16 lipca 2011

Wszyscy martwi razem, Charlaine Harris

Wszyscy martwi razem, Charlaine Harris
Oryginał: All Together Dead
Wydawnictwo: Mag
Rok wydania: 2011
Stron: 446
Gatunek: horror, opowieści o wampirach

Będę szczera - wynudziła mnie ta książka, jak mało która. I dziwi mnie to bardzo, bo to już siódmy tom tej serii i byłam pewna, że trzymać będzie on poziom równy swym poprzednikom. Ale niestety, nie jest tak - Wszyscy martwi razem to część, która zdecydowanie odstaje od pozostałych. I nie jest to bynajmniej wyróżnienie pozytywne.

Serię o Sookie Stackhouse polubiłam dlatego, że Charlaine Harris stale mnie czymś zaskakiwała, kiedy odwiedzałam wykreowany przez nią świat. A to ciekawymi postaciami, a to frapującymi wydarzeniami, a to czymś jeszcze innym. Nie nudziłam się przy jej książkach nigdy - stanowiły, jak dotąd, przyjemny przerywnik, chwilowe oderwanie od rzeczywistości. Ale nie tym razem. Przy siódmym tomie serii musiałam przez kilka dni z rzędu zmuszać się do lektury, żeby wreszcie mieć ją za sobą. A to boli mnie straszliwie, bo zdążyłam tę serię polubić. No i nie znoszę robić czegoś wbrew sobie...

Tym razem niemal cała akcja rozgrywa się z dala od Bon Temps - Sookie zobowiązuje się wyjechać na kongres, podczas którego sądzona ma zostać królowa Luizjany. Nasza dzielna telepatka za sporą sumkę oddać ma się fascynującemu zajęciu, jakim jest czytanie w myślach wszystkim wokół. Na miejscu okazuje się jednak, że czeka ją znacznie trudniejsze zadanie - musi uchronić wampirzą społeczność od zagłady. Tak z grubsza rzecz ujmując.

Zanim jednak bohaterka zdąży się wykazać, wpadnie w wir nudnych wydarzeń, z którymi zapoznawanie się było dla mnie ogromną męczarnią. Nawet teraz, pisanie o tym nie sprawia mi żadnej przyjemności. Aż zła jestem na siebie, że tyle dni zmarnowałam na tę nużącą historię, która nie wniosła zupełnie nic nowego do mojego życia. Sama seria nie jest przecież niczym więcej, niż tylko zwykłym czytadłem, ale dotąd dawała mi ona sporo uciechy.

Nie tym razem.

Oczywiście polecam tę książkę wszystkim miłośnikom serii, z zastrzeżeniem, by uzbroili się w sporo cierpliwości. Bo nie dość, że 1/3 książki stanowią przypomnienia tomów poprzednich, to reszta brzmi raczej naciąganie i mocno rozczarowująco. Niestety.

Moja ocena: 5,5/10

Zobacz również:
Seria Lily Bard

literatura amerykańska | recenzja | Charlaine Harris | literatura | recenzje książek | Sookie


Charlaine Harris - bestsellerowa pisarka publikująca od ponad dwudziestu lat. Początkowo pisała poezję, później, podczas studiów na Rodhes College w Memphis w stanie Tennessee tworzyła sztuki teatralne. Kilka lat po ukończeniu studiów zaczęła pisać powieści. Obecnie mieszka w Arkansas ze swoim mężem i trojgiem dzieci.
Źródła: foto | opis

23 komentarze:

  1. Plany są, tylko czasu brak. Ale jak tylko znajdę chwilkę, to choćby z ciekawości zajrzę:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. mam wszystkie części z tej serii, lecz tą jeszcze nie czytałam, aż się boję czytając twą recenzję, wiem, że muszę nastawić się trochę negatywie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Narazie muszę przeczytać I tom, który mam już zakupiony

    OdpowiedzUsuń
  4. Seria przede mną, ale jakoś czasu na nią nie mam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. mi ta seria nie podobała się już od pierwszego tomu....typowe amerykańskie komercyjne pisarstwo...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja teraz będę czytać 'Definitywnie martwego', więc ta część jeszcze przede mną. Szkoda, że nie trzyma poziomu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie moja bajka, ale dobrze wiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaczęłam czytać siódmą część (po połknięciu wcześniejszych) i niestety nie dałam rady. Na razie robię sobie przerwę od przygód Sookie (książkowych, bo serial dalej oglądam ;).
    Bardzo drażnią mnie te przypomnienia wydarze z poprzednich części. Jakoś nie wyobrażam sobie, żeby komuś przyszła ochota zaczynać czytać serię od środka...

    Bardzo przyjemne zmiany na Twoim blogu ;) Jest inaczej i świeżo ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pierwszy tom kupiłam dawno dawno temu, uznałam za niezłą parodię Anne Rice i jej podobnych. Potem ze zdziwienim odkryłam, że jest cała seria o Sookie i... dotrwałam do trzeciego tomu. Z książki na książkę było coraz bardziej nudno, nieśmiesznie i telenowelowo.
    Podziwiam za dotrwanie do tomu siódmego :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie do końca mogę się wypowiedzieć na temat tego cyklu, ale powiem, że w przypadku sag nie znoszę całym sercem długiego przypominania wydarzeń z poprzednich części. Ok, warto jest o czymś wspomnieć, jasne. Ale po to chyba się czytało 600 tomów, żeby w 601 dowiedzieć się czegoś nowego, prawda?:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. ja jakoś nie mogę się przekonać do tej serii po nieudanej przygodzie z pierwszą częścią

    OdpowiedzUsuń
  12. Na pewno nie przeczytam. (:

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja skończyłam, o ile dobrze pamiętam, na trzeciej części - kiedyś pewnie wrócę do tej serii, ale jak na razie rozkoszuje się nastepnym sezonem serialu:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Na moim blogu zostałaś nominowana do nagrody One Lovely Blog Award. Więcej informacji w najnowszej notce. Gratuluję. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. planuję całą tą serię. Do tej pory udało mi się zdobyć tylko pierwszy tom .

    OdpowiedzUsuń
  16. Gratulacje! Zostałaś nominowana do One Lovely Blog Award! Szczegóły w dzisiejszej notce na moim blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja nie przebrnęłam przez pierwsze kilkadziesiat stron pierwszej części. I pewnie się to nie zmienia, ale spróbuję, dla świętego spokoju, jak tylko wrócę z wakacji i uporam z moimi stosikami. Ja po prostu nie rozumiem tych zachwytów nad "True Blood". Mnie od tego naprawdę odrzuca, a przecież nie powinno, bo jestem znana z ogromnej miłości do wampirów ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. zapraszam do zabawy ONE LOVELY BLOG AWARD

    OdpowiedzUsuń
  19. Hej Nominowałam się do One lovely blog award ,szczegóły na moim blogu :-)

    OdpowiedzUsuń
  20. I ja nominuję! Do One Lovely Blog Award:)))

    OdpowiedzUsuń
  21. Hej, informuję, że zostałaś nominowana do nagrody One lovely blog award:) Szczegółu na moim blogu.

    OdpowiedzUsuń
  22. Muszę przyznać, że do 150 strony się męczyłam okropnie. Sookie mnie irytowała, w ogóle takie flaki z olejem. Teraz, na 300 stronie zaczyna się ''coś dziać" - nareszcie. Czy Ciebie też irytowało powtarzanie słowa "toteż" -nagminnie ? Nie wiem czy to wina tłumaczenia, czy oryginału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słabo pamiętam już tę książkę, ale pewnie mnie irytowało :))

      Usuń