28 października 2010

Sto lat samotności, Gabriel García Márquez

Sto lat samotności (Cien años de soledad), Gabriel García Márquez
Wyd. Muza, Warszawa 2010

Kolejny raz zacznę od zachwytów nad nowymi wydaniami Márqueza w Muzie (chociaż stare, salsowe, też mam w posiadaniu i również jestem nim oczarowana) - cała kolekcja musi prezentować się znakomicie na półce. Ja - póki co - mam w posiadaniu dopiero jeden jej element, ale mam nadzieję, że z czasem zdobędę je wszystkie - bo nie dość, że książki wyglądają pięknie, to jeszcze wychodzą spod pióra znakomitego pisarza i znakomitego kreatora świata, o czym miałam okazję właśnie się przekonać.

Na kartach Stu lat samotności przenosimy się do fikcyjnego miasteczka Macondo, gdzie poznajemy dzieje pewnej niezwykłej rodziny. Życie jej członków obserwujemy od najstarszych pokoleń, na przestrzeni niemal stu lat. Stu lat wypełnionych intrygami, uniesieniami, magią i samotnością. Mamy tu niemal wszystko - wynalazki, miłość, politykę, seks, skandal, tajemnicę. Mamy tu dwa światy, które ścierają się ze sobą i tworzą niesamowitą całość. Mamy tu niezwykły obraz miasta i kształtowania się społeczeństwa. Mamy tu naprawdę "wszystko", chciałoby się powiedzieć.

Dzieło Márqueza zalicza się do największych osiągnięć światowej literatury, klasyfikując je we wszelkich możliwych rankingach traktujących o tym, jakie pozycje powinno się obowiązkowo przeczytać przed śmiercią. Literacko powieść faktycznie stoi na najwyższym poziomie, ale co do treści... Co do treści, pojawiają się pewne wątpliwości.

Nie zgadzam się z opiniami, że ten tekst traktuje o niczym. Sprzeciwiam się również głosom, że to jedynie zapis poplątanych dziejów rodu Buendiów. Nie mogę jednak pominąć tego, że ciągłe przywoływanie bohaterów z przeszłości, latające dywany i inne cuda - średnio do mnie przemawiają. Jakbym chciała czytać o tego typu "tworach", sięgnęłabym po którąś z unikanych przeze mnie powieści fantasy. Ale ja przecież sięgnęłam po klasyka...

Trochę się tu jednak przekomarzam i zgrywam - bo przecież doskonale wiem czym jest realizm magiczny i wiedza ta jasno tłumaczy pewne elementy powieści. Prawda jest też taka, że właśnie te baśniowe fragmenty czynią Sto lat samotności powieścią absolutnie wyjątkową. Márquez przenosi nas do tak niezwykle plastycznego świata, do tak fantastycznych bohaterów, że aż z czasem przestałam na siłę rozgraniczać czy to duch, czy człowiek, czy to fikcja, czy rzeczywistość. Uruchomiłam wyobraźnię i całkowicie dałam się porwać Márquezowi. Było warto, zapewniam.

Nie chciałabym tu streszczać fabuły, charakteryzować każdego z licznych bohaterów czy prowadzić analizy wydarzeń. Sto lat samotności jest bowiem jedną z tych powieści, do których powinno się podchodzić z całkowitą niewiedzą, by móc odebrać ją w pełni "po swojemu". Poza tym, tak naprawdę bardzo ciężko jest ubrać w słowa wszystko to, co o dziele Márqueza chciałoby się powiedzieć. Jedno jest pewne - po taką książkę trzeba sięgnąć obowiązkowo!

Moja ocena: 9/10

Swoją drogą... Ostatnio mam szalony głód czytania - w dzień, w nocy, gotując zupę, w kąpieli, w tramwaju i przed telewizorem. Bardzo ten głód przyjemny, tylko obawiam się, że jak teraz pochłaniam książki jedna za drugą, tak niebawem nadejdzie jakieś 'zmęczenie materiału', jakaś niechęć i będzie kiepsko. Ktoś powinien mnie powstrzymać :)

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Muza.

16 komentarzy:

  1. Lubię "Sto lat samotności", ale właściwie tylko lubię. Zdaję sobie sprawę z tego, że to wielkie dzieło ale chociaż czytało mi się przyjemnie, to zachwytów nie było. Jestem zatwardziałą fantastoczytaczką, ale elementy magiczne u Marqueza wydają mi się bardziej oniryczne, niż fantastyczne. Z resztą, mi się realizm magiczny w ogóle bardziej z oniryzmem kojarzy. W każdym razie podzielam Twoje, zdanie, że warto "Sto lat samotności" przeczytać.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam jeszcze "Stu lat samotności" ale mój luby czytał i bardzo zachwalał. Mam za sobą parę książek tego autora i absolutnie się z Tobą zgadzam, w jego książkach jest coś, co nie daje spokoju. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

    Twój głód czytania jest jak najbardziej pozytywny. Uważam, że zmęczenie materiału Ci nie grozi. Jedynie możesz zaostrzyć swój (no i jakby nie patrzeć - nasz) apetyt.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolmanko,
    no bardziej to się już chyba nie da! :))) Odkładam jedną, recenzuję, biorę się za następną. Z zajęć uciekam, żeby więcej czasu na czytanie mieć. Nie wysypiam się i nie funkcjonuję poza własnym pokojem. To trochę chore ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. no wreszcie coś dobrego polecasz (-; *;
    j.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja kocham Sto lat samotności. Ta książka nie musi być o czymś, wystarczy zatapianie się w świecie tworzonym przez Marqueza. Dla mnie czytanie tej książki było równe doświadczeniu czytania Lindgren "Bracia Lwie Serce" czy "Dzieci z Bullerbyn" - przeżywałam to bardzo mocno i osobiście, czytałam po nocach (uprosiwszy mamę, by mi pozwoliła)...
    też mam takie głody a potem przestoje. Teraz właśnie mam przestój. Zaczęłam "DOm dusz" i dalej za pierona.. ale przyjdzie czas...

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja tego autora jakoś nie trawię. Przeczytałam (lata temu) 1/4 "Stu lat samotności" i odłożyłam. Z "Miłością w czasie zarazy" poszło mi jeszcze gorzej - przebrnęłam, z trudem, tylko przez kilkanaście stron. Może jestem zbyt przyziemna:).

    OdpowiedzUsuń
  7. Podoba mi się stan, w który popadłaś :) Też czasem go przechodzę, ale chwilowo rozkręcam się po ostatnim zastoju i niemocy czytelniczej :) MArqueza też mam u siebie, tyle, że dwa egzemplarze... Cudne to wydanie. Nie mogę przestać się zachwycać :) Pragnę zebrać całą kolekcję :)

    Mam nadzieję, że się spotkamy na Targach :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja "Sto lat samotności" czytałam ...ech...ponad 10 lat temu. Pamiętam piorunujące wrażenie, jakie ta książka zrobiła na mnie. Ale z treści niewiele pamiętam. Mam ją na szczęście w domu i wiem, że kiedyś przeczytam ponownie. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam to samo, a zmęczeniem materiału nie przejmuje sę, bo jeśli nawet to na krótko i bezboleśnie. Życzę tego samego.:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wszyscy tak zachwalają, więc coś musi w tym być :D z chęcią po nią sięgnę, w przyszłości ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. "Sto lat samotności" czeka na półce na swoją kolej, ale jakoś nie mogę się zebrać. Głód czytelniczy też mam niesamowity tylko czasu brak :(

    OdpowiedzUsuń
  12. "Sto lat samotności" przeczytałam kilka ładnych lat temu i nadal jestem pod wrażeniem. Książka stoi u mnie na półce więc jeszcze nie raz do niej wrócę. Jedna z moich ukochanych, magiczna.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak miło znaleźć na takim pięknym blogu moją ukochaną książkę! Sto lat samotności jest magiczne, piękne, nietuzinkowe w swojej zwyczajności, co tu dużo mówić... Kawał genialnej literatury! (Gdybyś była zainteresowana, u siebie również zrecenzowałam tą wspaniałą powieść)

    OdpowiedzUsuń
  14. Miłość w czasach zarazy tego wydawnictwa jest wg mnie dość słabo przetłumaczona ;D

    OdpowiedzUsuń
  15. Dla mnie ta książka jest unikalna i z jeszcze jednego powodu. Choć pisana dla innej rzeczywistości, i u nas łątwo dopasować ją do zmieniającej się rzeczywistości, do naszych losów i historii. Bez względu na to gdzie mieszkamy historia nas łączy nim cykliczne sto lat samotności.

    U siebie pisałam o tym wczoraj: http://www.anianotuje.pl/2015/08/gabriel-garcia-marquez-sto-lat.html

    OdpowiedzUsuń