9 grudnia 2011

Kiki van Beethoven, Eric-Emmanuel Schmitt


Kiki van Beethoven, Eric-Emmanuel Schmitt
Oryginał: Quand je pense que Beethoven est mort alors que tant de cretins vivent suivi de Kiki van Beethoven
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2011
Stron: 147
Zajrzyj do książki
Do mojego siódmego spotkania z twórczością Erica-Emmanuela Schmitta podchodziłam nieco niepewnie. W ostatnim czasie zaroiło się w sieci od skrajnie różnych opinii na temat tej książki i obawiałam się, że czeka mnie z nią ciężka przeprawa. Było z nią ciężko i nie było - wygląda więc na to, że zamiast opowiedzieć się za którąś ze stron, po prostu ustawię się idealnie pośrodku - Kiki van Beethoven bowiem i zaciekawia, i nuży.

Na najnowsze dzieło francuskiego pisarza składają się dwie krótkie opowieści - tytułowa Kiki van Beethoven oraz Kiedy pomyślę, że Beethoven umarł, a tylu kretynów żyje..., które dołączyły do cyklu Dźwięki, które myślą. Książką otwierającą ten cykl było Moje życie z Mozartem - historia, która (w mej opinii) w ogóle nie powinna była zostać wydana (więcej tutaj).

Kiki van Beethoven to bardzo wdzięczne i lekko napisane opowiadanie o staruszce, która szuka oczyszczenia i objawienia w muzyce Beethovena. Choć nie jest niesłysząca, jej uszu nie dobiegają pożądane dźwięki. By doświadczyć "cudu" Kiki musi wiele przejść, wiele zrozumieć i dokonać wielu odkryć. Wokół siebie i w samej sobie. Wtedy dopiero nadejdzie oczyszczenie. Wtedy umysł, ciało i duszę zaleje upragniona melodia...

Urzekła mnie historia Kiki - jest krótka, konkretna i silnie oddziałująca na czytelnika. Schmitt używa sprawdzonych środków i doskonale radzi sobie w formie, którą "ograł" już wielokrotnie. Trzeba lubić twórczość Francuza, aby nie znudzić się opowieściami opartymi na jednym schemacie. Ja jego twórczość lubię, toteż uważam część pierwszą tej książki za naprawdę znakomitą...

Druga część to już jednak odrębna para kaloszy. Opowieść o roli Beethovena w życiu Schmitta niewiele różni się od tej, w której autor przywoływał Mozarta (aż strach pomyśleć, że niebawem powstaną podobne historie o Bachu i Schubercie). Nie pałam wobec pisarza tak wielką i obsesyjną miłością, żeby z błogim uśmiechem chłonąć wszystkie fakty z jego prywatnego życia. Choć wielcy kompozytorzy mieli ogromny wpływ na twórczość Schmitta - o wiele bardziej wolę ich słuchać, niż czytać głębokie wynurzenia z nimi związane. Nie jest to tak fascynujące, jak być powinno.

Druga część najnowszej książki Schmitta nie jest, oczywiście, bezwartościowym tworem - to zbiór pięknych wspomnień i złotych myśli, które warto zachować w sercu. Kolejny raz przekonuję się jednak, że to, co zbyt osobiste, nie jest dla mnie kuszące...

Moja ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak.



literatura francuska | recenzja | Eric-Emmanuel Schmitt | literatura | recenzje książek


Eric-Emmanuel Schmitt to francuski dramaturg, eseista i powieściopisarz, z wykształcenia filozof. Mieszka w Brukseli.

W ciągu zaledwie dekady stał się jednym z najpoczytniejszych francuskojęzycznych autorów na świecie. Jego książki tłumaczone są na 35 języków, a sztuki wystawiane w ponad czterdziestu krajach. Książki Schmitta w większości bazują na sztukach teatralnych o tych samych tytułach.
Źródła: foto | opis





Przypominam, że książkę Kiki van Beethoven, możecie wygrać w Wielkim Konkursie Świątecznym, a jeśli się Wam nie uda, do piętnastego grudnia możecie wykorzystać w Znaku kod rabatowy, upoważniający Was do zakupów z 30%-wą zniżką. Wystarczy w odpowiednim polu wpisać hasło kreatywna. Zachęcam!

14 komentarzy:

  1. Nie wiem dlaczego, ale ciągle nie mogę się przekonać do sięgnięcia po dzieła Schmitta. Czytałam mnóstwo pozytywnych opinii, za sobą mam "Oskara i panią Różę", ale do reszty jakoś mnie nie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem fanką Schmitta. Niby czytałam 3 jego książki ale wątpię czy sama z nieprzymuszonej woli sięgnę po następne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie tyle mnie intryguje ta książka, co bardziej jestem ciekawa twórczości Erica-Emmanuela Schmitta, gdyż słyszałam, że pisze swoje książki z wielką wrażliwością i tzw. głębią, dlatego chciałbym się przekonać, czy rzeczywiście tak jest.
    Zobaczymy, może w twoim konkursie mi się powiedzie i zdobędę okazję na przeczytanie ,,Kiki van Beethovena'' ;-)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem świeżo po lekturze książki, ale jeszcze przed pisaniem recenzji. Nie chcę więc czytać Twej recenzji teraz, ale wrócę tu by porównać nasze odczucia.
    Ale już teraz widzę, że odebrałyśmy ją podobnie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja chyba po nią jednak sięgnę ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam nadzieję, że wkrótce wpadnie mi w łapy, bo bardzo lubię twórczość Schmitta - "Kiki..." to jedna z niewielu książek, których jeszcze nie przeczytałam.

    PS. Widzę całkiem ciekawe zmiany z nagłówkiem bloga - bardzo fajny efekt! ;) Naprawdę kreatywnie ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakiś czas temu zastanawiałam się nad sięgnięciem po tą książkę, ale teraz sama już nie wiem... Czasem żałuję, że te opowiadania Schmitta nie są wydawane pojedynczo :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nadal książka przede mną, a każda recenzja tego tytułu jest interesująca

    OdpowiedzUsuń
  9. Kinga,
    w takim razie czekam na Twoje wrażenia :)

    cyrysia,
    w konkursie życzę, jak najbardziej, powodzenia, ale zaczynacie przygody ze Schmittem od 'Kiki' nie będzie dobrym pomysłem. Aby cieszyć się tą książką, zdecydowanie trzeba już trochę znać i trochę lubić tego autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie znam dzieł autora, o "Oskarze..." oczywiście słyszałam, ale jakoś mnie doń nie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Do Schmitta nie trzeba mnie zachęcać : ))

    OdpowiedzUsuń
  12. Schmitta właściwie znam tylko z jednej książki, tej którą wszyscy znają i kochają, czyli "Oskar i pani Róża". Nie lubię króciutkich form literackich, opowiadań to już wogóle nie tykam, na 'Kiki...' jakoś nie mam ochoty :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak do tej pory czytałam jedną książkę Erica Emmanuela Schmitta- "Dziecko Noego". Zachwycona jego stylem nie byłam,ale całkiem przyjemny i z chęcią sięgnęłabym i po tą.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzięki Bogu, że znajduję też pozytywne recenzje "Kiki". Po samym jej pojawieniu wiele blogów nieźle tę książkę skrytykowało... Aż boję się teraz sięgnąć, bo ja naprawdę bardzo Schmitta cenię.

    OdpowiedzUsuń