1 sierpnia 2010

Suma naszych dni, Isabel Allende

Suma naszych dni (La suma de los dias), Isabel Allende
Wyd. Muza, Warszawa 2010

"Ach, cóż to jest za rodzina!" - chciałoby się wykrzyknąć po zakończeniu lektury tej magicznej powieści. Isabel Allende wprowadza czytelnika do tak niezwykłego świata, że rzeczywistość wokół nagle staje się bezbarwna i kipiąca nudą. W przeciwieństwie do rzeczywistości w jakiej żyje pisarka...

Suma naszych dni jest autobiograficzną powieścią Allende, napisaną w formie listu do zmarłej córki. W liście tym pisarka pragnie przedstawić ukochanej Pauli kilkanaście lat z życia swej rodziny. I wiele można by o tej rodzinie powiedzieć, ale na pewno nie to, że jest ona zwyczajna czy typowa. Do normalności jest jej po prostu bardzo daleko... I bardzo mnie to cieszy, bo inaczej nie mogłabym zatopić się w tej poruszającej opowieści. A - musicie mi uwierzyć na słowo - dzieje się w niej tak wiele, że w trakcie lektury brak jest chwili na ziewnięcie.

Miałam pewne obawy co do tej powieści - spodziewałam się raczej pełnej smutku, patetycznej historii, a dostałam niesamowicie ciepłą i tchnącą optymizmem opowieść o niezwykłej kobiecie i jej plemieniu, które - wbrew wszelkim przeciwnościom - nigdy nie przestaje się wspierać. Rodzina staje się tu najwyższą wartością, co autorka podkreśla wielokrotnie i co przyciąga mnie do tej powieści jeszcze bardziej. W tym miejscu mogę jedynie wyrazić nieopisaną zazdrość względem pani, której przyszło Sumę naszych dni przekładać na język polski. Na stronie wydawnictwa Muza znalazłam bowiem informację następującej treści: "w trakcie pracy nad przekładem tłumaczka, Marta Jordan, na zaproszenie autorki spędziła miesiąc w jej domu w okolicach San Francisco, w otoczeniu bohaterów jej wspomnień. Codzienne obcowanie z postaciami opisanymi na kartach tej książki było dla niej niezwykłym i niezapomnianym przeżyciem, w którym przenikały się nawzajem świat realny i rzeczywistość literacka. "

Domyślam się, że dla pani Marty Jordan było to jedno z najciekawszych i najbardziej niezwykłych życiowych doświadczeń. Coś nie do opisania. Coś wspaniałego. Coś, co może w mym sercu wywoływać ukłucie zazdrości, ale i radości, że komuś przyszło przeżyć coś tak niesamowitego...

Nieczęsto zdarza mi się mówić, że coś 'trzeba' czy 'należy'. Ale tak właśnie chciałabym odnieść się do tej książki - po prostu każdy powinien ją poznać. Można nie lubić wspomnień, powieści autobiograficznych czy czegokolwiek innego, co może się z Sumą naszych dni kojarzyć. Ale z pewnością życie i rodzina dla każdego stanowią jakąś wartość. I właśnie dlatego uważam, że po tę powieść sięgnąć należy. Zachęcam.

Moja ocena: 8,5/10

PS. Zachęcam również do podjęcia czytelniczego wyzwania "Rosja w literaturze".

8 komentarzy:

  1. Czytałam już kiedyś recenzję tej książki, ale nadal nie jestem zainteresowana. Jeśli chodzi jednak o tę autorkę to chcę przeczytać "Ines, pani mej duszy".

    OdpowiedzUsuń
  2. Przy takiej recenzji to nic tylko czytać - czekam na pożyczenie :)

    De

    OdpowiedzUsuń
  3. Aleksandro,
    nie znam jeszcze żadnej 'normalnej' powieści tej autorki, ale w jej biografii spodobał mi się styl i język, jakim się posługuje, więc zapewne również sięgnę po któreś z jej dzieł. Wybór jest spory :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Za Allende zabieram się od dłuższego czasu... chyba leniwa jestem:)
    Co do wymiany, to chętnie pożyczę, pod warunkiem, że Ty pożyczysz coś ode mnie. Może Orhan Pamuk "Nazywam się czerwień" ? Zarąbista książka - że się tak młodzieżowo wyrażę:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam Allende z kilku innych powieści i uważam ją za jedną z ciekawszych autorek Ameryki Pd. Po tą książkę też muszę sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Na pewno kiedyś przeczytam. Na razie mam za sobą dwie książki autorki i wiem, że chcę więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Naczynie_gliniane,
    nie jestem przekonana co do Pamuka, ale obiecałam sobie, że spróbuję się z nim zapoznać, więc to może być dobra okazja :)

    OdpowiedzUsuń
  8. napisz do mnie na maila: kamienna1@wp.pl

    Z Pamuka do strawienia dla mnie była tylko właśnie "nazywam się czerwień", reszty nie umiałam przełknąć, choć bardzo się starałam. Będziesz zadowolona - zaufaj mi:)

    OdpowiedzUsuń