5 sierpnia 2010

Siedem kobiet, Rebecca Miller

Siedem kobiet; Personal VelocitySiedem kobiet (Personal Velocity), Rebecca Miller
Wyd. Muza, Warszawa 2010

Nie przepadam za opowiadaniami. Polubiłam je pisać, ale z czytaniem idzie już trochę gorzej, bo rzadko są w stanie mnie zainteresować. Przekazanie maksimum treści za pomocą niewielu słów nie jest wcale łatwe i nie każdemu ta sztuka się udaje. Na szczęście Rebecca Miller poradziła sobie z tym zadaniem.

Siedem kobiet z opowiadań amerykańskiej autorki zmaga się ze swoim życiem – szukają zmian, szukają odpowiednich dróg, pragną zrozumieć siebie, swoje zachowania i to, dlaczego ich losy układają się tak, a nie inaczej.

Grecie wystarcza jedno spojrzenie na buty męża, aby uświadomić sobie, że wkrótce się rozstaną. Delia ucieka od męża tyrana i walczy o lepsze życie. Jest przykładem kobiety, która poczucie własnej wartości i władzy buduje wyłącznie dzięki seksowi. Louisa jest malarką, żyjącą w ciągłym poczuciu winy – najpierw z powodu śmierci brata bliźniaka, potem z powodu bycia lepszą od innych, a tak naprawdę wszystko to jest tylko pretekstem, aby stale się uniżać i swą wartość uzależniać od mężczyzn wokół. Julianne to niespełniona poetka, żyjąca w cieniu swego męża-wielkiego artysty. Bryna stale dowartościowuje się znajomością z „wielkimi” ludźmi, u których jest gosposią. Nieustannie udziela wywiadów w swojej głowie, starając się w ten sposób zawalczyć z prozą życia. Nancy właściwie trudno zaliczyć do grona kobiet – nie skończyła nawet dziesięciu lat. Ale to jej losy wydają się być najbardziej wstrząsające – dziewczynka boryka się z problemami psychicznymi, pada ofiarą pedofila i żyje w ciągłym poczuciu wyobcowania. W sercach rodziców przegrała z ich największą miłością – pieniądzem. Na końcu poznajemy Paulę – moją ulubioną bohaterkę (a może: bohaterkę mojej ulubionej historii?) – cudem unika ona śmierci i nagle jej życie staje się kłębkiem zbiegów okoliczności. Jak ona i pozostałe kobiety poradzą sobie z napotkanymi problemami? Czy zaczną żyć tak, aby być szczęśliwymi?

Każda z nich jest inna, ale wszystkie czegoś poszukują, wszystkie łakną zmian. Historia każdej z nich owiana jest tajemnicą i tak naprawdę żadnej z bohaterek nie poznajemy tak do końca. Bo ich historie zostają przerwane nagle, pozostawiając stos niedopowiedzeń. W pierwszej chwili ma się wrażenie, że opowieści przerwane są za wcześnie, że jeszcze coś mogłoby się wydarzyć. Ale dopiero lektura całości pozwala spojrzeć na sprawę bardziej ogólnie, z odpowiednim dystansem. I wtedy powroty do normalności, jakie autorka serwuje nam na zakończenie każdej opowieści nabierają sensu.

Siedem kobiet to zbiór naprawdę interesujących opowiadań. Jest to lektura odpowiednia na każdą porę – pochłania się ją szybko i lekko, choć parę razy przychodzi chwila na refleksję. Warto wtedy zatrzymać się na chwilę i zastanowić nad postępowaniem i sposobem myślenia danej bohaterki. To naprawdę ciekawe kobiety, warto je poznać.

Moja ocena: 8,5/10

9 komentarzy:

  1. Ciesze się, że Tobie również ta książeczka przypadła do gustu. Czy któraś z bohaterek w jakimś stopniu przypomina Ciebie samą ? Ja osobiście nie znalazłam nawiązania do swojej osoby.

    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też nie przepadam za opowiadaniami, chociaż sukcesywnie zaczynam się i do nich przekonywać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również powoli się do nich przekonuje. Zwłaszcza, że teraz czytam Schmitta i są one oczarowujące.

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja lubię opowiadania :) u Ciebie kolejna dobra recenzja tego zbioru, muszę się w niego zaopatrzyć :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Aaaa Wróciłam ;) szczegół, ze od 17 znowu mnie nie bedzie przez 2tygodnie ale wreszcie moge przeczytac Twoje recenzje ksiażek :D

    Dzisiejsza pozycja zaintrygowała mnie i z pewnością po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba kiedyś powstał taki film... ale czy to ten?

    OdpowiedzUsuń
  7. Mi też właśnie wydaje się,że widziałam kiedyś film o takim samym tytule,lecz nie jestem pewna czy został on nakręcony na podstawie tej książki;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak, gdzieś czytałam, że nawet dostał jakąś nagrodę filmową :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj, ja również nie przepadam za opowiadaniami. Tak jak napisałaś, zbyt mało tekstu, żeby w pełni wczuć się w historię całą sobą. Niemniej ostatnio zaczęłam łamać schematy i próbować czytać takie opowiadania. Poszukam książki, której recenzję teraz opisałaś, bo bardzo zainteresowała mnie ona, w dużej mierze dzięki Twojej opinii. ;) Dodam Cię do linek, okej?
    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń