19 sierpnia 2010

Invictus. Igrając z wrogiem, John Carlin

Invictus. Igrając z wrogiem (Playing the Enemy: Nelson Mandela and the Game that made a Nation), John Carlin
Wyd. Muza, Warszawa 2010

Rok 1994. Nelson Mandela został właśnie wybrany na prezydenta nowej RPA. Pomimo upadku apartheidu kraj nadal jest głęboko podzielony, rasowo i ekonomicznie. Aby zjednoczyć swój lud, Nelson Mandela wymyśla odważny, ale ryzykowny plan: chce przekonać ludzi do poparcia narodowej reprezentacji rugby - Springboks - w ich walce o Puchar Świata, którego finał ma się odbyć w RPA za rok. Nie jest to łatwe zadanie, biorąc pod uwagę, że w tamtym okresie większość czarnych obywateli ciągle uważała rugby za rasistowski sport, który kojarzył się z afrykanerami, i zdecydowanie bardziej wolała piłkę nożną.

Czytałam tę książkę ze świadomością, iż oparta jest ona na rzeczywistych wydarzeniach, ale cały czas nie byłam w stanie uwierzyć, że wszystko to, o czym pisze Carlin jest prawdą. O ile jestem w stanie wyobrazić sobie wzajemną ludzką nienawiść, która nie jest mi obca, o tyle wielkie pojednanie wykracza już poza moją wyobraźnię. Jak widać - jestem człowiekiem małej wiary.

Invictus powstał na podstawie licznych wywiadów, przeprowadzonych z ludźmi z bliskiego i dalszego otoczenia Nelsona Mandeli - byłego prezydenta RPA - oraz z samym Mandelą, oczywiście. Dziennikarz - John Carlin - poświęcił temu wyzwaniu wiele lat, co pozwoliło mu stworzyć niezwykle absorbujące i doskonale napisane dzieło. Muszę przyznać, że nie lubię książek traktujących o polityce, dlatego gdyby nie wątek sportowy, który przykuł mą uwagę, pewnie nie sięgnęłabym po tę książkę. Byłby to wielki błąd, ponieważ sposób w jaki John Carlin przedstawia wielkiego przywódcę - Nelsona Mandelę i wydarzenia, jakie były jego udziałem przyciąga czytelnika i nie można się dziwić, że Invictus pokochały miliony ludzi na całym świecie. To naprawdę wyśmienita lektura.

Dzięki historiom, jakie opowiedziano Carlinowi możemy poznać biografie wielu interesujących postaci, które wywarły ogromny wpływ na kształtowanie się życia politycznego w południowej Afryce. Bardzo dobrze poznajemy także Nelsona Mandelę - od jego codziennych przyzwyczajeń (mających na celu pokazanie jego "normalnej" strony), po kształtowanie się jego politycznych celów i myśli. Możemy poznać działania, jakie podejmowano, aby zjednoczyć "czarnych" z "białymi". Możemy także odkryć jak wielką potęgę ma sport. Sport, który potrafi dzielić i jednoczyć, mobilizować i niszczyć. Sport, który kochają niezliczone rzesze ludzi na całym świecie...

Koło jednego faktu nie można przejść jednak obojętnie, gdyż rzuca on spory cień na całą tę publikację. Chodzi tu o sposób, w jaki autor przedstawia postać Mandeli. Nie ujawnia on niemal żadnej wady, żadnej skazy, żadnego uchybienia wielkiego przywódcy. Naiwnością ze strony kogokolwiek byłoby zawierzenie temu obrazowi. Dlatego tak bardzo irytowały mnie pewne fragmenty reportażu. Nie mam zamiaru niczego Mandeli ujmować, po prostu doskonale zdaję sobie sprawę, że nie ma świętych ludzi, a po świecie nie stąpają ideały. Nie rozumiem więc skąd to przekłamanie i przedstawienie tej niezwykle barwnej postaci tak jednobiegunowo. Skoro świat miał poznać prawdę o wydarzeniach w Republice Południowej Afryki, powinno się ten obraz przekazać jak najpełniej. Ale wtedy to już nie byłoby tak dobrze przyjęte przez niektórych, czyż nie?

Pomimo tej jednej zasadniczej wady, uważam że po reportaż Carlina sięgnąć wręcz należy. To porządny kawał historii RPA, historii apartheidu, historii niezwykłego człowieka, któremu udało się porwać za sobą cały naród, łącznie z dotychczasowymi wrogami i przeciwnikami. Warto poznać tę historię. Warto wiedzieć więcej...

Moja ocena: 7,5/10

12 komentarzy:

  1. Z całego serca polecam Ci film - uważam, że jest lepszy od książki, a Tobie spodoba się tym bardziej, że film skupia się przede wszystkim na aspekcie sportowym, a sam Mandela pokazany jest bardziej "po ludzku", jako normalny człowiek, który posiada zarówno zalety jak i wady (ukazane jest to w szczególności w kontekście rodzinnym). Obejrzyj koniecznie i napisz, co myślisz, jestem ciekawa:) Morgan Freeman zagrał świetnie, matt Damon nie gorzej. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, jeżeli miałam wątpliwości co do filmu, to właśnie je rozwiałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wypowiedzieć się za bardzo nie mogę, ale jak tylko przeczytam książkę, napiszę co o niej sądzę. Cieszę się, że zebrała u Ciebie taką ocenę, bo mogę kupić ją i spokojnie przeczytać, bez wpadek. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książkę mam na półce, mój chłopak był nią wręcz zachwycony, niedługo się za nią zabieram. Filmu nie widziałam, ale podobno świetny. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo ciekawy blog i świetne recenzje ;) Zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
  6. Dawno, dawno temu oglądałam ekranizację tej książki. Wtedy nie miałam nawet pojęcia, że taka książka istnieje. :)
    Btw. jak można mnie tak bezczelnie kusić, hę? Gdy tylko widzę takie piękne stosiki, mam ochotę po prostu je ukraść. :>
    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zachęcająca recenzja. Podoba mi się. Może kiedyś spróbuję. PS: Ja ostatnio staram się opanować wchodząc do księgarni ;P

    OdpowiedzUsuń
  8. Mimo dobrej opinii jakoś nie jestem przekonana.
    PS. "Kronika ptaka nakręcacza"?! Teeeeż chcę! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie nie trzeba zachęcać do tego filmu X] Wart każdej minuty :) Boski Morgan, etc... OoO, ale tu teraz biało. Nie nadążam za twoimi zmianami, heh, ale jakby nie było, liczy się treść ;}

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślałam, że to raczej fabuła niż reportaż.

    Bardzo udany nagłówek - nie zmieniaj go:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetna recenzja, mam nadzieję, że książka wkrótce trafi w moje ręce. Ostrzę sobie na nią pazurki już od pewnego czasu.

    P.S.
    Niecierpliwie czekam na Twoje refleksje o "Pływaniu w negliżu" - zauważyłam, że książka wywołuje straszliwie skrajne reakcje :)

    OdpowiedzUsuń
  12. A mnie książka zupelnie się nie podobała, styl Calina odbierałam częsciowo jako toporny, idealizacja Mandeli denerwowala, porzuciłam lekturę w połowie.

    OdpowiedzUsuń