Reality Show; The Real RealReality Show (The Real Real), Nicola Kraus & Emma McLaughlin

Wyd. Znak, Kraków 2010

Lekturę Reality Show zainicjowałam 22 grudnia – uznałam, że będzie to dobre czytadło na czas przygnębiających świąt, które spędzałam sam na sam ze swoją chorobą. Dziś mamy 13 stycznia, a ja wciąż tkwię w połowie książki. Oficjalnie uznaję więc, że już jej nie przeczytam. Nie dość, że mnie zablokowała, dołożyła cegiełkę do mojej Małej Depresji, to jeszcze wzbudziła we mnie irytację i znużenie. To jedna z najgorszych książek, jakie ostatnio czytałam. Gorsza nawet od Pływania w negliżu, na które – swego czasu – spłynęła tu niemała krytyka. Tamtą pozycję siłą doczytałam chociaż do końca, w tym przypadku nawet ciekawość pod hasłem: „co będzie dalej” nie ma szans – zwyczajnie żal mi czasu i energii na takie bzdury. Tak, tak – bzdury – nie bójmy się użyć tego słowa.

Sam pomysł na fabułę jest całkiem interesujący – pokazać czytelnikowi, jak głupi jest, wierząc w prawdziwość tego, co serwuje nam telewizja. Na tym jednak koniec – płytkie dialogi i jałowe, schematyczne postaci całkowicie zabijają książkę, w której tkwił jakiś potencjał. Do tego te kilometrowe opisy kręcenia scen [mówiąc brzydko – Orzeszkowa się chowa ;)]! Tak, jakby jeden raz nie wystarczył – trzeba w kółko oddawać cierpienie biednych nastolatków, zmuszanych do milionowych powtórek tych samych scen. Przy którymś „cięciu” miałam ochotę wyrzucić książkę z trzeciego piętra w mokry śnieg, ale i takiej lichej lektury trochę żal. Nawet, jeśli nic mnie ona nie kosztowała, nad czym bardzo ubolewam, bo mogłabym sobie chociaż poutyskiwać, że cenny majątek poszedł w błoto…

Pierwszy raz odradzam lekturę – nie wiem po co ktoś miałby tracić czas i pieniądze na książkę tak pozbawioną sensu…

PS. Już prawie wyzdrowiałam 🙂
PS2. Z racji zaliczeń i egzaminów mój udział w życiu blogowym znacznie będzie teraz ograniczony, ale obiecuję nadrobić tę absencję w okolicach lutego.

, , , , , ,
Klaudyna Maciąg

Copywriter, marketingowiec, redaktor i korektor książek, właścicielka Agencji Kreatywnej Espelibro. Prywatnie mama energicznej trzylatki, właścicielka dzikiego psa, żona pewnego poety i wierna fanka Manchesteru United.

11 Comments

  1. Z samej okładki już jej źle patrzy 😉 Złe książki trzeba odradzać czytać i tyle.

    Życzę zdrówka 🙂 Współubolewam z powodu SESJI, bo ja tez na to teraz cierpię 😛

    Pozdrowionka 🙂

  2. kiedyś miałam zamiar przeczytać, ale tego nie zrobiłam i widzę, że to był słuszny wybór.

  3. A kiedyś się zastanawiałam nad nią, to jednak nie będę się spieszyć z wypożyczaniem ;]

  4. A ja kiedyś ją nawet kupić chciałam, jak dobrze, że do tego nie doszło 😉

  5. Również nie kupiłabym tej książki, po samej okładce. I zdziwiła mnie Twoja recenzja, bo i mi pewnie się by nie spodobała ta książka, a posiadam na swojej półce "Dedykację" tych samych autorek i była to książka w miarę ok, lekka, przyjemna, taki miły przerywnik. Jakbyś szukała takiej lektury, to polecam "Dedykację" 🙂
    Pozdrawiam

  6. Recenzja szczera i konkretna. Dobrze wiedzieć, że ta książka to strata czasu.

  7. Tak, już sama okładka odrzuca.
    Swoją drogą, właśnie mnie to zastanowiło, jak dawno już nie czytałam recenzji odradzającej kupno jakiejś pozycji ; )

  8. Okładka dziwna, zgadzam się 😉
    Konkretna recenzja, a ja takie lubię 🙂
    Co do książki to na 99,9% po nią nie sięgnę.

  9. Powiem Ci, że już z samej okładki widać, że to zabijacz czasu.

  10. Ja książkę kiedyś wygrałam i nadal się nie zabrałam za nią i jeszcze bardziej mnie zniechęciłaś…

  11. Hehe rozbawiłaś mnie w pozytywnym sensie swoją szczerą recenzją :).
    Łączę się w bólu nad sesją ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *