. Dacie się przekonać? :)

Moja ocena: 7,5/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak.


Zobacz również:
Seria Sookie Stackhouse


literatura amerykańska | recenzja | Charlaine Harris | literatura | recenzje książek | Lily Bard


Charlaine Harris - bestsellerowa pisarka publikująca od ponad dwudziestu lat. Początkowo pisała poezję, później, podczas studiów na Rodhes College w Memphis w stanie Tennessee tworzyła sztuki teatralne. Kilka lat po ukończeniu studiów zaczęła pisać powieści. Obecnie mieszka w Arkansas ze swoim mężem i trojgiem dzieci.
Źródła: foto | opis

22 lipca 2011

Czyste szaleństwo, Charlaine Harris

Czyste szaleństwo, Charlaine Harris
Oryginał: Shakespeare's Champion
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2011
Stron: 280
Gatunek: sensacja, kryminał

Zauważam u Charlaine Harris wielkie zamiłowanie do mdłych, irytujących bohaterek-narratorek, którym wiecznie ktoś spuszcza łomot. Tak mają się sprawy z Lily Bard, której poświęcono tę serię, jak i z Sookie Stackhouse z innego popularnego cyklu amerykańskiej pisarki. Może w swych powieściach autorka daje upust bogatej wyobraźni albo rozlicza z bolesnymi wspomnieniami, ale cokolwiek by to nie było - robi się już nieco męczące. Bo ktoś, kto czyta zamiennie oba cykle, może odnieść wrażenie, że czyta "jedno i to samo", tylko w różnych otoczeniach. Gdyby dołączyć do tej książki telepatię i wampiry, niczym nie różniłaby się od przygód irytującej Sookie...

Bo schemat mamy dokładnie taki sam - młoda, wyobcowana kobieta pakuje się w dziwaczne związki oraz szereg niebezpiecznych sytuacji, z których zawsze wychodzi obronną ręką. Może trochę poturbowana, ale żywa - chociaż każda inna na jej miejscu zginęłaby od któregoś z licznych ciosów, zadanych przez brutalnych samców, krążących wokół. Tłem tego wszystkiego jest, oczywiście, małe miasteczko pełne rasowych i religijnych uprzedzeń. Ach, do tego dochodzi jeszcze kwestia narracji, poprowadzonej z perspektywy głównej bohaterki. Obie - Sookie i Lily mogą pochwalić się ciekawymi biografiami, ale zbyt wiele mądrego do powiedzenia nie mają. Często chrzanią od rzeczy, jak nastolatki w pamiętnikach, siląc się na jak najbardziej szczegółowe opisy wszystkich miejsc, bohaterów i wydarzeń. Nudna papka z tego niekiedy wychodzi, wierzcie mi.

Niewątpliwym plusem Czystego szaleństwa jest lekkość, z jaką pochłania się tę powieść. Nie minęły trzy godziny, a ja już miałam ją za sobą. Nie powaliła mnie na łopatki, ale do końca trzymała w jako-takim napięciu, za co należy się autorce wielki plus. Dobrze, kiedy zagadka rozwiązuje się dopiero w końcowych fragmentach historii - przynajmniej chce się ją chłonąć do końca, by wreszcie poznać sekrety bohaterów.

Czy polecam? Cóż, nie jest to może lektura obowiązkowa, bez której wiele stracicie, ale jeżeli szukacie chwilowej rozrywki - sięgnąć po nią warto. Tło historii jest naprawdę ciekawe. Fakt, kiedy czytało się dotąd osiem innych książek autorki, poruszających ten sam problem, może się ten schemat trochę opatrzyć, ale i tak warto spróbować. Uwrażliwianie na problem rażącej nietolerancji cenię sobie u Harris bardzo. Więc niech będzie: polecam!

Moja ocena: 6/10

Zobacz również:
Seria Sookie Stackhouse


Powieść Czyste szaleństwo kupisz w księgarni:

literatura amerykańska | recenzja | Charlaine Harris | literatura | recenzje książek | Lily Bard

Charlaine Harris - bestsellerowa pisarka publikująca od ponad dwudziestu lat. Początkowo pisała poezję, później, podczas studiów na Rodhes College w Memphis w stanie Tennessee tworzyła sztuki teatralne. Kilka lat po ukończeniu studiów zaczęła pisać powieści. Obecnie mieszka w Arkansas ze swoim mężem i trojgiem dzieci.
Źródła: foto | opis








~Klaudyna~

Ukryta Oaza, Paul Sussman

The Hidden OasisUkryta Oaza, Paul Sussman
Oryginał: The Hidden Oasis
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2011
Stron: 480
Gatunek: historyczne, sensacja, kryminał, przygodowe

Na początku dzieją się cztery rzeczy:
- w 2153 r. p. n. e. na Pustyni Zachodniej w Egipcie kilkudziesięciu kapłanów ukrywa pewien tajemniczy przedmiot, po czym wyżyna się nawzajem;
- w 1986 r. nad Saharą znika mały samolot z ładunkiem o wielkiej mocy;
- współcześnie w San Francisco młoda kobieta - Freya Hannen - dowiaduje się o samobójczej śmierci swojej siostry, a w tym samym czasie w Egipcie grupa Beduinów znajduje w piaskach pustyni zmumifikowane zwłoki.

Co może łączyć tak odległe w czasie wydarzenia? Jaką tajemnicę zabrali ze sobą do grobu egipscy kapłani, rozbitkowie z samolotu oraz młoda badaczka? Odpowiedzi na te pytania szukać będzie znany egiptolog - Flin Brodie, wraz z przybyłą w pustynne zakątki Freią. Nieświadomi zagrożenia bohaterowie będą brnęli coraz głębiej w świat egipskich legend, mrocznych potyczek politycznych i tajemniczych układów w środowisku Beduinów. To, co odkryją na zawsze zmieni ich życie...

Dużo czasu zajęła mi lektura tej prawie 500-stronicowej książki, ale bynajmniej nie dlatego, że była mało ciekawa czy nużąca. Wręcz przeciwnie - jak już się w nią zagłębiło, trudno było się oderwać choćby na chwilę oddechu. Bo Paul Sussman stworzył powieść naprawdę wyjątkową i porywającą. Autor bez zbędnego dydaktyzmu w bardzo ciekawy sposób wplątał w kryminalno-przygodową opowieść mnóstwo ciekawostek historycznych, religijnych i geograficznych. Bardzo miło jest zagłębić się w książkę tak wzbogacającą, a przy tym ciekawą i niebanalną. Bo choć głównymi bohaterami są kobieta i mężczyzna, Sussman nie silił się na wplątywanie ich w jakieś miłosno-seksualne relacje. Urzekło mnie to bardzo - nie lubię schematyczności i tendencyjności, wolę być mile zaskakiwana.

Przygody Frei i Flina śledziłam z zapartym tchem, a często również z pełnym emocji drżeniem na całym ciele. Paul Sussman w oparciu o prawdziwe egipskie legendy wykreował naprawdę fascynujący świat. Świat pełen tajemnic, mrocznych zakamarków i interesujących postaci. Przypomina mi to nieco przygody Indiany Jonesa albo naszego Tomka Wilmowskiego. Mam nadzieję, że te dwa nazwiska są wystarczającą rekomendacją.

A jeśli nie?
Cóż... Niech przekona Was to, że lektura Ukrytej Oazy jest niezwykłą przygodą, która bawi, emocjonuje i uczy. Paul Sussman zabierze Was w fascynującą podróż, po której już nic nie będzie takie, jak było kiedyś. Zapnijcie pasy i ruszajcie razem z nim! Kto zostanie w tyle, ten będzie żałował.

Moja ocena: 8,5/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza.




Powieść Ukryta Oaza kupisz w księgarni:

literatura angielska | recenzja | Paul Sussman | literatura | recenzje książek

Paul Sussman, pisarz i dziennikarz. Studiował historię w Cambridge. Jego pasją jest archeologia. Pierwsze dwie książki Zaginiona armia Kambyzesa (Muza, 2003) i Tajemnice świątyni (Muza, 2005) stały się światowymi bestsellerami.
Źródła: foto | opis z okładki






~Klaudyna~

20 lipca 2011

Całe życie z Beatlesami :-))

Blackbird z płyty zatytułowanej The Beatles (znanej również jako The White Album) jest jednym z najpiękniejszych utworów chłopców z Liverpoolu. Tekst do Blackbird powstał 43 lata temu, a jego autorem jest sam Paul McCartney, który do tej pory wykonuje ten kawałek na solowych koncertach:


Tekst i tłumaczenie utworu (za tekstypopolsku.com):

Blackbird singing in the dead of night
Take these broken wings and learn to fly
All your life
You were only waiting for this moment to arise

Blackbird singing in the dead of night
Take these sunken eyes and learn to see
all your life
you were only waiting for this moment to be free

Blackbird fly, Blackbird fly
Into the light of the dark black night.

Blackbird fly, Blackbird fly
Into the light of the dark black night.

Blackbird singing in the dead of night
Take these broken wings and learn to fly
All your life
You were only waiting for this moment to arise, oh
You were only waiting for this moment to arise, oh
You were only waiting for this moment to arise

* * *

Kos śpiewający w środku nocy
Zbierz te połamane skrzydła i naucz się latać.
Całe swoje życie
Czekałeś tylko na ten moment, by powstwać.

Kos śpiewający w środku nocy
Zbierz te zapadnięte oczy i naucz się widzieć.
Całe życie
Czekałeś tylko na ten moment, by być wolnym.

Kosie, leć. Kosie, leć
W światło ciemnej, czarnej nocy.

Kosie, leć. Kosie, leć
W światło ciemnej, czarnej nocy.

Kos śpiewający w środku nocy
Zbierz te połamane skrzydła i naucz się latać.
Całe swoje życie
Czekałeś tylko na ten moment, by powstwać
Czekałeś tylko na ten moment, by powstwać
Czekałeś tylko na ten moment, by powstwać.

* * *

A dlaczego w ogóle o tym wspominam?

Otóż dlatego:

Oprócz niezwykle ważnego dla mnie tekstu, tatuaż zawiera również wizerunek feniksa - mitycznego ptaka, stanowiącego symbol odrodzenia, poświęcenia i wytrwałości. Te dwa elementy składają się na moją życiową filozofię, dlatego już na zawsze ze mną pozostaną :)

16 lipca 2011

Wszyscy martwi razem, Charlaine Harris

Wszyscy martwi razem, Charlaine Harris
Oryginał: All Together Dead
Wydawnictwo: Mag
Rok wydania: 2011
Stron: 446
Gatunek: horror, opowieści o wampirach

Będę szczera - wynudziła mnie ta książka, jak mało która. I dziwi mnie to bardzo, bo to już siódmy tom tej serii i byłam pewna, że trzymać będzie on poziom równy swym poprzednikom. Ale niestety, nie jest tak - Wszyscy martwi razem to część, która zdecydowanie odstaje od pozostałych. I nie jest to bynajmniej wyróżnienie pozytywne.

Serię o Sookie Stackhouse polubiłam dlatego, że Charlaine Harris stale mnie czymś zaskakiwała, kiedy odwiedzałam wykreowany przez nią świat. A to ciekawymi postaciami, a to frapującymi wydarzeniami, a to czymś jeszcze innym. Nie nudziłam się przy jej książkach nigdy - stanowiły, jak dotąd, przyjemny przerywnik, chwilowe oderwanie od rzeczywistości. Ale nie tym razem. Przy siódmym tomie serii musiałam przez kilka dni z rzędu zmuszać się do lektury, żeby wreszcie mieć ją za sobą. A to boli mnie straszliwie, bo zdążyłam tę serię polubić. No i nie znoszę robić czegoś wbrew sobie...

Tym razem niemal cała akcja rozgrywa się z dala od Bon Temps - Sookie zobowiązuje się wyjechać na kongres, podczas którego sądzona ma zostać królowa Luizjany. Nasza dzielna telepatka za sporą sumkę oddać ma się fascynującemu zajęciu, jakim jest czytanie w myślach wszystkim wokół. Na miejscu okazuje się jednak, że czeka ją znacznie trudniejsze zadanie - musi uchronić wampirzą społeczność od zagłady. Tak z grubsza rzecz ujmując.

Zanim jednak bohaterka zdąży się wykazać, wpadnie w wir nudnych wydarzeń, z którymi zapoznawanie się było dla mnie ogromną męczarnią. Nawet teraz, pisanie o tym nie sprawia mi żadnej przyjemności. Aż zła jestem na siebie, że tyle dni zmarnowałam na tę nużącą historię, która nie wniosła zupełnie nic nowego do mojego życia. Sama seria nie jest przecież niczym więcej, niż tylko zwykłym czytadłem, ale dotąd dawała mi ona sporo uciechy.

Nie tym razem.

Oczywiście polecam tę książkę wszystkim miłośnikom serii, z zastrzeżeniem, by uzbroili się w sporo cierpliwości. Bo nie dość, że 1/3 książki stanowią przypomnienia tomów poprzednich, to reszta brzmi raczej naciąganie i mocno rozczarowująco. Niestety.

Moja ocena: 5,5/10

Zobacz również:
Seria Lily Bard

literatura amerykańska | recenzja | Charlaine Harris | literatura | recenzje książek | Sookie


Charlaine Harris - bestsellerowa pisarka publikująca od ponad dwudziestu lat. Początkowo pisała poezję, później, podczas studiów na Rodhes College w Memphis w stanie Tennessee tworzyła sztuki teatralne. Kilka lat po ukończeniu studiów zaczęła pisać powieści. Obecnie mieszka w Arkansas ze swoim mężem i trojgiem dzieci.
Źródła: foto | opis

11 lipca 2011

Ukąszenie pająka, Jennifer Estep

Ukąszenie pająka, Jennifer Estep
Oryginał: Spiders Bite
Wydawnictwo: Dwójka bez sternika
Rok wydania: 2011
Stron: 314
Gatunek: fantasy, urban fantasy

Urban fantasy to jeden z tych gatunków, który zdobywa ostatnimi czasy coraz większą popularność wśród czytelników. Ja po tego typu książki nie sięgałam dotąd zbyt często, ale staram się ostatnio poszerzać swe czytelnicze horyzonty, toteż z wielką radością przyjęłam propozycję zrecenzowania Ukąszenia pająka - książki, od dwóch tygodni figurującej na naszym rynku za sprawą wydawnictwa Dwójka bez sternika. Sama Jennifer Estep była również pisarką mi nieznaną, ale teraz jestem już pewna, że kiedy będę potrzebowała czytelniczej rozrywki, z pewnością sięgnę po którąś z jej książek. Dlaczego? Bo potrafi totalnie oderwać od rzeczywistości i wchłonąć człowieka na kilka długich godzin.

Okej, umówmy się, nie jest to dzieło najwyższych lotów i ma ono raczej charakter rozrywkowy, a nie specjalnie wzbogacający, ale niewątpliwie warto poświęcić mu sporo uwagi. Jennifer Estep stworzyła bowiem zupełnie nową rzeczywistość - nowy świat, nowe istoty i nowe spojrzenie na dobrze nam znane postaci - ot, choćby wampiry. Lubię być zaskakiwana w ten sposób - dobrze, kiedy autor kreuje coś odrębnego, własnego, nie podąża utartymi ścieżkami i serwuje odbiorcom coś, czego jeszcze nie znali. Jasne, sam zamysł jest raczej oklepany - te wszystkie stworzenia, tajemne moce i inne cuda, ale wielką sztuką jest stworzyć coś nowego i atrakcyjnego na bazie tematu, po który sięgało już wielu.

Bo sprawa wygląda następująco:
mamy trzydziestoletnią Gin - płatną zabójczynię o pseudonimie Pająk. Przebiegłą, zawziętą, brutalną i pełną uroku, jednocześnie. Gin posiada niezwykłe moce (jakie - nie zdradzę), dzięki którym potrafi być niemal niezniszczalna. Ale nie chce ich wykorzystywać - woli polegać na broniach bardziej tradycyjnych - ot, maczetach na przykład. Tyle tylko, że wcale nie czyni tego z powodu honoru czy braku wiary w samą siebie - za takimi działaniami kryje się mroczna tajemnica jej przeszłości. Przeszłości pełnej zła. Zła, które uczyniło Gin tym, kim właśnie jest. Najbardziej poszukiwaną morderczynią w okolicy. Sprawy nabierają jeszcze bardziej krwawego obrotu, kiedy ofiarą tajemniczego zabójcy pada jej pośrednik - człowiek, który był dla niej, jak ojciec. Bohaterka planuje krwawą zemstę. A kiedy ona dąży do odkrycia prawdy, to trup ściele się gęsto... A wszystko to przy współudziale przystojnego detektywa - Donovana Caine'a. Jak to się stało, że najbardziej uczciwy glina świata zdecydował się na współpracę z TAKĄ kobietą? Ha! Sprawdźcie sami :)

Jak widać, fabuła jest raczej tendencyjna, ale dobre w tej książce jest to, że nawet przy paru ogranych schematach potrafi ona zaskoczyć. Nie wszystko w tej powieści jest oczywiste i jednoznaczne. Na przykład bohaterów Jennifer Estep wykreowała bardzo ciekawie - nie są oni czarno-biali, przybierają maski i często zadziwiają. Również stworzone przez autorkę tło całej akcji jest niezwykle fascynujące. Na tyle, że lektura tej książki jest naprawdę ciekawą przygodą.

Dużo radości dało mi obcowanie z Ukąszeniem pająka - to jedna z tych książek, które odrywają od rzeczywistości, nie stawiają wielkich wymagań i zapewniają czytelnikowi niezrównanej dawki rozrywki. Takiej książki właśnie było mi trzeba teraz, kiedy chadzam po świecie jak niedospane zombie, zaznające 3-4 godzin snu na dobę. Do lektury zachęcam i Was - czas na świeże spojrzenie na tematy, które literatura przerobiła już na wiele sposobów. Wielki potencjał kryje się w pani Jennifer Estep - to jest pewne. Będę wypatrywać kolejnych jej dzieł.

Moja ocena: 6,5/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Dwójka bez sternika.



Powieść Ukąszenie pająka kupisz w księgarni:

literatura amerykańska | recenzja | Jennifer Estep | literatura | recenzje książek

Jennifer Estep - bestsellerowa pisarka amerykańska, tworząca głównie książki z gatunku urban fantasy. Jest członkiem Romance Writers of America oraz Science Fiction and Fantasy Writers of America.
Źródła: foto | opis






~Klaudyna~

10 lipca 2011

Jakie seriale zabierzesz na bezludną wyspę?

Brałam ostatnio udział w ciekawej dyskusji, w której każdy miał podać pięć tytułów seriali, które zabrałby ze sobą na bezludną wyspę. Jako że w oglądaniu seriali się lubuję, dylemat był spory, ale w końcu wyselekcjonowałam pięć tasiemców, które uznałam za najbardziej praktyczne na ten czas :) Czym się kierowałam? Liczbą odcinków (stąd długo brałam pod uwagę Modę na sukces), sentymentami i tym, w jakim stopniu dany obraz znam. Bo choć najbardziej lubię Hellcats, Vampire Diaries, Gossip Girl i True Blood, nie widzę sensu zabierania ich ze sobą, skoro wciąż regularnie je oglądam :)

Ostatecznie, mój wybór padł na:

Kochane kłopoty (Gilmore Girls)
USA, 2000-2007
gatunek: familijny, komedia obyczajowa

Parę lat temu obejrzałam kilkanaście (może kilkadziesiąt?) odcinków tego serialu i dałam się mu porwać bez reszty. Od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem nadrobienia tego, czego jeszcze nie poznałam i jeśli tylko znajdę więcej wolnego czasu, z pewnością wreszcie to zrobię. To taka pełna ciepła i humoru opowieść, która umiliłaby mi na bezludnej wyspie każdy wieczór...


8 lipca 2011

Król mieczy, Nick Stone

Król mieczy, Nick Stone
Oryginał: King of Swords
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2011
Stron: 672
Gatunek: thriller

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie ta książka - to muszę przyznać już we wstępie. Wystarczy na nią spojrzeć - przyjrzeć się okładce, solidnym gabarytom i pięknemu wydaniu - by dać się zaintrygować. Potem wystarczy już tylko zagłębić się w opis na okładce, by całkowicie przepaść. By podczas lektury nie móc się od niej uwolnić. Bo taką wielką moc ma proza Nicka Stone'a...

Król mieczy opowiada o krwawej rzeczywistości Miami, początku lat '80. Castro wysyła do USA setki tysięcy ludzi, Reagan zwycięża w wyborach, Lennon zostaje zamordowany, a na ulicach Florydy kwitnie wojna na tle rasowym. Do tego wszystkiego dochodzą skorumpowane oddziały policji, handel narkotykami, sprzedawanie kobiet i tajemnicze rytuały voodoo, które okazują się najbardziej znaczące w całej historii. Oto bowiem w centrum największych zbrodni znajdują się martwi zbrodniarze z dziwacznymi miksturami w żołądkach. Miksturami, w skład których wchodzą karty tarota. Karty przedstawiające Króla Mieczy - symbol władzy i potęgi.

Najpotężniejszą personą w całym Miami jest owiany legendą Solomon - człowiek trzymający w garści policję, prostytutki, dilerów, nielegalnych imigrantów i zbrodniarzy wszelkiej maści. Słowem: wszystkich. Nikt nigdy nie widział jego twarzy, ale wszyscy zaznali jego mocy. I wszyscy żyją w strachu przed jego potęgą.

Całemu temu szaleństwu nie oddają się Max Mingus i Joe Liston - detektywi Oddziału Specjalnego Policji, którzy decydują się na samodzielne odkrycie prawdy o legendzie Solomona. Jednak im bardziej się do niego zbliżają, tym mocniej odczuwają jego siłę. Siłę, która może zaprowadzić ich do piekła...

Max Mingus - główny bohater powieści - nie ulega jednak żadnej presji i do ostatniej kropli krwi gotów jest walczyć w imię sprawiedliwości. To taki typ złego gliny o twardej skorupie i miękkim sercu. Pomimo podłych nałogów, bezwzględności oraz brutalności i tak jest tym, któremu nie można się oprzeć. Bo to w końcu prawdziwy facet, rycerz na stalowym rumaku. Umięśniony, troskliwy twardziel. Trudno nie polubić takiego bohatera...

Podobnie jest z jego partnerem - Joe Listonem. Ten reprezentuje typ dobrego, poczciwego gliny, który uparcie wykonuje solidną robotę, nie zważając na nienawiść piętrzącą się wokół. Nie ma zresztą innego wyjścia - gdyby przestał się starać, szybko zostałby zadeptany. W końcu jest czarny - a czarnych się nienawidzi. Czarnych tylko na pokaz umieszcza się na eksponowanych stanowiskach...

Brutalność. Surowość. Nienawiść. Naturalistyczny syf. Takie określenia pasują najbardziej do rzeczywistości przedstawionej w Królu mieczy. Powieść czyta się błyskawicznie i lekko, z wielką przyjemnością. Ale to, o czym się czyta, bynajmniej do miłych spraw nie należy. Tutaj piętrzą się pełne okrutnych szczegółów opisy. Opisy zbrodni, opisy wstrętnego świata, opisy odrażających bohaterów. Nie jest to lektura odpowiednia dla grzecznych dziewczynek, dzieciaków czy mięczaków. To naprawdę mocna rzecz...

Znakomitą robotę wykonał Nick Stone na tych 672-stronach. Jego historia jest ułożona w logiczną całość, mimo mnogości wydarzeń i licznych bohaterów. Czyta się ją naprawdę dobrze, pomimo natężenia wulgaryzmów, które ostatecznie idealnie wpasowują się w całość. Myślę, że taki był właśnie zamysł autora - stworzyć solidną, ociekającą testosteronem i brutalnością historię, która wgniata czytelnika w fotel. Świetny film mógłby powstać na kanwie tej powieści. Mam nadzieję, że ktoś nad tym pomyśli...

Tymczasem polecam lekturę ze wszystkich sił i zachęcam Was do niej gorąco. Król mieczy to kawał naprawdę dobrej prozy. Prozy, w której jest miejsce na humor, na brutalność, na dobrą muzykę i na naukę tolerancji. O tak, rasizm zajmuje w powieści Nicka Stone'a pozycję kluczową. Ważne kwestie postanowił poruszyć autor. I chwała mu za to, że nie zapomina o tych, którym przyszło cierpieć za niesprawiedliwość...

Moja ocena: 8,5/10

Za książkę dziękuję księgarni Matras.


Matras | literatura angielska | recenzja | Nick Stone | literatura | recenzje książek

Nick Stone urodził się w Cambridge z małżeństwa anglo-haitańskiego. We wczesnych latach wychowywał się na Haiti, w 1971 wrócił jednak do Anglii, tam uprawiał boks, a także studiował historię.
Źródła: foto | opis z okładki






~Klaudyna~

5 lipca 2011

Za oknem cukierni, Sarah-Kate Lynch

Za oknem cukierni, Sarah-Kate Lynch
Oryginał: Dolci di Love
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2011
Stron: 280
Gatunek: literatura kobieca, obyczajowa
Zastanawiam się, czy za oknem mamy jeszcze lipiec, czy może nastał już październik. Niezbyt optymistyczna i mało sympatyczna aura skłania do sięgania po pełne ciepła, lekkie powieści, które zapewniają czytelnikowi niezapomniane wrażenia z literackiej podróży. W książce Za oknem cukierni, Sarah-Kate Lynch zaprasza nas do słonecznej Italii - pełnej życia i niepohamowanego optymizmu, tchnącej radością i pachnącej świeżymi wypiekami. I miłością! Miłością pachnącej najmocniej...

Lily to błyskotliwa kobieta z bagażem doświadczeń. Jej świat jest poukładany, a czas wypełnia szereg zajęć, uporządkowanych tak perfekcyjnie, że brak naszej bohaterce czasu na cokolwiek innego - zwłaszcza na oddawanie się bolesnym wspomnieniom... W takich warunkach łatwo o popadnięcie w stagnację i wzniesienie wokół siebie muru, którego skruszyć nie zdołają nawet najcieplejsze uczucia. Lily oddala się więc od męża i siostry, od siostrzeńców i wszystkich tych, którzy kiedyś byli jej bliscy. Całkowicie zapatrzona w swą tragedię, nie zauważa, że jej kochający i oddany mąż przepada w zupełnie innym świecie... Gdzieś daleko, w bajecznej Toskanii, Daniel ma drugą rodzinę. Z pozoru szczęśliwą i uśmiechniętą. Pełną. Taką, jakiej małżonkowie nigdy nie potrafili razem stworzyć...

Idealny świat Lily zaczyna gnić i walić się, a uratowanie go, zdaje się nie być możliwe. Zwłaszcza, że w pogoni za mężem, bohaterka trafia do świata uroczych, przebiegłych staruszek, słynących ze swatania nieszczęśliwych samotników. A właśnie do tej kategorii przypisana zostaje Lily, już w pierwszych chwilach pobytu na włoskiej prowincji...

Wiele wesołych nieporozumień , wiele wzruszeń i wiele ciekawych bohaterek daje nam Sarah-Kate Lynch w tej niesamowicie miłej opowieści. Opowieści, w której smutek przeplata się z radością, a miłość z niechęcią i zazdrością. Cudowny świat sielskiej Toskanii przyciąga i zachwyca. Nie jest to typowa, słodka bajeczka, w której wszystko idzie gładko, jak po maśle - to raczej słodko-gorzka opowieść, która zalewa czytelnika wiarą i optymizmem, wolą walki i nadzieją. Autorka może nie odkrywa przed nami niczego nowego i zwyczajnie opiera się na mocno ogranych schematach, ale to naprawdę nie ma znaczenia. Bo czyta się tę powieść doskonale! Sarah-Kate Lynch znakomicie wyważyła proporcje pomiędzy składnikami gorzkimi i słodkimi, a jej powieść przypomina wspaniale wypieczony, aromatyczny placek śliwkowy, który kusi perfekcyjnym połączeniem goryczki i słodyczy. Nie pozostaje nic innego, jak tylko go skosztować...

Moja ocena: 7,5/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.



literatura australijska | recenzja | Sarah-Kate Lynch | literatura | recenzje książek

Zanim zadebiutowała jako pisarka, przez prawie 20 lat była dziennikarką, m.in. w „New Zealand Woman's Weekly” oraz w „New Zealand Herald”. Po wizycie w Irlandii, gdzie pojechała szukać jedynych żyjących krewnych swojej matki, napisała swoją pierwszą powieść „Finding Tom Connor”, której akcja dzieje się w małym irlandzkim miasteczku. Podróż do Irlandii natchnęła ją do napisania kolejnej książki - "Błogosławieni, którzy robią ser." Sarah-Kate Lynch mieszka z mężem, Markiem Robinem, reżyserem filmowym w Queenstown, malowniczym miasteczku położonym nad jeziorem w górach na południu Nowej Zelandii. Poza pisaniem książek prowadzi stałą rubrykę w tygodniku „New Zealand Woman's Weekly”.
Źródła: foto | opis