12 sierpnia 2011

Państwo Tamickie, Joanna Łukowska

Państwo Tamickie, Joanna Łukowska
Wydawnictwo: RW2010
Rok wydania: 2011
Stron: 197
Gatunek: obyczajowa

Ebook Państwo Tamickie zainteresował mnie już swoją zabawną okładką, a jego opis jeszcze moją ciekawość podsycił. Rzecz dzieje się w Poznaniu, przełomu lat '80/'90. Ona - matematyczka, on - filolog (czytaj: mój kolega po fachu). Biorą szybki ślub, aby zasłużyć sobie na zacne M3 i powoli wkraczają w dorosłość. Zadanie to jednak nie jest ani proste, ani przyjemne - przychodzi im bowiem zmierzyć się z typowymi bolączkami młodych - z czego się utrzymać, jak zdobyć dobrą pracę, kiedy zdecydować się na dziecko i jak wypracować potrzebne kompromisy, by żyć ze sobą w dobrej komitywie. Pogodzenie dwóch tak odmiennych charakterów nie jest łatwe - ona jest wulkanem energii, wariatką. On nieco flegmatyczną ciepłą kluchą. Te rozbieżności między Tamickimi polubiłam najbardziej - nic tak czytelnika nie bawi, jak pełne uroku kłótnie o błahostki.

Na Państwo Tamickie składa się dwadzieścia niedługich historyjek, tworzących jako-tako spójną całość. Łączą je Maciej i Joanna, chociaż czasem najważniejszym bohaterem staje się ktoś inny - sąsiad, ojciec, a nawet... pies. Pies, któremu w historii tej również udzielono głosu.

Przychodzi mi do głowy, że powieść Joanny Łukowskiej jest zbiorem epizodów, które z powodzeniem mogłyby znaleźć się w scenariuszu dobrego serialu komediowo-familijnego, emitowanego wieczorem w publicznej telewizji. Epizody te są pełne ciepła i humoru. Czasem wzruszają, czasem poruszają, czasem bawią do łez. Pochłania się błyskawicznie - właśnie tak, jak dobry serial. Słowa te nie spływają jednak po człowieku tak, by być i zaraz zniknąć - sporo można z tej lektury wynieść i utrwalić sobie w pamięci. Zwłaszcza wiele dla siebie znalazłam tam ja - studentka polonistyki, której narzeczony jest specem od nauk ścisłych. Mnóstwo cech wspólnych mogłabym zresztą znaleźć między nami, a Tamickimi. I między relacjami, jakie nas łączą. Chyba właśnie dlatego tak miło czytało mi się tę historię...

Ale były też pewne zgrzyty, oczywiście. Ot, nagromadzenie błędów na przykład. Nic mnie tak nie irytuje, jak niedopatrzenia w korekcie. Plus ta dziwaczna maniera pisania o bohaterach per 'pani Joanna' i 'pan Maciej', chociaż w zupełności wystarczyłyby imiona. Jasne, można by jakoś tę formę powiązać z tytułem, ale nie zmienia to faktu, że ciągłe pańcowanie po prostu męczy. Sama historia też miała swoje lepsze i gorsze momenty, chociaż przyznać muszę, że zdecydowanie przeważały te pierwsze. Państwo Tamickie to opowieść, która dostarczyła mi sporo rozrywki i garść przemyśleń. A to dobra mieszanka, sami przyznacie.

Polecam lekturę ebooka Joanny Łukowskiej tym, którzy szukają odprężającej, pokrzepiającej historii, kryjącej w sobie coś więcej, niż tylko pustą rozrywkę. Autorka zaserwowała nam dość ciekawe spojrzenie na człowieka i relacje międzyludzkie, na karykaturalność tamtych lat i na tzw. ogarnianie rzeczywistości. To dobra lektura, zachęcam do sięgnięcia. 200 stron to nie jest tak wielki wysiłek dla oczu anty-fanów ebooków :)


Moja ocena: 7/10


Dziękuję autorce za możliwość przeczytania ebooka.

Ebook Państwo Tamickie kupisz na stronie wydawnictwa RW2010.


literatura polska | recenzja | Joanna Łukowsa | ebooki | literatura | recenzje książek


Joanna Łukowska jest z wykształcenia matematykiem, z zawodu - pisarzem rzemieślnikiem. Mieszka w Poznaniu. W 1994 roku wydano jej pierwszą powieść - romans - pod pseudonimem Joan Bowen. Potem napisała zbiór opowiadań obyczajowych Państwo Tamickie - dopieszczanych przez lata; książka ukazywała się we fragmentach w Expressie Poznańskim. Od 2001 roku zajmuje się pisaniem dla czasopism kobiecych - felietonów (miała swoją rubrykę w Cieniach i Blaskach do stycznia 2010) i opowiadań (zebrało się ich z pół tysiąca). Jej najnowsza powieść to fantasy Pierwsza z rodu. Znajda.

Prywatnie jest żoną tego samego męża od 23 lat, matką dwóch dorosłych synów, opiekunką psa marki bigiel, kota marki znajdzior, królika marki nieznanej i klaczy rasy wielkopolskiej, acz tej ostatniej, ku radości męża, nie trzyma w domu.

Zajrzyj na blog autorki.

Opis i zdjęcie pochodzą od autorki.







PS. Widzieliście?



~Klaudyna~

8 komentarzy:

  1. Książka nie ma wersji tradycyjnej?
    Ja do ebooków chyba jeszcze długo się nie przekonam. Jednak papier ma swój klimat i nie muszę na niego tak bardzo uważać :) Mogę rzucić książkę lub gazetę na łóżko bez obawy, że coś pęknie lub odpadnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Historia ciekawa, tylko szkoda, że w wersji e-booka. Może kiedyś się skusze, lecz na chwilę obecną odpuszczę sobie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też mam tego e-booka i chętnie go przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Audiobook i wersja tradycyjna mnie by usatysfakcjonowała. Nie mam już na czym czytać ebooków, zmieniłam komórkę, ech.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapowiada się ciekawie. Mi się skojarzyło to co napisałaś z pewnym anime studia Ghibli: Rodzinka Yamadów http://www.filmweb.pl/film/Rodzinka+Yamad%C3%B3w-1999-111709 podobnie kilka historyjek tylko o funkcjonowaniu w większej rodzinie bo wraz z małżeństwem mieszka babcia i 2 dzieci :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam i planuję przeczytać. Czy to na monitorze komputerowym (krótkie, więc przeżyję), czy na pożyczonym czytniku (niebo :D), przeczytam.

    A co do e-booków, to traktowanie książki tradycyjnej jak świętości przeszło mi w mgnieniu oka, gdy zaczęłam czytać na czytniku pierwszy e-book. Z naciskiem właśnie "na czytniku". Świetnie się czyta, można dostosować tło, wielkość czcionki i wiele innych spraw do swoich gustów. A to dla takiego ślepaka, jak ja jest ważna sprawa. No i wygodnie bardzo - tyle książek w jednym miejscu. Zamiast walizy z książkami mogłabym zabierać jeden niewielki czytnik.
    Mam więc nowy cel oszczędnościowy - zakup czytnika :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka mnie interesuje, mam ją w planach od jakiegoś czasu. Szkoda, że trzeba czytać na komputerze, ale może jakoś przeboleję ;)

    OdpowiedzUsuń