27 listopada 2010

Tony Takitani, Haruki Murakami

Tony Takitani, Haruki Murakami
Wyd. Muza

Tony Takitani nigdy nie miał łatwego życia - matka jego zmarła wkrótce po porodzie, ojciec zajmował się głównie karierą i romansowaniem. Do tego wszystkiego nosił imię na cześć Amerykanina, co sprowadzało na niego wyłącznie kłopoty. Sami sobie wyobraźcie, jak niechętnie Japończycy odnosili się w czasach powojennych do cudzoziemców - a za takiego właśnie brano Tony'ego. Chłopak nigdy nie miał przyjaciół, a jego kontakty z ojcem w pewnym momencie ograniczyły się do wzajemnych wizyt raz na kilka lat. Ale lubił i cenił swą samotność, korzystając z życia tak, jak tego zapragnął.

Tony Takitani dobiegał czterdziestki, kiedy pierwszy raz w życiu się zakochał. Tak mocno, że "kiedy budził się rano, od razu chciał na nią spojrzeć. Widząc ją uśpioną obok, oddychał z ulgą. Gdy jej nie było, ogarniał go niepokój i zaczynał jej szukać po całym domu." Po kilku udanych randkach Tony oświadczył się swej wybrance i wkrótce skończył się jego samotny żywot - odtąd dzielił życie z ukochaną.

Wkrótce jednak na jaw wyszły problemy psychiczne pani Takitani i po pewnym czasie stało się to, czego Tony bał się najbardziej - stracił ją z oczu. Jedynym śladem jej dawnej obecności były setki eleganckich ubrań, których widok sprawiał bohaterowi jedynie ból. Sprzedał je. Jakiś czas później z życiem pożegnał się ojciec Tony'ego, po którym zostały tylko sterty starych płyt. Tony sprzedał je. I dopiero wtedy odczuł czym tak naprawdę jest samotność.

Tony Takitani to cholernie smutna opowieść o samotności i cierpieniu. Murakamiemu wystarczy nawet kilkanaście stron tekstu, aby wzruszyć, aby wstrząsnąć, aby poruszyć... W krótkiej formie spisuje się naprawdę znakomicie i potrafi zrobić tyle, ile niektórym pisarzom nie udaje się nawet na setkach stron.

Wkrótce obejrzę również film nakręcony na podstawie tego opowiadania i mam nadzieję, że nie rozczaruję się - nastawiam się bowiem na prawdziwą ucztę. Póki co - polecam poznanie historii Tony'ego, bo wszystko to, o czym wspomniałam, jest jedynie zarysem. Murakamiego trzeba poznawać i zgłębiać samemu, żadna uboga recenzja wrażeń z lektury nie zastąpi.

Moja ocena: 9/10

12 komentarzy:

  1. No i po raz kolejny kłania nam się Murakami. Z tego co czytam wynika, że jest tak samo genialny, jak i poprzednim razem. Zaintrygowałaś mnie!

    OdpowiedzUsuń
  2. a gdzie dorwałaś tę książkę? Ja myślałam, że jej nie wydali po polsku...

    OdpowiedzUsuń
  3. Tylko ten Murakami mi z ekranu wyskakuje. No ludzie. A ja nie mam jego książek! ;(

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie u Leny pisałam, że Murakami to nie dla mnie;)
    No więc nie będę się powtarzać.
    Powiem, że Japonia to nie dla mnie :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Film jest przepiękny. Sama jestem maniaczką Murakamiego. Nic na to nie poradzę. 1Q84 przede mną ale Tony Takitani już za mną jakiś czas temu. Jak będziesz oglądać film, zwróć uwagę na muzykę. GENIALNA!!! pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja, podobnie jak Vampir, ciągle tylko o Murakami czytam, a nawet go w ręce nie miałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. to przeczytajcie Kochani, a dowiecie się dlaczego tak o nim wszyscy piszą ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Murakami chodzi za mną, śledzi mnie wszędzie na blogach...przeczytałam tylko jedną powieść, moze czas sięgnąć po następną?
    :)

    http://lotta-kronika-pachnacych-kartek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. niby Murakami mi się podobał, ale jakoś nie mam chęci do niego wracać

    OdpowiedzUsuń
  10. Kolmanko,
    to opowiadanie możesz znaleźć w 'Ślepej wierzbie...' - to po pierwsze. A - po drugie - Muza wydała kiedyś Tony'ego w formie broszurowej i czasem można je jeszcze dostać na Allegro :) I drogo schodzi - czasem drożej niż 'normalne' książki.

    OdpowiedzUsuń
  11. Sięgnę, sięgnę, ale chwilowo mam "napięty książkowy grafik" ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Niedługo Murakami wyskoczy mi z lodówki. Tam go jeszcze nie było :P Z tego, co widzę jednak jest wart swojej popularności, więc sięgnę po niego na pewno w najbliższej przyszłości.

    P.S. Nie pobij mnie, ale jego popularność kojarzy mi się z Paolo Coelho swojego czasu ...

    OdpowiedzUsuń