3 maja 2011

Spalona róża, Anna Walczak

Spalona róża, Anna Walczak
Wyd. Novae Res, Gdynia 2010

Anna Walczak ma czternaście lat. Miałam przez pewien czas dylemat czy powinnam ulgowo traktować tę powieść ze względu na młody wiek autorki. Uznałam jednak, że nie mam do czynienia ze szkolnym wypracowaniem, a szeroko dostępną na rynku książką i powinnam podejść do tematu uczciwie. Dlatego też od razu przyznać muszę, że Spaloną różę traktować należy z przymrużeniem oka i w żaden sposób nie nastawiać się na literaturę wysokich lotów...

Anna Walczak zaserwowała nam naiwną bajeczkę o gburowatym przystojniaku-miliarderze i pokrzywdzonej przez los szarej myszce, którzy z wzajemnej nienawiści, postanawiają zostać małżeństwem. On na każdym kroku ją poniża, ona jego idealizuje. Żyją obok siebie, bezustannie ze sobą walcząc gdzieś w murach przerażającego, zimnego gmaszyska w północnej części Anglii. Z przyczyn nieznanych (choć ja obstawiam deszczową pogodę) młoda autorka osadza akcję akurat tam, za bohaterów czyniąc Anglików, choć obraz tego świata wygląda jak żywcem wycięty z peruwiańskiej telenoweli, połączonej z dramatycznymi obrazami polskich patologii. Ani nie nadaje to utworowi autentyczności, ani nie przysparza mojej sympatii - zwłaszcza, że wiedzą na temat angielskiego społeczeństwa Anna Walczak się nie popisuje, co gwarantuje czytelnikowi duszący powiew sztuczności...

Nie jedyny, zresztą.

Bo cała ta historia jest mocno przerysowana. Z wieloma - nawet najgorszymi - ludzkimi zachowaniami miałam do czynienia - w życiu, w literaturze, w filmie. I żadne nie były tak przesadzone i przejaskrawione. Owszem, zdarza się epatowanie brutalnością i szokowanie tym, co - mówiąc potocznie - w głowie się nie mieści, ale w wypadku Spalonej róży chodzi o coś zupełnie innego. Żeby zapełnić jakoś strony (tj. napisać cokolwiek) autorka w kółko serwuje nam ten sam schemat - on poniża ją, ona albo się zamyka, albo odgryza (swoją drogą tak niekonsekwentnej kobiety to ja dawno nie widziałam). Myślę, że wystarczyło przedstawić dwie, trzy takie sytuacje, żeby miało to szansę zrobić wrażenie na czytelniku, a nie wciskać mu takie obrazy co trzy strony. Dlaczego? Bo robi się to nudne, smętne i mało autentyczne.
Znowu.

Anna Walczak miała ciekawy zamysł - w jej powieści pojawia się kilka naprawdę fascynujących wątków. Tyle tylko, że te najbardziej interesujące mają charakter wyłącznie epizodyczny i zostają zakończone ledwie się pojawią. Poza tym - splątane są ze sobą dosyć niespójnie i mało logicznie, tworząc sieć urywanych obrazów, w których czytelnik nie ma szans się zatracić. W tym wszystkim wybijają się jedynie kreacje bohaterów - a zwłaszcza Daniela, który sportretowany został naprawdę znakomicie. Co prawda jego metamorfoza mnie nie przekonuje, ale akurat ta postać zdaje się być wyjątkowo interesującą...

Spalona róża nazywana jest gotyckim romansem, ale tak naprawdę gdybym miała jednoznacznie określić jej gatunek, pewnie wstrzymałabym się od głosu. Nie chcę powiedzieć, że to powieść nijaka, ale tak naprawdę jednoznacznie nie da się wskazać, jaki nurt zostaje tu wyeksponowany. To raczej taki miszmasz, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Choć ja akurat za zaletę bym tego nie uznała.

Najsłabszą stroną Spalonej róży jest jednak język. Pomijając błędy i literówki w oczy rzucają się tu liczne powtórzenia (i to całych zdań) oraz kolokwializmy. Niby czyta się to lekko, a docelowym odbiorcą ma być mało bystry nastolatek, ale są pewne granice - można by napisać to na nieco wyższym poziomie, żeby bardziej wymagający czytelnik nie musiał zgrzytać zębami, przewracać oczami, ciężko wzdychać i krzywić się z zażenowania. To właśnie w języku ujawnia się wiek autorki, gdyż w trakcie lektury nie można oprzeć się wrażeniu, że to tekst żywcem wyciągnięty z gimnazjum. I widoczne jest to przede wszystkim w wyjątkowo miernych dialogach. Na szczęście to złe wrażenie rekompensują partie opisowe (które w powieści przeważają). Anna Walczak ma dar plastycznego, wyrazistego przedstawiania rzeczywistości. Wychodzi jej to naprawdę znakomicie. I nawet pewne nieścisłości schodzą na dalszy plan, kiedy czytelnik ma ochotę przenieść się do świata, stworzonego przez młodą autorkę...

Podziwiam wyobraźnię Anny Walczak - jej pomysłowość i umiejętność przelewania myśli na papier. Spalona róża dostarczyła mi sporej dawki rozrywki i odprężenia, na kilka godzin przenosząc do zupełnie innego świata. Wielki potencjał kryje się w tej autorce i jestem pewna, że gdy nabierze ona życiowego doświadczenia, wciąż będzie czytać i rozwijać się, Polska jeszcze o niej usłyszy. Napisanie powieści - wbrew pozorom - jest wielką sprawą, która dla wielu pozostaje wyłącznie w sferze marzeń. Młoda autorka już pewien pułap osiągnęła, a co będzie dalej - zależy tylko od niej. Ja trzymam kciuki i niecierpliwie czekam na kolejne powieści, bo wiem, że ta dziewczyna jeszcze w pełni nie rozwinęła skrzydeł i swój wielki potencjał dopiero wykorzysta. Powodzenia!

Moja ocena: 5,5/10

Książka z akcji "Włóczykijka", przekazana przez wydawnictwo Novae Res.


Powieść Spalona róża kupisz w księgarni:

19 komentarzy:

  1. Gdy pierwszy raz usłyszałam o tej książce byłam, muszę przyznać, niezwykle zaskoczona.
    Sama pamiętam, jak w wieku tych "nastu" lat pisałam do szuflady różne opowiadania, powieścidła i inne takie, a gdy niedawno je znalazłam płakałam wprost ze śmiechu nad swoją ówczesną naiwnością.

    Ale z Anną Walczak jest inaczej. Ktoś docenił jej starania, zainteresował się powieścią na taką skalę, że postanowił ją wydać. To naprawdę robi wrażenie, zwłaszcza w połączeniu z wiekiem autorki.

    Niestety na mnie wrażenia to nie robi, a wiem, że papier wszystko przyjmie. Czytelnik już oczywiście niekoniecznie, dlatego jeśli sięgnę po "Spaloną różę" to tylko z czystej ciekawości, bynajmniej nie z chęci przeczytania literatury wysokich lotów.

    Niemniej jednak dziękuję Ci za tę recenzję :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mamy bardzo podobne wrażenia po przeczytaniu tej książki.
    I ja też zastawiałam się czy nie potraktować wieku autorki jako okoliczności łagodzącej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z jednej strony jestem pełna podziwu i uznania dla tak młodej autorki. Jednak z drugiej strony czy potrzebna nam na rynku kolejna średnia książka?

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa jestem bardzo jak tak młoda osoba poradziła sobie z książkaą i z chęcią sprawdzę to na sobie:)). Muszę przeczytać, bo ciekawość mnie zżera:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż ja po tą książkę niestety nie sięgnę. Czternastoletnia dziewczyna, bez wiedzy i doświadczenia życiowego, niestety nie jest dla mnie ciekawym obiektem literackim.
    Jedynym plusem tej książki jest chyba, w kółko wałkowany wiek autorki.
    Wydaję mi się, że wydawnictwo, liczyło na promocję właśnie z tego względu, nie biorąc pod uwagę, że ta książka po paru latach i paru poprawkach mogłaby być na prawdę ciekawą pozycją.
    Mam nadzieję,że Anna będzie rozwijać się nadal, nie popadając w samozachwyt jak to czasami się staję, z przedwczesnymi talentami.
    Za szybko się wypalają.

    OdpowiedzUsuń
  6. Od kiedy zobaczyłam na liście w Włoczykijce, że właśnie otrzymałaś "Spaloną różę" czekałam z niecierpliwością na tę recenzję. Sama książki jeszcze nie czytałam, choć też jestem wpisana na listę, więc kiedyś w końcu przeczytam ;) Od początku zastanawiałam się, czy czternastolatka może napisać książkę dojrzałą - przychylam się bowiem do zdania biedronki - byłoby o to trudno, przecież nie ma niezbędnej wiedzy ani doświadczenia. Moja "twórczość" z tamtego okresu pozostawia wiele do życzenia ;) Sprawdziło się to, co przewidywałam... Chyba trochę szkoda. Może - jeśli autorka się nie podda i będzie pisać dalej - kiedyś będzie lepiej?...

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba jednak podziękuję... zaczekam, aż autorka dorośnie i może jeszcze coś napisze - wtedy chętnie się z nią zapoznam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Chciałabym przeczytać 'Spaloną różę' głownie z ciekawości. Część osób chwali tę książkę, biorąc wiek autorki jako okoliczność łagodzącą, ale część (m.in. Ty) ocenia ją średnio pozytywnie. Jeśli będę miała okazję, to zajrzę do tej książki i zobaczę, jak mi się spodoba, chociaż opis fabuły mnie nie przekonuje...

    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ei, dlaczego ktoś wydaje książki dzieci? Jak już uda mi się napisać książkę, na co mam czas do października, to popełnię tysiące mordów, jeśli mi nikt jej nie wyda :P A Murphy czuwa...

    OdpowiedzUsuń
  10. Chodzi za mną ta książka od jakiegoś czasu i mam wrażenie, że w końcu mnie dogoni, bo tyle ludzi ją zachwala, że muszę koniecznie przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  11. beironic,
    w Novae Res część pieniędzy dokłada sam autor, więc łatwiej wydać ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. O nie. Wiem, ze w Stanach bogaci rodzice płacą wytwórniom, żeby wydali płytę ich rozpieszczonego bachora, nie chciałabym, żeby tak stało się z książkami :( Bo później będziemy światkami tego: http://www.youtube.com/watch?v=CD2LRROpph0 w wersji książkowej -.-

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja przejawiałam mnóstwo pozytywnych uczuć co do tej książki ,zwłaszcza ze względu na wiek autorki ,o którym nie pozwalałam sobie ciągle zapomnieć i wiem,że gdyby była to powieść napisana przez kogoś starszego na pewno nie oceniłabym jej aż tak pochlebnie

    OdpowiedzUsuń
  15. Rewelacyjna recenzja :) Ja sama miałam propozycję zrecenzowania tej książki od ojca dziewczynki, zrezygnowałam jednak zrażona ofertą.
    Nie ciągnie mnie do tego typu powieści. Zastanawia mnie również - co dzieciakom nie podoba się w Polsce? Skoro swoich bohaterów Anna Walczak umieściła w Anglii, to z Polską musi być coś nie tak. Tak mi się przynajmniej wydaje.

    OdpowiedzUsuń
  16. Cześć :)
    Ja parę miesięcy temu też przeczytałam jej książkę i w sumie, jak na nastoletnią dziewczynę to nie jest źle :) Zauważyłam parę mankamentów, które i Ty zauważyłaś, sama fabuła jest dosyć oklepana, dialogi czasem też, ale jeśli dalej będzie praktykowała pisanie, na pewno wyjdzie jej to na dobre ;)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Może chce zdobyć światowy rynek i szybciej się przyjmą realia światowe ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Przyznam szczerze, że recenzje, z którymi spotykałam się wcześniej były pochlebne i przychylne Walczak. Miałam zamiar po nią sięgnąć - byłam ciekawa, co też mogła napisać tak młoda osoba i byłam ciekawa nakreślonych postaci. Dzięki Twojej recenzji wiem, że decydując się na tą pozycję muszę liczyć się z kolokwializmami, powtórzeniami, literówkami... więc tym, czego nie lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Cześć!
    Jestem w trakcie czytania również z powodu włóczykijki i mogę rzec, że... mam prawie identyczne zdanie :) A moje prawie to: nijaki pomysł na fabułę, właśnie ona wcale mnie nie rusza.
    Twoja recenzja bardzo mi się spodobała, ze względu na Twoją otwartość, brak słodzenia i podejście do recenzji także od strony technicznej.
    Po prostu: będę wpadać ;D

    OdpowiedzUsuń