22 lipca 2011

Czyste szaleństwo, Charlaine Harris

Czyste szaleństwo, Charlaine Harris
Oryginał: Shakespeare's Champion
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2011
Stron: 280
Gatunek: sensacja, kryminał

Zauważam u Charlaine Harris wielkie zamiłowanie do mdłych, irytujących bohaterek-narratorek, którym wiecznie ktoś spuszcza łomot. Tak mają się sprawy z Lily Bard, której poświęcono tę serię, jak i z Sookie Stackhouse z innego popularnego cyklu amerykańskiej pisarki. Może w swych powieściach autorka daje upust bogatej wyobraźni albo rozlicza z bolesnymi wspomnieniami, ale cokolwiek by to nie było - robi się już nieco męczące. Bo ktoś, kto czyta zamiennie oba cykle, może odnieść wrażenie, że czyta "jedno i to samo", tylko w różnych otoczeniach. Gdyby dołączyć do tej książki telepatię i wampiry, niczym nie różniłaby się od przygód irytującej Sookie...

Bo schemat mamy dokładnie taki sam - młoda, wyobcowana kobieta pakuje się w dziwaczne związki oraz szereg niebezpiecznych sytuacji, z których zawsze wychodzi obronną ręką. Może trochę poturbowana, ale żywa - chociaż każda inna na jej miejscu zginęłaby od któregoś z licznych ciosów, zadanych przez brutalnych samców, krążących wokół. Tłem tego wszystkiego jest, oczywiście, małe miasteczko pełne rasowych i religijnych uprzedzeń. Ach, do tego dochodzi jeszcze kwestia narracji, poprowadzonej z perspektywy głównej bohaterki. Obie - Sookie i Lily mogą pochwalić się ciekawymi biografiami, ale zbyt wiele mądrego do powiedzenia nie mają. Często chrzanią od rzeczy, jak nastolatki w pamiętnikach, siląc się na jak najbardziej szczegółowe opisy wszystkich miejsc, bohaterów i wydarzeń. Nudna papka z tego niekiedy wychodzi, wierzcie mi.

Niewątpliwym plusem Czystego szaleństwa jest lekkość, z jaką pochłania się tę powieść. Nie minęły trzy godziny, a ja już miałam ją za sobą. Nie powaliła mnie na łopatki, ale do końca trzymała w jako-takim napięciu, za co należy się autorce wielki plus. Dobrze, kiedy zagadka rozwiązuje się dopiero w końcowych fragmentach historii - przynajmniej chce się ją chłonąć do końca, by wreszcie poznać sekrety bohaterów.

Czy polecam? Cóż, nie jest to może lektura obowiązkowa, bez której wiele stracicie, ale jeżeli szukacie chwilowej rozrywki - sięgnąć po nią warto. Tło historii jest naprawdę ciekawe. Fakt, kiedy czytało się dotąd osiem innych książek autorki, poruszających ten sam problem, może się ten schemat trochę opatrzyć, ale i tak warto spróbować. Uwrażliwianie na problem rażącej nietolerancji cenię sobie u Harris bardzo. Więc niech będzie: polecam!

Moja ocena: 6/10

Zobacz również:
Seria Sookie Stackhouse


Powieść Czyste szaleństwo kupisz w księgarni:

literatura amerykańska | recenzja | Charlaine Harris | literatura | recenzje książek | Lily Bard

Charlaine Harris - bestsellerowa pisarka publikująca od ponad dwudziestu lat. Początkowo pisała poezję, później, podczas studiów na Rodhes College w Memphis w stanie Tennessee tworzyła sztuki teatralne. Kilka lat po ukończeniu studiów zaczęła pisać powieści. Obecnie mieszka w Arkansas ze swoim mężem i trojgiem dzieci.
Źródła: foto | opis








~Klaudyna~

16 komentarzy:

  1. Mam pytanie - czy autorka nadal opisuje z taką dokładnością w co bohaterka jest ubrana? Czytając powieści o Sookie zorientowałam się, że większość książki zajmuje opisywanie tego w co ubrana była bohaterka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, jak pisałam - narratorka zanudza nas drobnymi szczegółami, jak to mają w zwyczaju nastolatki w pamiętnikach ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Matko, te szczegóły które mnie tak irytowały w powieściach o Sookie... w sumie to w powieści. Widzę, że to niezwykle płodna autorka. Niestety moje zdanie jest o niej nie najlepsze, więc ja twierdzę, że to niezbyt dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja przeczytałam pierwszą część sagi kryminalnej o Lily, i po następne nie sięgnę. Nie przepadam za książkami, w których bohaterki mnie denerwują, a tak było w tym przypadku. Gdzieś się natknęłam na porównanie lily do Lisbeth Salander, dla mnie to one są jak noc i dzień.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Z serią o Sookie dałam sobie spokój po przeczytaniu trzeciego tomu i na większą ilość tak irytujących bohaterek nie mam ochoty. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. "rozlicza z bolesnymi wspomnieniami" - haha, uśmiałam się :) Faktycznie tak to może wyglądać. Ta seria jeszcze przede mną, póki co mam na półce dwie pierwsze części. Cyklu o Sookie nie czytałam (za to ubóstwiam serial!), ale to chyba dobrze, bo nie lubię, kiedy opisy miejsc/postaci są zbyt długie i nudne.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawi mnie proza tego Pana, jednak widzę, że idealnie oceniany nie jest ;P Być może się skuszę ;P

    OdpowiedzUsuń
  8. Meme,
    jakże pana? Przeca nazwałam Harris 'autorką' i 'pisarką' :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale ja muszę przyznać , że czytanie Harris zdecydowanie mniej boli po angielsku - być może ten ton niezbyt mądrej ale dzielnej dziewczyny lepiej brzmi w obcym języku. W każdym razie ja przeżyłam czytanie tych powieści właśnie dzięki zmianie języka.

    OdpowiedzUsuń
  10. na temat Harris czytałam już wiele rozbieżnych informacji. faktem jest, że bohaterki zawsze wybiera drażniące, ale akurat serię true blood mam ochotę przeczytać. co do reszty to się jeszcze okaże.

    OdpowiedzUsuń
  11. Prawdopodobnie przeczytam, bo wygrałam książki w konkursie, więc głupio byłoby nie przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kupiłam na promocji w znaku pod wpływem impulsu... Ciekawe co z tego wyszło

    OdpowiedzUsuń
  13. O tej serii są skrajnie różne opinie, więc na razie się wstrzymam. A w przyszłości? Wszystko się może zdarzyć...
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dochodzą mnie słuchy, że druga część, jest póki co najsłabszą z serii. Przeczytałam pierwszą, wstrzymałam się z drugą, obie wczoraj wymieniłam więc przygodę z Lily Bard zdecydowanie zakończyłam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam pierwszy tom z tej serii, ale mam obawy. I to coraz większe. No ale muszę się przekonać ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. A już miałam nadzieję, że ta seria będzie lepsza. Bo światy Harris tworzy ciekawe, pomysły ma niezłe, ale bohaterki tworzy nad wyraz irytujące. Chyba się jednak wstrzymam...

    OdpowiedzUsuń