17 września 2010

Spotkanie z Wojciechem Kuczokiem

Ostatni raz TO niezwykłe uczucie towarzyszyło mi na początku maja tego roku, kiedy miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w wykładzie pana Ryszarda Nycza. Wciąż uważam, że to jedno z najlepszych wydarzeń, w jakim mogłam brać udział w całej mej studenckiej karierze i zazdroszczę wszystkim tym, którzy regularnie biorą udział w zajęciach, prowadzonych przez tego wybitnego historyka i teoretyka literatury.
Tamto uczucie powróciło do mnie w dniu dzisiejszym, kiedy to mogłam na własne uszy usłyszeć i na własne oczy zobaczyć pana Wojtka Kuczoka - człowieka przezabawnego, inteligentnego i pełnego uroku. Jakie to uczucie? Ekscytacja. Bardzo silna ekscytacja.

Zacznę jednak od negatywów, bo chyba by mnie 'coś trafiło' [jak mawiają moi bliscy], jakbym najpierw trochę nie 'poujadała'. Gość zacny i interesujący [nazwany nawet 'gwiazdą' tegorocznych Dni Książki], a widzów ilu? Dwudziestu kilku! Z czego część to i tak pracownicy Miejskiej Galerii Sztuki, w której owo spotkanie miało miejsce. Wstyd i żenada! Oczywiście, liczyłam się z tym, że tłoku nie będzie, ale żeby aż tak niewielu częstochowian interesowało się literaturą? Gdzie byli ci, którzy nieustannie narzekają, że w tym mieście nie ma miejsca na kulturę? Że nic się tu nie dzieje? Że to wieś i dziura, wypchana kościołami? Zapewne wygrzewali się przed monitorami i ekranami, bo cóż oni by mieli robić?

Spotkanie zaczęło się punktualnie o 17:30. Przy niewielkim stoliku zasiedli razem - Wojciech Kuczok oraz - prowadzący spotkanie - Tomasz Jamroziński. Po krótkim zarysowaniu sylwetki pisarza, nielicznie zgromadzeni mogli usłyszeć kilka fragmentów powieści, która już za dwa miesiące trafi do księgarń. Najnowsza powieść Wojtka Kuczoka - Spiski - opowiada o losach Ślązaka, którego życie raz po raz niesie w Tatry. To właśnie tam główny bohater pozna smak erotyki i miłości, szczęścia i tragedii. Autor zapowiada powieść pełną humoru, ironii i... góralskiej gwary. Nie obędzie się też bez kontrowersji, ale o tym przekonacie się już w trakcie lektury. Radzę przygotować się na kolejną walkę z obrońcami krzyża ;)

Bardzo zaskoczył mnie sam autor, jako człowiek. Nie spodziewałam się, że ktoś, kto potrafi stworzyć coś tak gorzkiego, jak Gnój będzie tak ciepły i zabawny. Słuchanie opowieści pana Wojtka było dla mnie wielką przyjemnością. Zwłaszcza, że optymizmem napawa mnie wizja tego, iż w Polsce można żyć z pisania, czego Wojciech Kuczok jest najlepszym przykładem. Domyślam się, że nie jest to tak proste i lekkie, jak można było zrozumieć ze słów pisarza, ale już samo to, że jednak DA SIĘ - powoduje, że znacznie radośniej patrzę w przyszłość.

Bardzo żałuję, że całe spotkanie przebiegało w nieco niefajnej atmosferze, co zagwarantowała... znaczna część publiczności. Wyobraźcie sobie sytuację, kiedy pierwsze rzędy 'okupują' panie pod 70kę, zajmujące się nieustannymi ploteczkami. Kiedy przychodzi do zadawania pytań pisarzowi panie postanawiają zamilknąć, aby... zlustrować wzorkiem, wyśmiać pod nosem i skomentować teatralnym szeptem każdego, kto tylko odezwie się do autora. Jako że dziewczę ze mnie nieśmiałe musiałam więc wstrzymać się ze swymi pytaniami, bo jakby mnie te wszystkie wymuskane starsze panie wzrokiem obrzuciły, pewnie przybrałabym kolor mego bordowego sweterka. A naprawdę tego nie lubię, wierzcie mi.

Na szczęście bez większych obaw udało mi się podejść do pana Wojtka i nawet bez zająknięcia wymówić własne imię [obawiałam się tego, a co!]. Dzięki temu - o - proszę bardzo:

Bardzo pozytywna energia naładowała mnie po tym spotkaniu. Cieszę się, że miałam możliwość uczestniczyć w czymś, co daje tyle natchnienia i radości. No i niecierpliwie czekam na Spiski - oj, będzie się działo!

PS. Przepraszam za jakość zdjęć - o aparacie przypomniałam sobie już w drodze na przystanek. Dobrze, że chociaż narzeczony cyknął co nieco telefonem :)
PS2. Tak, znowu zmieniłam wygląd bloga. Muszę!

15 komentarzy:

  1. Pochodzę z malutkiej mieścinki i takie spotkania z pisarzami są bardzo bardzo rzadko. Niestety wszystkie przegapiłam . Właściwie to są głównie spotkania z pisarzami książek dla dzieci. Raz był Kasdepke. W sumie zaczęto je organizować dwa lata temu. Jakoś teraz miała być Irena Matuszkiewicz. Ale i tak bym nie poszła na to spotkanie. Przeczytałam "Dziewczyny do wynajęcie" i o więcej nie proszę. Straszna chała.
    Zachowania starszych pan nie skomentuję. Krew mnie zalewa, gdy widzę takie zachowanie.
    Wygląd bloga jest super! Bardzo podoba mi się nagłówek :) Też będę musiała kiedyś sobie jakiś zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę spotkania. A co do frekwencji, to zauważyłam, że często jest to wina organizatorów. Nie zadbają odpowiednio wcześniej o nagłośnienie takiego spotkania. Ciesz się zatem, że miałaś przyjemność!

    OdpowiedzUsuń
  3. ojojoj, pozazdrościć!

    p.s. Szkoda, że zniknęło Twoje zdjęcie, jako główne - bardzo ładne było.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kuczoka uwielbiam!!! Za jędrny język i umiejętność obserwacji.

    Fajnie że opisałaś to spotkanie - prawi jakbym w nim uczestniczyła.

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję:) A zdjęcie na nagłówku z filmu z Travoltą?

    OdpowiedzUsuń
  6. K. ja zaczynam w środę tegoroczny festiwal "4 pory książki" - pierwsze moje spotkanie (bo pierwsze festiwalowe dzień wcześniej z Jackiem Wanem) 21 z Konradem Piskałą. Później myślę o Plebanek z Krzysztofem Varga i kto wie, może jeszcze coś (Chwin?). Ale podobnie jak Ty, obawiam się pustek - mam nadzieję miło się zaskoczyć. Cóż, oby więcej takich spotkań i jeszcze więcej takich chętnych na nie:)

    Przyłączam się do zachwytów nad stroną - faktycznie .... filmowo:)

    OdpowiedzUsuń
  7. A może czytelnicy są po prostu nieśmiali? ;) Zazdroszczę spotkania, ale najbardziej zazdroszczę autografu. Byłam na kilku takich spotkaniach u siebie, w Gdańsku, ale nie miałam dość odwagi, by podejść do autorka/i.

    Co do Pamuka - pomyślałam sobie, że może "Biały zamek" byłby dla ciebie odpowiedni. Jest krótki i zawiera interesujący motyw sobowtóra. (Oczywiście, to tylko sugestia, sama sobie coś wybierzesz ;).

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam te same skojarzenia co ty, ale z drugiej strony daje to możliwość poobcowania z pisarzem bez tłoku i zadania wielu pytań, które przy większej liczebności nie padłyby. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Autora owszem kojarzę ale nie czytałam jeszcze nic tego Pana. O "Gnoju" słyszałam, że genialne (narzeczony czytał, bardzo prawdziwe i dość uderzające. Szczerze mówiąc, nie byłam nigdy na takim spotkaniu. Jakoś nie śledzę tego typu wydarzeń w Łodzi i pewnie przez to wiele ciekawych doświadczeń ucieka mi sprzed nosa.

    OdpowiedzUsuń
  10. Och jak fajnie, że mogłaś się spotkać z tymże pisarzem ;) Jedyną osobą ze świata literatury jaką poznałam była Pani Ewa Nowak ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zgadzam się z Matyldą_ab. Choć mieszkam w dużym mieście, to nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek usłyszała/zobaczyła jakąś informację o spotkaniu z autorem. Bardzo Ci zazdroszczę i mam nadzieję, że też kiedyś na takim spotkaniu się pojawię ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Chciałabym się wybierać na tego typu spotkania. A jakoś mało okazji... "Gnój" czeka na przeczytanie i nie wiem, czy się w końcu doczeka.

    OdpowiedzUsuń
  13. Czekam z niecierpliwością na nową książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Spotkania z autorami są niezwykle interesującym przeżyciem. Byłam już na kilku, bo choć moje miasto nie jest zbyt wielkie, to jednak nasza biblioteka bardzo się stara. Niestety, nigdy nie ma na nich zbyt wielu osób, bo i miejsca brak, i czas także niezbyt udany (prawie wszystkie spotkania miały miejsce w tygodniu o 13). Na szczęście, jeszcze nie pojawiły się u nas panie, takie jak opisane u Ciebie, bo chyba wyszłabym z siebie.

    A spotkania z panem Kuczokiem zazdroszczę i z niecierpliwością czekam na jego kolejną książkę.

    OdpowiedzUsuń
  15. Zapomniałam dodać - bardzo podoba mi się nowy szablon :).

    OdpowiedzUsuń