22 października 2010

Moje życie z Mozartem, Eric-Emmanuel Schmitt

Moje życie z Mozartem (Ma vie avec Mozart), Eric-Emmanuel Schmitt
Wyd. Znak, Kraków 2008

Uważam, że ta książka nie powinna była ujrzeć światła dziennego.

Na okładce czytam, że przedstawione w niej listy do Mozarta układają się w rodzaj autobiografii pisarza. Czy mam prawo oceniać jego życie i wartościować uczucia, myśli i anegdoty tam przedstawione? Czy mam prawo powiedzieć: "peplanie bez sensu"? Jak w ogóle ugryźć tego typu historię, pytam się?

Lubię Schmitta. Oczarował mnie i Oskarem, i Zapasami z życiem, i Odette. Ale Moje życie z Mozartem ani mnie nie poruszyło, ani nie zachwyciło. Nie ukrywam - niektóre myśli Schmitta warte są zapamiętania i wiem, że zachowam je w sercu i pamięci na długo. Ale znaczna część listów to takie - proszę wybaczyć kolokwializm - ględzenie o niczym. Oczywiście - to, co ja nazywam "niczym" jest dla Schmitta czymś istotnym, niezapomnianym, potrzebnym. Ta książka jest rodzajem wyznania wiary, rozliczenia z życiem i samym sobą. Przebaczyłem sobie, że jestem człowiekiem - pisze autor w jednym z listów - to wszystko jest tak cholernie intymne i prywatne... I jakże niestosowne wydają się być tu moje słowa o ględzeniu, o bezsensie, o niczym. Dlatego uważam, że Moje życie z Mozartem w ogóle nie powinno trafić na rynek wydawniczy. Nie chcę mieć więcej takich problemów i moralnych dylematów!

Uwielbiam dzieła Schmitta za to, jak pięknie są one u nas wydawane (ślę kolejny ukłon w kierunku Znaku), a Moje życie z Mozartem zasługuje tutaj na największe oklaski - do książki dołączona jest bowiem płyta z muzyką Mozarta. Jest to o tyle istotne, że w różnych momentach natrafimy w tekście na wspomnienia związane z poszczególnymi dziełami kompozytora. Wsłuchanie się w opisywany utwór znacznie wzbogaca lekturę, to muszę przyznać.

Dzięki Mojemu życiu mogłam przyjrzeć się bliżej zarówno życiu autora, jak i biografii wielkiego kompozytora. Przybliżyłam się dzięki temu zarówno do dwu znakomitych twórców, jak i do prawdziwie pięknej muzyki. Za to - i za kilka naprawdę wartościowych złotych myśli - mogę Schmittowi podziękować...

Moja ocena: 7/10

Zdjęcie pochodzi ze strony 1902encyclopedia.com

7 komentarzy:

  1. A to ciekawe, nie sądziłam, że to książka tak intymna. Myślałam, że więcej tu informacji o muzyce Mozarta i wrażeniach z nią związanych wplecionych w jakąś historię.. Dałaś mi przez to do myślenia

    OdpowiedzUsuń
  2. Historia, wokół której roztacza się cała sieć skojarzeń z Mozartem, tak naprawdę jest właśnie biografią Schmitta. Od momentu, w którym zaczął dorastać, przez wszystkie życiowe przeszkody po stan obecny. Dlatego tak naprawdę trudno ocenić wartość takiej książki...

    OdpowiedzUsuń
  3. Własnie od "Mojego życia z Mozartem" zaczęła się moja przygoda ze Schmittem. I wspominam tę książkę bardzo ciepło. Chociaż fakt - czasem te listy były hmm "bezwartościowe"?
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię muzykę poważną, niektóre książki Schmitta bardzo przypadły mi do gustu(inne mniej), ale ta książka mnie zawiodła, spodziewałam się czegoś innego, trudno mi w sumie stwierdzić czego, ale zawiodłam się i naprawdę trochę żałowałam kupna...

    OdpowiedzUsuń
  5. Za książkami tego autora nie przepadam, jakoś mi nie podpasywały ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja właśnie wróciłam przed chwilą z konkursu Chopinowskiego z nagrodą w postaci właśnie tej książki. Mam nadzieję, że mi się spodoba, bo jak na razie Schmitta kocham za wszystko, co dotychczas przeczytałam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cenię Schmitta, a jak zwykle (też i tutaj) "prostotę" treści broni on prostotą stylu, która z kolei w jego twórczości broni się sama w sobie.
    Jeżeli Schmitt z tej książki jest prawdziwy, a to zakładam, to ja go aprobuję. Mocno.

    OdpowiedzUsuń