16 marca 2011

To my

To my (2000)
reż. W. Szarek

Młodość, świeżość, imprezy, szaleństwo. Miłość, seks, wolność, muzyka. Matura. Matura. Matura. Oto luźny ciąg skojarzeń, związanych z produkcją To my. Grupa młodych ludzi kradnie maturalne testy - każdym z nich kierują inne pobudki - raz jest to miłość, innym razem strach, a jeszcze innym chęć udowodnienia całemu światu, że jest się kimś więcej, niż tylko miernym uczniem. Rzeczywistość młodych bohaterów To my jest barwna i nieskomplikowana - królują tu wielkie balangi, ciągła zabawa i miłość. Piękna i niewinna miłość. Gdzieś na margines zepchnięte zostają ich problemy - wymagający rodzice, brak pieniędzy, brak akceptacji. Liczą się tylko wolność i szaleństwo. Ot, uroki młodości...

Lubię czasami wracać do filmów i książek, które miały dla mnie znaczenie, kiedy jeszcze byłam tzw. 'piękna i młoda'. Bo nie dość, że jestem sentymentalna, to jeszcze lubię porównywać wrażenia, które zmieniają się w zależności od wieku i nabywanych doświadczeń. Dziś już zupełnie inaczej postrzegam i odbieram kulturę, sztukę i świat w ogóle, toteż nie można się dziwić, że dawne sentymenty czasem muszą zejść na dalszy plan. Bowiem z perspektywy czasu nie wszystko da się docenić w takim samym stopniu, jak doceniało się to jeszcze dekadę wcześniej. I tak właśnie jest z filmem To my - kiedyś był to dla mnie hit. A teraz? Cóż...

Do niewątpliwych plusów To my należy zaliczyć:
√ genialną ścieżkę dźwiękową, w której króluje Myslovitz;
√ obsadę, w której prezentują się jeszcze młodzi i świeżutcy: Cieszyński, Socha, Chochlew i Toczek + zapomniana Marta Dąbrowa, w której krył się spory potencjał;
√ klimat lat '90 - ostatnich lat świetności polskiej komedii (później to już tylko pojedyncze wzloty zauważyć można);
√ dobry (choć miejscami nieco naciągany) scenariusz i dobry pomysł wzięty z życia - zwrócenie uwagi na istotne problemy, wierne odzwierciedlenie świata młodych.

Obok plusów funkcjonować muszą jednak minusy, wśród których prym wiodą:
↓ przytłaczająca sztywność niektórych 'aktorów' - miejscami aż się ich oglądać nie dało;
↓ nieco fałszu i naciągania w przypadku niektórych wątków;
↓ jakość dźwięku - można odnieść wrażenie, że film jest dubbingowany - tak to wszystko dziwacznie brzmi;
↓ niewielki wpływ na widza - ja lubię, kiedy obraz jakoś na człowieka oddziałuje, kiedy odkrywa przed nim nieznane horyzonty - niestety w To my odkrywczości nie ma i nie będzie...

Są sentymenty, które każą ten film traktować ulgowo.
Jest rozum, który nakazuje umieścić go w dziale 'poniżej przeciętnej'.

Z perspektywy czasu prawie-obiektywnie potraktuję go prawie-ulgowo:

Moja ocena: 6/10

Eh, maturalne czasy... Gdzie odleciałyście? :)
Zdjęcia z roku 2007 - na kilka dni przed maturą. Bardzo radosny czas - ostatnie takie wagary :-)

Jak to się kiedyś człowiek radować potrafił...

8 komentarzy:

  1. Nie oglądałam tego filmu, ale Twoja recenzja mnie mimo wszystko zaciekawiła.

    OdpowiedzUsuń
  2. ja oglądałam... sentyment faktycznie jest :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Maturalne czasy nie nadciągajcie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Również lubię ten film, również (pomimo minusów, z którymi się zgadzam) traktuję go ulgowo i oglądam z sentymentem. Chociaż maturę zdawałam o wiele wcześniej - coś w nim jest.

    OdpowiedzUsuń
  5. zapowiada się ciekawie.. :) jeśli się z filmem spotkam to na pewno będzie to spotkanie miłe.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie słyszałam o tym filmie, z racji tego, że w polskich film, a tym bardziej starszych, mam poważne braki, bo nie przepadam za bardzo za polskim kinem, ale ten brzmi ciekawie.

    Świetne zdjęcia :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja oglądałam podobny film, ale był produkcji amerykańskiej lub brytyjskiej :)
    A po filmy z młodości, a szczególnie po bajki z dzieciństwa dość często wracam :)

    OdpowiedzUsuń