22 listopada 2011

Saga "Zmierzch": Przed świtem. Część 1

Saga "Zmierzch": Przed świtem. Część 1
(The Twilight Saga: Breaking Dawn - Part 1)

reż. B. Condon • USA, 2011
Fatalnym przeżyciem była moja ostatnia wizyta w kinie. Sala wypełniona do ostatniego miejsca, chrupanie popcornu ze wszystkich stron, piski unoszące się pod sam sufit, a na ekranie film nudny, jak flaki z olejem. Co najzabawniejsze - pierwszy z całej serii, tak wiernie odzwierciedlający powieść Stephenie Meyer. Nietrudno było jednak to osiągnąć - w końcu zobrazowano tylko część książki. W dodatku tę, w której niewiele się dzieje. Zła jestem na twórców filmu, że ze wszystkich sił chcą wydusić z fanów sagi pieniądze, dzieląc ostatni tom powieści na dwie części. Wszystko to, co rozwleczono tu na dwie godziny, można by spokojnie zmieścić w trzydziestu minutach. Co prawda Jacob świeciłby klatą krócej, a Bella mniej gapiła się w lustro, ale przynajmniej widownia nie musiałaby przysypiać...


Trudno cokolwiek powiedzieć o filmie, który niczym nie zaskakuje, ani nie zachwyca. Gra aktorska dalej trzyma mocno średni poziom, scenariusz oddaje treść powieści wyjątkowo wiernie, a najmocniejszym punktem całości, kolejny raz okazuje się ścieżka dźwiękowa. Myślę, że sadze nie przysłużyła się zmiana reżysera - zrobił on bowiem z Przed świtem totalną sieczkę. Wciska się go do rubryczek "romans" i "horror", nie zważając, że z tym drugim obraz ma niewiele wspólnego. Akurat tę część spokojnie można by umieścić na półce z napisem "komedie romantyczne". Wiele tu scen śmiesznych i sympatycznych (Charlie - jak zwykle - wymiata!), wiele wzruszających i pełnych lukru, za to budzących grozę - prawie wcale.

Ślub głównych bohaterów, ich pierwsze przygody łóżkowe, podróż poślubna i ciąża Belli są niewątpliwie ważnymi elementami sagi i pewnie wielu fanów książki ucieszy ich wierne odzwierciedlenie w filmie, ale moim zdaniem zabieg ten okazał się nietrafiony i mocno naciągany. Z tego też powodu nie będę nikogo zachęcać, by odwiedzał kino dla pierwszej części Przed świtem. Nie warto, ot co. Już lepiej zaczekać rok na część kolejną - w niej przynajmniej "będzie się działo"...

Moja ocena: 4/10

Zdjęcie pochodzi ze strony FilmWeb.

22 komentarze:

  1. A niby tyle zarobił - chyba po prostu jest skierowany do młodszego widza... Również daruję sobie wizytę w kinie, już wolę wybrać się na polską komedie - "Listy do M."
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam iść jutro, ale koleżanka była w piątek i zdecydowanie mi odradziła. Powiedziała, że w trailerze było wszystko i film niczym nie zaskoczył. Twoja opinia tylko utwierdza moją decyzję. Poczekam aż film będzie dostępny gdzie indziej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pieguska,
    zarobił tyle, bo fani sagi szturmem ruszyli w pierwszy weekend do kina :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jutro wybieram się na seans, wiem, że arcydzieło to nie jest, bo i poprzednim częściom wiele brakowało, ale z racji tego, że wkręcona jestem w film od początku to pociągnę ten temat do końca :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jak już kiedyś wspominałam fanką tej sagi nie jestem, więc do kina się raczej nie wybieram, ale miło, że Ty jako zwolenniczka zachowujesz tyle obiektywizmu i szczerze piszesz, że film był do bani. Niestety coraz częściej mam wrażenie, że lepiej nie mówić nic, niż krytykować to, czym zachwycają się miliony, bo inaczej lecą cięgi ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja sobie i tak pójdę mimo, że książki nie czytałam. Według mnie cała saga jest dobrze zrobiona pod względem zdjęć i montażu, chociaż zobaczymy jak będzie teraz a muzyka zawsze była mocną stroną tego akurat filmu :P

    OdpowiedzUsuń
  7. dlatego nie lubię ekranizacji.... moja wyobraźnia zawsze ma inną wizję niż twórcy filmów. Wolę w tym czasie poczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Anno,
    ale tutaj akurat wyobrażenie nie ma nic do rzeczy - książkę przeniesiono na ekran w niemal lustrzanym odbiciu...

    OdpowiedzUsuń
  9. być może kiedyś obejrzę,ale z założeniem ,że skoro jest to ekranizacja książki to po prostu nie ma co się spodziewać fenomenu .

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj... Cienko, cienko... ;/ Miałam w dniu premiery iść do kina, jednak przełożyłam ten wypad na inny termin. Z tego co widzę (i co podejrzewałam) nic mnie praktycznie nie ominęło. Ale taka jest prawda, ostatni tom był beznadziejny, więc czego można wyczekiwać po ekranizacji?

    Jeżeli chodzi o dzielenie filmu, to zależy jaki tytuł zostanie podzielony. Np. tak jak to było w przypadku Harrego, to był to wg. mnie rewelacyjny pomysł - mogłam na dłużej odkładać definitywne pożegnanie się z bohaterami, którzy towarzyszyli mi w czasie dojrzewania.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  11. pamietam jak czytałam książke, to nie mogłam się oderwać. kilka godzin dziennie oddane egzaltacji ostatnią częscią to był najlepiej spedzony czas wtedy. a w kinie... cóż. z jednej strony musze przyznać Ci racje. z drugiej jednak żywię tak ciepłe uczucia do tej sagi i swoich wspomnien z nia zwiazanych, że wybaczam im wszystko.
    "I loved you for a 1000 years, and i will love you for a 1000 more" Zmierzchu :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie czytałam Zmierzchu i nie zamierzam go oglądać ;D Zwłaszcza po twojej recenzji! :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja również jak Limonka poczekam do DVD. Akurat w to, że film jest słaby wierzę w 100% gdyż czytałam opinie krytyków na ten temat. A skoro jeszcze ty mówisz, że nie ma co kasę tracić to te minimalne wątpliwości które jeszcze miałam rozwiały się ostatecznie. :P

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja za sąą Zmierzchu nie przepadam, ale te 4 punkciki za buźkę Patinsona bym przyznała... ;-P

    OdpowiedzUsuń
  15. Miałam wczoraj wybrać się do kina, ale jednak mi się nie udało. Wygląda na to, że jeśli nie pójdę to nic nie stracę, ale, podobnie jak Natula, chciałabym obejrzeć całą sagę do końca. Książka bardzo mnie wciągnęła, więc i ekranizacja zasługuje na szansę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Dość długo rozważałam możliwość wizyty w kinie, by zobaczyć ten film. Dziewczyny z grupy wybierały się akurat na maraton ze Zmierzchem, jednak pokornie odpuściłam sobie. Po pierwsze cała noc z tą sagą, to dla mnie stanowczo za dużo. Zwłaszcza, że 3 poprzednie części posiadam w domu, a poza tym obawiałam się też przeciętności filmu. Cieszę się więc, że nie wydałam na próżno pieniędzy, bo film prędzej, czy później i tak obejrzę. Warto też dodać, że nienawidzę "ochów", "achów" i różnych takich w kinie co towarzyszy zawsze, gdy nastoletni widzowie udadzą się do kina. Przerabiałam to ilekroć chodziłam do kina na HP.

    OdpowiedzUsuń
  17. Do kina pójdę tylko przez wzgląd na książkę. Bardzo lubiłam serię, ba, nadal ją lubię, ale przez filmy dużo straciła w moich oczach. Kiedyś oceniałam tylko książki, jednak po ekranizacji widzę już tylko Kirsten ciągle z tą samą miną, zamiast tej barwnej postaci, którą przedstawiła nam Stephanie Meyer. Do kina pójdę więc ze względu na pamięć. Boję się, że moja opinia stanie się jeszcze gorsza, a po Twojej recenzji widzę, że prawdopodobnie tak właśnie będzie. No nic, przekonam się za niedługo.

    OdpowiedzUsuń
  18. Cóż... Złośliwie powiedziałbym, że musieli odwzierciedlic książkę znakomicie, bo film wydaje się byc tak samo beznadziejny :)
    Ja Zmierzch staram sie tolerowac, dlatego na film się nawet nie wybiorę.

    OdpowiedzUsuń
  19. Oglądałąm wczoraj. Przyznam, że również nie jestem zachwycona ekranizjacją, jedyne plusy jakie znalazłam, to gra odtwócy Jackoba - chyba najbardziej z głównej trójki się postarał, kolejny plus, to ostatnie sekundy filmu i to raczej ze strony montażowo-wizualej filmu cały ten poród i odnawianie ciała. Charlie jak zwykle świetny i dobrze wybrana muzyka. Tak to już jest, że chcą zarobić jak najwięcej, a wiadomo, że fani Sagi szturmem pobiegną do kin nawet jak zostanie część podzielona na dwa filmy.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja swoją przygodę z tymi filmami zakończyłam na drugiej części i dalej jakoś mnie nie ciągnie. Z pewnością kiedyś tam obejrzę, ale do kina z pewnością się nie wybiorę. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń