6 lutego 2011

Ja cię kocham, a ty z nim

Ja cię kocham, a ty z nim (Dan in Real Life) (2007)
reż. P. Hedges

Wiele faktów przemawiało za tym, iż powinnam omijać tę produkcję szerokim łukiem:
- beznadziejny polski tytuł (tani chwyt, nic więcej);
- smętna Binoche w jednej z głównych ról (i nic mnie nie obchodzi, że to aktorka związana z moim miastem - nie lubię jej na ekranie i już);
- Steve Carell, który nigdy specjalnie mnie nie bawił;
- kilka fragmentów, jakie widziałam podczas pracy w kinie, świadczących o tym, że to raczej flaki z olejem.

Mimo tego, postanowiłam dać tej produkcji szansę i zapoznać się z nią po naprawdę ciężkim dniu. Odprężyłam się i ubawiłam, a to najwyraźniej świadczy o tym, że Ja cię kocham, a ty z nim warto było obejrzeć.

Film opowiada o życiu Dana (w tej roli Steve Carell), który po stracie żony samotnie wychowuje trzy córki - buntowniczą Carę, ambitną Jane i uroczą Lilly. Mężczyzna wyraźnie nie przyjmuje do wiadomości, że jego małe córeczki powoli wkraczają w dorosłość i na każdym kroku prezentuje postawę niby-surowego ojca, który piętrzy zakazy i szlabany. Czyni to jednak w tak uroczy i zabawny sposób, że nie sposób się nie uśmiechnąć, kiedy obserwuje się jego poczynania. Wątek wychowania córek schodzi jednak na dalszy plan (a szkoda!), kiedy cała czwórka wybiera się w podróż do rodziny. Tam bowiem w życiu Dana pojawia się ujmująca Marie i cały jego świat wywraca się do góry nogami. Zwłaszcza, kiedy okazuje się, że wybranka jego serca ma partnera. I to jakiego! Wszystko wskazuje na to, że Dan będzie musiał zapomnieć o kobiecie... Ale czy tak łatwo uda mu się z tym pogodzić? To pytanie pozostawię bez odpowiedzi...
Tym, co urzeka w Ja cię kocham, a ty z nim jest przede wszystkim niezwykłe ciepło, które zalewa widza podczas seansu. Trzeba by mieć serce z kamienia, żeby nie wzruszyć się widokiem tego pociesznego Dana, który udziela porad w gazecie, segreguje pranie i smaży pankejki dla swych córek. A do tego ta jego wielka, urocza rodzina! Bajkowe towarzystwo - gromadka dzieci, kochające się małżeństwa, wspólne posiłki, wspólne zabawy, konkursy i poranna gimnastyka. Choć jeden dzień chciałoby się spędzić wśród tak kochających się ludzi. Choć jeden raz chciałoby się poczuć takie ciepło... :-)

Ja cię kocham, a ty z nim nie jest filmem odkrywczym czy zaskakującym. Nie jest to też obraz porywający, ani specjalnie inteligentny. Ale urokiem, humorem i ciepłem film ten po prostu przytłacza. I choć dla jednych będzie nudny, smętny i nie wnoszący nic nowego, ja czuję się ukontentowana po jego obejrzeniu. Czasem człowiekowi potrzeba czegoś zwyczajnego i miłego, czegoś co wywołuje mimowolny uśmiech i łezkę wzruszenia. Takim filmem jest właśnie Ja cię kocham, a ty z nim. Warto dać mu szansę.

Moja ocena: 7,5/10

Zdjęcie pochodzi ze strony filmweb.pl.

8 komentarzy:

  1. Ja też nie bardzo rozumiem szum wokół Binoche. Osobiście nie dostrzegam w niej znamion wielkiego talentu. Największa porażka to "Wichrowe wzgórza".
    O filmie będę pamiętać, choć faktycznie tłumacz tytułu poszedł po najmniejszej linii oporu.:) Można by się spodziewać parodii filmu z Bullock.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaję się ciekawy i wart obejrzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Według mnie takie filmy są człowiekowi bardzo potrzebne. Czasami po prostu trzeba się zrelaksować oglądając coś lekkiego:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ogladałam i mam miłe wrażenia:). Osobiście polecam.
    Pozdrawiam:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Oglądałam go kilka lat temu i zrobił na mnie pozytywne wrażenie:) Polski tytuł jak to często bywa nie wart komentarza...

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię ten film;)) Zaskoczył mnie, bo myślałam, że będzie tandetny do granic wytrzymałości, a jednak miło spędziłam czas;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oglądałam go jakiś czas temu w kinie i uśmiałam się serdecznie. Najbardziej rozbawiał mnie Dan odnoszący sukcesy w sprzedaży biżuterii ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oglądałam. Świetny film godny polecenia ;) Muszę przyznać, że po seansie miałam uśmiech od ucha do ucha ;P

    OdpowiedzUsuń