25 lipca 2011

Kobieta bez twarzy, Anna Fryczkowska

Kobieta bez twarzy, Anna Fryczkowska
Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2011

Długo zabierałam się za lekturę kolejnego kryminału - zaczęłam bowiem odczuwać pewną niechęć do ciągłego zagłębiania się w różne przerażające historie. Ale że seria Asy kryminału jeszcze mnie nie zawiodła, nareszcie zabrałam się za czytanie. I dobrze zrobiłam, bo chwilowa niechęć do tego gatunku zniknęła. Co więcej! Tak mnie ta historia porwała, że mam wielką ochotę sięgnąć po kolejną dawkę kryminalnych zagadek.

Kobieta bez twarzy opowiada o dobiegającej czterdziestki Hance, która po tragicznej śmierci męża, decyduje się na zmianę otoczenia. Pakuje dzieci w samochód i osiada na malowniczej wsi, którą doskonale pamięta z dziecięcych czasów. Niestety, wiejska rzeczywistość szybko daje się Hance we znaki - na jej rodzinę spada lawina kłopotów. Co więcej, z pozoru spokojne miejsce, okazuje się siedliskiem zła. Pojawiają się tu duchy, porywacze, mordercy i inni zwyrodnialcy. A wszystko to tuż za ścianą... Jak poradzi sobie Hanka, kiedy zło przeniknie mury jej domu i wsiąknie w umysły dzieci i przyjaciół? Kiedy zacznie wyciągać macki i po nią? Czy ugnie się pod wpływem tej mocy? A może stawi czoła najgorszemu, nie bacząc na konsekwencje? Sięgnijcie po kryminał Anny Fryczkowskiej, a przekonacie się o tym sami...

Historię przedstawioną w Kobiecie bez twarzy poznajemy z trzech perspektyw - kilka faktów przedstawia niezależny narrator trzecioosobowy, natomiast większość książki stanowią przeplatające się ze sobą opowieści Hanki i jej córki - Michaliny. Najsilniejsze wrażenie wywołują myśli dziecka, które próbuje pojąć otaczającą je rzeczywistość - śmierć ojca, zwłoki znalezione w okolicy, szaleństwa brata, depresję matki i wiele innych. Opowieści Miśki trącą dziecięcą naiwnością, ale miejscami są zadziwiająco dojrzałe, przerażające. Uświadomienie sobie, że zło nie omija niewinnych istot, robi na człowieku piorunujące wrażenie. Zwłaszcza na samym końcu historii, kiedy uświadamiamy sobie całą prawdę o małej bohaterce... Aż zdarzyło mi się wzdrygnąć - takie wrażenie to na mnie zrobiło!

Opowieść Hanki wygląda nieco inaczej, ale czasem niemniej naiwnie. Bohaterka jest nieco irytująca i mocno niekonsekwentna, ale wszystko tłumaczą wydarzenia, z jakimi przyszło jej się zmierzyć. Wiele samozaparcia i siły musi w sobie znaleźć kobieta, której przyszło znosić taką dawkę strachu i cierpienia. Punkt dla autorki, za znakomity portret psychologiczny tak złożonej postaci!

Akcja powieści osadzona została w realiach polskiej, zaściankowej wsi, w której pod przykrywką sielskości czai się zwyczajne zło. Tu fałsz goni obłudę, zawiść nienawiść, a sztuczne uśmiechy i pozory bliskości ukrywają prawdziwe oblicza ludzi. Niezwykły autentyzm świata przedstawionego, pozwala docenić znakomity zmysł obserwatorski Anny Fryczkowskiej. Plus, oczywiście, doskonałą umiejętność przelania wszystkiego na papier. Bo Kobieta bez twarzy to naprawdę sprawnie poprowadzona historia, pełna niespodziewanych zwrotów akcji i ekscytujących wątków. Pochłania się ją jednym tchem, całkowicie wsiąkając w przedstawione wydarzenia. Wydarzenia, od których cierpnie skóra...

Dawno nie czytałam tak dobrego, pełnego mrocznych sekretów kryminału. Miejscami miałam co prawda wrażenie, że historia stoi w miejscu, a autorka zapycha czas opowieściami o niczym, ale koniec końców okazuje się, że nic nie jest w tej powieści przypadkowe. Każdy symbol, każda postać, każde zdarzenie mają sens. Często nie jest to powiedziane wprost, często ich znaczenia trzeba się domyślić, ale to czyni tę powieść jeszcze bardziej intrygującą, jeszcze mocniejszą, jeszcze bardziej ekscytującą...

Ach, wspaniałe były te godziny z Kobietą bez twarzy! Prawdziwa uczta literacka - zachęcam i życzę... smacznego!

Moja ocena: 9/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.



literatura polska | recenzja | Anna Fryczkowska | literatura | recenzje książek

15 komentarzy:

  1. ja zamierzam niedługo przeczytać tę pozycję i sama się przekonam, czy jest rzeczywiście dobra. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiele razy wzdrygałam się podczas czytania tej książki. Była nie tylko mocno wciągająca, ale też niepokojąco tajemnicza. Nie mogę nie ocenić jej wysoko :)

    Cieszę się, że i Tobie się podobała.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niedawno czytałam, mnie też bardzo się spodobała :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dopiero co czytałam tę książkę i zgadzam się - wspaniale spędzony czas z książkę kryjącą wiele tajemnic

    OdpowiedzUsuń
  5. Mało kiedy czytam takie książki, ale na tą się uwzięłam i muszę ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się z Tobą w 100%, Klaudyno! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Od pewnego czasu planuję sięgnąć po tą pozycję, a po twojej recenzji to już nie mam żadnych wątpliwości ;) Pozdrawiam! skarbnicaksiazek.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie skończyłam czytać ... mogę szczerze powiedzieć wawwww!!! świetna książką :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolejna bardzo pozytywna opinia na temat tej książki! Z chęcią przeczytam, jak tylko wpadnie mi w ręce! Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  10. u mnie już druga w kolejce, właściwie byłaby pierwsza gdyby mnie nie gonili z biblioteki o doczytanie i oddanie Toibina.

    OdpowiedzUsuń
  11. No proszę, Ty ciągle w tematyce kryminalnej, a ja bez przerwy męczę fantastykę ;) Na szczęście zbieram sobie już inne typy lektur, tak na odtrutkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Chciałbym zainformować, że nominowałem Ciebie do One Lovely Blog Award.

    OdpowiedzUsuń
  13. Czekam na dzień, w którym będzie mi dane przeczytać tę powieść :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Od pewnego czasu chcę przeczytać tą książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. No wiesz co... Właśnie przeczytałam, nie jest źle, czytałam gorsze rzeczy (pierwszą Rudnicką i pierwszą Grzegorzewską do dziś wspominam odruchem wymiotnym), ale tyłka nie urywa ;) Po Miłoszewskim, Krajewskim i Marininie moja mama jest do głębi zniesmaczona tą Fryczkowską i określa to jako odcinek ojca Mateusza :D Dla mnie to taka Grochola bardziej, nie czyta się źle, ale gdzie klimat grozy, to ja nie wiem, bardziej lekka sielanka. Duży plus ma tylko za zabawną autoironię, która byłą dość częsta. Koniec mnie też zawiódł. Podsumowując, kładę na mentalnej półce na równi z Lackberg, której nie podziwiam w ogóle.

    OdpowiedzUsuń