13 stycznia 2011

Reality Show, Nicola Kraus & Emma McLaughlin

Reality Show; The Real RealReality Show (The Real Real), Nicola Kraus & Emma McLaughlin
Wyd. Znak, Kraków 2010

Lekturę Reality Show zainicjowałam 22 grudnia - uznałam, że będzie to dobre czytadło na czas przygnębiających świąt, które spędzałam sam na sam ze swoją chorobą. Dziś mamy 13 stycznia, a ja wciąż tkwię w połowie książki. Oficjalnie uznaję więc, że już jej nie przeczytam. Nie dość, że mnie zablokowała, dołożyła cegiełkę do mojej Małej Depresji, to jeszcze wzbudziła we mnie irytację i znużenie. To jedna z najgorszych książek, jakie ostatnio czytałam. Gorsza nawet od Pływania w negliżu, na które - swego czasu - spłynęła tu niemała krytyka. Tamtą pozycję siłą doczytałam chociaż do końca, w tym przypadku nawet ciekawość pod hasłem: "co będzie dalej" nie ma szans - zwyczajnie żal mi czasu i energii na takie bzdury. Tak, tak - bzdury - nie bójmy się użyć tego słowa.

Sam pomysł na fabułę jest całkiem interesujący - pokazać czytelnikowi, jak głupi jest, wierząc w prawdziwość tego, co serwuje nam telewizja. Na tym jednak koniec - płytkie dialogi i jałowe, schematyczne postaci całkowicie zabijają książkę, w której tkwił jakiś potencjał. Do tego te kilometrowe opisy kręcenia scen [mówiąc brzydko - Orzeszkowa się chowa ;)]! Tak, jakby jeden raz nie wystarczył - trzeba w kółko oddawać cierpienie biednych nastolatków, zmuszanych do milionowych powtórek tych samych scen. Przy którymś "cięciu" miałam ochotę wyrzucić książkę z trzeciego piętra w mokry śnieg, ale i takiej lichej lektury trochę żal. Nawet, jeśli nic mnie ona nie kosztowała, nad czym bardzo ubolewam, bo mogłabym sobie chociaż poutyskiwać, że cenny majątek poszedł w błoto...

Pierwszy raz odradzam lekturę - nie wiem po co ktoś miałby tracić czas i pieniądze na książkę tak pozbawioną sensu...

PS. Już prawie wyzdrowiałam :)
PS2. Z racji zaliczeń i egzaminów mój udział w życiu blogowym znacznie będzie teraz ograniczony, ale obiecuję nadrobić tę absencję w okolicach lutego.

11 komentarzy:

  1. Z samej okładki już jej źle patrzy ;) Złe książki trzeba odradzać czytać i tyle.

    Życzę zdrówka :) Współubolewam z powodu SESJI, bo ja tez na to teraz cierpię :P

    Pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. kiedyś miałam zamiar przeczytać, ale tego nie zrobiłam i widzę, że to był słuszny wybór.

    OdpowiedzUsuń
  3. A kiedyś się zastanawiałam nad nią, to jednak nie będę się spieszyć z wypożyczaniem ;]

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja kiedyś ją nawet kupić chciałam, jak dobrze, że do tego nie doszło ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Również nie kupiłabym tej książki, po samej okładce. I zdziwiła mnie Twoja recenzja, bo i mi pewnie się by nie spodobała ta książka, a posiadam na swojej półce "Dedykację" tych samych autorek i była to książka w miarę ok, lekka, przyjemna, taki miły przerywnik. Jakbyś szukała takiej lektury, to polecam "Dedykację" :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Recenzja szczera i konkretna. Dobrze wiedzieć, że ta książka to strata czasu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, już sama okładka odrzuca.
    Swoją drogą, właśnie mnie to zastanowiło, jak dawno już nie czytałam recenzji odradzającej kupno jakiejś pozycji ; )

    OdpowiedzUsuń
  8. Okładka dziwna, zgadzam się ;)
    Konkretna recenzja, a ja takie lubię :)
    Co do książki to na 99,9% po nią nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Powiem Ci, że już z samej okładki widać, że to zabijacz czasu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja książkę kiedyś wygrałam i nadal się nie zabrałam za nią i jeszcze bardziej mnie zniechęciłaś...

    OdpowiedzUsuń
  11. Hehe rozbawiłaś mnie w pozytywnym sensie swoją szczerą recenzją :).
    Łączę się w bólu nad sesją ;).

    OdpowiedzUsuń