17 sierpnia 2011

KKD #3: Jak powinien wyglądać kanon lektur szkolnych?

Klub Dyskusyjny

#3: Jak powinien wyglądać kanon lektur szkolnych?

Nieustannie zastanawiamy się, jak zachęcić młodego czytelnika, aby sięgał po książki. Ten problem dotyczy naszego rodzeństwa, dalszej rodziny, sąsiadów. Zauważają go nauczyciele i wszyscy ci, którzy chcieliby aby literatura zagościła w sercach młodzieży. Fakt, każdy z nas ma prawo do swoich pasji i nikogo do czytania zmuszać nie ma sensu, ale młodzi ludzie często potrzebują jedynie zachęty, pozytywnego bodźca, który przybliżyłby ich do ciekawej literatury. Czy takim pozytywnym bodźcem jest zmuszanie ich do czytania nudnych lektur szkolnych?

Przy zeszłotygodniowej dyskusji na temat cen książek, Monia wspomniała: przez dwa lata chodziłam do biblioteki w ramach wolontariatu i pomagałam w obsłudze klientów na dziale "dziecięco-młodzieżowym". Podczas godziny zjawiła się jedna do trzech osób, za to na dziale "dorosłych" panował nieustanny ruch. To samo zauważyłam ja - w moich bibliotekach ruch bywa całkiem spory, ale generują go wyłącznie ludzie w średnim wieku i starsi. Młodzieży, jak na lekarstwo...

Dlaczego tak jest? Dlaczego młodzi ludzie nie lubią czytać?
Moim zdaniem jednym z winnych jest kanon lektur. O ile teraz w podstawówkach tytuły są całkiem przyjemne i dzieciaki lubią się w nich zaczytywać, o tyle już w gimnazjum zaczynają się schody. Czechow, Cervantes, Żeromski, Mickiewicz, Prus - to nie są przyjaciele 13 i 15-latków. W tym wieku trudno przekonać młodzież do czegokolwiek, a już na pewno do literatury tego typu. Zwłaszcza, że na kolejnym etapie kształcenia - czyli w szkole średniej - kolejny raz zmuszeni będą ją zgłębiać. Czy to brzmi zachęcająco?

Nie sądzę.

Chciałabym, aby tzw. poważne lektury, klasyka, dzieła najważniejsze pojawiły się w kanonie dopiero na etapie liceum/technikum. Jeżeli zmuszamy 14-latków do głębokiej analizy dzieł Sienkiewicza albo Prusa, nie dziwmy się, że ich kontakt z książkami ogranicza się tylko do streszczeń lektur obowiązkowych. To jest jeszcze ten wiek, w którym pozytywne bodźce są bardzo potrzebne. O ile piękniejszy, bogatszy i bardziej inspirujący byłby żywot gimnazjalisty, gdyby pozwolono mu sięgać po książki, które aż chce się czytać. Taka seria Jutro Johna Marsdena przyciąga miliony dzieciaków na całym świecie - dlaczego i polska młodzież nie mogłaby czytać jej w szkole? Okazałoby się, że nasze nastolatki mają więcej do powiedzenia w dyskusji literackiej, niż mogłoby się wydawać. Trzeba ich tylko zachęcać czymś więcej, niż Panem Tadeuszem i Syzyfowymi pracami...

Jak Wy zapatrujecie się na taką wizję? Czy zgadzacie się, że do końca gimnazjum powinno się młodych zachęcać do czytania lżejszej literatury? A może macie inny pogląd na tę sprawę? Włączcie się do dyskusji i podawajcie swoje pomysły. Również na tytuły, które podsunęlibyście nastolatkom, aby chętniej sięgały po książki...

Do dzieła!

54 komentarze:

  1. Nie lubię klasyki, wielokrotnie to podkreślałam, że mnie przeraża, że doprowadza do szału, że jest nudna i męcząca. No i ok, nie czytam jej dla przyjemności. I nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek będę miała jakąś styczność z Sienkiewiczem czy Mickiewiczem. I narzekałam na swoje lektury, ich bezsensowność, konieczność analizowania ich według utartego klucza, to wszystko jest do kitu, zgadzam się w pełni. Ale dzięki temu, że mnie zmuszali do czytania takich czy siakich książek mam jednak jakiekolwiek (może nadal dość mroczne) pojęcie o nurtach literackich, które rozwijały się na przestrzeni dziejów. Jeśli by wprowadzić do kanonu lektur same twory literatury współczesnej to za kilkanaście lat ludzie nie będą mieli pojęcia, że Mickiewicz w ogóle kiedyś żył... Można wprowadzić jakieś urozmaicenia, przeplatać prozę współczesną z klasyczną, żeby jakoś ludzi zachęcić, żeby pokazać, że książka nie jest czystym złem. Z tym, że mi osobiście się wydaje, że jeśli ktoś lubi czytać to będzie czytał bez względu na to co mu się każe omawiać na lekcjach. Jakoś wszyscy przeszliśmy przez lektury, czasem w straszliwych męczarniach, ale chyba nie powiesz mi, że "Dziady" czy "Chłopi" byliby w stanie zniechęcić Cię do sięgania po książki w ogóle?

    OdpowiedzUsuń
  2. Do kanonu lektur szkolnych można się przyczepić i można dyskutować dnie i noce, ale bez konkretnego kompromisu. Zgodzę się, że gimnazjum, to za wcześnie, żeby omawiać lektury takie jak Krzyżacy. Chociaż tę lekturę wspominam miło, mimo tego, że nabawiłam się przez nią zapalenia spojówek, bo tak mnie wciągnęła. ;) Sama za klasyką jednak nie przepadam, więc wolałabym trochę luźniejsze i ciekawsze książki, o których łatwo się dyskutuje. Książka ma przyciągać, a nie odstraszać czytelnika, prawda?

    Pozdrawiam, Klaudyna. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoja wizja na przerzucenie poważnych lektur do programu liceum jest utopijna. Na 'Krzyżaków' dostaliśmy dwa tygodnie czasu, ponieważ nauczycielka musiała się wyrobić z materiałem, a jakby tak przerzucić te gimnazjalne jeszcze... Zamiana? Też trochę abstrakcyjne, 14latek zrozumie "Kamienie na Szaniec", ale już Gombrowicz może być wyzwaniem. Dalej: może usunąć z listy lektur naszych wielkich Polaków? Wyrzucić klasykę? Czy wtedy ktokolwiek by po nich sięgnął? Program jest zrobiony tak, że przerabia się wszystkie epoki w ramach jednej szkoły, a idąc do następnej znowu się je przerabia w szerszym zakresie. Tak też jest z historii. Pojawiła się bzdurna wizja, by przerabiać jedną epokę i do niej już nie wracać. Ale... To co podstawówka dostała by cały zakres starożytności, jaki teraz jest na przestrzeni lat rozłożony? Wszystkie wojny, dowódców? Absurd. Czasem coś jest złe, ale zmieniając to można tylko zaszkodzić. Panowie od edukacji nie raz nam to pokazali. Ludzie, którzy nie czytają to nie przez lektury, tylko z braku chęci.

    OdpowiedzUsuń
  4. No, wsadziłaś kij w mrowisko;)
    Chyba na wszystkich portalach, które mają coś wspólnego z książkami co jakiś czas wybucha dyskusja na ten temat...
    Ja może wypowiem się jako nauczycielka (co prawda tylko historii) i bibliotekarka w gimnazjum.

    W mojej szkole jeśli chodzi o lektury omawia się w całości "Antygonę", "Krzyżaków", "Syzyfowe prace", "Kamienie na szaniec", "Buszującego w zbożu", "Folwark zwierzęcy", "Małego Księcia", "Romea i Julię" oraz "Opium w rosole" - czyli po trzy książki w każdej klasie. Inne utwory we fragmentach dostępnych w podręcznikach. Wydaje mi się, że jest to zestaw dosyć zróżnicowany - i pod względem formy i treści. Czy nie za wcześnie na niektóre książki?
    Cóż, ja chodziłam do szkoły podstawowej 8-klasowej na przełomie lat 70-tych i 80-tych. I "Krzyżaków", "Syzyfowe prace" i "Kamienie na szaniec" oraz "Pana Tadeusza" czytałam w klasie VII i VIII co odpowiada dzisiejszemu gimnazjum - czyli to nie jest tak, że dopiero teraz te lektury obowiązują nastolatków. To raczej dzieciaki sie zmieniły i otaczający je świat. Obiło mi się o uszy takie określenie "społeczeństwo obrazkowe" - i chyba tu jest pies pogrzebany. Telewizja, internet, gry komputerowe wygrywają z książkami. I jakoś nie wydaje mi się że zmiana kanonu lektur coś zmieni...

    Jeśli ktoś będzie chciał czytać to będzie to robił - w końcu nie musi się zamykać w kręgu lektur szkolnych, a jeśli ktoś ma alergię na słowo pisane to nawet wprowadzenie do szkoły megapopularnych książek młodzieżowych nie wpłynie na jego stosunek do lektury. Moja koleżanka polonistka zrobiła kiedyś taki eksperyment - umówiła się z klasą, że sami zaproponują jakąś książkę, spoza kanonu, która chcieliby omówić. Klasa oczywiście przyklasnęła ten pomysł a jak doszło co do czego to okazało się, że wybraną przez nich książkę przeczytała tylko pani od polskiego i kilka osób, które zawsze lektury czytały...

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem Ci szczerze, że ja nienawidziłam czytać w liceum. Męczyłam się okropnie i nigdy chyba nie doczytałam lektury do końca (oprócz literatury rosyjskiej). Moja 11 letnia chrześniaczka ma dokładnie to samo. Jedynie "Dzieci z Bullerbyn" jej się podobały, na resztę nawet nie chce patrzeć. Sama pamiętam jak trzeba było przeczytać "Krzyżaków". Olaboga, toż to była istna droga przez mękę.
    Co do wypowiedzi wyżej - święta racja! Ja Gombrowicza miałam w 1 klasie liceum, ale połowa klasy nie zrozumiała nic a nic, szczególnie chłopcy, którym wtedy nie w głowie były lektury;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Powinni wyjąć z kanonu dla gimnazjalistów wszelakie cegły- większość z nich ucieka się do tłumaczeń już na sam widok tłustego tomiska na półce.

    Powinna panować większa różnorodność- bo o ile klasyki jest bez liku, nie ma mojej kochanej fantastyki, ani kryminałów. Wśród nich również znalazłyby się książki ciekawe, wartościowe! Na przykład taka Agatha Christie- uczniowie mogliby się trochę pobawić w rozwiązywanie zagadek kryminalnych. Jestem pewna, że dla zdecydowanej większości znalazłaby się odpowiednia pozycja, która przyciągnęłaby do czytania :).

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też czasami rozmyślałam na powyższy temat. A skłoniły mnie do tego wpisy na blogu, gdzie osoby wymieniały "Hobbita" czy powieści Agaty Christie jako swoje lektury. Myślę, że to byłby niezły pomysł. Oczywiście nie na zasadzie wywalenia wszystkich obecnych lektur i zastąpienia ich nowymi, lżejszymi. Ale fajnie byłoby wpleść w te wszystkie klasyki coś luźnego.

    Kiedy ostatnio czytałam "Starą baśń" JIKa (dla Projektu Kraszewski) to doszłam do takiego wniosku, że poznanie niektórych klasyków jest możliwe tylko w czasach licealnych. Gdybym sięgnęła z musu po "Starą baśń" w szkole, na 100% bym ją przeczytała. Czy by mi się spodobała czy nie, to już inna kwestia. Ale na pewno byłaby mi znana. Podobnie z innymi lekturami. O ile "Chłopów", "Lalkę" czy "Mistrza i Małgorzatę" przeczytałabym kiedyś tam później, z ochotą, to po "Nad Niemnem", Trylogię Sienkiewicza, "Pana Tadeusza", czy literaturę starożytności, nie sięgnęłabym nawet jakby mi ktoś zapłacił :P

    Myślę, że gdyby wpleść w kanon lektur coś miłego i lekkiego, znanego młodzieży przynajmniej ze słyszenia, zachęciłoby to do przeczytania nawet tych najbardziej opornych.

    OdpowiedzUsuń
  8. Temat szeroki jak rzeka, ale zgadzam się z tym co napisałaś. Klasykę powinno się przerabiać w szkole średniej. W gimnazjum powinna być nieco lżejsza literatura, bo na przykładzie wielu uczniów widać, że nie ma sensu katowanie ich Krzyżakami czy innymi książkami z tego kręgu zbyt wcześnie. Część z nich się bowiem zrazi do książek w ogóle i może to przynieść więcej szkody niż pożytku. Liceum to kilka lat. Zdążą jeszcze naczytać się klasyki:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ostatnio zachęciłam swoją młodszą siostrę do czytania książek- ma 13 lat i tak naprawdę w życiu przeczytała tylko kilka książek, głównie lektury, które wcale się jej nie spodobały, a tylko zraziły ją do dalszego czytania. Ale gdy dałam jej kilka książek, które i mnie zachwyciły, przeczytała je za jednym zamachem! Lektury to zło, bo zniechęcają tylko dzieciaki i młodież!!!

    W mojej podstawówce, oprócz standardowych lektur omawiano również jedną wybraną książkę przez młodzież, czyli np. "Harry'ego Pottera..." :D Poza tym dostaje się dodatkowe oceny, gdy przeczyta się jakąś książkę i opowie się ją polonistce- co też jest jakąś zachętą :]

    Co do kanonu lektur szkolnych... ciężko będzie coś zmienić, tak myślę... :<

    Pozdrawiam! ^^

    OdpowiedzUsuń
  10. JA rozumiem, że lektury przekazują jakiś tam morał czy coś. Ale niestety przeraża mnie ten starodawny język, którego w sumie nigdy nie mogę zrozumieć i to, że większość z nich dotyczy wojen, powstań itp (przynajmniej ja miałam z takimi do czynienia). I o ile chłopców takie walki może i zainteresują, to ja za nic nie mogę się przemóc, szczególnie że od małego pałam do przedmiotu 'historia szczerą nienawiścią.

    OdpowiedzUsuń
  11. Aktualny zestaw lektur nie jest wcale aż taki zły. Nie jest idealny, to prawda, ale da się coś z niego wybrać.

    Z tego co pamiętam w podstawówce sami wybieraliśmy sobie lektury (w klasach 4-6). Co owocowało tym, że czytaliśmy "Harrego Pottera" (wtedy była to zupełna nowość, fascynowali się nim i uczniowie, i nauczyciele)! Była też literatura klasyczna, oczywiście. Nauczycielka pilnowała, żebyśmy nie czytali samych nowości.

    W gimnazjum ominęliśmy "Krzyżaków". Nie czuję się z tego powodu poszkodowana. Co prawda do dziś się dziwię takim obrotem spraw, bo wszyscy czytali tylko nie moja klasa... Poza tym nie przypominam sobie, żebyśmy musieli czytać opasłe tomiska. Polonistka stawiała raczej na to, żebyśmy cokolwiek czytali.
    Wprowadziła też system lektur dodatkowych, żeby zaliczyć semestr trzeba było przeczytać jedną dowolnie wybraną książkę (naprawdę dowolnie :) ).
    Była więc i klasyka, i nowości.

    Liceum to trudniejsza sprawa, bo trafiłam do klasy z rozszerzonym językiem polskim. Choć to wbrew pozorom lepiej. Dostaliśmy od nauczycielki listę lektur przypisaną do danej klasy, ona podała nam te obowiązkowe. Reszta była fakultatywna (tzn. mieliśmy przygotować recenzję kilku wybranych w formie audycji radiowej).
    Cóż. Z czytaniem obszernych lektur nie wszyscy sobie radzili (ja też). Niestety trudno było przed nauczycielką ukryć brak znajomości książki. Wystarczyło jedno pytanie i już wiedziała :) I chcąc nie chcąc trzeba było czytać, żeby w czasie indywidualnej rozmowy znać wszystkie szczegóły ;)

    Zmierzam do tego, że można pracować na tym co już jest, tylko trzeba robić to umiejętnie. Żeby przyswoić Mickiewicza, polonistka w liceum kazała rysować nam sceny z "Pana Tadeusza" a potem łączyć je w taśmę filmową. Nie dość, że dobrze się bawiliśmy to zrozumieliśmy, że rozbudowane porównania i długie opisy przyrody są do czegoś potrzebne :) Chociażby po to żebyśmy mogli sobie porysować.

    Może po prostu trafiłam na jakieś wyjątkowe nauczycielki, nie wiem. Ale na system pracy z lekturami nie mogłam narzekać.
    I chyba można powiedzieć, że czasem warto opuścić jakąś lekturę i jej nie omawiać.
    Przyznam się, że kilku pozycji z kanonu nie przeczytałam.
    Począwszy od "Dzieci z Bullerbyn", przez większość książek przeznaczonych dla klas 1-3. I nie zgodzę się z twierdzeniem, że są one ciekawe i interesujące. Mnie raczej nudziły i męczyły. Ale to tylko moje osobiste zdanie...

    OdpowiedzUsuń
  12. izusr,
    mnie nie zniechęciły, bo ich nie czytywałam, ale są ludzie, którym wystarczyłaby jakaś fajna zachęta, żeby sięgali po książki spoza kanonu. Ale jak mają wpojone, że istnieje przymus czytania 'wielkich lektur', ograniczają się tylko do tego, bo zwyczajnie mają dość.
    I nie przesadzałabym, że słuch o Mickiewiczu zaginie, jeśli będzie pojawiał się dopiero w liceum. 14-latki i tak nie rozumieją, o czym mowa...

    Patrycja Antonina,
    dwa tygodnie na 'Krzyzaków' to i tak dużo. U mnie omawiano dwie lektury tygodniowo :) Nie nadążaliśmy z czytaniem i pisaniem wypracowań, bo już następna lektura szła. I wcale nie omawiałam w liceum lektur szerzej, niż w gimnazjum. Dopiero na studiach wyciągałam z nich najwięcej.

    anek,
    jak komuś rodzice nie wpoili miłości do książek, ciężko aby sam w sobie ją znalazł [choć i takie przypadki znam]. A zgłębianie 'Pana Tadeusza' w 2 gimnazjum na pewno nikogo do czytania nie zachęci. Poza tym, nie do końca słuszne jest porównywanie dawnych ośmiu klas z obecnymi 6+3. Nowy system jest bardzo niekorzystny - dawni ósmoklasiści byli dużo dojrzalsi, niż obecni absolwenci gimnazjów. Wprowadzenie szkoły wyższej niż podstawówka spowodowała, że młodzież dostaje małpiego rozumu. Doskonale wiem, jak wyglądało to w mojej szkole - gimnazjaliści czuli się, jak królowe świata, zadręczając dzieciaki z podstawówki i uważając się za doroślejszych, bo szkołę skończyli ;) Poza tym, zepchnięcie książek na margines to też znak naszych czasów - rodzice wolą posadzić dzieciaka przed komputerem albo telewizorem i mają spokój. Tak, jakby książka była nie wiadomo jakim wysiłkiem...

    OdpowiedzUsuń
  13. poznanianka,
    miałaś świetną polonistkę - ludzie z pasją również potrafią zachęcać młodych do działania :)

    OdpowiedzUsuń
  14. I zgadzam się z Wami - przeplatanie klasyków z bardziej 'luźnymi' pozycjami mogłoby całkiem dobrze się sprawdzić :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Najbardziej denerwowała mnie wyłożona przez nauczyciela interpretacja. Bla, bla bla, Wokulski pozytywista, Wokulski romantyk, Wokulski taki, siaki i sraki. "Czytaj dziecko, czytaj ten >>Potop<<, chociaż gówno Cię on interesuje, bo jaaaaaa, ja jestem polonistką i MUSIMYZDĄŻYĆZPROGRAMEM, łaaaaa!" No to czytałam to i owo, choć wiele ominęłam. Narzekamy na Mickiewicza, a Usańcy muszą w szkole czytać Jamesa Joyce'a. Czy w innych krajach lektury są ciekawsze? Nie są. Bo klasyka - wybaczcie - ale nie zawsze jest ciekawa. Raczej mogłabym powiedzieć, że częściej jest NUDNA. Fajnie jest sobie czytać lektury, jeśli nie musimy się spieszyć i jeśli debilni nauczyciele nie pytają nas o to, jaki kolor miała serwetka na stole podczas wesela w Bronowicach. Nie usuwałabym z kanonu wielu pozycji, kilka tylko, ale miałabym problem ze wskazaniem, co weń wsadzić ZAMIAST.

    OdpowiedzUsuń
  16. Niedawno na łamach magazynu Książki Rudnicki podjął podobny temat i ściągnął na siebie gromy. Artykuł akurat mnie nie przekonał, bo nie można wyrzucić z kanonu lektur klasyki, takie klasyczne dzieła są podstawą w wykształceniu inteligencji, tak uważam. Ale zgodzę się z Klaudyną- gimnazjaliści nie są w stanie zachwycić się klasyką, lektury dla nich proponowane są za trudne i za nudne na ten wiek, ale liceum to już inna sprawa. Bo chyba w nauce języka polskiego chodzi m.in. o to, by nauczyć się formułować myśli, czytać ze zrozumieniem, wyrabiać sobie swoje zdanie. Jak można wymagać od młodzieży, której w głowie inne rzeczy, do zachwycenia się "Panem Tadeuszem"? Ja Mickiewicza odkryłam dopiero na studiach,a o Gombrowiczu już nie wspomnę. Nikt nie mówi, żeby w szkole przechodzić dogłębny kurs literatury i teorii literatury, ale choć trochę niech dzieciaki tego lizną, kto ma zostać zarażony bakcylem, ten zostanie, dużo zależy od polonisty i od tego jak zachęci do czytania i jak omówi lekturę, wcale nie musi to zależeć od kanonu.

    OdpowiedzUsuń
  17. Szkolnych lektur nie trawię. Owszem, zdarzały się też i takie, które czytało się lekko i przyjemnie jak choćby "Opium w rosole" czy "Buszujący w zbożu", ale były to przypadki sporadyczne i w ciągu dziewięciu lat nauki jestem w stanie zliczyć je na palcach u jednej ręki.

    Jednakże tak jak niektórzy, którzy już się wypowiedzieli, rozumiem dlaczego kanon lektur jest taki a nie inny. Bo gdyby nasi kochani nauczyciele nie wmuszali w nas "Krzyżaków" czy "Pana Tadeusza", ktokolwiek przeczytałby owe powieści?

    Wydaje mi się po prostu, że lektury należałoby ograniczyć chociażby do trzech klasyków na rok nauki. Poza tym nie zaszkodziłaby zmiana podejścia niektórych nauczycieli. Nawet tomiszcza takie jak chocby wyżej wspomniani "Krzyżacy" okazały by się przyjemniejszą lekturą gdyby nie klasówki i kilku lekcyjne omawianie w kółko tych samych rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ok, może z tym, że słuch zaginie trochę mnie poniosło ;D. Wiesz, dla mnie fajną zachętę można znaleźć wszędzie, niekoniecznie w szkole, niech poprzeglądają trochę strony internetowe, przecież właśnie w internecie młodzież spędza większość czasu, tu też można znaleźć fajną zachętę... I żeby nie było, ja też nienawidziłam lektur, męczyłam się strasznie, często sięgałam po opracowania i uważałam, że to złooo największe. Ale prawda jest taka, że dla mnie tłumaczenie "nie czytam, bo lektury szkolne mnie zniechęciły" brzmi tak samo bezsensownie jak "nie czytam, bo nie mam czasu". Sorry, ja po prostu tego nie kupuję. Ktoś chce czytać to czyta, proste.

    OdpowiedzUsuń
  19. izusr,
    to już jakiś psycholog powinien się wypowiedzieć, ale zrażanie się do tego, co wywołuje w nas negatywne skojarzenia jest rzeczą naturalną ;) Więc wcale nie jest to bezsens. Jeden zakoduje sobie, że książka to nuda i na tym poprzestanie, inny poszuka głębiej i dalej. Wszystko zależy od człowieka :)

    Kala,
    ja też rozumiem po co nam te wszystkie klasyki, ale uważam, że na poziomie gimnazjum nie są one konieczne :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Tak, ale równie dobrze jak wprowadzić do kanonu "Jutro", "Gone" czy co tam jeszcze to przecież one też mogą zniechęcić no bo "heloooł to przecież LEKTURY!" :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja generalnie się zgadzam z izuś i anek7. Jak ktoś będzie chciał, to go lektury nie zniechęcą do czytania. Co to za problem wypożyczyć coś innego niż lektura i spróbować? Tylko trzeba chcieć. Anek ma rację z tym społeczeństwem obrazkowym. Ja jeszcze dopiszę: kolejne generacje są coraz bardziej przyzwyczajone do łatwizny: ściągi, wypracowania z netu, prace na zlecenie. To po kiego mają czytać cokolwiek, a dopiero lektury.

    Szkoła ma uczyć, pokazywać, co było ważne w danej epoce, ukazywać trendy, wpływy, relacje społeczne wpływające na ksiażki etc., a nie zapewniać rozrywkę i pieścić. No przecież w podstawówce są Dzieci z Bullerbyn, Harry Poter, Hobbit. Nie idźmy coraz bardziej w bylejakość i łątwiznę.

    Owszem, można je zmodyfikować po części, ale nie robić listy rozrywkowej. Co da wprowadzenie do kanonu "Zmierzchu", "Gone", "Wampira z M-3" i innych takich?

    Ja też nie lubiłam wielu lektur, ale gdy tylko zaczęłam dojrzewać, rozwijać swoją osobowość, to doceniłam znaczenie ich nauczania. Poza tym, pamiętajmy, że to, co jednych nudzi, innym się podoba. Do tej pory wszystkie te dyskusje wyglądały mniej więcej tak: "wywalmy "Krzyżaków" i "Nad Niemnem", "a w życiu, to świetne książki!" :>

    A kończąc: czy przypadkiem tak nie lubimy lektur dlatego, że zwyczajnie śa lekturami? Na tej samej zasadzie, na której nienawidzimy matmy, chemii, fizyki, wf i generalnie całej szkoły? :P

    Ostro i długo. Ale takie mam zdanie, nie zamierzam się kajać z tego powodu, wolę iść poczytać :>

    OdpowiedzUsuń
  22. Słuchajcie, a myślicie, że kiedyś do kanonu wejdzie "Harry Potter"? Było nie było, dzięki tej książce miliony dzieciaków zaczęły w ogóle czytać i myślę, że na ludziach zrobił wrażenie większe, niż eee... wybaczcie... "Cierpienia Młodego Wertera" :)

    OdpowiedzUsuń
  23. "Jeśli ktoś będzie chciał czytać to będzie to robił - w końcu nie musi się zamykać w kręgu lektur szkolnych, a jeśli ktoś ma alergię na słowo pisane to nawet wprowadzenie do szkoły megapopularnych książek młodzieżowych nie wpłynie na jego stosunek do lektur" - w tym punkcie muszę się zgodzić z anek.

    Mój polonista zawsze twierdził, że powinniśmy skupiać się na literaturze rodzimej. Czemu?
    Bo inni naszych książek nie czytają i to kompletnie. Miałam okazję wytestować to na własnej skórze, mieszkałam w akademiku z dziewczyną z Francji, która studiuje literaturnoznawstwo w Paryżu, o polskich romantykach nie słyszała kompletnie nic, a Jej wiedza na temat polskie literatury zaczyna się mniej więcej razem z Szymborską. Uważam, że to jest jeden z minusów doboru lektur.

    Sposób prowadzenia lekcji jest kluczowym elementem. Ja miałam to szczęście, że mój polonista to po prostu geniusz, przeczytałam mnóstwo książek z Jego polecenia i mogłabym z Nim gadać godzinami, ale wiem, że są tacy nauczyciele, którzy w ogóle się nie starają tych lekcji urozmaicać.
    Jak się siedzi po 8 h w szkole to naprawdę ma się dość sztampowych lekcji, a lekcja, która zaskoczy może być po prostu lekcją, która zainteresuje, a nie stanie się kolejną odbębnioną godzinką w ławce.

    OdpowiedzUsuń
  24. limonka,
    podobno 'Harry Potter' już jest w podstawówkach :)

    OdpowiedzUsuń
  25. limonka - Tak jak napisałam, "Harrego Pottera" omawiałam jako lekturę w podstawówce. Książki wybieraliśmy sobie sami a polonistka czuwała tylko, żebyśmy za bardzo nie szaleli :)
    Dzisiaj widzę braki w "Harrym Potterze", ale dziękuję polonistce, że dała nam duże pole do popisu i wolność :)
    Nie żałuję, że takie książki też omawialiśmy. Raczej się cieszę. To nie byłby taki głupi pomysł z prowadzeniem "Harrego..." do kanonu, choć, niestety, nie jest on napisany językiem wysokich lotów... To jest jego największy minus.

    OdpowiedzUsuń
  26. Jedna z części HP jest w kanonie w podstawówce. Nie wiem, czy jako obowiązkowa, czy do wyboru, ale jest.

    OdpowiedzUsuń
  27. Domi - dokładnie tak, system szkolny i sposób prowadzenia lekcji jest kluczowy, nie dobór lektur.

    OdpowiedzUsuń
  28. ksiazkowo,
    nie wydaje mi się, aby istniała ogólna niechęć do lektur i omijanie ich 'bo to lektury'. Niech świadczy o tym chociażby 'Mistrz i Małgorzata' - lektura uwielbiana przez młodzież. Jedna z tych książek, o których się dyskutuje i do których się wraca. A przecież to wciąż lektura.

    I nikt nie mówi o tym, że szkoła ma zapewniać młodym rozrywkę poprzez literaturę. Chodzi raczej o wyrobienie nawyku czytania i dyskutowania. Opasłe tomiszcze 'Pana Tadeusza' [notabene jedna z moich ulubionych książek] nie dość, że zniechęca rozmiarami i etykietką 'wielka literatura', to jeszcze nie pozostawia pola do popisu w kwestii dyskusji. Bo spokojnie można podeprzeć się streszczeniami, aby pogadać o bohaterach i wydarzeniach. Tylko po co? Młodzież zamiast być przyciąganą do literatury, zostaje od niej odpychana przez takie zabiegi. 15-latek ma gdzieś powstania, zabory i utylitaryzm - nawet dyskusja o 'głupich' wampirach przyniesie mu więcej dobrego, niż przymuszanie go do zgłębiania streszczeń 'Syzyfowych prac' [druga moja ukochana lektura :)].

    OdpowiedzUsuń
  29. O ile Mickiewicza akurat bardzo lubię, o tyle zgadzam się z opinią, że "poważne lektury" powinny być analizowane dopiero na etapie liceum. Świat byłby piękniejszy, gdyby uczniowie podstawówek czytali "Harry'ego Pottera", a gimnazjaliści na przykład "Kto ze mną pobiegnie" :)

    OdpowiedzUsuń
  30. No nie mogę się zgodzić i tyle. Wydłużając czas nicnierobienia także na gimnazjum (bo do podstawówki się zgodzę), promujemy tumiwisizm i olewajstwo. Ludzie trzymastolatki aktualnie łażą na imprezy, uprawiają seks, jeżdżą samodzielnie tu i ówdzie, a nie potrafią omówić lektury? Że co? Problem widzę w podejściu systemu szkolnego do omawiania lektur. Te wszystkie właściwe podejścia, klucze maturalne i inne takie. Gdzie tu wolność dyskusji, rozwój kreatywności?
    Ja mam wrażenie, że problemem jest, że się nie lubi praktycznie wszystkich lektur. Każdy z nas ma pewnie ze 2-3 ukochane, a za resztą nie przepada. Bo TRZEBA, nie dość, że trzeba, to jeszcze na termin, pod grozą oceny, kartkówki, matury. Jak to pogodzić z łatwością życia jaka jest coraz bardziej powszechna. I ja tu nie widzę problemu w etykietkach (bo znam masę osób, które np. PT uwielbiają), tylko w podejściu systemu edukacji, nauczycieli i uczniów do lektur. I tak na serio, to z przerażeniem czytam, że zamiast poznawać m.in. przez czytanie historię swojego kraju, jego losy i to, co było dla ludzi dawniej życiową sprawą, to mieliby czytać pierdoły tylko po to, by czytać z zainteresowaniem. A może ja jestem staroświecka.

    Co do "Mistrza i Małgorzaty" to chyba w najbardziej udziwnionym kanonie lektur znajdzie się kilka, które wzbudzą sympatię. Jak mogłoby tak nie być?
    No, ale podchodzimy do funkcji szkolenego kanonu lektur z różnych punktow widzenia, nie wiem, czy dałoby się w tym przypadku osiągnąć porozumienie. No i niezbyt mam czas na rozległe dyskutowanie.

    Giffin - uczniowie podstawówek czytają "HP", a przynajmniej jest on w kanonie.

    OdpowiedzUsuń
  31. ksiazkowo,
    czytanie książek innych niż klasyka, jest 'nicnierobieniem'? 14-latek i tak nie rozumie sensu 'Pana Tadeusza' i ma przez to w głowie zakodowane, że czytanie jest nudne. Jak nikt go nie zachęci, aby szukał głębiej, sam tego nie zrobi. Bo jest wychowany na komputerach i MTV, o co zadbali jego rodzice. A gdyby w szkole podsunęli mu zamiast 'Krzyżaków' jakąś książkę przeznaczoną dla ludzi w jego wieku, istnieje większe prawdopodobieństwo, że przeczyta z zainteresowaniem i włączy się do dyskusji.

    Na poważne lektury powinny wystarczyć trzy lata liceum. Na maturze wiedza z tych książek mu się przyda, na egzaminie gimnazjalnym już nie [chyba, że pomysł usunięcia lektur z egzaminu jednak nie doszedł do skutku - ktoś wie?]. 'Don Kichot' to wcale nie jest lektura dobra dla 14-latków, podobnie jak 'Dziady' i inne historie. Nic z niej nie wynoszą, niewiele rozumieją, czują się zniechęceni i kojarzą czytanie głównie z nudnymi tomiszczami, które z ich perspektywy traktują o zamierzchłej przeszłości, o której niewiele się wie i na tym etapie niewiele chce się wiedzieć. To nie jest dobre...

    OdpowiedzUsuń
  32. A klucze i inne cuda, to oczywiście również wielce problemowa i kontrowersyjna sprawa, na którą aż szkoda słów... :)

    OdpowiedzUsuń
  33. A przepraszam bardzo, bo chyba się gdzieś pogubiłam. Dlaczego ludzie, którzy dziś mają po 30, 40, 50 lat jakoś czytają książki? Mimo tego, że przecież lektury mieli również i to w większych ilościach i były one lekturami nudnymi, przecież i oni nie uchronili się przez "Panem Tadeuszem" ani "Krzyżakami"... Czyli że co? Oni jacyś nienormalni, bo jednak się nie zniechęcili?
    Ja myślę, że dzisiaj to się po prostu już ludziom w głowach przewraca, robi się wszystko, żeby pójść po najmniejszej linii oporu, a i tak wciąż jest źle i niedobrze i za ciężko, ciągle za ciężko. Mimo tego, że te kanony są z roku na rok uszczuplane, wciąż się coś usuwa, coś skraca, większość utworów jest już poznawana tylko we fragmentach, to i tak nadal jest źle... Ludzie, którzy chcą czytać - czytają, naprawdę. Chodzą do biblioteki (taaak, do biblioteki przychodzi mnóstwo młodych ludzi - gimnazjalistów też), pożyczają od znajomych, kupują sami, dostają w prezentach, trzeba po prostu wykazać odrobinę chęci.

    OdpowiedzUsuń
  34. A widzisz, ja nie sądzę, by 13-14-latkowie nie mogli tego zrozumieć. Jakoś my i wszystkie pokolenia przed nami zrozumiały (mniej lub bardziej). Tutaj bardzo dużo zależy od nauczyciela i tego, jak w systemie są traktowane książki. Jeżeli nauczyciel może i chce dobrze podejść do omawiania lektury, to każdy nastolatek zrozumie (na poziomie, na jakim jest to przewidziane).

    Włączy się do dyskusji po Zmierzchu, tylko co to da? Że będzie dyskutował? Ale co to będzie za dyskusja i jaki będzie miała cel? I co to da a propos przekroju literackiego Polski i świata? Oni o Zmierzchu i tak wszystko wiedzą i jakoś im szkoła do popularności nabijania nie była potrzebna ;)

    "czytanie książek innych niż klasyka, jest 'nicnierobieniem?' - w ramach zajęć szkolnych? Nie chodzi mi tu o samą klasykę jako klasykę, ale tak, jest to nicnierobienie dla mnie, bo nie wnosi wiele do rozwoju wiedzy danej osoby. Oczywiście, że jeżeli zlikwidujemy 3-4 lektury i dodamy taką samą ilość nowej prozy, ale WARTOŚCIOWEJ i wspomagającej proces uczenia, to ja nie będę miała nic przeciwko. Tylko z głową.

    I zgadzam się generalnie z izusr - zarówno a propos tego, że jak ktoś chce czytać, to mu szkoła do niczego nie jest potrzebna (czy zachęcająco, czy odstraszająco), a jeszcze bardziej co do tego, że wszystko ułatwiamy, uszczuplamy, fragmentujemy, a i tak jest za trudno, źle i bleeeee... Zlikwidujmy kanon i będzie spokój.

    OdpowiedzUsuń
  35. Z gimnazjalistami (klasa pierwsza) omawiałam "Romea i Julię" - w czterdziestu pięciu minutach zdążyliśmy obejrzeć scenę balkonową w wersji filmowej z Leo ;), bo ta scena właśnie była tematem lekcji, wypisać środki stylistyczne i na koniec zrobić scenki. I - o dziwo - ile oni mieli z tego frajdy, sama się zdziwiłam ;) Mieli przedstawić fragmenty swoim językiem - chciałam sprawdzić, czy rozumieją tekst. I naprawdę świetnie im poszło. Uśmialiśmy się zdrowo, szczególnie, gdy próbowali wpleść coś swojego ("Narka, Julka, rano mykam z babcią do kościoła".) Okazało się, że lekcja im się podobała, na karteczkach mi to nawet napisali ;) Więc - kanoniczny do bólu Szekspir też może się podobać... ;) Gorzej z niektórymi utworami Reja np., marnie na nie reagują, tak wynika przynajmniej z moich obserwacji. Ale to i tak nic w porównaniu z ich niechęcią do gramatyki ;))

    OdpowiedzUsuń
  36. izusr,
    może zamiłowanie do książek odkryli dopiero później? Jak człowiek dojrzewa, to i inne priorytety ma :) Poza tym, nie ma sensu porównywać pokolenia, wychowanego na czarno-białym telewizorze z tym, które żyje komputerami. Wtedy książka mogła być jedyną rozrywką, teraz jest jedną z kilkudziesięciu ;)

    ksiazkowo,
    wiesz, u mnie niestety nawet w liceum większość nie rozumiała 'poważnych' lektur, a co dopiero mówić o gimnazjum. Jasne, wiele zależy od nauczyciela, ale jak widzę studentów polonistyki, którzy pałają nienawiścią do książek, a przed pisaniem prac zasłaniają się dysleksją(!), to przestaję wierzyć w istnienie dobrych nauczycieli. Sama nie trafiłam na złych, ale żaden młodzieży nie umiał zachęcić do czytania.

    Ta cała tendencja do ekonimizacji może być z naszej perspektywy zła i niepotrzebna, bo w końcu 'za naszych czasów' więcej się czytało, ale niestety, trzeba system dostosowywać do obecnych czasów. Skoro rodzice nie wpajają dzieciom zainteresowania książkami, powinna to zrobić szkoła. A nie zrobi tego zmuszaniem do schematycznej analizy 'Pana Tadeusza'. Jasne, można temat olać i dalej wciskać 14-latkom klasyki, których nie rozumieją, ale nie dziwmy się, że coraz mniej ludzi czyta. Po co męczyć się z 'Syzyfowymi pracami', jak Internet podsuwa streszczenia i opracowania (nierzadko pisane przez polonistów, tak swoją drogą).

    OdpowiedzUsuń
  37. HP w kanonie? No to mnie zabiłyście właśnie. Czytałam w gimnazjum jako wybraną przez siebie, ale że jest już wpisana w kanon, pojęcia nie miałam. Łaaaa-aaaał :D

    OdpowiedzUsuń
  38. niedopisanie,
    kluczem do sukcesu jest kreatywność nauczycieli. Tej jednak często nie spotkamy, niestety.

    A gramatyki sama nie znosiłam i nie znoszę. Okropieństwo :))

    OdpowiedzUsuń
  39. ksiazkowo,
    zapomniałabym :) Pytałaś jaki jest sens dyskutować o książkach, niemających zbyt wielkiego znaczenia. Tak jak pisałam - chodzi o wyrabianie dobrych nawyków. Zamiast rzucać ich na głęboką wodę, warto zacząć od czegoś mniejszego, przyjemniejszego i łatwiejszego do przyswojenia. Łatwiej polubić czytanie i dyskusje literackie, kiedy nie kojarzą się z wielkimi dziełami, którymi koniecznie trzeba podołać.

    Jak może być zachęcający schemat:
    "przedstaw swoje refleksje na temat lektury", a po odpowiedzi ucznia: "nie, źle", bo w kluczu było inaczej. Sama nieraz doświadczyłam tego, że moja refleksja jest nieprawidłowa, bo 'autor miał co innego na myśli'. Ciekawe, skąd to wiedzą :))

    OdpowiedzUsuń
  40. PS. Bardzo się cieszę, że włączacie się do dyskusji :) Im więcej różnorodnych opinii, tym lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  41. No tak, dzisiejsza młodzież już nie może odkryć zamiłowania do książek później niż na poziomie gimnazjum, masz rację, czasy się zmieniły.

    OdpowiedzUsuń
  42. Futbolowa - piszemy o tym samym mam wrażenie, ale w inny sposób ;) Przynajmniej wg ostatniego komentarza mogę sądzić, że winisz sposób pracy z uczniem, system funkcjonowania szkół, a nie lektury. A na wyrabianie dobrych nawyków (jakby wszystko dobrze funkcjonowało) mają czas od powiedzmy 4 klasy podstawówki do jej końca, czyli 3 lata. Myślisz, że to nie jest dobry początek?

    Ja nadal i uparcie będę twierdziła: winny głównie jest system funkcjonowania szkół, rosnąca ilość biurokracji (która zabija chęć i motywację nauczycieli do robienia czegoś fajnego), głupi system egzaminacyjny i jego "cudowne" klucze. Same lektury to ułamek problemu. A piszę to wszystko też od strony znajomości pracy nauczycieli, wiem całkiem sporo (bo przyjaźnię się z kilkoma) o tym, jak to w ich szkołach i ich pracy jest.

    I to byłoby na tyle, nie mam już czasu na dyskusje. Jutro rano wyjeżdżam, a nie zrobiłam jeszcze nawet połowy tego, co planowałam.

    OdpowiedzUsuń
  43. izusr,
    nie w tym rzecz :) Po prostu nie mam jak porównać obecnego 40-latka, który nagle 10 lat temu pokochał książki z moim 15-letnim sąsiadem, na którego jeszcze może 'przyjść pora'. My np. kochamy książki od dziecka, moja koleżanka [która również jest molem książkowym] od liceum, a kto inny odkryje w sobie tę miłość za 15 lat, taka jest kolej rzeczy :)
    Chyba, że się nie zrozumiałyśmy i coś innego miałaś na myśli :)

    ksiazkowo,
    udanego wyjazdu!

    Zgadza się, za współwinnych uważam również system szkolnictwa, słabe podejście nauczycieli, równie kiepskie podejście samej młodzieży itd. itd. Dlatego napisałam w powyższym wpisie, że kanon lektur jest 'jednym z winnych', a nie 'jedynym winnym' :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  45. No ja właśnie o tym piszę przecież cały czas! Że jak ktoś ma pokochać książki to prędzej czy później się to stanie, ze względu na jakieś tam okoliczności, jakieś znaczące wydarzenia, albo może po prostu z nudów po nie sięgnie. Ale sięgnie, prędzej czy później. Chodzi mi o to, że to nie lektury szkolne zniechęcają czy zachęcają do czytania. Nie, one są tylko jednym z wielu czynników, które na to wpływają. Szczerze, wydaje mi się, że jednym z najmniej znaczących...

    OdpowiedzUsuń
  46. Oj, to zależy. Znajomi ode mnie z roku przeprowadzali ankietę na temat czytelnictwa wśród gimnazjalistów i większość niechęć do czytania tłumaczyła właśnie: "nudnymi lekturami", "mało inspirującymi lekcjami" i "złym podejściem nauczycieli". Tak więc problem zauważają również sami zainteresowani.

    OdpowiedzUsuń
  47. Czas na moje trzy grosze ;)
    Całkowicie i nieodwołalnie popieram Kaludyne. W gimnazjum można by było zmienić lektury. No może nie wszystkie bo na przykład Kamienie na szaniec czytała moja klasa z zapartym tchem. Takie książki mogły by zostać. A Pan Tadeusz, Syzyfowe prace... jest jeszcze liceum. Przecież nikt niekaże wyrzucać tych książek na śmietnik. Toćto klasyka i niekiedy nasza historia. Ale dzieciaki w gimnazjum nie chcą czytać TAKICH książek. Spodobała mi się tu propozycja seerii Jutra jako lektura. Czy wiecie jakby wzrósł poziom czytania??
    Zaciekawił mnie sposób przerabiania lektór w szkole anek7, bije brawa tej placówce normalnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  48. Zapomniałam! Na swoim przykładzie powiem, że to jak polonista uczy dzieciaki jest ważne.W gimnazjum miałam świetną nauczycielkę, która w ciekawy sposób prowadziła lekcje: dyskusje, czasem byliśmy dzieleni na grupy i każda grupa musiała bronić swojego zdania. Nasza klasa rządziła. Zaś w liceum miałam nauczycielkę, która dyktowała nam gazetkę Cogito ;/ z czego pół notatki było nie na temat... mówię Wam, to zniechęca...

    OdpowiedzUsuń
  49. No i właśnie ja się z tym nie zgodzę. Ok, tak się tłumaczą, to rozumiem. Ale dla mnie to takie samo tłumaczenie jak: "nie czytam, bo nie mam czasu" albo "nie czytam, bo książki są za drogie". No ludzie... nie czyta się, bo się po prostu nie chce, a nie dlatego, że coś tam. Przynajmniej dzisiaj, kiedy dostęp do książek jest ogromny i samych książek też jest całe mnóstwo. Nie dopuszczam do wiadomości żadnych tłumaczeń, są dla mnie po prostu głupie. To tak jakby powiedzieć "nie słucham muzyki, bo opery puszczane na zajęciach z muzyki (nie wiem czy taki przedmiot nadal w szkołach istnieje, jak ja chodziłam - istniał) mnie odstraszyły"...

    OdpowiedzUsuń
  50. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  51. izusr,
    muzyka to nie jest dobre porównanie, bo ona otacza nas ze wszystkich stron - pojawia się w reklamach telewizyjnych, na ulicach, w sklepach. Kontakt z nią jest mniej wymagający i łatwiejszy. Książka wymaga już jakiegoś wysiłku. Jasne, z reguły są to głupie tłumaczenia, ale odcinanie się od tego, co generuje w nas złe skojarzenia jest naturalne i psychologicznie uzasadnione.

    Dlatego warto przekonywać dzieciaki do książek od małego. Trzeba tylko chcieć.

    OdpowiedzUsuń
  52. Zgadzam się w stu procentach z pomysłem "odklasycznienia" lektur w gimnazjum. Pamiętam, że mimo, iż lubię czytać, z niektórymi pozycjami męczyłam się niesamowicie. Dziwię się, że nie zaznajamia się młodzieży z fantastyką (chociażby Pratchett), z kryminałami (może być klasyczny Doyle i jego Sherlock), z chociaż jednym romansem (może "Wichrowe Wzgórza" albo "Przeminęło z wiatrem"?). Ja przede wszystkim nie rozumiem braku różnorodności. Wszystkie lektury są na jedno kopyto i tak naprawdę nie ma nic, co mogłoby młodego czytelnika wciągnąć. A prawda jest taka, że nawet jeśli taki gimnazjalista chciałby czytać coś innego, to zwyczajnie nie ma na to czasu, pogrążony w "Krzyżakach" albo "Potopie"...

    OdpowiedzUsuń
  53. Przyznam na początku, że nie przeczytałam wszystkich komentarzy, tylko rzuciłam okiem, więc pewnie coś się w mojej wypowiedzi powtórzy. Przepraszam serdecznie, ale brakuje mi troszkę czasu...

    Co do lektur szkolnych, to dla mnie dyskusja nad kanonem zaczynać się powinna od pytania po co w szkole są lektury. Jak dla mnie: nie po to, żeby zachęcać dzieci/młodzież do czytania, tylko, żeby wtłoczyć do głów trochę podstawowej wiedzy literaturoznawczej. Dlatego jak dla mnie lektury są (mniej lub bardziej) ok. Owszem, odchudziłabym trochę romantyzm i średniowiecze, dodała odrobinę rzeczy powojennych i ociupinkę gatunków popularnie uznawanych za "gorsze" (fantastyka, kryminał), bo w części to też klasyka i znać trzeba. Ale generalnie uważam, że szkolny zestaw lektur jest jak najbardziej ok.

    Ja sama czasem z przyjemnością, a czasem z wielkim bólem przebrnęłam przez lektury i w podstawówce, i w liceum. Nie zawsze byłam najszczęśliwsza czytając to, co nam ówczesny minister proponował, ale z drugiej strony aż tak źle nie było, a teraz przynajmniej mam jakie takie podstawy.

    Z drugiej strony, owszem, fajnie by było, gdyby szkoła zachęcała do czytania. Jasne, zgadzam się w całej rozciągłości. i tutaj dwie uwagi: po pierwsze, dobra polonistka nawet "Pana Tadeusza" (uwielbiam!) potrafi uczniom sprzedać, a po drugie odczepmy się od tego polskiego...

    Czy ktoś wymaga od lekcji matematyki, żeby zachęcała dzieciaki do rachowania albo stosowania rachunku prawdopodobieństwa? Albo od biologii, żeby zachęcała do amatorskiego krojenia żab? No to czemu polski ma zachęcać do czytania?

    Ja tam byłabym za tym, żeby wprowadzić do szkół przedmiot "literatura", który służyłby właśnie temu. Żadnych wypracowań, planów akcji, interpretacji i innych szmerów-bajerów, a za to dyskusje o ciekawych (dla danego wieku) książkach... Pisanie recenzji, nagrywanie recenzji (tak jak ktoś to opisywał), filmowanie recenzji. Zachęcanie innych do przeczytania czegoś co nam się spodobało. I wtedy, przy takim przedmiocie, można by naprawdę poszaleć z wyborem lektur.

    OdpowiedzUsuń
  54. W takim razie musiałaś mieć kiepskiego polonistę :) Omawia się lekturę raz, epokę i jej rozumienie się rozszerza.

    OdpowiedzUsuń